To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Parcour - Parkur piaszczysty

Mistrz Gry - 2015-07-24, 22:33

SERGEI CHERNIENKO & JIM BEAM RYE



    35; Bolesny skurcz; Koń odczuwa skurcz w którejś z kończyn/w parze kończyn/ w większości kończynach/grzbiecie/szyi bądź w innej części ciała.
    Opis:
    Lądując po pierwszym członie szeregu, koń musiał niefortunnie stanąć, najprawdopodobniej ze względu na moment zawahania; coś od strony widowni zaniepokoiło go, co poskutkowało nie do końca kontrolowanym szarpnięciem w prawo. Dzięki czujności jeźdźca koń nie uciekł z szeregu, a mimo wszystko oddał skok, chociaż chwycił go stosunkowo silny skurcz w prawej, tylnej nodze - przez co nie zdołał się odbić dostatecznie mocno i tym samym strącił drągi na okserze.





    UWAGA:
    Od tego momentu proszę o nie edytowanie swoich kolejnych postów!

Angel's Wings - 2015-07-25, 16:12

Angel też zapamiętał, że niewiele im już zostało, a przecież mieli za sobą trącenie drąga, zgubienie podkowy i skurcz jeźdźca. Jednak tym bardziej dokładał wszelkich starań a całe podekscytowanie pomieszane ze stresem motywowało go raczej pozytywnie niż negatywnie.
Wylądowali za szóstką i ruszyli na siódemkę: stacjonatę 115 cm. Skrócił krok stosując się do pomocy od Caroline. W odpowiednim miejscu przed stacjonatą dostał łydkę, nadal więc współpracując z jeżdżcem i reagując na jego sygnały odbił się od ziemi składając do skoku i zgrywając z jeżdżcem, wylądował na lewą nogę. On też starał się, żeby skok wyglądał efektownie, jednak jak im wyszło to ocenią sędziowie. Ważne, że pokonali siódemkę na czysto i ruszyli dalej, po obszernym łuku na ósemkę. Ogier poruszał się spokojnym, ale aktywnym tempem utrzymując elegancki, ale lekki krok, o który zawsze się starał.
Kobieta poprowadziła siwka za dwójką, wykręcili i naprostowali na okser, gdzie wszystko odbyło się podobnie: dwudziestopięciolatka wypchnęła go na przeszkodę przytrzymując by zyskać silę napędową z zadu. Oldenburg parsknął zadowolony widząc, że znowu pokonali przeszkodę na czysto nie dekoncentrował się jednak, bo ruszyli ku ostatniej przeszkodzie.
Zgodnie z sygnałami od kolorowowłosej dwunastolatek przyśpieszył trochę podczas najazdu na stacjonatę, gdzie wszystko odbyło się podobnie jak wcześniej na czysto pokonana przeszkoda. Udało im się. Zastrzygł uszami zadowolony z pochwały od Caroline spokojnie opuścił parkur wcześniej zwalniają stopniowo do stępa. Spokojnie, chociaż rozpierała go radość.

zt

Nadya - 2015-07-26, 13:25

Na szczęście na czysto pokonali szóstkę, Nadya miała szczerą nadzieję, że do końca przejazdu, a pozostało im już niewiele przeszkód, obejdzie się bez problemów, które towarzyszyły im od początku. Pojechali kilka kroków po prostej po czym wzięli obszerniejszy skręt na siódemkę. Nadya wykorzystała tę chwilę czasu by pozbierać siebie i Savera do kupy, a jednocześnie nadgonić czas, prosząc ogiera o dodanie w tempie. Los jednak do końca ich nie oszczędzał - tym razem kary potykał się o nierówności podłoża. Dziewczyna przeklęła w duchu, ale starała się by przywrócić siedmiolatka do ustawienia i ponownie go skupić po takich potknięciach, dlatego robili półparady podczas najazdu na stacjonatę. Przed stacjonatą zamknęła hanowera w pomocach, dodała łydkę w odpowiednim miejscu, wypchnęła go na przeszkodę i poderwała od ziemi, a gdy się odbił oddała mu wodze na kontakcie i przeszła do pół siadu, podczas skoku obciążając lewe strzemię, by koń wylądował na tą nogę.
Odetchnęła z ulga gdy na czysto pokonali stacjonatę, jednak nie dekoncentrowała się, bo podczas najazdu na okser znów czekało ją wyzwanie, Saver nadal potykał się na nierównościach, przez co starała się przywrócić go do skupienia i właściwego ustawienia, stosując jednak jasne i jednoznaczne pomoce, zrozumiałe dla wierzchowca. Przy okserze wszystko odbyło się podobnie poza ty, że dwudziestodwulatka skróciła karemu krok i poprosiła o siłę napędową z zadu, chcąc aby skok był dłuższy, zamiast wyższy. Wszystko pięknie, na czysto przeskoczyli okser, jednak przy lądowaniu ogier potknął się dość mocno, przez co wyrzucił prawie kobietę z siodła. Bravo starała się przytrzymać hanowera i trzymać się siodła, przygotowując się jednak na nieprzyjemne zderzenie z ziemią, które jednak nie nastąpiło, bo Saver w ostatniej chwili się dźwignął. Dość szybko ochłonęła i poklepała hanowera po karku chcąc mu podziękować za uchronienie przed upadkiem. Została im jedna przeszkoda: stacjonata 110 cm, którą pokonali już na czysto i bez zakłóceń. Teraz Rosjanka mogła w końcu odetchnąć z ulgą. Pochwaliła siedmiolatka, w końcu odwalił kawał dobrej roboty, zwolniła go do kłusa i wyjechali z parkuru. Na rozprezalni rozstepowała go i zaprowadziła do stajni.

