To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Morze - Plac zabaw na plaży

Eviline - 2017-08-19, 17:55

Co prawda Ev była przyzwyczajona do znacznie cieplejszych klimatów i była raczej typowym ciepłolubnym człowiekiem, który źle znosi niskie temperatury i zakrywa się wtedy przesadną ilością warstw, ale dzisiaj starała się jakoś trzymać, w końcu postawiła sobie niemal za cel zostanie najlepszym morsem w historii Anglii :lol2:
W każdym razie patrzenie na Briana sprawiało, że jakoś lepiej jej było przezwyciężyć obecną temperaturę wody do której zaczynała się powoli przyzwyczajać, jednak widok, który zaserwował jej mężczyzna - czyli zanurzenie się w wodzie sprawiło, że kobieta wytrzeszczyła na chwilę oczy, no tego to się nie spodziewała.
- Eeee... Nie na tyle dobrze, by się zanurzać, wtedy zapewne musiałbyś eskortować mnie w bryłce lodu do brzegu i rozpalić ognisko bym się rozpaliła. Gorzej jak nie umiesz wskrzeszać ognia, wtedy zostaje siedzenie nade mną z zapalniczką, lub pozostawienie mnie na pastwę zwierząt, które chciałyby się przekonać, czy ich język przylepi się do lodu, to mogłoby być komiczne, ale wolałabym tego sobie oszczędzić... - Wypaliła, tak, jej teorie niemal za każdym razem były dziwne i bezsensowne, a Ev nijak nie potrafiła przestać gadać takich głupot. Przez cały czas również szczękała zębami i się lekko trzęsła, więc cała wypowiedź była mało zrozumiała i często przerywana, ale chyba gadanie pomagało, bo zaczynało być jej cieplej. Postanowiła zatuszować swoją gadatliwość uśmiechem w stylu "nie, wcale nie jestem popieprzona", jakby to jakkolwiek miało wpłynąć na postrzeganie jej osoby.
- Dobra, przyznaję, jesteśmy beznadziejni w byciu morsami, pozostało poszukiwanie zaginionych jednorożców. - Wzruszyła ramionami z cichym prychnięciem, które miało imitować krótki śmiech.

Brian - 2017-10-05, 21:45

Wcale nie jest ci zimno - próbował przekonywać samego siebie, jednocześnie cały czas wykonując drobne ruchy w wodzie, by się rozgrzać na tyle, na ile to było możliwe.
- Myślę, że dałbym radę rozpalić ognisko przy pomocy zapalniczki. - odpowiedział, wybierając pośrdnie wyjście. Nigdy nie rozstawał się z papierosami i zapalniczką. Oba te przedmioty zostały oczywiście na bezpiecznym, w miarę suchym lądzie. - Chociaż z opcji numer 3 mógłby powstać całkiem ciekawy film przyrodniczy. - dodał i wyszczerzył się do niej bezczelnie. Chociaż stopniowo zaczynał się przyzwyczajać do temperatury nie próbował kolejny raz zanurkować, bo po kolejnym zanurzeniu musiałby sobie zafundować kurację przeciwchorobową złożoną z parzącej w usta herbaty i równie ciepłego rosołu. Chorowanie jest nudne.
- Nie należy ustawać w próbach, chyba że rzeczywiście zmienimy się w rzeźby lodowe. A jak planujesz zabrać się do ratowania jednorożców? - zapytał, nie oczekując jednak żadnego konkretnego planu.

Eviline - 2017-10-05, 22:31

Uniosła sugestywnie jedną brew.
- No tak, zostawiłbyś mnie na pewną śmierć, jeszcze pewnie zabrałbyś całą whisky! O co to, to nie, mój duch wiecznie by cię za to nawiedzał - rzuciła i szybkim ruchem ręki ochlapała go wodą, jednocześnie przywołując na ustach subtelnie zadziorny uśmiech.
- Wydaje mi się, że muszę przekopać całą bibliotekę w poszukiwaniu większej ilości dostępnego materiału o jednorożcach, jak widać, złym tropem jest to miejsce - wzruszyła ramionami. - Już nie będę cię gnębić i resztę śledztwa poprowadzę sama, ale na pewno usłyszysz o nich, gdy już je znajdę - pokiwała głową jakby na potwierdzenie własnych słów. Nie miała również kontaktu do Briana, w końcu znali się dopiero jeden dzień i Ev nawet nie zachowywała się jak normalny człowiek, a po co mieć na głowie wariatkę?
Podpłynęła bliżej chłopaka i śmiało dotknęła jego ramienia, czując, że jest jednak cieplejsze niż jej własna dłoń, oczywiście dzisiaj łamała wszystkie swoje nawyki, sama przeważnie najpierw myśli, a później robi, widocznie procenty dalej z niej nie zeszły.
- Nie obrazisz się jak zabiorę ci trochę ciepła, hm? Obiecuję, że później oddam, słowo harcerza! - Uniosła dwa palce do góry, niczym na znak przysięgi, a też i kłamać w tym przypadku nie mogła, w końcu kiedyś miała epizod bycia harcerką.
- Wracamy? Na brzegu powinno nam się teraz zrobić ciepło, nie chcę mieć cię na sumieniu, chociaż mógłbyś być morderczym gwałcicielem. - Uśmiechnęła się z rozbawieniem, po czym chwilowo zamarła.- O i będziemy mogli spróbować rozpalić to twoje ognisko, jeśli wciąż jakoś dajesz radę spędzać czas w moim towarzystwie i nie usypiasz. - Poruszyła drugą ręką w wodzie, zaczęła się właśnie zastanawiać, czy przypadkiem nie powinna zabrać swojej ręki, ale przecież go nie macała, jedynie się ocieplała, w szlachetnym celu, o!

