To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Hala - Kryty lonżownik

Chris Moore - 2016-06-14, 21:44

Orchid of Rohan napisał/a:
...


Dobrze, więc Orchid wie o co chodzi! Już dość luźne, "rozgrzewkowe" ustawienie zachęcało kasztana do uwypuklenia grzbietu, załapania elastycznego kontaktu z wędzidłem. Spodziewał się więc, że w kolejnych etapach kpwn wykaże się podobnym zaangażowaniem. Z początku, na tymże luźnym wypięciu przytrzymał go w kilku kółkach kłusa, by następnie postąpić krok naprzód i przyhamować kopytnego aż do stępa. Prawie od razu zaczął skracać promień koła i sprowadzać go do środka, przepiął go na drugą stronę i poprosił o powtórkę, tylko na drugą stronę... W zasadzie było to może 5 czy 10 minut pracy na luźnym ustawieniu, po którym Chris przeszedł na "mocniejsze" wypięcie, wypinacze mogły teraz wydać się Orchidowi krótsze, z pewnością musiał się teraz bardziej wysilić, by utrzymać właściwe ustawienie. Po posłaniu go z powrotem na koło dał mu z jedno czy dwa okrążenia na oswojenie się z nową sytuacją, ewentualne wyrażenie niezadowolenia. Niedługo potem pospieszył kasztana do kłusa. W tym tempie miał zamiar przytrzymać go trochę dłużej, by wystawić na próbę także jego kondycję... Powiedzmy, koło sześciu okrążeń kłusa, po których nastąpiła prośba o zagalopowanie. Było to tempo, w którym większość kopytnych w naturalny sposób osiągała większe rozluźnienie. Mężczyzna spodziewał się nacieszyć oczy zarówno takim widocznym rozluźnieniem, zadbanym, przyciągającym wzrok ruchem ogiera zamkniętego w klasycznym ustawieniu. W takich momentach zastanawiał się nawet, czy nie powinien oddać się całkowicie jeździectwu... Szybko uświadamiał sobie jednak, że są rzeczy znacznie ważniejsze do załatwienia na tym świecie, nie może marnować czasu. Treningi miały dostarczać mu pieniędzy na żywność, utrzymanie. Obserwował uważnie kwpn'a, starał się reagować na wszelkie spięcia, bunty z jego strony i przed każdym przejściem pobudzać go, skupiać na sobie przez lekkie półparady. Po chwili galopu zwolnił go do stępa, gdzie miał czas na wyrównanie oddechu, rozluźnienie się. Następnie przepięcie i powtórka na drugą stronę. Klasyka... Na sam koniec treningu zaserwował mu jeszcze kilka okrążeń na obie strony w łagodniejszym wypięciu w stępie oraz kłusie, by ostatecznie odpiąć wypinacze i pozwolić kasztanowi rozluźnić się i stępować swobodnie po kole. Mniej-więcej po 5 minutach przepiął go na drugą stronę, by w miarę możliwości wyrównać wygięcie na obie strony.
Przewiesił przez ramię wypinacze, poklepał szyję ogiera.
-Dobry koń.
Chyba czas wrócić do stajni i trochę się polenić, co?

[z/t]

//jak coś pierdolę i wymyślam niemożliwego, to daj znać :lol:

Lucas - 2016-06-16, 18:30

Wprowadził kopytnego na lonżownik, zatrzymując go mniej więcej na środku obiektu. Bez pośpiechu zarzucił mu na szyje wodze, które następnie skręcił i podpiął podgardlem, by nie przeszkadzały mu podczas pracy. Podczepił lonżę i posłał kopytnego na koło stępem, dzierżonym w dłoni batem zamykając go w trójkąt. Owy przyrząd był jedynie przedłużeniem jego ręki, a Lucas nie zamierzał go nadużywać. Wolał być jednak przygotowany na wypadek, gdyby Izabelowaty okazał się przykładowym koniem do pchania. Miał z nim w końcu do czynienia po raz pierwszy, toteż nie dane mu było przewidzieć jak wałach się zachowa. Pozostawał jednak dobrej myśli, mając nadzieję, że trening przebiegnie sprawnie i przyjemnie.
Jak na razie pilnował jedynie, żeby tempo było aktywne. Nie wymagał od nieparzystokopytnego niczego więcej. Pozwolił mu tym samym oswoić się z nowym miejscem i przygotować do treściwszej pracy.

