To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Las - Główny szlak

Johnny Bravo - 2020-04-15, 22:41

Upozorowany atak Sheridana w jego stronę nie mógł pozostać bez odzewu - Johnny prawie od razu spróbował także sięgnąć w jego kierunku, chociaż nie ekscytował się tym jak siwy. Nie widział w nim takiego konkurenta, ale mimo to takie przepychanki raczej nie umknęły uwadze Tylera. Upomniany Jasiu zapomniał już o siwym i jego humorach, skupiając się na galopie. Do wzmocnienia tempa nie trzeba go było dwa razy zachęcać, od razu silniej zapracował zadem i bardziej wyciągnął sylwetkę, wykorzystując przy tym swoje gabaryty. Harmonijnie pracował przy tym szyją, nabierając niemałej prędkości, przez co szybko jego ciało zlało się potem.
Nieprzejęty tym zupełnie, galopował mocno po prostej ścieżce aż na ich drodze nie pojawiły się lisy, do których z pewnością właściciel zdążył go wyhamować. Kasztan nie był zbyt zachwycony nagłym wytracaniem prędkości i przeciągnął ten moment w miarę swoich możliwości, ale ostatecznie dał się zwolnić. Liski wbrew pozorom nie wywarły na nim większego wrażenia, głównie przez to, że znajdowały się dość daleko od nich. Jedynie zafurkotał chrapami, nie będąc specjalnie przejęty tą rodzinką.

Tyler - 2020-04-16, 21:20

- Teoretycznie mam taką możliwość, ale w praktyce oznaczałoby to brak kolejnych zleceń - wzruszył ramionami. - Biorę co dają, ale jak dotąd jeszcze mnie nie spotkało, żeby coś się kłóciło z moimi przekonaniami - dodał z uśmiechem, posyłając mi znaczące spojrzenie; pewnie się domyślała, że niektóre sesje były... niecodziennie i nie każdemu to pasowało. - Głównie wybierają mnie do sesji reklamowych, więc jest bardzo fajnie - uściślił, zanim drobna kłótnia między końmi oderwała go od rozmowy. Zupełnie odruchowo pociągnął w bok wodzę, żeby przeszkodzić Jasiowi w kłapnięciu na Sheridana zębami. Jako że nie użył podczas tego łydek, ogier powinien skręcić samą szyję, tym bardziej, że był to szybki, krótki ruch, po którym dalej trzymał wodze na równej długości i wysokości. Nic poza tym nie zrobił, nie denerwując się ani na swojego, ani na Mii konia, bo element rywalizacji był tu jak najbardziej zrozumiały. I tak był zadowolony z zachowania swojego podopiecznego, jako że na ogół jeździli w pojedynkę, więc wspólny teren był swego rodzaju nowością.
O 'przeszkodzie' dowiedział się w pierwszej kolejności od Mii, dopiero później samemu dostrzegając lisy przecinające drogę. Johnny poruszał się w tamtym momencie mocnym, szybkim galopem, trochę ścigając się z Sheridanem, więc zatrzymanie obu koni nie było takim prostym zadaniem. Poza wyraźnymi, krótkimi półparadami, mężczyzna użył także głosu (whoa in cones :lol2: ) i dosiadu, licząc na to, że kasztan odpuści i zwolni. Wolał go nie zatrzymywać na chama, dlatego cierpliwie przeczekał jego opór, szczęśliwie osiągając swój cel zanim musiałby podjąć stanowcze działania.
Gdy już oboje stali w miejscu, pogłaskał konia po szyi i z zainteresowaniem oraz z uśmiechem spojrzał na bawiące się liski. - Jakie śliczne - skomentował, będąc autentycznie rozczulonym tym widokiem. :lol2:

