Noa - 2015-07-27, 22:18 - Kur... cholera, Champagne - warknęła, kołysząc się w siodle, gdy załapała niespodziankę od swojej podopiecznej.
Nie spadła (nie ma aż tak dobrze), jednak została wytrącona z ogólnej równowagi i ponownie spóźniła się z podążeniem za jej ruchem. Jak widać, ten szereg wybitnie im nie podpasował, dodatkowo zawodniczka wyglądała, jakby świeżo co wyszła spod prysznica. Tak czy owak po pokonaniu go miała minę, na widok której ewidentnie męska część widowni zbladła, a kobiety ponuro kiwały głowami, przekazując jej swoje współczucie. Miała ochotę odgarnąć z czoła mokre kosmyki włosów, jednak nie było na to czasu. W razie komplikacji z kobyłą kobieta od razu stosowała półparadę i ostrogę, nie miała ochotę na zabawę, ponadto nagły skurcz jedynie pogorszył jej samopoczucie, tym bardziej, że nie chciał w ogóle odpuścić. Nie była jeszcze wściekła, raczej poirytowana. Nie tyle co na konia czy siebie, ale tak ogólnie. Załóżmy, że ma PMS. Nie musi przecież wiecznie mieć do wszystkiego cierpliwość. Tak czy owak dojechała z gniada do ogrodzenia, samej powoli się ogarniając i odzyskując nad sobą kontrolę. Wrócił spokój i teraz spokojnie odgoniła od siebie wspomnienie wybitnie nieudanego szeregu, chociaż ciężko było jej zachować odpowiednią postawę, gdyż każdy ruch powodował nieprzyjemny odzew w nodze. Mimo to po łuku, bez żadnego problemu naprowadziła klacz na piątą przeszkodę, stacjonatę (110cm) z rowem, półparadą zwracając jej uwagę, jeśli ta próbowała cokolwiek kombinować. Nie zamierzała już nadziać się na kolejną rzutkę, dwie to dostatecznie dużo. Tak czy owak, w miejscu wybicia mocniejsza łydka, półsiad i oddanie wodzy. Po piątce od razu żwawo do przodu, na okser o wysokości stu dziesięciu centymetrów. Co prawda Noa odczuwała już swoistego rodzaju zmęczenie, oczy miała podrażnione, wszystko się do niej lepiło i generalnie czuła się bardzo dziwnie podczas tego przejazdu. Tak surrealistycznie. Nie chciała wraz z kobyłą wylądować w błocie, o tym zupełnie nagle pomyślała. Jednak tak czy owak przed szóstką mocniejsza łydka, półsiad i oddanie wodzy.
// Mój najgorszy post na tych zawodach Mistrz Gry - 2015-07-27, 22:23
100; Czysty przejazd; Niczym nie zakłócona pierwsza połowa przejazdu, zero błędów, zero komplikacji. ; do kolejnego postu MG.
Opis:
Przeszkody 4b-6 na czysto.
UWAGA:
Od tego momentu proszę o nie edytowanie swoich kolejnych postów!
Champagne - 2015-07-27, 22:44 Klaczy najwyraźniej nie przeszkadzało to, że Noa nie nadąża za jej ruchem - a przynajmniej takie miała poczucie, decydując się zaatakować drugi człon przeszkody. Zanadto rozciągnięta foule poskutkowała spłaszczeniem skoku, co odbiło się kolejną zrzutką. Tym razem gniada zahaczyła o drąg przodami, widowiskowo rozbudowując przeszkodę, co wyraźnie odbiło się nie tylko na samopoczuciu Noy, ale także WKKWistki. Ponownie "ukarała" zawodniczkę bryknięciem, które zdradziło całe niezadowolenie, które zgromadziło się w klaczy, wyraźnie skorej do pokazywania swoich humorków tego dnia. Była wyraźnie sfrustrowana całokształtem sytuacji, co objawiało się nie tylko w stulonych uszach i wzburzonym spojrzeniu, ale też ogólnej postawie. Wyglądała tak, jakby miała za chwilę wybuchnąć, co było czuć w każdym jej ruchu; mimo to dała się poprowadzić do kolejnej przeszkody, chociaż jej zaufanie do zawodniczki było teraz mocno ograniczone. Próbowała ją "wozić", ale doświadczenie Noy nie pozwoliło jej na to do końca, więc do