Adele - 2016-06-17, 15:09

Naughty Boy napisał/a:
. . .


Bacznie lustrowała pracującego kucyka, a dopóki pozostawał tak posłuszny i grzeczny, nie ingerowała w to co robił, starając się pokazać mu że w zamian za karność i stosowanie się do wszystkich poleceń należała mu się swoboda - czasem będąca poluzowaniem lonży, czasem możliwością zmiany tempa. Na jej twarz wkradł się uśmiech, kiedy ogier chwilę po zagalopowaniu postanowił okazać swoją radość - nie chcąc jeszcze bardziej utrudniać mu łapania równowagi, oddała mu nieco lonży, dając chwilę na wyszalenie się i dopiero kiedy izabelowaty wrócił do regularnego galopu, ponownie ją napinając. Podobnie jak wcześniej, delikatnie "pracowała" z pyskiem Gortata w kategorii koncentrowania jego uwagi na sobie. Po około 4-5 minutach takiego galopu przestała "utrzymywać" kuca w tym chodzie i zależnie od tego, czy miał jeszcze energię żeby biegać czy nie, a co za tym idzie przejść do kłusa, po krótkiej czy dłuższej chwili poprosiła go o przejście kolejno do stępa i do stój, by po zmianie kierunku powtórzyć ten proces. Kolejne kilka minut przeznaczyła na rozkłusowanie - połowa czasu z wypięciem, kolejna już bez. W ostateczności pozwoliła kucykowi przejść do stępa, nagradzając za dobry trening kilkoma smakołykami i po stosownym rozstępowaniu, udając się z nim do stajni.
/zt.

Orchid of Rohan - 2016-06-17, 16:55

Przez cały czas kłusował rytmicznie i w rozluźnieniu, najwyraźniej zapominając na dobre o wcześniejszych buntach. Do stępa przeszedł od razu, będąc dość wyczulonym na komendy i sygnały ze strony Chrisa. Stopniowo zmniejszając średnicę koła, po którym kroczył, zbliżył się do mężczyzny na tyle, aby umożliwić mu swobodne przepięcie lonży - oczywiście tuż po tym, jak Rudy zatrzymał się do stój. Kolejno zmienił kierunek ruchu i poproszony ruszył ponownie kłusem, cały czas wykazując niemałą chęć do ruchu naprzód. Elegancko pracując szedł w równym tempie przez kolejne parę minut, po których nastąpiło zatrzymanie. Zmianę w wypięciu przyjął stosunkowo dobrze. Co prawda wymagało od Orchida dużo większego zaangażowania, ale to nie było dla niego problemem. Odesłany na koło, zszedł na nie stępem. Przez pierwsze okrążenie przyzwyczajał się do wypięcia, dążył do zaakceptowania go, poprzez aktywne przeżuwanie pyskiem. Skrócona długość wypinaczy sprowokowała go do skrócenia szyi oraz ustawienia nosa w pionie, czy może nawet lekko za (co nie było niczym złym), co poskutkowało zaokrągleniem potylicy. Kolejno ruszył kłusem, w którym pozostał jednakowo lekki. Mimo iż nie szedł już w tak niskim ustawieniu jak przedtem, jego grzbiet nie zapadł się, natomiast zad pracował jednakowo dobrze. Jeżeli Chris sądził, że go zmęczy - nic z tego. Co prawda kasztan lekko spocił się na pewnych partiach ciała, ale taki rozruch dobrze mu zrobi. Po wspomnianych sześciu okrążeniach zagalopował, naraz przeciągle parskając. Widok jaki teraz sobą prezentował, był naprawdę przyjemny dla oka - zaokrąglony, rozluźniony koń idący rytmicznym, okrągłym galopem.
Po galopie przyszła kolej na zmianę kierunku, by na drugą stronę powtórzyć ten sam schemat ćwiczeń - kłus oraz galop. Orchid nie zdradzał szczególnych skrzywień na żadną ze stron, na obie potrafił dobrze kłusować oraz galopować. Następnie przyszło mu kłusować przez chwilę na luźniejszym wypięciu, by ostatecznie przejść do stępa, w którym pozostał już do końca treningu. Korzystając z braku wypinaczy, które na sam koniec zostały zdjęte, całkiem swobodnie niósł szyję, od czasu do czasu leniwie potrząsając łbem.
Po rozstępowaniu wrócił do stajni. /zt

Nicole - 2016-06-26, 14:19

/Przyjmijmy może, że hala była pusta kiedy przyszli? Damy radę?