Sheridan - 2020-04-16, 21:36

Upomniany przez Mię stulił uszy i wydał z siebie bliżej nieokreślony, zduszony dźwięk, podczas czego jego sylwetka skróciła się na krótką chwilę. Szybko jednak puścił to w niepamięć i gdy uzyskał możliwość dalszego, beztroskiego galopu, z powrotem zaczął się rozluźniać. Z czasem otoczenie przestało go aż tak ekscytować, więc rozluźnił nieco uszy i szyję, którą lekko opuścił, czemu towarzyszyło głośne prychnięcie. Z pewnością było go słychać z daleka, gdy z taką mocą uderzał kopytami o ziemię do trzech taktów galopu, którym przemierzali las. Uśpiona czujność sprawiła, że lisy na drodze zauważył z lekkim opóźnieniem. Ten widok momentalnie go zelektryzował - nastawił uszy na sztorc, napiął mięśnie i szeroko rozwarł nozdrza, wydając z siebie głośny, furkoczący odgłos. Nie bał się dzikich zwierząt, ale ich widok zwykle wyzwalał w nim najdziksze instynkty. Jego poprzednia właścicielka zapewne do końca życia zapamiętała teren, w którym ją poniósł przez parę kilometrów z powodu saren. :lol2: Na szczęście Mii mieli już za sobą dłuższy odcinek galopu, więc po zatrzymaniu się na jej polecenie, jedynie przyglądał się zwierzętom. Ciężko było mu jednak ustać w miejscu, więc przystępował z nogi na nogę, wiercąc się i próbując wyciągnąć Mii wodze z rąk poprzez gwałtowne podrzucanie łbem. Chyba nie znała go z tej strony, ale tak właśnie się zachowywał, gdy budziła się w nim gorąca krew.
Mia - 2020-04-18, 01:42

- To jaka była Twoja najdziwniejsza sesja? :lol: - sama nie wiedziała, czy chciała znać odpowiedź na to pytanie, ale ciekawość mimo wszystko z nią wygrała. Na instagramie czy innych stronach już nieraz się napotykała na nietypowe zdjęcia i nie wątpiła w to, że najgorszej części internetu jeszcze nie widziała (nie to co niektórzy teraz). :lol2:
Zdenerwowanie Sheridana rodziną lisów nie wytrąciło Mii z równowagi czy cierpliwości, chociaż jednocześnie nie chciała, aby zaczął oddziaływać na drugiego konia. Gdyby znowu zaczęły się wzajemnie nakręcać, mogłaby nie wyjść z tego cało, bo nie miała wielkich szans z andaluzem, o czym już się zdążyła przekonać. Mówiąc do niego i głaszcząc po szyi, chciała odwrócić jego uwagę od zwierząt, chociaż te ostatecznie i tak uciekły w krzaki. Na twarzy Mii wymalowała się smutna podkówka, ale po chwili dała Sheridanowi łydkę do stępa, nie chcąc go dłużej trzymać w miejscu, gdy tak źle to znosił. Dała mu też luźniejszą wodzę, aby mógł nieco odetchnąć po tamtym galopie oraz emocjach w związku z nieoczekiwanym zatrzymaniem się.
- Czekam na ekranizację Disneya - mruknęła po chwili, już rozpogodzona, chociaż żałowała, że nie zdołała tego nagrać. - Ale były przesłodkie - dodała, nieustannie zachwycona okazją zobaczenia czegoś tak beztroskiego i uroczego.
- Jak byłam mała, to zawsze chciałam jeża, ale jak rodzice mi powiedzieli, że jedzą robaki, a nie jabłka jak w bajkach, to straciłam ten zapał - zagaiła, z perspektywy czasu doceniając to, że jej rodzice nie spełniali każdej jej zachcianki, tym bardziej, że najczęściej tyczyły się właśnie zwierząt. Pewnie gdyby usłyszeli o tym, że chciałaby jeszcze lisa, to by nie wytrzymali. :lol:
W pewnym momencie zaproponowała Tylerowi powrót, wybierając jednak dłuższą trasę tak, żeby mieli okazję jeszcze raz zagalopować, skoro pierwsza taka próba została im przerwana.

