Nearly Perfect - 2015-05-18, 11:29 Nearly Perfect szła posłusznie za Caroline w pośrednim tempie: ani nie wyrywała się do przodu, ani nie zostawała w tyle. Po drodze ciekawie rozglądała się, zapoznając z nowym, chociaż w pewnym sensie znajomym otoczeniem. Po wkroczeniu na halę kobieta zrobiła z nią kółko po obiekcie, podczas którego Perfect zapoznała się z halą, po czym zatrzymała ją.
Podczas poprawiania sprzętu klacz stała spokojnie poddając się zabiegom kolorowowlosej, a nawet zaczepiła ją nieśmiało, lekko trącając w ramię. Po dopięciu wszystkiego na ostatni guzik, gdy Caroline znalazła się na grzbiecie kasztanki, klacz od razu zareagowała na sygnał do stępu ruszając przed siebie. Skupiła się od razu na treningu, nie ignorując oczywiście obecności dwudziestopięciolatki na swoim grzbiecie. Perfect była po prostu ambitna i starała się zawsze wszystko robić jak najlepiej, z jak największym zaangażowaniem i skupieniem. Tak było i tym razem.Caroline Hathaway - 2015-05-20, 23:16 Pierwszy wspólny trening zawsze budził wiele kontrowersji ale nie przejmowała się nimi zbytnio, zachowywała powagę oraz czujność. Nie narzucała też ni jak swojej woli klaczy starała się ją wyczuć oraz dojść do pewnego kompromisu, ale wszystko stopniowo małymi kroczkami. Zanim ją dosiadła pogłaskała ją dodając otuchy, nie zamierzała jej dziś forsować drobny rozruch. Na razie szły na luźniejszej wodzy przez dwa kółka dopiero po chwili weszła z nią na kontakt pracując nadgarstkiem oraz delikatnie pracując dosiadem prosząc o zaangażowanie zadu. Jeśli im się udało kolejne koło i zjazd do środka gdzie zaczęły kręcić proste figury czyli wolty, koła, serpentyny, wężyki najpierw o większych średnicach z czasem ściaśniając je stopniowo.Nearly Perfect - 2015-05-21, 21:00 No to punkt dla Caroline, bo Perfect chociaż była klaczą o raczej spokojnym usposobieniu, na początku znajomości z człowiekiem była trochę nieufna, zdarzało się jej też płoszyć z błahych powodów, ale było to spowodowane całkiem innym czynnikiem, z człowiekiem związanym tylko pośrednio. Na razie jednak powoli przekonywała się do kobiety, doceniała, że nie narzuca jej swojej woli, ale że współpracują w pewnym sensie.
Przez dwa okrążenia szły na luźniejszej wodzy, co kasztanka wykorzystała na rozglądnięcie się jeszcze po sali i przywyknięcie do obecności człowieka na swoim grzbiecie. Kiedy kolorowowłosa weszła z nią na kontakt, selle francais od razu na to zareagowała. Z natury była ambitnym koniem dlatego zawsze starała się skupiać i angażować, pokazać też z najlepszej strony. Angażowała również zad, zgodnie z sugestiami od amazonki.
Gdy wyjechały na środek do prostych figur, sześciolatka przykładała się, pozostając na właściwym wygięciu i ustawieniu. Figury były proste, z początku miały większe średnice, potem jednak te średnice zmalały, co sprawiło, że figury były nieco trudniejsze, chociaż oczywiście nadal wykonalne.Caroline Hathaway - 2015-05-28, 23:48 Na spokojnie nie będzie przecież ani jej tu katować fizycznie czy psychicznie ani zmuszać do bóg wie czego. Specjalnie nie jako rozgrzewka miałaby dłuższa żeby kobiety się mogły poznać oraz dopasować, były tu same cała hala dla nich więc mogły wszystko na spokojnie robić bez ciśnienia. Oczywiście wejście na kontakt też nie było gwałtowne, delikatne, subtelne ale wyczuwalne. Pracowała nadgarstkiem by skupić klacz na swojej osobie co by wyeliminować czynniki stresowe czy błędy na start. Starała się i dokładała wszystkich pomocy oraz sugestii wysyłanych do klaczy dosiadem,łydką oraz wodzą by jak najlepiej się jej pracowało. Dorzuciła w stępie jeszcze przejścia stęp-stój-stęp by po powrocie na ścianę wypchnąć ją do kłusa, ponownie dwa luźniejsze koła. Kolejno wyższe ustawienie czyli kontakt + praca zadem, zjazd do wewnątrz figury oraz przejścia kłus-stęp-kłus-stój-kłus.Nearly Perfect - 2015-05-31, 22:19 Wszystkie wysiłki Caroline, żeby ten trening odbywał się spokojnie i bezstresowo,a także aby choćby nawiązała się nić porozumienia między jeżdżcem a koniem odnosiły skutek: Nearly była skupiona na kobiecie, ale też cały czas zaangażowana, dawała z siebie wszystko, chociaż póki co była to tylko rozgrywka. Może po prostu chciała pokazać się z jak najlepszej strony.
