Anonymous - 2015-05-25, 10:26 Jak zawsze przed zawodami, czuła, że coś się zbliża. Przez to była podekscytowana i pełna energii, nawet po przelonżowaniu, jak odzyskała siły. Przy czyszczeniu nieco się wierciła, jednak nie było to jakoś bardzo upierdliwe, że nie można było nic zrobić. Na rozgrzewce pracowała w większym tempie, trudniej nieco było ją kontrolować. Ponad to, zaczęła już wtedy robić się spięta. Nigdy nie była na zawodach crossowych. Owszem, ćwiczyła, ale w poprzedniej stajni. W orchardzie nigdy nie była na torze do biegów przełajowych. A szkoda, może by jej wtedy poszło lepiej?
~**~
Kręciła się na linii startu, już teraz zaczynając się pocić ze strachu. Już stąd widziała te wszystkie dziwne przeszkody... Nie widziała ich nigdy wcześniej! Spojrzała z niepewnością na pierwszą z nich - podkowę. No co to było? Ale... Przynajmniej jeździec był pewny. Dodawał jej nieco odwagi swoją obecnością, jednak nie było to, co łączyło ją z ludźmi, którzy częściej na niej jeżdżą. Przeskoczyła przez to coś, utrzymując nawet dobre tempo. Nabrała nieco pewności siebie, można by nawet powiedzieć, że nieco rozluźniła spięte mięśnie. Płynnie pokonała dziwną przeszkodę podobną do kanapy... No co to było? Wzięła zapach, na wszelki wypadek, gdyby chciało ją zaatakować. Nadstawiła uszu, widząc przeszkodę numer trzy. Czy to nie coś podobnego do ludzkich chat? I ona ma przez to skakać? A co, jeśli ktoś tam mieszka, a ona im kopytem dom rozwali? Zbliżali się do przeszkody numer cztery, zrobionej z... trzech płotków. No ok, jak kto woli. Dla niej to są i tak trzy oddzielne przeszkody, które płynnie pokonała, nie biorąc już niepotrzebnego zapasu. Dość się zmęczyła, kiedy musiała się wyżej wybić przy poprzednich przeszkodach. Łuki wyjeżdżała ładnie, wpisując się odpowiednio w nie i nie wypadając z ustawienia. Zdołała się nawet rozluźnić, po skoku żuła wędziło, więc nie było już tak źle z nią. Zmierzyła wzrokiem kolejną przeszkodę. Rów. Dawno ich nie skakała, dlatego też wyraźnie się zawahała przed nim. Dzięki jednak pomocy jeźdźca, udało jej się przeskoczyć, dość niezgrabnie, jednak nic się jej nie stało. Podniosła wyżej nogi, uruchamiając siłę swojego zadu, by przeskoczyć żywopłot w kształcie auta.
Strach jednak powrócił, kiedy dobiegła do przeszkody 5c. Jeździec mógł wyczuć jej wahanie, sama wypadła z ustawienia przez to. Podniosła głowę, zwolniła tempo gwałtownie, następnie przyspieszyła, jakby jednak chciała nadrobić stracony czas. Jednak nie dostrzegła miejsca wybicia, sama niemal by wpadła na przeszkodę, gdyby gwałtownie nie zahamowała. Przez parę sekund nie czuła pomocy jeźdźca, po tym czasie zdołała ją Anna wycofać. Pokonała jednak za drugim razem szereg, a niebezpieczną przeszkodę z dość sporym zapasem, nadal będąc spięta ze strachu. Rozszerzyła chrapy, a jej całe ciało już pokrywał pot. Nie pomogło nawet polepszenie się warunków pogodowych, sprawiło to tylko, że lepiej widziała te wszystkie straszne przeszkody... Ciekawe, ile jeszcze ma ich pokonać?
Dojechała zrównoważonym tempem, uspokajając się nieco wtedy, do pułapki na słonia. Skierowała jedno ucho do jeźdźca, zagryzając wędziło i przyspieszając. Odbiła się mocno, przelatując płynnie nad przeszkodą podobną do parkurowego tripplebaru i miękko wylądowała. Nawet zaczął jej się ten cross podobać, pomimo tej strasznie wąskiej przeszkody... Nie lubiła takich. I miała nadzieję, że już na późniejszej trasie ich nie spotka. Dojechały baby do planety, którą bez problemu przeskoczyła, parę fouli i księżyc. Na spad zareagowała zdziwieniem, pokonała go bez problemów jednak. Ot, taki zdolny, młody konik. Bezproblemowo również przeskoczyła słońce, chociaż dla niej przeszkoda była jedną z dziwniejszych... Kto robi przeszkody w kształcie strasznych planet i innych ciał niebieskich? Sadysta.Diego Montana - 2015-05-25, 18:31 Faktycznie udało mu się trafić na odpowiedniego konia, mimo małego doświadczenia nawet udawało mu się jechać bez większych problemów jak na razie do przodu. Po wylądowaniu wszedł w półsiad dając klaczy możliwość swobodnego i szybkiego galopu, Skręcili w lewo na kolejną przeszkodę by skierować się prosto i potem po lekkim łuku w prawo, szereg składał się wpierw z czegoś na kształt autka już wcześniej podobną przeszkodę skakali więc nie się nie martwił po najechaniu na nią usiadł w siodło, sygnalizując skok w odpowiednim miejscu, wtedy wszedł w półsiad, oddając jej wodzę. Po skoku pokierował ja na prawo na nasyp na który mieli wskoczyć, Lekka łydka i wypchnięcie do przodu co by karuska się nie rozmyśliła przed wskoczeniem na niego, lekko ją przytrzymał do 9c by nie zaatakowała zbyt gwałtownie przeszkody co im się udało klacz ładnie do niej dojechała po sygnale odbili się od ziemi, oddał jej wodzę by zaraz wylądować. Zostali w tym nieco skróconym chodzie by miękko najechać na dziesiątkę, do której była bardzo krótka odległość od dziewiątki. Lekko popuścił klacz tuż przed samą przeszkodą, po łydce znowu weszli w fazę lotu gdzie popuścił w wodzach by klacz mogła się swobodniej wyciągnąć nad przeszkodą utrzymując się w półsiadzie. Jako że do jedenastki był krótki dystans usiadł w siodło skręcając w lewo na żywopłot który po chwili się wyłonił, nie wiedział ani nie widział co było po drugiej stronie więc zachował maksymalną ostrożność lekko ją zwalniając ale nadal utrzymując aktywne tempo. Po dodaniu łydki, wejściu w półsiad, oddaniu wodzy zauważył lekki spad w dół więc umożliwił dosiadem po prostu płynne zeskoczenie z niego jak wtedy po księżycu. Kiedy jechali już na płasko wszedł w półsiad dodając lekko w galopie by nadrobić wcześniejsze utracone sekundy. Kolejny zakręt w lewo i najazd na dwunastkę, przeszkoda była dość nie typowa więc przed nią wysyłał jej pół parady chcąc ją skupić na sobie maksymalnie, najechali na odpowiednią odległość by po sygnale wzbić się w powietrze, oddał jej wodzę by mogła swobodnie się wyciągnąć. Jako że do trzynastki był znowu prosty dystans ponownie dodał by nadgonić cenne sekundy, kolejna przeszkoda była w wodzie więc nie chcąc ryzykować upadku czy błędu przed samą przeszkodą wysłał pół paradę by do niej wjechać, skok musiał być mocny bo woda hamowała ich więc jeszcze przed nią samą poprosił klacz o lżejszy przód by skok wyszedł właśnie z zadu ale solidny, po sygnale półsiad i oddanie wodzy by ponownie wylądować w wodzie. Szybko wyskoczyli z wody kierując się na czternastkę i to był największy hardkor w jego życiu. Podprowadził klacz pod czternastkę z literą a, ponowił cały schemat skoku lecz w momencie dodania łydki noga wyślizgnęła mu się z strzemienia przecz co prawie wypadł z siodła podczas skoku udało mu się jakimś cudem w nim utrzymać łapiąc się po prawdzie czego miał i tym samym równowagę. Jadąc w wodzie szybko wsadził nogę w strzemię dziękując bogu że nie zakończył przygody w wodzie, kolejna łydka i schemat co wcześniej dojeżdżając do drugiej kłody przy której automatycznie wyskakiwali z wody. Skrócił wykrok tak by naskok na czternaście c wyszedł im dobrze i w odpowiednim miejscu oczywiście. Przeszkoda była dość chuda więc odpowiedni najazd oraz miejsce odgrywało ważną rolę, po przeskoczeniu pojechali dalej do piętnastki która również była kłodą. Na dole był rów ale nie takie przeszkody skakali więc najazd, odbicie, oddanie wodzy, półsiad i pojechanie do szestnastki. Te przeszkody były prócz swojej budowy czy położenia na tyle trudne że znajdowały się wszystkie zaraz po wyjeździe z łuku. Do kolejnej był prosty najazd więc nieco dodali zbliżając się do tripplebarre, nie sądził by były z nim jakieś problemy. Lekko skrócenie wykroku najazd i oddanie skoku, musieli uważać bo kolejna siedemnasta była zaraz kawałek dalej.Contendro Boy - 2015-05-25, 21:35 Na całe szczęście dziewiętnastolatki Contendro nie był nerwowym koniem. Choc nie należał do najspokojniejszych wierzchowców Orchardu, był w niewielkim stopniu podatny na stres, co niejednokrotnie ratowało go, a także jego jeźdźców, w nieprzyjemnych sytuacjach. Jego ambicja i talent również stanowiły ogromną zaletę, o której Mia miała się przekonac już wkrótce.