Wprowadziła Whatevera na salę zatrzymując się na małą chwilę przy wejściu. Przeleciała wzrokiem halę ruszając w stronę środka. Trzymała ogiera krótko, nie chciała by się rozbrykał. Jeszcze nie teraz! Potem zanadto się rozweseli i trudno będzie z nim pracować! :-D Okrążyła wraz z karoszem u boku lonżownik w razie potrzeby zachęcając do dalszego podążania. Pod koniec sięgnęła do kieszeni nagradzając młodego dość grubym plasterkiem marchwi. Postanowiła na początek zacząć małymi kółkami, to też oddaliła się trochę od rumaka pozostawiając lonżę niezbyt napiętą. Po prostu, była odpowiednio naprężona, nie wiem jak inaczej to określić. :lol:
Zacmokała zachęcając do przejścia do kłusa. Jeśli to nie pomogło i nasz przyszły sportowiec stał dalej w miejscu starała się dać mu sygnał lonżą do biegu. Jak wyszło?

Whatever Impossible - 2016-06-26, 17:07

Przyszedł za kobietą na kryty lonżownik. Były tu już dwie pary w tym ogier i wałach, ale karosz nie wiele sobie z tego robił. To lepiej, żeby był smutasem? Chciał pracować, bo miał zbyt duże pokłady energii, które nikt nie spożytkował w ostatnim czasie. Nie musiała go zachęcać, sam za nią szedł. Smakołyk dość łapczywie, ale ostrożnie zjadł. Kiedy został sam na kole, czujnie obserwował jedynie kobietę, zostawiając na niej wewnętrzne ucho. Kłusa? A nie stępa? Drobne nie porozumienie wyszło, bo ogier faktycznie się ruszył, ale wpierw właśnie stępem.
Nicole - 2016-06-27, 17:26

Smutasem? Nie! Broń Boże! Przecież można nie być smutasem, a nie być też zanadto rozbrykanym, czyż nie tak? Niech sobie tam wesoły czy coś będzie! Byle nie skakał z radości! I nie cwałował po całym lonżowniku! Bo takiego to naprawdę trudno opanować będzie!
Sam szedł? To nawet lepiej, dużo lepiej! Jakoś sobie nie wyobrażam gdyby miała go ciągnąć i się z nim siłować.
Chyba coś pomyliłam w poście! Myślałam o stępie, a napisałam o kłusie. Człowiek jednak jest dość podatny na wpływy telewizji! :lol2: Jak oglądasz Cavaliadę i akurat mówią coś o kłusie, a ty piszesz posta to trochę sie pomylić może!
Kiedy karosz ruszył i okrążył ją w ten sposób pierwszy raz uśmiechnęła się szczerze cmokając parę razy, a co za tym idzie prosząc o szybsze tępo.
- Kłusem - dodała stanowczo, aczkolwiek miło i spokojnie.
Postanowiła przez kilka okrążeń pozwolić wyszaleć się 4 - latkowi. No bo wiadomo, nie codziennie jest się na treningu czy pastwisku.

Whatever Impossible - 2016-06-29, 22:40

Ja tam nie wiem, na razie był mocno ogarniętym nastolatkiem :lol2: Mogło zawsze coś mu odbić, choć aż dziwne, że patrząc na charakterek ojca, nie jest gorszy. Hm, skakanie z radości brzmi kusząco :D Przyjdź kiedyś jeszcze, to zrobimy najpierw iście w wersji osła, a potem skakanie pod sufit z radości. Może i tak, tak czy siak szedł dość aktywnym stępem, obserwując kątem oka kobietę. Nie oglądam, to nie wiem. Musiał być czasem poganiany, bo dość szybko gasł. Co do przejścia w kłus, musiała się pomóc batem, czy coś. Dziś miał chyba, drobnego lenia.
Jessie - 2016-07-02, 11:19

/Nicole&WI - Ta 'hala' jest okrągła, ma średnicę 21 metrów, więc mieści się tutaj tylko jeden koń. Nie ma opcji, że są inne pary, więc jeżeli pisze kilka osób naraz, to tylko przy założeniu, że fabuła toczy się w innym czasie ;). Tak mówię, bo widzę, że macie problem z tym.


