Desperado - 2016-07-30, 11:28 Po rozstępowaniu i zdjęciu pessoa ogier udał się za Sergeiem do stajni, po drodze nie próbując się o niego ocierać, chociaż swędziała go skóra pod ogłowiem. Wyraźnie rozluźniony opuścił raźnym stępem lonżownik, nie zwracając uwagi na bodźce płynące z otoczenia. /ztAnais - 2016-08-08, 12:33 Po chwili stępa zatrzymała ogiera i ponownie do niego podeszła. Druga część rozgrzewki była zdecydowanie bardziej zadowalająca niżeli pierwsza, toteż ciemnowłosa nie zapomniała o krótkiej pochwale w formie pogładzenia szyi kopytnego. Nie chcąc jednak tracić czasu zabrała się za poprawne przymocowanie patentów, tudzież wypinaczy. Chciała rozpocząć pracę z pomocami stopniowo zwiększając ich działanie, dlatego paski zapięła tak, by umożliwić wierzchowcowi zupełnie naturalne ułożenie głowy. Wpierw planowała sprowokować go do odnalezienia kontaktu, a później dalszego działania. Upewniwszy się, że wszystko wygląda należycie, powróciła na swoje miejsce. Zmniejszyła średnicę koła do około 16 metrów, chwilę później prosząc Brysia o kłus. Z miejsca narzuciła mu dość aktywne tempo, nie pozwalając na ociąganie się. Pilnowała właściwego tempa kłusa, który trwał mniej więcej 5 minut, a następnie głosem oraz z drobną pomocą batu zasugerowała gniademu galop. Tym razem bardziej przypilnowała jego zachowania, by nie zdecydował się na kolejne wygłupy. Praca w galopie trwała pół minuty krócej. Następnie zatrzymała kopytnego i ponownie zmieniła kierunek, nie chcąc obciążać tylko jednej strony. Ćwiczenie powtórzyła. Teraz Bryś powinien być już na elastycznym kontakcie, a jeżeli wciąż miał z nim problem ciemnowłosa kontynuowała kłus, ewentualnie poprawiając wypinacze, by z ich pomocą uzyskać zaplanowany cel.Decembrist - 2016-08-08, 13:00 Postawił na chwilę uszy niemal od razu sięgając pyskiem w okolice kieszeni Anais, jakby próbą przeszukania ich chrapami oceniał swoje szanse na dostanie marchewki. Niestety czas na to jeszcze nie nadszedł o czym ogier przekonał się w chwili, w której do wędzidła przypięto wypinacze. Siłą rzeczy opuścił nieco głowę i czując mocniejszy nacisk na wędzidło, przemielił je w pysku jednokrotnie. Pozwolił skierować się na nieco mniejsze koło i posłusznie ruszył stępem. Mięśnie na jego ciele zatańczyły wyraźnie w momencie, w którym za pomocą patentów został zmuszony do nieco większej pracy. Skorzystał ze względnego luzu jaki dawały mu patenty, wszak wypinacze nie były zapięte mocno, ale nie pozwalał sobie już na dekoncentrację. Dążył do ruchu naprzód, spokojnie przyjmując zachęty Anais do dalszej pracy. Nie potrzebował do tego nawet bata, wszakże wystarczyło cmoknięcie by ruszyć kłusem. Dla wygodny nieco wygiął szyję, wzdychając głęboko wraz z pokonaniem pierwszego koła w lonżowaniku. Powoli zaczynał poprawiać technikę chodu. Z każdym kolejnym krokiem coraz bardziej podstawiał zad , zaokrąglał się widocznie, mieląc w pysku wędzidło. Szedł równym, rytmicznym tempem nie walcząc z zapiętymi patentami. Następnie został poproszony o galop, w którym „rozsypał się” odrobinę. Praca zadu w tym momencie nie była tak idealna jak zwykle miało to miejsce pod siodłem, wszak od początku potrzebował zachęty do jazdy w ustawieniu, ale zaraz sam doszedł do podobnego wniosku. Znów podstawił zad i uniósł grzbiet, by wygiąwszy szyję spokojnym galopem iść do przodu. Na szczęście wszelka dekoncentracja przestała wchodzić w grę, dlatego wraz ze zmianą kierunku Anais mogła liczyć na dobre efekty, podobne do tych wcześniejszych.Anais - 2016-08-08, 13:05 Dziewczyna potrzebowała chwili czasu na przygotowanie kolejnego ćwiczenia, lecz nie chciała zatrzymywać ogiera w obawie przed ponownym utraceniem kontaktu z jego