Alexander - 2015-09-18, 22:31 Spokojnie dopiero się rozkręcali za pewne do szczytu marzeń dopiero dojdą Koń ładnie współpracował choć próbował różnych rzeczy chłopak był nie ustępliwy, nie mógł dać sobie wejść na głowę jak to mówią. Skoro zjechali na ścianę w najbliższym narożniku zagalopowali na odpowiednią nogę oczywiście, chłopak ponownie pozwolił sobie na rozgrzanie w tym że chodzie: koła na prawo i lewo, rozgrzewka oraz gimnastyka ciała na woltach, serpentynach, kołach, by ponownie skierować się na drągi i kopertę z tym że zwolnili przy tym do kłusa po ich przejechaniu oraz skoczeniu pokierowali się z trzy kroki kłusem ponownie zagalopowując i jadąc wprost na stacjonatę nadal niską ale jednak !G-Dragon - 2015-09-18, 23:27 Przy zagalopowaniu wyrwał do przodu, ale jego zapały szybko zostały zniwelowane przez stanowczego jeźdźca. Rozgrzewka poszła mu bez większych problemów, posłusznie wykonał każdą z figur najdokładniej jak tylko umiał.
Ponownie skierował się na drągi i kopertę, niechętnie zwalniając przy tym do kłusa. On już się rozkręcał, a tu go hamowali. Pokonał je bez problemu i ruszył galopem na stacjonatę. Wszystko szło ładnie, pięknie ale coś za płotem sprawiło, że nagle stracił zainteresowanie przeszkodą. Skończyło się to tym, że gwałtownie przed nią zahamował, w ostatniej chwili ratując się przed wpadnięciem w drągi.Alexander - 2015-09-22, 10:25 Chłopak nie pozwalał mu na samowolkę co to to nie, od razu skorygował jego tempo do odpowiedniego. Bywało tak że czasem trzeba odpuścić by pojechać odpowiednio dalej, musiał być raczej małym profesjonalistą skoro byle gówno go płoszyło.
-Tchórz. - skwitował zachowanie gniadosza, dla niego nie istniały wręcz konie w sporcie które bały się byle gówna, takie jakieś mało wartościowe można powiedzieć. Odesłał konia na ślad zwalniając z nim do stępa, maglował go przez wszystkie chody jakby powtarzając rozgrzewkę, nie odpuszczał mu wymagał skupienia, zaangażowania, tempa oraz poprawnego wygięcia, maglował go i maglował dłuższą chwilę można rzec że nieco za karę. Wiedział że sprawa przeszkody była mocno przesadzona bo to nawet nie spłoszenie tylko widzi mi się konia to teraz ma.G-Dragon - 2015-09-22, 13:59 Po ogarnięciu się i odejściu spod przeszkody wrócił na ślad, gdzie od początku powtórzyli całą rozgrzewkę. Stęp, później kłus i tak dalej. Poparskiwał co jakiś czas, próbując w jakiś sposób ułatwić sobie powtarzanie tego wszystkiego, ale człowiek na jego grzbiecie pozostawał na tyle stanowczy, że ani na moment mu nie odpuścił. Zachowanie ogiera w porównaniu z samym początkiem było teraz znacznie lepsze. Był skupiony na człowieku i wykonywał wszystkie powierzone mu przez niego polecenia.