Tyler - 2020-04-20, 15:35

- Bo ja wiem - zmarszczył lekko brwi, nie przypominając sobie niczego, co wywarłoby na nim duże wrażenie. - Nie przypominam sobie niczego takiego, chociaż sesja z makijażem, na butach na obcasie i w nietypowej kreacji raczej nie spotkała się z powszechnym uznaniem :lol: - dodał z wyczuwalnym rozbawieniem w głosie, samemu nie widząc w tym nic dziwnego. Może za pierwszym razem było mu niezręcznie, ale kolejne razy były już dla niego naturalne. Taką w końcu miał pracę, a że miał przy tym delikatną urodę, to często padał "ofiarą" takich zleceń.
Gdy lisy znikły im z oczu, wznowili swój spacer. Tyler dał Johnny'emu łydkę do stępa, ponownie zrównując się z Mią i Sheridanem, przy zachowaniu bezpiecznego odstępu.
- Ja zawsze chciałem tylko konia i na szczęście się zgodzili - uśmiechnął się, nie wyobrażając sobie tego, jak miałoby wyglądać jego życie bez koni. Były w nim zdecydowanie najważniejsze. - A terasz masz jakieś zwierzęta domowe? - Zagadnął, jadąc we wskazanym przez Mię kierunku, prowadzącym już do stajni. Nie był to za długi teren, ale Tyler był nim w pełni usatysfakcjonowany. Zdążył poznać parę ścieżek, a poza tym nie chciał przemęczać Jasia, który nie był teraz w swojej szczytowej formie.

Johnny Bravo - 2020-04-20, 20:14

Pociągnięcie wodzy w kierunku przeciwnym do Sheridana sprawiło, że Johnny stulił na chwilę uszy, ale zaraz o tym zapomniał, podobnie jak o towarzystwie drugiego konia. Nie nakręcał się samą jego obecnością, ale nie mógł pozostać biernym na jego zaczepki. Dopóki te się nie pojawiały, kasztan był spokojny, również w towarzystwie lisów. Lustrował je zaciekawionym, trochę zdziwionym spojrzeniem, ale wkrótce tamte odeszły w swoją stronę, a on dostał łydkę do stępa. Ruszył z miejsca sprężystym krokiem, po poprzednim galopie nie odczuwając już takiej potrzeby parcia do przodu. Chociaż od jego przyjazdu zdążyło minąć już trochę czasu, to ogier był ciągle na etapie przyzwyczajania się do tutejszego klimatu, co wpływało na jego wydolność fizyczną. Z tego powodu dużo szybciej się męczył i już teraz był zadyszany, ale nie przeszkadzało mu to w raźnym kroczeniu przed siebie.
Mia - 2020-04-20, 20:58

- Oh - wymamrotała, nawet nie kryjąc się ze swoją reakcją. Nie była zniesmaczona ani zawiedziona, o czym świadczył nieschodzący z jej twarzy uśmiech, ale raczej nie takiej odpowiedzi się spodziewała mimo wszystko. :lol: - Poczułam się zagrożona - dodała po chwili ze śmiechem, nawet nie siląc się na to, żeby wyobrazić go sobie w takiej sesji. W tym momencie doceniała fakt, że jej wzrost nigdy jej nie pozwalał na takie zachcianki jak praca w modelingu. :lol2:
Obejrzała się krótko na Tylera i Johnny'ego równających się z nimi po tej krótkiej przerwie, a jeśli tylko Sheridan tym razem nie dał się ponieść emocjom związanym z drugim koniem, poklepała go po łopatce.
- Szczęściarz, mi zajęło dobrych pięć lat na namówienie ich na dzierżawę - walka o pierwszego konia "na własność" kosztowała sporo nerwów jej rodziców, jak i samą Mię, chociaż teraz nie robiło to jej już większej różnicy. W Orchardzie niemalże każdy koń był bezcenny i przez dłuższy czas nie miała problemu z jeżdżeniem na bezpańskich.
- Miałam sporo psów. Jakiś czas temu przygarnęłam trzy staruszki ze schroniska, ale niestety się niedawno z nimi pożegnałam - skończyła nieco ponurym tonem głosu, ciągle odczuwając pustkę po ich utracie. Nie był to pierwszy raz, ale pewnie najbardziej dotkliwy przez to, w jakim okresie się to stało. - Teraz mam suczkę golden doodle'a - nie dość, że koniara, to jeszcze psiara, pozostawało mu się cieszyć, że nie miała teraz możliwości pokazać mu milion zdjęć swojego psa na telefonie. :lol2:

Tyler - 2020-04-26, 00:10

- Tutaj mam nadzieję na więcej współprac z firmami powiązany z jeździectwem, a nie z szalonymi projektantami, ale to się jeszcze okaże - na tym skończył temat modelingu, właściwie nie wiedząc, co go czeka w Anglii w tym temacie. Zapowiadało się obiecująco, ale to była dość kapryśna branża, więc nie nastawiał się na wiele.
- Ale teraz chyba masz własnego konia? - Odpowiedział, posyłając znaczące spojrzenie Sheridanowi i nawet nie podejrzewając, że Mia mogłaby mieć ich kilka. Dla niego kolejny koń wciąż był w sferze marzeń, ale miał nadzieję, że nie były one aż tak odległe.
- Oh, przykro mi - odezwał się z wyczuwalnym w głosie współczuciem. - Golden doodle? - Powtórzył, wyglądając na wyraźnie zbitego z tropu. - Nie mam pojęcia, jak wygląda - dodał, jednak stwarzając Mii okazję do pokazania tego miliona zdjęć na telefonie. :lol2: - Ja się od niedawna zastanawiam nad kupieniem szczeniaka, kiepsko się mieszka nagle samemu - podzielił się z Mią swoimi planami, lekko wzruszając przy tym ramionami, jakby nie był przekonany co do tego pomysłu.
- Pokłusujemy jeszcze? Trochę się zasapał, ale jakoś musi nabrać kondycji - zaproponował po paru minutach, gdy wjechali na jakąś przystępnie wyglądającą drogę. Gdy Mia się zgodziła, ponownie złapał wodze w obie ręce, skracając je i dojeżdżając przy tym łydką, po czym zakłusował po półparadzie i zaczął anglezować.

Sheridan - 2020-04-26, 00:18

Otrzymawszy łydkę do stępa, jeszcze przez około minutę szedł wyraźnie spięty i pobudzony, stawiając skrócone, sztywne kroki i będąc na granicy caplowania. W końcu jednak minęli miejsce, w którym znikły lisy i Sheridan momentalnie zszedł z tonu. Długo, głośno parsknął i obniżył szyję, jednocześnie wyciągając nos do przodu i prosząc Mię o oddanie wodzy. Jeśli mu to umożliwiła, rozciągnął się i zaczął iść swobodniej, wygodniej niosąc właścicielkę na swoim grzbiecie. Chwilowo nawet odpuścił Jasiowi, ale w zamian zaczął szukać przekąski i gdy mijali jakieś niskie drzewko, to nagle złapał za gałązkę ze świeżymi listkami i oderwał ją, próbując zjeść mimo wędzidła. Nie było to zbyt wygodne i proste, ale i tak nie pożałował, uparcie mieląc liście i gałązkę w pysku, aż wreszcie udało mu się je wciągnąć, choćby Mia miała mu wyrwać z pyska połowę tej zdobyczy. :lol2:
Mia - 2020-04-26, 01:07

- W zasadzie to mam szóstkę - uśmiechnęła się szeroko na myśl, że doszła do tego momentu, kiedy mogła sobie pozwolić na coś takiego. Jako dziecko w życiu by jej do głowy nie przyszło to, że w przyszłości będzie miała kilka koni. - A w najbliższej przyszłości siódemkę, jeśli wszystko pójdzie po mojej myśli - dodała po chwili, bo już od dłuższego czasu przymierzała się do kupna kolejnego konia. Był to kosztowny interes, ale dla niej warty każdej ceny.
- Jak golden... i pudel :lol: - wyjaśniła z przekąsem, jakby sama nazwa nie mówiła sama za siebie. - To krzyżówka, taki golden retriever z lokami, mogę Ci potem pokazać - wyjaśniła mimo wszystko, już nie dając mu ucieczki przed maratonem zdjęć jej psa. :lol2: - Szczeniaki wnoszą dużo radości i życia, ale wymagają sporo pracy - uprzedziła go, nie bez powodu biorąc ze schroniska starsze psy, które rzadko kiedy ktoś chciał. Sprawiało jej to niewyobrażalną satysfakcję i może dlatego ostatnim razem wzięła aż trzy. Zdecydowanie brakowało jej umiaru. :lol2:
- Czy Ty musisz tyle żreć - mruknęła do Sheridana, kiedy ten wykorzystał okazję do podjadania nawet w trakcie wyjazdu w teren. Mimo wszystko nie siliła się na zabieranie mu tej gałązki, czując, że taka gimnastyka nie skończyłaby się dla niej dobrze. Wkrótce jednak Tyler zaproponował zakłusowanie, na co naturalnie przystała, chcąc zająć andaluza czymś innym niż jedzenie. Dlatego skróciła wodze i po powrocie do wyższego ustawienia poprosiła go o wejście w wyższy chód. Wątpiła co prawda w to, żeby znowu chciał się ścigać z Johnnym, ale gdyby Sheridan dalej mu nie odpuszczał, to starała się go nieco przytrzymać, głębiej siadając w siodło przy anglezowaniu i jednocześnie nadając mu stały rytm.