Przyszła z Entre do krytego lonżownika, który miał dwa zasadnicze plusy - dawał cień (choć przy tutejszych temperaturach nie było ono aż tak uciążliwe) i pomagał młodemu koniowi zostać na kole, co było utrudnione na otwartej przestrzeni. Siwa była jeszcze całkiem zielona, jeżeli chodzi o jakąkolwiek pracę, dlatego dobrze byłoby zacząć od nauki podstawowych komend. Odesłała Entre na koło, używając do tego bata, do którego klacz powinna mieć naturalny respekt. Zaczęła od lewej strony, z tego względu trzymając też lonżę w lewej dłoni, a prawą operując batem. Trzymała lonżę jak wodzę, odpowiednio wysoko i w miarę możliwości napiętą, bo radośnie powiewająca na wietrze nie miała większego zastosowania.
- Stępem - odezwała się głośno i wyraźnie, w razie oporów przed ruszeniem pomagając sobie podniesieniem prawej ręki, co powinno być wystarczająco prowokujące do ruszenia. Zresztą zobaczymy z czym Entre miała dokładnie problem. Póki co miała tylko iść, nikt nie oczekiwał od niej wpisywania się w okrąg albo prób nawiązania kontaktu.

Nicole - 2016-07-02, 20:48

//
Cytat:
Przyjmijmy może, że hala jest pusta.
- ja napisałam.. Nie moja wina, że W.I się nie dostosowała ;) Dobrze, tak czy siak przepraszam ^^

W razie potrzeby pomagała sobie oczywiście batem, nie pozwalała karoszowi przejść w stęp, czy też w zbyt wolny kłus.
Dobrze widziała, że ma lenia. Jakoś łatwo było to rozpoznać... Nakazała mu biec jeszcze przez kilka kółek po czym skracając lonżę zatrzymała młodzika.
Kątem oka dostrzegła poznanego już stajennego, który jak zresztą obiecał pojawił się na hali z siodłem i czaprakiem.
Nie minęła chwila, jak dziewczyna z lekką pomocą stajennego ( który podtrzymywał rumaka ) podłożyła mu pod nos czaprak i poklepując go po szyi pozwoliła obwąchać przedmiot, który już za chwilę miał znaleźć się na grzbiecie 4 - latka. Przejeżdżając powoli ręką po jego grzbiecie nasunęła nań miękki czaprak.
Jeśli wszystko poszło dobrze sięgnęła do kieszeni wyjmując z niej kilka smakołyków i podała je ogierowi.
Nagrodziła słowem, pogłaskała.

Whatever Impossible - 2016-07-02, 22:50

Sorry.

Rozumiał komendy słowne, czegoś jednak ktoś go nauczył - na szczęście. Poruszał się dość aktywnie, może nieco chaotycznie, ale brak mu wprawy, opanowania i gracji. Trochę lenia miał, ale jednak z każdą minutą, jakby się rozkręcał. Po przekłusowaniu kilku kółek, ogier zwolnił do stępa na moment, a potem dopiero do stój. Parskając wesoło do kobiety, która tu z nim przyszła. Dostrzegł też stajennego, ale bez wyraźnego odzewu ze strony ogiera. Znał czaprak, więc nie panikował na jego widok. Przecież mówiłam co zna :lol2: Czaprak, ochraniacze i pas do lonżowania. Było zapisane w jego karcie, ale tu wszystko łatwo umyka. Smakołyki jednak zjadł chętnie, delikatnie zgarniając z dłoni kobiety.

