Salire In Ignis - 2015-05-29, 00:05 Cóż była ambitnym zwierzęciem, wystarczyło tylko pokazać, że ma na grzbiecie kogoś wartościowego. Przeskakując cztery przeszkody pod rząd poczuła dumę, że udało jej się wykonać każde ze skoków dobrze. Zafurkotała chrapami, zadowolona z wykonanego zadania, by ruszyć zaraz równie żwawym krokiem do kolejnej przeszkody, stacjonaty. Trzeba było przyznać, że spodobało się jej skakanie, więc kobieta nie miała powodów do tego, by jakoś szczególnie ją do tego zachęcać. Wykonała trzy mocniejsze foule, by znów odbić się kończynami i ustawić ciało do skoku. Wygięła szyję, składając przody, po czym przeskoczyła stacjonatę, miękko lądując na ziemi. Podczas lotu otworzyła się zadem, by mieć większą kontrolę nad swoimi przodami i nie zahaczyć o belkę.
Znów ruszyła galopem przed siebie, czekając na instrukcje amazonki, bo to od niej zależało to, jaką przeszkodę pokonają jako następną.Nicol Illas - 2015-05-29, 23:14 Kogoś wartościowego? To chyba można poczuć się dowartościowanym skoro koń dobrze jechał pod taką osobą. Skoro wolała skakanie nie pozostaje nic innego jak się cieszyć z tego po prostu, po przelecieniu nad stacjonatą pokierowała klacz po prostej dopiero przed narożnikiem odbiły w lewo. Równym galopem kierowały się ku nowej przeszkodzie wyglądem przypominała dwie stacjonaty łudząco podobne do szeregu. Jedna od drugiej oddalona o jakieś 4 foule po prostej, pokierowała klacz na pierwszą która była nieco niższa bo 40 zamknęła w pomocach, dojeżdżając dała łydkę, weszła w półsiad, oddała wodzę by po wylądowaniu przejechać owe cztery foule i podobny schemat powtórzyć przy drugiej stacjonacie która była o 10 cm wyższa. Przed nimi ostatnie zadanie i będzie można trening uznać za zakończony pełnym sukcesem.Salire In Ignis - 2015-05-31, 21:01 Rozkręciła się, trzeba było jej przyznać. Teraz już nawet wymazała z pamięci tamte drągi - najważniejsze, że zniknęły jej z pola widzenia na dobre. Najbardziej istotny w tym momencie dla rudej był parkur i przeszkody, które jeszcze stały jej na drodze. Miała zamiar pokonać je wszystkie, niezależnie od tego, czy będą wysokie czy też nie. Ciekawe, czy jej słomiany zapał utrzyma się długo, czy... no, ale mniejsza.
Rozdęła chrapy, wypuszczając ze świstem powietrze. Powoli zaczęła odczuwać skutki wcześniejszego wysiłku. Sierść lśniła jej od potu i dało się słyszeć jej przyspieszony oddech, kiedy biegła przez środek parkuru, galopem zmierzając ku narożnikowi, gdzie zgodnie z poleceniem amazonki odbiła w lewo, najeżając na kolejną przeszkodę. Wykonała więc trzy mocniejsze foule, odbijając się po raz kolejny od podłoża i pokonując przeszkodę. W czasie lotu wyciągnęła mocno szyję i wprawiła w ruch mięśnie zadu, unosząc kończyny wyżej. Nie był to płaski skok, starała się wybijać jak najmocniej i jak najwyżej. Dobrze byłoby to wypracować. Kiedy wylądowała, zacięła mocno ogonem o własne boki, po czym galopem zaczęła zbliżać się do ostatniej przeszkody. Cztery foule, po czym wybicie i powtórzenie procedury jak przy poprzednim skoku, lądowanie.
Prychnęła głośno, dumna z kolejnej pokonanej stacjonaty.Nicol Illas - 2015-06-01, 21:36 Ważne by ktoś ten zapał rozkręcał a nie znowu stała biedulka w boksie i patrzyła w swoje cztery ściany, swoją drogą ciekawe czemu prócz drągów ma uprzedzenia do stajennego Kończyły już trening została im ostatnia przeszkoda, potem tylko rozstępowanie i to boksu gdzie sobie odpocznie. Ostatnia przeszkoda to doublebarre niskie bo niskie ale na początek dobre, 40x50 czyli takie wysokości jak już skakały więc nie powinno być większych problemów. Ponownie ten sam najazd choć lekkie skrucenie przed skokiem, łydka, półsiad z lekkim musnięciem łopatek, po wylądowaniu pochwała za dobre skoki. Ostatecznie przeszły do kłusa i stępa wszystko po ponad 10 minut by klacz odpoczęła na luźnych wodzach ale pilnowała jej co by harców nie robiła.
