To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Czworobok - Czworobok duży piaszczysty

Jessie - 2013-05-16, 23:32

- No kolego, słabo z kondycją, co? - zapytała, pomimo jego usilnych starań dostrzegając tę siateczkę żyłek czy kropelki potu widoczne na szyi, mimo że dopiero byli na początku dzisiejszych wyzwań.
Kończąc rozciąganie, oddała mu trochę wodzy na kilka minut, pozwalając odpocząć przed kolejnym poziomem rozgrzewki.
Wracając do pracy, ponownie nabrała wodze i w połowie krótkiej ściany zakłusowanie. Zmiana kierunku przez czworobok, póki co anglezowała, nie chcąc przeciążać grzbietu Mandka. Od samego początku aktywne tempo, po przekłusowaniu dwóch okrążeń usiadła w siodle prosząc go o delikatne skrócenie kroku i zaczęła prowadzić go po ósemce rozciągniętej przez cały plac, uskuteczniając wygięcie.

Manduro - 2013-05-16, 23:39

W chwili przerwy chętnie wyciągnął łeb i z czasem wyrównał oddech, gdy nastał czas pracy wrócił bezproblemowo d poprzedniego ustawienia, pięknie skracając sylwetkę, naprawdę imponująco, wiele go to kosztowało, ale chciał się popisać. No dobra... poruchać :lol:
Ruszył na impuls od razu idąc aktywnie, nie wypadł z ustawienia, szedł równo, przód leki, cała moc od zadu. Na pomoce do skrócenia zaczął stopniowo skracać krok, w sumie, to potrafił szybciej stępować, niżeli poruszać się właśnie takim kłusem, ładnie z energią, ale kroczek malutki do przesady :lol2: Był czuły na pomoce no i cóż, takie babole się zdarzały, ale to kwestia wyczucia :lol: Poparskiwał sobie dość często, ogon lekko drżał odstawiony od zadu, widać był, że kary jest skupiony i pracuje na 100%... Długo nie pociągnie, ale to inna bajka, minusy ambitnego MAnda :lol2:

Jessie - 2013-05-16, 23:46

Ah ci faceci, tylko o jednym! Jeszcze parę razy tak przemaglujemy te treningi i następne zawody będą nasze. Mam taką nadzieję :lol2: .
Po wykonaniu takich i podobnych wygięć na innego rodzaju kołach, wrócili na ścianę, gdzie ponownie pozwoliła mu na wyciągnięcie kłusa, a raczej na przejście do takiego tempa, w którym najwygodniej było mu się poruszać. Przy okazji takiego, w którym najmniej się męczył, bo i to musiała mieć na uwadze, jeżeli chciała z nim zrobić coś jeszcze. Ponownie wróciła do anglezowania. Kłusowali tak jeszcze przez dłuższą chwilę, ponownie zmieniając kierunek, powoli przymierzając się do zagalopowania. Musiała przecież zobaczyć, jak chodzi we wszystkich trzech chodach, no nie? ;>
Usiadła więc w siodle, by w najbliższym narożniku dać pomoce do zagalopowania.

Manduro - 2013-05-17, 00:03

No tak... najłatwiej byłoby mu stępować lub galopować, kłus był... no nie wiem, nie lubił, jest to przecież chód nienaturalny, wymuszony przez człowieka, prawda? Jednak szedł luźno, ale w zebraniu owym kłusem, owa statyczność i równość tępa dała mu nieco odetchnąć.
W narożniku, na pomoce od razu ruszył galopem, przyjemnie bujał, szedł pod górkę, przody były niezwykle lekkie, a sam ogier po przejechaniu czworoboku był jak zlany oblany kilkoma wiadrami wody i obwinięty nitką. Mimo zmęczenia szedł równo, no chłopak się zajedzie, jeżeli będzie taka potrzeba, do ostatniej kropli krwi będzie walczył! Zmęczenie dawało osobie znać, co dało się odczuć po lekkim poddenerwowaniu karego.