Przy figurach utrzymywał poprawne wygięcie, nie zwalniał ani nie przyspieszał. Taka nauczka już była dla niego wystarczająca, tym bardziej, że dla lenia jego pokroju jakakolwiek dodatkowa praca była mordęgą. Tym bardziej, że to co teraz robili zdawało się nie mieć końca. Gniadosz jednak wkładał w to więcej wysiłku, szybko do jego łba dotarło, że tamta wpadka z przeszkodą była głupim pomysłem.Alexander - 2015-09-28, 22:44 Czasem z pozory najprostsza kara bywa najtrudniejsza dla takiego konia, ale nauczka bywa odpowiednia do czynu. Ogier stosunkowo nie zrobił nic złego, ale nie mógł wierzyć że chłopak będzie mu pobłażał każde wybryki bo nie skończą nigdy tego treningu lub któregoś szlak w końcu trafi. Nie zamierzał mu odpuszczać taka kara właśnie była odpowiednia, za głupotę lub chęć pokazania co on to może zamiast skakać wrócił do rozgrzewki która go męczyła bardziej chyba niż same skoki. W końcu kiedy Alex uznał że już ponownie zakręcił gniadosza na stacjonatę przed którą się wtedy wyłamał, zablokował go w pomocach, skracając lekko krok dojechał do samej przeszkody, wysyłając mu pomoce do skoku co zrobił gniadosz zostawiaj userce konia do interpretacji w razie jakby oddał skok Alex pomógł mu w tym oczywiście wchodząc w półsiad, oddając wodzę.G-Dragon - 2015-09-30, 16:11 Najechał ponownie na wyłamaną wcześniej przeszkodę, skracając krok i przygotowując się odpowiednio do skoku. Nie była to przeszkoda nie do pokonania, więc nie miał z nią już żadnego problemu. Nie jak jeszcze kilkanaście minut temu. Wybił się, podkurczając nieco przednie nogi pod siebie i pokonał stacjonatę. Po przeszkodzie nie zwalniał prędkości chodu, chyba, że mężczyzna sobie tego zażyczył. Nie widziała mu się powtórka z rozrywki, więc postanowił być bardziej posłuszny. Skierował jedno ucho w kierunku jeźdźca i parsknął, zastanawiając się czy ten wymyśli coś jeszcze.Sergei - 2015-10-02, 09:09
Desperado napisał/a:
Odbierając nagrodę w postaci klepania po łopatce, skierował uszy w stronę jeźdźca, odpowiadając mu krótkim parsknięciem, jeszcze dobitniej świadczącym o rozluźnieniu, które osiągnął. Po czterokrotnym, w pełni poprawnym pokonaniu drągów udał się na pierwszy ślad. Przez chwilę kłusował energicznie wzdłuż ogrodzenia, aż w odpowiedzi na użyte pomoce przeszedł do stępa, wchodząc zadem głęboko pod kłodę. Chwilowa przerwa tak naprawdę nie zwalniała go z pracy; wciąż utrzymywał marszowe tempo przy zaangażowanym zadzie i wcześniej ustalonym ustawieniu. Nieznacznie wyciągnął nos do przodu, jako że w tej chwili było mu tak wygodniej i stępował przed siebie, oczekując dalszych poleceń. Pozostawał w stanie umiarkowanego podekscytowania, które nie pozwalało mu na powłóczenie noga za nogą. Przeczuwał już, co będzie działo się dalej i ta myśl nie pozwalała mu na wyciszenie się do stanu, w którym był przed pierwszym kłusem. Sprawa miała stać się poważniejsza z upływem czasu, bo pomimo całej swojej ogłady, jako koń sportowy był dość elektryczny. Inaczej nie dałby rady pokonać toru crossowego, czyż nie?
Po paru okrążeniach stępa, uprzedzony półparadą przeszedł ochoczo do galopu. Oczywiście był to jego ulubiony chód, rasa niejako zobowiązywała go do takich preferencji. Od razu ustalił energiczne, mocne tempo, już po paru foule galopu ciągnąc łeb do dołu i przeciągle parskając, średnio co dwa takty. Dynamicznie stawiał kolejne kroki, każdą foule kryjąc spory obszar terenu. Po dwóch pełnych okrążeniach wszedł na przekątną, na której płynnie wykonał lotną zmianę nogi, po której wrócił z powrotem na ścianę by sobie "ulżyć". Pomimo niemalże całkowitej swobody trzymał się wyznaczonego śladu i nie przejawiał najmniejszych niesubordynacji. Po zebraniu wodzy i w odpowiedzi na działanie ręki, zaokrąglił się w potylicy. Takie ustawienie łba nie zniechęciło go do kontynuowania dynamicznego galopu, chociaż po wstępnym "wygalopowaniu się" ruch gniadego stał się mniej przypadkowy. Teraz wręcz z rozwagą stawiał kolejne kroki, co jednak nie odbierało mu płynności. To jeździec dyktował tutaj warunki, każdy, najmniejszy ruch był odpowiedzią na działania Serga i Desperados nie zamierzał z tym dyskutować.