zt

White Chocolate - 2015-07-26, 16:48

Wiadomo, że odpowiadało mu to, że dziewczynka tak mocno się stara, by ten nie zastanawiał się nad tym, czy pozbyć się jej z siodła z powodu bólu, który mogła mu sprawiać. Cały czas czuł komfort z jazdy, w trakcie lotu nie dostawał po zębach, lądowania były w jego równowadze, w trakcie dojazdów również nie była problemem tam u góry. Po czwórce tak jak dziewczyna chciała dodał w dystansie, co de facto próbowałby nawet zrobić sam, ze względu na dość mocny zakręt, który musiał pokonać w równowadze, a nie ma co ukrywać, że w mocniejszym tempie było to łatwiejsze do osiągnięcia. Czując, że dziewczyna pewnie prowadzi go w korytarzu ze swoich pomocy do stacjonaty, skupił na niej swoją uwagę. Przed samą przeszkodą nieco skrócił swoje ciało, by bez większych problemów wejść w miejsce odbicia i pewnie odepchnąć się od tylnych kończyn, od razu składając swoje podwozie. Mocno zabaskilował oddając dość ekonomiczny, ale poprawny technicznie skok. W trakcie lądowanie mocno poprawił zadem, by nie zrzucić przypadkiem drąga i odnajdując po lądowaniu dość szybko równowagę ruszył dalej.
Bez większego problemu pokonał zakręt nie tracąc aktywnego tempa, zaczął teraz w trakcie galopu nieco poparskiwać, gdyż wiadomo, że zmęczenie już mogło dawać się jemu we znaki. Naprostowany przed szóstą przeszkodą, którą była stacjonata. Jako, że ponownie dziewczyna nie dawała siwemu pretekstu do tego by popełnić jakieś błąd ze swojej strony, znalazłszy się w miejscu odskoku pewnie odbił się tylnymi kończynami mocno nurkując nosem za przeszkodę, poprawnie składając przody na czysto pokonał i tą przeszkodę.
Przy lądowaniu widząc następną przeszkodę postawił uszy i mimo zmęczenia ruszył na oksera, nieco go atakując i nieco ignorując półparady dziewczyny stanowczo za mocno poszerzył foulę. Nie zrobiło to jednak większego problemu, że zamiast linię na 5 foul (jak dla kuca) pokonał ją w 4, które zrobiły zapewne większy od niego koń. Dalsze odbicie również nie sprawiło mu różnicy, mocno i efektownie rozciągnął się nad okserem, w trakcie mało ekonomicznego skoku poprawiając zadem, by przypadkiem nie zrzucić drąga, do którego i tak miał daleko. Lądowanie w równowadze i galop do finiszu.
Opuścił parkur rżąc, zadowolony z siebie prężąc się przed końmi u ludźmi. W stajni już nieco zeszła z niego ekscytacja, poddał się wszystkim zabiegom, by następnie odpocząć.
{zt}

Saver - 2015-07-26, 22:29

Szczęście w nieszczęściu co nie? Musieli dać radę bo jakby inaczej? Nie rozumiał po co wzięła zakręt na siódemkę skoro był po prostej no ale każdy ma własne upodobania, dojechał do owej przeszkody mocnym tempem nadrabiając cenne sekundy by w odpowiednim momencie wyrzucić przody wyciągając ciało do przodu, odbił się od podłoża miękko przelatując nad przeszkodą. W końcu zaraz jednak wylądowali z powrotem na ziemi, miało być wszystko tak pięknie ale coś jednak się popsuło. Ładnie wylądował na lewą nogę by zaraz zakręcić na tamtą stronę, ogier już wcześniej się potykał o nie równości ale teraz coraz mocniej jednak udało im się dojechać do oksera gdzie karosz wybił się i przeskoczył w ten sam sposób co poprzednio. Dopiero wyboiste podłoże mieli teraz odczuć, potknął się w końcu raz a solidnie praktycznie wyhamowując tym w miejscu i uwypuklając krzyż i zniżając szyję. Amazonka prawie wypadła z siodła jedyne co że podciągnął szybko łeb ku górze amortyzując ewentualny wyskok ale zderzenie z koniem było pewnie bolesne. Udało im się jakimś cudem utrzymać w pionie, by nadrobić tamte sekundy ogier mocno dodał do tempa w końcu dojeżdżając do przeszkody unosząc przody, wyciągając się nad przeszkodą i składając tyły by zaraz wylądować w wielkim finiszu. Później zjechali z parkuru, rozstępowali się i do stajni !

