To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Parcour - Parkur trawiasty

Mia - 2019-07-23, 01:13

Była zadowolona z widocznej poprawy i powolnego zapoznawania się i przyzwyczajania ogiera do kontrgalopu, który chociaż nie był dla niego jako skoczka obowiązkowy, to na pewno miał przynieść więcej dobrego, chociażby pomagając mu w ten sposób z zachowaniem równowagi. Nie było przecież nowością, że nawet dla typowych skoczków ujeżdżenie było nieocenione, co powoli już teraz dostrzegała. Nie chciała go jednak przemęczać na tym punkcie, widząc zresztą, że nie wydawał się raczej do tego przekonany. A to niby jej rodzice nie lubili nowości!
Nie zaskoczyło ją małe spięcie przy pierwszej próbie skoków, bo zasadniczo poza tym nie dała mu szans rozruszania się pod tym aspektem. Uznała jednak, że z tym doświadczeniem nie będzie to dla niego duży problem i jej przekonania okazały się prawidłowe przy powtórzeniu. Ucieszyło ją to, przez co na jej twarzy pojawił się delikatny uśmiech, a ustach pochwała dla siwego. W czasie kiedy oni wracali na ścianę już w galopie, pracownik dokładał za stacjonatą drugą na skok wyskok, wysokością znowu nie przekraczając możliwości konia, chociaż i tak podwyższając pierwszą. W tym czasie Mia znowu zwolniła go do kłusa, aby w nim zająć go nieco innym ćwiczeniem, czy to ustępowaniem, czy kręceniem wolt. Kiedy szereg był już ustawiony i gotowy, znowu najechała na niego z kłusa, wcześniej działając pojedynczą półparadą, która miała mu uświadomić to, że tym razem musiał się bardziej skupić, bo na jednej stacjonacie nie miało się skończyć. Płynnie podążała za jego ruchem, każdego z nich dokładnie wyczekując, aby przejść w półsiad i oddać mu wodze.

Contendro Boy - 2019-07-29, 23:07

W związku z faktem, że jeszcze chwilę temu robili coś, co Contendro niesamowicie ekscytowało, to jest odrywali się od ziemi, podczas pracy w kłusie poprzedzającej pokonanie zmienionego szeregu zdawał się odrobinę nieobecny, myślami nieustannie przy przebudowywanych przeszkodach. Przy tym zachowywał się trochę nerwowo, wzrokiem sunąc po kolorowych stojakach i drągach, nie lekceważąc sygnałów jeźdźca, ale pozostając wobec nich w pewnym dziwnym sensie... obojętny. Innymi słowy, zjechanie na koło czy ustępowanie nie były problemem, ale CB zdawał się nie wkładać w wykonywane elementy zbyt wiele energii i skupienia, dając absolutne minimum tak, aby nie można było mu zarzucić niestaranności, nie dając w ten sposób podstaw do powtarzania poszczególnych elementów, a nadal mając komfort ucieczki w ten swój własny, wygodny świat. Różnica miała być tak naprawdę rzeczywiście dostrzegalna dopiero wraz z momentem, w którym Mia poprowadziła go w stronę szeregu - mocniej wszedł w kiełzno, chętnie i aktywnie prąc naprzód, nagle mając mnóstwo chęci i energii do włożenia w każdy krok, przed chwilą niespecjalnie widocznej. Już sam z siebie był całkowicie zaabsorbowany przeszkodami, a ostrzegawcza półparada tylko podziałała na jego korzyść; mógł więc w wygodny, ekonomiczny sposób przelecieć nad pierwszymi dwoma niewielkimi kopertami, aby już z dużo większą siłą odbić się na stacjonatę, zostawiając po sobie zapas. Ostatniej przeszkody na szczęście nie zauważył w ostatnim momencie: był poniekąd przygotowany na to, że po skoku z takim zapasem będzie musiał zmieścić się w dość ciasnej odległości, ale odpowiednio wygimnastykowany wczorajszym korytarzem i dzisiejszą rozgrzewką, dzięki ogromowi skupienia, z powodzeniem wrócił na ziemię tylko po to, aby z tego samego punktu oddać kolejny skok. Ten miał być już odrobinę niższy, oszczędniejszy, ale nie na tyle, aby ryzykować zrzutką - w dalszym ciągu dbał o to, aby nogi nie zawisły w powietrzu i tym samym zderzyły się z konstrukcją.
Mia - 2019-07-30, 13:30

