To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Parcour - Parkur piaszczysty

Marcus Rhys - 2015-08-15, 23:59

Otworzył bramkę, przepuszczając Lottie z Amigo przodem. Poszukał wzrokiem schodka i w końcu dostrzegł go, stojącego zaraz za ogrodzeniem parcouru. - Sprawdź czy nic się nie obluzowało ani nie przekręciło. - rzucił w stronę córki, idąc po niego. Po kilku sekundach wrócił i postawił go koło kucyka. - Sprawdziłaś długość strzemion? Pamiętasz jak to można zrobić z ziemi? - zapytał, przechodząc na drugą stronę konia, aby sprawdzić popręg. Ostatni raz zerknął jeszcze na wszystkie paski i sprzączki, ale wszystko wyglądało w porządku.
Po drugiej stronie placu ktoś jeździł, ale najwyraźniej miał przerwę lub już kończył. Kucyk i dziecko raczej nie będą mu przeszkadzać w treningu. Tym bardziej, że ,,ukradną'' mu tylko jedną z nieużywanych przeszkód. A wcześniej i tak Lottie czeka jazda po płaskim. Marcus musiał zobaczyć jak rusza się pod nią wierzchowiec oraz sprawdzić jego umiejętności.
- Kask i kamizelka dopięte? To wskakuj. - powiedział z uśmiechem, po czym chwycił za wodze, przytrzymując Amigo w czasie gdy Lotka wspinała mu się na grzbiet.

Anonymous - 2015-08-16, 00:06

Serduszko biło jej trochę szybciej kiedy w końcu dotarli na miejsce. Lotka rozejrzała się uważnie po parkurze, a na jej buzię wpełzł uroczy, szeroki uśmiech. No, no, plac był naprawdę imponujących rozmiarów, a dodatkowo prezentował się nieprzyzwoicie ładnie. Sama myśl o tym, że będzie tu jeździła przyprawiała ją o dreszcze. Jak niewiele trzeba by zaspokoić małe dziecko!
Przekręciła oczyma kiedy ojciec wspomniał o dopasowaniu strzemion. Zwracał na to uwagę za każdym razem gdy używała nowego siodła bądź w poprzednim jeździł ktoś inny. Ta maniera wpoiła jej się w główkę tak mocno, że nawet obudzona w nocy potrafiłaby świetnie dopasować strzemiona zarówno z ziemi jak i z siodła.
- Na długość ręki – oświadczyła, nie mając zamiaru stroić fochów, że ojciec za bardzo się przejmuje. Miała okazję pojeździć i chciała by wszystko było idealne, dlatego nie zamierzała denerwować taty już od samego początku.
Gdy podstawił jej schodek wskoczyła na niego, sprawdziła popręg, który delikatnie się poluzował.
- Popatrzysz? – zagaiła do blondyna lecz sama się wzięła za podciąganie. Udało jej się wciągnąć jeszcze dwie dziurki, a kiedy wszystko już sprawdziła i dopasowała wdrapała się na szetlanda, co w zasadzie nie było jakoś specjalnie trudne. Nawet jeśli źle podpięła popręg, to wsiadanie na niego nie mogło zsunąć siodła, gdyż niewiele brakowało żeby zwyczajnie na niego wskoczyła.
Usadowiła się na środku siodła, gdy już zajęła miejsce na jego grzbiecie i zebrała wodze w dłonie, uśmiechając się przy tym delikatnie.
- To ruszam – rzuciła tylko w stronę ojca i dała kucykowi łydkę aby ruszył naprzód. Zebrała bardziej wodze i cały czas krążyła gdzieś w okolicy taty. Tak na wszelki wypadek.

Amigo - 2015-08-16, 00:17

Przyprowadzony na parkur zadarł głowę wyżej, wydając z siebie gardłowe rżenie. Pierwszy raz był w tym miejscu i wszystko było dla niego nowe. Taksował otoczenie swoim ciekawskim spojrzeniem, dłużej zawieszając wzrok na parze ćwiczącej kawałek dalej. Przy tamtym ogierze wyglądał dość marnie, bo trochę brakuje mu do takiego sportowca. Nie zrażał się jednak, miał zamiar pokazać, że kucyk też potrafi.
Zatrzymał się, mieląc w pysku wędzidło i kątem oka obserwując swojego jeźdźca. Cierpliwie zniósł podciąganie popręgu, a gdy dziewczynka na niego wsiadła i dała sygnał żeby ruszył zaczął iść stępem. Dość żywym i energicznym, patrząc na to ile się nastał nie powinni mieć mu tego za złe. W dodatku czuł nieodpartą chęć popisania się przed ludźmi swoimi umiejętnościami.