Powtórnie zmienił kierunek wraz z prowadzącą nogą w galopie, po czym równie dynamicznym krokiem zmierzył ku rozgrzewkowej kombinacji przeszkód i drągów. Widząc owe przeszkody pozytywnie zainteresował się nimi i nie zbaczając z kursu, poruszał się w prostopadłej linii na sam środek drągów, które nie były dla niego wyzwaniem. Nie wypadając z obranego tempa, sprawnie je pokonał w trzech susach, zaraz po których poprzez nieco większy skok galopu pokonał stojący po drągach krzyżak. W żadnym wypadku nie można było mu odmówić płynności wykonywanych ćwiczeń - szedł do przodu jak burza, wykazując się zwinnością i elastycznością. "Skok" nad krzyżakiem trudno było nazwać skokiem, ale część koni skaczących wysokie przeszkody miała to do siebie, że niekoniecznie respektowała te mniejsze, co właśnie skutkowało takim, a nie innym pokonywaniem małych przeszkód. Mimo wszystko zachowywał pełną poprawność. Po dwóch foule galopu jednakowo potraktował stacjonatę. Generalnie rozgrzewka opierała się na powtórzeniach, co było nieco nużące. Gdyby nie to, że ogier po prostu lubił skakać, zapewne dość szybko by się zniechęcił skacząc tę samą przeszkodę raz za razem. Prawdziwa zabawa miała się zacząć na parkurze, który wymagał koncentracji, kombinowania, szybkich reakcji i w dniu dzisiejszym także siły, bo przeszkody mierzące ponad metr czterdzieści nie były byle czym. Mniejsze wysokości nie sprawiły mu kłopotu, natomiast popełnił parę mniejszych lub większych błędów na wyższych przeszkodach, których po prostu dawno nie skakał. Głównie dlatego ten trening był mu dziś potrzebny.
Po zakończeniu rozgrzewki przeszedł do stępa, w którym pozwolił sobie wyciągnąć szyję i odsapnąć przed dalszymi etapami.
//Według kostki, pierwsze trzy przeszkody na czysto. Parkur
Czas zacząć zabawę. Sergei ponownie wszedł na kontakt z pyskiem ogiera, mentalnie przygotowując się do wyższych skoków. Sam od dawna nie robił sobie żadnych cięższych parkurów, głównie pracował ujeżdżeniowo albo na niskich, rozgrzewających przeszkodach, więc szybko poczuł, jak w żyłach zaczyna krążyć adrenalina. Jednak był nastawiony optymistycznie, był wręcz lekko podekscytowany, ale nie chciał dać się temu porwać. Jako jeździec powinien zostać spokojny... niemniej radość mógł z tego czerpać.