Była zadowolona z pracy siwego, za co nie omieszkała go pochwalić, chociaż pewnie byłaby bardziej zaskoczona, gdyby miał mieć z tym jakieś problemy. Powoli przygotowywała go do klasy C, więc takie dość proste szeregi gimnastyczne nie miały być dla niego trudne, a jeśli już to miały nauczyć odnajdowania się w przeróżnych sytuacjach. Utrzymując go jeszcze w galopie, wróciła na ścianę, aby tam powtórzyć manewry z wężykiem o jednym łuku i to, aby Contendro nie zmieniał nogi, co wyraźnie zaznaczała przez pozostawianie pomocy "po staremu". Na razie wykonała tylko jedno takie powtórzenie, bo w tym czasie pracownicy zdążyli się uwinąć z dokładaniem kolejnych przeszkód - jeszcze jednej stacjonaty na końcu na dwie foule oraz dwie identyczne, o nieco wyższym wzroście, w kształcie litery Y. Na taką przeszkodę mieli najechać z kłusa, gdzie początek się nie zmieniał, a Mia nawet nie dawała mu już wskazówek co do pokonywania drągów czy pierwszych przeszkód, z którymi miał być już dobrze zapoznany. Dopiero pod koniec się bardziej skupiła, po przedostatniej przeszkodzie w linii prostej dbając o to, aby krok konia był zaokrąglony i zmieścić dwie pełne foule przed oddaniem kolejnego skoku. Z każdym uważnie podążała za jego ciałem, biodra wypychając do tyłu, a nadgarstki do przodu przy jednoczesnym utrzymaniu lekkiego, elastycznego kontaktu. Dopiero dalej miało się robić ciekawie, kiedy musiała dokonać wyboru, na którą stronę chce teraz skakać - prosiła, aby obie przeszkody nie różniły się nawet kolorami. Ostatecznie zdecydowała się na prawą stronę, którą podkreśliła jeszcze w locie nad ostatnią stacjonatą, zewnętrzną, lewą łydkę cofając za popręg i wzrok kierując w tym kierunku. W zakręcie do przeszkody uważała na to, żeby siwy nie próbował zanadto przyspieszać, a jednocześnie, aby zapewnić mu bezpieczny, prosty najazd. Delikatnie ścisnęła jego boki łydkami i wyczekała odbicia się, wraz z nim przechodząc do półsiadu i oddając wodze. Przy założeniu, że i tym razem poradził sobie dobrze z taką kombinacją, powtórzyła ją na lewą stronę.
Diego Montana - 2019-07-31, 11:56

Nie spodziewał się takiego zachowania ze strony klaczy, pociągnięty został za wodzę ale i przy tym pewnie lekko klacz dostała po pysku wędzidłem. Nie pomyślał przy tym jej ruchu, by jej lekko odpuścić zamiast trzymać się kurczowo. Zabawa zabawą, ale trenować moja droga Take It to też trzeba. Dał się jej wygalopować na początek, skoro chciała zrzucić z siebie nadmiar energii. O ile przy tym nie planowała ich zabić :lol2: Skoro tego potrzebowała to skupiał ją aż do przesady na sobie, bo nie zamierzał wiekować za nim ona się pobawi. Od tego jego zdaniem było pastwisko albo padok, a nie obiekt treningowy. Za dobrze wykonane zadania nie omieszkał się jej chwalić, nawet jeśli czasem przesadzał to wolał w tą stronę niż nie chwalić jej wcale albo 2 na krzyż. Najpierw nadmiar energii i chęć do zabawy, ale skoki to już nie? Ty zła kobieto, nie ładnie tak grać. Podjechali bliżej ściany pod którą zakręcili na prawo i po większym łuku najechali raz jeszcze na ową stacjonatę. Raz jeszcze zamknął ją w korytarzu z pomocy, by doprowadzić ją pod przeszkodę i w miejscu wybicia, odesłać rudą klacz do skoku nad przeszkodę. Zgrał się z jej ruchem podczas skoku, by przestawić pomoce i dociążyć lewą stronę siodła, by klacz po lądowaniu kontynuowała galop na lewo. Tym razem podobnie jak wcześniej dojechali pod ścianę, gdzie zakręcili na lewo w kierunku oksera który stał kawałek dalej.
Contendro Boy - 2019-08-01, 15:12