Jessie - 2013-05-17, 00:09

Dlatego też odpuściła mu po tym okrążeniu, przytrzymując go do kłusa, a następnie do stępa. Nie chciała przecież żeby przedwcześnie umar, no nie? ;< Nie oddała mu jednak wodzy, nie tak od razu. Po połowie okrążenia żucie z ręki, dopiero potem dała mu całkowity spokój pochylając się, by pogłaskać go po zlanej potem szyi.
- Dzielny <3 - ale pracy włożyć to w niego trzeba będzie sporo! To znaczy, nie miała mu nic do zarzucenia, tylko ta kondycja.
Rozstępowała go dokładnie, dobre 20 minut aż całkowicie uspokoił oddech i trochę przeschnął, po czym zsiadła i wyprowadziła do stajni.
Punkty sobie wpisz jak za ujeżdżeniowy. /zt

Manduro - 2013-05-17, 00:17

Tak więc mokrusek wyszedł do stajni.
Robert - 2013-06-23, 20:35

ROZGRZEWKA

W końcu doczekali się wspólnych zawodów z Bad. Ciekawe, może tym razem zajmą jedno z miejsc na podium? W końcu by się przydało. Bo i kasy brak :lol:
Wjechali razem na czworobok, który był drugim domem klaczy, gdzie czuła się bardzo dobrze, znając te tereny, niski młotek i literki. Robert też miał dziś wyjątkowo dobry humor i był całkiem wypoczęty. To musiał być ich dzień. Elegancko wystrojeni, jak to wymagały przepisy, zwracali na siebie uwagę publiczności.
Przechodząc jednak do rozgrzewki, to zaczęli oczywiście od stępa na długiej wodzy. Kilka okrążeń dookoła czworoboku, zmiana kierunku przez przekątną i to samo na drugą stronę. Zaraz po tym doszły koła, wężyki i już o mniejszej średnicy wolty. Dopiero wtedy chłopak zaczął zbierać wodze w ręce, łapiąc delikatny kontakt z klaczą. Zaczął ją rozluźniać bawiąc się wędzidłem i podjeżdżać ją łydeczką. Dopiero po takim mini ogarnięciu zakłusowali. Kłus anglezowany pośredni. Dreptali tak po pierwszym śladzie, robiąc duże wolty przy A oraz C, zmiana kierunku i w drugą stronę to samo. Zaraz po tym doszły przejścia kłus-stęp-stój, stój-stęp, kłus-stój i stój-kłus. Wszystko na celu rozluźnienia klaczy i dojechania jej do ręki.
Po takich ćwiczeniach przejście do stępa i oddanie wodzy dla odpoczynku. Pełna swoboda i relaks, bez pośpiechu. Po kilku minutach ponowne nabranie wodzy i kłus ćwiczebny, dodania i skrócenia na ścianach, a zaraz po tym zagalopowanie. Na obydwie strony, wliczając w to lotne zmiany nogi po przekątnych, a także na prostej linii z zachowanym tempem. Na zakończenie jeszcze przejścia galop-kłus, galop-stęp i stój-galop, po czym odsapka i przygotowanie do startu.