Nicole - 2016-07-03, 15:03

Że czaprak przyjął to ja wiem! Ale zawsze lepiej spokojnie niż na chama! :lol2: Że raz przyjął, nie znacz, że będzie tak przez całe życie! Kto go tam wie, kopytne są jednak nieprzewidywalne!
Poprowadziła karosza na króciutkiej lonży po kole po czym ustawiając go w tym samym miejscu poklepała po szyi.
- Dooobry koń - pochwaliła zatrzymując rumaka.
Przyszedł czas na siodło! Na razie bez popręgu, no bo po co stresować niepotrzebnie Whatevera? Może i ten sprzęt przyjmie ze spokojem, a wtedy ułatwi jej trochę sprawę! Postępując podobnie jak z czaprakiem, podłożyła ogierowi pod nos siodło pozwalając z każdej strony obwąchać, w razie potrzeby cofnąć się czy nawet troszkę odejść. Jeśli tak się zdarzyło trzymała przedmiot dalej w tym samym miejscu, to on miał zdecydować kiedy podejmie kolejną próbę zbliżenia się do tego czegoś, czegoś nowego. Jeśli zaś nie wystraszył się go, powolutku położyła na jego grzbiecie siodło, w razie potrzeby reagując natychmiastowym zabraniem go.
- I jak? - mruknęła przyjaźnie obserwując uważnie " treningowego podopiecznego."

Maven - 2016-07-03, 22:10

Wraz z wejściem na lonżownik, który był całkowicie nowy dla młodej Entre, jej zainteresowanie otoczeniem gwałtownie wzrosła. Jasne uszy wyłoniły się z ciemnej grzywy, a sama klacz jakby na moment zapomniała o tym, na co parę minut temu skazała ją Jess. Nim się obejrzała, ta uciekła na środek hali, zostawiając hanowerkę samej sobie - a przynajmniej ta tak sądziła do momentu, w którym kobieta poprosiła ją o ruszenie stępem. Nous od razu wyłapała komendę padającą z jej ust, która z kolei była dla niej całkowicie obca. Zastrzygła uszami, patrząc na nią jak na kosmitkę i dopiero użycie bata zmotywowało ją do tego, by ruszyć z miejsca... kłusem... po strzeleniu serii baranków. Dopiero po paru metrach się ogarnęła, ale bez odpowiedniej reakcji właścicielki nie zamierzała zwalniać. Tak więc póki co kłusowała bez ładu i składu, momentami wpadając do środka okręgu, by następnym razem wręcz otrzeć się o ścianę lonżownika.
Whatever Impossible - 2016-07-03, 23:26

To dobrze, że pamiętasz ! Fakt do pewnych rzeczy, lepiej podchodzić po woli, przypominać niż na czabas i już. Przestań robić z niego potwora, bo się chyba obrażę :lol2: Poruszał się nieco chętniej, niż poprzednio, jakby tracąc tego wcześniejszego lenia po drodze. Może kobieta, wydawała mu się ciekawsza? Kto wie. Na widok siodła, skulił uszy, nie był pewny co teraz się będzie działo. Gdyby mógł, skrzywiłby się na zapach siodła, bo nie pachniało ciekawie - skórą, a fe :P Kiedy pierwszy raz, wylądował na jego grzbiecie, szastnął ogonem o swoje boki, lekko się spinając. Nie reagował źle, ale do ideału na pewno daleko.
Nicole - 2016-07-04, 12:59

Ale potworki też są fajne! :lol2: No doobrze, doobrze. Zrobię to specjalnie dla Ciebie! :lol2:
- Spokojnie... - odezwała się widząc jak się spiął. - Nie ma się co martwić.. To nie zrobi krzywdy..
Tak, lubiła mówić do koni. Nawet bardzo! Wyznawała bowiem pewną zasadę - jeśli koń pozna twój głos będzie później łatwiej! W większości się to sprawdzało! Siodła nie zabrała, wcale nie było tak źle!
Zaczęła powolutku kreślić na jego grzbiecie, szyi a na końcu głowie kółka dwoma palcami - technika T-touch. Nicole wierzyła w jej działanie, naprawdę! Wprawdzie technikę tą stosuje się w boksie kiedy koń ma na sobie tylko kantar, ale także na dość spiętych koniach! Okręgi zaczęły się powiększać zgodnie z innymi częściami ciała.
" Masaż " trwał kilka minut, zaś po jego skończeniu ogier miał się rozluźnić. Czy wyszło? Jeśli tak poprowadziła go ponownie po okręgu pilnując aby siodło nie spadło/ześlizgnęło się czy też przesunęło. Pod koniec zatrzymując już karosza, podała mu kolejny smakołyk. Byle się nie zrobił przy niej gruby jak beczka! :lol2:



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group