przeszkody podeszła w miarę po jej myśli, choć może nieco zbyt prędko. Tym razem zgrały się w ruchu, co umożliwiło klaczy owocne pokonanie piątki - generalnie nie miała problemów z pokonywaniem przeszkód, tamten szereg był ich wspólnych, wręcz żenującym niepowodzeniem. Chwilowo zapomniała o swojej tymczasowej awersji do Noy, prawdopodobnie ją także męczyła pogoda i pozostałe czynniki, które składały się na ten przejazd i jego uciążliwą atmosferę; przyjrzała się szóstce z daleka, w najeździe wycofała się na tył odczytując pomoce jeźdźca, po czym w miejscu wybicia mocno poszła w górę z zadu, oddając zarówno wysoki jak i daleki skok, z widowiskowym baskilem, gdzie wszystko wyglądało jak należy. Lądowanie w grząskim podłożu kosztowało ją sporo wysiłku i skupienia, ale utrzymała równowagę, będąc następnie gotową do kolejnych skoków.Noa - 2015-07-27, 22:50 Właśnie takie konie lubiła Noa - niewysokie i zwrotne, niepozorne, ale potrafiące pokazać, na co je stać. Koniec końców, ten opis poniekąd pasował też do niej. Jednak zawsze wychodziła z założenia, ze parkur wygrywa koń, a nie jeździec. Ona co najwyżej mogła nieco pomóc albo po prostu nie przeszkadzać. Nie liczyła się dla niej wygrana, a bardziej ładny przejazd, pokazujący możliwości i zgranie. No, niekoniecznie wszystko można było mieć, ale ten konkretny zapowiadał się w porządku, kobiecie całkiem dobrze pracowało się z Petit i niemalże żałowała, że ta jest już "zajęta"... niezależnie od tego, jak to brzmi. Źrebaka po niej ewidentnie chętnie kupi.
Tak czy owak po pokonaniu pierwszej przeszkody od razu praca dosiadem, podparcie łydką (nie dźgała jej jednak uporczywie) i dynamicznie, jednak nie "na łeb na szyję" do przodu, na stacjonatę o wysokości stu pięciu centymetrów. Gładkie wyjście do przodu, oddanie wodzy i balans ciałem, by przypadkiem nie wyprowadzić klaczy z równowagi. Po pokonaniu szeregu pochwaliła ją cicho głosem, subtelnie, dwa razy klepiąc ją po łopatce. Wychodziła z założenia, że za dobre zachowanie od razu należy nagradzać. Tak czy owak spokojnie podprowadziła ją pod ogrodzenie, kierując gniadą w lewo i dając jej ewentualnie pomoce do zmiany nogi prowadzącej, jeśli była taka potrzeba. Lekki łuk, ponownie na lewo, by z takiego dość wygodnego najazdu skakać przeszkodę numer pięć, stacjonatę o wysokości stu dziesięciu centymetrów... z rowem. Już to dzisiaj podczas przejazdu z Champagne widziała, jednak tamta jazda... powiedzmy, że pogoda nie podpasowała ani jej, ani niesfornej kobyle. Tak czy owak spokojnie pozwoliła Petit przyjrzeć się przeszkodzie, dobrać sobie odległość. Dawała jej pewną swobodę, mając swoistego rodzaju wiarę w jej możliwości. Pilnowała jedynie, by nie spłynęła jej gdzieś na boki. Łydka-półsiad-wodza. Po tym żwawo na okser, cały czas w pełnym siadzie... poniekąd było to kwestią wygody, nie było tu na tyle dużych odległości, by musiała przechodzić do półsiadu. Nieco dodania przed szóstką, okserem 110 centymetrów i pilnowanie, by ta nie wypadła jej z kontraktów, więc od czasu do czasu subtelnie działała wewnętrzną wodzą, chociaż nie bezpośrednio przed przeszkodą. Mocniejsza łydka i gotowość do wyjścia do przodu wraz z ruchem gniadej.Mistrz Gry - 2015-07-27, 22:50
107; Czysty przejazd; Niczym nie zakłócona pierwsza połowa przejazdu, zero błędów, zero komplikacji. ; do kolejnego postu MG.
Opis:
Pozostałe przeszkody pokonane na czysto.
UWAGA:
Od tego momentu proszę o nie edytowanie swoich kolejnych postów!