Ostatecznie wyszły z.tSalire In Ignis - 2015-06-01, 21:49 Tak więc po rozstępowaniu, wybyła z kobietą.
z/tVivianne Feron - 2015-07-27, 14:30 Jako, że wszystkie mniejsze miejsca były zajęte, dziewczyna postanowiła skierować swoje kroki ku arenie zewnętrznej. Nie chciała nikomu przeszkadzać, a to miejsce było zupełnie puste – a więc tylko czekało na to, żeby brunetka przyprowadziła jakiegoś wierzchowca. Pogoda sprzyjała, a więc nie zamierzała także dusić się w zamkniętym pomieszczeniu, gdy można było swobodnie korzystać ze słońca.
Przyprowadziwszy Savera weszła wraz z nim za bramkę, którą szczelnie zamknęła, a następnie poprowadziła konia w stronę schodków. Mimo tego, że bez problemu wsiadłaby z ziemi, wolała zdecydowanie wspomóc się podnośnikiem, aby już na wstępie nie zdenerwować hanowera. Gdy byli już na miejscu sprawdziła enty raz podpięcie popręgu, weszła na schodki i wprawnym ruchem dosiadła kopytnego. Wsunęła stopy w strzemiona i z uśmiechem zauważyła, że tym razem udało jej się idealnie je dobrać. Oparła się w nich na tyle, na ile mogła, odnalazła najniższy punkt w siodle i schwyciła porządnie wodze w palce. Dopiero po tych kilku operacjach dała karemu łydkę do stępa i w ten sposób rozpoczęła trening.
Już z jego grzbietu zaczęła się rozglądać za różnym sprzętem, który przyda się jej podczas treningu. Na placu rozstawione były drągi oraz cavaletti na kłus oraz drągi na galop. Gdzieś niedaleko stał także niewysoki krzyżak oraz stacjonata, choć dziewczyna nie była przekonana czy akurat z tych pomocy skorzysta. Nie zwykła skakać na koniu, na którym siedziała pierwszy raz w życiu, ale nie zamierzała go pochopnie oceniać. Może jeśli okaże się spokojny odważy się na małe skoczki? Dawno nie skakała i nie wiedziała czy przypadkiem nie wyszła już z wprawy.
Wypchnęła konia na woltę dając mu ku temu wyraźny sygnał dosiadem. Cofnęła zewnętrzną łydkę i lekko pociągnąwszy za wewnętrzną wodzę kierowała go ku środkowi areny. Póki co nie bawiła się w podstawianie konia. Chciała iść na delikatnym kontakcie, aby Saver przyzwyczaił się do niej i otoczenia i nieco się rozluźnił.Saver - 2015-07-27, 22:57 On nie miał problemów z trenowanie na hali wraz z innymi parami, był wtedy zbyt skupiony na jeździe którą miał wykonywać by przejmować się resztą. Pogoda faktycznie im dopisywała, ogier ciekawsko rozglądał się po drodze ale bez jakiś sztuczek wobec dziewczyny szedł potulnie tuż obok niej. Po wejściu za bramkę parsknął krótko przebierając przednią nogą w ziemi, jakby oceniał podłożę. Po czym ruszył za nią pod schodki, odchylając uszy w kierunku Viv czekał aż wszystko sprawdzi, dopnie oraz ostatecznie go dosiądzie. Jedno ucho zaraz postawił do przodu drugie na niej zostawił kiedy już na nim siedziała, obił lekko niecierpliwie ogonem o boki kiedy czekał na sygnał do marszu na przód. W końcu go dostał więc nawet nieco zbyt aktywnie ruszył stępem do przodu prowadzony przez amazonkę, karosz spoglądał głównie przed siebie ale czasami zerknął kątem oka na boki. Skoro nie ćwiczyli na serio tylko stępowali raczej na luzie mógł sobie na to pozwolić, co do skoków mogła na nim nawet większe jechać byle dokładnie i mocno go prowadzić na przeszkodę bo kogoś nie pewnego mógłby ponieść lub zaatakować przeszkodę nie tak jak powinien co by mogło się źle skończyć. W końcu poczuł że jednak nadszedł czas na nowe ćwiczenie i posłusznie wygiął ciało do środka areny wchodząc tym samym na woltę.Vivianne Feron - 2015-07-27, 23:16 Ona także nie miała problemów z trenowaniem wraz z innymi parami, ale gdzieniegdzie dopiero zajeżdżano konie, w innych, mniejszych miejscach było już trochę koni, dlatego wybrała ustronną arenę, która zdecydowanie jej odpowiadała. Nie chciała cisnąć się w budynkach, kiedy na dworze można było swobodnie korzystać ze świeżego powietrza. Jeśli natomiast chodzi o skoki to nie lubiła tego robić na koniach, których nie znała. Jedna czy dwie jazdy pozwalały zaufać koniowi na tyle by pozwolić mu ponieść się w powietrze, a ona nie była zbyt ufna wobec zwierząt. Musiała zgrać się z drugą połówką jabłka nim zacznie planować jakieś konkretniejsze treningi. Ale jak wcześniej zostało wspomniane – wszystko wyjdzie w praniu i zależy od zachowania karego.