Marcus Rhys - 2015-08-16, 00:27

Zmrużył lekko oczy i zmarszczył nos, widząc jej minę, gdy wspomniał o strzemionach. Wiedział, że mówił jej o rzeczach oczywistych, ale już nabrał takiego nawyku. Wyszczerzył więc zęby w uśmiechu. - No no, wiem że upierdliwy ten twój tata. - zaśmiał się, po czym połaskotał ją lekko po szyi. Odsunął się, zanim zdążyła mu oddać, cały czas uśmiechając się szeroko. Wyglądało na to, że Lotka traktuje sprawę poważniej niż on. No bo kto to widział, żeby się tak wygłupiać tuż przed jazdą?
Pomógł jej trochę z paskami popręgu, gdy starała się trafić w drugą dziurkę. Gdy znalazła się już na grzbiecie karosza, zabrał stołek i odstawił go na bok. Potem wyszedł na środek otwartej przestrzeni, po której miał chodzić Amigo.
- Jeździmy do tamtej przeszkody, żeby nie przeszkadzać drugiemu jeźdźcowi. - powiedział, wskazując pobliski okser. Miejsca nie było bardzo dużo, ale wystarczająco dla kucyka. - Odpuść mu, jeśli poczujesz, że napiera na wędziło. Daj mu rozciągnąć szyję. - poinstruował, zakładając ręce na piersi i przyglądając się jakości stępa szetlanda. Już po pierwszym rzucie oka wiedział, że konik nie będzie dostawał wysokich not na zawodach za jakość chodów. Było to typowe dla tej rasy, nie stworzonej wszakże do ujeżdżenia, więc wcale go nie zdziwiło. Kuc maszerował jednak raźno, energicznie i ładnie odpowiadał na pomoce. - Pogimnastykuj go trochę. - powiedział, gdy Lottie przejechała już kilka kółek. - Wolty, półwolty, wężyki, zmiany kierunków.
Sam również przez cały czas chodził, oglądając jeźdźca i wierzchowca z różnych stron, wypatrując i poprawiając ewentualne błędy. Po jakimś czasie dał sygnał córce, że może przejść do kłusa.

//późno już, odpadam. Następny post jutro. Dobranoc :) //

Anonymous - 2015-08-16, 00:43

Posłała ojcu buziaka kiedy ten połaskotał ją po szyi a kiedy wydał polecenie, że jeżdżą tylko do wyznaczonego miejsca kiwnęła głową. Co jak co, ale nigdy mu się nie sprzeciwiała i nie zamierzała robić niczego wbrew ojcu. Był dla niej autorytetem – nie tylko z resztą w kwestii jeździectwa – dlatego słuchała go na każdym kroku i wykonywała wszelkie polecenia. Sama nie wiedziała czy taka była z natury czy to wszystko zasługa koni. One nauczyły ją cierpliwości, wytrwałości, posłuszeństwa, stanowczości w dążeniu do celu i wszystkich innych rzeczy, które przekładały się na normalne życie. I to wszystko oczywiście pod okiem ojca, który był jej mentorem, przewodnikiem. I nigdy w życiu nie zamieniłaby go na nikogo innego.
- Dobrze! – krzyknęła kiedy powiedział o odpuszczeniu, a w chwilę później kiwnęła głową na znak, że zrozumiała polecenie dotyczące wolt. Niewiele czekając wprowadziła szetlanda na jedną z nich, a kiedy wykonał ją posłusznie poklepała go po szyi. – Ty fajny jesteś, wiesz? – zagadała do kucyka i zaśmiała się krótko, w chwilę później łapiąc w paluszki jego bujną grzywę – Tata da mi gumeczki i zrobię Ci hiszpana… albo siatkę! – ponownie zaśmiała się krótko. Cóż, dziewczynka uwielbiała robić koniom fryzury, choć wiedziała, że grzywę Amigo trzeba będzie najpierw doprowadzić do ładu. Cóż, jeśli faktycznie zaprzyjaźni się z kucem trzeba będzie poprosić tatę o przerwanie jego grzywy… a potem to już hulaj dusza piekła nie ma!
Zaraz po zakończonej wolcie weszła z kucykiem na długą ścianę i na niej zaczęła robić wężyk. Powoli i ostrożnie przykładała mu łydki, zupełnie jakby bała się, że go skrzywdzi, ale każde jej działanie było przemyślane i stanowcze na tyle, że koń swobodnie mógł zrozumieć o co jej chodzi. Raz po raz zmieniała ustawienie łydek i wodzy, kiedy zaczynała zataczać kolejną pętelkę serpentyny i starała się prowadzić kucyka głównie dosiadem, choć kiedy jej nie wychodziło, musiała troszkę mocniej zadziałać rękoma. Potrafiła sobie świetnie poradzić z koniem w stępie i kłusie. W galopie czasem zdarzały jej się gorsze dni, ale skakała też już co nieco, więc potrafiła sobie poradzić również w tym chodzie. Cały czas jednak słuchała wskazówek ojca i starała się je wypełniać od początku do końca.
- Ej tato, on jest fajny! – uznała w końcu, choć ciężko było ocenić konia w stępie. Podobało jej się to, że reagował na pomoce i po długiej przerwie od treningów nie były mu w głowie głupoty.
Po zakończeniu wężyka, zgodnie z rozporządzeniem ojca, zmieniła kierunek przez przekątną wyznaczonego dla nich miejsca na placu, a kiedy mężczyzna zgodził się na przejście do kłusa, przekazała sygnał karusowi.
- Juhu! – wydobyło się z jej buzi, na której ponownie widniał szeroki uśmiech.