Po harmonijnym lądowaniu w galopie wrócił na ścianę, na tyle ożywiony i w pewnym sensie zdekoncentrowany obecnością przeszkód - raz wprowadzony w rytm skoków nie do końca potrafił o nich zapomnieć, z tego też względu w pełni odruchowo przygotowując się do lotnej zmiany nogi na odwrotnym łuku, w ostatniej sekundzie wracając na ziemię i powstrzymując się przed taką zmianą. Przez to jego galop na wężyku pozostawił naprawdę wiele do życzenia, ale poprawił się wraz z kolejnym powtórzeniem, tym razem już trochę lepiej przygotowany do konieczności robienia czegoś innego niz odbijania się od ziemi; wydawał się mocno niezadowolony w związku z rzeczonym ćwiczeniem, ale i dzięki temu przerwa po zaledwie jednym powtórzeniu była dla siwka jeszcze większą i cenniejszą nagrodą. Nieco oponował przed przejściem do kłusa, w pierwszej, obronnej wręcz reakcji po prostu przysiadając na zadzie i próbując podgalopować te kilka kroków niemalże w miejscu, jakby łudząc się, że Mia weźmie to za kłus - nie było jednak niemożliwym uspokoić go i skłonić do przejścia do niższego chodu, co w ostateczności zrobił, niezadowolenie z tym związane wyrażając jedynie przez stulenie uszu i delikatne zadarcie łba. O tym małym zgrzycie zapomniał jednak gdy tylko zobaczył szereg, aktywnie przebierając nogami i ciągnąc w jego stronę, pomimo ekscytacji nie tracąc na uważności. Na dobrą sprawę, ta kombinacja stała się na tyle przewidywalna, że Contendro zwyczajnie nie mógł sobie z nią nie poradzić: z taką samą płynnością pokonywał kolejne człony, musząc dużo skupienia włożyć w to, aby pomimo aktywnych, mocnych skoków mieścić się w odległościach między konstrukcjami, ale radząc sobie z tym wręcz śpiewająco, dzięki wcześniejszym podejściom daleki od popełniania krytycznych błędów. Chętnie zabierał się na każde kolejne przeszkody, istotnie tracąc czujność już o końca szeregu - dobrym pomysłem była więc półparada, która miała uprzedzić go o ostatnim, najtrudniejszym chyba członie kombinacji. Tak naprawdę dopiero w locie nad przedostatnią stacjonatą zdołał zauważyć stojące po bokach przeszkody, nie do końca wówczas jeszcze pewny, gdzie się kierować. Myśląc, próbował zgadywać, szczęśliwie nie tracąc na skupieniu na tyle, aby nie podążyć na wskazówkami właścicielki i nie wylądować na prawo. Mimo, że kolejną foulee rozpoczęła prawa noga właśnie, w pierwszej sekundzie spróbował pociągnąć lekko na lewo, jako że była to jego lepsza strona. Nieco zszokowała go podjęta na ostatnią chwilę decyzja o najeździe na prawą przeszkodę, co zakomunikował gwałtownym stuleniem uszu i uniesieniem łba, mimo niewygody takiego manewru zachowując całkowitą karność i błyskawicznie "przestawiając się" na prawo, aby mocniejszym dojazdem zaatakować stacjonatę, przelatując nad nią z lekkim oddaniem zadu. Podczas powtarzania kombinacji był dużo czujniejszy, tym razem nauczony schematem próbując ciągnąć w prawo - niestety, problemem większości koni skokowych było zgadywanie; tak jak i poprzednio, ujęło mu to trochę na płynności, ale nie sile skoku, bo po błyskawicznej zmianie koncepcji włożył dużo energii w to, aby pomimo ich lekkiego nieporozumienia z powodzeniem przeskoczyć przeszkodę.
Mia - 2019-08-03, 20:26

