Noa - 2015-07-19, 16:38 Przechyliła lekko głowę na bok, by ułatwić Jasperowi tego całusa w policzek. Nie miała nic przeciwko temu, koniec końców zawsze była dość "dotykalska" i nawet jej ostatnie zmiany charakteru nic z tego nie zmieniły. To, że była bardziej stanowcza, zdeterminowana co do osiągania swoich celów i... hmh, nieco twardsza, a nie takie miękkie kluchy - tylko wyszło jej na dobre. Niemniej pewne rzeczy się nie zmieniają, dlatego słysząc początek przemowy Jaspera uniosła sugestywnie jedną brew do góry i pogroziła mu palcem. Jednak na koniec i tak jedynie zaśmiała się cicho, kręcąc subtelnie głową na boki, jakby nie mogła uwierzyć w słowa mężczyzny... albo raczej w to, że w ogóle tutaj jest.
Nie mniej jednak usiadła bez większych przeszkód przy stoliku i chwyciła w dłoń menu. Przejrzała je na szybko, koniec końców było jej obojętne, co wybierze. Byleby dało się to wypić bez większych problemów. Postukała palcem o kant stolika i odłożyła na bok kartę, założyła prawą nogę na lewą i odchyliła się do tyłu, wygodnie opierając się o oparcie kanapy. Spokojnie położyła jedną dłoń na kolanach, drugą pozostawiając swobodnie zwisającą. A co, byleby nie krzyżować ramion na piersi, bo jeszcze Jasper pomyśli, że przybiera postawę zamkniętą.
- Nic specjalnego, nie licząc tego, że mam wybitnie dobrze zapowiadające się wierzchowce. I jestem zatrudniona w całkiem dobrze prosperującym ośrodku terapeutycznym, a na ostatnich zawodach praktycznie pobiłam wynik mistrzyni ujeżdżenia wraz ze swoim podopiecznym. Chociaż i tak byliśmy drudzy, ale jak na jego wiek poszło nam wybitnie - uśmiechnęła się z satysfakcją i puściła oczko do Jaspera - a teraz opowiadaj, panie tajemniczy. Widzimy się po raz pierwszy od paru lat na jednym spotkaniu, potem znikasz i pojawiasz się znowu, z wyglądem młodego bóstwa. Spowiadaj się, chłopcze, bo jeszcze pomyślę, że pojechałeś na operację plastyczną.
W oczach pojawił się pewien łobuzerski ognik i teraz spokojnie czekała na odpowiedź.Jasper Nowell - 2015-07-19, 16:54 Wysłuchał uważnie tego, co mówiła dziewczyna, a na jego ustach pojawił się szeroki uśmiech. No tak. Konie. Bez nich, nigdy w życiu, nie odbyła się chyba żadna ich rozmowa. Ż-A-D-N-A. Pogodził się jednak z tym, że całe życie przyjaciółki kręciło się wokół koni i nie przeszkadzało mu to ani trochę. On kilkukrotnie siedział na końskim grzbiecie, ale nie wydobył z siebie nic więcej poza kłusem, podczas którego obił sobie to i owo i od tamtej pory całkowicie zrezygnował z rozkręcania swej kariery w kierunku jeździectwa. Mimo to kiedyś jeździł z przyjaciółką do stajni i znał te wszystkie powiedzonka, którymi go raczyła. Wiedział, że ujeżdżenie to dyscyplina sportowa a nie zwykła jazda na koniu, dlatego też był bardzo dumny z siedzącej naprzeciwko dziewczyny.
- Od zawsze wiedziałam, że kiedyś będziesz mistrzynią świata – oświadczył, a w jego głosie słychać było uznanie i dumę. Może nie z doświadczenia, ale wiedział ile potu i krwi wylała przyjaciółka żeby utorować sobie drogę do miejsca, w którym aktualnie się znajduje. Konie to przecież żywe zwierzęta co sprawia, że ten sport jest jednym z najtrudniejszych i najbardziej niebezpiecznych na świecie. Tutaj nie wszystko zależy od Ciebie, czy martwego sprzętu, który czasem się psuje. Koń ma swoje widzimisię i aby osiągać takie wyniki należy być naprawdę dobrze zgranym ze swoim drugim ogniwem.
Jasper po chwili przywołał kelnerkę i zamówił sobie mrożoną kawę. Uznał, że ta bardziej pasuje do pogody, która aktualnie raczyła wszystkich potężnym słońcem, a następnie zerknął na towarzyszkę. Jeśli powiedziała co chce, kelnerka odeszła, jeśli natomiast zdała się na przyjaciela, ten zamówił przyjaciółce to samo, co sobie. I wtedy zapytała o jego zniknięcie, a on tylko pokręcił głową. Wiedział, że powinien ją powiadomić – szczególnie, że spotkali się wcześniej tak niespodziewanie, po bardzo długim okresie czasu, ale po prostu zniknął bez słowa. Czasami sam nie rozumiał własnych decyzji i niezbyt umiał wytłumaczyć to, co miało miejsce przed wyjazdem do pracy.