Rozgrzewka nie zmęczyła go w zbyt dużym stopniu, ale wyglądało na to, że to właśnie o to dziewiętnastolatce chodziło. Znał to miejsce, ponieważ w swojej przeszłości niejednokrotnie bywał na torach crossowych; nie panikował, spokojnie stępując po trawiastej rozprężalni i rozglądając się na boki. Pomijając pojedyncze wybryki, jakie zaserwował dziewczynie podczas rozgrzewki, był wyjątkowo grzeczny, nieco mniej skupiony. Mimo wszystko nawet bardzo krótki sygnał był w stanie przywołac go do należytego porządku. Lustrował startujące konie, ale tą miłą rozrywkę przerwała mu jego amazonka. Siwek jeszcze nie wiedział, że nadeszła jego kolej: pojął to dopiero z chwilą, gdy już w bramce dostał sygnał do galopu. Bez chwili zawahania wykonał bardzo obszerny, długi skok, a następnie puścił się aktywnym, mocnym tempem. Przez to, że jego foulee były szerokie i długie, krył bardzo dużo terenu, co stawało się ogromną zaletą w crossie.
Był żywo zainteresowany okolicą, ale jeździec szybko skupił na sobie jego uwagę, kierując go na przeszkodę. Już? Tak szybko? Zdziwiony, ale zachwycony tym pomysłem Contendro wszedł w jeszcze pewniejsze tempo, dostosowując je do wysokości przeszkody i starając się poradzic sobie z samodzielnym wyliczeniem dystansu. Na całe szczęście Mia go wyręczyła; na łydkę zareagował natychmiastowo, oddając - powiedzmy sobie szczerze - spektakularny skok przez pierwszą z przeszkód. Ta nie zrobiła na nim zbyt dużego wrażenia, ale jako środek bezpieczeństwa zostawił po sobie ekonomiczny, bo około trzydziestocentymetrowy zapas. Skorzystał z oddanej wodzy, wyciągając przed siebie szyję i siląc się na niewielki baskil. Po lądowaniu powrócił do mocnego, ale nie morderczego tempa, "szukając przeszkód", co na pewno było bardzo przyjemne w odczuciu dla amazonki. Widząc przed sobą nijaką Sofę Lamberta nieco się zawahał, by ostatecznie wykonac ostatnie trzy, bardzo mocne foulee i odbic się z daleka, zostawiając po sobie dużo większy zapas niż poprzednio. Ten typ przeszkody był dla niego nowy, ale jako koń ambitny i odważny nie miał oporów przed przeskoczeniem jej. Podobnie było w wypadku trzeciej przeszkody - w dystansie trzymał się założeń zawodniczki, nie przeszkadzając zbytecznie, by oddac taki sam skok, jak poprzednio. Mia pewnie nie spodziewała się, że 'wypuszczony' w wolnej przestrzeni narzuci takie mocne tempo: Contendro ruszył bardzo mocnym, ściganym galopem, kryjąc ogromne ilości terenu w niewielką ilośc czasu i zapewne dzięki temu nadrabiając sporo czasu. Na pierwsze wstrzymanie nie zareagował mimo mocnego kiełzna, zawodniczka pewnie już zauważyła, że potrzebował bardzo klarownych sygnałów, zwłaszcza w wypadku skracania. Postawił oba radary w stronę pierwszego płotka, przeszkody 4a, pokonując go bez problemu. Mia trafiła szczęśliwie, bo dostała w ręce konia-skoczka po licznych rozgrywkach, a zatem bardzo zwrotnego i jednocześnie szybkiego. Bez kłopotu wyrobił się na trudnym najeździe do przeszkody 4b, podobnie jak i w wypadku 4c. Wszystkie był gotowy pokonac nawet na skos: nie bał się tego typu wyzwań, a przez myśl nie przemykały mu rozmaite sposoby na ucieczkę od przeszkód. Chciał skakac. Po lądowaniu po ostatniej z przeszkód powróił na trasę, gdzie znów, o ile mu na to pozwolono, {co jednak wątpliwie, gdyż czekał ich szereg} nabrał nieco prędkości. Nie czuł jeszcze jakiegoś niesamowitego zmęczenia, ale w okolicach każdej partii ciała, gdzie sprzęt stykał się ze skórą pojawił się pot, a z pyska zaczęła się toczyc niewielka ilośc piany. Widząc przed sobą Dolinę Odkryc nieco zwolnił, wahając się przez kilka milisekund, by za chwilę oddac płaski, okrągły skok przez rów, a następnie przez hydrę, którą w minimalnym stopniu przeczesał. Nakręcił się na kolejną przeszkodę, wypadając z wcześniejszego założenia odnośnie tempa i gubiąc nogi w dystansie - nie do końca wiedział, co ma zrobic, ale chciał skakac. Już! Teraz! Wolta znacząco go wyhamowała, na co Boy zareagował gwałtownym stuleniem uszu i zadarciem łba - nagła figura nie należała do najbardziej przemyślanych decyzji, ale mogła uratowac go przed lekkim obiciem sobie pyska. Ostatecznie oddał skok, a jego uszy znów skierowały się w stronę otwartej przestrzeni, która leżała przed nimi. Czując swobodę i niemal zachęcony do dodania, znów ruszył dosyc niekontrolowanym, mocnym galopem, ciesząc się tym dzikim pędem. Zakładając, że przed Pułapką Słonia Mia porządnie przytrzymała ogiera, oddał książkowy skok, właściwie w ogóle nie zwracając uwagi na wygląd przeszkody - kojarzyła mu się ona raczej z parkurowymi, wymyślnymi triplami niźli czymś strasznym. Gdyby nie rów pod spodem i fakt, iż była przeszkodą stałą, bez kłopotu mogłaby się znaleźc na parkurze. Kolory i całokształt przeszkód, które miał w tej sekundzie przed sobą nieco go zdziwiły, ale chęc do ruchu wzięła górę i Boy odbił się z impetem od zadnich kończyn, zostawiając spektakularny zapas i ochoczo kierując się w stronę drugiego członu szeregu. Nie spodziewał się spadku po 7b, ale półparada ze strony amazonki dała mu wyraźnie do zrozumienia, że po drugiej stronie coś na niego czeka. Po skoku wylądował na proste nogi, niemal zsuwając się z podwyższenia, aby następnie ponowic galop, pewnie pokonac nierównośc w gruncie i oddac wspaniały, doskonały pod kątem technicznym skok przed słońce, przed którym nie zawahał się ani na moment. Na lądowaniu wysunął szyję przed siebie, by znów wejśc w swoje "własne" crossowe tempo - oczywiście o tyle, o ile Mia mu na to pozwoliła.Mia - 2015-05-26, 22:19 ....Nagrodziła Windsora za skok oraz za to, że przede wszystkim się go nie bał. Będąc ciągle w galopie, którego prędkość mógł dostosować wałach, zakręciła na następną przeszkodę, a raczej szereg. Przed pierwszą hyrdą przytrzymała nieco siwka, żeby nie musiał dotykać żywopłotu. Przy skoku tradycyjnie pochyliła się nad nim, oddając stosowną ilość wodzy. Po wylądowaniu skręciła w prawo i naskoczyła na nasyp, zaraz też prowadząc na środek wąskiego frontu. Ku jej uciesze przeskoczyli idealnie między chorągiewkami, lecz już chwilę potem czekał okser, którego specjalnie się nie obawiała. Jak na zawodach skokowych dała łydkę do wybicia i zgrała z nim w ruchu, nie przeszkadzając w oddaniu skoku. Nie stanowiło to im większych problemów, lecz znowu kilka metrów dalej była kolejna przeszkoda. Nie była specjalnie wysoka, jednak nieco przytrzymała Winda, żeby spokojnie zostawić sobie zapas między drewnianym drągiem.