pyskiem. Pozwoliła mu jednak na chwilę stępa, który miał być aktywny i energiczny, w celu utrzymania właściwego ustawienia. W międzyczasie jeden ze stajennych przygotowywał drążki potrzebne do kolejnego ćwiczenia. Gdy jeden z drążków były już ustawiony płasko na ziemi, dziewczyna skróciła lonżę i przeprowadziła ogiera przez ową przeszkodę. Nie chciała, by czuł się zaskoczony, więc próbne przejście drążka na krótkiej lonży musiało się odbyć. Później ponownie skierowała gniadego na koło - 16 metrów. Wpierw dała mu dwa luźne okrążenia, na ewentualne przypomnienie ustawienia oraz na uzyskanie właściwego tempa. Gdy osiągnęli ten cel, brunetka nakierowała wierzchowca na półkole, z którego zszedł na prostą linię, umożliwiającą prosty "najazd" na drążek. Po jego przejściu ogier mógł postąpić jeszcze kilka kroków po linii, a następnie dziewczyna ponownie skierowała go na koło. Jeżeli coś poszło niezgodnie z planem brunetka powtórzyła próbę, chwaląc podopiecznego dopiero wtedy, kiedy wszystko poszło w porządku.Decembrist - 2016-08-08, 14:35 Spokojnie i rytmicznie przeszedł do stępa, o dziwo tym razem cały czas pracując zadem. Zainteresował się pojawieniem człowieka w lonżowniku na chwilę tylko unosząc głowę w jego stronę i prześledził wzrokiem poczynania stajennego. Niemniej nie miał skłonności do gapienia się wszędzie tam gdzie nie potrzeba, więc zaraz wrócił do ustawienia spokojnie miląc w pysku wędzidło i idąc żywo przed siebie. Miał obszerny, elastyczny ruch i nawet w stępie widać było pracę grzbietu. Dodatkowo chętnie przyjmował nowe ćwiczenia, zwyczajnie zbyt szybko się nudząc zwykłym ruchem naprzód. Oczywiście wkładał w to wysiłek, ale nie sprawiało mu to żadnej przyjemności. Dlatego też kiedy został skierowany na drąg z uwagą podniósł nogi, stawiając uszy i dość entuzjastycznie podchodząc do dalszej części. Widocznie się ożywił, choć nie na tyle, by bezproduktywnie gnać przed siebie. Kolejne dwa okrążenia pokonał w stanie skupienia, ale też pewnego rodzaju zniecierpliwienia i podniecenia, bowiem kiedy tylko został skierowany na drąga widocznie respektował jego obecność. Podnosił wysoko nogi, choć zdawał się nieco dziwić obecności jednej, małej przeszkody, zamiast kilku równo ułożonych.Anais - 2016-08-08, 14:42 Zadowolona z poprzedniego efektu, dziewczyna przekonała się, że jej wierzchowiec nieźle radzi sobie z postawionym przed nim zadaniem. Wciąż prosiła go o aktywny stęp, tym razem prowadząc go na drążek po kole. Nie było już mowy o żadnych prostych, następujących przed i po przeszkodzie. Powtórzyli to dwa razy, a następnie dziewczyna dała ogierowi chwilę spokoju, uprzednio sowicie go chwaląc. Za poprawne wykonanie ćwiczenia pochwała jak najbardziej mu się należała. Poza tym takie postępowanie wzmacniało pożądane zachowanie konia. W międzyczasie ciemnowłosa poprosiła stajennego o dołożenie kolejnych trzech drążków, które mężczyzna ustawił równo na linii koła. Drążki znajdowały się od siebie w równej odległości i nie powinny sprawić gniademu większego problemu. Po chwili ponownie nakierowała wierzchowca na koło. Pozwoliła mu na zrobienie kilku kroków, by dopiero po tym czasie wkroczył na "tor" ułożony z czterech drążków. Jeśli wszystko poszło zgodnie z myślą, gniady ponownie został pochwalony, a w chwilę później poproszony o żwawy kłus. Tutaj ciemnowłosa również wymagała od niego przejścia przez te niegroźne "przeszkody". Po dwóch okrążeniach zatrzymała stopniowo wierzchowca, znów chwaląc go za dobrze wykonane zadanie - tym razem również dotykiem, bowiem dziewczyna przed pochwałą podeszła bliżej, by przepiąć lonżę na drugą stronę. Ćwiczenie z czterema drągami powtórzyli również w przeciwnym kierunku, począwszy od stępa