Podczas przejść poprawnie reagowała na sygnały od kolorowowłosej zatrzymując się, to ruszając stępem, zgodnie z otrzymywanymi pomocami. Na sygnał do kłusa też poprawnie zareagowała, przechodząc do szybszego chodu, jednak nie wyrywała się i nie przyspieszała bardziej niż to było konieczne, mimo pokładów energii. Pewnie, że chciała się wybiegać, ale była raczej ułożonym koniem, nawet jeśli jej zajeżdżanie było procesem długotrwałym i wale nie łatwym, więc Perfect po prostu była przekonana, że jeszcze się wybiega.
Cały czas byłą skupiona i zaangażowana, dając z siebie wszystko, nie tylko ze względu na jeźdźca, ale z własnej ambicji. Zrobiły dwa koła luzem, potem weszły na wyższe ustawienie i zjazd do figur, podczas których klacz wyginała się odpowiednio, starając się z pomocą Caroline zachować ustawienie i nie wypadać łopatką lub zadem. Powoli też nabierała zaufania do kobiety, chociaż do całkowitego zaufania było im jeszcze daleko. Kasztanka po prostu cieszyła się, że może się poruszać, spożytkować energię w konkretny sposób: jako koń ambitny selle francais lubiła treningi.Caroline Hathaway - 2015-06-11, 18:56 Jak na razie udawało się jej to w 100% w sensie pokazywanie się z jak najlepszej strony, nawet na rozgrzewce czasem warto włożyć w to więcej serca niż tak tylko. W końcu po rozgrzewce w niższych chodach przeszły do galopu, w tym chodzie również wykręciły wszystkie znane figury, zrobiły przejścia, kółka na luzie. W końcu zwolniły do stępa gdzie chwile się rozluźniały w tym chodzie zanim stajenny ustawił kilka przeszkód jak i ułożył drągi na podłożu. Po krótkim stępie około 2 całych kół przeszły ponownie do kłusa, utrzymując klacz w tym chodzie najechała wpierw na drągi leżące na ziemi a następnie na kopertę wysyłając jej odpowiednie sygnały.Nearly Perfect - 2015-06-24, 19:21 Ucieszyła się z przejścia do galopu, mając możliwość porządnego rozruszania się, ale wcale nie szarpała, ani nie wyrywała się do przodu, ograniczając się do tempa narzuconego do Caroline. Nearly Perfect była klaczą ambitną, dlatego nadal przykładała się do ćwiczeń, była skupiona i zaangażowana. Starała się pokazać z jak najlepszej strony, jednocześnie poruszając się z lekkością, niewymuszenie, może dlatego, że to co robiły naprawdę przynosiło jej przyjemność.
Podczas wykręcania figur w galopie nadal była zaangażowana, pozostała w aktywnym tempie i jeśli tylko kobieta trochę ją przypilnowała wykonały figury bez problemów, w odpowiednim ustawieniu, bez wypadania. Podobnie było z przejściami, klacz dobrze reagowała na pomoce, o ile te były jasne, ale też wyważone, chyba na razie całkiem nieźle się "dogadywały". Kasztanka zastrzygła uszami i parsknęła z zadowoleniem, gdy dostrzegła ustawiane drągi i przeszkody. Po dwóch kołach w stępie dwudziestopięciolatka poprosiła ją o kłus, po czym nakierowała na drągi, przy których selle franais starała się wysoko podnosić nogi, by nie stuknąć kopytem w żaden drąg, można jednak założyć, że raz lub dwa jej się to zdarzyło, co tylko zmotywowało sześciolatkę, do większego skupienia. Gdy po przejechaniu przez drągi kolorowowłosa skierowała kasztankę na kopertę, Perfect dobrze zareagowała na pomoce otrzymane od Caroline, odbijając się na dany sygnał, ładnie składając w locie i miękko lądując. Musiałą dać upust radości i energii, zrobiła więc małego baranka.Caroline Hathaway - 2015-06-25, 19:25 Tak konie podobno najlepiej czują się w galopie, ona nigdy się tego nie dowie bo no koniem nie była ale mogła się tylko domyślać. Chciała sprawdzić konie obecne w stajni bo czas poszukać swojego koniska a nie tylko jeździć na cudzych, może Nearly będzie odpowiednia? Na strzelenie baranka kobieta nieco mocniej złapał się nogami siodła by nie spaść z niej.
