Oliver Pelerieux - 2020-02-27, 22:20 Przez to, że całe dnie spędzałem z końmi i nie miałem się do kogo odezwać, podczas stępa zagadywałem ogiera od czasu do czasu, pewnie plotąc jakieś głupoty, które nie miały za wiele sensu. Lubiłem jednak rozmawiać ze swoimi końmi, bo tym sposobem oswajały się z moim głosem, co w jakiś tam sposób wzmacniało naszą więź. Tak samo nie ograniczałem się do głaskania z siodła po samej szyi, ale też czasem sięgałem zadu czy kłody tuż za czaprakiem, tym sposobem sprytnie znieczulając konie na dotyk w innym, niestandardowym miejscu, co przydawało się w najmniej spodziewanych sytuacjach.
W każdym razie, przez dłuższą chwilę tak sobie podróżowaliśmy stępem po lesie, a kiedy uznałem, że Shock odpoczął, z wyczuciem nabrałem wodze na kontakt, dojeżdżając do tego łydką i poprosiłem o kłus. Już tylko w obrębie kłusa i stępa poruszaliśmy się do końca terenu, zwiedzając okoliczne końskie szlaki i dotleniając się przed powrotem do stajni. Gdy trafiliśmy na ostatnią prostą, prowadzącą już do przedmieścia przy stajni, zwolniłem do stępa i jechałem nim już do końca, ze względu na okoliczności utrzymując jednak kontakt z pyskiem konia na wypadek gdyby miało na coś niefajnego spotkać po drodze. ztShockwave - 2020-02-27, 22:33 Wbrew pozorom Shock słuchał tego co mówił do niego mężczyzna, choć prawie nic z tego nie rozumiał. Było to jednak relaksujące i w jakiś sposób zajmowało myśli ogiera, który skupiał się bardziej na właścicielu niż na otoczeniu. Dodatkowo pomagało budować więź, która w przypadku tak trudnych koni jak Shock była niesamowicie istotna.
Poproszony o kłus po nieco dłuższym odpoczynku, ruszył spokojnym równym krokiem nie śpiesząc tak jak miało to miejsce na początku. Wyraźnie zrelaksowany kroczył lekko i niosąc głowę dole oddychał spokojnie w trakcie podróżowania po rozmaitych leśnych ścieżkach.
Dopiero na sam koniec znów wybrali stęp, którym poruszając się równie spokojnie, dotarli do przedmieścia, a następnie do samej stajni.
/ztMia - 2020-03-16, 00:29 Jadąc na Sheridanie, Mia mogła czuć się najbezpieczniej, a to bezpośrednio przekładało się na jej postawę. Dzięki rozluźnionemu ciału mogła swobodnie podążać za charakterystycznym ruchem andaluza, od którego egzekwowała co najwyżej regularny, aktywny krok, prowadząc go w łydkach. Wodze trzymała luźne, pozwalając ogierowi trzymać głowę w wygodnej pozycji. Chciała przecież, żeby też czerpał z tego terenu, a towarzystwo drugiego konia pewnie było pokrzepiające. Prawda była taka, że przy Johnnym i Tylerze czuła się, jakby jechała na kucyku, ale na tym etapie znajomości jeszcze głupio jej było pytać o to, jaką pogodę mieli u góry.
- Właściwie to skąd przyjechaliście? - zagaiła w pewnym momencie, nie tracąc jednak zainteresowania swoim wierzchowcem. Akurat po nim nie spodziewała się niepokoju związanego z oddalaniem się od stajni, ale w razie czego była w gotowości, aby zareagować.Tyler - 2020-03-18, 23:41 Nawet jadąc na luźny spacer do lasu Tyler siedział w siodle nienagannie i pewnie, zupełnie jakby był do niego przyklejony. Smukła budowa ciała i godziny spędzone na treningach z pewnością przyczyniły się do tego, jak wyglądał jego dosiad, którym prowadził teraz Johnny'ego. Skoro oba konie nie miały nic przeciw temu by iść obok siebie, przynajmniej dotąd, to pozwolił sobie pozostać w tym miejscu. Podobnie jak Mia wodze trzymał luźno, ale w obu rękach, uważając by koń nie zaczepiał swojego towarzysza ani nie chwytał za gałęzie drzew, z dosięgnięciem do których niewątpliwie nie miał problemu. W przeciwieństwie do niektórych...