//Dobranoc!

Marcus Rhys - 2015-08-16, 11:21

Wciąż chodząc, obserwował każdy ruch córki na kucu. Pare razy kiwnął głową z zadowoleniem, widząc jak dobrze sobie radzi. Wyraźnie była jeszcze trochę niepewna, ale nie było to nic dziwnego. Amigo był jej nieznany, potrzeba było więcej czasu i stanowczo więcej treningów, aby wiedziała czego może się po nim spodziewać.
- Przyłóż nieco mocniej zewnętrzną łydkę. - powiedział, gdy wprowadziła szetlanda na woltę. Potem cofnął się na koniec ujeżdżalni, patrząc jak Lottie robi wężyk. Mimo przerwy w jeździe i jazdy na nieznanym dotąd koniu, szło jej bardzo dobrze. Uśmiechnął się. Był z niej bardzo dumny. Już teraz reprezentowała poziom, którego mógł jej zazdrościć nie jeden adept sztuki jeździeckiej. Faktem jednak było, że miała nad niektórymi znaczącą przewagę - ojciec trener, stajnia przy domu... nie wspominając o tym, że jeździła zanim nauczyła się chodzić.
- Moja panno, a tobie aby nie pomylił się wężyk z serpentyną? - zapytał, kiedy skończyła. - To była całkiem ładna serpentyna, chociaż brakowało trochę wyprostowania konia na linii środkowej. Ale ja chciałem wężyk. - pochylił lekko głowę, spoglądając na Lottie spod grzywki. Wyszedł na środek, ponownie zakładając ręce na piersi. - Utrzymuj żywy kłus i poproszę dwa wężyki o jednym łuku, w obie strony.

Amigo - 2015-08-16, 11:30

Korzystając z okazji wyciągnął szyję do przodu, nadal maszerując przed siebie. Nie był ujeżdżeniowcem, więc dla niego jakość chodów nie miała jakiegoś większego znaczenia. Po prostu szedł, starając się nie potykać o własne nogi.
Skierował się na woltę, wykonując ją najlepiej jak umiał, a dostając nagrodę w postaci klepania do szyi cofnął uszy do tyłu na swojego jeźdźca. Mówiła do niego co sprawiało, że czuł się znacznie spokojniej i pewniej. Jego grzywa w obecnym stanie przypominała afro, trochę mu się zarosło, aż dziw, że cokolwiek widział przez swoją grzywkę. Nie dość, że był przy kości to jeszcze kudłaty. Co ta stajnia z niego zrobiła.
Skierował się na długą ścianę i tam odbierając sygnały od dziewczynki zaczął robić wężyk, który nie wiadomo kiedy zmienił się w serpentynę. Od ściany, do ściany i tak do samego końca. Dawniej jako rekreant w innych stajniach robił to niemal codziennie, aż do znudzenia, ale po takiej przerwie był wręcz zadowolony z takich ćwiczeń i chętnie je wykonywał. Przez moment miał ochotę się popisać jakimś nagłym przyspieszeniem, czy barankiem ale chyba zrobił się na to za stary.
Wypuścił głośniej powietrze z płuc, parskając przy tym i całkowicie się rozluźniając. Zmienili kierunek przez przekątną, a gdy odebrał kolejne sygnały po kilku szybszych krokach stępa przeszedł do kłusa. Z początku kłusował dość szybko, ale o ile dziewczynce udało się nad nim zapanować kłusował już wolniej, łapiąc w międzyczasie rytm.