Sygnał do zagalopowania na prostej i od razu odważnie do przodu. Subtelne podparcie łydkami, szersza wolta, by nastawić odpowiednie Desperado na pomoce i najazd na wprost na pierwszą przeszkodę, Okser 140centymetrów. Od razu mocne tempo, jednak tyłek trzymał w siodle, pilnując motorka gniadosza, nie chciał, by ten mu zgasł już na początku. Stabilny kontakt z jego pyskiem, przed przeszkodą mocniejsza łydka, gładkie przejście do półsiadu i elastyczne oddanie wodzy. Podczas lotu zgrabnie pozostawał w miejscu, nie kręcił się w siodle, co skutecznie mogłoby doprowadzić do upadku jego i ogiera. Minimalnie przeniósł ciężar na lewe strzemię, chcąc zasygnalizować lądowanie właśnie na tą nogę. Po wylądowaniu mężczyzna starannie zamknął Desperado w pomocach, pozostając w półsiade i po lekkim łuku nakierował go na kolejną przeszkodę - stacjonatę 145cm. Nie miał sztywnej ręki, starannie podążała za ruchem głowy i szyi folbluta, nie latał jednak nią nadmiernie. Korzystając z miarę przyjaznego najazdu nieco mocniej musnął łydkami boki ogiera, pozwalając mu tym samym na lekkie rozciągnięcie się. Łydka, półsiad, oddanie wodzy. Po lądowaniu Serg od razu usiadł w siodło; automatycznie, z przyzwyczajenia miał tym momencie luźne biodra, swobodnie pracował stawami.
Skrócił pomocami gniadosza, ponieważ najazd na trójkę wymagał stosunkowo ostrego łuku, a sama przeszkoda była dość trudna. Żółto-czerwona, o krzykliwych kolorach. Okser o wysokości 140cm. Na łuku wspierał go łydkami, zewnętrzna ograniczała wypadanie zadem, wewnętrzna pomagała w odpowiednim wygięciu. Zewnętrzna wodza napięta, nie odpuszczająca, a wewnętrzna ręka zgięła się w nadgarstku, podążając lekko w kierunku tułowia mężczyzny. Po naprostowaniu od razu mocniejsza łydka, zamknięcie w pomocach i do przodu, by Desperado miał z czego skoczyć okser. Łydka - półsiad - wodza.Alexander - 2015-10-05, 22:47
G-Dragon napisał/a:
[...]
Chłopak starał się prowadzić konia do końca, o dziw udało im się przeskoczyć bez większych anomalii co cieszyło faceta nie zmiernie. Utrzymywał raczej stałe tempo jazdy, teraz czekało ich nieco trudniejsze zadanie, ale wierzył że ogier doskonale sobie poradzić. Zrobili jedno bardzo pomniejszone koło wokół hali i lekko zwolnił konia do kłusa, skracając wykrok, mógłby się buntować ale Alex nie odpuszczał ze względu że czekały ich trzy niskie stacjonaty jedna za drugą na zasadzie skok-wyskok, zamknął konia w pomocach prowadząc równo na środek przeszkód, więc łydka ładne złożenie do skoku, lądowanie znowu łydka, znowu złożenie, znowu łydka i ostatnie złożenie z koniem do lotu, jak im się udało pochwalił go głosem oraz poklepał po szyi.G-Dragon - 2015-10-05, 23:34 Objechał parkur robiąc mniejsze kółko i zwolnił do kłusa, skracając wykrok. Parsknął głucho, poddając się woli jeźdźca bez żadnych buntów. Spojrzał na rysujące się przed nim przeszkody i próbował przyspieszyć, bo mu się zdawało, że tak będzie najlepiej, ale człowiek skutecznie mu to uniemożliwiał. Ogier parł uparcie do przodu, jednak nadal pozostając w kłusie. Wybił się przed pierwszą stacjonatą i wylądował, by zaraz ponownie poderwać się do góry. Nad przeszkodami ładnie się składał, podciągając przody pod siebie i miękko lądował, nie próbując pozbyć się siedzącego na nim mężczyzny. Po pokonaniu wszystkich przeszkód pokłusował dalej, po drodze odbierając z zadowoleniem wszystkie pochwały.Desperado - 2015-10-07, 16:37 Zebranie wodzy było dla niego znakiem do powrotu do pracy, toteż przychodząc jeźdźcowi do ręki, powrócił do wysokiego ustawienia, ciekawsko nastawiając uszy na przód. Ogierowi także od dawna nie było dane pokonywanie wysokich i pełnych parkurów, poza tym wyczuwał ekscytację krążącą po ciele jeźdźca. Reagował więc tym samym, delikatnie kołysząc ogonem i poruszając ruchliwymi nozdrzami, w swoich ruchach zdradzając wysoką elektryczność. Przy tym zachowywał niezły drive, więc jazda na nim, nawet po skomplikowanym parkurze, była przyjemnością, a nie walką o życie.
