To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Hala - Korytarz skokowy

Krugerrand - 2017-10-28, 10:50

Krug nawet nie myślał o uciekaniu, więc złapanie go było dziecinnie proste. Przy okazji z chwilą zawahania zgarnął smakołyk i się nim zajął podczas gdy Luke starał się nie oszaleć. Idąc z minimalnie ograniczonym wykrokiem też trochę obawiał się obciążyć w stu procentach nogę, która dawała o sobie znać. Przy ściąganiu ochraniacza czy samym głaskaniu po prostu był i oddychał coraz spokojniej, a smaczki przyjmował znacznie chętniej. Ponownie ciemnogniady oblizał wargi i ruszył stępem już pewniej. Ponownie zatrzymany, stanął jak posąg, jedynie oddychając czym zdradzał swoją obecność. Poruszył ogonem niespokojnie gdy Luke zaczął obmacywać nogi i je ze sobą porównywać. Na szczęście żadna z nich nie grzała, a prawa jedynie była stłuczona przez kontakt z drągiem - w końcu nie był niezniszczalny. Ruszając ponownie stępem tyle, że już na kole, opuścił łeb nisko rozciągając sobie cały grzbiet po tych szalonych skokach. Ruszając kłusem, odchylił jedno ucho w stronę właściciela, a jego prawa noga minimalnie wykonywała krótszy wykrok. Wynikało to głównie z tego, że to ogier oszczędzał ją i bał się całkiem oprzeć o kończynę, czując delikatny dyskomfort poturbowanego nadgarstka. Jednak dalej szedł chętnie i musiał zwyczajnie to rozchodzić.
Luke - 2017-11-03, 12:18

Sposób w jaki poruszał się jego podopieczny na szczęście nie przyprawił go o palpitacje serca. Widział co prawda tę ostrożność Kruga ale w pełni ją rozumiał, dlatego przez następnych kilkanaście minut po prostu go lonżował, a wyglądało to tak, że w głównej mierze prosił go o stęp i raz na jakiś czas o kilka okrążeń kłusa. Jeśli dało się stwierdzić poprawę wynikającą z rozchodzenia zbicia, wypróbował go też w galopie. Wszystko odbyło się na obie strony z rozpoczęciem od lewej, coby jego prawa noga była od zewnątrz. I tylko pod warunkiem, że po wnikliwym przyglądaniu się ruchowi jak i wyrazowi pyska ciemnogniadego brunet nie doszukał się objawów bólowych, puścił go na chwilę luźno by samemu zmodyfikować korytarz. Każdą z przeszkód obniżył o 10cm natomiast ostatnie dwie - rozsunął ze skoku-wyskoku na odległość jednej fouli. Po dokonaniu takiej zmiany na spokojnie podszedł ogiera by go zgarnąć, zakłusować z nim i tak jak przy poprzednich razach wpuścić go na tor przeszkód, żywo go wspomagając i motywując do pokonywania kolejnych konstrukcji. Gdyby wszystko poszło dobrze, podniósł przeszkody do ich poprzedniej wysokości nie zmieniając już rozkładu sił jeśli chodzi o zaplanowane odległości na foule pomiędzy. I ponownie zgarnął ciemnogniadego, pokłusował z nim chwilkę przed wpuszczeniem w korytarz a gdy przyszło co do czego, postarał się dopilnować aby wszystko poszło zgodnie z zamysłem. Po wszystkim wziął go do ręki i rozstępował porządnie, ale gdyby gdzieś po drodze coś się okazało nie tak z nogą, od razu przeszedł do tego etapu, ewentualnie go skracając jeśli widział taką konieczność. No i w końcu wyszedł ze swoim kopytnym już z powrotem do stajni.

zt

Krugerrand - 2017-11-03, 18:11

W miarę upływającego czasu jego ostrożność gdzieś znikała, a nogi poruszały się płynnie i czysto bez zbędnych opóźnień czy oszczędzania kończyny. Dlatego nawet w galopie Luke już nie mógł znaleźć śladu po wydarzeniu sprzed chwili. Tylko w głowie Krugerranda został niesmak po skoku wyskoku, który go po prostu zagiął. Dlatego gdy chodził sobie luzem, uważnie patrzył co robił właściciel. Puszczony ponownie w korytarz o dziwo galopował wolniej i uważnie przypatrywał się nawet leżącym drągom. Był mądry i wyciągnął nauczkę ze swojej mini kraksy, co jednak mogło zrodzić niepewność co do jego odwagi w parkurze. Mógł zacząć też wyłamywać mając z tyłu głowy swój idiotyczny pomysł mocnego skakania. Dlatego tym razem szczędził na każdym skoku, a otwarcia zadu nawet nie było widać. Skakał asekuracyjnie, a podchodząc do ostatniej kombinacji jaką były dwie stacjonaty potrzebował bata za swoim zadem, żeby się nie zatrzymać przed przeszkodą. Pogoniony ruszył wolnym galopem i oddał dwa tak samo krótkie skoki, jedynie między przeszkodami nadrabiając poszerzeniem fouli. Powtórkę skoczył dokładnie tak samo, tyle że bez zawahania na ostatnim szeregu.
Rozstępowany wyszedł za właścicielem, będąc wyciszonym. Tak wziął do serca ten swój błąd.
/zt