Anonymous - 2015-08-16, 11:42

Dziewczynka złapała wodze w jedną rękę, a otwartą dłonią drugiej uderzyła się w czoło, przy czym zaśmiała się rozkosznie. Te polecenia zawsze się jej myliły i choć zamysł z początku był wężykowy to szybko przeistoczył się w serpentynę. Chyba zbytnio podniecona była jazdą na nowym, nieznanym koniu, choć szybko zamierzała poprawić swój błąd.
- Ups! – zawołała w stronę ojca i ponownie chwyciła wodze w obie rączki. Kiwnęła głową na utrzymywanie żywego kłusa, choć Amigo najwyraźniej zdecydował za nią już dużo wcześniej. Przytrzymała go delikatnie udami i zrobiła delikatną półparadę, aby upomnieć go by szedł nieco wolniej. Nieco – bo zależało jej jedynie by nie pędził bezmyślnie przed siebie, ale myślał o każdym postawieniu nóg na ziemi. Zgodnie ze wskazówkami ojca starała utrzymywać się żwawe tempo, ale takie, w którym również ona czuła się komfortowo. Po wjeździe na długą ścianę wykonała ładny – tym razem na pewno – wężyk. W połowie łuku zmieniła ustawienie konia, który zarówno przy odjeżdżaniu od ściany jak i dojeżdżaniu do niej musiał otrzymać inne sygnały. Cały czas starała się utrzymać równe tempo kłusa, a kiedy tylko czuła, że koń przyspiesza lub zwalnia upominała go, by szedł tak jak ona chciała.
Powtórzyła ćwiczenie na drugiej ścianie po czym zmieniła kierunek by ponownie wykonać polecenie ojca. Według jej interpretacji właśnie o to chodziło mężczyźnie, choć była dziś tak rozkojarzona, że ponownie mogła źle zrozumieć jego intencje. Będzie musiała popracować nad swoim skupieniem.
- Tak miało być? – zapytała, kiedy po wyjeździe z długiej ściany skierowała karego w stronę taty. Ponownie poklepała zwierzaka po szyi.

Marcus Rhys - 2015-08-16, 13:36

Tym razem wszystko poszło doskonale. Lottie po napomnieniu wykonała ćwiczenia bezbłędnie, dobrze pilnując przy tym zgięcia konia. Amigo wydawał się być nieco sztywny na zakrętach, ale to była tylko kwestia czasu i odpowiedniej gimnastyki, więc Marcus zupełnie się tym nie przejmował. Kucyk był nieco 'zastany' i zwyczajnie potrzebował, aby ktoś na nim jeździł, aby osiągnąć odpowiednią giętkość.
- Tak, teraz doskonale. Tylko zmień nogę przy anglezowaniu. Podnosisz się, kiedy zewnętrzna noga konia robi krok do przodu. - powiedział, idąc po kole. Starał się cały czas utrzymywać podobną odległość od Lotki i Amigo, aby móc wszystko dokładnie widzieć. - Zaraz spróbujemy sobie jakiś małych podskoków. - uśmiechnął się. Wiedział, że córka właśnie na to czekała. - Wcześniej jednak spróbuj go lekko zebrać. Nie walcz z nim, jeśli poczujesz opór, może nie być do tego przyzwyczajony. A nie chcemy go przecież już na początku zezłościć. - rzucił jeszcze z uśmiechem. Zatrzymał się i przyglądał poczynaniom tej dwójki przez pare minut. W końcu dał znak, że może dać karoszowi chwilę odsapnąć, a sam ruszył w stronę przeszkód. Nie potrzeba im było wiele. Przyciągnął na środek dwa drągi, do których po chwili dołączyła również para stojaków. Ostatecznie jeden z drągów ułożył na ziemi, na trasie przejazdu Amigo.
- Gotowe. Zbierz go lekko i zakłusuj. Pamiętaj, aby przejść do półsiadu kilka metrów przed drągiem, ale odpuść mu trochę wodze dopiero jak będzie nad nim przechodził. Na początku daj mu się przyjrzeć przeszkodzie.
Odsunął się ponownie na środek, aby mieć dobry widok na wszystko z boku.