z.t

Carthago Z - 2015-07-26, 23:02

Ogier mimo czasem trudnego charakteru był łatwy w prowadzeniu, nie zapominał nauk które kiedyś mu wpojono. Poza tym niby był wkkw-istą ale najlepiej czuł się w skokach wręcz to był jego żywioł to też starał się robić wszystko perfect. Do stacjonaty kierowany odpowiednimi pomocami dojechał ładnym krokiem by się wybić odpowiednio i przeskoczyć ją ze sporym zapasem jeszcze. Zdecydowanie konisko lubiło się popisywać od czasu do czasu :lol2: Tylko zastrzygł uszami słysząc słowa z ust Chrisa ale był w pełni skupiony na zadaniu które miał przed sobą. Wylądowali na prawo a siwek czekał tylko na dalsze pomoce, facet ponownie zdecydował się na ciaśniejszy skręt przed czwórką by wyjechać na kolejną z przeszkód dość ciasno ale zmieścili się idealnie przed nią samą jeszcze prostując tor jazdy. Przemielił mocniej wędzidło dojeżdżając do odpowiedniego punktu, mocny zad który zaraz poniósł siwka w fazę lotu był ładnie widoczny jako motor jego pracy. Koń doskonale składał się nad przeszkodami a jego ruchach nie było cienia zawahania, wylądowali na lewo by skierować się ku następnej przeszkodzie. Siwka nagle złapał bolesny skurcz mocniej szarpnął pyskiem ale nie też by wyrwać wodzę, nie mógł ustać praktycznie na tą nogę ale rzeczywiście ambicja nie pozwoliła mu się poddać :lol2: 8-) Mimo szczerych chęci nie mógł pojechać szybciej czy aktywniej bo pewnie zaliczyli by piękną glebę na koniec trasy przejazdu, po dojechaniu do przeszkody ogier odbił się ta praktycznie uniósł tylko przody wpadając w stacjonatę i kompletnie ją rozwalając. Jednak szczęście ich nie opuściło gdyż tej gleby nie zaliczyli - na szczęście, nie patrząc na ból który był słabszy ale gdzieś tam się utrzymywał ani chłopaka który chciał mu chyba pomóc ale on chciał koniecznie skończyć parkur pokierował się ku ostatniej przeszkodzie. Przy dojeździe siwek ostatecznie ostatni raz poderwał ciało do góry przeskakując ostatnią z przeszkód, furknął zadowolony z siebie. Później zjeżdżając z parkuru przeszli do kłusa, poszli do weta na którego widok ogier nie był zbyt szczęśliwy i wrócili do stajni gdzie po oporządzeniu padł wyczerpany.

z.t

Hell No - 2015-07-27, 20:16

Nawet w jeździe pomiędzy przeszkodami zapewniała Christianowi rozrywkę, a raczej rzucała wyzwanie; gdy spróbował skręcić w lewo, w stronę piątej przeszkody, zagryzła wędzidło, przestając reagować. Potrząsając dynamicznie łbem na lewo i prawo, zaczęła galopować nierówno, ale wciąż energicznie, dzięki czemu cała sytuacja prezentowała się widowiskowo. Zdecydowanie musieli się rzucać w oczy - sama obecność achała zwykle zwracała uwagę, a co dopiero gdy wspomniany koń był... wcielonym diabłem? W porównaniu z pozostałymi uczestnikami na pewno, chociaż zawsze mogło być gorzej.
W pewnym momencie ustąpiła i pozwoliła prowadzić się po zakręcie w miarę przyzwoity sposób, nie gubiąc nóg ani zadu pomimo mocnego galopu. Dopiero w reakcji na półparady trochę zwolniła, w rezultacie z zakrętu wychodząc już w równym, odpowiednio aktywnym galopem. Wycofana na zad, uniosła łeb niemalże zadzierając go przesadnie do góry; mimo wszystko nie uciekła ze stworzonego korytarza pomocy i dogalopowała do piątej przeszkody, gdzie oddała kolejny, jak się okazało czysty skok. Wbrew wszystkiemu nie skakała najgorzej - pokonywała przeszkody z zapasem, w trakcie skoku składając się i rozciągając, chociaż nie było to zbytnio płynne, przede wszystkim ze względu na nerwowe najazdy. W każdym razie po drugiej stronie przeszkody od razu pomknęła do przodu, skoro zostało jej to umożliwione. Tym razem oszczędziła jeźdźcowi nerwów, dając się wprowadzić w zakręt do szóstki bez walki. Pozostała spokojna także podczas samego najazdu, gdzie odpowiadając na pomoce Christiana, wycofała się i skróciła wykrok, tym samym dopasowując się do odległości. Szóstą przeszkodę także pokonała bezproblemowo, tym razem rozluźniając się - zaczęła pracować grzbietem oraz szyją, prosząc zawodnika o oddanie wodzy, co skwapliwie wykorzystywała ciągnąc pysk ku dołowi. Dalej pozostała przyjaźnie nastawiona do sytuacji i nie kombinując w najeździe do siódemki, całkowicie poddała się woli Christiana. Odpowiednio wcześniej wycofała się na zad, w takim dobrym galopie idąc już do końca linii, gdzie oddała już ostatni skok - także poprawny, a nawet całkiem przyjemny wizualnie. Pokonując przeszkodę z niewielkim zapasem, oddała płaski, daleki skok nad okserem, rozciągając się i nurkując nosem do dołu. Po wylądowaniu wyciągnęła krok, w bardzo energicznym stylu minęła celowniki, po czym zbierając od Christiana pochwały, przeszła do kłusa i następnie do stępa. Zupełnie ignorując hałasy od strony publiki zeszła na rozprężalnię, a następnie wyszła do stajni. /zt