- Z Australii - odpowiedział, zwracając twarz w kierunku jadącej obok Mii. - Nie było to najprostsze do zrobienia, ale się udało - mówiąc to miał oczywiście na myśli transport Jasia, w którego stronę spojrzał sugestywnie.Sheridan - 2020-03-18, 23:50 Sheridan nie był specjalnie zdziwiony tym, że razem z nimi wyruszyli w teren także Tyler z Johnny'm. Obecność drugiego konia nie miała większego wpływu na zachowanie andaluza, który ze swoim luzackim podejściem do życia nie przejmował się nikim ani niczym (nie licząc może braku jedzenia). Mia mogła jednak zauważyć, że w terenie stępował o wiele chętniej i wydajniej niż na placu, co było związane z mimowolnie odczuwaną ekscytacją. Sheridan miał dobre skojarzenia z terenami i zwyczajnie je lubił, więc nic dziwnego, że był wyraźnie zadowolony z takiej opcji treningowej na dziś. Wbrew pozorom nie był leniwy, po prostu nie lubił nadwyrężać szarych komórek, a jazda po lesie wiązała się z relaksem i zabawą, więc nie był do niej uprzedzony. Pozwalał też na to, by drugi ogier szedł równolegle do niego, choć niewykluczone że w takim galopie, a może nawet kłusie miałoby się to zmienić.Johnny Bravo - 2020-03-19, 15:05 Johnny od przyjazdu do Anglii nie miał jeszcze okazji wyjść gdziekolwiek poza teren Orchardu, więc teraz wydawał się bardzo ożywiony z tego powodu. Nie tylko pogoda brytyjska była dla niego kompletnie różniąca się od tej znanej mu z Australii, ale i sam krajobraz, który wiązał się z tutejszym klimatem. Przez to był teraz bardzo ożywiony i w zasadzie nie zwracał wielkiej uwagi na towarzyszącego mu Sheridana, zbyt przejęty całym otoczeniem. Przy tym wszystkim nie ignorował Tylera na swoim grzbiecie, ale korzystał z luźnej wodzy, aby głowę nieść na wygodnej dla siebie pozycji, a także rozglądać się bystro na boki, uszami wyłapując dźwięki. Stępował aktywnie i raczej nie miał w planach zatrzymywać się na własne życzenie, ale całe to uniesienie związane z wyjściem w teren mogło dawać mężczyźnie wrażenie, że koń kompletnie miał go lekceważył. W rzeczywistości kasztan był ciągle wyczulony na jego osobę i uważał na pomoce, łącząc to z czerpaniem garściami z tego spaceru, nawet jeśli jeszcze dobrze nie opuścili Orchardu.Mia - 2020-03-19, 15:50 Takie pobudzenie ze strony Sheridana zupełnie jej nie przeszkadzało, a wręcz przeciwnie, cieszyło, że trochę życia w niego weszło. Ona sama też lubiła podobne wyjazdy, również samotne, o czym przekonała się chociażby ostatnio z Decembristem. Towarzystwo jednak jej nie wadziło, tylko urozmaicało tę wyprawę, przy okazji dając możliwość nawiązania nowych relacji. Z tymi ostatnio było u niej gorzej nie tylko przez pracę, ale i sprawy prywatne.
- To jednak dobrze myślałam - mruknęła z uśmiechem, dobrze kojarząc jego akcent. Mimo że w Eastbourne mieszkała już kilka dobrych lat, to sama zauważała u siebie pozostałości amerykańskiego, którego ciężko było jej się pozbyć. - Ale to daleko strasznie, skąd w ogóle taki pomysł? - zapytała, bo raczej bez powodu nie trudziłby się transportem konia przez pół świata.Tyler - 2020-03-19, 18:37 Mimo pobudzenia Johnny'ego Tyler nie miał najmniejszych wątpliwości co do tego, że panuje nad jego zachowaniem. Ogier był co prawda młody, ale przez te trzy lata wspólnego życia wiele się od siebie nauczyli i nawiązali silną więź opartą na zaufaniu. Wystarczyło tylko na nich spojrzeć jak czasem bawili się razem na padoku lub jak spędzali ze sobą czas; o niewielu parach jeździec-koń można było powiedzieć to samo.
- Dostałem propozycję pracy z agencji modelingowej w Londynie i pomyślałem, że czemu by nie spróbować? Tym bardziej, że tyle się tu i w całej Europie dzieje pod kątem jeździectwa. W Australii nie ma tylu możliwości - mówił o tym bez zbędnego przechwalania się, jako że nie obnosił się z byciem modelem. Sesje zdjęciowe i pokazy, w których brał udział, rozchodziły się bez echa, ale Henderson nie miał też nigdy parcia na to, by zostać światowej sławy modelem. - A zostawienie Johnny'ego nie wchodziło w grę, więc musiał przylecieć ze mną - dodał, delikatnie smyrając palcami konia po kłębie, jeśli ten zwrócił w jego stronę uszy gdy usłyszał swoje imię.