Noa - 2015-07-27, 23:06 Cóż, najwyraźniej dzisiejszy dzień był trudny zarówno dla zawodniczki jak i jej podopiecznej. Noa uspokoiła własną rękę, ponownie rozluźniła biodra, by nie gnębić tak gniadej zbyt sztywnym dosiadem. Generalnie rzecz ujmując, gdy skurcz odpuścił, sama również zdążyła ponownie "nabrać dystansu" do sytuacji. Już o wiele spokojniej prowadziła Champagne do siódmej przeszkody, przemawiając do niej od czasu do czasu, by ta zwróciła na nią uwagę. Popracowała trochę wewnętrzną ręką, by ta rozluźniła się w szyi i nie parła tak sztywno do przodu. Przed siódemką, stacjonatą o wysokości stu piętnastu centymetrów mocniejsza łydka, przejście do półsiadu i oddanie wodzy. Potem żwawo do przodu, w pobliżu ogrodzenia odbicie na lewo (ewentualnie korekta nogi prowadzącej) i ponownie w pełnej kontroli planowała najazd. Specjalnie nie skręcała od razu za dwójką, biorąc szerszy najazd, by gniada nie poślizgnęła się na jeszcze nieco błotnistym podłożu. Tutaj Noa dała mocniejszą łydka, sygnalizując, by WKKW'istka żywiej ruszyła do przodu, by mogła spokojnie wybić się z zadnich kończyn na oksera o wysokości stu pięciu centymetrów. Gdy tylko Champagne wybiła się z tylnych nóg, kobieta równo z nią wyszła do przodu, elastycznie oddając rękę. Po lądowaniu pozostała w półsiadzie, pozwalając teraz gniadej na nieco swobody w galopie. Generalnie pilnowała ją łydkami i wodzami, jednak nie trzymała jej sztywno, pozwalając jej dobrać własne tempo (z jej ewentualną drobną korektą). Najazd na wprost na stacjonatę o wysokości stu dziesięciu centymetrów, generalnie nie spodziewała się już żadnych problemów i bardziej skupiła się na odzyskaniu zaufania kobyły. Przed przeszkodą i podczas lotu standardowa procedura i po lądowaniu spokojnie poprowadziła ją w stronę wyjścia z parkuru.
Rozkłusowanie, rozstępowanie i do stajni.
ztPetit Coeur - 2015-07-27, 23:28 Prędko odzyskała równowagę po lądowaniu, co pozwoliło jej na bezproblemowe zbliżenie się do drugiego członu; zachowując należytą dynamikę, nie pozwoliła sobie na dostanie przysłowiowego małpiego rozumu i zachowała skupienie do samego końca. Odbiła się w idealnie wymierzonym miejscu, w skoku subtelnie wyciągając wodze z rąk Noy przy jednoczesnym rozciągnięciu szyi. Skoczyła poprawnie technicznie, co było dla niej typowe; przy całej tej dynamice, zwrotności i zacięciu, była bardzo "schludna" i staranna. Wychwytując pochwałę po wylądowaniu, skierowała uszy w stronę Noy, po czym pogalopowała ku ogrodzeniu, do którego się "przytuliła". Następnie odbiła w lewo po lekkim łuku prowadzącym na wprost stacjonaty z rowem, która była drugim największym wyzwaniem podczas tego parkuru, ale wciąż niczym zaskakującym dla Petit. Z daleka przyjrzała się przeszkodzie i nie stresując się jej konstrukcją ani wyglądem, w równym, dynamicznym tempie podeszła do przeszkody. Czuła, że Noa w dużej mierze przede wszystkim zdaje się na nią, ale to nie odbierało jej pewności siebie; potrafiła wymierzać odległości i także w tym przypadku zrobiła to bezbłędnie. Tym razem włożyła więcej siły w samo odbicie, co by dokryć całą przeszkodę, co się powiodło. Po wylądowaniu parsknęła głośno i od razu pomknęła ku okserowi w tej samej linii. Ostatnie dwie foule poszerzyła, zdobywając większą energię do pokonania szóstej przeszkody i oddała kolejny, poprawny skok, technicznie dopasowany do konstrukcji przeszkody.Mistrz Gry - 2015-07-27, 23:30
89; Najlepszy jeździec; jeździec wyróżnia się niebywałą szybkością działania, reakcją. W niebywały sposób komunikuje się ze zwierzęciem, prowadząc go gładko i w miły dla oka sposób. Zwierze dzięki pomocy spisuje się znakomicie.
Opis:
Parkur ukończony na czysto.
UWAGA:
Od tego momentu proszę o nie edytowanie swoich kolejnych postów!