Sergei - 2015-07-27, 20:55

Cóż, niestety dzisiejsze przejazdy były dla Sergei'a wybitnie pechowe, co nie koń, to zrzutka. No nic, najwyraźniej taki los, najlepszym również zdarzają się mało szczęśliwe sytuacje. Ewentualnie to on jakoś nieciekawie dzisiaj jeździł. No, ale przejmować się tym będzie później, a nie w tym momencie.
Tak czy owak dopchnął biodrem Jima do skoku, czując swoistego rodzaju zawahanie, opór ze strony wierzchowca. Nie był jasnowidzem, nie wiedział, co spowodowało jego niechęć, jednak uparcie próbował "przepchnąć" go do przodu, na tą metrową stacjonatę. Przeszedł do półsiadu wraz z ruchem wierzchowca w przód, oddał nieco ręki, by ogier mógł zapracować szyją. Nie zmieniało to faktu, że dość wyraźnie usłyszał puknięcie, jednak nie zamierzał się odwracać. Siłą wzroku drąga nie podniesie, choćby nie wiadomo jak bardzo chciał. Nie był jednak zły, spokojnie to zaakceptował, od razu kierując gniadosza odważnie dalej. Spokojnie zakręcił za czwórką, swobodni balansując ciałem, by nie zakłócać równowagi WKKW'isty. Kontrolował wszystko, by najazd wypadł na wprost, jak najwygodniej dla jednookiego wierzchowca, tym bardziej, że szóstą był okser mający wysokość dziewięćdziesięciu-pięciu centymetrów. W skupieniu podążał w stronę przeszkody, trzymając gniadosza w zamkniętych pomocach. Nie chciał, by ten ponownie się usztywnił, dlatego bardzo subtelnie pracował wewnętrzną ręką od czasu do czasu, ilekroć ten próbował uciekać od kontaktu. Spokojne dopchnięcie biodrem, mocniejsza łydka w miejscu wybicia, przejście do półsiadu i oddanie wodzy. Podczas lotu zasygnalizował, że lądowanie powinno wypaść na lewą kończynę. Dalej poprowadził go kawałek za dwójką, stamtąd dopiero odbijając na lewo. Jechał bez nerwów, specjalnie robiąc dłuższe najazdy, by gniadosz miał okazję przyjrzeć się przeszkodzie, zobaczyć ją, dobrać sobie tempo, które Rus ewentualnie poddawał korekcie. Przedostatnia przeszkoda, stacjonata 105 centymetrów, czyli jak dotąd najwyższa z całego parkuru. Mężczyzna wysłał go dynamicznie do przodu, podpierając go łydkami. Standardowa procedura łydka-półsiad-ręka i po lądowaniu od razu żywo do przodu. Dojechał prawie do ogrodzenia, by w linii prostej mieć przed sobą ósemkę, metrowego oksera. Zachęcenie głosem, łydka, półsiad i oddanie wodzy. Zaraz po oddanym skoku Rus poluźnił kontakt, by obficie poklepać spoconego wierzchowca po łopatkach, chwaląc go obficie głosem. Potem stopniowo zwolnił go do kłusa, niskiego ustawienia, wyjazd z parkuru i na rozprężalni rozstępowanie, a potem do stajni.
Tam rozsiodłanie, myjka, do boksu i nagrody. Ten pośpiech.
zt