- Byłem w Hiszpanii – oświadczył, co mogło tłumaczyć jego czekoladową opaleniznę. – Trafiła się praca, tylko że musiałem wyjechać jakąś godzinę po tym jak się o niej dowiedziałem. Straciłem głowę. W samolocie też nie mogłem napisać smsa, a później wszystko działo się tak szybko.. Może praca nie była ambitna, ale dało się zarobić trochę grosza. I w Hiszpanii mają piękne konie. Niedaleko hotelu była stajnia. Piękne. Białe z szyjami szerokimi na kilometr – oświadczył, wyraźnie zafascynowany kopytnymi zwierzakami. W innych stajniach, w których bywał, widział większość koni sportowych czy rekreantów, ale nigdy andaluzów czy luzytanów. Ich ruch, sylwetki i te pięknie zaokrąglone szyje potrafiły wywołać podziw nawet w kimś, kto nie był zainteresowany końmi.
- Przepraszam, że zniknąłem. Ale wróciłem i chcę wszystko naprawić.Noa - 2015-07-19, 19:20 No tak, pytając się o jej życie musiał mieć na względzie to, że będzie też opowiadała o koniach. Od dawna związała z nimi swoje życie, lecz dopiero ostatnio zaczęła to traktować nieco poważniej. niż zwykłą okazję do rozluźnienia się. Być może to dosyć niespodziewany sukces z Sheridanem sprawił. że traktowała to teraz jako pewną ścieżkę życia, chociaż bynajmniej nie zamierzała być osobą, dla której na zawodach liczy się tylko wygrana i wygląd podczas przejazdu. Nie zamierzała iść po trupach do celu, nie była typem, który bije wierzchowca po nogach, jeśli ten źle skacze.
- Wiesz, nie chcę być nieskromna, ale też to wiedziałam - rzuciła przekornym tonem, odgarniając za ucho kosmyk niesfornych włosów.
Musiała odrobinę się z nim podrażnić, tak, żeby wiedział, z kim siedzi przy jednym stoliku. Noa miała swój oryginalny charakter i wcale nie zamierzała go zmieniać. Tym bardziej, jeśli dzięki niemu spokojnie mogła trochę podroczyć się z ludźmi, a oni z reguły nie mieli jej tego za złe. Posiadanie ładnych oczu tak wiele ułatwia
W wyborze zdała się na towarzysza, twierdząc, że jej jest to w sumie obojętne, byleby dało się to wybić i nie zawierało tony cukru. Linia sama się nie utrzyma, a z ćwiczeniami nie może przesadzać , bo schudnie nie tylko z brzucha, ale też z piersi Dlatego przysiady i brzuszki w dawkowanych ilościach (i rzecz jasna jeździectwo, ale niekoniecznie dawkowane) musiały wystarczyć do utrzymania dobrej formy. Sporadycznie zdarzało jej się biegać, jeśli nagle miała na to ochotę. Pomijając fakt, że wszyscy jeżdżący konno są zgrabni
Tak czy owak spoważniała odrobinę (chociaż nie miała surowego wyrazu twarzy), gdy Jasper zaczął opowiadać, czemu tak nagle, bez słowa, zniknął. Spokojnie wpatrywała się w jego twarz, obserwując z przyzwyczajenia mimikę, która z reguły mówiła więcej niż słowa.
- W porządku, Jasper. Rozumiem - rzuciła cicho, uśmiechając się łagodnie kącikiem warg - a jak chcesz jeszcze trochę popodziwiać takie wierzchowce, to zapraszam do stajni. Mój ujeżdżeniowy geniusz jest andaluzem.
Parsknęła cicho, przenosząc wzrok gdzieś dalej, przyglądając się wystrojowi kawiarenki, po czym ponownie zerknęła na przyjaciela.
- A czy mamy aż tak wiele do naprawienia? - spytała się miękkim tonem, kładąc dłonie na stole.Jasper Nowell - 2015-07-19, 19:36 Dla niego nie musiała się zmieniać. Sam lubił się droczyć, choć częściej przyzwalał na złośliwości skierowane w swoją stronę. Ubóstwiał Noę za to jaka jest i nie chciałby aby kiedykolwiek przez kogokolwiek musiała się zmienić. W końcu była jego przyjaciółką, czyż nie? A tych kocha się za każdą ich wadę i zaletę.