Anonymous - 2015-08-16, 13:55

Dziewczynka ponownie kiwnęła głową wysłuchując wskazówek ojca, które kolejno kodowała sobie w głowie. Tyle tego było, że nie miała pojęcia czy kiedykolwiek wszystko zapamięta! Osobiście jednak spotkałem się z tym by w wężyku nie zmieniać nogi anglezowania aby nie zaburzać rytmu konia.
Uśmiechnęła się szeroko na informację o nadchodzących skokach i czym prędzej zabrała się za zbieranie karego, wiedząc, że im szybciej upora się z tym ćwiczeniem tym szybciej będzie mogła przejść do skoków.
Delikatnie najpierw poruszyła na zmianę obiema rękoma, aby ruszyć wędzidłem w pyszczku kucyka, a w chwilę później napięła jedną z wodzy, aby drugą wykonywać pulsacyjne ruchy. Dawała także delikatny wygnał do zgięcia wewnętrzną łydką choć nie zamierzała go zmuszać do tego na siłę – dokładnie tak jak wskazał jej Chodzący Autorytet. Kochała ojca całym sercem, była w niego wręcz zapatrzona, a więc normalne było, że słuchała i brała do siebie każdą z jego wskazówek. Jeśli kary wykonał poprawnie zebranie to pochwaliła go po szyi, a jeśli nie chciał tego zrobić, spróbowała jeszcze raz i kolejny, dopóki nie udało jej się osiągnąć celu lub ojciec nie przerwał jej działań. Sama nie chciała za bardzo ingerować w to ile razy powinna konia poprosić lub uznać, czy faktycznie nie potrafi tego zrobić czy zwyczajnie mu się nie chce.
Zgodnie z kolejnymi wskazówkami zakłusowała na kucyku i najpierw zrobiła woltę, aby spróbować go zebrać. Jeśli się udało to nakierowała go na przeszkodę, a jeśli nie, to złapała pewniejszy kontakt, aby mimo poprawnego ustawienia mieć nad nim jakąś kontrolę. Najpierw podjechała do stojaków aby pokazać kucykowi, że nie ma się czego bać, a kiedy wszystko było w porządku, odjechała kawałek by wykonać najazd. Przeszkoda nie była duża, a więc nie widziała sensu rozpędzania go do niej, szczególnie, że był to pierwszy skok i nie miała do niego jeszcze zbyt dużego zaufania. Kroczyła więc równym, rytmicznym tempem na przeszkodę na kilka taktów przed nią przechodząc do półsiadu… i hop! Troszkę spóźniła się z ciałem, ale łapki posłusznie oddała aby przypadkiem nie zaciągnąć go na pyszczku.
- Juhu! – na buźce pojawił się kolejny szeroki uśmiech a dziewczynka nie mogła się powstrzymać od radosnego okrzyku. Wiedziała, że tato będzie miał uwagi co do jej pozycji w skoku, ale i tak się cieszyła. Dawno nie miała okazji skakać, a więc nawet takie maleństwo sprawiało jej dużą radość.