Szerker - 2015-07-27, 21:15

Ogier bez większych przeszkód dał poprowadzić siebie do przodu, nerwowo obijając karym ogonem po bokach. Dokładnie odmierzał własne foulę, dobierając sobie samodzielnie odpowiednie miejsce do wybicia, cały czas mając odciążony przód, by siła kumulowała się w zadzie. Mocno odbił się przed stacjonatą z tylnych kończyn, od razu ładnie składając przody. Pracował szyją oraz grzbietem, przez co podczas lotu był w pełni poprawnie wygięty w łuk. Profesor wylądował zachowując pełną równowagę i od razu dał poprowadzić się jeźdźcowi do przodu. Oddychał już dosyć ciężko, zestresowany możliwością zawiedzenia osoby siedzącej na jego grzbiecie oraz widownią. Boki miał już pokryte potem i wbrew wszystkiemu czerpał z tego mniej przyjemności niż powinien. Odzwyczaił się po prostu, był zastany, dawno nie przebywał w otoczeniu tylu ludzi, błysku fleszy. Mimo to równo galopował w kierunku piątki, cały czas pozostając uważnym na pomoce jeźdźca. Niestety, koniec końców brak ruchu, długie nieprzebywanie w atmosferze zawodów, zestresowanie, lęki... wszystko generalnie nagromadziło się w nim i ogier widząc błysk aparatu, słysząc szumy, szelesty, krzyczących ludzi spanikował, zwalniając widocznie i zaczynając walczyć z ręką Christiana. Na piątkę patrzył się niechętnie, dochodząc do wniosku, że nie da rady, próbował łbem powędrować w kierunku jakiegoś hałasu. Mimo wszystko dawno wyuczone nawyki dały w końcu o sobie znać i gniadosz dał siebie po prostu "przepchnąć". Nerwowy jak młody koń poszedł jedną kolejną foulę do przodu, jednak w końcu coś mu nie podpasowało, urwał ją i odbił się ostro nerwowo z tylnych kończyn. Wyrwał się pyskiem do przodu, gwałtownie podciągając przody i rozciągając tyły, jednak to nie wystarczyło, by uniknąć strącenia drąga. Po oddanym skoku gniadosz niemalże wpadł w panikę, a ostroga nie poprawiła sytuacji. Wyrwał się do przodu, do szóstki, jakby miał skakać półtora metrowy triplebarre i niemalże całkowicie zignorował siedzącą na jego grzbiecie personę. Sam wymierzył sobie foulę, mając mocno stulone uszy i siłą woli powstrzymywał się przed błyskaniem białkiem oczu na boki. Nawet jeśli Christian próbował coś zrobić, zestresowany gniadosz zagryzł po prostu wędzidło i obniżył łeb, mając jego pomoce całkowicie gdzieś. Nie tyle, co ze złośliwości, a nagromadzonego napięcia. Mimo to odbił się w pełni poprawnie, z odpowiednią dużą siłą. Przody podciągnął wysoko pod klatkę piersiową, szyją powędrował ładnie w dół, w locie utrzymywał pełną równowagę. Dopiero po lądowaniu ogarnął się delikatnie, ponownie uwagę skupiając na jeźdźcu. Gdyby mógł, pewnie zacząłby się telepać. No nic, następnym razem, o ile ktoś zacznie z nim z powrotem trenować, pójdzie łatwiej.
Jim Beam Rye - 2015-07-27, 21:21

Lądując po okserze wystraszyłem się prawdziwie głupiej rzeczy; mianowicie dojrzałem, jak po lewej stronie, na trybunach, ktoś odziany w żółty płaszcz przeciwdeszczowy gwałtownie się podniósł, nawet nie zwracając na nas uwagi. Byłem jednak tylko koniem, co wystarczyło, abym poczuł się zaniepokojony; w pierwszym odruchu zechciałem uciec, ale praktycznie od razu "zderzyłem" się z ograniczającymi mnie pomocami. To było jak uderzenie obuchem w łeb, bo momentalnie otrzeźwiałem, wracając na ziemię. Zapomniałem o swoim "straszaku" i zerknąłem w przód na stacjonatę. Byłem zdekoncentrowany, dlatego w odpowiedzi na wypchnięcie biodrem w jednej, chaotycznej foule dopadłem przeszkody i zaraz odbiłem się, chociaż ni stąd ni zowąd poczułem stosunkowo silny ból w nodze. Mięśnie nie zdołały spełnić swojej roli, musiałem naprawdę niefortunnie stanąć pomiędzy tymi przeszkodami; w każdym razie już przodami z impetem strąciłem drąg na stacjonacie. Słysząc charakterystyczne puknięcie, nastawiłem uszy na sztorc, nie przejmując się tym zanadto. Dopiero przy lądowaniu podskoczyło mi ciśnienie, gdy drąg chwilowo 'zaplątał' mi się między nogami - zabierając pod siebie zad, pierwsze parę foule wykonałem nader dynamicznie, zaraz uspokajając się. Czułem jeszcze napięcie w prawej nodze, dlatego mój galop był lekko nieregularny, co jednak ustąpiło tuż po wyjściu z zakrętu za czwartą przeszkodą. W trakcie najazdu na szóstkę zachowałem spokój, typowo skrzywiając szyję w lewą stronę, aby uważnie przyjrzeć się okserowi. Nie przyspieszając, równym i dynamicznym galopem dogalopowałem do końca linii, gdzie oddałem skok tym razem bezproblemowo. Nic nie odwróciło mojej uwagi, więc ponownie mogłem ukazać swoją technikę skoku w trakcie pokonywania owej przeszkody. Zgodnie ze wskazówkami wylądowałem na lewo. Galopując na wprost parskałem co drugi takt, pozostając skupionym na swoim zadaniu. Swobodnie wykręciłem za dwójką do siódmej przeszkody, do której prawdopodobnie obrałem zbyt energiczne tempo, co jednak nie było problemem, bo bez dyskusji poddałem się korektom ze strony jeźdźca. Zachowując pełną dynamikę galopu, odważnie i w skupieniu szedłem na stacjonatę, by we wskazanym miejscu odbić się prężnie od ziemi i oddać wysoki, pionowy skok nad przeszkodą. Po skoku poddałem się emocjom ze strony jeźdźca i wpadłem w mocny galop aż do samego ogrodzenia, wzdłuż którego zacząłem wręcz pędzić do ostatniej przeszkody. Tę jedną odważyłem się dosłownie zaatakować, jak się okazało szybkie tempo nie było dla mnie przeszkodą - miałem dostatecznie dużo siły, by pomimo płaskiego skoku, pokonać okser z zapasem. W trakcie lotu wyciągnąłem się mocno, pracując zarówno grzbietem jak i szyją, przody utrzymując złożone i dociągnięte do popręgu. Po skoku utrzymałem takie tempo galopu aż do minięcia celowników, po których zbierając pochwały przeszedłem do kłusa. Później wyszedłem na rozprężalnię i po rozstępowaniu udałem się do stajni. /zt
Mistrz Gry - 2015-07-27, 21:23

