Whatever Impossible - 2016-07-05, 22:46 Jasne ! Pod warunkiem, że to nie z ciebie je robią Jak miło <3 Tak ci się tylko wydaje, zdawała się mówić jego mina. Jemu to nie przeszkadzało, że do niego mówiła. W porównaniu do ludzi, nie rozumiał, o czym do niego mówiła. Może to lepiej Masaż raczej średnio mu pomógł nadal był nieco spięty. Nawet ten kilkuminutowy, średnio na niego wpłynął, po prostu potrzebował czasu. Zakładam, że nie stali wiecznie jak ciule, tylko się ruszyli wokół krytego lonżownika. Smakołyk, pożarł dość chętnie. Jaki tam gruby Nicole - 2016-07-06, 13:46 No i przyszedł czas na ostatnią rzecz jaką miał na tym treningu przyjąć Whatever - popręg. Zazwyczaj przyjęcie właśnie tego sprzętu przez konia jest dość trudne no ale, cóż robić? Może będzie inaczej! Oby!
Początkowo przejeżdżała ręką w miejscu w którym to ma znaleźć się pas. Uważnie obserwowała każdy jego ruch, każde napięcie mięśni. Jeśli zaczynał sie denerwować natychmiast przestawała, dłuższe chwile spokoju nagradzała zarówno głosem jak i dotykiem.
Podsunęła karoszowi popręg pod nos pozwalając mu się z nim na spokojnie przywitać. W końcu zapięła pas na jedną stronę i przechodząc pod szyją rumaka znalazła się po drugiej. Zaczęła głaskać Impo po boku, próbując doprowadzić to jego rozluźnienia.
- No to co mały? Gotowy? - uśmiechnęła się.
Biorąc głęboki oddech sięgnęła pod jego brzuchem chwytając zwisający koniec przedmiotu. Sprawnym, acz powolnym ruchem przysunęła go do siebie zapinając na pierwszą dziurkę - najluźniej jak tylko się dało. W razie potrzeby zrobiła wszystko by uspokoić konia, a jeżeli zanadto kombinował odpięła pas pozostawiając go luźno - ale to już naprawdę ostateczność! Nie chciała by miał złe wspomnienia z treningu, mogło by to zbudować niechęć do sprzętu jeździeckiego i narobić niezłego problemu przyszłemu właścicielowi!Whatever Impossible - 2016-07-06, 19:24 Coś nowego jeszcze? Ciekawy ten trening, przynajmniej jemu, się podobał. Wydawało mi się, że właśnie łatwiejsze, ale co ja tam wiem Karosz ją bacznie obserwował, nasłuchiwał i czekał na to, co się wydarzy dalej. Był nadal nieco spięty, ale nie tak jak wcześniej, poza tym to chyba było normalne. Na widok kolejnego dziwactwa, parsknął głośno, obrzucając je dziwnym spojrzeniem. Nie rozumiał jej słów i nie wiedział na co, ma być gotowy. Może to lepiej? Na 1 dziurkę było spoko, skulił tylko jedno ucho, ale nie panikował, ani nie uciekał. Czy inne takie tam, co będzie dalej? Zobaczymy.Nicole - 2016-07-07, 14:18 Poklepała go po szyi widząc jego reakcję. No ale niestety! Przed jazdą zawsze trzeba konia dopiąć, więc i tego trzeba go nauczyć!
Minęła chwila, Nicole sprawnym ruchem dopięła popręg przytrzymując w razie potrzeby Whatevera. Na zachętę podłożyła mu pod nos kolejny smakołyk.
Oddalając się dała mu sygnał do biegu, w tej chwili mógł trochę poszaleć. Chciała aby miał dobre wspomnienia z treningu! A nie same dziwactwa na grzbiecie! Miał się wyluzować, dość długo mógł sobie chodzić, czy tam biegać. Dała mu w tym wypadku wolne... Kopyto?
Każde szaleństwo trzeba jednak w pewnym momencie ukrócić! Więc i w tym wypadku dziewczyna musiała go w końcu zatrzymać.