Amigo - 2015-08-16, 16:02

Ogier ponownie wykonał wężyk przy długiej ścianie tym razem poruszając się kłusem. Nie zwalniał ani nie przyspieszał, utrzymując cały czas to samo tempo. Starał się trzymać rytm i nie tracić równowagi. Wjechał na woltę. Przy zbieraniu był już bardziej uparty, nigdy od niego tego nie wymagano. Dzieci które uczyły się na nim jeździć rzadko kiedy tego od niego wymagały, więc się od tego odzwyczaił. Jednak dziewczynka mimo jego uparcia się nadal próbowała go zebrać. Skupił się bardziej na tym, co wyprawia z wędzidłem w jego pysku. Coś mu zaczęło świtać, więc podstawił bardziej zad, uwypuklił grzbiet i zaokrąglił szyję mając nadzieję, że ludziom właśnie o to chodziło.
Cofnął lekko uszy do tyłu, skupiając swój wzrok na przeszkodzie którą postawił mężczyzna. Nie wyglądała mu jakoś specjalnie strasznie. Mimo, że miał sporą przerwę nie mówiąc nawet o skakaniu. Obejrzał ją dokładnie, upewniając się, że nie kryje za sobą żadnych niespodzianek czy czegoś w tym rodzaju. Przezorny zawsze ubezpieczony, a gdy upewnił się, że ze strony przeszkody nic mu nie grozi odjechał kawałek teraz biorąc się za najazd. Przyspieszył na tyle na ile mu pozwolono i wykonał skok wyciągając swoje szyjsko. Nawet jeśli przeszkoda nie była jakoś specjalnie wysoka. Kiedy wylądował pozwolił sobie na chwilę galopu, po czym ponownie zwolnił do kłusa.

Marcus Rhys - 2015-08-16, 18:18

Oczywiście szło o zmianę nogi w kłusie po zmianie kierunku, ale może źle to ujął. Teraz nie miało to już znaczenia. Marcus z przyjemnością obserwował wysiłki córki, aby zebrać kuca. Tak jak się spodziewał, nie szło łatwo. Czarny na pewno odzwyczaił się od tego typu zabiegów. A może nigdy nie został tego nauczony...? Najwyraźniej jednak został, bo po chwili trener zobaczył, że Amigo jednak trochę zajarzył o co chodzi i podstawił zad. Jego sylwetka momentalnie się zaokrągliła. Wreszcie wyglądał, jak na kuca sportowego przystało! Bardzo cieszyło go, że koń jest tak chętny do współpracy.
- Najedź jeszcze raz, ale nie daj mu się tak bardzo rozpędzić. Niech nie uczy się skakać leżących drągów. - powiedział, widząc jak pokonali przeszkodę. Niewątpliwie skok sprawił Lottie wiele radości, ale teraz chodziło o to, aby szetland podniósł wyżej nogi.
Gdy zrobili pare razy to, o co prosił (tj przejechali w jedną i drugą stronę przez drąg), kiwnął lekko głową i dał znak do odpoczynku i długiej wodzy. Chwilę przerwy wykorzystał, aby zbudować na środku ich części parcouru miniaturowy krzyżak.
- No to teraz pogalopujemy. Zbierz go znowu, zrób pół kółka kłusa. Przed zakrętem usiądź w siodło i daj mu mocniejszą łydkę. - poinstruował. - Jest wystany, ale nie daj mu się rozpędzać.

Anonymous - 2015-08-16, 21:40

- Ale tato, on tak fajnie biega! – powiedziała radośnie, ale oczywiście przyjęła do siebie uwagi ojca. Może drążek leżący na ziemi nie był przeszkodą, ale najwyraźniej miniaturowa parka tak go potraktowała. W końcu leżał taki samotny! I można było swobodnie przez niego „podskoczyć”. Wykonała ćwiczenie zadane przez tatę, cały czas starając się trzymać kucyka w ryzach. Kilka razy najechała na drążek, trzymając go mocniej „na sobie” i udami, żeby nie miał pretekstu do przyspieszenia, choć niewątpliwie dawała delikatnie mocniejszą łydkę nad drągiem, żeby karus podniósł nóżki. Lubiła pracę z drążkami, przynajmniej działo się coś innego niż ciągle płasko, płasko, płasko.
Ucieszyła się natomiast jeszcze bardziej gdy zobaczyła tworzącego się krzyżaczka. Serduszko zaczęło bić trochę mocniej, ale dziewczynka nie bała się go skoczyć. Dzieci już chyba tak miały. Bały się niewielu rzeczy, choć ta odwaga często miała cienką granicę z głupotą – ale ona nie miała świadomości przykrych konsekwencji, które mogły być efektem nieudanego skoku czy samego najazdu. Wysokość też jej nie przerażała – w Szwecji skakała już wyższe przeszkody na nieco wyższych koniach, dlatego uznała, że Amigo świetnie poradzi sobie w tej kwestii. Po prostu tak uznała i już! A Lottie zawsze ma rację. :D
- Będę mogła pare razy skoczyć? – zapytała, szczerząc do taty ząbki, kiedy ujrzała gotową przeszkodę i już zaczęła pracować nad ustawieniem karusa. Jeśli znów zaczął z nią współpracować dała łydkę do kłusa i w tym tempie także dbała aby koń nie wypadł z ram. Posłusznie wykonała z ogierkiem pół koła po czym przysiadła w siodło i przekazała sygnał do galopu. O ile koń zagalopował za pierwszym razem to dbała o jego tempo i to by za bardzo się nie rozpędzał, jeśli nie, uparcie próbowała go rozpędzić, wspomagając się trochę głosem. Poprawiła swoją postawę, gdyż łydki nieco uciekły jej do tyłu i pulsacyjnie przypominała konikowi w jakim jadą tempie, by przypadkiem nie przeszedł do niższego chodu.