Spodziewała się tego, że siwy nie będzie wielce przekonany do ciągłego zmieniania stron po ostatniej przeszkody według jej kaprysu, ale w ten sposób miała nauczyć go skupienia i tego, żeby nie zgadywać za każdym razem. Dlatego parę razy przejeżdżała też pomiędzy dwiema stacjonatami, poświęcając na ten szereg dobrych kilka minut i starając się nie być zbyt przewidywalną. Wszelkie akrobacje dzielnie znosiła, ale przy tym uważała, aby nie amortyzować ich na jego grzbiecie. Po tym dała mu chwilę przerwy i wróciła na ścianę, gdzie stopniowo zaczynała go spowalniać, najpierw do kłusa, a potem stępa, gdzie oddała mu wodze i pozwoliła na odpoczęcie. W tym czasie pracownicy dokańczali jeszcze kolejne szeregi, które układali jeszcze w trakcie skoków przez szereg w kształcie Y, dzięki czemu zaoszczędzili trochę czasu. Przede wszystkim Mia chciała dopilnować tego, aby oddech konia się nieco uspokoił, ale jednocześnie kręciła z nim jakieś drobne figury czy robiła ustępowanie od łydki na paru metrach, co prawda na dłuższej wodzy, przez co nie miała już takiej kontroli. Po jednej czy dwóch minutach zebrała delikatnie wodze i zakłusowała na nowo. Wypracowawszy sobie odpowiednio aktywne tempo, skierowała się w stronę linii ćwiartkowej (przy założeniu, że tamten szereg był na środkowej, nie pamiętam już, więc niech tak będzie), gdzie czekał może troszkę bardziej ciekawy układ przeszkód, a bardziej drążków. Wszystko rozpoczynały cztery drążki na kłus naprzemiennie z cavaletti, dalej koperta, drąg, jedna foula, drąg, stacjonata, trzy cavaletti na galop i okser. Wcześniejsza dłuższa praca na drążkach miała zapewnić jej odpowiednie przygotowanie Contendro do takiej pracy, ale mimo wszystko była przygotowana na ewentualne głupie pomysły. Prowadziła go na równych wodzach wprost na środek całej sekwencji, półparadami zabiegając o jego uwagę. Delikatnymi sygnałami łydek podpowiadała mu miejsca, gdzie miał podnosić nogi, mocniejszym impulsem zachęcając do oddania skoku. Same przeszkody nie były co prawda bardzo wysokie, ale wymagały pełnej precyzji i skupienia, tym bardziej, że nie miał to być koniec, bowiem po przeskoczeniu oksera mocniej zaznaczyła lądowanie na prawo. W galopie doprowadziła go do drugiej linii ćwiartkowej, gdzie ustawionych było pięć półmetrowych stacjonat na skok-wyskok. W dystansie do nich zadbała o dość spokojny, rozluźniony galop, a także odpowiedni głęboki najazd, aby mieć czas na wyprostowanie ich i ewentualną korektę tempa w prostej do przeszkód. W szeregu dbała o swoją reakcję, podążając za ruchem konia, któremu elastycznie oddawała rękę przy każdym ze skoków.
Contendro Boy - 2019-08-03, 23:37