Brian - 2017-10-06, 11:42

- Whisky zabrałbym na pewno, chociaż podobno lepiej upijać się w towarzystwie. - odpowiedział i puścił jej oczko. Lepiej mu nie podsuwać takich pomysłów. Fakt znali się jeden dzień, a właściwie nawet mniej, jednak dla Briana nienormalne zachowanie blondynki nie było uciążliwe. Przynajmniej się nie nudził, a to był główny cel w jego życiu. No może nie tak całkiem, ale kiedy nie zależy ci ani na edukacji, ani na karierze, ani na rodzinie, zwalczanie i zapobieganie nudy znajduje się całkiem wysoko na liście.
- Powodzenia, w moejej iblioteczce znajdują się wyłącznie publikacje o typach spod ciemnej gwiazdy i ich zwyczajach. - dodał, chociaż oczywiście nie była to całkowicie prawda. - Jeżeli mógłbym jednak pomóc w śledztwie daj mi znać. - dodał.
- Nie ma sprawy, zabieraj. Chętnię przyjmę w wolnej chwili zwrot w postaci ciepłego napoju. - odpowiedział i znowu się wyszczerzył, ciut złośliwie. I tak proszę państwa wprasza się na kawe lub herbatę, co nie musiało nastąpić teraz, jednak zawsze byłto jakiś "dług" do spłacenia. Oczywiście brunet takich długów nie traktował szczególnie poważnie.
- To świetny pomysł. - odpowiedział, chociaż nie sprecyzował czy chodziło o powrót na brzeg, czy o rozpalenie ogniska. Obie te rzeczy wiązały się z tym, że powinno im się zrobić cieplej. Poza tym nie brał udziału w ognisku na plaży od kilku miesięcy. - A widzisz żebym spał? - odpowiedział. Oczywistym było, że nie spał, więc odpowiedź z ust Eviline wcale nie musiała paść. - Doceniam też, że sama jeszcze nie uciekłaś, mimo twoich wcześniejszych wątpliwości wobec mnie. - dociął, przypominając sobie ich dyskusję czy też Brian jest mordercą/gwałcicielem, czy jednak nie. Podpłynął kawałek w stronę brzegu, oglądając się na nią. Koniec końców zapewne oboje wyszli z wody na plażę.
Brytyjczyk odnalazł porzucone przez nich na brzegu rzeczy. Nie było sensu zakładanie na siebie ubrania, bo zrobiłoby się ono tak samo mokre i lodowate jak on sam. Póki co jednak whisky powinna wystarczyć na rozgrzewkę.
- No dobrze, to pobawmy się dalej w harcerzy. - odezwał się już na brzegu. Miał zapalniczkę, brakowało podpałki.

Eviline - 2017-10-16, 21:46

- Nie dość, że morderca, gwałciciel, to jeszcze złodziej - pokazała mu język w rozbawieniu. Whisky chciałby kraść, kto by pomyślał! Oczywiście Ev nawet jako duch-upiór by go ścigała, kto to widział, by whisky samemu pić, nie ma takiej opcji w ogóle, przynajmniej w jej towarzystwie, chcianym, czy nie :lol2:
- Zacznę chyba zachęcać się do mojej literatury, trochę zaczynam się obawiać o twoją psychikę po czytaniu takich książek. - Zaśmiała się, oczywiście tylko żartowała, nawet nie sądziła, by ktoś wyrwał się kiedykolwiek ze swoich ulubionych gatunków literackich, sama miała problem z przełamaniem się do czegoś nowego.
- Oooo... Jasne! Mam milion rodzajów herbat i kaw, taki dziwny nałóg, ale nie nadążam ich wypijać, więc chętnie się podzielę. - Przytaknęła, jeśli faktycznie jeszcze się spotkają, to z pewnością będzie pamiętała o tej propozycji. Co zostało zapamiętane, nie utonie.
- Hm... Oboje wyglądamy w tej wodzie trochę jak śnięte rybki. - Musiało to wystarczyć za odpowiedź, co prawda już miała dość tej wody, ale pierwszy morsowy trening został zaliczony. Podejrzewała, że na następne nie będzie miała już ochoty. - Dlatego, że wcale nie jesteś taki zły, jak na mordercę oczywiście. - Uśmiechnęła się szeroko, bawiła się o wiele lepiej niż gdyby mieli spędzić wieczór w knajpie, niestandardowe pomysły zawsze były lepsze, tylko później ewentualnie się przez nie cierpiało, w tym przypadku następstwem mógł być katar. Podpłynęła za nim do brzegu, po czym powoli wyszła na plażę, zabrała swoje rzeczy, które leżały gdzieś koło huśtawki i cofnęła się na piasek, zapobiegawczo zgarniając suche patyki, które dużo wcześniej zostały pewnie wyrzucone przez morze.
Usiadła na rozłożonej wcześniej jeansowej kurtce i zaczęła rozpoczęła przekopywanie plecaka, który był w nieładzie gorszym niż niejedna damska torebka. Po chwili wyciągnęła jakieś papiery, w większości pozginane w kulki, całe zapisane jakimiś dyrdymałami, na to rzuciła patyki.
- Voila! Teraz możesz pobawić się w harcerza rozpalającego ogień, ja co najwyżej podpaliłabym siebie mimo tego, że jestem cała mokra. - Lepiej nie dawać jej dostępu do ognia, nie raz spaliłaby sobie brwi zapalniczką, a co dopiero rozpalać prowizoryczny ogień. Wyciągnęła butelkę alkoholu i bezpardonowo ją otworzyła, upijając porządny łyk, który palił ją w przełyk. Cóż, dopóki nie ma ognia, to jakoś trzeba sobie radzić. Podała butelkę do Briana, po czym związała mokre włosy w kok, by nie oplataly szaleńczo jej twarzy, brakowało jej jeszcze wyglądu dziewczynki z "Ringu".