a skończywszy na kłusie.Decembrist - 2016-08-08, 15:08 Dla zapełnienia czasu po pokonaniu drąga, zaczął mielić w pysku wędzidło, wyraźnie żywo idąc do przodu. Anais w tej chwili nie potrzebowała niemal żadnej pomocy bacika, a właściwie… wręcz przeciwnie. Decembrist zdawał się iść takim tempem jakby zaraz miał przejść do kłusa, jednak wypinacze nie pozwalały mu się rozwlec. Cały czas dużo energii wkładał w ruch naprzód, z zadu czyniąc machinę napędową. Teraz wprawdzie wyłącznie stępował, ale nie ulegało wątpliwościom, że praca nóg na jaką przekładała się energia, jest naprawdę zadowalająca. Przy dwóch kolejnych prośbach o przekroczenie drąga, działał tak samo jak za pierwszym razem dopiero na pochwały zwracając uwagę. Zastrzygł uchem w stronę dziewczyny, na chwilę łypiąc kątem oka w jej kierunku. Był to jednak swego rodzaju przyjazny gest, bowiem pochwały działały na niego... budująco. Tym sposobem z silnym postanowieniem dania z siebie jak najwięcej, wkroczył na drągi. Nie pasowały mu odległości w stępie, ale jak się okazało po ruszeniu kłusem, nie sprawiały już żadnego problemu. Początkowo wręcz na nie gonił jak taran, ale wystarczyło by jeden raz wystukał wszystkie, żeby szybko się zreflektował. Następny najazd zrobił już przemyślany, większą siłę wkładając w podniesienie nóg niż gnanie na oślep do przodu. Najwidoczniej potrzebował przypomnienia na czym to polega, bowiem teraz zdecydowanie bardziej się skupił. Zarówno na jedną i drugą stronę pracował z takim samym skupieniem, choć zdarzyło mu się jeszcze od czasu do czasu „puknąć” drąga. Absolutnie nie było to jednak złośliwe czy celowe, dlatego kiedy został zatrzymany i pochwalony, zdecydowanie należało mu się.Anais - 2016-08-08, 15:11 Mając pewność, że koń jest już na sto procent właściwie ustawiony i rozluźniony, postanowiła zorganizować dlań kolejne zadanie. Ten sam stajenny, który wcześniej z tak wielkim zaangażowaniem ustawiał drążki, teraz postarał się o równe ułożenie dwóch koziołków. Tak jak poprzednio, także tym razem wspomniane przeszkody były ustawione na linii koła, w równych odstępach od siebie. Dziewczyna chciała sprawdzić, czy nieznaczne podniesienie przeszkody wpłynie na jakość wykonywanego ćwiczenia. Na początek postawiła na dwa koziołki, wpierw chcąc się jedynie przekonać. Jeśli wszystko pójdzie dobrze dołoży kolejne dwa. Upewniwszy się, że wszystko jest przygotowane jak należy, ponownie zaktywizowała ogiera, wpuszczając go na koło. Uważnie przyglądała się pracy jego grzbietu oraz nóg, a także ogólnemu zaangażowaniu w trening. Była całkiem zadowolona z efektów pracy, choć z początku nie do końca się dogadywali. Niemniej jednak to dopiero ich drugi trening i brunetka była niemal pewna, że wkrótce będą dogadywać się lepiej. Dwa okrążenia wystarczyły, by ciemnowłosa bez obaw mogła poprosić kopytnego o kłus, powtarzając wcześniejsze czynności. Następnie nastąpiło ponownie zwolnienie do stępa, krótka pochwała i dołożenie dwóch cavaletti. Po chwili odpoczynku znów nakierowała Brysia na koło, zachęcając do przejazdu przez koziołki - tylko raz. Kilka kroków po przekroczeniu ostatniej przeszkody przyspieszyła gniadego i tak jak poprzednio, skierowała na koziołki. Zadowolona z efektów uśmiechnęła się pod nosem, po chwili przepinając lonżę. Wszystko powtórzyli na drugą stronę, żeby nie obciążać tylko tej jednej.Decembrist - 2016-08-08, 15:29 Skierowany na koło od razu ruszył przed siebie żywym tempem, znów niekoniecznie mogąc odnaleźć się w stepie na drągach. Odległości były za duże jak na taki pomysł, szczególnie przy ograniczającym działaniu wypinaczy, ale nie odmawiał wykonania polecenia. Starał się nie stanąć na żaden z drągów, choć przychodziło mu