....Mieli teraz najdłuższy odcinek w galopie, podczas którego poprosiła o dodanie. Dopiero na ostrzejszym zakręcie przypomniała piętnastolatkowi, żeby nie pędzić tak, bo niedaleko musiał oddać kolejny skok. Trudność polegała zapewne na tym, że skok musiał być jednocześnie wysoki, jak i daleki, więc kolejny raz przytrzymała nieco belgijczyka, żeby oddać skok tuż przy krawędzi rowu. Utrzymując typowe crossowe tempo galopiady pruła na hyrdę w wodzie. I biała sierść konia poszła się walić! W tej samej prędkości wjechała do wody, dopiero w niej wymagając mniej wysiłku, bowiem wiedziała, że chód w cieczy jest trudniejszy, ale zarazem i chłodził nogi konia. Pomogła mu w mocnym odbiciu, a przy lądowaniu tradycyjnie nie mogła się nie ochlapać. Wyskoczyli z wody, wracając na trawę. Rozumiejąc, że przez ochłodzenie się wodą koń odzyskał chociaż trochę sił, utrzymała szybkie tempo, bo już po chwili czekała ich ponownie woda, a raczej szereg z nią związany. Przed kłodą posłała łydkę, chociaż siwy nie musiał odbijać się specjalnie mocno. Ale po drugiej stronie czekała go niespodzianka, którą pewnie i tak wcześniej przyuważył. Przebiegli przez rów i już wskoczyli na brzeg, kontynuując przejazd. Któryś z kolei wąski front znowu nie sprawił im problemu, para idealnie wpisała się między dwie flagi, czerwoną mając po swojej prawej. Jednak zamiast jechać dalej przed siebie była zmuszona skręcić w drugą stronę, na piętnastkę.
....Dość masywna konstrukcja wzbudziła w dziewiętnastolatce obawę, że koń znowu się jej przestraszy, ale ku jej uciesze odważnie oddał skok i przefrunął nad kłodą. Wyjechawszy z tego ronda nagrodziła go, klepiąc po mokrej szyi, korzystając z tego, że następna przeszkoda była nieco dalej. Spojrzała na zegarek, aby skontrolować czas, a ku jej uciesze byli już za połową toru. Uśmiechnęła się i zaraz przygotowała podopiecznego na tripplebarre poprzez półparadę. Wracamy na ziemię, jeszcze trzeba się trochę pomęczyć! Tripple wyglądał dość zwyczajnie, więc bez zwątpień nieco przytrzymała galop, żeby przypadkiem nie dotnąć jednego z drągów i zrobić parze krzywdy - o to ona była odpowiedzialna. Postępując jak przy każdej innej przeszkodzie, wsparła wałacha łydką do odbicia, zaraz też pogłębiając półsiad i oddając mu wodze. Mistrz Gry - 2015-05-27, 23:19
98; Najlepszy jeździec; jeździec wyróżnia się niebywałą szybkością działania, reakcją. W niebywały sposób komunikuje się ze zwierzęciem, prowadząc go gładko i w miły dla oka sposób. Zwierze dzięki pomocy spisuje się znakomicie.
Opis
Kolejna część waszego przejazdu przebiegła bezproblemowo. Nie przeszkodziły wam ani marne warunki pogodowe, ani publika, ani też nietypowy wygląd przeszkód - Contendro szedł jak burza.
/jedno losowanie, bo wynik drugiego był identyczny.
UWAGA:
Od tego momentu proszę o nie edytowanie swoich kolejnych postów!
18; Pomylenie trasy; zawodnik nie jedzie zgodnie z trasą wyznaczoną na planie crossu.
Opis
Zawodniczka pomyliła kolejność przeszkód - z jakiegoś powodu pominęła przeszkody 14 i 15, kontynuując trasę do przeszkody szesnastej, po której było już za późno na naprawę błędu. Niestety ta pomyłka kosztowała parę eliminację.
UWAGA:
Od tego momentu proszę o nie edytowanie swoich kolejnych postów!
Angel's Wings - 2015-05-29, 15:48 Angel obudził się tego ranka dość wcześnie, wyspany i pełen energii, która miała mu się dziś szczególnie przydać. Swoim zwyczajem po posiłku zaczął się przygadać co dzieje się na korytarzu, gdy dostrzegł na nim burzę kolorowych włosów. Ochoczo ale spokojnie siwek pozwolił się wyprowadzić na myjkę oporządzić i osiodłać, następnie Caroline przeprowadziła krótką rozgrzewkę, która miała przygotować ogiera przed zawodami, ale nie przemęczać go. Pozostało im tylko czekać na swoją kolej.