Zamówił więc i jej mrożoną kawę, nie domyślając się nawet, że mogła w tej chwili tak dogłębnie przeanalizować strukturę swoich treningów, intensywność ćwiczeń a na końcu stwierdzić, że każdy jeżdżący konno ma super sylwetkę. Gdyby tylko miał dostęp do przeczytania tego postu pewnie teraz pokładałby się ze śmiechu. Ah te kobiety! Całe szczęście, że on nigdy nie musiał zwracać zbyt dużej uwagi na to co i w jakich ilościach je. Fakt – dużo ćwiczył, ale dla czystej przyjemności, przez co w zupełności nie zwracał uwagi na to co spożywa. I cóż, jak widać opłaciło się, bo ciałko ma doprawdy przyjemne.
Uniósł w górę brew kiedy dziewczyna oznajmiła, że w tutejszej stajni też może pooglądać takie konie. I nie dlatego, że dziwił się, że ktoś mógł je tu przywieźć, a raczej z powodu…
- Anda…, czym? – mruknął, wyraźnie zaskoczony. Zdawało się, że zna już dużo podstawowych nazw typu derka, kopystka, a nawet potrafił rozróżnić ogłowie od kantara, ale pierwszy raz w życiu słyszał o andaluzach. Ludzie, z którymi pracował w Hiszpanii nigdy nie interesowali się końmi, on widział je z daleka i nie miał okazji usłyszeć czegokolwiek o tej rasie. A nawet tego, że właśnie w ten sposób się nazywają.
Kiedy natomiast zapytała o to czy mają wiele do naprawienia mężczyzna spochmurniał nieco. Zawsze wiedział, że przyjdzie moment, w którym będzie musiał podzielić się z Noą pewną niezbyt przyjemną informacją. Ale musiał to zrobić. Przestało mu wystarczać, że wiedziała o tym siostra, której nie widział chyba od początku ich przeprowadzki w to miejsce. Potrzebował wsparcia, a tego mógł dostarczyć mu tylko ktoś, kto był zamieszany w całą sprawę. No i oczywiście nie mógłby się dalej przyjaźnić z siedzącą przy nim dziewczyną, jeśli nie wyjawiłby jej prawdy. Ciekaw był jak zareaguje i trochę się tego bał, ale to była jego Noa i w głębi duszy wierzył, że nie zostawi go samego z tym cholernym problemem.
- Właściwie tak – odparł, odwracając na moment wzrok od ich stolika i przesunął oczyma po siedzących w kawiarni ludziach. Nie było ich zbyt dużo, ale i tak nie chciał by ktokolwiek go usłyszał. – Muszę Ci coś powiedzieć – teraz już mówił przez zaciśnięte zęby. Nienawidził tego, że choroba czyniła go tak słabym. Choć na co dzień był normalny i czuł się normalnie to czasem, gdy się pogarszało nie potrafił poradzić sobie z tym psychicznie. Był słaby. I bezradny. A to uważał za największy problem.Noa - 2015-07-19, 20:17 No fakt, wbrew wszystkiemu, jak każda kobieta musiała brać chociaż trochę pod uwagę swój wygląd. Jednak przynajmniej nie była w tym typie obsesyjna i nie popadała w skrajności. A diety były jej nieznane, tylko starała się nie opychać słodyczami. Nie jej wina, że je lubiła, tak? Nie musiała jeszcze dokładać do tego super karmelowej kawy... nie, teraz nawet o tym nie myśl
- Koń andaluzyjski, są bardzo podobne do lustiano, też końskiej rasy. Jestem niemalże pewna, że to o te konie ci chodzi biorąc pod uwagę opis i kraj, w którym byłeś - mrugnęła do niego, chociaż nie nabijała się z niewiedzy przyjaciela.
Jednak już po chwili przekrzywiła nieco głowę na bok, widząc, jak Jasper pochmurnieje. Była psychologiem, wyłapywanie takich zmian, nawet, jeśli były minimalne, leżało w jej interesie. Zmarszczyła subtelnie brwi i rozejrzała się wokół. Cóż, niezbyt dobre miejsce do zwierzania się, tym bardziej, jeśli według kogoś było to poważnym problemem.
- Chcesz może wyjść? Możemy wziąć kawę na wynos, a podejrzewam, że na zewnątrz byłoby ci trochę wygodniej albo w jakimś cichszym miejscu - rzuciła, patrząc na niego łagodnie.
Postukała przez chwilę paznokciem o stolik, najwyraźniej zastanawiając się nad czymś, po czym ponownie spojrzała się na twarz mężczyzny.