Brian - 2017-10-22, 18:56

Fakt lepiej pić w towarzystwie, ale smak whisky nie traci nawet, gdy pije się ją samotnie. Zaśmiał się cicho na jej słowa o ich upodobaniach literackich.
- Chyba powinienem wpisać do swojego cv hobby: literatura o psychopatach, mordercach i innych typach spod ciemnej gwiazdy. - zażartował, po czym się zreflektował. - Chociaż.. przecież ja nie mam cv.
Komuś kto szuka pracy takie cv oczywiście jest potrzebne, komuś kto pracuje mniej, a komuś kto nie szuka - wcale.
- W takim razie chętnie ci trochę wyżłopię. - dodał. Brian średnio lubił herbatę - takie przeciwdziałanie stereotypom dotyczącym Brytyjczyków - natomiast na zmarznięcie i problemy żołądkowe herbata była najlepsza i co poradzić. Jednak przynajmniej w rozgrzaniu się whisky powinna pomóc.
- Dziękuję. - podziękował, gdy stwierdziła, że nie jest taki zły jak na mordercę i skinął jej głową co w tamtej chwili musiało starczyć za ukłon. Oczywiście wieczory spędzone w knajpie to też nie był zły pomysł i można było sobie zarezerwować na ten cel niektóre wieczory, ale rzeczywiście niestandardowe wypady miały swój urok. Na przykład kilka godzin wcześniej nie pomyślałby, że zaliczy kąpiel na morsa i że będzie rozpalał ognisko. Dotarli na brzeg, gdzie Eviline zajęłą się zbieraniem suchych gałęzi, co zaaprobował. Dostarczyła także papierowych kulek, które nadawały się idealnie na podpałkę i od których gałęzie mogły się ładnie zająć. Przynajmniej tak mu się wydawało wnioskując z jego ograniczonej (oscylującej wokół zera) wiedzy harcerskiej. Zaśmiał się cicho na jej słowa, bo bądź co bądź podpalenie się, gdy ocieka się wodą takie proste nie jest.
- No widzisz, to też jakaś sztuka. - powiedział i przystąpił do rozpalania ogniska. Wyciągnął z kieszeni kurtki zapalniczkę, przykucnął przy stercie podpałki, pogrzebał w niej i podpalił od zapalniczki papierowe kulki, które szybko się podpaliły. Jeszcze trochę pogrzebał w tej stercie unikając płomieni i ostatecznie uznał efekt za zadowalający. Zanim kulki zdążyły zamienić się w popiół zajęły się od nich gałęzie. Wiadomo, że wzniecenie prawdziwego ognia trochę potrwa, ale był to jakiś start.
- Proszę bardzo druhno. - odezwał się do Eviline żartobliwie, prezentując swoje dzieło. - Survival mam zaliczony, ze mną nie zginiesz. - dodał, po czym ukradł jej whisky. No co, on też potrzebuje się rozgrzać, zanim ognisko na dobre się rozpali. Toteż sam rozłożył sobie kurtkę, na której usiadł i napił się whisky, po czym oddał ją w ręce blondynki. Sam nie wyglądał o wiele lepiej od niej, plus był jedynie taki, że miał mniej włosów, a te znajdowały się w gorszym nieładzie niż zwykle. Rozgrzany nieco whisky dopracował nieco ognisko dokładając kilka suchych patyków, a także kamieni, z których zrobił zaporę dla ognia. Ich póki co marne ognisko zaczynało wyglądać jak prawdziwe biwakowe ognisko. Przy okazji szukania kamieni znalazł muszelkę, którą po powrocie na prowizoryczny koc podarował Hiszpance. Przy ogniu było zdecydowanie cieplej.