Jennifer Frost - 2017-12-20, 23:41

Przyprowadziła Blizzarda na pusty obiekt i zamknęła za sobą drzwi. Przed skokami zamierzała go odrobinę rozgrzać na lonży, toteż zatrzymawszy się gdzieś na wolnym skrawku terenu przypięła do wędzidła taśmę, a odpięła kompletnie zbędne aktualnie wodze. Przewiesiła je sobie przez szyję, co by jej nie przeszkadzały i wtedy posłała ogiera na koło.
Początkowo wymagała od niego jedynie aktywnego stępa, co usiłowała wyegzekwować batem, który skrupulatnie podążał za zadem kasztana. Przyglądała mu się z uwagą, chcąc by nieco oswoił się z nowym miejscem nim zaczną właściwą pracę. Z czasem zaczęła bawić się ręką, zaciskając i odpuszczając nacisk na lonży, co miało oddziaływać na wędzidło i zarazem zachęcić kopytnego do żucia i rozluźnienia się. Po pewnym czasie zmieniła stronę, kontynuując stęp w przeciwnym kierunku. W dalszym ciągu respektowała odpowiednie tempo, serwując skoczkowi identyczną dawkę ów chodu.

Vivianne Feron - 2018-01-02, 17:18

//zakładając, że nikogo tu nie ma.

Upewniwszy się uprzednio, że obiekt jest pusty, wprowadziła na niego Clair po czym zamknęła drzwi. Dała klaczy chwilę na zapoznanie się z terenem tej, nieco mniejszej niż pozostałe, hali, na której kasztanka była pierwszy raz i dopiero gdy upewniła się, że jej chwilowa podopieczna czuje się tutaj bezpiecznie, wysłała ją na koło, uprzednio odpinając wodze od ogłowia.
Poprosiła klacz o stęp, od razu ustalając z nią, że ma się poruszać nieco aktywniejszym, a nie rozlazłym, tempem. Wszystkie swoje polecenia kierowała do Clair głosem, a jeśli ten nie działał na Holenderkę, to do pracy zaangażowała także bat, który delikatnie smagał ziemię tuż za zadem konia. Jeśli udało im się osiągnąć upragnione przez Vivianne tempo to pozwoliła klaczy po prostu się rozluźnić i iść przed siebie, po jakimś czasie angażując do pracy zabawy dłonią, która miała za zadanie delikatnie poruszać wędzidłem w pysku klaczy.
To kilku takich okrążeniach Vivianne zatrzymała konia i ściągnęła go ku środkowi w swoim kierunku, już po chwili wysyłając klacz do stępa w przeciwną stronę.

Clair de Lune - 2018-01-02, 19:18

Clair wmaszerowała żywo na halę, z zadartą do góry głową obserwując nowe dla siebie pomieszczenie. Łypnęła okiem i wypuściła powietrze z chrap z głośnym furkotem, przebierając w miejscu nogami.
Skierowana na koło ruszyła żywo do przodu, nie wymagając specjalnie poganiania. Naturalnie angażowała zad, wkraczając tylnymi nogami mocno pod kłodę, zachowując duży i swobodny wykrok. Po chwili przestała się interesować nowym miejscem, spuściła luźno głowę do dołu, wydmuchując powietrze w ziemię. No i w pewnym momencie, idąc tak z nosem przy podłożu ugięła nadgarstki i łup! Już leżała na ziemi :lol: . Zakładam, że nie dało dane jej się dobrze wytarzać bo pewnie została natychmiast przez brunetkę pogoniona batem. Poderwała się też z dzikim kwikiem do góry i wystrzeliła solidnego baranka.