to z dużym trudem. Dopiero po ruszeniu kłusem poczuł się dobrze, stawiając uszy do pionu. Podniesienie drągów wiązało się ze zwiększonym skupieniem i zaangażowaniem, toteż starał się nie zmieniać tempa tak, by w chwili wkroczenia na kawaletki, wszystko pasowało. Nie zawahał się więc przed samym wkroczeniem na linię podniesionych drągów, uważnie unosząc wysoko nogi. Cały czas pracował grzbietem niczym skradający się kocur i furkocząc cicho, z impulsem szedł przed siebie. Cały czas mocno skupiając się na zadaniu zwracał uwagę już tylko na polecenia brunetki i wyznaczone zadanie. Nic innego zdawało się nie mieć znaczenia. Tym też sposobem, nie zwrócił nawet uwagi na pojawienie się mężczyzny. Dopiero zatrzymany do stępa, łypnął na niego kątem oka spokojnie idąc przed siebie. Po dołożeniu kolejnych przeszkód znów ruszył przed siebie i jak poprzednio angażując się w pracę, spokojnie przechodził nad podniesionymi drągami. Choć ćwiczenia same w sobie nie były szczególnie ciężkie, to dopiero teraz poczuł, że pracuje. Mięśnie zaokrąglały się pod skórą w rym kroków dopiero teraz zaczynając roztaczać po organizmie ciepło. Nie znaczyło to jednak, że w drugą stronę dał upust zmęczeniu. Analogicznie do wcześniejszej pracy, w drugą stronę powtarzał wszystko jak należy.Anais - 2016-08-08, 15:34 Na tym etapie zakończyła trening, nie chcąc dłużej przemęczać wierzchowca. Lonżowanie oprócz wzmacniania mięśni mogło również bardzo obciążać konia, czego ciemnowłosa nie chciała. Poza tym gniady odwalił kawał dobrej roboty, przymykając oko na brykanie podczas rozgrzewki i małe niepowodzenia podczas samego treningu, co właściwie poniekąd było jej winą. Nie dopilnowała, by stajenni ułożyli "przeszkody" w odpowiednich odległościach, przez co przechodzenie ich podczas stępa było kłopotliwe. Niemniej jednak ogier sobie poradził i brunetka była zadowolona. Po ostatnim okrążeniu zwolniła kopytnego do stępa a następnie całkowicie go zatrzymała, a dwoje stajennych zabrało wcześniej przygotowane przeszkody. Podeszła bliżej i pogładziwszy wierzchowca po szyi, odpięła wszelkie patenty, by nie przeszkadzały podczas krótkiego rozstępowania. Pozbywszy się - już teraz zbędnych - pasków, wróciła na swoje miejsce, zaś Brysia wysłała na dwudziestometrowe koło, które miał pokonywać w spokojnym tempie stępa. Pozwoliła mu na rozluźnienie poprzez swobodne wyciągnięcie i opuszczenie łba. Cała procedura trwała dopóki ogier wyraźnie się nie uspokoił, a gdy już to nastąpiło dziewczyna zatrzymała go i podeszła bliżej. Wówczas raz jeszcze pochwaliła podopiecznego, podsuwając mu pod mordkę ćwiartkę jabłka. Kiedy zjadł nagrodę wyszli z lonżownika, kierując się do boksów.
[zt]Decembrist - 2016-08-08, 15:44 Niestety nawet on potrzebował chwili na danie upustu energii, a jak wiadomo przestany koń to brykający koń. No, może nie w każdym przypadku, ale jeśli mowa o Brysiu, zdecydowanie stwierdzenie to miało rację bytu. Tym też sposobem na próżno było szukać u niego winy, wszak wystarczyła odrobina regularności w treningach i kłopoty tego rodzaju odchodziły w niepamięć. Teraz bowiem zachowywał się jak anioł w końskiej skórze. Posłusznie zwolnił i przeszedł do stępa, by ostatecznie zatrzymać się i podejść kilka kroków do dziewczyny. Postawił uszy, pozwalając się poodpinać i znów wyszedł na koło, gdzie od razu wyciągnął głowę ku dołowi. Furkocząc chrapami nie tracił tempa, rozgrzany odpowiednio i przez dobre parę kółek korzystał z możliwości wyciągnięcia głowy. Dopiero po jakimś czasie widocznie zwolnił i ostygł, co rzutowało również na zakończenie treningu. Z zadowoleniem przyjął nagrodę, ze smakiem przymykając ślepia podczas jedzenia, a potem ruszył wraz z Anais do stajni.