I So Bad - 2013-06-23, 21:03

Oj przydałoby się, tym bardziej, że Badzia ma za sobą już spory szmat czasu i wiele doświadczenia, więc czemu by nie spróbować po raz kolejny. Tym bardziej, że klacz ma obycie na czworobokach i zawodach, więc nie są to dla niej rzeczy nowe i nieznane.
Nie tylko Robert wyglądał elegancko i przystojnie, Bad dorównywała mu swoim urokiem i wdziękiem jednak przede wszystkim w oczy rzucała się lśniąca wypolerowana sierść, gęsty ogon oraz grzywa dokładnie rozczesane i zaplecione, a bystre i błyszczące ślepia klaczy dopełniały całości.
Energicznym tempem klacz wykonała parę okrążeń na luźnej wodzy, idąc swobodnie rozluźniona i nie zwracając większej uwagi na to co dzieje się wokół, na wyjazdach nie przeszkadzały jej konie, dopóki żadnej jej nie wyjechał przed nos. Podczas wykonywania różnych wolt i wężyków na każdą ze stron, klaczysko ładnie wyginało się od łydek, dosiadu i delikatnych sygnałów dawanych za pomocą wodzy. Stopniowo jak klacz się wyginała, rozluźnienie jej ciała rosło, a co za tym idzie łeb szedł co raz niżej, a sylwetka klaczy skróciła się znacznie. Zad poszedł w dół, obniżając swoją pozycję, a ruch stał się bardziej sprężysty i miękki.
Co zaowocowało płynnym przejściem do kłusa, który był jednym z bardziej widowiskowych chodów klaczy, wszystkie przejścia wykonane zostały poprawnie, kara uważnie skupiała się na jeźdźcu i stawianych przed nią wyzwaniach, wykonując je z należytą precyzją.
W czasie odpoczynku Bad pozwoliła sobie na obserwację innych koni zgromadzonych wokół, jeźdźców jak i budki sędziowskiej. Zarżała głośno, informując, że to ona jest tu panem (panią) i władcą :lol2: .
Po odpoczynku przyszedł czas na kłus, który do wysiedzenia był idealny, pomimo swojej sprężystości, klacz swym elastycznym chodem, neutralizowała siłę wybicia, nie ma to jak fotel na czterech nogach 8-) .
Przy zagalopowaniu kara nie zrobiła nic nieoczekiwanego, lecz przy pierwszej lotnej konika trochę poniosło, bowiem zrobiła solidny naskok lewą nogę, przy czym mogło Roberta nieco wyrzucić z siodła. Późniejsze zmiany nóg nie były już tak widowiskowe i energiczne :lol2: .
I tutaj przejścia nie były dla karej wyzwaniem, bowiem zostały wyjechane tak jak należy i bez najmniejszego ale ze strony konia. Po solidnej rozgrzewce, przyszedł krótki czas na odpoczynek i przygotowanie się do startu, teraz trzeba będzie pokazać kto tu jest mistrzem ujeżdżenia.

Robert - 2013-06-23, 21:30

PRZEJAZD kl. P

Poklepał karą i zerkając na sędziów, zebrał ponownie wodze. Półparada i lekki puknięcie łydkami, coby kara wiedziała, że zaraz będą zaczynać. Mieli do zrealizowania przejazd klasy P, więc nie był bynajmniej taki trudny.
Kiedy Robert nabrał sobie Badzię na kontakt, wypchnął ją biodrami do kłusa, samemu pozostając w siodle w siadzie ćwiczebnym. Dokładnie wyjechali narożnik i dokładnie przy literce A skręcili na linię środkową. Przez cały czas zachowywali to samo tępo oraz kontakt. Robert siedział wygodnie z prostymi plecami, jakby był przyklejony do grzbietu klaczy. Zerkając po oznaczeniach, tuż przed Xem półparada i na środku zatrzymanie. Zamknięcie w łydkach, równo wodze i trzymamy. Klacz powinna zatrzymać się równo i nie zostawać zadem. Mężczyzna spojrzał na sędziów i ukłonił im się, chwytając wodze w jedną rękę. Zaraz po tym przyjęli pozycję wyjściową i gdy obydwoje byli gotowi, ruszenie kłusem roboczym ćwiczebnym. Wzrok na literkę C po linii środkowej i tuż przy niej łagodne odbicie w lewo. Wygięcie do wewnątrz zachowane, wszystko łagodnie i w pełnej harmonii. Najazd na pierwszy ślad i wszystko, aż przed literką E najechanie na środek z odbiciem w lewo. Robert cały czas jechał karą żwawo do przodu, trzymając z nią delikatny kontakt. Tak, jakby łączyła ich jakaś mentalna więź i nią też się porozumiewali. Tak jak wspomniałam, przy literce E, aż do X, wykonali półwoltę o średnicy 10 metrów. Przeniesienie ciężaru ciała i mocniejsze działanie wewnętrzną łydką. Kiedy dotarli do X, wyprostowanie i momentalna zmiana pomocy, gdyż musieli teraz wykonać drugie półwolty o średnicy 10 metrów, tyle, że w prawo, aż do B. Na pierwszym śladzie, tuż przy płotku chłopak wyprostował swą Diablice i aktywnie jechał od łydki, pilnując w narożnikach, aby szła idealnie przy ścianie, lekko się wyginając. Zachowali ten sam rytm i ustawienie przez kolejne litery BPFAKV.
Tuż przed V Robert pykną zewnętrzną łydką lekko klacz w bok i zadziałał wędzidłem, następnie działając obydwiema pomocami równomiernie wraz z przeniesieniem ciężaru i ustawieniem bioder, aby wykonać poprawnie ustępowanie od łydki do wewnątrz po ukosie w kierunku litery I. Dopiero wtedy wyprostował Bad i usiadł prosto w siodle, kierując się do przodu na C, gdzie skręcili w prawo, pilnując zgięcia oraz tempa. Przy literce M Robert zaczął anglezować i pojechał mocniej karą po przekątnej, poprzez X, aż po K. Cały czas ten sam kontakt, acz mocniejsze wypchnięcie z bioder oraz łydek. Już przed K musieli jednak zwolnić, bowiem przy wyjeździe na pierwszy ślad nastąpił powrót do kłusa ćwiczebnego i tempa pośredniego. I tak samo jechali przez AFP.