Vivianne Feron - 2018-01-02, 20:01

Vivianne pokręciła krótko głową w ramach dezaprobaty na to, co zrobiła Clair, ale doprawdy – zupełnie jak w opisie konia – nie mogła się na nią gniewać. Lubiła takie zabawne koniki, które potrafiły wprowadzić uśmiech na jej usta, oczywiście do czasu kiedy na wprowadzaniu uśmiechu, a nie zbędnego zagrożenia, się kończyło. Na tarzanie wprawdzie nie pozwoliła, przynajmniej nie w tym momencie, ale uznała, że jeśli klacz postara się w trakcie treningu to może na taką nagrodę pozwoli jej na sam koniec. Wizja czyszczenia jej z tego piachu, który mógł wpleść się w wytworzony na ciele pot (o ile taki będzie) nie przyprawiała ją wprawdzie o salwy radości, ale ostatecznie była w stanie na tyle się poświęcić.
Póki co jednak faktycznie pogoniła klacz bacikiem i wydała z siebie głośne „Hooolaa”, ponownie zapraszając klacz do aktywniejszego stępa i starając się ustalić z nią równe tempo.. Oczywiście kiedy opanowały już baranka i zakładając, że na jednym się skończyło. Jeśli to zadanie im się powiodło, brunetka poprosiła o kłus, który ponownie wykonały na obie strony. Cały czas pilnowała by chód konia był równy i aktywny, a teraz zaczęła także wymagać większego zaangażowania, jeśli klacz nie wykazywała do tego chęci podobnych jak te w stępie. Pracowała ręką na lonży, skupiając na sobie uwagę konia, a także próbując zachęcić ją do żucia i rozluźnienia.

Clair de Lune - 2018-01-02, 20:13

Ruda była koniem, który często miał swój własny pomysł, odmienny od pomysłu osoby z nią pracującej i szybko wprowadzała go w życie. Tak też było i z tym tarzaniem. Po jednym bryknięciu wróciła do zupełnie normalnego tempa, wracając na koło. Poruszała się ładnie, z rozluźnioną szyją i grzbietem, głowę trzymając na wysokości nieco poniżej linii kłębu. Nie pozostała obojętna na starania Vivianne i już po chwili zaczęła przeżuwać delikatnie wędzidło i lepiej zaokrąglać szyję.
Poproszona o zmianę chodu ruszyła sprężystym kłusem. Należała do koni, które dość miękko odbijały się od ziemi, a faza zawieszenia w kłusie nie była bardzo widoczna. Przy zmianie kierunku lekko skubnęła Kanadyjkę w okolicach kieszeni ze smaczkami, oczekując jakiejś nagrody albo chociaż klepnięcia w szyję :lol: .
Po kilku minutach lekko się spieniła, cały czas żując wędzidło. Jedno ucho prawie ciągle było zwrócone w stronę brunetki, a Clair wydawała się skupiona na pracy.

Vivianne Feron - 2018-01-03, 09:30

Na pochwały jeszcze nie czas, na smaczki również! Ale jeśli nadal będzie tak samo urocza i pracowita to z pewnością będzie mogła spodziewać się dużej nagrody po zakończonym treningu. Teraz musiały wystarczyć tylko słowa typu „Dobrze” czy „super”. :lol:
Póki co, prócz dwóch małych incydentów, lonżowanie Clair przechodziło bez zarzutów, a Vivianne zadowalała oczy fajnym ruchem i zaangażowaniem konia w robotę. Po jakimś czasie poprosiła ją w końcu o przejście do galopu, tutaj także próbując ustalić z klaczą odpowiednie dla siebie tempo, a jeśli to się udało, to rozgrzały się w tym chodzie przez kilka kółek na każdą ze stron. Brunetka cały czas pilnowała by klacz nie przyepieszała zbytnio i stale studziła wszelkie zapędy kasztanki do strzelania baranków czy jakichkolwiek nieposłuszeństw.
W tym momencie na hali pojawił się także pomocnik Vivianne, którego dziewczyna wcześniej poprosiła o przytrzymanie konia raz czy dwa podczas gdy ona będzie zmieniała układ/wysokość przeszkód w korytarzu, a ten już w tym momencie dostał swoją pierwszą misję. Dziewczyna zwolniła klacz do stępa i przekazała mężczyźnie lonżę, pozwalając kasztance nieco odsapnąć przed rozpoczęciem części właściwej, a sama zabrała się za ustawianie przeszkód. Ale o tym już w kolejnym odcinku!