Od dzieciństwa uczono ją, że nie ma sensu na pracę z koniem od samego początku jazdy. Te pierwsze kilka minut pozwalały zwierzęciu rozluźnić się i przyzwyczaić do myśli o rozpoczętym treningu. Mogła oczywiście od pierwszej sekundy próbować go zbierać, ale nie chciała by cały się spiął i denerwował treningiem. Na razie było w porządku tak jak było. Nieco luźniejsza wodza, swobodne tempo – choć to nawet dobrze, że nie stępował jak ślimak, Vivianne wolała zdecydowanie takie koni od tych, które ciągle trzeba było pchać.
Po zakończonej wolcie ponownie poprowadziła ogiera na ścianę, a tam zrobiła z nim serpentynę mającą na celu rozgrzanie jego szyi oraz stawów. Na jednych, przeciwległych ścianach kontynuowała poprzednie ćwiczenie, a na drugiej parze wtrącała pośrodku ściany woltę. Jeśli koń wykonywał poprawnie wszystkie wydawane przez nią polecenia to pod koniec całego okrążenia poklepała go delikatnie i zmieniła kierunek, powtarzając przed chwilą zadane czynności. Tym razem skróciła już wodze, żeby mieć lepszy kontakt z pyskiem Savera a także zaczęła nieco mocniej działać wewnętrzną łydką i pulsacyjnie tą samą wodzą pokazując ogierowi aby zgiął się ku środkowi ujeżdżalni a także opuścił nieco w dół łeb. Starała się też działać dosiadem na tyle, by zaangażował do pracy zad, ale nie tak mocno, żeby miotać się po siodle.Saver - 2015-07-29, 21:56 On praktycznie nadawał się dla każdego choć mogłoby być różnie z juniorami w zależności od stopnia ich wiedzy, był dość zrównoważony i spokojny względem wszystkich istot żyjących to też nie miał z niczym problemu no chyba że ten drugi go miał to nie omieszka się bronić ale nie żeby wykazywał agresję czy dominację. To samo względem ludzi dla tych co jasno stawiali zasady był aniołkiem, dla tych nie pewnych lub nie umiejących sobie rady dać potrafił pokazać różki. Z nim raczej była bezpieczna tu tylko kostki mogły zadecydować o wypadkach ale to na zawodach bo mg chyba nie wpada tu Ogier mimo że wstęp był luźny przykładał się do pracy, chętnie szedł do przodu czy mielił raz po raz wędzidło w pysku. Był przystosowany do różnej pracy i żadna mu nie przeszkadzała, czy to było coś co znał czy coś nowego. Wyciągnięta jak na razie swobodnie szyja ładnie prezentowała się mimo jeszcze nie wzmożonej pracy, po wolcie wrócili na ścianę. Serpentyna również nie była dla niego szczególnym wyzwaniem nadal ładnie kroczył do przodu by w odpowiednim miejscu skręcić ciało nadając je w taki delikatny łuk by ostatecznie zakręcić i robić coś na wzór półkola by znowu na prostą. Później na jednej ścianie powtarzali serpentynę na drugiej wolty, koń starał się ładnie wpisywać w łuki wyginając w takt jej pomocy. Gdy skończyli okrążenie zmienili kierunek i powtórzyli te same ćwiczenia na drugą stronę, na skrócenie wodzy ładnie podstawił zad który obecnie był motorem jego ruchu i częściej mielił pyskiem. Lekkie wygięcie do środka za pomocami łydka-wodza oraz lekkie opuszczenie łba w dół i wyekspanowanie szyi.Vivianne Feron - 2015-07-31, 13:40 Cóż, wygląda na to, że Saver jest dobrze poukładanym koniem i zdaje się, że zaczęli się dogadywać już od samego początku. Wykonywanie poleceń przez konia i żwawe kroczenie naprzód podbudowało nieco samoocenę Vi. Nie lubiła ona bowiem koni, które na mocniejszy kontakt czy próbę podstawienia szczerzyły się i wyciągały łby niczym żyrafy, czy też pchania ich w stępie, kiedy zachowywało się jak ślimaki. Saver był grzeczny, energiczny, a swoją postawą wywołał delikatny uśmiech na ustach brunetki.