Eviline - 2017-10-24, 22:13

- Zawsze możesz je zrobić i wysłać do mnie, wpiszę cię do akt jako pierwszą zainteresowaną osobę w sprawie zaginięcia jednorożców, uwierz mi, kiedyś zrobi to furorę. - Zaśmiała się, ba, sama nie potrzebowała cv, choć pisała je kilkanaście razy w życiu, jednak wszystkie znajdowały się w odmętach wielu dysków twardych z backupem, bo od tego zawsze miała przynajmniej trzy, a z jej szczęściem wolała zapisywać swoje dane wszędzie, gdzie się dało, byleby ich nie utracić, taka zmora tego wieku, że wszystko się trzyma na dyskach, ewentualnie kartach pamięci, o zgrozo.
- Polecam kawę, tylko taką sypaną, nie rozpuszczalną, odkąd zaopatrzyłam się w młynek i zaparzacz mogę wreszcie pić świeżą i bez cholernych fusów, potrzeba matką wynalazku. - Wzruszyła ramionami, przez wiele lat piła fusiastą kawę i gdyby jeszcze się to dłużej pociągnęło, to z pewnością zostałaby jakimś jasno/ciemnowidzem z fusów a'la szalona nauczycielka z Pottera.
Uśmiechnęła się jedynie na jego ukłon, jeśli kilka godzin temu ktoś by jej powiedział, że właśnie tak będzie spędzała wieczór, to za nic by w to nie uwierzyła, ba, wyśmiałaby osobę za tak skrajnie nienormalne poczucie humoru, a tutaj proszę, teraz sama robiła kolejną rzecz o której normalnie nawet by nie pomyślała. Ognisko na plaży, to ci dobre.
- W takim razie będę się uczyć, ale tylko teorii. - Posłała mu łobuzerski uśmiech i zaczęła się przyglądać jak rozpala ognisko. Ona pewnie zatrzymałaby się na etapie uzbierania gałązek, albo stworzenia podstawy ogniska, do rozpalenia w ogóle by nie dotarła, wolała to zostawić facetowi, bo jak wiadomo, oni często lepiej znoszą porażkę :lol2:
- Muszę zapamiętać na przyszłość druhu - Zaklaskała w ręce, jakby ciesząc się z rosnącego płomienia, przynajmniej w końcu zacznie być odrobinę cieplej. Odebrała od niego butelkę i upiła kolejny łyk. - Teraz trzeba zorganizować ci jakąś naszywkę, w końcu harcerze mają naszywki za osiągnięcia, czyż nie? - Rzuciła w jego stronę, gdy ten zaczął szukać gałązek na wzniecenie ich prowizorycznego ogniska. W międzyczasie zdążyła jeszcze trochę podkraść whisky, paliła w gardło, ale skutecznie rozgrzewała.
Zmarszczyła brwi biorąc w dłoń małą muszelkę, której bez obejrzenia nie rozpoznała.
- Dziękuję - obejrzała swój"prezent", uśmiechając się na ten widok, cóż, dla niej to był bardzo ładny gest, a też nigdy od tak nie dostała nawet takiej najzwyklejszej muszelki, więc zwyczajnie się ucieszyła, w końcu po mordercy-gwałcicielu nie mogłaby się spodziewać takiego gestu, no chyba, że była w tyle ze stereotypami. Położyła muszelkę w bezpiecznym miejscu, żeby jej nie zgnieść i przy okazji nie zgubić.
- Co planujesz? - Zapytała wystawiając jedną rękę w stronę ognia. - W sensie po naszym marnym poszukiwaniu jednorożców i nieudolnym "morsowaniu". - Postanowiła doprecyzować swoje pytanie, w końcu bez tego wydawało jej się zbyt ogólne i też taką odpowiedź mogłaby wtedy otrzymać, a najzwyczajniej zastanawiało ją to co jutro, czy jeszcze dzisiejszej nocy będzie robił jej towarzysz. Evil w tym momencie zachowywała się niczym Sherlock Holmes, jakby każda odpowiedź miała znaczenie, tylko drewnianej fajki jej brakowało, no i może odpowiedniego nakrycia głowy.

Brian - 2017-10-28, 21:52

Zaśmiał się cicho na jej słowa. - Taak, z pewnością. Będę sławny jako badacz sprawy zaginięcia jednorożców. - odpowiedział. Uznał ognisko za gotoe, więc już nic w nim nie grzebał, co byłoby z resztą ciut niebezpieczne, bo zdążyło porządnie się rozpalić. - To znaczy współbadacz. - odpowiedział, bo w sumie to Eviline zainteresowała go zaginięciem jednorożców. On pisał cv mniej niż dziesięć razy i zwykle lądowały w koszu w komputerze, bo już gdy skończyłszkołę średnią, stwierdził, że nie pójdzie na studia tylko dla przyjemności jego ojca i że praca jest ble. Nie dla szlachty :lol2:
Co innego, gdyby całkiem nie miał kasy.
- Kawie nigdy nie odmawiam. - odpowiedział. Nie tylko kawie, ale zdecydowanie byłą ona na tej liście. - Też nie toleruję fusów. - dodał. O zgrozo, tu się jakaś telepatia dzieje, bo przed oczami Briana również stanęłą nawiedzona czarownica z Pottera. Eviline nawet trochę podobnie wyglądałą. To znaczy jak taka młodsza, mniej nawiedzona wersja, więc może dobrze, że odstawiłą fusy. On w sumie też nie uwierzyłby, że tak fajnie potoczy się ten wieczór. Zagadka jednorożców i morsowanie, a teraz ognisko na plaży i do tego jest whisky.
- Taak, oni mają odznaki. Zasłużyłem na odznakę rozpalacza ogniska. - odpowiedział. W sumie jego wiedza o harcerstwie była znikoma, bo nigdy nim nie był. Już w "wieku harcerskim" interesował się końmi. Poza tym ma awersję do mundurków. Chociaż trudno mu było sobie wyobrazić, żeby blondynka ni z tego ni z owego wytrzasnęła mu naszywkę harcerską, chyba, że taką bardzo prowizoryczną.
Jedyna trudność w podarowaniu komuś muszelki polegała na tym, by ją znaleźć, bo większość była pokruszona. Na jej podziękowanie jedynie więc wzruszył barkami, bo to nie było dla niego nic takiego. Uznał po prostu, że muszelce będzie weselej w h towarzystwie, niż samej, jedynej na plaży.
- Hmm. Najpierw.. wypiję ci całą whisky. - odpowiedział na jej pytanie i jakby na potwierdzenie swych planów odebrał jej manierkę i pociągnął kilka łyków trunku. Oczywiście jednak wszystkiego nie wypił i oddał jej resztę whisky z powrotem. - Sam nie wiem, żadnych planów nie mam. Podejrzewam, że prędzej czy później powinienem doczołgać się do domu, inaczej zagłodzę psa. Chyba, że masz jeszcze jakieś ciekawe plany na ten wieczór, w których mógłbym towarzyszyć. Albo wymyślimy coś na poczekaniu. - dodał luźno. W zasadzie nie miał szczegółowych planów, lub nie były one szczególnie interesujące. Czasem nie miał pojęcia co będzie jutro, a czasem nie pamiętał co jadł na śniadanie, bo od tego czasu już tyle się wydarzyło. Tak to już z nim było.