I So Bad - 2013-06-23, 21:56

No to pora na show, kara otrzymując pomoce uważnie nastawiła uszyska, dając znak, że zrozumiała i jest w pełni gotowa na ich przejazd. Kłusem ćwiczebnym oboje wjechali na czworobok, robiąc zatrzymanie w literce X, równomierne oparcie ciężaru ciała na czterech kończynach, żadna nie spoczywająca, bacznie postawione ku budce sędziowskiej uszyska i bystry wzrok.
Po charakterystycznym dźwięku dzwonka i wyraźnym sygnale do ruszenia, kara ruszyła sprężystym kłusem z miejsca, w kierunku litery C, a tuż przed płotkiem odbijając w lewo tak jak nakazywał mocniejszy sygnał lewej łydki Roberta i wodze. W miejscu literki E, czując lekką półparadę kara od razu zachowała czujność w momencie wykonywania półwolty w lewo i po chwili znów półparada, która skupiła klacz na wyjeżdżaniu kolejnej połowy koła, tym razem w prawą stronę, gdzie klacz wywijając się wokół prawej łydki, dokładnie szła wzdłuż wyznaczonego przez Roberta rysunku.
Od literki B aż po V, wciąż kłusując na prawą nogę, energicznie i żwawo kara, z uwagą oczekiwała kolejnych wyraźnych sygnałów, które miały na celu zwrócenie uwagi klaczy i przygotowanie do kolejnego ćwiczenia.
I przy literce V dostając ów lekkie przypomnienie Bad z uwagą i skupieniem odbiła w prawo, wykonując ustępowanie w całkowitej harmonii z jeźdźcem, któremu daleko było od pozostania za ruchem konia, bowiem oboje byli doskonale zgrani. Klacz wyraźnie wkraczała zadem pod kłodę co wyglądało bardzo widowiskowo, szczególnie w przypadku ustępowań i kłusa, którym się poruszali obecnie. W miejscu literki I, kłus na wprost na literę C i odbicie w prawo a w literze M wyraźne dodanie i jeszcze bardziej żwawy i wydajny kłus, w którym klacz energicznie wyrzucała przed siebie kończyny prostując je od nadgarstków, co tylko potęgowało wrażenie, że koń wręcz płynie w powietrzu.
A do litery K dane było oglądać widzom, sędziom jak i innym zgromadzonym ten widowiskowy ruch klaczy i zgranie z jeźdźcem, gdy nastąpiło skrócenie, Bad ładnie wygięła się w lewo nadal poruszając się kłusem i zachowując stałe, żywe tempo.