-Spokojnie. - powiedziała do kasztanki kolejno kierując na jedną potem drugą stacjonatę, w odpowiednim miejscu dała jej łydkę do wybicia, weszła w półsiad, oddała wodzę, składając się z nią do lotu. Tor był prosty, przeszkody niskie więc nie powinna mieć z nimi żadnych problemów albo przynajmniej dużych.Nearly Perfect - 2015-07-14, 20:02 Upadek z siodła jej raczej nie groził, bo po tym małym "wybryku", Perfect zaraz się uspokoiła i pozostała skupiona na ćwiczeniach, które wykonywała z zauważalną radością. Rzeczywiście tor raczej do skomplikowanych nie należał, więc kasztanka problemów mieć z nim nie powinna. Po nakierowaniu przez Caroline na pierwszą stacjonatę sześciolatka najechała na jej środek i po otrzymaniu sygnału do wybicia, odbiła się od ziemi dynamicznie i w ładnym stylu pokonując przeszkodę, która wcale nie wymagała wkladania w jej pokonanie takiej staranności i wysiłku - selle francais robiła to sama z siebie: była klaczą ambitną, skłonną do dawania z siebie dwieście procent normy. W podobny sposób pokonała drugą stacjonatę, tym razem obyło się bez baranków i innych objawów szczęścia i skumulowanej energii, którą jednak dwudziestopięciolatka powoli "wypompowywała" z WKKWistkiJonah Wrens - 2015-07-18, 22:04 Wchodząc na hale z Holendrem, rzuciłem gdzieś "uwaga" i pchnąłem drzwi. Od razu zamknąłem hale za siwym zadziszem i zaprowadziłem go na środek pomieszczenia. Tutaj podciągnąłem popręg, ustawiłem sobie strzemiona i zabrałem się za wsiadanie. Chwyciłem krótko lewą dłonią wodze, by uniknąć niepotrzebnego kręcenia sie Schocka. Szybko znalazłem się na jego grzbiecie i wsadzając nogi w strzemiona dałem mu sygnał do ruszenia stępem. Oddałem ogierowi długie wodze i na takich bawiłem się jego "reakcjami". Dosiadem prowadziłem siwka po pierwszym śladzie i wszelkich zmianach kierunku. Co jedno koło zmieniałem kierunek jazdy dodatkowo wplątując po drodze jakieś zatrzymania czy tez wolty, nawet na środku hali. W miare rozgrzania w stępie skracałem wodze, aby wcześniej trochę wejść na kontakt z Holendrem.
Gdy mieliśmy już lekkie ustawienie pod siodłem, siwek dostał sygnał do kłusa. Pierwsze kroki należały do niego, jednak następne dopasowywałem do początku rozgrzewki. Oczekiwałem równego i spokojnego tempa. W miare rozgrzania i przejechanych metrów, dodałem mu trzy wolty przez całą ujeżdżalnie. Czyli wyjeżdżając z jednego koła wchodziliśmy na drugie, aż do momentu powrotu na pierwszy ślad. Następnie zmiana kierunku i powtórka z rozrywki.Shockwave - 2015-07-18, 22:14 Jak to bywało w przypadku Shocka, wchodząc na halę znów zarżał głośno. Bo w końcu on tu rządził, a nie nikt inny. Widząc jakąś parę na hali napiął się cały ogierząc się i zamiatając nerwowo ogonem. Pomimo ogólnego pobudzenia stał w miejscu dopóki brunet nie usiadł w siodło, wtedy siwy ruszył przed siebie wręcz caplując i furcząc do innego obecnego konia. Musiał się w końcu popisać przed kobyłą napinając się cały.