Zwłaszcza przejeżdżanie między stacjonatami, bez oddawania skoku, miało być dla Contendro nie tylko konfundujące, ale i mocno frustrujące - zdołał już złapać pewien schemat ze skokami oddawanymi na boki, mocno ekscytując się każdym podejściem do danej stacjonaty, więc teraz, odarty z takiej możliwości, dobitnie okazywał niezadolenie zadzieraniem łba, podbrykiwaniem czy podskakiwaniem w miejscu. Nie były to złośliwości, a bardziej buzujące w nim emocje, niestanowiące żadnej nowości w jego wypadku; niemniej jednak, potrzebował chwili na wyciszenie się, z początku gotowy nawet w galopie na prostej odstawiać tego typu cyrki tylko po to, aby postawić na swoim. Wystarczyły jednak spokój i wytrwałość właścicielki, aby Contendro wkrótce uspokoił emocje, przynajmniej na tyle, aby mogli pozwolić sobie na kolejne podejście do tego szeregu bez żadnych nieprzyjemności po drodze, nawet, jeżeli obrana na końcówkę trasa miała prowadzić przez przestrzeń między przeszkodami, a nie nad żadną z nich. Nieco zmęczony tymi wspólnymi staraniami, przede wszystkim psychicznie, bez większych protestów zaakceptował przejście do kłusa, nieco mniej chętniej do stępa, choć i tu w ostateczności skorzystał z danej przez właścicielkę swobody i nie denerwował się już nadto. Dłuższa wodza sprawiała, że nieco gorzej odpowiadał na wszelkie zjazdy na figury czy próby wykonywania poszczególnych elementów ujeżdżeniowych, ale fakt, że starał się choć minimum zaangażowania włożyć w rzeczone zadania sprawiał, że dało się uwierzyć w jego uważność i czułość na sygnały jeźdźca. Momentalnie odpowiedział na sygnał do kłusa, entuzjastycznie wyrywając do przodu, po części przez to, że już w momencie zebrania wodzy wiedział doskonale co się święci i wprost nie mógł się tego doczekać. Wyprowadzony na linię ćwiartkową, zwrócił uszy w stronę przeszkód; istotnie, dzięki wcześniejszej pracy, wagon drągów czy przeszkód nie miał być dla niego takim wyzwaniem - od samego początku zdawał się na to przygotowany, czego najlepszym świadectwem był fakt, że w pełnej płynności wszedł w drągi, ostrożnie i wysoko unosząc nogi. Przez kopertę oddał dość płaski, bardzo ekonomiczny skok, tylko po to, aby dzięki temu więcej uwagi i wysiłku włożyć w pokonanie kolejno stacjonaty i oksera, nad którymi przeleciał już w dużo lepszym stylu, wyraźnie zaangażowany w wysokie, okrągłe skoki. Płynnie wylądował na prawo, aby po powrocie na ziemię podrzucić lekko łbem w wyrazie swojego entuzjazmu, szastając siwym ogonem o boki i wypatrując kolejnych przeszkód. Na widok skoków-wyskoków, spróbowal nieco mocniej pociągnąć w ich kierunku, wstrzymany denerwując się nieznacznie, choć ostatecznie dało to pozytywny efekt - mocniej wszedł zadem pod kłodę, zaokrąglając galop i dzięki temu płynnie i z wielką lekkością zabierając się na pierwszy skok. Przez to, że ten był dość mocny, musiał sporo wysiłku włożyć w zmieszczenie się w ciasnych odległościach, ale ogromne skupienie i zaangażowanie w zadanie sprawiły, że i z tym poradził sobie bez większego problemu.
Mia - 2019-08-04, 02:05

Powoli zaczynała się przyzwyczajać do tego, że Contendro nosiło wiele emocji na parkurze. Niestety, nie było to już tak proste do rozegrania i rozpracowania na takim treningu. Co najwyżej mocniej zapierała się w strzemionach, żeby nie polecieć na jego szyję czy zad, w najgorszych momentach sprowadzając na drobną woltę i chcąc na niej go trochę wyhamować. Przede wszystkim jednak nie karała go za to, bo wiedziała, że nie robil tego złośliwie i było to dość mimowolne. Co prawda w parkurze często się przydawała taka chęć do parcia naprzód, ale teraz była dość ciężka do zniesienia. Po prawidłowym pokonaniu całego szeregu i powrocie do siodła po ostatniej stacjonacie na skok-wyskok pochwaliła go entuzjastycznie, pochylając się lekko w siodle i klepiąc go po szyi z entuzjazmem. Takie ustawienie, wymagające dwóch różnych umiejętności, było dość trudne, a mimo to poradził sobie z tym całkiem nieźle i była z niego zadowolona. Prowadząc go jeszcze w galopie, wróciła z nim na ścianę. Tym razem chciała spróbować nieco inaczej poradzić sobie z taką kombinacją, nie chcąc pozwolić im na jakąś nudę, tym bardziej, że Contendro dalej nosiło, zapewne mimo rosnącego zmęczenia. W połowie ściany zablokowała miednicę, chcąc go spowolnić do kłusa, w którym zaczęła anglezować. Chciała już oszczędzić jego siły, ale nadal łydkami nadawała mu aktywnego tempa, w którym wjechała na tę drugą linię ćwiartkową, wprost na pięć stacjonat. Prowadząc go na nie, uważała na to, aby nie próbował zagalopować, wyraźnie zaznaczając, że domaga się najazdu z kłusa, bo przeszkody i tak były niskie, jak na jego umiejętności. Tym razem dała mu większą samowolkę, pozwalając samemu dobierać miejsca wybicia, których tylko wyczekiwała, aby przechodzić w półsiad i przybrać odpowiednią pozycję w locie. Po ostatniej skierowała go na prawo, w zależności od tego, czy po wylądowaniu wszedł w galop czy nie, spowalniając go do kłusa na łuku do szeregu z drążkami, gdzie znowu nie dawała mu żadnych wskazówek, ufając na tyle jego doświadczeniu, że sam sobie z tym poradzi.
Contendro Boy - 2019-08-04, 13:53