Robert - 2013-06-23, 22:14

Kontynuując i poruszając się kłusem roboczym ćwiczebnym, tuż przed P półparada i zepchnięcie klaczy do wewnątrz. Tak zwane ustępowanie od łydki po przekątnej ku literce I. Chłopak mocniej zadziałał zewnętrzną łydką, jednocześnie podtrzymując wewnętrzną tuż przy boku klaczy, aby ta nie zmieniała tempa. Zmiana ciężaru ciała i ustawienia bioder, oraz pomoc od ręki pokazująca kierunek klaczy. Przy literce I wyprostowanie i kierunek do przodu ku C, gdzie po łagodnym łuku skręcili w lewo. Tak samo jak w drugą stronę, tyle, że przy innych literach, od H, poprzez X, aż do F, Robert anglezował i jednocześnie pokazał piękny ruch Bad w dodaniu jej do kłusa wyciągniętego. W pełni zgrywał się z karą, utrzymując stały, delikatny kontakt, jadąc ją od tyłu do przodu. Tuż przed F półparada i na siebie, aby wraz z powrotem w siodło do kłusa ćwiczebnego, Diablica poruszała się tempem roboczym bez zbytniego wybijania mężczyzny z siodła. Po tej figurze, wrócili na pierwszy ślad, gdzie przy A nastąpiło zatrzymanie. Robert odchylił się lekko do tyłu i stawiając większy nacisk kością ogonową na grzbiet klaczy i pomagając sobie wodzami, zamykając ją w łydkach, zatrzymał klacz w zebraniu. Odliczył pięć sekund i ruszenie od łydki i bioder stępem pośrednim. Wyjechanie narożnika w pełnym zebraniu i zaangażowaniu zadu przez klacz i skręt do środka przy literce K. Tutaj Robert oddał karej wodze, aby wykonać stęp swobodny. Sprowadził ją do dołu stopniowo wypuszczając wodze z ręki, podjeżdżając przy tym konia łydką. Przed R zaczął stopniowo zbierać wodze ponownie i już na pierwszym śladzie ponownie trzymał śmiały kontakt z Baldvaro w stępie pośrednim. Przed M półparada i wypchnięcie do kłusa roboczego. Przygotowanie, zewnętrzna łydka przyłożona za popręgiem i zagalopowanie na lewą nogę. Od razu delikatne przytrzymanie, coby kara się nie rozpędzała i pozostała zebrana. Wyjechali poprawnie narożnik i przy literce S skręcili po łuku w lewo, wyjeżdżając poprawną, pełną woltę o średnicy 15 metrów. Wygięcie, pilnowanie zewnętrzną łydką zadu oraz łopatki, aby klacz nie wypadała za bardzo na zewnątrz i nie ścinała. Wrócili zaraz po tym na ścianę, gdzie Robert wypchnął Baldvaro mocno z bioder, aby zrobiła dodanie. Wydłużenie chodu, acz tylko na kilka fouli, ponieważ przy literce K musieli już się skrócić i zwolnić do galopu roboczego.
I So Bad - 2013-06-23, 22:22