Johnny Bravo - 2020-04-26, 01:54

Od kiedy Sheridan odpuścił Johnny'emu, ten wydawał się być już całkiem rozluźniony. Stopniowo łapał oddech po poprzedniej galopadzie, wyciszając się i uspokajając, zapomniawszy częściowo o swoim towarzyszu. Jedynie kiedy ten złapał gałązkę z liśćmi, kasztan zwrócił na niego jedno ucho, ale na szczęście Tylera nie poszedł w jego ślady i nie zaczął skubać kolejnego krzaczka. Z pewnością nie był tak żarty jak Sheridan, tym bardziej, że po chwili mężczyzna zebrał wodze. Johnny odruchowo przeżuł wędzidło w pysku i uniósł głowę, unosząc się bardziej na przodach przed samym zakłusowaniem. Od razu ruszył energicznym kłusem, unosząc przy tym ogon u nasady i poparskując w rytm stawianych kroków. Wbrew poprzedniej zadyszce zdążył zregenerować częściowo siły i teraz żwawo przekraczał kolejne metry leśnej ścieżki, dorównując kroku Sheridanowi, z którym raźno szedł ramię w ramię.
Tyler - 2020-04-26, 23:01

- Wow - rzucił, nie kryjąc swojego podziwu. - Niezła gromadka. Wszystkie są ujeżdżeniowe? - Dopytał, po chwili jeszcze życząc Mii powodzenia w kwestii kolejnego zakupu, co by wszystko poszło po jej myśli.
Golden + pudel brzmiało całkiem logicznie pod warunkiem, że rozmówca nie mylił goldena z labradorem i potrafił sobie wyobrazić owego retrievera w lokach. Po zmieszanej minie Tylera Mia mogła wywnioskować, że raczej nie był obeznany w temacie, co jednak nie przeszkadzało mu w zachwycaniu się nad różnymi pieskami. - I ktoś specjalnie wyhodował takiego psa, czy to przypadek? - Dopytał, niewiele też wiedząc na temat tego, jak działały hodowle psów i tworzenie nowych ras.
Jako że Johnny poruszał się równym kłusem, nie wymagając za wiele od Tylera, ten zdecydował się wziąć na chwilę wodze do jednej ręki i poklepać go po szyi, podkreślając, że jest zadowolony z jego opanowanego zachowania. - Bardzo ładne są te okolice - stwierdził, nie mogąc nacieszyć się soczystą, wszechobecną zielenią.

Sheridan - 2020-04-26, 23:32

Odpowiedział Mii cichym prychnięciem, po czym jeszcze mocniej zaokrąglił szyję, zabawnie potrząsając głową gdy gałązka na chwilę utknęła mu w pysku, zanim ostatecznie zdołał ją zmiażdżyć zębami i połknąć. Już miał sięgnąć po kolejną, gdy poczuł łydkę do kłusa, na co zareagował cichym sapnięciem. Zdecydowanie byłby najszczęśliwszy, gdyby Mia zaproponowała popas na jakiejś polance i pozwoliła mu się najeść, co również wyszłoby na jej korzyść, bo mogłaby się nagadać. :lol2: Niestety wybrała jeszcze więcej ruchu, czemu ogier jednak się podporządkował i bez wahania ruszył wyższym chodem, tym razem nie pędząc ani nie zaczepiając kasztana obok. Czuł, że wracają do stajni, ale mimo to nie ciągnął do niej bardziej niż w pierwszą stronę, mimo wszystko woląc być na zewnątrz, niż leżeć godzinami w boksie.
Mia - 2020-04-27, 00:29