CHRISTIAN LEVRULL & SZERKER



    87; Najlepszy jeździec; jeździec wyróżnia się niebywałą szybkością działania, reakcją. W niebywały sposób komunikuje się ze zwierzęciem, prowadząc go gładko i w miły dla oka sposób. Zwierze dzięki pomocy spisuje się znakomicie.
    Opis:
    Ostatnie przeszkody pokonaliście bez problemów (od 7 do końca).



    UWAGA:
    Od tego momentu proszę o nie edytowanie swoich kolejnych postów!

Christian Levrull - 2015-07-27, 21:24

Po incydencie na początku linii chłopak poczuł, że ogier jakby "spokorniał", ponownie szybko reagując na pomoce, które mu posyłał przez cały czas. Widział, że ten przestał spoglądać ciekawsko w stronę publiczności, ponownie myślami i oczami wracając na parkur. Chris odetchnął cicho, cały czas skupiony na dojeździe do siódemki, którą była stacjonata. Po pokonaniu wcześniej wymierzonej odległości dotarli do miejsca odskoku, w którym Szer mógł poczuć sygnał do skoku, jego ściśnięte łydki i pewny dosiad nie mogły budzić zwątpienia. Wszedł w skoku wraz z ogierem w półsiad, płynnie idąc za jego ruchem ręką. Przy lądowaniu mocno odnalazł oparcie w strzemieniu, w którym pewnie wylądował od razu wracając w siodle i już na kontakcie posłał do ruchu na przód, by ten przypadkiem nie zawahał się w ruchu na przód.
Ponownie pozwolił sobie na skrót, tym razem robiąc ciasny zakręt na ósemkę, przytulając się do przeszkody numer dwa, prawie muskając bokami ogiera stojaki tej przeszkody. Cały czas pewnie prowadził go w zamkniętych pomocach, dając mu oparcie w jego działaniu, a przede wszystkim by ten mógł odnaleźć równowagę w jego zewnętrznych pomocach, gdy odpowiadał na wewnętrzne półparady. Również dosiadem starał się nie zakłócać prawidłowej równowagi ogiera. Po minięciu dwójki pozostały dwie foule do skoku, w których trakcie wycofał ciało wraz z ogierem, odciążając przód i dając możliwość oddania prawidłowego skoku. W miejscu wybicia posłał go do lotu, podążając za jego ruchem w półsiad, jego ręka umożliwiła mu również oddanie szerokiego skoku nad okserkiem nieco większych rozmiarów. Przy lądowaniu nie spóźnił się ciałem, ani ręką, która od razu odnalazła kontakt, przez co aktywnie mogli pogalopować dalej po skoku.
Do ostatniej przeszkody nieco dodał w dystansie, nadal jednak kontrolując pomocami ogiera co krok, wysyłając "kontrolną" półparadę. Dopiero parę fouli przed wybiciem skrócił jego ciało, zostając jednak w aktywnej linii, w końcu musiał mieć z czego skoczyć. W odskoku posłał pomoce do wybicia, znów wchodząc za ogierem w prawidłowy i niespóźniony półsiad. Jeżeli chciał wyciągnąć w trakcie skoku więcej wodzy - umożliwiał mu to, mimo wszystko nie tracąc kontaktu z jego pyskiem. Po lądowaniu dofiniszował do celowników, by po ich pokonaniu poklepać go w podzięce za parkur, który może i nie był szczytem jego marzeń, ale w końcu był wyrozumiały, ogier miał przerwę, każdy mógł się w tym wypadku "pomylić" czy tam zapatrzyć. Opuścili parkur, następnie Chris rozstępował go i udał się do stajni, gdzie zajął się "żywotnym staruszkiem", któremu do emerytury jeszcze daleko jak widać. :lol:
{zt}