Eviline - 2017-11-04, 19:15

- Możesz przypisać sobie wszystkie zasługi, mnie niech lepiej sława nie tyka. – Uśmiechnęła się wesoło odstępując mu swoją połowę zasług bez większego problemu. Gdyby to była realna szansa na wzbogacenie się i bycie sławnym, Ev i tak zareagowałaby w ten sam sposób, wolała grzebanie w samochodach i smar na rękach, który wżera się w skórę i często nie daje się domyć, wygodne życie nie jest dla niej.
- I bardzo dobrze, bo inaczej musiałabym szukać innego sposobu na ściągnięcie do mojego domu kogoś znajomego – zaczęła się śmiać, by Brian nie wziął tego na poważnie. – Czasami mam wrażenie, że mieszkam w domu na kurzej łapce, coś w stylu chatki czarownicy, wszyscy szerokim łukiem go omijają, a nawet nie mam ogara, który by tam straszył. – Dobra, może przesadziła z przystrojeniem domu przed Halloween, wciskając wszędzie dynie, nietoperze i inne upiorstwa, a na oknach robiąc smugi z czerwonego płynu imitującego krew, ale to nie powinno działać aż tak przesadnie na wrażliwy odbiór ze strony nielicznych przechodniów, z drugiej strony sama była sobie winna zwielokrotnionym realizmem swoich działań.
- Uformowałabym ci ją z piasku, ale nie byłaby dość trwała, więc będziesz się musiał obejść smakiem, wyobrażając sobie, że dostajesz taką wyimaginowaną. – Wzruszyła ramionami, nie miała nawet z czym tutaj improwizować, narobiłaby więcej szkody, niż pożytku całą tą akcją.
Sama muszelka na pewno będzie szczęśliwa wśród obecnego, dość nienormalnego towarzystwa, kto wie, może zostanie mechanikiem? Ev z pewnością posieje ją gdzieś na półce w swoim warsztacie/garażu. Naprawdę trzymała tam całą masę bibelotów, które umilały jej pracę, dlatego dla muszelki będzie to odpowiednie miejsce.
Już miała zaprotestować, ale Brian dorwał się do butelki. Cóż, kontrolowała mniej więcej ilość płynu w środku, to też uśmiechnęła się, gdy zobaczyła, że jednak nie zdołał jej wyżłopać wszystkiego, ale butelka się faktycznie kończyła.
- Nie jestem twórcza w tworzeniu planów wyjściowych, na dzisiaj chyba mi starczy takich udziwnień, którymi cię obarczyłam – przerwała tylko po to, by posłać mężczyźnie wymowne, rozbawione spojrzenie i upić niemal do końca trunek. – Jednak jak będziesz odczuwał chęć powtórzenia wieczoru, to u mnie kawę masz gwarantowaną, może do tego czasu znajdą się jakieś inne dziwne stworzenia, których będę poszukiwać. – Obecnie teoretyzowała, ale kto, wie, może faktycznie znowu coś jej się napatoczy? Pewnie po przeczytaniu jakiejś książki, a na to z pewnością długo nie trzeba będzie czekać.