Champagne - 2015-07-27, 23:42 Na przyjaźniejsze nastawienie Noy odpowiedziała dokładnie tym samym, zaprzestając walki z właścicielką. Co prawda wciąż była zmęczona sytuacją, ale krążąca w żyłach adrenalina sprawiała, że Champagne wciąż była zaskakująco rześka i elektryczna. Spadek energii miał dopiero nastąpić po wszystkim, a tymczasem wciąż dawała z siebie wszystko; siódma przeszkoda również była w tej samej linii, co nieco ułatwiało sprawę. Poruszając się w korytarzu stworzonym z pomocy, wbrew przypuszczeniom wcale nie ciągnęła aż tak mocno do przeszkody. Wciąż chętnie szła na przeszkody, ale była już o wiele spokojniejsza, jednak nie wypalona. Wycofała się w najeździe, uwalniając przód, co pozwoliło jej w trakcie odbicia wykorzystać zebraną w zadzie energię. To z kolei poskutkowało poprawnym, widowiskowym skokiem nad siódemką.
Po przeszkodzie dogalopowała do ogrodzenia, gdzie odbiła w lewo, kreśląc obszerny łuk za drugą przeszkodą na ósemkę. Taki zakręt pozwolił jej na zachowanie równowagi na tym wymagającym podłożu. Wychodząc z niego zgodnie z żądaniami dodała, wciąż jednak idąc od zadu, co zapewniło jej mocne odbicie przed okserem i poprawne pokonanie go. Ponownie zgrały się ruchem, dzięki czemu gniada zachowała spokój i nie wypadła z równowagi, niezbędnej w tym momencie. W dystansie do dziewiątki przyspieszyła, nie wymykając się jednak spod kontroli. Po wyprostowaniu z lekkiego łuku naprzeciw przeszkody, dostosowała się do wszelkich wskazówek Noy, tym samym ponownie wycofując się na zad. W paru równych foule dopadła ostatniej stacjonaty i przy odbiciu uwolniła całą skumulowaną w sobie energię do pokonania owej przeszkody. Po ukończeniu parkuru zeszła kłusem na rozprężalnię, gdzie została występowana.
ztNoa - 2015-07-27, 23:42 Naprawdę niedługo zacznie zazdrościć właścicielce takiego wierzchowca, z sercem i talentem, jest to wbrew wszystkiemu coraz rzadziej spotykane. Tak czy owak kobieta po pokonaniu oksera utrzymała gniadą w dynamicznym tempie, by całą linię bez większych problemów pokonać na czysto. Siódmą przeszkodą była stacjonata o wysokości stu piętnastu centymetrów, najazd idealnie na wprost, więc tutaj również amazonka nie spodziewała się żadnych problemów, chociaż zapobiegawczo cały czas pilnowała Petit. Koniec końców nie znały się, więc nie mogła w stu procentach jej zaufać. Dopychała ją więc energicznie biodrem, chociaż nie robiła tego na chama, nie próbowała przepchnąć siodła do przodu. Łydka-półsiad-wodza, potem od razu energicznie do przodu, z lewą nogą prowadzącą. Łuk na lewo i z Coeur zdecydowała się na dość ryzykowny skrót, jednak chciała zobaczyć jej możliwości. Zrobiła stosunkowo ostry łuk na lewo, za dwójkę, na ósmą przeszkodę, oksera o wysokości stu pięciu centymetrów. Mocne podparcie łydkami, tempo "do przodu", by Petit miała możliwość zgrabnego odbicia się tylnymi kończynami. Noa cały czas pozostała w pełni skoncentrowana na parkurze, nie gapiła się jednak przesadnie długo na konkretne przeszkody. Mocniejsza łydka, wyjście do przodu wraz z ruchem gniadej i przesunięcie symetrycznie obydwu dłoni do przodu. Po pokonaniu oksera ponownie pochwaliła głosowo Coeur, swobodnie prowadząc ją teraz na dziewiątkę. Uśmiechnęła się lekko, odczuwając samą przyjemność z takiego przejazdu, jak na tak młody wiek, kobyła naprawdę miała bardzo duże możliwości, co tylko działało na ją korzyść. Tak czy owak już spokojnie, w dobrym tempie dojechanie do dziewiątki, stacjonaty sto dziesięć centymetrów. Łydka-półsiad-wodza. Po lądowaniu obfite pochwały za dobry przejazd, przejście do kłusa i wyjazd z parkuru.
Na rozprężalni rozstępowanie i do stajni.
ztPetit Coeur - 2015-07-28, 00:00 Faktycznie była taką perełką pośród mnóstwa innych koni, choć niestety jeszcze nie do końca docenianą. Dopiero od niedawna zaczęła się wyróżniać, uzyskiwać uwagę i zainteresowanie ze strony ludzi - ale taka była naturalna kolej rzeczy. Im była lepsza, tym budziła większe zainteresowanie, nie tylko jako potencjalny wierzchowiec, ale też matka, sportowiec...