Noa - 2015-07-27, 21:35

Dzisiejszego dnia po raz pierwszy od dłuższego czasu dosiadała obcego sobie wierzchowca. Petit Coeur była niska, jednakże Noa również nie wyróżniała się wzrostem, przez co niepozorna gniadoszka od razu zasłużyła sobie na pewne względy. Obserwowała ją zresztą na ostatnich zawodach crossowych i gdyby nie to, że miała już właścicielkę - sama by ją zakupiła. Tak czy owak podczas rozgrzewki próbowała jak najlepiej dogadać się z kobyłą, wyczuć ją jak najbardziej, dopasować się do niej. Gdy tylko usłyszała, że za chwilę ponownie wjeżdża na parkur, ponownie zebrała ją w pomocach i wypchnęła do kłusa. Spokojnie poprowadziła ją na wprost, manewrując przy przeszkodach i kierując się w stronę budki sędziowskiej. Tam zatrzymanie, krótki ukłon, a potem wypchnięcie do kłusa, a następnie do galopu. Gdy tylko usłyszała charakterystyczny dzwonek, będący sygnałem do startu odetchnęła nieco głębiej i gładko naprowadziła Petit na pierwszą przeszkodę. Najazd był na wprost, do jedynki, oksera sto dziesięć centymetrów miały parę fouli, więc gniada miała możliwość przyjrzenia się przeszkodzie. Noa siedziała w pełnym dosiadzie, swobodnie balansując ciałem - poniekąd ujeżdżenie było jej specjalnością. Spokojne dopchnięcie ją przed przeszkodą biodrem, podparcie łydkami i... hooop :lol2: Swobodnie przesunęła ręce w przód, razem z całym ciałem (chociaż nie wychodziła nadmiernie do przodu). Depnięcie na prawe strzemię, by klacz wiedziała, że ta noga ma być w galopie prowadzącą. Spokojnie poprowadziła ją dalej wzdłuż ogrodzenia, po paru foulach odbijając na lekki łuk w prawo, na drugą przeszkodę - stacjonatę o wysokości stu piętnastu centymetrów. Trzymała ją w dynamicznym tempie, by nie tracić niepotrzebnie czasu i by miała się z czego wybić, w końcu to nie klasa LL. Pozwoliła jej wybrać w miejsce wybicia, pilnując ją jedynie, by nie spłynęła jej przypadkiem gdzieś na boki, czy też nie zatrzymała się nagle. Półsiad, oddanie wodzy i po dwójce zamknęła ją starannie w pomocach, decydując się na dość ryzykowany skrót. Zaraz za krzakiem ostro skręciła wraz z Petit w prawo, na trójkę - stacjonatę sto dziesięć centymetrów. Wewnętrzne pomoce pilnowały tutaj wygięcia i ustawienia, a zewnętrzne ograniczały, by przypadkiem nie wypadła zadem na zewnątrz, co mogłoby doprowadzić do utraty równowagi. Mocniejsza łydka, zgrabne przejście do półsiadu i oddanie wodzy. Po lądowaniu sygnał do zmiany nogi prowadzącej na lewą i w mocnym galopie Noa poprowadziła gniadą na szereg. Najazd zrobiła po bardzo delikatnym łuku, by klacz mogła bez większych nerwów obejrzeć sobie czekające ją wyzwanie. Zaczynały okserem sto pięć centymetrów. Cały czas amazonka utrzymywała pewny, ale elastyczny kontakt z pyskiem Petit, by ta przypadkiem nie wymknęła jej się z pod kontroli. Łydka, półsiad, oddanie wodzy i półparada, by nie pozwolić jej na zdekoncentrowanie się.
Szerker - 2015-07-27, 21:52

Gniadosz cały czas był pokorny. Po prostu długie stanie w boksie (nie licząc lonży oraz karuzel, na które zabierali go litościwi stajenni) sprawiło, że prawie całkowicie wypadł z formy. Był już zmęczony, oddychał ciężko, chrapliwie, jednak nieustępliwie parł do przodu, ogarniając się już w pewnym stopniu. Pozwolił, by wróciła mu nieco determinacja i aktywnie szedł do przodu. Starannie, ale pewnie stawiał kończyny, chód był wyraźny trzytaktowy, nie próbował kiwać się na boki, ponownie całkowicie skupiony. Żywo szedł na siódmą przeszkodę i w miejscu wybicia starannie dobił się z zadnich kończyn niczym sprężyna, zaraz po tym podrywając energicznie przód, prostując tułów. Szyją od razu mocno pracował, mając pewnego rodzaju zaufanie do ręki Christiana. Ufał, że ten nie szarpie go zupełnie nagle po pysku. Pomimo długiej przerwy w dalszym ciągu był bardzo miękki w pysku i wrażliwy na łydkę, dlatego na nadmierną ostrogę reagował wybitnie nerwowo. Po siódemce galopował na lewą nogę, swobodnie dając się prowadzić jeźdźcowi, nie próbował dyktować swoich warunków. Zad cały czas miał zaangażowany w pracę, zadnie kończyny mocno wkraczały pod kłodę, przód miał "lekki", odciążony. Wszedł bez oporów w ciasny zakręt, owijając się zgrabnie wokół łydki jeźdźca i idąc mocno do przodu, by móc swobodnie pokonać ósmą przeszkodę. Ignorował już widownię, ponownie się do niej przyzwyczajając, a może będąc już po prostu zbyt zmęczony, by się nią przejmować. Zadnie kończyny gwałtownie odbiły się od ziemi, ogier wyraźnie skakał oksera "pod górkę", ze sporym zapasem, co wymagało od Christiana lekkie zabalansowania dosiadem, by nie wytrącił przypadkiem wierzchowca z równowagi. To był chyba pierwszy widowiskowy skok profesora, gdzie przody podciągnął mocno pod klatkę piersiową, niemalże dotykając brzucha. Rozciągnął m tyły, pokonując przeszkodę z zadziwiająco dużym zapasem, pracując wzorowo całym tułowiem. Po lądowaniu niemalże stęknął z pretensją, nie ten kręgosłup co kiedyś, jednak i tak odważnie ruszył do przodu. Boki pracowały u niego ciężko, nozdrza były rozszerzone, jednak uszy wyraźnie postawił do przodu, wróciła pewna energia, duch bojowy. Krok miał wyraźnie zaznaczony, łopatki w pełni swobodne, stawy pracowały elastycznie. Ostatnią przeszkodę, stacjonatę, skoczył już bez większego problemu, ekonomicznie. Zmęczony szedł tam, gdzie kierował go jeździec, opuszczając wyraźnie pysk w dół.
zt