/ztJonah Wrens - 2016-08-11, 01:21 Wprowadzając tu Iron Soldiera, gdy tylko zamknąłem za nim drzwi lonżownika, puściłem skarogniadego. Siadając gdzieś w kącie, oparłem plecy o ścianę budynku wpatrując się w wierzchowca. Nijak nie przypominał mojego niesfornego dzieciaka z pomysłami jakich mało. Był..inny, stracił swoją radość i chyba wszystkie wartości prócz jakiegoś zasranego posłuszeństwa. Nie wiedziałem co się tam z nim działo, jednak podziałało - mogli być z siebie dumni.
-Iron, dzieciaku.
Odezwałem się do niego, wbrew swoim oczekiwaniom nawet spokojnie. Nie oczekiwałem cudu, ale szukałem uparcie jakiejkolwiek cząstki dawnego Żołnierza.Iron Soldier - 2016-08-11, 01:48 Przyszedł za Jonahem i wszedł na lonżownik. Nie pamiętam, czy kiedyś tu razem byli, ale Ironowi było to wszystko jedno. Przyjął zmianę otoczenia jakby to było jedno ziarno owsa mniej w jego kolacji. A jak się można domyślać, koń sobie tych ziaren nie liczy. Człowiek sobie przypisał tę rolę.
Gniady ogier przemierzył lonżownik jeden raz. Spojrzał na Jonaha. Zaintrygowało go to, jak obojętnie z początku usiadł zaraz po tym jak puścił konia. Jednak zaraz wlepił w niego to spojrzenie. Niby miało być neutralne, prawda, Jo? Ale czuć w nim było żal i oczekiwanie. Jonah chyba miał nadzieję na nagły powrót starego wierzchowca.
Stary wierzchowiec cię czegoś nauczy, Jo.
Ogier stanął sobie gdzieś z boku, w odległości paru metrów od mężczyzny. Trzymał głowę na poziomie kłębu, ogon miał luźny a spojrzenie patrzyło przez ściany budynku. Konia tu nie było. Był gdzieś indziej. Na lonżowniku stało sobie skarogniade ciało konika - nieco mniej błyszczące niż niegdyś. Nieco mnie umięśnione, nieco mniej postawne. Dało się w nim doszukać Irona, jasne, że tak.
Ale gdzie jego charakter? Był tam, ale schłodniał. Kuć żelazo, póki gorące. Tak je wykuli i takiego konika otrzymali - przy człowieku był w stanie tylko wykonywać polecenia. Zniknęła jego inicjatywa i samodzielność. Gdyby teraz Jo na niego wsiadł, odczułby to szczególnie. Wystarczyłoby go na chwilę zostawić samego z wykonywanym zadaniem - a rozsypałby się. Jego swoboda podejmowania decyzji pozostała mocno ograniczona.
Dlaczego więc teraz, pozostawiony sam sobie, stał spokojnie? Odizolował się. Przecież go tutaj nie było. Nie można nawet powiedzieć, że myślami był gdzieś daleko - jego myśli teraz nie istniały. Pod zmartwionym wzrokiem Jonaha trwało tylko jego gniade ciało, pozornie rozluźnione.
Oby Jonahowi udało się ponownie rozgrzać to żelazo i uczynić z niego responsywny materiał.Jonah Wrens - 2016-08-11, 02:08 Ponownie zacisnąłem szczękę, odrywając spojrzenie od Irona. Ciężko było mi na niego patrzeć, być obojętnym na to co się wydarzyło. Na to jak go cała podróż zmieniła. Starałem się uspokoić oddech, ale za każdym razem gdy spojrzałem na skarogniadego jedynie przekleństwa cisnęły mi się na usta, a w środku mnie ściskało. Nie umiałem sobie teraz z tym poradzić, byłem w zbyt dużym szoku, żeby jakkolwiek poskładać myśli. Nawet samo wyjście na lonżownik, zamiast do boksu nie miało teraz żadnego, racjonalnego poparcia. Po prostu byliśmy tutaj obaj, rozgoryczeni. Chociaż czy Soldier jeszcze takie rzeczy czuł?
Podciągnąłem kolana pod swoją brodę i jak dziecko schowałem twarz w nogach, zamykając szczelnie oczy.
-Przepraszam dzieciaku.
