Robert - 2013-06-24, 22:59 Przyszedł wraz z Bad. Już przed stajnią wsiadł na jej grzbiecik, kierując się prosto w stronę plaży. Z daleka mogli czuć powiew nocnej bryzy, kalającej ich lica. Mrau, fajnie tak nocą wybrać się w teren nad morze :3
Kiedy znaleźli się na plaży, Robert na luźnej wodzy skierował klacz wzdłuż fal, pozwalając ciemno gniadej wejść po pęciny do wody.I So Bad - 2013-06-24, 23:06 Teren nad morze, tak, tak ja już znam ten niecny plan. Kolejny zoofil ją dopadł, to ta sama i jedna rodzinka wraz z Rilem .
Już na widzę jak Badzilnik włazi do wody , gdy tylko pierwsza fala omyła jej nadgarstki, kara odskoczyła delikatnie na bok. Mając nadzieję, że Robert jednak utrzymał się w siodle.
Dopiero po chwili zdecydowała się na wyciągnięcie nosa w dół i powąchania tej jakże pięknie śmierdzącej wodorostami i solą wody.Robert - 2013-06-24, 23:23 Oj cicho
Oczywiście, że nie spadł nosz takie szarpnięcie jeszcze by nie spowodowało gleby. Powiedzmy, że głęboko siedział w siodełku i uspokoił klacz głosem i pogłaskaniu po szyi. Pokazał jej wodę, pozwalając wyciągnąć łeb i puknął ją łydkami, działając dosiadem. Szli tak dobre kilkanaście minut stępem, aż Robert powoli zaczął zbierać wodze na kontakt. Bawił się wędzidłem, dojeżdżając Bad łydkami, aż w końcu zakłusowali. Raźne, energiczne tempo na delikatnym kontakcie. Ciam ciam, plusk wody pod kopytami i świeży, orzeźwiający po gorącym dniu wiatr <3I So Bad - 2013-06-24, 23:32 Gdy woda nie atakowała ani nie gryzła już, paskuda weszła do niej odważnie, bo przecież nic się nie stało .
Uniosła dumie łeb, by po dłuższym stępowaniu w pełnym rozluźnieniu wejść na kontakt w momencie skrócenia wodzy i aktywnej pracy dosiadu przy pomocy łydek.
W momencie, gdy szyjsko ładnie się zaokrągliło, a głowa zeszła w dół rozpoczął się kłus, energiczny, nawet bardzo bowiem podłoże było miękkie i troszku się zapadało konisko. A wyniku tego akcja kończyn kobyła była bardzo widowiskowa i żywa. Mogło nieco wybijać, te jędrne pośladki Roberta .Robert - 2013-06-24, 23:41 Dobra tam, póki co anglezował
Więc tak ładnie kłusowali. Doszły przejścia dla uelastycznienia, acz Robert nie męczył zbytnio tym klaczy. Dzisiaj mieli sobie podeptać dla rozluźnienia i relaksu po zawodach na plaży. No, taki troszkę kondycyjny terenik, dla wzmocnienia stawów Bad.
Także no, dodania i skrócenia w kłusie, z ciągłym pozostaniem w tym chodzie. Doszły jakieś slalomy, wężyki, acz tylko przez moment. W końcu i przeszli do stępa dla odsapki, nieco głębiej wchodząc w wodę ;>I So Bad - 2013-06-24, 23:49 Wszystkie przejścia zaraz świeżo po wczorajszym czworobok zostały wykonane bardzo płynnie i poprawnie. Czasem Robert musiał mocniej przytrzymać gadzinę bo się rozpędzało zwierzę za mocno.
Momentalnie reagując na łydki i dosiad, Bad wyginała się to na prawo, to na lewo uważnie skupiając się na jeźdźcu.
Podczas stępa, gdy woda ochlapała brzuch gniadej, klacz podrzuciła zadem ruszając jednocześnie galopem. Oj raczej chyba się nie zmęczyła , tym bardziej, że im bardziej chapała na nich woda, tym bardziej klacz przyspieszała . Małe rodeo drive ?Robert - 2013-06-27, 18:45 Pryt pryt jeszcze nie teraz na to czas! Przytrzymał Diablice, aby przeszła do kłusa. Jeśli to nie pomogło to skierował ją na głębszy piasek w głąb plaży, najeżdżając na koło. No, tam to musiała odpuścić Dopiero wtedy spokojnym kłusikiem wrócili na twardsze podłoże, ciesząc się ładną pogodą :3 W pewnym momencie usiadł głębiej w siodło i przejście do stępa. Dosłownie chwila odsapki i przygotowanie poprzez półparadę do galopu. Łydeczki przyłożone i hop. Na początku trzymał ją w zamknięciu, a dopiero po chwili Robercik wypchnął mocniej klacz do galopu, samemu robiąc półsiad. Oddał jej ręki i pod kontrolowanym tempem, pozwolił jej pognać do przodu wzdłuż morza >3Samanta - 2013-06-29, 18:22 Skierowała się z klaczą prosto na plażę. Pod stopami czuła ciepły piasek, który wsypywał się do jej butów. W swej dłoni mocno trzymała loże, aby koń jej się nie wyrwał, ale by było, gdyby musiała biegać za nią po całej plaży.