PRZEJAZD
Kobieta pokierowała oldenburga ku bramkom, Dwunastolatek nieco się niecierpliwił, jednak jak zwykle pozostał spokojny i skoncentrowany, jak przystało na sportowca skupiony na zadaniu. Gdy w końcu otrzymali sygnał do startu kolorowowlosa poprosiła skoczka od razu o galop, w półsiadzie, zostając z nim na kontakcie. Wings więc ruszył dynamicznym, szybkim galopem, Utrudnieniem było to, że podłoże już było błotniste i śliskie, więc o potknięcie się nie było trudno, chociaż siwek starał się tego unikać niestety ślizgał się po podłożu. Jedynka była niedaleko - podkowa, która nie była trudną przeszkodą, jednak śliskie podłoże utrudniało sprawę, Dojeżdżając do podkowy dostał sygnał do wybicia, na który będąc zaangażowanym zaraz zareagował, wybijając się układając do skoku i wyciągając kończyny, w końcu wylądował po drugiej stronie podkowy. Ruszyli na przeszkodę numer 2, skręcili lekko na lewo, po czym dwudziestopięciolatka nakierowała ogiera prostopadle na sofę, którą pokonali w podobny sposób: powrót kobiety w siodło, dodanie łydki, półsiad, wybicie, oddanie wodzy, złożenie się do skoku i zgranie w nim z jeźdźcem, lądowanie i nakierowanie na następną przeszkodę. Przed trójką: chińskim domkiem przyśpieszyli trochę, próbując unikać wszelkich nierówności. Oldenburgowi nadal zdarzało się ślizgać na błotnistej ziemi, lecz nie zakłócało to sposobu pokonywania przez nich przeszkód. Gdy zbliżyli się do przeszkody Caroline nakierowała go prostopadle na domek i w podobny sposób co wcześniej na czysto i bez większych problemów pokonali przeszkodę.
Pogoda jednak najwyraźniej im nie sprzyjała, bo po pokonaniu trójki rozpadało się, więc podłoże wcześniej błotniste i śliskie, zrobiło się jeszcze bardziej błotniste i śliskie. W związku z pogorszeniem się warunków atmosferycznych nieco zwolnili. Angel cały czas starał się pozostać skupiony i był zaangażowany w ich pracę, jak zwykle starał się dać z siebie wszystko i pokazać z jak najlepszej strony, współpracował z jeźdźcem i był czujny, dobrze reagował na pomoce. Póki co ich największym przeciwnikiem była pogoda. Dojechali do trzech mniejszych przeszkód, gdzie kobieta nakierowała oldenburga na pierwszą z nich, spokojniejszym tempem. Caroline precyzyjnie nakierowała Anioła na pierwszą z przeszkód, co miało duże znaczenie, bo przeszkoda była wąska. Tak jak poprzednio po otrzymaniu sygnału wybił się energicznie, przeskakując nad przeszkodą i zgrywając się w skoku z amazonką. Po lądowaniu najechali po obszerniejszym łuku, żeby uniknąć poślizgu na drugi płotek z szeregu. Pokonali kolejne dwie przeszkody w szeregu w podobny sposób i ruszyli ku kolejnym.
Ruszyli po prostej ku piątce, która była niedaleko, ogier cały czas zaangażowany i skupiony, mimo, że ślizgał się nieco na błotnistym podłożu. Pierwszy był rów oznaczony jako 5a. Skok poprzedziła półparada od Caroline, która dodatkowo pobudziła oldenburga do skupienia na swoim jeźdźcu, łydka do wybicia i pokonali rów, dalej wspinając się po wzniesieniu Po wspięciu się na górkę znowu otrzymał sygnały do skoku, na które błyskawicznie zareagował odbijając się od ziemi i "przelatując" nad przeszkodą, lekki najazd na c, Caroline zamknęła siwka w pomocach i pokonali na czysto przeszkody. Ruszyli dalej. Pogoda raczej im nie sprzyjała, na błotnistym podłożu łatwo było się potknąć i poślizgnąć, dlatego kobieta zwolniła im tempo, jednak do tej pory udawało im się na czysto pokonać przeszkody, a potknięcia na podłożu, chociaż dekoncentrowały, nie zakłócały w dużym stopniu ich przejazdu. Stosownie do sygnałów od kobiety Angel's Wings skierował się ku przeszkodzie oznaczonej jako szósta. Cały czas zaangażowany i czujny. Przed przeszkodą numer 6 Caroline lekko go skróciła, przez co zwolnili przed przeszkodą. Półparada wzmożyła jego koncentrację, po wypuszczeniu na przeszkodę i dodaniu łydki do wybicia, Angel wybił się z podłoża, ładnie układając w skoku i oddając w efekcie dłuższy, niż wyższy skok. Udało im się pokonać na czysto i tę przeszkodę. Siwek parsknął zadowolony i od razu zareagował na pomoce od kobiety, kierując się ku kolejnej przeszkodzie w ustalonym, aktywnym tempie. Zbliżyli się do kolejnego szeregu, przeszkody przypominającej Saturn oznaczonej jako a i przeszkody oznaczonej jako b, przypominającej sierpowaty Księżyc. Pojechali po lekkim łuku, potem najazd prostopadle na 7a, odbicie po otrzymaniu sygnału, podciągnięcie przednich kończyn i wyciągnięcie tylnych, zgranie się z jeżdżcem w skoku i dość miękkie lądowanie, po czym najazd na 7b, gdzie wszystko odbyło się podobnie, ponownie pokonanie na czysto przeszkody. Zaraz zwolnili do kłusa i zjechali, a właściwie zeskoczyli ze wzniesienia, przyśpieszyli znowu do galopu, najazd po lekkiej górce, gdzie znowu dostał łydkę do wybicia, odbił się energicznie precyzyjnie przeskakują i przez tą przeszkodę.Fleau de Baian - 2015-05-29, 20:40 Cross nie był dla niej nowy, więc i nie odczuwała spięcia, spokojnie stępując po przydzielonej do rozgrzewki łące. Rozluźniona, mieliła w pysku wędzidło, dopiero po wyczytaniu nazwiska weszła do bramki startowej, wcześniej podnosząc łeb, czując zebraną lekko wodzę. Zaraz po dzwonku ruszyła galopem, przystosowując jego tempo do tego crossowego. Pełna energii biegła na tyle szybko, na ile pozwalała jej dziewczyna. Nie znała jej, co było równoznaczne z tym, że cienka nić zaufania, jaka została zawarta podczas tej krótkiej chwili razem, mogła bardzo łatwo się zerwać. Pomimo tego odczucia całkowicie słuchała Taylor, wyuczona, że człowiek doświadczony nigdy nie zrobi jej krzywdy.
Kształtu przeszkód się nie obawiała, nawet wymyślna podkowa nie wzbudzała w niej strachu. Odważnie odbiła się, a choć pomimo, że płasko i przeczesała nogami żywopłot, to wylądowanie miała wręcz idealne. Podczas skoku jak na jej dyscyplinę przystało, pięknie zabaskilowała, znacznie obniżając szyję. Powrót na ziemię nie przeszkodził jej w kontynuowania wręcz agresywnego bicia kopytami o ziemię. Brak treningów odbijał się teraz na zbyt dużych pokładach energii, a ku niezadowoleniu klacz zaczęło padać, a hanowerka ślizgała się na mokrej nawierzchni. Nawet podkowy nie pomagały, więc dwudziestolatka zwolniła karą. Przed drugą przeszkodą wycofała się nieco, żeby odbić się mocniej nad stałą przeszkodą. Zaokrągliła grzbiet, składając zgrabnie przody. Chcąc przyspieszyć za Sofą niestety napotkała niespodziankę, bo Tay jej na to nie pozwoliła. Dziewięciolatka położyła na chwilę uszy po sobie, lekko zdezorientowana, ale zaraz spowrotem skierowała je w kierunku jazdy.
Na dłuższym dystansie prawie niezauważalnie wydłużyła krok, żeby jakimś sposobem nadrobić stracony czas. Trzymała się prostej linii, aby po otrzymaniu łydki odbić się z zadu, zostawiając sporo zapasu. Tak jak poprzednio zabaskilowała, wpatrując się gdzieś daleko przed siebie. Wylądowała na tyle miękko, żeby dziewczyna odczuła to tylko w stopach. Parsknęła, kontynuując galop. Zostało mi trochę metrów bez przeszkód, podczas których ponownie wydłużyła krok, minimalnie skracając go dopiero, gdy Taylor zaczęła ją przygotowywać do płotków. Wtedy też zwinnie slalomowała między przeszkodami, które równie zwinnie przeskakiwała zostawiając sobie zapas - przezorny zawsze ubezpieczony, prawda? Przeskoczywszy wszystkie trzy człony szeregu, nie straciła zainteresowania jazdą, bo za chwilę był kolejny szereg, Dolina Odkryć.