Szepnąłem, co było wręcz niesłyszalne zważywszy na to, iż mówiłem w swoje nogi. Może i byłem twardy, ale każdy miał swoje słabości. Ci najsilniejsi musieli kiedyś klęknąć, opuścić głowę i poradzić sobie ze swoim błędem. Tak teraz i ja musiałem zrobić, szukając sił w każdym zakamarku swojej głowy.
Nie wiedziałem, czy jakikolwiek kontakt ma sens, czy powinienem go tutaj zostawić. Dlatego w złości, wcisnąłem ręce w kieszenie, odnajdując tam marchewki. Całkiem zapomniałem o tym, jak przygotowałem się na przyjazd Irona. W boksie również czekały na niego smakołyki, jednak czy teraz te pieprzone kawałki pomarańczowego warzywa miały jakiś sens? Podniosłem głowę i ułożyłem ręce na swoich kolanach, spokojnie obracając w palcach jeden z kawałków wspomnianego smakołyka.
-Chciałbym, żebyś mi powiedział co tam się wydarzyło.
Ciągnąłem, chociaż nie mogłem uzyskać odpowiedzi. Mimo tego, wstałem i podszedłem do skarogniadego, podsuwając mu pod nos marchew. Wolną ręką wodziłem po jego szyi, powoli zaczynając ją drapać. Uspokajałem się, chciałem znowu zacząć myśleć i kombinować, jak to wszystko naprawić.
-Zbyt łatwo się poddaje.
Mruknąłem, nie patrząc na wierzchowca. Szukałem czegoś daleko na ścianie lonżownika, bezskutecznie.Iron Soldier - 2016-08-11, 02:46 To, co czuł Soldier, było rozgoryczeniem, które ewoluowało w obojętną akceptację. Koń nie wiedział, czemu człowiek go sprzedał. To już samo w sobie było szokiem, który Iron przeżył źle. Nowi właściciele widzieli w nim sportowego konia, którym wówczas był. Ale nie byli w stanie pomóc mu nim pozostać. Wychodzili najwyraźniej z założenia, że taki będzie i tyle. Koń zaczął gasnąć wskutek ich braku wystarczających umiejętności i empatii, a gdy jego entuzjazm z wykonywanej pracy prawie całkowicie zniknął - Iron w oczach swoich właścicieli stał się głupim, leniwym koniem. Nie widzieli swojej winy w tym, jak pracują z koniem. A żeby efektów tego wszystkiego nie było widać, próbowali ze wszystkich sił podkręcić konia - ostrogi, twardy, sztywny dosiad mający na celu ukaranie jego lenistwa. Krzyki, narzekanie, same złe emocje. Koń sam przestał w siebie wierzyć i wyłączył się. Trwał z dnia na dzień, pozwalając na wszystko. Podczas treningów chodził bezbłędnie, całkowicie oddając się woli jeźdźca i jego pomocom. Nie było to zdrowe, bo nie miał wolności wyboru. Gdy nie rozumiał, wędzidło działało bardzo srogo, łydki wbijały się w boki, czasem bat lądował na dupie. Ale Soldier był mądry i nauczył się czytać człowieka tak, by unikać kar. Wciąż się zdarzały, bo człowiek był wyjątkowo nieprzewidywalny, a wtedy koń znowu nie rozumiał.
Taki to był trening - w unikanie kary i spełnianie oczekiwań. Który prawdziwy koń lubi oczekiwania? Żaden.
Dlatego też i teraz Iron zignorował zupełnie Jonaha. Chciałby usłyszeć jego historię? Tu nie ma miejsca na twoje zachcianki, Jo - zdawało się mówić odległe spojrzenie ogiera.
Ciągle ktoś coś od niego chciał. Jak więc mógł pozytywnie zareagować na kolejną osobę, które snuje wobec niego swoje własne wyobrażenia, nijak spójne z tym, co siedzi w głowie konia? Nie było sposobu na pozytywne wibracje w tej atmosferze, stary. Koń jest koniem i brakowało mu akceptacji. Teraz stoi przed tobą koń. Nie jest ani taki jak miesiące temu, ani taki jak miesiąc temu, ani taki jak wczoraj czy dziś rano. Ba, nawet godzinę temu był inny. Koń jest tylko w chwili obecnej i proszenie go, by to zmieniał, jest dla niego bez sensu.
Tylko czy Jo to rozgryzie? Był bardzo podminowany, ma wiele wyrzutów sumienia, więc może być ciężko.