Linia przeszkód, którą teraz pokonywały, była raczej dostosowana do dużych koni, ale Petit dzielnie pokonała ją możliwie rozjeżdżając.
Pomimo obszernych foule wciąż mocno pchała się zadem, stale go angażując, co przy odbiciu okazało się nieocenioną pomocą. Wybiła się mocno z zadu, po raz kolejny pokazując swoją formę. Dzięki ekonomicznym skokom miała jeszcze sporo siły, której nie zabrakło także na tej przeszkodzie; pokonała ją bez wysiłku i od razu po wylądowaniu skręciła w lewo, galopując na lewa nogę. Nie spodziewała się co prawda takiej decyzji ze strony Noy, ale dzięki temu, że była skoncentrowana, błyskawicznie odpowiedziała na użyte pomoce i skręciła tuż za drugą przeszkodą, ponownie mobilizując swój organizm do sporego wysiłku. Nieco poślizgnęła się na błocie, co poskutkowało pozostawieniem po sobie głębokich, podłużnych śladów po kopytach, ale koniec końców zachowała równowagę. Będąc na wprost oksera, dodatkowo zmobilizowana przez zawodniczkę zawalczyła o przeszkodę i mocno wyciągnęła foule do oksera, by odbić się przed nim i... wbrew temu, na co mogło się zapowiadac, przefrunęła tuż nad drągami, starannie składając podwozie, pracując grzbietem i szyją. Tym razem lot był spłaszczony, ale siła Petit była wystarczająca by skoczyc dostatecznie wysoko. Lądowanie było dalekie, nie tak miękkie jak poprzednio, ale nie wybiło gniadej z równowagi. Zaskakująco prędko wyciszyła się po skoku w najeździe do dziewiątki, co pomogło jej w spokojnym ocenieniu sytuacji i bezstresowym pokonaniu owej przeszkody. Spokojnym, aczkolwiek energicznym galopem dogalopowała do przeszkody w prostej linii i w wybranym miejscu oddała ostatni już, czysty skok, tym samym kończąc parkur na czysto. Zmęczona, ale zadowolona z pochwał opuściła parkur >3. /ztSergei - 2015-07-28, 14:42
Desperado napisał/a:
Chętnie przystał na propozycję rozpoczęcia pracy, 'wyżuwając' wodze momentalnie, gdy tylko zostało mu to umożliwione. Wstępnie oparł się równo na obu wodzach, łeb utrzymując mniej więcej na wysokości kłębu, nos natomiast nieznacznie cofnięty w stronę piersi. Mięśnie na muskularnej szyi ogiera ukazały delikatnie swój zarys, natomiast jego grzbiet uwypuklił się lekko ku górze. Przez cały czas energicznie maszerował, podczas wszelakich figur mieląc wędzidło w pysku, skupiając się na powierzonym mu zadaniu. Z czasem jego ruch nabrał elastyczności oraz sprężystości, co świadczyło o rozgrzewających się, rozluźniających się mięśniach. Swego czasu poświęcono mu wiele godzin na udoskonalenie takich elementów, co zdecydowanie rozwinęło jego wszechstronność - poza tym, że dobrze skakał, był też bardzo dobrze ujeżdżony. Po rozgrzaniu w stępie uniósł łeb zgodnie z oczekiwaniami, tym razem trzymając pysk równo w pionie, nie spinając się w coraz luźniejszej potylicy. Następnie przeszedł do kłusa, od razu przystając na dynamiczne, aczkolwiek równe tempo. Poruszał się w równowadze, zachowując wcześniej ustalony środek ciężkości, na woltach i ósemkach bez większego problemu wpisując się w ich średnice.
Pochwalił głosowo gniadosza za chęć do pracy. Była to prawdziwa przyjemność, gdy nie trzeba było walczyć z wierzchowcem na każdym kroku. Rus cały czas miał spokojne dłonie, symetrycznie ustawione, by mieć równo obciążone wodze. Od pyska do dłoni, a potem do łokci można było poprowadzić linię prostą, górne kończyny nie były sztywne, a rozluźnione, elastycznie podążały za ruchem głowy Desperado. Sylwetkę również miał poprawną, był wyprostowany, jednak nie spięty, anglezował w rytm ruchu WKKW'isty. Po tej wstępnej rozgrzwce na kołach, zdecydował się na dość popularne ćwiczenie rozluźniające i rozciągające - ustępowanie od łydki.