Najtrafniejszym sposobem na uspokojenie wszystkich tych buzujących w siwym emocji był najprawdopodobniej czas i odrobina cierpliwości - wraz z wiekiem i regularną pracą zdołała już odejść część jego niepożądanych nawyków, a przecież nadal był koniem dość młodym, wszystko było więc przed nimi. Z kolei jednorazowe wyciszenie go na te kilka minut nie było już aż tak dużym wyzwaniem, jak generalne ostudzenie jego temperamentu: potrzebował chwili czy dwóch na dużym kole, skutecznie zajmowany czymś innym niż to, co nerwy w nim budziło. Szczęśliwie, Mia miała na tyle doświadczenia i pomyślunku, aby nie próbować go za wszystkie te akrobacje i podskoki karać - nigdy zbyt dobrze nie rozumiał, co źródłem tego typu kar było, więc byłoby to jednoznaczne z całkiem niepotrzebnym i bezskutecznym siłowaniem się z dużo silniejszym zwierzęciem. Zwłaszcza, że gdy przychodziło do samych skoków, sprawował się naprawdę dobrze, udowadniając, że potrafi pracować w dużym skupieniu, czego świadectwem mógł być między innymi prawidłowo pokonany ciasny szereg, coś, co z założenia nie mogło być dla rozemocjonowanego wierzchowca aż tak łatwe. Płynnie wylądował po pokonaniu kombinacji, bez zastanowienia wznawiając aktywny galop, niespiesznie, choć karnie przechodząc do niższego chodu i niezmiennie żwawo zmierzając w stronę tego samego szeregu, który pokonywali chwilę temu. Nie byłby sobą, gdyby nie spróbował pociągnąć właścicielki w ich kierunku, zachowując jednak posłuszeństwo i nie podgalopowując, choć wyraźnie miał na to dużą ochotę; najazd z kłusa wymagał od niego trochę silniejszego pierwszego skoku, z czym poradził sobie bez większego problemu, po prawdzie nie do końca mierząc siły na zamiary i w efekcie lądując trochę dalej, niż się tego spodziewał. Przez to musiał jeszcze więcej wysiłku włożyć w zmieszczenie się między wyskokami, ale ich niewielka wysokość i fakt, że teraz skakał już w pewnym rytmie, zbliżonym do galopu, sprawił że i to nie okazało się dla niego aż tak dużym problemem - oprócz lekkiego zachwiania równowagi, nie dało się odczuć żadnej różnicy. Z kolei szereg zaczynający się od drągów można śmiało było nazwać sukcesem: zachowawszy spokój w najeździe, mógł w równowadze pokonać drążki i niezmiennie opanowany oddać czyste, ekonomiczne skoki przez wcześniej skakane już przeszkody.
Mia - 2019-08-04, 17:52

Nie spotykając się już z żadnym problemem w pokonywaniu kolejnych szeregów i przeszkód, Mia uznała, że w zasadzie tyle mu starczy, biorąc pod uwagę, że dzień wcześniej był na korytarzu skokowym, a nie chciała go przemęczyć, żeby nie narazić na kontuzję. Dlatego po przeskoczeniu ostatniego członu drugiej kombinacji zjechała na lewo, na ścianę. Tam jeszcze parę razy odjechała od ściany wężykiem, chcąc utrwalić ten element jako wprowadzenie do kontrgalopu. Po dwóch-trzech powtórzeniach ze zmianą kierunku, zwolniła go do kłusa, w nim wyjeżdżając jeszcze trochę bardzo obszernych łuków. Na koniec pozostawiła sobie koło z żuciem z ręki w połowie niego, gdzie stopniowo zaczynała wypuszczać wodze przy jednoczesnym działaniu półparad. Niedługo potem zwolniła go do stępa, gdzie całkiem oddała już wodze, wierząc, że po takim wysiłku nie będzie wymyślał. Po kilkunastu minutach stępa swobodnego zatrzymała go i zsiadła, a odpiąwszy skośnik i poluzowawszy popręg, rozstępowała go jeszcze przez chwilę w ręku, ostatecznie swoje kroki kierując do stajni.
/zt