Po chwili przeszedł do galopu, od razu obierając dość energiczne tempo, co przy jego obszernych foule robiło imponujące wrażenie. Wchodząc na woltę przez moment popracował z jeźdźcem nad ustawieniem, a uzyskawszy je z powrotem wyszedł na prostą, naraz znajdując się na wprost pierwszej przeszkody. Rozpoznając w niej stosunkowo szeroki okser, dodatkowo się w sobie zmobilizował, dodatkowo zachęcany przez jeźdźca i jego mowę ciała. Obszernymi foule krył mnóstwo terenu, w równym tempie zbliżając się do przeszkody, pozostając lekkim przodem i mocno pchając się zadem. W optymalnym miejscu uwolnił skumulowaną energię w odbiciu, oddając wysoki i poprawny skok nad okserem. Przeszkoda była pełnowymiarowa toteż miał okazję do tego, by się nad nią rozciągnąć, jednocześnie pamiętając o podniesieniu i złożeniu wszystkich kończyn. Wciąż miał trochę zapasu, lecz przeszkody wyraźnie były o optymalnej wysokości dla niego. Miał jeszcze szansę w wyższych konkursach, ale najwyższy szczebel raczej pozostawał już dla niego niedostępny. Mniejsze i zgrabniejsze konie miały po prostu łatwiej, co tu ukrywać...
Wylądował na lewo i błyskawicznie odzyskał równowagę po skoku, od razu wbijając się w poprzednie tempo galopu i żwawo idąc po łuku na drugą przeszkodę. Nie dostrzegł w niej niczego zaskakującego, toteż śmiało wydłużył wykrok w odpowiedzi na łydkę. Mimo tego nie oddał płaskiego skoku nad stacjonatą, zachowując do drągów należyty respekt, który ponownie poskutkował niewielkim zapasem. Po skoku niemal od razu został 'ściągnięty' przez Serga, czemu się poddał bez walki. Na łuku kroki jego galopu były wyraźnie krótsze i bardziej sprężyste, ale już po wyjściu na wprost przeszkody ponownie wyciągnął foule, nabierając słusznej prędkości do oksera. Jego barwy i wysokość wzbudziły czujność gniadosza, ale nic poza tym - nie czuł się onieśmielony czy zaniepokojony.
Oddał kolejny, efektowny skok, wyraźnie rozciągając sylwetkę począwszy od szyi, przez lekko uwypuklony grzbiet. Oba przody mocno podciągnął do góry, składając ze sobą równo, podobnie jak tyły, których raczej nie miał w zwyczaju otwierać podczas lądowania. O ile Sergei zanim nadążał, powinien się bawić równie dobrze, co gniadosz, dla którego te przeszkody nie stanowiły ogromnego wyzwania. Wręcz dopiero poczuł, że ma do czynienia z czymś wartym uwagi, nie jak w przypadku niższych przeszkód.
/wynik kolejnego rzutu: Koń potyka się przez bruzdy/kamienie/muldy itd (nie wywraca); Koń zahacza kopytami raz /kilkukrotnie o nierówności na parkurze, przez co wypada z rytmu/ustawienia, dekoncentruje siebie jak i jeźdźca. Zrzutka/wyłamanie.
Alexander - 2015-10-11, 22:34
G-Dragon napisał/a:
[...]