Rów nie zrobił na niej wrażenie, płaski, ale daleki skok był jak pestka dla profesorki. Parskając co chwila wspięła się na wzniesienie, żeby u góry oddać mocny skok z zadu, chociaż i tak nieznacznie przeczesała nogami hyrdę. Przy skoku wyciągnęła mocno szyję, korzystając z tyle wodzy, na ile tylko mogła. Prosta linia prowadząca idealnie na środek wąskiego frontu zdecydowanie pomogła karej, żeby zmieścić się między chorągiewkami. Do szóstki zostało im sporo miejsca, podczas którego znowu hanowerka starała się jakoś nadrobić czas nie tracąc przy tym zdrowia ani życia. Tak jak każda poprzednia przeszkoda i pułapka na słonia nie wzbudziła w niej większych wątpliwości, a wręcz była chętna, żeby przeskoczyć do tripplebarrowe coś. Przed samą pułapką lekko się wycofała, żeby mieć możliwość oddać mocny skok nad stałą przeszkodą. Składając się nad nią w fazie lotu, na chwilę nakierowała uszy na jeźdźca jakby wyczekując jakiejś nagrody za tak piękny skok. Oczywiście nie zamierzała strajkować, ale takie pochwały bardzo jej pochlebiały i motywowały.
Parę foule dalej stał szereg, który miał prawo wzbudzić największe wątpliwości w klaczy - łącznie z kolejną, o której jeszcze nie wiedziała. Saturn pomimo najbardziej rażących kolorów nie przestraszył Deadii, która odbiwszy się mocno tyłami przefrunęła nad najwyższym punktem przeszkody. Dopiero ostre krańce księżyca nieco ją ruszyły, przez co oddała skok trochę niepewny. Uskok za nim całkowicie wybił ją z tropu, położyła uszy po potylicy, ślizgając się na mokrej trawie. Na dodatek chwilę wcześniej para zgubiła strzemiona, co całkowicie zaburzyło zgranie człowieka z koniem. Nie chcąc spaść postanowiła zeskoczyć ze skarpy, zaburzając przy tym równowagę dwudziestolatki, przez to tamta nie zdążyła zareagować i kara wręcz wolna niewątpliwie przestraszyła się ósmej przeszkody, gwałtownie zatrzymując się przed kontrukcją i ryjąc kopytami ziemię. Przez to też nieprzygotowana zawodniczka wyleciała nad szyją vel Dumy, na co kara się jeszcze bardziej zlękła. Nie czując już na sobie ciężaru człowieka uskoczyła w bok, wcześniej zwalniając do kłusa, w którym arabiąc się krążyła wokół zgromadzonych ratowników przy jeźdźcu. Nie przestraszyła się, gdy Taylor ją złapała, wręcz sama do niej podeszła, chociaż bicie jej serca nadal było zdecydowanie zbyt szybkie, nawet jak na taką odległość przebytą w galopie. Jednym okiem łypiąc na nieszczęśliwą przeszkodę, przeszła w ręce stajennego, który rozstępował ją w ręku. Miała nadzieję, że był to jej ukochany Seth, niestety mała takiego pecha, że był to jakiś inny facet.
Rozsiodłana, wyczyszczony została odstawiona do boksu, gdzie przywitała Dirty, a zmęczona niedługo się nim nacieszyła, bo na stojąco zasnęła. /ztWindsor - 2015-05-29, 20:58 Nie rozpędzał się za bardzo w galopie. Utrzymując jego jednakowe, aczkolwiek mocne tempo, nie musiał się za specjalnie ścigać z czasem. Taka stabilność niejako mu gwarantowała powodzenie.
Skręciwszy na szereg, postawił nań uszy, naraz przyglądając się uważnie przeszkodom. Nie widząc w nich niczego strasznego, nie zmieniając swojego tempa podszedł pod samą przeszkodę. Fakt, że przedtem został nieco przytrzymany sprawił, że bardziej zaokrąglił galop, w czego rezultacie oddał bardziej pionowy skok przed przeszkodą. Ponownie jedynie kopytami przeczesał hyrdę, wciąż nie czując się zbytnio przekonanym do którejkolwiek z przeszkód. Po skoku skręcił w prawo, skąd zaraz wskoczył na nasyp z cichym ni to stęknięciem, ni parsknięciem. Kolejną przeszkodą był wąski front, na którym wałach tak jak przy poprzednich podejściach, nie próbował wyłamywać. Wpływało na to wiele czynników, przede wszystkim doskonałe wyszkolenie oraz dopilnowanie przez Mię wszystkich szczegółów. Tak czy inaczej we wskazanym miejscu odbił się od ziemi, celując idealnie w środek przeszkody. Złożywszy się, bez trudu pokonał front i po wylądowaniu pogalopował ku kolejnej przeszkodzie, stojącej w niewielkim oddaleniu. Okser nie budził w nim nic innego niż respekt, co jednak nie równało się lękowi. Po prostu przeskoczył bez zawahania, niemniej odbijając się silniej niż czynił to chociażby na parkurze. Z respektu do grubych beli, ot co. Wylądował daleko, szybko odzyskując równowagę i zaraz musiał stawić czoła kolejnej przeszkodzie. Jedenastka wzbudziła w nim pewne wątpliwości, jako że nie dostrzegał tego, co leżało po drugiej stronie przeszkody. Mimo to pogalopował dalej, nie świrując; parskając nieco nerwowo, zbliżył się do przeszkody i w pewnym momencie skoczył, bezpiecznie pokonując przeszkodę. Od razu po niej wszedł w mocny galop, wyraźnie wydłużając sylwetkę oraz krok. Kolejna przeszkoda rzeczywiście była trudna, bo swoją konstrukcją nie zachęcała do zbliżenia się. Toteż idąc na nią, co prawda zaokrąglił galop, który stał się wręcz "skaczący". Wyrywał do owej przeszkody, ale ostatecznie odbił się dopiero tam, gdzie zostało mu to umożliwione, uwalniając całą energię. Wyraźnie się składając, pracując grzbietem oraz szyją, pokonał i tę przeszkodę, będąc już niemalże w połowie tejże zabawy. Zamortyzował lądowanie na stawach pęcinowych, zaraz odpychając się mocno zadem i wchodząc ponownie w szybki galop. Wbiegł w nim do wody, obficie ją rozbryzgując i chcąc nie chcąc nieznacznie zwalniając. Chętnie pokonał kolejną przeszkodę, bez większego wysiłku, pomimo tego iż musiał wybić się z wody. W paru susach wyskoczył z wody, ociekając nią, co może rzeczywiście odrobinę schłodziło jego gorące, spocone ciało. Długo nie zostali na lądzie, bo po pokonaniu dystansu czekał ich kolejny zbiornik, w którym ustawione były trzy przeszkody. Nie zmieniając swojego tempa, przeskoczył kłodę bez wahania, utrzymując minimalny zapas. Nie przeszkodziło mu lądowanie w wodzie; ani nie stracił równowagi, ani nie zrobił niczego głupiego, galopując dalej przed siebie przy jednoczesnym rozchlapywaniu wody. Strzeliwszy z ogona, wskoczył z powrotem na ląd i ruszył ku kolejnemu wąskiemu frontowi. Przyzwyczaił się już do tego typu przeszkód, toteż nie sprawiając kłopotów, przeskoczył przeszkodę, nie kombinując przedtem. Następnie skręcił na piętnastą przeszkodę, która wbrew obawom Mii, nie wzbudziła w nim aż takich podejrzeń, aby miał się zawahać. Nie wytrącając się z tempa, w wymierzonym miejscu odbił się mocno od ziemi, oddając daleki i zarazem dostatecznie wysoki skok, aby pokonać całą przeszkodę łącznie z rowem. W odpowiedzi na klepanie po szyi wyciągnął nieco głowę ku dołowi, naraz cicho parskając, by zaraz skupić się dalszej jeździe. Na widok tripplebarre'a uniósł głowę, jednocześnie współgrając z pomocami Mii i przenosząc ciężar ciała na zad. Pchając się nim nieco mocniej, we wskazanym miejscu bez zawahania oddał kolejny, mocny skok, w którego trakcie rozciągnął się, starannie składając nogi. Skakał już czysto ekonomicznie, oszczędzając siły, który się zmniejszały z każdą chwilą. Mimo to adrenalina robiła swoje.Mistrz Gry - 2015-05-29, 21:09
137; Utrata równowagi; na wskutek niefortunnego skoku koń i/lub jeździec tracą równowagę.