Stępując na hali cały aż dygotał więc niestety na razie nie było mowy o spokojnym stępie. Wykonywał wszystkie ćwiczenia, ale myślami był gdzieś indziej. Biedak aż zrobił się cały mokry dysząc głośno. Ruszając kłusem, wykrok miał sprężysty i wybijający, napierając na wędzidło zapierał się na nim prąc przed siebie i niewiele przejmując się mężczyzną na grzbiecie. Jonah Wrens - 2015-07-18, 22:31 W przeciwieństwie do konia zignorowałem obecną tu pare. Jak widać, musiałem się skupić i napracować dwa razy tyle ile było mi to potrzebne. Prócz krótkiej ignorancji z mojej strony w stępie, ogier nie otrzymał nic. Dopiero w kłusie zająłem się nim poważnie. Docisnąłem lekko łydkę do jego boku, a ręką zablokowałem możliwość pójścia do przodu. Chciałem go trochę poustawiać i ogarnąć. Nie miałem dzisiaj ochoty na szarpaninę, więc chętnie czekałem na moment by zmienić siwkowi wędzidło na mocniejsze.
Póki co wprowadziłem go na jedno koło i tutaj wałkowałem zwolnienie, a wydłużenie kroku. Do niczego była mi potrzebna ta "drobnica, byle do przodu". Dlatego nie odpuściłem mu dosiadem póki nie spokorniał. Gdyby była taka potrzeba to przepuszczałem go przez wędzidło. Zajmowałem mu łeb na wolcie cały czas. Dopiero po uzyskaniu pożądanego efektu pozwoliłem wrócić mu na pierwszy ślad i zacząłem zaplanowane wcześniej ćwiczenia.Caroline Hathaway - 2015-07-18, 22:50 Oj tam no nie przesadzajmy nie dostała jakieś bury czy coś ale wolała mieć kasztankę pod kontrolą. na razie chciała z nią na spokojnie poćwiczyć bez żadnej spiny. Dobrze że powoli bo nie chciałaby zbyt szybko skończyć treningu Czekał jeszcze na nich okser, zrobiły łagodny łuk w lewo kierując się po prostej na ową przeszkodę. Nieco skróciła krok prosząc o mocniejszy zad by w końcu unieść klacz do skoku. Powinien on być dłuższy i nieco płaski, dała jej także wszystkie potrzebne pomoce do oddania czystego skoku.Shockwave - 2015-07-18, 22:56 W momencie gdy poczuł dopychające łydki do wędzidła i blok na pysku, furknął wściekle spuszczając łeb i wręcz chowając się za wędzidłem. Ani myślał spokornieć, za wszelką cenę uwalał się na ręce i choć na przepychanie przez wędzidło reagował ładnie to zaraz chował się za nim nie pozwalając Jonahowi na uzyskanie stabilnego kontaktu. Skoro znów mieli walczyć to Shock podjął walkę, a wędzidło, które miał w pysku nie stanowiło dla niego żadnego wzywania. Zazwyczaj jeżdżono go na ostrzejszych kiełznach dopóki się z kimś nie zgrał. Był ciężkim zawodnikiem, ale doskonale wiedział, że ma godnego rywala.
Niestety brunet będzie zmuszony do tej zmiany wędzidła bo myślami nadal był przy rudej panience, a nie przy Jonahu, który maltretował go na kole.Jonah Wrens - 2015-07-19, 09:42 Nie zamierzałem się z nim bawić. Jakoś nie miałem ochoty na podnoszenie go i dalsze ustawianie, które w tej sytuacji nie gwarantowało żadnych efektów. Dlatego od razu wyprowadziłem go z koła i podprowadziłem gdzieś na bok. Wtedy zeskoczyłem z grzbietu siwego i rozpiąłem prawy suwak kurtki. Wyciągnąłem z kieszeni wielokrążek, który zamieniłem z obecnym wędzidłem w pysku Schocka. Musiałem go przytrzymywać jednak nie było to problemem, gdy wodze miałem na ramieniu. Gdy juz podmieniłem sprzęt zapiąłem wodze do kółka mając jeszcze jeden krążek przed. Ponowni skróciłem lewą ręką wodzę i wsiadłem na siwka. Wymagałem od Holendra ustawienia już w stójce i nie pozwoliłem mu się ruszyć póki nie stał tak jak ja chciałem. Wiedziałem, że najlepszym wyciszeniem jest nic innego jak stanie.