Contendro Boy - 2019-08-05, 22:38

Zdawał się dość niepocieszony faktem, że po lądowaniu nie został poprowadzony w stronę żadnego szeregu czy nawet pojedynczej przeszkody, a wprowadzony na wężyk - nic więc dziwnego, że usztywnił się w pierwszym odruchu, chowając na moment uszy w mlecznej grzywie. Szybko jednak zapomniał o wcześniejszym niezadowoleniu i myślami wrócił do pracy, zmęczony na tyle, aby w końcu ulec poleceniom Mii, choć nie wkładał w dane zadania już tak dużo wysiłku i energii. W końcu zwolnił także do kłusa, w którym pracował już bez zarzutów, stopniowo rozluźniając się z każdą kolejną figurą, w efekcie szybko wchodząc w żucie, w którym chętnie oparł się na wodzy, mocno idąc nosem do dołu przy zachowaniu aktywnego tempa kłusa. Bez protestów przeszedł do stępa, momentalnie wyciągając pysk gdy tylko zostały oddane mu wodze, furkocząc głośno i chwilę później zatrzymując się, aby podrapać się po nogach. Zachował spokój także podczas stępa w ręku, obowiązkowo musząc solidnie obślinić właścicielkę, z którą za chwilę wrócił do stajni.
/zt

Take It Now - 2019-08-12, 15:42

Poruszając się wzdłuż ściany, w końcu zakręciła ponownie na tę samą przeszkodę, wyjeżdżając łuk w takim stopniu, w jakim mężczyzna wskazał jej dosiadem. Skutecznie doprowadził ją pod samą przeszkodę, odpowiednio wcześniej wyznaczając tempo, dzięki czemu klacz zmieściła się w ilości foule i oddała skok, płynnie przechodząc w lot. Nie przesadzała nazbyt z zapasem, dostosowując się bardziej pod wysokość kłódek, w które wsadzone były drągi. Zmieniła nogę na lewą i dogalopowała do ściany, z której planowo odbiła na lewo, tak aby móc swobodnie najechać na czekający na nich okser.
Yukio - 2019-11-17, 11:08

Wszedł na parkur trawiasty razem z Kapitanem, starając się odcinek, który mieli do przejścia, przejść energicznym i pewnym siebie krokiem, zwracając uwagę, czy ogier nic nie kombinuje. Starał się ukracać wszelkie dziwaczne zachowania, jakimi mógł go zaszczycić. Marzył o tym, by droga do obiektu była spokojna, ale nie wiedział, czy to jest możliwe. Parkur na szczęście był pusty, dlatego bez obaw wszedł i zamknął za sobą bramkę, rozglądając się po ustawionych tu przeszkodach. Część z nich była jego dziełem, część z nich stała nierozebrana przez poprzednich użytkowników, dlatego nie będą się nudzić przynajmniej. Doszedł razem z ogierem do schodków, gdzie podciągnął popręg i ustawił sobie wstępnie strzemiona, a następnie spróbował dosiąść swojego rumaka, kontrolując go jedynie wodzami, które lekko ściągnął, by kasztan mu gdzieś nie poszedł. Wsiadał szybko, ale usiadł w siodło miękko, po czym dał sygnały do ruszenia stępem, pozwalając mu wyciągnąć szyję na długiej wodzy. Skupiał się na swoim podopiecznym i na sobie, by jego pomoce były jasne i klarowne, a także, by móc szybko zareagować na ewentualne pomysły Nemo. Na początku chciał z nim przejść jedno szerokie koło w lewo i drugie w prawo, idąc po śladzie. Pilnował energiczności chodu łydkami i dosiadem. Gdy łaciaty sam utrzymywał tempo, nogi były jedynie przyłożone do boków, a biodra mężczyzny podążały za ruchem. Pozwolił mu się z odległości zapoznać z przeszkodami, jakie były tu ustawione, by nie robił potem miny zaskoczonego Pikachu, że czegoś nie było, a teraz jest.
Kaept'n Nemo - 2019-11-17, 20:42