Po wyjechaniu narożnika od litery A aż po P, w wygięciu na lewą stronę. W literze P odbicie w lewą stronę i ponownie ustępowanie, równomiernie idące pary kończyn po przekątnej, wkraczanie pod kłodę i energiczne tempo, pełne gracji, równowagi i zgrania.
I podobnie jak wcześniej na prawo, teraz ponownie w literze I wyprostowanie i ruch na przód, w C skręt na lewo przy lekkim wygięciu cielska w łuk, podczas wyjeżdżania narożnika.
Ponownie publika była obserwatorem świetnego, energicznego kłusa w pełnym skupieniu jeźdźca jak i konia, oboje dawali z siebie wszystko nawet pomimo tego, że klasa P nie była dla nich żadnym wyzwaniem.
W F, klacz zwolniła nie tracąc jednak tak mocno tempa, które wciąż było aktywne i żwawe, ponowne wyjechanie narożnika im tym razem towarzyszące mu wygięcie w prawą stronę. Podczas wjechania w miejsce literki A, nastąpiło płynne zatrzymanie do stój, gdzie klacz tak samo jak i na początku przejazdu, równomiernie obciążyła cztery kończyny, które ustawione były w dwóch równych liniach w pionie jak i w poziomie. Po pięciu sekundach ruszyli stępem, gdzie klacz oddychając głośno i poparskując odpoczęła sobie nieco. Na jej cielsku i tak widoczne już były ślady potu, a pierś przybrudzona była pianą, która kapała z pyska karej.
Stęp zebrany, a następnie swobodny gdzie Bad wyraźnie wydłużyła wykrok idąc z luźno opuszczoną szyją nadal jednak pozostając na kontakcie. W R przejcie do stępa roboczego i ponownie wejście na mocniejszy kontakt i pełne zebranie. Podczas którego para wyjechała narożnik w lewo poruszając się kłusem roboczym, by w pełnym skupieniu w literze C zagalopować na lewą nogę. Delikatna półparada i kara nie rozpędzając się, lecz energicznie prąc do przodu, galopowała podstawiając wyraźne zad i unosząc przód ku górze, pozostając jednak zmagazynowaną pod jeźdźcem.
Po wykonaniu pełnej, okrągłej jak kółeczko wolty, podczas której wykonywania zarówno Robert jak i Bad pilnowali tego aby kara nie wypadła łopatką na zewnątrz. W momencie zakończenia koła w literze S, czując wyraźne wypchnięcie od dosiadu, klacz ruszyła pełnym galopem, był to najbardziej widowiskowy chód u klaczy, która z lekkością i gracją galopowała, wciąż na kontakcie i zamknięta w pomocach. Jednak piękny pokaz szybko się skończył bowiem już w literze K nastąpiło skrócenie i Impression ładnie zebrana zwolniła prawie niezauważalnie, wykonując wszystko płynnie i w harmonii z jeźdźcem.

Robert - 2013-06-23, 22:23

Kiedy tak galopowali na lewą nogę, mijając narożniki u których oczywiście została zachowana równowaga oraz wygięcie, wyjechali zaraz przy F na przekątną, pozostając przy rytmicznym galopowaniu. Robert uważnie spoglądał na literki, aby przy X od razu ściągnąć klacz na siebie i przejść do kłusa roboczego ćwiczebnego. Półparada, odchylenie, nacisk pośladków na grzbiet, zamknięcie w łydkach i parada. Od razu spokojny kłus bez mocnego wybijania z pozostaniem na kontakcie. Wyjechali tak prosto na H, a tuż po wyminięciu narożnika z idealnym wygięciem w prawo, tuż przez C, Robert przełożył zewnętrzną łydkę za popręg i wypchnął karą do galopu na prawą nogę. Oparcie na zewnętrznej wodzy, równy rytm oraz tempo. Dojechanie do litery R, przy której po łuku wyjechali pełną i łagodną woltę o średnicy 15 metrów bez ścinania i wypadania zadu, czy łopatki. Wewnętrzna ręka pokazywała kierunek i wyginała klacz do środka, natomiast łydki podpierały jej zad i pilnowały przed wypadaniem. Zamykając woltę i powracając do R, Robert wyprostował klacz na linii i wypchnął ją mocniej biodrami. Dodanie w galopie na kilka fouli, do litery F, czyli na całej długiej prostej. Postawa ta sama oraz kontakt. Jedynie Baldvaro miała poszerzyć foule i kroczyć mocniej do przodu, nadal zostając lekka i wręcz płynąca.
Kończąc ścianę, przed F półparada i parada mocniejsza, aby wrócić do galopu roboczego. Delikatny sygnał od dosiadu i ręki, zamykający Diablicę w łydkach. W takim oto harmonijnym i przyjemnym dla oka tempie, poprawnie wyjechali narożniki i skierowali się na przekątną od K. Na linii wyprostowanie i tuż przed M przejście do kłusa roboczego. Tak samo jak na tamtą stronę, Robert pilnował, aby klacz nie leciała i przy przejściu trzymała z nim równy kontakt na ręku. Nie mogła się ociągać, ani wyprzedzać jego pomocy. Wszystko było idealnie przećwiczone i zgrane. Już od M chłopak siedział rozluźniony w siodle, aktywnie jadąc Bad od tyłu do przodu. Mijając kolejno M i C, nieopodal E przygotował klacz poprzez półparadę do wykonania kolejnego ćwiczenia. Dopiero wtedy po szerokim łuku skręcili w lewo, robiąc koło, gdzie Robert oddawał stopniowo klaczy wodze do żucia z ręki, cały czas trzymając z nią kontakt z niesionym przed nią nisko pyskiem, przy tym anglezując. Pilnował i tak wygięcia poprzez łydki, a także tempa, które musiało być zachowanie. Przed powrotem do punktu wyjścia, czyli litery E, zaczął nabierać stopniowo wodze i usiadł w siodło na linii do kłusa roboczego ćwiczebnego. Minęli K oraz narożnik, a zaraz po tym łagodnie wyjechali na linię środkową przy A. Wzrok naprzeciw siebie, wyprostowanie konia, zamknięcie w łydkach i przy X zatrzymanie. Ukłon i uśmiech do sędziów, po czym wypuszczenie wodzy i poklepanie klaczy <3 I tak właśnie opuścili czworobok.