- A ty od dawna mieszkasz w Eastbourne?Mia - 2020-03-19, 21:04 W miarę oddalania się od stajni Mia musiała nieco więcej uwagi poświęcić Sheridanowi, choć mimo wszystko czuła się na nim bezpiecznie i raczej nie musiała się obawiać o swój los. Swoją spokojną głowę udowodnił jej podczas ostatniego Hubertusa, ale to nie sprawiło, że teraz całkiem ignorowała swojego wierzchowca. Ciągle nie wymagała od niego wiele więcej niż raźnego kroczenia przed siebie, ale wraz ze zjechaniem na szutrową ścieżkę prowadzącą już bezpośrednio do lasu zaczęła go bardziej dojeżdżać dosiadem i delikatnie skróciła wodze, mając pewność, że tyle stępa na luźnej wodzy mu wystarczy. Nie narzucała mu od razu wyższego ustawienia, a jedynie przypomniała o swojej obecności, gdyby zdążył zapomnieć.
- Teraz to już 6 lat będzie - odpowiedziała, spoglądając na niego krótko z pogodnym uśmiechem. - Ale na jakieś 3 lata musiałam wyjechać i wróciłam z półtora roku temu - dodała po chwili, wzrok znowu kierując przed siebie, żeby pilnować trasy, nawet jeśli nie należała do trudnych. O zgubienie się byłoby ciężko, ale dla chcącego nic trudnego, co już nieraz sama sprawdziła.
- Pewnie jesteś zachwycony pogodą - zagaiła w pewnym momencie, musząc się powstrzymywać przed tym, żeby przypadkiem go zaraz nie zagadać, jeśli nie był tego fanem.Tyler - 2020-03-20, 23:45 - A skąd jesteś? - Dopytał, nie dociekając co było powodem jej trzyletniej nieobecności, zupełnie jakby wyczuwał, że to nie jego sprawa. - Daj spokój - uśmiechnął się bezradnie. - Pada prawie codziennie, a w Australii jest trzydzieści stopni i piękne lato. Mogłem przyjechać za pół roku, może byłoby lżej - rzucił luźno, w nieco żartobliwym tonie, bo w gruncie rzeczy niczego nie żałował. Do ciągłego deszczu i wiatru też można się w końcu przyzwyczaić, a Tyler właściwie powinien docenić, że już nic nie chce go wpierdolić na każdym kroku.
- Ile już jeździsz? - Zmienił temat na ten, który w zasadzie był im bliższy, skoro spotkali się właśnie przy koniach. Nie przeszkadzała mu gadatliwość Mii, wręcz przeciwnie, przepadał za takim typem ludzi i sam potrafił gadać godzinami. Z nieukrywanym podziwem zerknął po Sheridanie, który robił wrażenie swoją muskulaturą i długą grzywą. Andaluzy wyjątkowo trafiały w gust Hendersona, więc nic dziwnego, że nie minęło wiele czasu zanim poruszył temat koni.
Przygotowując się do zakłusowania, na które zapewne miała nadejść za chwilę pora, nabrał wodze na kontakt i jednocześnie dojechał do ręki łydką i dosiadem, tym samym unikając niepotrzebnego usztywnienia ze strony Johnny'ego.Sheridan - 2020-03-23, 15:55 Im głębiej wchodzili w las, tym otoczenie stawało się ciekawsze. Sheridan z wyraźnym zainteresowaniem rejestrował rozmaite dźwięki, żadnego z nich jednak się nie obawiając. Prędzej był skłonny zareagować na pojawienie się jakiegoś obiektu na ich drodze niż na sam dźwięk, których słyszał bardzo wiele, ale wciąż nic sobie z tego nie robił. Po nabraniu wodzy na kontakt nieco zaokrąglił szyję, uwydatniając mięśnie i delikatnie oparł się na wędzidle. Wciąż miał uszy nastawione do przodu i utrzymywał aktywne tempo stępa, ani myśląc o samodzielnym ruszeniu kłusem, choć zdecydowanie miał już na to ochotę. Od myśli o tym odrywały go jedynie pojedyncze słowa padające z ust Mii, na którą od czasu do czasu kierował uszy, wbrew pozorom nie zapominając o jej obecności, choć za chwilę mogło być różnie. Już w końcu nieraz się przekonała, że mimo ospałości w stajni, pod siodłem Sheridan nabierał mocy. Johnny Bravo - 2020-03-23, 16:31 Wyjazd w teren z dwójką tak opanowanych koni jak Sheridan i Johnny mógłby wydawać się nudny, ale to dawało też możliwość rozmowy tamtej dwójce. Na tę kasztan też był obojętnie nastawiony i tylko parę razy cofnął jedno ucho na Tylera, wyłapując znane sobie słowa czy własne imię. Otoczenie jednak pochłaniało go na tyle, żeby ich konwersacja nie interesowała go kompletnie, preferując stopniowe poznawanie lasu, który także wydawał się mu być kompletnie nowy, gdy nic go nie próbowało zjeść na każdym kroku. Dzięki temu był jednak odważnym koniem o chłodnym nastawieniu nawet do największych strachów i mało było rzeczy, których rzeczywiście by się bał.