Clair de Lune - 2018-01-03, 21:07

Na sygnał do galopu podbiła lekko zadem do góry, ale sama się uspokoiła zanim jeszcze Vivianne zdążyła zareagować. Galopowała okrągło, stawiając równe i obszerne foule, może ciut za bardzo się rozciągając momentami. Nie do końca potrafiła jeszcze dobrze osiąść na zadzie, przenieść ciężar ku tyłowi i galopować z lekkim przodem, a było to dla niej szczególnie trudne bez jeźdźca na grzbiecie. W takich monetach łatwiej jej było się rozciągnąć i rozwlec niż podstawić i skrócić. Można jej było to jednak wybaczyć, miała w końcu zaledwie 5 lat i długą drogę przed sobą.
Kiedy została przejęta przez mężczyznę fuknęła i spojrzała na niego nieufnie. Zawsze trochę mniejszą sympatią darzyła facetów, może miało to związek z ich siłowym podejściem? Jednak dzięki supszczeniu nadmiaru energii podczas rozgrzewki nie miała ochoty na wygłupy w tym momencie, więc zachowywała się względnie grzecznie tak długo, dopóki pomocnik stał na końcu lonzy i nie dotykał kasztanki.

Vivianne Feron - 2018-01-04, 12:14

Na szczęście pomocnik nie miał zamiaru dotykać kasztanki. Był raczej osobą zatrudnioną w charakterze „przynieś, podaj, pozamiataj”, zarabiał niezłe pieniądze i niezbyt interesował się końmi samymi w sobie. Dzięki temu obie panny zyskiwały – Clair święty spokój, a Vivianne możliwość zajęcia się przygotowaniem korytarza.
Zajęło jej to kilka minut, czyli jej podopieczna dostała chwilę na wytchnienie, zaraz po której brunetka przejęła lonżę od mężczyzny i podeszła do Holenderki, a wraz z nią ruszyła na początek korytarza. Ten, na sam początek, ustawiony był w następujący sposób: niski krzyżak [skok-wyskok] krzyżak [foule] stacjonata 50cm [dwie foule] stacjonata 60cm [dwie foule] okser 60cm. Brunetka wiedziała, że klacz ma potencjał skokowy i miała już za sobą wstępne przeszkody i korytarze, ale zarazem zdawała sobie sprawę z tego, że to dopiero początki jej kariery i najpierw chciała ją sprawdzić na takich niskich podskoczkach. Dzisiejszy trening nie miał bowiem na celu ćwiczenia potęgi skoku a bardziej szlifowania techniki i dostosowania tempa w dystansach do kolejnych przeszkód.
Spuściwszy klacz z lonży wpuściła ją w ustawiony szereg.

Clair de Lune - 2018-01-04, 21:21

Clair właśnie z dostosowaniem tempa i dokładnością miewała problemy. Była bardzo szybka i skrętna, potrafiła dobrze się skracać i dodawać ale przez swój roztrzepany umysł czasem zdarzało jej się zahaczyć o drąga, a czasem wręcz przeciwnie - wyskakiwać nadmiernie do góry.
Zastrzygła uszami, mierząc wzrokiem przeszkody. Wpuszczona w korytarz zrobiła dwa kroki kłusa i przeszła do galopu. Podniosła wysoko głowę, mocno bijąc kopytami o ziemię, galopując dynamicznie i trochę za szybko. Do pierwszego krzyżaka wybiła się zbyt daleko, skok wyszedł płaski a rudej nie chciało się nawet złożyć nadgarstków do tak małej wysokości, mimo to nie dotknęła żadnego drąga. Drugi krzyżak został przez nią trochę zignorowany, również technika skoku pozostawiała tutaj wiele do życzenia, Clair natomiast patrzyła już na stacjonatę. Dobrze skróciła się, aby zmieścić w środku foule i wbiła się prawidłowo, podciągając wysoko nadgarstki i ciągnąc szyją do dołu. Znowu trochę za szybko pokonała dystans 2 foule, ale skok nad kolejną stacjonatą wyszedł prawidłowy. Spiesząc się bardzo do oksera zrobiła jedną dużą foulę, a drugą urwała wybijając się na oksera o wiele za wcześnie i o wiele za wysoko :lol: . Wykonała potężny skok, rozciągając się przy tym mocno a bardzo zadowolona z siebie podrzuciła zadem do góry i zatrzymała się w rogu patrząc na Viv, jakby mówiąc " Widziałaś? Widziałaś jak ładnie zrobiłam?" :lol: . Była bardzo dumna z siebie i ciężko jej będzie wytłumaczyć, że nie do końca tak to powinno wyglądać.