- Nic, co powiesz, nie zmieni naszej relacji, Jasper - rzuciła, po czym wygięła kąciki warg do góry - no, chyba że kogoś zgwałciłeś albo zamordowałeś, chcąc nie chcąc musiałabym to zgłosić. Pomijając fakt samoobrony, łosiu.
// Wybacz, za marną jakość, ale nie dali mi spokojnie usiąść do tego postuJasper Nowell - 2015-07-19, 20:34 - Ah tak, do lusitano – przytaknął głową, jakby zgadzał się z dziewczyną i dokładnie wiedział o czym mówi. Choć podejrzewał, że miała rację, skoro z taką pewnością była w stanie rozpoznać rasę po tym jak opowiedział o wyglądzie i kraju. W końcu kiedyś wspominała że fryzy są tylko kare, a więc może andaluzy są tylko białe? Może kolor i szyja to ich cechy rozpoznawcze? Ah, jak można w ogóle pomieścić w głowie tyle wiedzy o zwierzętach? Rasach, kolorach, pochodzeniu, zachowaniu. Nie, nigdy tego nie spamięta.
Oczywiście wiedział, że ma do czynienia z psycholożką, dlatego też nie zamierzał niczego przed nią ukrywać. Teraz, kiedy powiedział już A, musiał powiedzieć także B. Poza tym nie chciał już dłużej tego ukrywać, wystarczająco się z tym męczył sam. A może ona, jako fachowiec, pomoże mu się z tym uporać? Dlaczego wcześniej nie spojrzał na to z tej perspektywy? Jasper, idioto. Pomoc masz pod ręką, a nie wpadłeś na to by z niej skorzystać.
Odetchnął z ulgą kiedy dziewczyna zaproponowała wyjście z kawiarni. Mógł jej powiedzieć tutaj, ale samo powiedzenie to jedno, a dalsza rozmowa na ten temat – jeśli miałaby się rozwinąć – mogłaby być już trochę krępująca. W końcu ludzie doszliby do tego, że coś jest nie tak. Nie obchodziło go co prawda co pomyślą inni, ale nie chciał im dawać tematu do rozmów czy naśmiewania się. Na to jego psychika była zbyt słaba.
- Świetny pomysł – odparł, wymuszając delikatny uśmiech na twarzy. Podniósł się z krzesła i podszedł do baru aby zamienili zamówienie, zapłacił i już po chwili trzymał w dłoniach dwa plastikowe kubki z mrożoną kawą. Wrócił do brunetki i podał jej jeden z nich, a na kolejne słowa już prawdziwie, choć niemal niezauważalnie, się rozpromienił. Brał poprawkę na to, że dużo osób tak mówi, a reagują zupełnie inaczej, bo nie spodziewają się tego, co Jasper ma do powiedzenia. Wierzył, że z Noą będzie inaczej. Bardzo chciał w to wierzyć.
Poczekał aż dziewczyna podniesie się z krzesełka i wraz z nią ruszyli w stronę wyjścia z knajpki. Odetchnął głęboko i wraz z dziewczyną opuścił to miejsce. No. To teraz się zacznie.
Ztx2
//Może wybierz jakieś inne miejsce i zacznij pisać tam, żeby się już nie dublować.Bastian Collins - 2015-07-29, 19:37 To był długi dzień a zapowiada się jeszcze dłuższy wieczór. Najpierw przypadkowe – nie powiem że niemiłe – spotkanie z Ethanie, a teraz czas przejść do obowiązków. Niechętnie przywlókł swoje cztery litery pod kafejkę, przed którą miał spotkać się z „przyjacielem” by załatwić różnego typu interesy. Nie lubił tych spotkań, bo zawsze kończyły się czymś nieprzyjemnym. Złamana ręka, obita twarz czy inne części ciała to i tak niewielkie szkody w porównaniu tych, które zostają w psychice. Ale jak się powiedziało A to trzeba powiedzieć B i teraz już nie było odwrotu. Jeszcze przez jakiś czas.