zt*

I So Bad - 2013-06-23, 22:37

W literze F dosyć ostry skręt w lewo, jednak przy lekkim skróceniu, wyjechany idealnie, by z galopu od litery F w momencie X'a przejść płynnie do kłusa roboczego. Podczas gdy jędrne pośladki Roberta wyraźnie przysiadły na jej zadzie. :lol2:
Zagalopowanie w narożniku było płynne i delikatnie, prawie nie zauważalne wypchnięcie klaczy od łydek i dosiadu, jeszcze bardziej podkreśliło zgranie konia i jeźdźca.
Delikatny galop, był idealnym do poprawnego wyjechanie wolty, która dla tej pary nie była wielkim wyzwaniem, chociaż wymagała pełnego skupienia zarówno u konia jak i jeźdźca. Dopiero na prostej kara mogła znów zaprezentować swój widowiskowy galop, wciąż galopując energicznie i nie ociągając się. Lekkie zmęczenie malowało się na jej spoconym cielsku, lecz kondycję miała nie byle jaką więc wciąż była jeszcze pełna energii. Od F nastąpiło ponowne skrócenie kroku diablicy, by przy lekkim skróceniu wjechać na przekątną od K do M, w galopie pełne skupienie i ciągłe wkraczanie pod kłodę, co czyniło galop okrągłym i miękkim, jednocześnie zamykając sylwetkę klaczy w kwadracie. W M przejście do kłusa roboczego, przy delikatnych sygnałach Roberta, które zwolniły klacz na tyle, by przeszła płynnie z wyższego chodu do niższego.
Od M przez C aż do E, para poruszała się płynnym, elastycznym kłusem. Klacz była doskonale rozgrzana i rozjechana po całym przejeździe, który dobiegał już końca. Nie znaczyło to jednak, ze oboje sobie odpuścili, od początku aż po ostatnie ćwiczenie, para dawała z siebie sto procent.
W literze E wjazd na koło, gdzie kreśląc dokładnie rysunek, klacz opuściła lekko głowę, przeżuwając aktywnie wędzidło, na lekkim kontakcie jaki utrzymywał z nią Robert. Tuż przed zjechaniem na prostą, znów zebranie wodzy i mocniejszy kontakt, który kara z chęcią przyjęła. Wyjechanie narożnika na lewo kłusem i literze A najazd na linię środkową, gdzie w X nastąpiło zatrzymanie.
Dopiero wtedy oboje odetchnęli, pozwalając sobie na pełne rozluźnienie. Idąc z luźno opuszczoną głową, klacz wraz ze swoim jeźdźcem opuścili czworobok.