Petit Coeur - 2015-07-27, 22:12

Ciągle zmieniający się jeźdźcy budzili w Petit niejaką konsternację, ale z drugiej strony była profesjonalistką, której niespecjalnie to przeszkadzało. Tym razem miała do czynienia z Noą, a więc z kimś znacznie bardziej dopasowanym gabarytowo aniżeli poprzedzający ją mężczyźni... których najzwyczajniej w świecie ciężko było przewieźć przez parkur czy cross, czemu mimo wszystko sprostowała.
Po rozgrzaniu się i chwili odpoczynku kłusem wkroczyła na parkur. Krążąc dookoła przeszkód, przyglądała się im nienachalnie; żadna z nich nie wzbudziła w niej większych emocji, jako że mimo dość młodego wieku była opatrzona z różnymi niespodziankami.
Zatrzymała się naprzeciw budki sędziowskiej, a po ukłonie w wykonaniu Noy, ruszyła kłusem i następnie przeszła w galop. Galopując spokojnie wzdłuż płotu, wkrótce znalazła się naprzeciw przeszkody rozpoczynającej parkur; wówczas ożywiła się, aczkolwiek pozostała pod kontrolą zawodniczki. Dosiad rzeźbiący każdą foule, raczej ujeżdżeniowy, prowokował do okrągłego, aczkolwiek dynamicznego galopu. Jazda na Petit miała to do siebie, że ściganie się na niej niosło ze sobą ryzyko; o wiele korzystniej wychodziło się na prowadzeniu ją właśnie w takim okrągłym, sprężystym galopie, z którego miała siłę do oddawania wysokich, okrągłych skoków. Już z daleka nastawiła na przeszkodę uszy, uniosła lekko łeb, rozdęła nozdrza. Uniesienie łba i przeniesienie ciężaru ciała na tył sprawiło, że uaktywniła zad i odciążyła przód, co dało jej pełną swobodę. Ostatnią foule galopu poszerzyła, zdobywając niezbędną prędkość, po czym odbiła się energicznie i wyszła śmiało w górę. Pokonując okser, rozciągnęła się w locie, nosem celując daleko do przodu; pracując grzbietem, zachowała równowagę; podciągnęła złożone równo przody i otworzyła się nieco zadem. Lot nie był do końca spłaszczony, co poskutkowało dość bliskim lądowaniem, ale to tylko dobrze o niej świadczyło; wyraźnie miała zadatki na więcej. Po przeszkodzie rozpoczęła galop na prawą nogę, dalej pozostając "przytuloną" do ogrodzenia. Zupełnie nie reagowała na otoczenie, skupiona była tylko na jeźdźcu i swoim zadaniu. Na ten moment pozwoliła sobie wyciągnąć lekko foule; po paru foule odbiła po lekkim łuku w prawo na drugą przeszkodę. Narzucone przez samą siebie dynamiczne tempo i dodatkowo podtrzymane przez Noę nie było dla Petit wyzwaniem. Odpowiednio wcześniej uniosła przód ciała, tym samym obciążając zad i w paru równych foule dopadła przeszkody, przed którą odbiła się w samodzielnie obranym miejscu. Tym razem skok również był okrągły, choć oczywiście bardziej pionowy niż nad okserem. Baskilując nad przeszkodą, nurkowała nosem w skoku, całą górną linię uwypuklając lekko ku górze. Szanując drągi, starannie składała 'podwozie', zaraz rozprostowując je do lądowania, które miękko amortyzowała w stawach pęcinowych. Tuż po tym weszła w ostry zakręt do trzeciej przeszkody, co kosztowało jej ścięgna sporo wysiłku, do czego jednak jej organizm był przystosowany. Była niezwykle zwrotna, co było zasługą jej niewielkiego wzrostu. Kładąc po sobie uszy, bez większego kłopotu zachowała równowagę i prędkość na tymże zakręcie, by po wyjściu z niego zaatakować przeszkodę. Skoczyła stacjonatę pod lekkim skosem, ale z taką finezją i gracją, że aż trudno było uwierzyć, że wykonała owy skok z takiego skomplikowanego najazdu. Była jak piłeczka pingpongowa :>. Przez te ułamki sekund dosłownie zagotowała się w sobie, ale już w trakcie lądowania zdawała się ochłonąć; z zainteresowaniem wyglądając kolejnej przeszkody, wylądowała elegancko, po paru foule zmieniając prowadzącą nogę w galopie na lewą. Wówczas momentalnie przyspieszyła, kierując się na szereg; po wyjściu z delikatnego łuku obejrzała pierwszą z przeszkód i nie wytrącając się z obranego tempa, w prostopadłej linii zmierzała ku okserowi. Odbiła się prężnie w wymierzonym miejscu i ekonomicznie pokonała przeszkodę, w trakcie lądowania koncentrując się już na drugim członie szeregu.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group