Spotkanie trwało około czterdziestu minut podczas których mężczyźni obgadali niektóre sprawy, inne sobie wyjaśnili, a po jeszcze innych znajomy Bastiana został doprowadzony do furii. Tym razem udało się uniknąć bójki, ale mężczyzna obiecał, że następnym razem nie ujdzie mu to na sucho. Cóż, Collins przyzwyczaił się do szemranych typów, dlatego też nic sobie z tego nie robiąc, po spotkaniu udał się do kawiarni, aby trochę się uspokoić. Zorientował się czy sprzedają tu także alkohol, a kiedy okazało się, że od pewnej godziny w menu występują drinki rozpogodził się nieco. Zajął miejsce na jednym z hokerów i na początek zamówił sobie dwa kieliszki czystej wódki. Musiał trochę ochłonąć, a alkohol miał mu w tym pomóc.Aaren Wayford - 2015-07-29, 19:57 Wieczór był idealną porą na nocny spacer, przynajmniej w przypadku Aaren, która w przeciwieństwie do innych kobiet wcale nie była taka bezbronna chodząc samotnie. Wojskowe wyszkolenie robiło swoje, położenie napastnika na łopatki nie stanowiło większego problemu, szczególnie, gdy ma się pozwolenie na broń. Ubrana w swoją ulubioną skórzaną kurtkę, z którą nigdy się nie rozstawała oraz buty na obcasie plus jakieś wytarte jeansy i bokserkę była gotowa na to aby móc szlajać się wieczorem po mieście, które dopiero późną porą budziło się tak naprawdę do życia. Była dosyć wysoka, jednak obcas dodawał jej tych kilku centymetrów dzięki czemu nie wyglądała na aż tak filigranową przy każdym mężczyźnie. Wysportowana sylwetka, dobrze umięśniona zapewniała nie tylko kondycję fizyczną ale i kuszący wygląd ciała, który przyciągał niekoniecznie pożądanych adoratorów.
Skuszona zapachem świeżej kawy nie mogła odmówić sobie małej filiżanki z wkładką, dla takiego nocnego marka jak Aar kawa była wszystkim. Wchodząc do lokalu skinęła głową bariście, w większości ulubionych lokali przesiadywała regularnie dzięki czemu mogła pozwolić sobie na najróżniejsze zniżki, szczególnie, gdy zostawiała sowite napiwki. Siadając na czarnej kanapie, gdzieś w kącie pomieszczenia poczekała aż jej znajomy przyjmie zamówienie, na dużą espresso z wkładką. Otrzymując zamówienie, wzrok skupiła początkowo na parującej kawie roznoszącej wokół swój intensywny aromat, który przyjemnie drażnił zmysły brunetki. Dając uczucie miłego ukojenia, w końcu kawę także zaliczamy do używek, a one jak wiadomo potrafią uzależniać.
Zanurzając krwistoczerwone usta w podanym trunku, zielonymi kocimi oczami omiotła otoczenie, zauważając kilkoro koneserów kawy, których tak późna pora nie zniechęcała do picia kawy, meandrując pomiędzy stolikami spojrzenie zawiesiła na Bastianie.Bastian Collins - 2015-07-29, 20:15 On także był wielbicielem kawy, ale po spotkaniach z „przyjacielem” zawsze miał ochotę na coś mocniejszego. Twierdził, że w inny sposób nie poradziłby sobie z problemem skomplikowanego spotkania, a wódka przywracała mu uśmiech na ustach i dobry nastrój. No, może nie dwa kieliszki wódki, ale jej większa ilość miała specyficzny dar, dzięki któremu widziało się wszystko w żywszych kolorach.
Kiedy zmrożone kieliszki stanęły na blacie tuż przed nosem mojego bohatera, ten bez zastanowienia sięgnął po nie i wypił jeden po drugim bez jakiejkolwiek popitki. Nie skrzywił się nawet specjalnie, wyraźnie przyzwyczajony do picia tego typu napoi w ten sposób i dopiero teraz rozejrzał się po kawiarni, właściwie bez większego celu. Miał dość rozmów na dziś, dość spotkań, dość ludzi. Chciał po prostu w spokoju się napić i iść spać, ale ten wspaniały pomysł przerwało mu wrażenie, że jedną z siedzących nieopodal kobiet gdzieś już widział i skądś znał. Za żadne skarby nie mógł sobie przypomnieć jak miała na imię, ale odnosił nieodparte wrażenie, że spotkali się w jakiś dziwnych okolicznościach. Właściwie – takiej buzi nie powinno się zapominać. Kobieta była ładna, chwytająca za oko, a do tego nieprzeciętnie wysoka, co mógł w tej chwili stwierdzić jedynie po jej długich nogach. Wytężył umysł aby przypomnieć sobie cokolwiek na jej temat, a kiedy plan się nie powiódł, postanowił po prostu do niej podejść.
- Wolne? – zapytał, wskazując na miejsce obok kobiety, ale usiadł na nim zanim jeszcze zdążyła odpowiedzieć. Cały czas, uważnie, wpatrywał się w jej twarz jakby to miało pomóc stwierdzić czy już kiedyś miał okazję ją spotkać.