Opis
Podczas pokonywania przeszkody numer 19a, koń stracił równowagę już przy wybiciu. Parabola lotu została mocno zakłócona, przez co siwek wręcz niebezpiecznie się przechylił, ostatecznie jednak ratując sytuację. Pomimo ciężkiego lądowania, które niemalże skończyło się upadkiem na nadgarstki i wyrzuceniem jeźdźca z siodła (Mia nieco poleciała na szyję), para zdołała się odratować i kontynuować przejazd.
120; Lwie serce; koń idzie wyjątkowo odważnie na kolejne przeszkody, nie waha się ani razu, pokonuje trudności bez najmniejszych problemów odznaczając się wysoką klasą.
Opis
Pomimo chwilowego momentu grozy, koń pozostawał odważny i kolejne przeszkody pokonywał równie chętnie i poprawnie, co przedtem.
UWAGA:
Od tego momentu proszę o nie edytowanie swoich kolejnych postów!
Saver - 2015-05-30, 19:33 Był mało znanym koniem ale już startował w nie jednych zawodach więc nie było aż tak źle. Nie opierał się przy poznaniu, przygotowaniu, rozprężenie oraz wyprowadzeniu na tor. Dawno co prawda nie jechał crossu ale nie przejmował się tym, po usłyszeniu sygnału ruszyli do bramki gdzie stał czekając na sygnał, mieląc wędzidło w pysku. Karus oczywiście postara się przejechać na czysto i słuchać kobiety no ale jakby nie od niego to zależy, stał spokojnie nie ekscytując się tylko cierpliwie czekając. Drugiego hanowera i drugiego karego, wjechał do bramki startowej zatrzymując się równo przed linią startową, po sygnale dzwonka oraz pomocach kobiety od razu puścił się galopem przed siebie. Ogier raczej był przyjemnym koniem do jazdy ale potrzebował klarownych sygnałów i mocnej ręki, skoro wyznaczyła zasady już na początku nie mieli problemów w pracy dalszej. W końcu zauważył pierwszą z przeszkód, uszy które wcześniej były lekko skierowane na kobietę odchyliły się do przodu, Energicznie i zarazem mocno jechał do przodu najeżdżając na ową podkowę, nie miał problemu z wybiciem się w takim tempie więc od razu po sygnale podniósł przodu odbijając się z zadu by wyciągnąć nad się nad krzakiem i przelecieć zaraz lądując po drugiej stronie. Dojeżdżają co dwójki zachował się podobnie nie miał problemów z nie typowymi przeszkodami, najazd, odbicie, złożenie, wyciągnięcie, lądowanie. Skoro do trójki był daleki dystans a poczuł nie jaką swobodę ze strony amazonki wyciągnął krok przyspieszając. Został nieco zwolniony przed chińskim domkiem co korzystnie wpłynęło na najazd, miękko się odbił, złożył, wyciągnął by zaraz wylądować. Kiedy do czwórki znowu było więcej odległości ogier ponownie za przyzwoleniem przyspieszył, jednak uważał jak stawiał nogi ze względu na śliskie i zdradliwe podłoże. Dojeżdżając do czwórki furknął tylko nie miał problemów z tego typu przeszkodami ale lekko się zdziwił a może zdenerwował i szastnął ogonem o swoje stawy skokowe. Każdy z członów szeregu pokonał w podobny sposób odbicie, złożenie, wyciągnięcie lądowanie przy czym kobieta zdecydowała się na ciasne zakręty w najeździe przez co maksymalnie się skupił by nie rozjechać się. Kolejno spokojnie pogalopowali w kierunku piątki, w przeskoku rowu nie miał problemu ale poczuł bolesny skurcz w szyi przez co prychnął lekko wyciągając pysk do przodu przez co mógł pociągnąć za wodzę ale nie przesadnie. Udało mu się jakimś cudem wjechać po górce i przeskoczyć autko ale skok nie był idealny ogier przeczesał przeszkodę kopytami no i stracili cenne sekundy. Ostatni człon szeregu też udało im się pokonać w miarę płynnie i bez większych problemów, karosz wrócił też do poprzedniego ustawienia. Skurcz na szczęście minął, lekkie przyspieszenie przed pułapką by mocno zaatakować przeszkodę gdyż skok miał być długi. Bez trudu wszedł z fazę lotu lądując zaraz po drugiej stronie, dość mocno spadł na przody ale skok ogólnie był dość ładny. Kolejno najazd na kolejny z rzędu szereg, wyjeżdżając na prostą do planety którą przeskoczył bez trudu, zwolnili przed kolejnym członem szeregu ale ogier nie miał problemów z przeskoczeniem księżyca, nie wykazywał też lęku spadem w dół który był zaraz dalej. Słoneczko faktycznie jak ktoś nie był doświadczony mogło budzić strach ale ogier równo szedł do przodu najeżdżając na nie odpowiednio by zaraz przeskoczyć je.Mistrz Gry - 2015-05-30, 19:59
29; Jeździec odczuwa bolesny skurcz w nogach, rękach lub plecach, który dekoncentruje go lub upośledza mechanikę ruchową.
Opis
Tym razem to Taylor chwycił skurcz na wysokości przeszkody dziesiątej. Odczuwała silny ból w boku, który odbierał pełną sprawność ruchów i nakłonił do spokojniejszej jazdy - przynajmniej do momentu ustąpienia bólu, co na szczęście nie trwało długo. Mimo to czas uległ pogorszeniu.
80; Koń potyka się przez bruzdy/kamienie/muldy itd (nie wywraca) lub ślizga się; Koń zahacza kopytami raz /kilkukrotnie o nierówności na parkurze, przez co wypada z rytmu/ustawienia, dekoncentruje siebie jak i jeźdźca.
Opis
Koń mocno ślizgał się na podłożu, szczególnie na zakrętach oraz w momentach odbijania się, co wreszcie zmusiło zawodniczkę do zwolnienia galopu, aby uniknąć wywrócenia się. To niestety pogorszyło wasz czas.
UWAGA:
Od tego momentu proszę o nie edytowanie swoich kolejnych postów! [/list]Mia - 2015-06-01, 20:27 ....Wróciwszy na ziemię kontynuowała galop na następną przeszkodę. Skręciła w lewo, zostając w półsiadzie, który umożliwiał Contendro rozpędzenie się w swoim crossowym tempie. Zaraz, zaraz... Czyżby pierwsza ćwiartka była za nimi? I oprócz poprzedniej wolty szło im całkiem nieźle? To się okaże niedługo, teraz dziewczyna musiała ponownie skupić się na jeździe, bo za chwilę czekał ich kolejny szereg. Pomogła ogierowi przeskoczyć pierwszą hyrdę, pozwalając mu przeczesać nogami żywopłot. A niech tylko rozwali te rastamańską taśmę izolacyjną, z którą się tak dziewczę namęczyło!