Brian - 2017-11-12, 20:31

Wygodne życie natomiast zdecydowanie było dla Briana, przynajmniej jak dotąd dogadywał się z takim trybem życia i znajdował liczne sposoby na nudę, ni pozwalając jej w ogóle pojawić się na horyzoncie. A jednocześnie grzebanie w samochodach i smar na rękach również trafiały w jego "gust", chociaż raczej nie umywał się do zdolności Eviline. Może i dobrze, zawsze lepiej jest mieć zaznajomionego mechanika. Zaśmiał się na jej słowa, bo porównanie do domu na kurzej łapie było dość barwne. Fakt, przesadzenie z halloweenowymi dekoracjami mogło to tłumaczyć, ale idą święta, a za przesadę z świątecznymi dekoracjami nikt takiego domu unikać nie będzie. - Myślę, że jak narysujesz mi mapkę, to jakoś dotrę i twojego domostwa nie ominę. - odpowiedział. Ogień zajął uzbierane przez nich gałązki i płomień był teraz porządniejszy, w związku z czym mógł zastąpić ogrzewającą rolę szkockiej. Poza tym chyba wypity tego dnia alkohol zaczął na niego działać.
- Jakoś się bez niej obejdę. Będę obie też wyobrażał, że mam na sobie typowo harcerski mundurek.. chociaż może lepiej nie. Mam awersję, - odpowiedział, a ponieważ oddał Eviline resztkę szkockiej zajął się prowizorycznym porządkowaniem swojego odzienia, tak aby jak najszybciej nadawało się do założenia, więc trzymanie go na tyle blisko ognia, by się nie sfajczyły było chyba dobrym pomysłem.
- Ale chyba sobie z tym obarczeniem poradziłem. - odpowiedział, po czym wpadł na genialny pomysł. Blame it on the alcohol. - Na kawę chętnie przyjdę. A co do mitycznych stworzeń, możemy się zająć poszukiwaniami Nessie, potwora z Loch Ness. - zaproponował. - W moim przypadku wcale nie jest to taki zły powód, żeby zajrzeć do domu, choćby w sensie metaforycznym. - dodał. W zakątku Wielkiej Brytanii zwanym Szkocją, był po raz ostatni przed przyjazdem do Eastbourne, gdy wrócił z innego zakątka świata. Minęło więc trochę czasu. Domostwa Donney'ów w Szkocji zawsze ktoś doglądał, a szansa, że jego ojciec akurat w danej chwili, w której postanowiłby tam zajrzeć, będzie tam przebywał, była bliska zeru. Był wdzięczny za to, że planowała go wciągnąć w poszukiwanie kolejnych dziwacznych zwierząt, dlatego też odważnie użył "możemy", proponując zajęcie się Nessie. Brian & Eviline spółka z ograniczoną odpowiedzialnością. A może lepiej brzmi Eviline & Brian spółka z ograniczoną odpowiedzialnością? Mniejsza z tym.

Eviline - 2017-11-18, 23:11

Na święta to jej dom będzie błyszczał, ba, pewnie kilka razy zdąży wywalić sobie korki, ale w końcu czego się nie robi w imię świąt, okres w którym można głupieć bez konsekwencji, a Ev akurat rokrocznie spędzała święta sama, toteż strojenie domu było dla niej niezwykle ważne, odrywało ją od rozmyślań, czyli to był pomysł dobry, jak każdy inny.
- To nie jest zabawne, mam tamą mapkę w formie zdjęcia, prześlę ci w razie potrzeby. - Zaśmiała się, rysowanie dawno przeszło do lamusa, wystarczyło, że wcześniej musiała tych mapek rysować multum, postanowiła więc odpicować jedną raz, a porządnie i przesyłać ją elektronicznie, widniała nawet na stronie internetowej jej warsztatu, bo sam adres był zbyt absurdalny by trafić do celu bez ciągłego kręcenia się po tym zadupiu.
- Harcerski mundurek? Nie mów przy mnie takich rzeczy, bo zacznę to sobie wyobrażać, a wyobraźnie niestety mam dość bujną. - Roześmiała się wesoło, niemal łapiąc się za policzki z powodu charakterystycznego bólu szczęki od ciągłego uśmiechu. W jej reakcji zapewne też była ociupina winy ze strony wcześniej wypitego alkoholu, ale naprawdę była sobie w stanie wyobrazić Briana w harcerskim mundurze i nie był to wcale taki zły widok.
- Powiem ci, że tak, obecnie trafiasz na listę najlepszych towarzyszy moich wypraw. - Odpowiedziała przekornie, lista może nie była długa, więc lepiej jej nie pytać ile tam jest osób, ale Brian akurat zdał egzamin celująco i mógłby trafić do pierwszej trójki. Nie dość, że Hiszpanka dobrze się bawiła, to jeszcze ani razu nie poczuła się nieswojo, a to już wielki wyczyn, w końcu nie zdążyła zrobić z siebie dzikusa pokroju neandertalczyka i była z tego dumna.
- Z chęcią, o ile nie potwierdzi się fakt, że Nessie była tylko tajemnicą dwóch znajomych, którzy chcieli rozkręcić biznes turystyczny, zrobili zdjęcie, wymyślili potwora i obiecali sobie, że przez pięćdziesiąt lat będą ukrywać to w tajemnicy. Albo to biznes tak się rozkręcił, albo im się umarło zanim te pięćdziesiąt lat minęło. - Ha! Przed nią nic się nie ukryje, Nessie była jednym z jej pierwszych zafascynowań dziwnymi zjawiskami, magicznymi stworzeniami. Względnie pierwsze były dinozaury, ale wiadomo, że szybko musiała porzucić ich szukanie ze względu na historię i wielki wybuch o którym tak się naczytała. - Ale zawsze do Szkocji chętnie się przejadę, mam na jej punkcie lekką słabość odkąd zaczęłam się interesować bitwą pod Culloden, ale tym nie będę cię zamęczać. - Uśmiechnęła się szeroko, choć powoli szczękała zębami. Na szybko postarała się jeszcze wycisnąć więcej wody z włosów, choć w tym przypadku za wiele jej to nie pomoże. Co poradzić, jest w wieku w którym błędy popełnia świadomie i z przyjemnością, może kilka dni kataru ją trochę utemperuje w tej kwestii. To, czyje imię będzie pierwsze w nazwie nie miało znaczenia, ważne, żeby był aneks "z ograniczoną odpowiedzialnością" :lol2:

Brian - 2017-11-22, 20:45

On też spędzał święta sam, a w każdym razie ie w gronie rodzinnym, gdyby bardzo rygorystycznie trzymać się kryteriów, któe yznaczają, kto do rodziny nie należy, a kto nie. Do rodziny nale,zał ojciec, ale z nim Brian nie chciał się widzieć. Zostawały mu więc święta przy kuflu pia lub innym trunku, z kumplami, albo w domu z psem i przed telewizorem.
- W sumie całkiem nieżle sobie to wymyśliłaś. - odpowiedzał i cicho się zaśmiał, pomimo jej zapewnień, że "to nie jest zabawne".
- Tak, coś o tym wiem. - odpowiedział i nutka złośliwości znowu pojawiłą się w jego głosie. Bo w końcu kto wymyśliłby akcję z jednorożcami? Niestety chyba nikt o zdrowych zmysłach, tyko ktoś zdrowo rąbnięty. Ale w końcu nie jest najważniejsze żeby być normalnym, ale żeby być rąbniętym w sensie pozytywnym. W ten sposób co do jej wyobrażni się zgadzali, ale co do tego jak brunet wyglądałby w harcerskim mundurku raczej by się nie zgodzili, bo on też otrafiłto sobie wyobrazić.
- Dziękuję. - niemal się ukłonił, vhociaż nie bardzo mu się chciało. - A ty trafiasz na samo czoło listy ludzi, którzy zaufali mi, chociaż początkowo obawiali się, że mogę być mordercą, gwałcicielem i diabłem wcielonym. - dodał. Oczywiście taka lista nie istniała, ale cóż szkodzi, zawsze można to nadrobić.
- Nieee. Jestem pewien, że Nessie jest prawdziwa. - zapewnił całkiem szczerze, chocć niczego nie byłpewny. Po prostu wytłumaczenie Eviline chociaż logiczne, było za mało barwne, a przecież Nessie była bardzo barwna. Czy to nie byłoby zajebiste, gdyby istniałą naprawdę?
- Nie, nie dasz rady zamęczyć mnie Szkocją, ani nawet jej historią. To też jest moja słabość. - odpowiedział Donney, przyglądając się jej uważnie. Można powiedzieć, że Eviline mu zaimponowała. Nie żeby było to tak ciężko osiągnąć, ale akurat w wymiarze związanym ze Szkocją i jej historią - owszem. Doceniał zainteresowanie innych tym tematem, bo poza tym jego zainteresowanie historią czy nauką ograniczało się do magazynów popularnonaukowych. Toteż ktoś z IQ pod niebo i wiedzą omnibusową by mu nie zaimponował, bo wiedza omnibusowa go nie interesowała. Podczas jego edukacji interesowały go wyłącznie lekcje muzyki, zajęcia fizyczne i historia, jeśli akurat dotyczyła Szkocji, a i tak się nie wychylał.

Eviline - 2018-01-07, 01:05

- Zobaczymy co powiesz, jak ci się kiedyś zdarzy tamtędy jechać, co jest tak samo prawdopodobne, jak przylot kosmitów w ciągu następnych piętnastu minut w strojach striptizerek-króliczków z puchatymi ogonkami w różnorakich kolorach i czapkami z napisami świątecznymi. - Mruknęła ze zbolałą miną. Pominęła, że nawet kosmici uciekaliby gdzie pieprz rośnie przed jej jedynym sąsiadem, niewielkim emerytem o niezwykłej zawziętości do postanowionych sobie planów, które zmieniały się co równo miesiąc, choć te gorsze nudziły mu się i po dwóch tygodniach. Teraz miał etap codziennego mycia swojego chodnika, szczotą, na kolanach, mając w pobliżu wiadro pomyj, koniecznie o piątej nad ranem, bo wtedy najlepiej mu się śpiewało wniebogłosy "pieski małe dwa...", co już od przeszło trzynastu dni wyprowadzało hiszpankę z równowagi. Jak ona miała być normalna, gdy to był jedyny sąsiad w obrębie siedmiu kilometrów, prócz starszej kobiety, która jeszcze czasami otwierała swój bazarek w miejscu kompletnie bez klientów, czyli akurat zaledwie trzysta metrów od domu Ev.
- Polecam się na przyszłość - odpowiedziała na jego złośliwość, jednocześnie lekko trącając go w bark, zaczepnie, niżeli siłowo. Ev miała zamiar przejść przez życie czerpiąc z niego garściami, wykorzystując każdą nadarzającą się okazję do zrobienia czegoś niebanalnego. Nie miała zamiaru nastawiać tak innych, każdy miał swoje podejście, jednocześnie nie wymagała od innych akceptacji swojej osoby, ale jeśli trafił się ktoś chętny do spędzenia z nią czasu, to zawsze starała się wykorzystać sytuację jak najlepiej i właśnie dlatego byli tu, gdzie byli, mają za sobą dziwny dzień, ale zapamiętają go.
Uśmiechnęła się szeroko na słowa Briana.
- Może jednak zbyt srogo cię z początku oceniłam, ale nigdy nic nie wiadomo, w końcu wariatów nie brakuje - mrugnęła porozumiewawczo. - Wątpię za to by do tej listy trafił ktoś jeszcze ze względu na tak dużą ilość nominacji co do tego kim jesteś. - Roześmiała się wesoło, wątpiąc, że ktokolwiek inny uzna mężczyznę za mordercę, gwałciciela i diabła, co za dużo, to niezdrowo.
- W takim razie i ją musimy kiedyś znaleźć - przyznała bez większego zawahania, w końcu jeśli jest jakaś szansa, to czemu by z niej nie skorzystać? A nóż im się uda i zostaną odkrywcami zwierząt mitycznych? To dopiero byłby wymarzony zawód.
- Oooo, a to ciekawe, nieczęsto poznaję kogoś o podobnych zainteresowaniach, tych normalniejszych oczywiście. Przynajmniej nie będę musiała gryźć się w język, gdy przeczytam coś nowego ze wzmianek historycznych, nieczęsto się to zdarza, ale jednak. - Musiała przyznać przed sobą, że to jej się podobało, oczywiście, mogło to być niezdrowe i trafiłby się jej typowy, podręcznikowy naukowiec, czy historyk, ale w tym towarzystwie nie musiała się raczej o to obawiać. Teraz tylko pozostało jej powoli wyciągać z Briana więcej informacji, w końcu kto wie, czego się jeszcze o nim dowie?