Idąc na parkur dotrzymywał kroku mężczyźnie, bystrym okiem przeczesując teren i chłonąc bodźce z otoczenia wszystkimi zmysłami. Chociaż na miejscu było pusto, to nie powstrzymało to Nemo przed głośnym rżeniem, po którym w napięciu zaczął nasłuchiwać. Niestety, nikt mu nie odpowiedział.
Stając przy schodkach obejrzał się na Yukia, ale nie drgnął podczas wsiadania. Spokojnie poczekał aż blondyn zajmie miejsce w siodle i dopiero po tym ruszył stępem, zgrywając się z przyłożeniem łydek do boków. Dwudziestolatek nie musiał się obawiać braku energii w chodzie Nemo - jego jeźdźcy zwykli go lonżować przed jazdą, żeby zmniejszyć ryzyko wypadku i niebezpiecznych sytuacji, ale temu nieszczęśnikowi chyba nikt o tym nie wspomniał...
Nie oznacza to jednak, że Kapitan zrobił Yukiowi rodeo. Miał na tyle poukładane w głowie, by nie zabijać ludzi, chociaż gdyby dano mu szansę pierw się wybrykać na lonży, blondynowi z pewnością zrobiłoby się słabo na widok tych baranów. Tymczasem musiał to w sobie trzymać, co przejawiało się bardzo spieszącym się stępem, a przez to trochę spiętym. Szyję natomiast niósł wysoko, skróconą, z tego względu że ganaszował się niezależnie od długości wodzy i nieco wyżywał na wędzidle.

Yukio - 2019-12-25, 19:21

Obserwował przez ułamek sekundy, jak Nemo się do niego odwraca, jakby kontrolując, czy aby na pewno wszystko dobrze zrobił. A może dawał mu znać, że nie do końca dopiął popręg? Zobaczymy wraz z czasem, teraz blondyn nie mógł się wahać. Pewnym ruchem wsiadł, miękko opadając w siodło, nie chcąc dać szansy tarantowi na wychwycenie momentu słabości. Mężczyzna zrobił zbyt słaby research przed jazdą, dlatego tak się stało, jak się stało. Można mieć jedynie nadzieję, że się oboje nawzajem nie pozabijają podczas tego treningu. Widział, że ogier był nerwowy i pełen energii, przez co zdecydował się szybko wpleść w ich rozgrzewkę coś, co zajmie chociaż częściowo jego myśli. Trudno mówić o upuszczeniu energii w stępie, jednak starał się odciągnąć myśli konia od tych skupiających się na jak najszybszym wyładowaniu krążącej w niego energii, dlatego też rozpoczął kręcić koła, które były standardową częścią rozgrzewki. Podczas chodzenia na śladzie w lewą stronę, sygnalizował swoje zamiary dania mu nowego zadania delikatną półparadką, by przypadkiem nie zdetonować tykającej bomby, po czym podnosił lewą rękę, by lewą łydką zacząć kierować go na prawą, zewnętrzną wodzę, która pozostawała napięta, zaś ograniczał jego zad dzięki prawej nodze. Koła były szerokie, jednak nie było ich zbyt dużo, by nie znudzić ogiera monotonnością ćwiczeń. Po osiągnięciu jednego z narożników, rozpoczął w jednym z punktów przekątną, korzystając z tego, że mieli cały parkur dla siebie, przechodząc przez punkt X do następnej ściany, by zmienić kierunek na prawą stronę. Blondyn pilnował ogiera w zakrętach, uważnie je wyjeżdżając, podobnie jak narożniki. Zamiast następnych kół, zjechał na środek parkuru, by zacząć kręcić krzywą ósemkę ze względu na rozstawione przeszkody, pilnując ogiera na wydłużonych łukach oraz zmieniając ustawienie pomocy na środku placu. Dopiero po ponownym dojechaniu po drugiej części ósemki do punku X, wzmocnił pomoce do skrętu, by po prostej wrócić ponownie na ślad.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group