Kiedy koń był już ustawiony na pomocach i poprawnie pracował zadem, Vivianne postanowiła przyspieszyć nieco tempo i już po chwili ogier otrzymał sygnał do kłusa poprzedzony delikatną półparadą. Pierwsze kilka kroków wysiedziała w ćwiczebnym aby po chwili zacząć anglezować, pilnując by podnosić się na zewnętrzną nogę konia. Cały czas delikatnie pracowała wewnętrzną wodzą, aby przypominać ogierowi o ustawieniu. W każdym rogu ujeżdżalni wypychała go na sporą woltę pilnując przy tym by nie wypadł z ustawienia i szedł w ładnym wygięciu. Po jednym kole tych ćwiczeń zmienili kierunek (i przy okazji nogę anglezowania) przez przekątną aby przejechać jeszcze przez długą ścianę i skręcić do środka na pięć ustawionych po ukosie drągów. Brunetka pilnowała ogiera łydkami aby najechać na sam środek „przeszkody”, a kiedy zaczęli ją przechodzić uniosła się do półsiadu.Saver - 2015-08-06, 22:46 Trochę jak tu przyjechał był nie swój, miał czasem odpały lub gorszy dzień jak każdy człowiek czy koń. Ale był w takim wieku że już głupoty mu nie były w głowie, nie była złym jeźdźcem po prostu może dawno w siodle nie siedziała czy coś? Z stawki koni jeszcze lepsza na takie jazdy była Rav ale ona matkuje więc trochę ciężko Czasem się zawiesił czy coś ale to trzeba mu wybaczyć czasem bywa lekko roztrzepany ale wystarczy lekkie upomnienie czy powtórzenie i idzie jak burza, był chyba typem który lubił aby ludzie byli z niego zadowoleni. Albo jeszcze lepiej jak kuba bogu tak bóg kubie, jako że Viv była od początku do teraz dla niego dobra, spokojna i konsekwentną on odwdzięczał się dobrą pracą i spokojem. Czuł że coś się święci bo półparada była tego znakiem, płynnie przeszedł do kłusa, aktywniejsze wyciąganie nóg przed siebie i zdecydowanie szybsze. Nadal ładnie szedł oparty równo na wodzach czy pracując zadem, w narożniku hali koń ładnie owijał się w pomocach dziewczyny zakręcając najpierw przód w łuk by zaraz i zad za nim poszedł. Pilnowany przez kobietę ani myślał zwalniać czy wychodzić z ustawienia, pewnych rzeczy był już wyuczony chyba z wiekiem więc nawet pewnie dopiero odpowiednie pomoce lub sygnały zmusiły by go do zwolnienia czy zmienienia ustawienia. Po wykonaniu koła zmienili kierunek oraz nogę którą ogier po prostu przerzucił w locie na tą drugą, przejechali przez długą ścianę i ponownie skręcili do środka. Na widok drągów ogier zastrzygł uszami obijając delikatnie ciemnym ogonem o boki, po dojechaniu na ową przeszkodę idealnie na środku przejechali przez drągi. Nogi góra - dół, góra - dół idealnie wpasowywał je w luki między kolejnymi belkami - przynajmniej starał się.Vivianne Feron - 2015-08-10, 18:45 Wzmianka o zmianie nogi anglezowania w kłusie dotyczyć miała raczej Vivianne, która pilnowała aby unosić się wtedy, kiedy koń wystawia zewnętrzną łopatkę do przodu, a więc by to zrobić usiadła na jeden takt w siodle przy zmianie kierunku. Wracając.