/zt

Luke - 2013-06-23, 22:39

Przejazd kl. N - rozgrzewka

Weszli na czworobok z Royalem. Luke dociągnął nieco popręg, opuścił strzemiona i wsiadł na karusa z literki F. To znaczy z małej skrzyneczki, na której ta literka była wymalowana. Postaram się pisać w miarę zwięźle. Chłopak wsiadł miękko w siodło, od razu zamykając ogiera w łydkach, kolanach i ręku - przewidując oczywiście, że Wiśnia lubi ruszać w momencie wsiadania i najprawdopodobniej to właśnie zrobi. Chwilę go przytrzymał tak zamkniętego, odpuszczając jedynie w ręku. Przełożył bat ujeżdżeniowy o długości 120cm do wewnętrznej ręki. Delikatnie przymknął na moment palce zewnętrznej dłoni, po czym od łydek i dosiadu dał ogierowi sygnał do ruszenia. Wodza na razie nieco dłuższa, stęp aktywny, po ścianie. Mocno kołysał biodrami, pobudzając zad ogiera do działania, jednocześnie wspomagając jego tylne nogi sygnałami od łydek. Pyk pyk pyk. Zrobili tak jedno całe okrążenie, zmiana kierunku po przekątnej, jeszcze jedno okrążenie. Wiesz już Wiśniu, jak wygląda czworobok? To super. Ciekawe, czy nie zapomnisz i się nie wystraszysz. XD Okej. Półparada, półparada, parada. Chwila na podciągnięcie popręgu, kolejna chwila na powrót do postawy - plecy wyprostowane, łopatki lekko ściągnięte, noga dążąca w dół i jednocześnie oplatająca brzuch konia. Znów lekki sygnał zewnętrzną wodzą, po nim kolejny, do ruszenia. Nabrał nieco wodze, tak, że były teraz napięte, chociaż nie krótkie. Let's get it started. Ponownie dwie półparady, po nich konkretny, choć dość subtelny sygnał do kłusa, to znaczy połączenie dania łydki wraz z wypchnięciem z bioder. Zaczął anglezować, kątem oka upewniając się, że robi to na dobrą nogę.
Obie wodze trzymał na kontakcie, wewnętrzną łydką najeżdżał go na zewnętrzną wodzę, przez co to właśnie ta zewnętrzna wodza ograniczała ogiera od zewnątrz. Wewnętrznym nadgarstkiem pracował delikatnie, minimalnie go uginając i dając jednocześnie do zrozumienia Wiśni, by ten nieco odpuścił w potylicy. Oczywiście działał tu naprzemiennie - raz zewnętrzna ręka nieco w dół-do siebie, zaraz odpuszczenie i wewnętrzna ręka do siebie-minimalnie pod górę, po czym też odpuszczał i przesuwał minimalnie wewnętrzną rękę do przodu. I znów zewnętrzna, odpuszczenie, wewnętrzna, odpuszczenie. Działał tak do momentu, kiedy czuł, że jego dzielny chłopak zaczyna odpuszczać - wtedy dawał mu spokój na pysku, zwiększając odrobinę działanie łydek i ciężaru ciała. Przy tym nie oszczędzał im obu ćwiczeń gimnastycznych - koło, zmniejszanie i zwiększanie koła, małe wężyki od ściany do X i z powrotem, duże serpentyny od ściany do ściany. Na zakrętach zamykał go zewnętrzną wodzą, pilnując w ten sposób prostej łopatki, na tą zewnętrzną wodzę najeżdżał go wewnętrzną łydką, która przy okazji pilnowała też zachowania dobrego, energicznego, acz niezbyt szybkiego kłusa. Po prostu energicznego. Zewnętrzna łydka szła trochę za popręg, wspomagając ogólne wygięcie do wewnątrz, natomiast wewnętrzna wodza wskazywała wraz z zewnętrzną pilnującą kierunek jazdy. Odrobinę pykał go tą wodzą wewnętrzną przed zakrętem, na samym zakręcie nieco odpuszczał. No chyba, że ogier nie wyginał szyi - wtedy Luczysław wspomagał go tąż wodzą. Później odpuszczał. Wszystko opierało się na impulsach, chłopak chętnie odpuszczał ogierowi wewnętrzną wodzę, stymulował pracę zadu pomocami od łydek. I ciągle jakaś figura. Jakaś zmiana kierunku. Tu półparada, tu wyciągnięcie ręki przed siebie, tu znów nabranie wodzy. Luke dążył do zaokrąglenia sylwetki karusa, coby ten mógł się prawidłowo rozluźnić i rozciągnąć.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group