Trzymając dość luźno lonżę wyprowadziła go z hali, prowadząc w stronę stajni.
z/t
/Dziękuję za fabu ^^Amelie - 2016-07-10, 16:25 Przyszła z Vibe'm na lonżownik po drodze dając mu trochę luzu, ale w razie konieczności skutecznie sprowadzając go na ziemię. Za nimi podążał stajenny, który mógł się okazać przydatny. Oprowadziła ogiera po obiekcie, przyglądając się mu uważnie. Nigdzie się nie śpieszyła, pozwalając karoszowi na zapoznanie się z otoczeniem. W końcu zatrzymała się. Chwilę poświęciła na kontynuację miziania, po czym przekazała lonżę stajennemu. Delikatnie uchwyciła kantar ogierka i rozpoczęła z nim nieśpieszny spacer, który tempem odpowiadał końskiemu stępowi. Przyglądała się reakcjom trzylatka, od czasu do czasu głaszcząc go po kości nosowej. Nie przywiązywała najmniejszej uwagi do stajennego, który działał lonżą, dostosowując jej długość.Whatever Impossible - 2016-07-11, 22:27 Starał się i było to doceniane, co budowało jego poczucie wartości. Na zapięcie popręgu, zareagował podrzuceniem łba i szastnięciem ogona, o swoje kare boki. Nie chciał smakołyków, chyba przekupstwo, nie podziała już Wyrażając swoje nie zadowolenie z tego na grzbiecie, najpierw nie chciał się w ogóle ruszyć, potem wierzgnął kilka razy. Mimo nie pozornej postury, konia który nie ma zbyt wiele mięśni, siły miał sporo. Po pewnym czasie, wyszedł za kobietą do stajni.
z.tAnais - 2016-07-21, 22:59 // Zakładam, że obiekt jest pusty
(zapomniałam o tym wspomnieć w boksach, ale już się rehabilituję)
Po pojawieniu się na lonżowniku dziewczyna zatrzymała swojego wierzchowca w pobliżu ściany, by dokonać wszelkich poprawek w jego osprzęcie. Upewniła się, że pas do lonżowania jest odpowiednio zapięty oraz że czaprak pod nim nie jest w żadnym miejscu podwinięty, co mogłoby sprawiać gniademu dyskomfort. Sprawdziła też jak się miewa ogłowie i czy po drodze przypadkiem nie zgubił żadnego ochraniacza... Na koniec potwierdziła swoje podejrzenia o tym, że wypinacze są na ten czas prawidłowo zapięte i nie będą przeszkadzać podczas rozgrzewki, ani w żaden sposób działać na ogiera. W końcu sprawnie zapięła lonżę i nakierowała wierzchowca na koło, samemu cofając się na środek. Nie chciała przeciążać Brysia, więc koło po którym miał się poruszać miało dokładnie 20 metrów. Zwinęła odpowiednio lonżę i na początek prosiła go o aktywny stęp, którego tempo korygowała przy pomocy batu oraz własnego głosu. Nie pozwalała rumakowi na spanie, ale zbyt szybkie parcie do przodu również nie wchodziło w grę. Po około 5 minutach ponownie przy pomocy batu - który niejako stanowił przedłużenie ręki brunetki - oraz krótkiej, ale żywiołowej komendy brzmiącej kłus zachęciła ogiera do przyśpieszenia. Tutaj również od razu zaczęła pilnować właściwego tempa, ale zaczęła się również uważnie przyglądać pracy konia, rejestrując wszystkie jego zalety i ewentualne wady, nad którymi w przyszłości będzie trzeba popracować. Starała się utrzymywać stałą średnicę okręgu, uelastyczniając swoją rękę płynnie podążającą za pyskiem konia. Nie chcąc wykorzystywać cennej energii jedynie na rozgrzewkę po kolejnych 5 minutach poprosiła Brysia o dynamiczny galop, który to zakończył rozgrzewkę na jedną stronę. Po kilku minutach stopniowo zaczęła zwalniać gniadego, aż całkowicie stanął. Wtedy podeszła do niego i przepięła lonżę na drugą stronę. Wróciwszy na swoje miejsce zachęciła ogiera do stępa. Wszystko dokładnie powtórzyli, a po udanej rozgrzewce pozwoliła mu na chwilę luźnego stępa, chwaląc go głosem.Desperado - 2016-07-25, 18:08
Sergei napisał/a:
(...)