Cały czas pilnowała aby koń nie stracił rytmu przy wjeździe na drągi. By sobie w tym pomóc dawała mu delikatne łydki i robiła półparady, starając się pokazać mu co się święci. I pach, już w tym momencie znajdowali się na drążkach, które – tak jak myślała – nie stanowiły dla Savera żadnego problemu. Pochwaliła konia jakimś miłym słowem po przejechaniu przeszkody, pilnując aby nie wypadł ani z rytmu ani z ustawienia nawet po przejechaniu tych kilku przeszkód. Dojechała z nim do krótkiej ściany, która była na wprost nich by już za chwilę wyprowadzić konia po łuku na nieco inną przeszkódkę – tym razem były to cavaletti. Już z daleka upominała go przez lekkie przytrzymanie wędzidła, że coś się święci, aby ogier zwrócił całą swoją uwagę na to, że tym razem trzeba będzie troszkę wyżej podnieść nogi.
Jeśli i ten element pokonali bez problemu, dziewczyna poprowadziła konia na przeciwległą ścianę i ponownie zmieniła jego ustawienie przez zmianę kierunku. Dawała mu nieco mocniejsze sygnały wewnętrzną łydką, aby zwrócił się ku środkowi, a kiedy ustawił się poprawnie na pomocach nakreśliła wraz z nim woltę, a po niej ponownie nakierowała go na cavaletti, tym razem z drugiej strony. Załóżmy, że właśnie tak było idealnie. ;pSaver - 2015-08-15, 20:15 Ogier dawno w sumie nie trenował jedyne co ostatnio robił to startował w zawodach, właścicielka chyba o nim zapomniała i jest tak a nie inaczej. Ogier skakał na tą chwilę już dość wysoko więc drążki były dla niego pestką, parsknął krótko pochwalony jednak nadal skupiał się na wykonywaniu dokładnie oraz dobrze zadań przed nim stawianych. Powrócili na ścianę lądując wpierw na krótkiej, gdzie zaraz wykręcili na łuk na nową przeszkodę. Ogier zastrzygł uszami oraz zaciął ogonem starając się nie trafić nim po nogach dziewczyny bo to prawie jak z bicza, cavaletti nie wiele różniło się od drągów jedynie że były postawione na takich podnośnikach żeby były nad ziemią a nie na ziemi. Zwrócił na kilka sekund na nią uszy kiedy poprosiła go o skupienie ponownie nieco skracając kroki co by nie zaryć o przeszkodę po dojechaniu do nich ogier ponownie wysoko unosił po kolei każdą z kończyn. Potem powrót na ścianę i zmiana kierunku, wjechanie na woltę która gdzieś tam odbyła się na środku hali nie było aż takie idealne. Koń wpadł w delikatny poślizg przez co wyglądali jakby tańczyli taniec na lodzie, choć nawet udało mu się utrzymać względny pion i szybko poprawił się wykonując do końca woltę. Cavaletti przeszedł podobnie jak tamto wysoko unosząc nogi Diego Montana - 2015-11-09, 21:59 Skierował się z ogierem na maneżę i arenę na zewnątrz, nie było zbyt zimno więc nie mogli narzekać, a w ruchu zawsze cieplej ! Tak czy siak dotarli właśnie tutaj, oprowadził ogiera w ręce dookoła, po czym podprowadził pod schodki, poprawił wszystko by było perfect i dosiadł. Nie pozwalał mu na samowolkę o ile zachowywał się dość grzecznie, odesłał go na ślad na luźnej wodzy o ile nie wszedł z nim od razu na lekki kontakt.G-Dragon - 2015-11-10, 13:20 Przez całą drogę ze stajni na arenę przeszedł już znacznie ożywionym tempem. Głowę niósł wysoko, a uszy poruszały się na boki, wychwytując każdy interesujący dźwięk. Nie deptał jednak mężczyzny, a kiedy ten mu przypominał o tym kto tu kogo prowadzi posłusznie podążał za nim.
Wszedł na arenę i rozejrzał się po niej czujnie, następnie został oprowadzony w ręku dookoła, więc mógł się dokładnie wszystkiemu przyjrzeć. Zatrzymał się dopiero pod schodkami. Cofnął na moment uszy do tyłu, gdy mężczyzna podciągał popręg, ale po chwili znów postawił je na sztorc. Kiedy ten usadowił się już na jego grzbiecie powoli ruszył na ślad, wyciągając szyję dla własnej wygody.