Wjazd na wolną przekątną, półparada i pomoce do ustępowania od łydki na prawo. Przejście do "dosiadu ćwiczebnego", w równowadze dokładnie pośrodku konia, prawa łydka znalazła się na popręgu, lewa z popręgiem. Prawa wodza podtrzymywała stały nacisk, a lewa subtelnie pulsowała, prosząc o zgięcie w potylicy. Na początku pomoce były lżejsze, w razie potrzeby wzmacniał je. Nie przejmował się, jeśli za pierwszym razem nie wyszło, jedno swobodne okrążenie dla przerwy i ponowne podjęcie próby. Ćwiczenie po dwa razy na każdą stronę, nie chciał przegiąć, by nie zmęczyć go nadmiernie przed dość wymagającym przejazdem. Po tym spokojnie poprowadził go dalej kłusem na sześć naprzemiennie podwyższonych drągów. Chciał, by ogier osiągnął swoistego rodzaju rytm, równowagę i koncentrację przed kolejną, ostatnią częścią rozgrzewki, czyli galopem i niskimi skokami. Potem przejdą już do bardziej skomplikowanego parkuru, który niewątpliwie będzie wymagał od nich obojga lekkiego wysiłku. Jednak jak na razie Rus trzymał równy kontakt z pyskiem wierzchowca, gładko wysiadując jego ruchy, ze wzrokiem wbitym przed siebie, a nie w końską grzywę.Desperado - 2015-07-28, 15:26 Na szczęście Desperado nie był bojowo nastawiony, co przy jego rozmiarach mogłoby się okazać nieco... uciążliwe, delikatnie mówiąc. Jedyna walka o jakiej można było mówić w jego przypadku to walka o życie w wydaniu kogoś, kto nie miał rozwiniętej równowagi i spróbowałby na nim przejechać wyższy parkur. Sergowi to jednak nie groziło, a szkoda, bo śmiesznie by się oglądało takie loty <3.
Po wejściu na przekątną zaczął ustępować od nacisku lewej łydki, jednocześnie odpowiadając na działanie prawej łydki, proszące o ruch do przodu. Delikatnie zgiął się w potylicy, nieprzesadnie, ładnie w niej odpuszczając; szyja natomiast pozostała prosta. Nie tracił wcześniejszego impulsu ani kontaktu z ręką jeźdźca, wyraźnie krzyżując zarówno tylne jak i przednie kończyny. To ćwiczenie nie sprawiało mu większych kłopotów, chociaż czasami popełniał drobne błędy - w zależności od tego, jaki miał dzień. Z prawą stroną zwykle nie miewał problemów, toteż powtórzenie wypadło równie dobrze; na lewo natomiast potrzebował nieco bardziej dosadnych wskazówek. Jego ciało ulegało stopniowemu rozgrzewaniu, o czym świadczyły coraz bardziej elastyczne, luźne ruchy. Następnie został skierowany na drągi, które już z daleka przykuły jego uwagę. Idąc na nie w prostopadłej linii, nie przyspieszał kłusa, ani też nie zwalniał go, po prostu trzymał równy, energiczny krok. Ułożenie drągów prowokowało Desperado do wyższego unoszenia nóg, co też pospiesznie uczynił. Przy pierwszym podejściu pomylił się nieznacznie, uderzając jeden czy dwa drągi, ale nie przestawiając ich. Błąd zapewne wynikał z nie do końca poprawnie usytuowanego środka ciężkości, bo przy drugim podejściu przód ogiera był już zdecydowanie lżejszy, co pomogło mu w uruchomieniu łopatek. Wyciągnął lekko łeb ku dołowi, pracując szyją jak i grzbietem, pchając się zadem co było widoczne przy mocno zginających się stawach skokowych.Sergei - 2015-07-28, 21:49 Odpuścił nieco na wewnętrznej wodzy, by poklepać tą dłonią ogiera po łopatce w ramach nagrody. Na drągi naprowadził go jeszcze cztery razy, dwa razy z jednej i dwa razy z drugiej strony, po czym ponownie nakierował go na „pierwszy ślad”, w pobliżu ogrodzenia. Przeniósł nieco ciężar ciała do tyłu, zamknął obydwie łydki i zadziałał wstrzymująco wodzami, by dać sygnał do przejścia w niższy chód. Mężczyzna chciał chwilę postępować z Desperado zanim przejdą do galopu i lekkich skoków, dać mu szansę na zregenerowania odrobiny energii. Działał co jakiś czas subtelnie wewnętrzną wodzą, masując język ogiera, by ten nie wyszedł z kontaktu, jednak nie męczył go tym nadmiernie często, by przypadkiem go nie zniechęcić. Łydkami, poprzez delikatne podparcie co jakiś czas pilnował marszowego kroku, nie chciał, by gniadosz zaczął człapać się jak muł.