I wtedy jakby go olśniło. Rok czy półtora roku temu podczas wyjazdu z tego miasta miał okazję brać udział w szkoleniu wojskowym dla pilotów. Sam myślał kiedyś, żeby pilotować i być częścią powietrznych sił zbrojnych Wielkiej Brytanii, ale jego plany się nie powiodły. Chyba nie przeszedł testów na trzeźwość czy coś w ten deseń. Pamiętał jednak, że w tym samym czasie na pobliskim placu odbywało się szkolenie adeptów prowadzone przez kobietę, która siedziała naprzeciwko niego. Chęć do rozmowy natychmiastowo wróciła, a w oczach Bastiana można było zobaczyć specyficzny błysk.
- Dywizjon 108? – zagaił, przesuwając językiem po wargach i zarzucił prawą stopę na swoje lewe kolano.Aaren Wayford - 2015-07-29, 20:31 Widząc, że obiekt jej obserwacji zmierza w kierunku stolika przy którym siedziała, uśmiechnęła się pod nosem, prezentując jeden z tych swoich tajemniczych uśmiechów pozostawiających zawsze obietnicę czegoś więcej.
Dopiero teraz, gdy wstał i mogła spojrzeć na jego sylwetkę, sposób poruszania się coś ją tknęło, dla niej także wydał się znajomy. Szybko przewracając kartki w szufladach pamięci zamyśliła się na dłużej wraz z kolejnym łykiem kawy, zanim nieznajomy, a może wcale nie taki nieznajomy był tuż obok.
- Wolne.- odpowiedziała dźwięcznym głosem, w zasadzie jej odpowiedź na niewiele się zdała, ale kultura zobowiązywała, tym bardziej, że wcale nie przeszkadzało jej towarzystwo bruneta.
Skojarzył ją, w przeciwieństwie do Aar, która w wojsku stanowiła doprawdy interesującą i charakterystyczną personę. Nie sposób było jej nie zapamiętać, byłą córką admirała dlatego jej kariera była równie burzliwa jak jej pobyt w wojskowej jednostce. Sama również szkoliła się na pilota, ale nie tylko, przy okazji prowadziła szkolenia, wychowywała bandę idiotów, którzy cały czas uważali, że wojsko to tylko przygoda. Przykre obowiązki ojca, które spadły na nią w momencie, gdy on zajmował się sprawami najwyżej rangi. W ostatnim czasie odsunięto ją jednak od szkoleń zanim nie powróci ponownie do formy po przykrym incydencie z Tonym, ale o tym innym razem.
- Zgadza się.- podgryzając dolną wargę z zamyśleniu, uśmiech wyraźnie się poszerzył prezentując szereg białych zębów. Zastanawiając się jeszcze intensywniej próbowała sobie przypomnieć skąd wydał jej się znajomy, a skoro pamięć zawiodła, czemu by nie zapytać.
- Kojarzę Cię, ale nie mam pojęcia skąd ? Jakieś szkolenie pod moim okiem, lub raczej z kimś innym, swojego adepta pamiętałabym.- wyjaśniła upijając kolejny łyk kawy.Bastian Collins - 2015-07-29, 20:41 Z pewnością każdemu z uczestników łatwiej było zapamiętać prowadzącą szkolenie niż prowadzącej wszystkich uczestników. Nie dziwił się więc, że dziewczyna go nie skojarzyła podczas gdy on zaspokoił swoją ciekawość. Szybko poukładał w głowie, że tak piękna kobieta musi nieźle bawić się podczas szkoleń w wojsku. Wyżywała się na mężczyznach, rozkazywała im, a oni chętnie wykonywali każde jej polecenie niczym śliniące się psy. Każdy kto to czyta mógłby stwierdzić, że jest zagorzałą feministką, która chce udowodnić całemu światu, że kobieta także może pełnić różne militarne funkcje. On uważał, że do feminizmu było jej daleko, ale władza nad mężczyznami musiała jej się podobać. Szczerze? Sam chętnie wykonałby kilka komend. ; )
- Fauxell, rok temu, szkolenie dla pilotów – odparł krótko. Skoro (i jeśli faktycznie) go wtedy widziała i zapamiętała to chyba musiał zrobić na niej dobre wrażenie. W końcu gdyby tak nie było to puściłaby jego postać całkowicie w niepamięć. Bastian zdawał sobie sprawę, że w wojsku przewijają się dziennie dziesiątki jak nie setki facetów. Miała więc w czym wybierać.
- Prowadziłaś obok jakąś grupę nieudaczników – oświadczył, dokładnie w pamięci odwzorowując jej sylwetkę w mundurze. Nie powiem, na samą myśl robiło mu się gorąco. Dzięki niej wojsko mogło zyskać naprawdę wielu ochotników, jeśli ci wiedzieliby wcześniej z kim będą ćwiczyli i kogo będą musieli się słuchać. I szczerze? Chyba większość z nich przybyła wtedy tylko po to by na nią popatrzeć. Kiedy Collins przypomniał sobie pokraczne skakanie przez opony chciało mu się zwyczajnie śmiać.