- Z dwójką startuję w skokach, żeby się nie zanudzić czworobokami - odpowiedziała, już od dawna mając na celu ukierunkować Eponine właśnie na tę dyscyplinę, czego efekty dostrzegła już przy ostatnich zawodach.
- Specjalnie, bodajże nawet w Australii - wyjaśniła, nawet niespecjalnie zdziwiona z tym, że kompletnie nie orientował się w tym temacie. Ta rasa psów była najbardziej popularna w Stanach Zjednoczonych, a w Europie raczej rzadko ją dostrzegała. - Jest jeszcze labradoodle, czyli skojarzenie z labradorem - dodała, pewnie jeszcze bardziej mieszając mu tym w głowie.
- Nad wybrzeżem jest ładniej, tylko trzeba trafić na pogodę - wyjazd do lasu był dla niej dużo wygodniejszy pod samotne tereny, w przeciwieństwie do plaży, gdzie otwarta przestrzeń nieco ją przytłaczała. Kręcenie się pomiędzy drzewami, wśród śpiewu ptaków, zawsze ją uspokajało, więc nie mogła się nie zgodzić z Tylerem.
Mimo że zeszli już na drogę prowadzącą do stajni, Mia zaproponowała kolejne zagalopowanie, znając tę ścieżkę na tyle dobrze, by potrafić ocenić, ile kilometrów zostało im do Orchardu. Wtedy półparadą uprzedziła Sheridana przed sygnałem do wejścia w wyższy chód, w którym znowu niczym go nie ograniczała, tym razem od początku mając na uwagę odstęp od drugiego konia. Półsiad zapewniał jej bezpieczne wysiedzenie ewentualnych bryknięć wywołanych podekscytowaniem, chociaż na tym etapie nie spodziewała się już podobnych zachowań po nim.
Kiedy w końcu wyjechali z bardziej zalesionego terenu, zwolniła siwego do kłusa, chcąc mieć czas na rozkłusowanie go przed powrotem. Umyślnie wybrała dłuższą trasę, aby nie musieć przejeżdżać przez miasto, bo nie wątpiła w to, że w takich warunkach Sheridan znowu mógł odpalić wrotki, poza tym nie znała też Johnny'ego i wolała dmuchać na zimne. Na koniec z pomocą żucia z ręki sprowadziła go do niższego ustawienia i zwolniła do stępa, w którym oddała mu luźno wodze i poklepała po szyi, dając czas na odsapnięcie i obeschnięcie.
/zt

Tyler - 2020-04-27, 10:31

Jako że Johnny mimo zmęczenia wciąż poruszał się żwawym kłusem, Tyler nie oponował przed zagalopowaniem, które Mia zaproponowała w drodze powrotnej. Po półparadzie mężczyzna wrócił na chwilę w siodło i zagalopował z pełnego siadu, tym razem z przeciwnej nogi niż ostatnio, zakładając, że droga była raczej prosta i nie wskazywała jednoznacznie na kierunek ruchu. Tuż po przejściu do wyższego chodu, ponownie przeszedł do odciążającego grzbiet półsiadu, pozwalając Jasiowi galopować obok Sheridana w swoim tempie. Nie pospieszał go tak jak ostatnim razem, chcąc, by mimo galopu zaczął się już raczej wyciszać, niż na nowo pobudzać. Wkrótce zwolnili z powrotem do kłusa, w którym Tyler powrócił do anglezowania i zaczął stopniowo wydłużać wodze, jednocześnie dojeżdżając łydką do ręki, żeby zachęcić ogiera do wydłużenia ram i rozciągnięcia się. Następnie zwolnili do stępa, w którym znowu trzymał wodze w jednej ręce, drugą mogąc w tym czasie głaskać konia czy gestykulować podczas rozmowy, jaką na pewno byli zajęci z Mią podczas ostatnich minut terenu. zt


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group