....Przy członie 9b starała się odciążyć zad konia jak tylko mogła, żeby mógł wskoczyć na nasyp. Nie pozwalała mu się jednak zbytnio rozpędzać, żeby wylądować za wąskim froncie, nie w. Idealnie zmieścili się między dwiema chorągiewkami, czerwoną mając po swojej prawej. Zgrała się z nim w oddawaniu skoku, oddając odpowiednią długość wodzy, ale nie tracąc na nich kontaktu. Po wylądowaniu nie pozwoliła im na rozkojarzenie się, bo parę foule dalej był okser. Tuż przed nim postąpiła jak w normalnych skokach, czyli wydłużyła ostatni krok konia, żeby oddać dalszy skok. Poprosiła o wybicie, dalej postępując tak jak poprzednio - półsiad + podążanie ręką za pyskiem siwka. Wszystko pięknie i świetnie, ale dziewiętnastolatka nie miała jeszcze kiedy nagrodzić za trudy ogiera.
....Przygotowała go do kolejnego skoku, którego gdzieś w głębi duszy się obawiała, chociaż broń boże nie okazywała po sobie. Ufając instynktowi, że organizatorzy chcieli utrudnić jeszcze bardziej przejazd i z tyłu jest jakiś spad, przygotowała się bardziej na to, niż skok, który przez to wyszedł też trochę płasko. Niemniej nie przeszkodziła mu w oddaniu skoku, oddając dużo wodzy, samą jednak od razu skupiając się na pozostaniu w równowadze. Przeniosła swój ciężar do tyłu, tak jak poprzednio w przerwie między przeszkodą siódmą, a ósmą. Bezpiecznie zjechali z przeszkody, dopiero wtedy pozwalając sobie na rozwinięciu prędkości. Nie zjeżdżając z trasy "wycieczki" skręcili w lewo, a będąc na prostej do przeszkody przypomniała o sobie holsztynowi, podsyłając mu subtelną półparadę. Przeszkoda ta była na tyle trudna, że wymagała dość dalekiego skoku przez swój nietypowy kształt. Pomimo tego dziewczyna nie bała się tego, ale odważnie poprosiła o odbicie, wcześniej lekko przytrzymując konia przed skokiem, w którym też ładnie się zgrała z siwkiem, pochylając się na nim, żeby wspomóc w ich locie. Wylądowawszy kontynuowała „szaleńczy” galop, także w czasie biegu kilkukrotnie poklepała konia po łopatce. Dała mu też nieco dłuższą wodzę, ale na tyle, żeby nie stracić kontroli. Przy trzynastce pozwoliła CB gładko wbiec do wody, w której lekko go zwolniła, żeby nie stracić całej energii na biegu w wodzie, która naturalnie przeszkadzała w tym. Odmierzywszy odpowiednią odległość łydką poprosiła o skok nad wąskim frontem, który nie stanowił już takich problemów jak wcześniej. Naturalnie z wylądowaniem się ochlapała, ale na szczęście galopiady w wodzie nie były specjalnie długie. Wchodząc ponownie na ląd, skręciła lekko na prawo, żeby zrobić coś na wzór koła z kilkoma kolejnymi punktami przejazdu. Wpatrując się w chyba setny szereg, prawidłowo przygotowała siwka do niego, żeby nie wyłamał przed leżącą kłodą, która była niska, więc i zwyczajnie Contendro nie musiał się odbijać mocno. Znowu wylądowali w wodzie, która mogła też nieco orzeźwić spoconego konia. Zaraz połowa, więc musiał jeszcze trochę wytrzymać, chociaż i tak Mia dobrze pamiętała, że będzie jeszcze kilka takich mokrych przeszkód.
....W wodzie poprosiła o kolejny skok, żeby wrócić na tor i przeskoczyć nad tysięcznym wąskim frontem. Zarówno ten szereg jak i wszystko poprzednie wyszło im wręcz idealnie, jedynie stracili 20 punktów na uprzedniej wolcie. Ale to chyba i tak dobrze, że są prawie w połowie? Nie tracąc skupienia według wcześniej powtarzanego schematu, tj. łydka + wodze + półsiad, przefrunęli nad konstrukcją. Dokończyli rysunek koła, a będąc już na prostej, skontrolowała czas. Mieścili się w ramach czasowych, więc było nieźle. Tripplebarre powinien dla skoczka być prościutki, tym bardziej, że z tego co wiedziała to lubił zostawiać sobie zapas. Dużo zapasu.
....Nieco przytrzymała go, żeby odbił się mocno z zadu, czego szesnastka wymagała. Oddając mu pełnię wodzy, na których jednak nie traciła kontaktu, podążyła za nim w skoku.Mia - 2015-06-04, 19:22 ....Tuż po wylądowaniu po tripplebarre posłała kolejną łydkę do wybicia, bo już stały kolejne dwie przeszkody. Przy 17 nieco go przytrzymała, żeby oprócz pokonania przeszkody także bezproblemowo wskoczył na stok. Poza tym pozwalała mu przeczesać żywopłot nogami, bo skoro mógł to po co męczyć i wymagać jeszcze mocniejszych skoków? Kiedy znaleźli się już po drugiej stronie przeszkody poklepała konia po łopatce i ruszyła dalej na kolejny żywopłot.
....Nieco płaskim skokiem przeskoczyli nad osiemnastką, przy której tak jak poprzednio odpowiednio przystosowała się do konia, podążając za jego ruchem i oddając mu wodze. Wylądowawszy już za żywopłotem, nagrodziła konia za odwagę, jakkolwiek przeskoczył tamte przeszkody – nie wyłamał. Skręciwszy w lewo, przygotowała go półparadą na Kombinację Rolexa. Wszystko pięknie ładnie, Mia przygotowana do wyższego skoku nad konstrukcją nie spodziewała się, że przy odbiciu koń straci równowagę. Chociaż w głębi duszy przestraszyła się tej sytuacji, to pod żadnym pozorem nie pokazywała tego po sobie. Dzielnie starała się pomóc piętnastolatkowi, jednak prawie kończąc na jego nadgarstkach. Sama dziewiętnastolatka poleciała nieco na jego szyję, ale nie tracąc zimnej krwi odratowała parę i pokonała drugi człon szeregu. W drodze do dwudziestki, postarała się uspokoić konia, który blisko nieszczęściu pewnie był przestraszony. Na szczęście do przeszkody było trochę metrów, więc już przy wąskim froncie, ochłonąwszy poprosiła o skok między dwiema chorągiewkami. Tak jak wcześniej przeszła w głębszy półsiad, po wróceniu na ziemię tylko na chwilę siadając w siodło. Chwilę potem skręciła w lewo i wzięła głębszy oddech przed kolejną, dwudziestą pierwszą przeszkodą. Była zdecydowanie wyższa od pozostałych, więc też przed nią przytrzymała Windsora, żeby oddał mocny skok z zadu. Przeszła w półsiad, pochylając się nad szyją konia i zarazem nadgarstkami podążając za jego pyskiem, żeby mógł wygodnie wyciągnąć się podczas baskilu. Myśliwska stróżówka była zarówno wysoka, jak i daleka, ale belgijczyk i tak pokonał ją bezbłędnie.