- Bastian – przedstawił się, przywołując na usta uśmiech numer pięć, który zniknął z nich dużo szybciej niż się pojawił. Nie próbował silić się na miłe gesty. Nie w ten sposób chciał zaimponować kobiecie.Aaren Wayford - 2015-07-29, 20:55 Czy się wyżywała ? Może tylko na niektórych osobnikach, którym chciała udowodnić, że wojsko to nie zabawa. Była raczej surowa i wymagająca tak jak jej ojciec, który nauczył ją wszystkiego i wychowywał żelazną ręką. Część z nich faktycznie trafiła do niej przez różne sztuczki i podlizywanie się przy podziale na grupy szkoleniowe. Jednak szybko panowie przekonali się, że żadnym z nich nie była zainteresowana. Przynajmniej takie wrażenie sprawiała, swoją pracę traktowała poważnie, a w dodatku nie mogła przynieść ojcu wstydu.
- Pilot, no proszę.- zaczynała powoli składać puzzle w całość, łącząc elementy tej intrygującej układanki, faktycznie kojarzyła pewnego mężczyznę, który był nie tylko rezoluty ale najwyraźniej miał talent do latania, nie tylko na symulatorach szło mu świetnie, ale i sama praktyka na maszynach wychodziła nie najgorzej. Rzucił jej się wtedy w oczy, ale nie miała okazji porozmawiać, zaproponować współpracy z wojskiem. W końcu chodziło o zdobywanie tych wybitnych jednostek, wyłanianie ich z grup tępych osiłków.
- Niestety Ci nieudacznicy zawsze są na początku tacy pokraczni, tylko cześć z nich przechodzi szkolenie, a następnie egzaminy. Czasem mam ochotę ich powystrzelać, społeczeństwo by na tym nie ucierpiało. - na widok samej wizji uśmiech ponownie zagościł na jej twarzy, nie była zabójcą, ale w końcu zadawała się z psychopatą, to wiele tłumaczy. A co do komend, chętnie go Aarka przeszkoli, na swój własny sposób ;>.
- Aaren.- całe szczęście, że się nie podlizywał, doskonale wiedziała jak zniechęcić mężczyznę, jednak brunet wydał jej się interesujący, a sam fakt, że był w wojsku i najwyraźniej skończył szkolenie z zadowalającym rezultatem, świadczył o tym, że jednak miał jaja tam gdzie trzeba.Bastian Collins - 2015-07-29, 21:09 Oj miał jaja tam gdzie trzeba i o tym mogło się przekonać nie tylko wojsko, ale także bardzo dużo kobiet. Ale to w tej chwili nie było najważniejsze, prawda?
- Służę pomocą – teraz uśmiechnął się naprawdę. Wizja powystrzelania niepotrzebnych ludzi budziła w jego głowie zadziwiająco dużą ilość pozytywnych emocji, a w myślach tworzył się już obraz stojących pod ścianą istot błagających go o łaskę. Bastian lubił mieć kontrolę nad różnymi rzeczami, władzę i ostateczny głos w wielu sprawach. Mógłby się spełnić jako przywódca narodu lub lider jakiejś poważnej grupy przestępczej. Swoją drogą – czy te dwa stanowiska nie są do siebie podobne?
Jego przygoda z wojskiem skończyła się już jakiś czas temu. Wtedy to także ostatni raz latał samolotem, choć pewnie chętnie wskoczyłby jeszcze kiedyś za stery. Właściwie w realizacji planu z wybijaniem nieudaczników mógłby się przydać samolocik, z którego można byłoby zrzucać bomby. Bastian zawsze się przy tym nieźle bawił na szkoleniach. Wyraźnie był wojskowym z zamiłowania, chęci zrobienia czegoś dobrego dla kraju. Tylko.. on po prostu inaczej postrzegał stwierdzenie „coś dobrego”.
Kiwnął głową, gdy usłyszał imię kobiety. Teraz faktycznie przypomniał sobie, że tak się nazywała. Nigdy nie miał pamięci do imion, ale tym razem postarał się zakodować je w głowie.
- Ładnie, choć trochę.. dziwnie? – zagaił. Może nie był to jakiś górnolotny komplement ale w tym samym czasie spojrzał na nią w taki sposób, jakby chciał by wyjaśniła pochodzenie swojego imienia. Rosyjsko-włoskie korzenie to nader ciekawa mieszanka, której sekret Collins chętnie pozna.