Vivianne Feron - 2018-01-05, 19:01

Dostosowanie tempa i dokładność były problemem wielu młodych koni i dlatego właśnie Vivianne zdecydowała się wpuścić Clair w korytarz jeszcze przed tym jak ktoś na nią wsiądzie i będzie mógł popracować nad tym z siodła. Ona chciała tylko wypracować (choć ciężko to zrobić w trakcie jednego treningu, a więc może lepiej będzie powiedzieć, że chciała zwrócić uwagę konia) koncentrację u Clair i świadomość tego, że łatwiej będzie się skakać kiedy się coś zmieni. Uważnie obserwowała każde „potknięcie” kasztanki, nijak nie ingerując w to, jak klacz zachowuje się podczas pokonywania kolejnych przeszkód.
Zaśmiała się krótko, na zadowoloną reakcję konia, kiedy przeszkody się skończyły i podeszła do klaczy by ją złapać i ponownie zaprowadzić na początek korytarza. W ustawieniu przeszkód nie zmieniła nic, chcąc zobaczyć czy Holenderka tym razem inaczej podejdzie do wykonywania kolejnych skoków. Drugi raz wpuściła ją w korytarz, tym razem cały czas starając się upominać klacz głosem o tym, że powinna odrobinę zwolnić tempo. Słowo, które używała najczęściej to najprawdopodobniej „hoooolaaa” :lol: czasem też "woooolnieeeej".

Clair de Lune - 2018-01-05, 19:54

Lekko caplując skierowała się z dziewczyną na początek korytarza. Lubiła skakać, takie treningi wzbudzały też w niej większe emocje i nie trzeba było jej specjalnie zachęcać do pokonywania przeszkód. Należała też do tych koni, które bardzo rzadko odmawiały skoku, ewentualnie bojąc się jakiejś wyjątkowo dziwniej czy kolorowej przeszkody skakała dobry metr wyżej, tak na wypadek gdyby coś chciało ją pożreć :lol: .
Wprowadzona w korytarz ruszyła z miejsca galopem, uspokajana jednak głosem dziewczyny trochę zwolniła. Dzięki temu odskok na pierwszy z krzyżaków wypadł prawidłowo, a kasztanka nawet pociągnęła się trochę szyją do dołu, drugą kopertę pokonując również w ponownym stylu. Dzięki pomocy słownej ze strony Viv pomyślała trochę i delikatnie się skróciła, oddając kolejny dobry skok nad stacjonatą. Mając wzrok skierowany już na oksera trochę mało uwagi poświeciła drugiej stacjonacie i chociaż pokonała ją na czysto to z wiszącymi nadgarstkami. Skok nad okseem był zdecydowanie najlepszy jak do tej pory - ładny, delikatny baskil, podciągnięte nadgarstki i dobra praca zadem. Tym razem nie zatrzymała się tylko wykonała kilka szybszych foule na koniec mocno wybijając z zadu a następnie stajac w miejscu i unosząc lekko przód. Było to tylko wyrazem tego, jak doskonale się bawiła.

Vivianne Feron - 2018-01-05, 20:22

No! Udało się osiągnąć to co zamierzała Viv, a więc teraz nie tylko kasztanka mogła być z siebie dumna, ale także Kanadyjka. Najważniejsze – zmniejszone tempo i zwiększona koncentracja, a to był klucz do sukcesu w trakcie dzisiejszego treningu. Mina brunetki odrobinę zrzedła dopiero kiedy Clair zajęła się serwowaniem powietrzu serii baranków i chwilę dzikiego galopu, ale konsternacja nie trwała długo. Ostrożnie podeszła do konia, kiedy ta stanęła w miejscu i uspokoiwszy odrobinę Holenderkę zapięła ją na lonżę i ponownie przekazała mężczyźnie, który miał utrzymywać klacz w stępie. Sama Vivianne znów skupiła swoją uwagę na przeszkodach, zmieniając odrobinę ich ustawienie i wysokość. W ten sposób pierwszy krzyżak został oparty na samym końcu stojaków, podczas gdy drugi zamienił się w sześćdziesięciocentymetrową stacjonatę. Stojąca kolejno stacjonata przekształciła się w okser o tej samej wysokości, a dwie kolejne przeszkody powędrowały w górę o dziesięć centrymetrów. Jako, że zaczynały nisko, to takie podwyższenie nie powinno stanowić większego wyzwania dla Clair, która zdawała się już lepiej odnajdywać w szeregu przeszkód.
Chwilę później Feron przejęła klacz od mężczyzny i ponownie wpuściła ja w korytarz, angażując się słowami, jeśli występowała taka potrzeba.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group