Ogier miał szczęście, że od lat napotykał na swojej drodze tylko ludzi doświadczonych i myślących - dawne urazy nabyte pod okiem pewnej niedoświadczonej osoby dawno temu się zatarły, a gniadosz nabrał zaufania do ludzi oraz ponownej chęci do pracy. Tak więc trudno było mu coś zarzucić, skoro od lat był w dobrych rękach, znających się na treningu - stępował obszernie i swobodnie, głęboko wkraczając zadem pod kłodę i zachowując całkowitą swobodę łopatek, które wyraźnie rysowały się pod cienką skórą przy każdym ruchu. Nie walczył z wypięciem, które zresztą zaakceptował niemalże bez zająknięcia. Po zmianie kierunku wyglądało to wręcz jednakowo, bowiem ogier mimo swoich gabarytów i naturalnych krzywizn (występujących niemalże u każdego konia) był na tyle wytrenowany, by nie odczuwać teraz wspomnianych różnic. Kolejno przeszedł do kłusa, wykonując owe polecenie od razu. Nie spieszył się, właściwie z początku dreptał dość leniwie, dopiero odpowiednio zachęcony zaczął wyżej unosić nogi i ruszać się z większą werwą. Parokrotnie parsknął, próbując wówczas wyciągnąć nos do dołu. Następnie z powrotem przeszedł do stępa, by wkrótce zatrzymać się i umożliwić Sergeiowi kolejną zmianę w wypięciu. Teraz było nieco ciaśniej, toteż w pierwszym odruchu lekko się przyganaszował, zawzięcie mieląc wędzidło podczas stępa. W kłusie nieco odpuścił, utrzymując potylicę w lekkim zaokrągleniu i dość żwawo przed siebie krocząc, równym tempem.Sergei - 2016-07-25, 19:21 Mężczyzna uważnie obserwował każdą zmianę w zachowaniu ogiera, chcąc zapobiec ewentualnym nerwowym sytuacjom. Jednak Desperado jak zawsze zachowywał się wzorowo, co czyniło go zresztą stosunkowo wyjątkowym wierzchowcem. Aktualnie niewiele koni regularnie startujących w WKKW mogło się pochwalić tak stalowymi nerwami jak prezentowany gniadosz. Wracając już jednak do meritum; po kolejnych paru minutach kłusa nastąpiła zmiana kierunku i prośba o galop; końcówka bata poszła ponad zad, a do tego komenda głosowa. W razie potrzeby uspokajał albo zachęcał ruchem poprzez głos, cały czas oceniając ruch swojego podopiecznego. Trzeba było przyznać, że zakup tego pana był jedną z jego najlepszych decyzji.Desperado - 2016-07-25, 19:58 Po prostu dobrze wiedział kiedy należy pokazać co oznacza pełna krew, a kiedy zachowywać się jak na wychowanego konia przystało. Nie był już zresztą najmłodszy, i chociaż miał przed sobą jeszcze dobrych kilka lat startów i treningów, to jednak był nieco spokojniejszy niż za młodu.
Pogoniony do galopu gładko przeszedł do owego chodu, wydając z siebie przy tym stłumione, radosne kwiknięcie - jak zawsze gdy dostawał okazję do galopu. Był to jego ulubiony chód i było to po nim widoczne gołym okiem, gdy swoją potężną, okrągłą foulą zagarniał spory obszar, utrzymując przy tym zainteresowany i odprężony wyraz pyska. Na takiej małej przestrzeni nie dało się nie odnieść wrażenia, że cała ziemia wręcz dudni pod kopytami ogiera, który nic sobie z tego nie robiąc, w najlepsze galopował po kole jednocześnie łypiąc ślepiem na Serga.Sergei - 2016-07-25, 21:01 Mężczyzna zawsze zastanawiał się, skąd u ludzi takie zrażenie do folblutów, a tym bardziej folblutów-ogierów. W końcu to przede wszystkim od samego właściciela zależało, jaki (rzecz jasna mniej więcej) charakter będzie miał koń. Zresztą temperamentność, a lecenie do przodu na łeb i szyję to również dwie odrębne kwestie, które często mylnie brane są za to samo. Cóż, na całe szczęście Rus był wolny od takich zastrzeżeń i teraz mógł z przyjemnością obserwować każdy krok swojego podopiecznego. Gniadosz robił spore wrażenie, a także miał olbrzymi potencjał. Tegoroczny sezon rozpoczęli całkiem dobrze, a pierwsze ważniejsze zawody skokowe zbliżały się dużymi krokami, niemniej Serg był pozytywnie nastrojony do szykującego się przejazdu.