Od tego gadania zaschło mu w gardle i wtedy przyszedł czas by zastanowić się jak dalej pociągnąć ten wieczór. Wódka wydawała się odpowiednim trunkiem, ale jeśli kobieta wolała lżejszy alkohol, to postanowił się do niej dostosować. Świadczyło to także o tym, że prędko nie zamierzał opuścić ich stolika.
- A więc Aaren, napijesz się czegoś poza kawą? – zapytał, zerkając na stojący nieopodal niej kubek.Aaren Wayford - 2015-07-29, 21:22 Nie jest najważniejsze ale istotne, ciężko teraz o mężczyznę z krwi i kości. Jedni albo są biseksualni, albo zniewieściali, wracając jednak do fabuły i odchodząc od tej małej dygresji.
- Odezwę się jak nadarzy się okazja, na razie musi wystarczyć mi tylko strzelnica.- mając podobne zainteresowania i wizję rządzenia światem z pewnością mogli się dogadać, problem był tylko taki, że przywódca może być jeden. Najwyżej stoczyli by walkę udowadniając sobie które z nich jest lepsze, silniejsze ?
Jednak od razu wyjaśniając Aar w przeciwieństwie do ojca nie miała manii wielkości, ani też chęci patrzenia na wszystkich z góry, wystarczała jej niezależność jaką dawało jej wojsko, możliwość nie tylko latania, ale strzelania czy szkolenia nowych wojskowych, spełniała się w tym. Kontrola i siła jaką dzięki temu zyskała miała wiele przydatnych zastosowań.
- Fakt jest osobliwe, a to dlatego, że moje korzenie też są dość dziwne. - zaśmiała się kończąc w końcu zawartość filiżanki, dlatego propozycja mocniejszego trunku była bardzo kusząca, szczególnie gdy padła z ust interesującego mężczyzny, który nie zanudzał jej kolejną denną gadką. - Whiskey, wódka, wino, cokolwiek, aby było mocne. Nie lubię słabych trunków.- głowę miała naprawdę mocną, chociaż upicie jej wchodziło w grę.
- Mój ojciec jest Rosjaninem, moją matkę poznał we Włoszech, rodowita włoszka plus korzenie rosyjskie, seks, a potem się urodziłam. Ot cała historia.- nie wspominała o tym, że jej rodzice obecnie nie byli ze sobą, a rodzeństwo gdzieś rozpierzchło się po świecie. Nie lubiła mówić o swojej jakże ciekawej rodzince, nie przepadała za nią szczególnie.Bastian Collins - 2015-07-29, 21:35 Byli mężczyzną i kobietą, więc w kwestii rządzenia mogliby zwyczajnie połączyć siły i zostać królem i królową całego świata. Chyba, że była na tyle władcza, że faktycznie musieliby stoczyć bój o władzę. Może nawet by jej ustąpił?
Bastian ściągnął brwi ku środkowi swojej twarzy. Chyba właśnie siedział przed nim Anioł. Taki Bastian w wersji żeńskiej. Chętny do bójek, mocnego alkoholu i władania innymi ludźmi. Fakty, których dowiadywał się na temat Aaren sprawiały, że dziewczyna z każdym słowem zyskiwała w jego oczach i sprawiała, że chciał dalej ciągnąć tę rozmowę. Kto by pomyślał? Kiedy tu wszedł chciał się tylko napić i wrócić do domu. Teraz nigdzie mu się nie spieszyło, a rozmowa toczyła się dobrym, a w dodatku naturalnym torem i żadne nie musiało się za bardzo wysilać. Takie osoby powinno się poznawać w swoim życiu. Niestety ta znajomość była relacją jedną na milion, wyjątkiem potwierdzającym regułę.
- To wyjaśnia dlaczego nie lubisz słabych trunków – puścił dziewczynie oczko kiedy usłyszał, że jej ojciec jest Rosjaninem. Szybko rozdzielił cechy odziedziczone po jej rodzicach – wygląd na pewno po matce, mocna głowa i wojskowe zapędy po ojcu. Mieszanka wybuchowa, w dodatku bardzo intrygująca. Ah, ależ trafił, no!
Ruchem ręki przywołał do siebie kelnera, który przyjął od niego zamówienie na cztery kieliszki wódki, po dwa dla każdego z nich. Aby nie wyjść na alkoholika domówił dwie szklanki soku, a w oczekiwaniu na zamówienie ponownie spojrzał na siedzącą naprzeciw kobietę.
- Palisz? – zapytał. W oczekiwaniu na zamówienie chętnie odpaliłby papierosa, ale by to osiągnąć musiałby wyjść na dwór. Wyciągnął paczkę z kieszeni, a z niej papierosa i zapalniczkę, które zaczął przewracać w palcach.