Był zadowolony ze zmiany zachowania u gniadosza, mógł normalnie z nim pracować, a nie szarpać się na prawo i lewo. Jeśli by pojechali w zamocnym tempie ogier nie zmieściłby się między przeszkodami co skutkowałoby krótko mówiąc, wypierniczeniem się na którejś z kolei. Alex nie chciał aby ani koń ucierpiał ani on więc zrobił tak jak go uczono, czuł opór konia ale na szczęście nie buntował się, przejechali gładko. Zrobili taki średni łuk w prawo kierując się na ściany gdzie poprosił go o galop jasno wysuwając prawy przód do przodu by na tą nogę zagalopował, trzymając go w ryzach w połowie długiej ściany odbili w prawo na środek hali gdzie czekała na nich stacjonata, wyższa od tej poprzedniej o 10cm. Zablokował go ponownie w pomocach, jasno prowadząc na sam środek przeszkody, by w odpowiednim miejscu (zakładam) przejść do fazy skoku.G-Dragon - 2015-10-16, 12:52 Skierowany po lekkim łuku na ścianę zagalopował na prawidłową nogę, bez zbytnich szaleństw i w połowie drogi dał się pokierować na stojącą pośrodku parkuru stacjonatę. Kusiło go, żeby przyspieszyć bo oczywiście mu się wydawało, że ich tempo było stanowczo za wole do pokonania tej ''ogromnej'' przeszkody. Poderwał pyskiem do góry, próbując przyspieszyć i wybił się od razu przed przeszkodą. Podciągnął nogi pod siebie i wylądował za nią, nie tracąc równowagi. Nie tracąc na szybkości pogalopował dalej, co jakiś czas strzygąc uszami w kierunku chłopaka.Alexander - 2015-10-18, 21:49 Nie była aż taka duża nie przesadzamy, chłopak skakał znacznie większe no ale wszystko w swoim czasie czyż nie? Tak czy siak pilnował odpowiedniego tempa do tej przeszkody co by nie wyryć w nią z ogierem, poklepał gniadosza po masywnej szyi zjeżdżając na ścianę, tam go rozstępował dość porządnie co by zakwasów nie miał i zeszli do stajni
z.tG-Dragon - 2015-10-18, 22:29 Po rozprężeniu wrócił do stajni.
ztAnonymous - 2015-11-08, 19:56 Zanim pojawił się z Ignis na parkurze, przyszedł na niego samotnie, aby przygotować go sobie pod dzisiejszą pracę. Liczba chętnych do trenowania na zewnątrz drastycznie spadała, co działało na korzyść Tonemu. Nie zniechęcając się kilkunastoma stopniami, lekkim wiatrem i ciemnością (wszakże przy włączonych halogenach dało się jak najbardziej jeździć) przyszedł na plac i porozkładał na nim drągi oraz przeszkody. Później udał się do stajni po Ignis, którą po wyczyszczeniu i osiodłaniu okrył cienką, polarową derką.
Na jej grzbiecie przyjechał na parkur i nie kłopocząc się jego zamykaniem, stępem skierował klacz w stronę przeszkód. Chyba nie powinien jeszcze wsiadać, ale... Brakowało mu cierpliwości. Minęło parę tygodni i nie spodziewał się, by cokolwiek miało się stać. Przynajmniej chciałby, żeby tak było.
Oczywiście trening rozpoczął od porządnego, energicznego tempa - nie pozwalał klaczy na jego zmianę, cały czas miała żwawo maszerować przed siebie, póki co na luźnej wodzy. Po paru minutach wziął je na kontakt i nadał temu krążeniu nieco więcej sensu, zaczynając prowadzić Ignis po kołach tudzież zatrzymując ją co jakiś czas, co miało wzmóc jej uwagę. Po tym czasie zatrzymał ją na chwilę przy ogrodzeniu, na którym powiesił derkę i dalej ruszył stępem, by po paru krokach przejść do kłusa. Anglezując prowadził folblutkę dookoła przeszkód, często zmieniając kierunek i tym samym wyginając rudą na obie strony. Przez cały czas oferował jej elastyczny i stały kontakt, co powinno ją zachęcić do podjęcia współpracy.