....Lekko skróciła lewą wodzę, żeby w tamtą stronę skręcić. Na długim odcinku miała czas, żeby skontrolować jak stoją z czasem. Przekraczali ramy czasowe, ale ważne, że byli w jednym kawałku – Mia nadal pamiętała, że niektórzy po pierwszej ósemce odpadali. A tu proszę, już są za połową i zbliżają się do trzeciej ćwiartki. Wracając, poklepała konia po spoconej szyi, a po chwili takiego miziania wróciła na ziemię i poprzez półparadę przypomniała też o tym piętnastolatkowi, chcąc zwrócić na sobie jego uwagę. Poprowadziła go prosto na środek hyrdy, która na oko była aż za wysoka. Ale czy jej Windu nie da czemuś rady? Jeszcze chyba nigdy jej nie wyłamał i teraz też na to nie pozwoliła, wcześniej zamykając w korytarzu z pomocy. Posłała wyraźną łydkę do wybicia, wcześniej nieco skracając krok piętnastolatka. W skoku nie przeszkodziła mu w całej czynności, oddając mu luźne wodze i odciążając zad. Na długości ponownie pozwoliła rozwinąć siwkowi taką prędkość, na jaką miał siłę. Także pozwoliła mu nieco obniżyć szyję, wypuszczając kawałek wodzy z dłoni. Ponownie skręcili w lewo, a już na zakręcie zaczynała zbierać konia. Niespecjalnie obawiała się Alei Zwycięstwa, w końcu jej konio jest niepokonany! Odbiwszy go z zadu nie pozwoliła nawet musnąć krawędzi przeszkody, chociaż belgijczyk i tak prawdopodobnie skoczył z zapasem. Wylądowawszy kontynuowała jazdę po prostej linii, idealnie na środek skoku w dal. Między tymi dwiema przeszkodami znowu pozwoliła sobie sprawdzić czas, lecz tylko spojrzała na tarczę zegarka i znowu wzrokiem wróciła na trasę jazdy. Łydką poprosiła piętnastolatka o płaski skok, samą też pomagając mu w oddaniu skoku przez odciążenie zadu i możliwość wyciągnięcia szyi. Windsor - 2015-06-05, 00:24 Odbił się przed kolejną przeszkodą, czemu towarzyszyło stłumione sapnięcie. Każdy kolejny skok kosztował wałacha coraz więcej wysiłku, ale na szczęście powoli, bezpiecznie zbliżali się do końca trasy. Tym razem nie odbił się mocno - zdążył się przekonać, że przeszkody stworzone z żywopłotu nie są straszne. Ba, wręcz przeciwnie - były najbardziej "przyjazne" rumakowi. Tak więc swobodnie przeczesał przodami miękką część przeszkody, po czym wylądował bezpiecznie po drugiej stronie. Chrapliwie parsknął i pogalopował ku kolejnemu żywopłotowi, który żeby pokonać, wpierw musiał wskoczyć na wzniesienie. Wykonał to bez problemu, po czym ponownie oderwał się od podłoża, pozostawiając w rozmiękłej ziemi wyraźne ślady kopyt. Postawiwszy uszy na sztorc, przefrunął nad kolejną przeszkodą, także ją śmiało przeczesując przodami. Słysząc pochwałę, wycofał lewe ucho w stronę Mii, zaraz skupiając się ponownie na kolejnych zadaniach. Skręciwszy na kolejne przeszkody, przyganaszował się lekko w odpowiedzi na półparadę, wzrokiem mierząc pierwszy człon szeregu. Sam także nie spodziewał się tego, że coś mogłoby nie pójść po ich myśli, dlatego nagła utrata równowagi, zapewne w wyniku poślizgnięcia się, zaskoczyła go. Odbił się, ale już w samym locie przechylił się. Próbując uratować sytuację, podbił zadem, co niekoniecznie odniosło oczekiwany rezultat. Wylądował chwiejnie, w pierwszym momencie całym ciężarem ciała lecąc na przód. Dosłownie w ostatniej chwili złapał równowagę, gwałtownie dźwigając się do góry i tym samym niemal z powrotem wrzucając Mię w siodło, skoro wylądowała na jego szyi. Zarzucając pyskiem na boki, w trzech sprężystych krokach galopu bez większego pomyślunku dopadł drugiego członu, jego pokonując bezproblemowo. Siwek był raczej zdezorientowany aniżeli przestraszony, dosyć nieśmiało wyciągał foule do kolejnej przeszkody. Z opanowaniem oddał kolejny skok nad wąskim frontem, bez kłopotu mieszcząc się między dwoma chorągwiami. Po wylądowaniu swobodnie wszedł w zakręt w lewo, kierując się na dwudziestą pierwszą przeszkodę. Pomimo tego, że przeszkoda była nieco wyższa od pozostałych, na belgijczyku nie zrobiła większego wrażenia. Już dawno temu przestał się stresować nietypowym wyglądem przeszkód, na co zapewne miało wpływ psychiczne zmęczenie. Także ono wpływało na stan fizyczny konia, ale póki co dawał temu radę.
Tak więc nie unosząc się, pokierował się wskazówkami Mii i przeniósł ciężar ciała na zad, z którego odbił się we wskazanym miejscu. To zapewniło mu daleki i dość wysoki lot, podczas którego pociągnął nieco łeb do dołu, głośno parskając i łypiąc kątem oka na przeszkodę. Wylądował, tym razem nie gubiąc równowagi i powtórnie skręcił w lewo. Mając do dyspozycji dłuższy odcinek po prostej, wyciągnął galop, aczkolwiek pozostawał pod kontrolą Mii. W reakcji na klepanie, zaokrąglił nieco szyję, po raz kolejny głośno parskając. Całe jego ciało było rozgrzane, wilgotne od potu. Widniała na nim siateczka żył, a pod czaprakiem, paskami od ogłowia oraz między udami wałacha ukazała się piana świadcząca o niezłym wycisku. Półparada zwróciła jego uwagę na dwudziestą drugą przeszkodę, do której tempa nie zmienił aż do samego końca, nie bojąc się skoczyć z szybkiego galopu tego rodzaju przeszkody. Dzięki temu skakał stosunkowo ekonomicznie, oszczędzając cenne siły. W zasadzie trochę zignorował działania zawodniczki, co jednak nie przeszkodziło im w drodze do sukcesu. Chociaż był tylko koniem, doskonale wiedział, co robi... Był w tym po prostu dobry. Rozciągnął się nad hyrdą, nie płosząc się tego, że stała w niejakim zagłębieniu. Po wylądowaniu dodał w galopie, czemu towarzyszyło strzelenie z ogona. Nie było to jednak tak spektakularne dodanie jak wcześniej. Korzystając z dłuższej wodzy, pociągnął łeb do dołu, już teraz oddychając chrapliwie niemal przy każdym kroku. Po wejściu w zakręt z powrotem uniósł przód ciała, odblokowując w pełni łopatkę i osadzając się na zadzie. Z dala zmierzył przeszkodę wzrokiem, by w wybranym miejscu oddać kolejny, czysty skok. Zgodnie z przypuszczeniami skakał z zapasem, nawet nie myśląc o tym aby zaryzykować dotknięciem stałej konstrukcji. Chociaż odważnie skakał, to przeszkody wciąż budziły w nim respekt. Później, po wylądowaniu, kontynuował jazdę na wprost, nieco zarzucając łbem i rozchlapując na boki pianę, która kapała mu z pyska. Nie zawahał się także przed tą przeszkodą. Ostatnie dwa kroki galopu wyciągnął, nabierając stosownej prędkości, po czym wybił się mocno i efektownie rozciągnął nad przeszkodą, daleko lądując.