- Żywo, ale bez stresu, chłopak – mruknął cicho do ogiera, by po raz kolejny załapać z nim swego rodzaju kontakt.
Po paru okrążaniach Rus za pomocą półparady skupił na sobie uwagę Desperado, w narożniku zewnętrzna noga poszła za popręg,wewnętrzna przed i delikatnie lżejszy kontakt, by w momencie zagalopowania WKKW'ista nie oberwał nieprzyjemnie po pysku. Od razu energicznie do przodu, jednak jak na razie w pełnej swobodzie, pozwolił, by gniadosz sam dobrał sobie tempo, ewentualnie wyszalał się odrobinę, aby później mógł skupić się całkowicie na pracy. Sam mężczyzna na ten czas przeszedł do półsiadu, nie wychodząc jednak nadmiernie „przed konia”, nie chciał w razie jakiś buntów przelecieć przez szyję. Po dwóch pełnych okrążeniach wjazd na przekątną, sygnał do zmiany nogi i w drugą stronę to samo, na praktycznie luźnej wodzy, dając mu szansę ustawienia łba. Dopiero po tych łącznie czterech okrążeniach stopniowo zaczął nabierać wodzy, zewnętrzną trzymając napiętą, a wewnętrzną delikatnie pulsując, by zachęcić gniadego do prawidłowego ułożenia łba. Usiadł w siodło, biodra Serg od razu miał w pełni luźne, „bujał się” w rytm końskich ruchów, nie męcząc grzbietu podopiecznego nieprawidłowym dosiadem. Był w pełni spokojny, czerpał przyjemność z jazdy, jak zresztą zawsze. To była pasja, którą zaraził się już w dzieciństwie i jak na razie nic nie zmieniło jego nastawienia do tej konkretnej dyscypliny sportowej. Tak czy owak ponownie zmiana kierunku i spokojnie na wprost na następujące rozgrzewkowe ćwiczenie. Trzy drągu ustawione na galop i krzyżak 60 centymetrów, dwie foule i stacjonata 70cm. Było to niskie w porównaniu do reszty parkuru, jednak na początek chciał wykluczyć ewentualne nieprawidłowości, który być może wyszłyby dopiero po oddaniu jakiegokolwiek skoku. Wszystko uważnie obserwowała luzaczka, która była gotowa na podniesienie wyżej przeszkód albo postawienie drąga ponownie na wypadek zrzutki. Tak czy owak Rus śmiało jechał do przodu, podpierając ogiera łydkami, by cały czas utrzymywał dynamiczne tempo. Półparada, zamknięcie w pomocach, by ten nie spłynął mu gdzieś na boki i bez żadnych nerwów (aczkolwiek z pewnym podekscytowaniem) szykował się do oddania przez Desperado skoku. Poniekąd częściowo mu ufał, więc nie dobierał mu sztywno miejsca wybicia, będąc w tej kwestii dość elastycznym. Zawsze wierzył, że konie same potrafią wyliczyć sobie miejsce odbicia, same wiedziały, jak będzie im najwygodniej. Tak czy owak mocniejsza łydka miała zasygnalizować, że skok ma zostać wykonany, dodatkowe zachęcenie głosem i równo z ruchem konia przeszedł do półsiadu, przesunął ręce do przodu, by oddać odpowiednią ilość wodzy. Balansował odpowiednio, by nie zaburzyć równowagi i po lądowaniu od razu aktywnie do przodu na drugą przeszkodę, gdzie wykonanie wyglądało podobnie. Jeśli nie było żadnych problemów, to powtórzył jeszcze raz najazd, a potem pojedynczo skakał już stacjonaty i oksery, dopóki nie doszło do wysokości 145 centymetrów. Potem przejście do kłusa i do stępa, by ogier miał możliwość wzięcia głębszego oddechu. Na rozgrzewkę nie skakał 20 razy po to, by nie zmęczyć nadmiernie folbluta przed skokami. Teraz stępował chwilę, by ten ponownie zebrał trochę energii.