- Chyba, powinnam Ci dać jakąś nagrodę co?
Wolną ręką wyciągnęła kolejną z marchewek i podała ją klaczy.
- Ale chyba więcej już Ci dać nie mogę...Hekate - 2013-06-29, 18:32 Poczuwszy piasek pod kopytami, przystąpiła do żywszego stępa. Jednakże obdarowana kolejną marchewką zwolniła trochę. Po raz pierwszy od około dwóch lat widziała morze. Ten jego zapach, szum... Wszystko to wprawiło ją w kaskadę wspomnień. Stajnia nad morzem, którą zamieszkiwała na tak zwanych ,, wakacjach" , na które wysyłano niektóre konie ze stajni, gdy w przeszłych sezonach sprawowały się bardzo dobrze... Powróciła w końcu do rzeczywistości i spojrzała na szumiące fale.Samanta - 2013-06-29, 18:47 Widząc jak klaczy spodobał się widok, a przynajmniej tak jej się wydawało, dała jej zdecydowanie więcej luzu. Zawinęła sobie koniec lonży wokół nadgarstka. Najwyżej będzie wleczona po piasku, a nie po kamieniach. Twarz zwróciła w stronę morza, czując na niej morską bryzę.Hekate - 2013-06-29, 18:59 Poczuła, że lonża staje się mniej napięta, więc pozwoliła sobie na niezbyt szybki kłus, żeby nie wlec za sobą Samanty. Jakimś cudem wyminęła dziewczynę i stąpała teraz znów stępem, a jej nogi ochlapywała teraz woda. Zerknęła na Samantę... Raz po raz uderzyła mocniej nogą o taflę wody tak, że spodnie dziewczyny były teraz trochę bardziej mokre niż przed początkiem wycieczki.Samanta - 2013-06-29, 19:05 - No i co mi teraz zrobiłaś?
Zaśmiała się widząc swoje mokre spodnie.
- Zrobiłaś to specjalnie! Nie dostaniesz już marchewki.
Zadziornie pokazała jej język. Do tego mokre jeansy przykleiły się do jej skóry, co było niewygodne, ale chyba wiedziała na co się pisze, idąc z koniem właśnie na plażę. Wyciągnęła z kieszeni gumkę i związała ze sobą dredy. Nie chciało jej się ich suszyć, a wiedziała, że zaraz będą bardzo mokre.Hekate - 2013-06-29, 19:11 Pokręciła chwilę szyjką obmyślając plan zemsty za niedostanie marchewki. Spięła swoje przednie nogi i minimalnie poderwała je w powietrze, rozchlapując przy tym trochę więcej wody niż poprzednio. Gdy jej kopyta znów brodziły w słonej wodzie, ta pomiziała ją chrapkami po mokrym ramieniu, jakby próbowała przeprosić.Samanta - 2013-06-29, 19:19 Widząc jak klacz podrywa się odruchowo złapała mocniej za lonżę, siłą zmuszając się, aby nie szarpnąć za nią. Wtedy też mogłaby zrobić jej krzywdę, lub rozzłościć, a z całego serca nie chciała być taszczona za nią. Kiedy zaczęła pocierać jej ramię zaśmiała się tylko kładąc jedną dłoń na jej szyi, a jedną na jej pysku.
- No i co? Teraz to wielce skruszona panna?
Zmrużyła oczy, ale po chwili przed pyskiem klaczy znalazła się kolejna marchewka.
- Nie mogę cię tak rozpieszczać, wiesz...Hekate - 2013-06-29, 19:25 Z prędkością światła - o ile takowa istnieje - pożarła kolejną marchewkę i zarżała donośnie w przestrzeń. Słońce już dotykało morza. Gdy na chwilę zwiesiła szyję i przypadkowo dotknęła chrapami wody, poderwała ją zaraz do góry, bo napiła się trochę słonej wody, która niezbyt jej smakowała... Prychała, aż w końcu wyzbyła się słonego posmaku.