Amigo - 2015-08-16, 22:16

Powtórzył ćwiczenia w kłusie pokonując drąg w jedną i drugą stronę. Tym razem już skakanie nie było mu w głowie, zamiast tego wysoko podnosił nogi, żeby przypadkiem któregoś drąga nie dotknąć. Może zadnimi trochę zahaczył parę razy, ale to się wytnie.
Opierając się na pomocach dziewczynki pojechał jeszcze pół kółka kłusem, po czym przed zakrętem przyspieszył do galopu. Na początku był to dość szybki galop, bo ogier był niewybiegany, nie próbował jednak brykać ani nic. Kusiło go, ale stwierdził, że kucykowi w jego wieku nie wypada. Starał się złapać rytm i zwyczajnie sobie ''patatajać''. Kątem oka łypał na ustawionego krzyżaka, sprawdzając na razie z daleka z czym będzie miał niedługo do czynienia. Bardzo dokładnie odbierał wszystkie sygnały, więc zwalnianie nie przychodziło mu do głowy, a gdy za bardzo się rozpędzał to był spowalniany. Trzymał więc ciągle to samo tempo.

Marcus Rhys - 2015-08-16, 22:33

Nie skomentował, jedynie uśmiechnął się pod nosem. Od tak dawna pracował z końmi i jeźdźcami, że czasami przestawał zdawać sobie sprawe, jak wielką radość może powodować jazda. Lottie jednak, dzięki swojej dziecięcej otwartości, regularnie mu o tym przypominała.
- Uważaj na rękę. Staraj się nie łapać równowagi na jego pysku. W ostateczności łap za grzywę. - rzucił, w trakcie gdy kolejny raz przejeżdżała przez drąg. Poza tym nie miał nic do zarzucenia jej jeździe. Kuc również pracował wspaniale.
Gdy zajmował się krzyżakiem usłyszał pytanie córy i ponownie się uśmiechnął. - Po to ustawiam. - odpowiedział, zmniejszając nieco wysokość. Zapewne Lotka chętnie poskakała by wyższe przeszkody, ale nie znał nawyków i możliwości Amigo. Wolał więc nie ryzykować, że coś pójdzie nie tak i skończy się to upadkiem. Znał swoją córkę na tyle, że wątpił, aby coś takiego jakoś szczególnie ją zniechęciło. Chodziło tu jednak o jej zdrowie. Spadnięcie nawet z szetlanda może się źle skończyć.
Zagalopowanie poszło dobrze, nie miał uwag. Cieszył się z tego tym bardziej, że Lottie, jak każdy początkujący, miała tendencję do ,,wpędzania'' konia w wyższy chód. Tym razem jednak nic takiego nie miało miejsca. Kary bardzo dobrze zareagował na sygnał i chociaż na początku dostał turbo doładowania, to szybko dał się skrócić i opanować dziewczynce.
- Bardzo dobrze! Nie pochylaj się za mocno do przodu, pięty w dół. - znów zaczął chodzić po okręgu, nadzorując jazdę. - Zbierz go mocniej i wjedź na woltę. Potem możesz skierować go na krzyżak. - powiedział, stając obok. - Pilnuj dosiadu, nie daj mu wyrwać. Stabilna ręka! - dodał jeszcze, obserwując jak córka najeżdża na przeszkodę. - Trzymaj go na wodzach, odpuść dopiero przy ostatnim foule.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group