|| Dla przypomnienia:
Ustawiony parkur. Wysokość 140m-145m. Przeszkody od jedynki do 12. 1.2.3.4.5.6.7.8.9.10.11a.11b.11c.12. Misz masz. A wysokość to później.Desperado - 2015-07-28, 23:18 Odbierając nagrodę w postaci klepania po łopatce, skierował uszy w stronę jeźdźca, odpowiadając mu krótkim parsknięciem, jeszcze dobitniej świadczącym o rozluźnieniu, które osiągnął. Po czterokrotnym, w pełni poprawnym pokonaniu drągów udał się na pierwszy ślad. Przez chwilę kłusował energicznie wzdłuż ogrodzenia, aż w odpowiedzi na użyte pomoce przeszedł do stępa, wchodząc zadem głęboko pod kłodę. Chwilowa przerwa tak naprawdę nie zwalniała go z pracy; wciąż utrzymywał marszowe tempo przy zaangażowanym zadzie i wcześniej ustalonym ustawieniu. Nieznacznie wyciągnął nos do przodu, jako że w tej chwili było mu tak wygodniej i stępował przed siebie, oczekując dalszych poleceń. Pozostawał w stanie umiarkowanego podekscytowania, które nie pozwalało mu na powłóczenie noga za nogą. Przeczuwał już, co będzie działo się dalej i ta myśl nie pozwalała mu na wyciszenie się do stanu, w którym był przed pierwszym kłusem. Sprawa miała stać się poważniejsza z upływem czasu, bo pomimo całej swojej ogłady, jako koń sportowy był dość elektryczny. Inaczej nie dałby rady pokonać toru crossowego, czyż nie?
Po paru okrążeniach stępa, uprzedzony półparadą przeszedł ochoczo do galopu. Oczywiście był to jego ulubiony chód, rasa niejako zobowiązywała go do takich preferencji. Od razu ustalił energiczne, mocne tempo, już po paru foule galopu ciągnąc łeb do dołu i przeciągle parskając, średnio co dwa takty. Dynamicznie stawiał kolejne kroki, każdą foule kryjąc spory obszar terenu. Po dwóch pełnych okrążeniach wszedł na przekątną, na której płynnie wykonał lotną zmianę nogi, po której wrócił z powrotem na ścianę by sobie "ulżyć". Pomimo niemalże całkowitej swobody trzymał się wyznaczonego śladu i nie przejawiał najmniejszych niesubordynacji. Po zebraniu wodzy i w odpowiedzi na działanie ręki, zaokrąglił się w potylicy. Takie ustawienie łba nie zniechęciło go do kontynuowania dynamicznego galopu, chociaż po wstępnym "wygalopowaniu się" ruch gniadego stał się mniej przypadkowy. Teraz wręcz z rozwagą stawiał kolejne kroki, co jednak nie odbierało mu płynności. To jeździec dyktował tutaj warunki, każdy, najmniejszy ruch był odpowiedzią na działania Serga i Desperados nie zamierzał z tym dyskutować.
Powtórnie zmienił kierunek wraz z prowadzącą nogą w galopie, po czym równie dynamicznym krokiem zmierzył ku rozgrzewkowej kombinacji przeszkód i drągów. Widząc owe przeszkody pozytywnie zainteresował się nimi i nie zbaczając z kursu, poruszał się w prostopadłej linii na sam środek drągów, które nie były dla niego wyzwaniem. Nie wypadając z obranego tempa, sprawnie je pokonał w trzech susach, zaraz po których poprzez nieco większy skok galopu pokonał stojący po drągach krzyżak. W żadnym wypadku nie można było mu odmówić płynności wykonywanych ćwiczeń - szedł do przodu jak burza, wykazując się zwinnością i elastycznością. "Skok" nad krzyżakiem trudno było nazwać skokiem, ale część koni skaczących wysokie przeszkody miała to do siebie, że niekoniecznie respektowała te mniejsze, co właśnie skutkowało takim, a nie innym pokonywaniem małych przeszkód. Mimo wszystko zachowywał pełną poprawność. Po dwóch foule galopu jednakowo potraktował stacjonatę. Generalnie rozgrzewka opierała się na powtórzeniach, co było nieco nużące. Gdyby nie to, że ogier po prostu lubił skakać, zapewne dość szybko by się zniechęcił skacząc tę samą przeszkodę raz za razem. Prawdziwa zabawa miała się zacząć na parkurze, który wymagał koncentracji, kombinowania, szybkich reakcji i w dniu dzisiejszym także siły, bo przeszkody mierzące ponad metr czterdzieści nie były byle czym. Mniejsze wysokości nie sprawiły mu kłopotu, natomiast popełnił parę mniejszych lub większych błędów na wyższych przeszkodach, których po prostu dawno nie skakał. Głównie dlatego ten trening był mu dziś potrzebny.
Po zakończeniu rozgrzewki przeszedł do stępa, w którym pozwolił sobie wyciągnąć szyję i odsapnąć przed dalszymi etapami.