Co do samego lonżowania, po paru okrążeniach zmiana kierunku i znowu galop. Później powrót do kłusa, do stępa i kolejna zmiana przepięcia, tym razem z powrotem na "lekkie", rozgrzewkowe, a teraz właściwie rozluźniające po poprzednim mocniejszym ustawieniu.Decembrist - 2016-07-27, 14:30 Miał za dużo energii, toteż kiedy wszedł na lonżownik tylko przez chwilę stał spokojnie. Nie miał śmiałości i chęci zaatakować Anais, ale kiedy kobieta tylko wyszła na środek, Dekabrysta od razu ruszył żwawym kłusem przed siebie. Narzucił duże, aktywne tempo ani myśląc zareagować na głos czy prośby zwolnienia. Furkocząc chrapami mocno wdychał powietrze, jak zwykle wysoko pracując nogami. Miał to do siebie, że nawet na lonży dążył do równowagi, choć nierozgrzany jeszcze nie podstawił zadu dostatecznie dobrze. Swoją drogą, tak czy owak potrzebował zachęty do pracy w postaci wypinaczy czy czarnej wodzy, by nie „posypać się” po krótkiej chwili wytężonego wysiłku. Tak więc teraz szedł patrząc wysoko w górę i rżąc pierwsze kilka minut, niedługo później jednak odpuścił i wygiął szyję, ale nie podstawił zadu, by dopiero po chwili wytracić na tyle dużo tempa, by nareszcie przejść do stępa. Jeśli Anais pozwoliła mu na to, wykorzystał moment rozluźnienia na wyciągnięcie nosa w dół, aktywnie idąc przed siebie. Zaraz jednak znów zadarł czerep, i podjął pierwszą próbę zatrzymania się, by odpowiedzieć na rżenie jakiegoś konia. Zapewne mu na to nie pozwolono, więc odpowiedział w marszu, a później na nowo przeszedł do pracy, ruszając kłusem, w analogiczny sposób do poprzedniego i galopem. Przy zagalopowaniu nie omieszkał strzelić porządnego baranka, co jak na konia nielota było naprawdę sporym wyczynem. Zarzucił przy tym radośnie głową i po kolejnych kilku foulach ponowił swój manewr, zwyczajnie musząc się wybrykać. Takie harce trwały jednak niedługo. Po zaledwie dwóch kołach ogier zaczął spokojnie iść przed siebie, od czasu do czasu mieląc wędzidło w pysku. Przez cały ten czas strzygł radośnie uszkami na boki, w pełni skupiony na właścicielce. Posłusznie więc zatrzymał się i zwróciwszy głowę w jej stronę, pozwolił na przepięcie lonży i zmianę kierunku. Tym razem ruszył jednak stępem jak należy, starając się bardziej wyrównać swój krok. Nie przyspieszał i nie zwalniał, co w porównaniu do tamtej strony napawało jakiegoś rodzaju optymizmem.Anonymous - 2016-07-27, 20:02 W towarzystwie Little w końcu dotarła na lonżownik, gdzie zatrzymały się przy ścianie. Dziewczyna sprawdziła sprzęt, dokonała ewentualnych poprawek. W nagrodę za grzeczne zachowanie pochwaliła klaczkę głosem. Zapięła lonżę, po czym ruszyła wzdłuż ściany, dając możliwość Litce, by zapoznała się z nowym miejscem. Cały czas łagodnie do niej przemawiała. Po takim krótkim, kilkuminutowym spacerku zatrzymała klaczkę. Wycofała się na środek lonżownika. Koło, po którym młoda miała się poruszać było dość duże, o średnicy około dwudziestu pięciu metrów. Na dobry początek poprosiła ją o stęp, cmokając, wydając odpowiednią komendę, a w ostateczności pomagając sobie batem.Desperado - 2016-07-29, 23:00 W tych czasach dobry folblut był na wagę złota i powinna wiedzieć to każda osoba, która liczy na osiągnięcia w sporcie. Szczególnie jeżeli mowa o WKKW, gdzie folbluty dzięki swojej wytrzymałości oraz kondycji przodowały w crossie. Desperado był na to najlepszym przykładem, bowiem dobrze radził sobie we wszystkich trzech dyscyplinach, łącząc w sobie w najlepsze cechy konia użytkowego.
Lonżowanie ogiera było wręcz nudne, ale co poradzić, gdy ten doskonale zdawał sobie sprawę z zasad: wiedział, że nie może samodzielnie zmienić kierunku ani tempa. Dlatego też słuchał Sergeia i bez zająknięcia wykonywał jego polecenia, przykładowo tym razem zmieniając kierunek i rozpoczynając galop na drugą stronę. Niedługo później wrócił do kłusa, w którym szedł z wyraźniejszą akcją nóg niż przedtem (dzięki pobudzeniu w galopie), a później do stępa. Następnie skorzystał z luźniejszego wypięcia, które umożliwiło mu wysunięcie nosa do przodu i lekkie rozprostowanie szyi.Sergei - 2016-07-29, 23:25 Sergowi zostało już tylko odpowiednie rozstępowanie ogiera po pracy, a także zdjęcia na sam koniec patentu. Nie chciał siedzieć na lonżowniku do zmierzchu, a zbyt długie lonżowanie nie wpływało dobrze na psychikę wierzchowca. A przecież o nią należało dbać równie mocno co o zdolności fizyczne podopiecznego. Na sam koniec mężczyzna przywołał Desperado do siebie, poklepał, nagrodził smakołykiem i wyszedł razem z nim z hali.
zt