Brian - 2018-01-08, 15:49

Musiał parsknąć śmiechem na jej kolejne słowa. Faktycznie, nalot kosmitów króliczków - striptizerek z kolorowymi króliczymi ogonkami i w świątecznych czapkach wydawał się surrealistyczny, chociaż kto wie. Może jest to nieodżałowana strata dla dziejów Ziemi, że w najbliższym czasie się tu nie pojawią, bo jakże barwna byłaby to "inwazja".
Fakt, trudno zazdrościć takiego sąsiada. Brian chociaż mieszkał otoczony innymi domami, zamieszkiwanymi przez jego sąsiadów, takich przeżyć z nimi nie miał. Od czasu do czasu zdarzały się głośne imprezy albo awantury, ale umówmy się, że sam nie był świętym i nie powstrzymywał się od tego, aby włączyć muzykę na ful, gdy dwno panowała cisza nocna, albo wyprowadzić swojego psa tam gdzie (podobno) nie można. Uśmiechnął się lekko na trącenie w bark w zamian za jego wcześniejszą złośliwość.
No to można powiedzieć, że mieli podobne plany, chociaż niektórzy by się nie zgodzili, że łażenie po barach jest niebanalne. Za to ludzie zdarzają się tam owszem i niebanalni, nawet na trzeżwo, czego przykładem była Eviline. Tak więc owszem, niebanalnie, jak najbardziej nierozsądnie i tak, aby się nie nudzić, a więc żeby i dopalacza pod postacią adrenaliny nie zabrakło.
- O przepraszam. Nigdy nie twierdziłem, że mam równo pod sufitką. - zaprotestował i tu powinien nastąpić diaboliczny śmiech, ale w jego miejsce brunet się tylko uśmiechnął.
No w sumie... taki zawód to jest coś, co mógłby uprawiać. Szkoda, że nie pomyślał o tym wcześniej.
- Polecam się, nie musisz już gryźć się w język. Aczkolwiek nasuwa mi się pytanie jakie są te mniej normalne zainteresowania? - zapytał, ponownie przywołując na twarz nieco bezczelny, ale uroczy uśmiech. Z perspektywy innych ludzi jego mniej normalnymi zainteresowaniami były te zagrażające jego życiu, któremu lubił zagrażać choćby przez łamanie przepisów drogowych, gdy nikt nie patrzy i motocross. A niech sobie wyciąga. Poza kilkoma rozdziałami, był otwartą księgą.

Eviline - 2018-05-31, 19:02

- I dobrze, bo jakbym cię zobaczyła na ulicy, to byłabym pewna, że wcale nie jesteś normalny. Zresztą to samo bym pomyślała o sobie w trzeciej osobie, ale to już podchodzi pod jakąś chorobę psychiczną, więc ciii... - Zaśmiała się, zupełnie ignorując, że mężczyzna niemal w ogóle się nie śmiał. Nie przeszkadzało jej to i jeśli będzie trzeba, to będzie się śmiać podwójnie, żeby odbić i jego normę, o!
- Najmniej normalne? A co ty myślisz, że ja ci tak wszystko na tacy pod nos podsunę? O co to, to nie, musisz mnie jeszcze trochę poznać. Mogę ci jedynie powiedzieć o zainteresowaniu, które na szczęście już mnie totalnie nie obchodzi hem... Kiedyś kolekcjonowałam masę zabawek erotycznych. Nie, żebym się bawiła, czy coś, nic z tych rzeczy, po prostu aspirowałam do rekordu guinnessa, ale... Bracia przyjechali w odwiedziny i jak zobaczyli wszelakie zabawki na półkach, to niemal nie pomdleli w korytarzu i teraz staram się pozbyć całej kolekcji. Nawet nie wiesz jak ciężko sprzedać osiemnastowiecznego sztucznego penisa! :lol2: - Opowiadała mu z rozgorączkowaniem, wcale nie zdając sobie sprawy jak to o niej może świadczyć, przecież nikt normalny, ba, nawet wielu nienormalnych ludzi nie zajmuje się takim oto kolekcjonerstwem, ba, przez myśl to ludziom nie przechodzi a tu jeb, Ev ma w swoim domu masę sztucznych penisów. Chora kobieta.
- Dobra, tylko teraz nie patrz na mnie krzywo, ja nie zaglądam do twojego domu i nie sprawdzam, czy sam się przypadkiem zabawkami nie zabawiasz, o. Udajmy, że nic takiego nie mówiłam. - Lekko spąsowiała na twarzy, ponieważ chyba zdała sobie sprawę, że odpowiedziała mu o czymś, czego nie chciała wywlekać na światło dzienne, a znali się przecież jakiś em... dzień, więc jej paplanie zdecydowanie stawiało tę znajomość w dziwnej sytuacji.


/święcie myślałam, że ci odpisałam, zapłon niezły :lol2:



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group