Kiedy przyszło do zebrania wodzy, przemielił w pysku wędzidło i zaokrąglił lekko szyję, uwypuklając grzbiet i zamiatając ogonem z niecierpliwością. Podobnie jak Sheridan raczej nie miał w zwyczaju robić czegoś na własną rękę, choć nad rosnącymi emocjami było mu dużo ciężej zapanować. Pozostawał jednak karny i czekał na kolejne sygnały od Tylera, wbrew pozorom nie dając mu poczucia siedzenia na tykającej bombie zegarowej.Mia - 2020-03-23, 16:52 - Z Jersey - odpowiedziała, dopiero po chwili uświadamiając sobie, że w tych stronach mogło to zabrzmieć dwuznacznie. - New Jersey znaczy się - dodała po chwili, chociaż wątpiła w to, żeby Tyler miał ją osądzać o bycie rodowitą Brytyjką, nawet jeśli jej zamiłowanie do herbaty było zdradzieckie.
- Nie byłoby - zaśmiała się na jego reakcję, którą tak doskonale znała, bo początkowo też nie była przekonana do tutejszego klimatu. - Jakoś tak po dwóch tygodniach wchodzi Ci w nawyk zabieranie parasolki, nawet jeśli świeci słońce - dopowiedziała ze szczerą nadzieją, że i tym razem deszcz ich nie zaskoczy w terenie. Do tej pory udawało jej się unikać przemoczenia do ostatniej suchej nitki, ale było to też spowodowane tym, że nie pozwalała sobie na zbyt długie wyjazdy ze stajni.
- Jakoś tak od kiedy pamiętam - uśmiechnęła się, naprawdę nie przypominając sobie właściwego momentu, kiedy zaczynała jeździć. - Jak miałam 19 lat, to przeprowadziłam się tu po skończeniu licem. Kierowałam się głównie studiami, bo jednak studiowanie w Stanach to tragedia, a tutaj mogłam zamieszkać u ciotki. Pierwszy wybór padł na Oxford, ale ostatecznie skończyłam w Londynie, bo bliżej Orchardu. No i ostatecznie skończyłam w Eastbourne - wytłumaczyła, coraz bardziej zatracając się w swoich słowotokach. - Nie chciałam zrezygnować z jeździectwa, ale jeździłam głównie rekreacyjnie, dopiero od jakiegoś roku czy półtora skupiłam się na sporcie... - kontynuowała w najlepsze, dopiero po fakcie uświadamiając sobie, że chyba trochę przesadziła z odpowiedzią na tak proste pytanie. - Czyli tak pewnie od szóstego roku życia - podsumowała nieco speszonym tonem, odwracając też wzrok.
Czując rosnące podekscytowanie w Sheridanie, dała mu w końcu łydkę do kłusa, kątem oka dostrzegłszy, że i Tyler się na to już przygotował, więc najpewniej miał zaraz pójść w jej ślady. A to, że zrobiła to pierwsza, to wcale nie po to, żeby uciec z rumieńcami. Sheridan - 2020-03-27, 20:15 Otrzymawszy łydkę, bez wahania ruszył kłusem, wykazując jeszcze większe ożywienie i zainteresowanie terenem. Mia już zapewne nieraz zauważyła, że Sheridan na otwartej przestrzeni szedł mocniej do przodu niż na zamkniętym placu i dzisiaj nie było inaczej - przyjąwszy dość wysokie ustawienie, mocno wyciągał nogi w kłusie, poruszając się z charakterystyczną dla rasy wysoką akcją kończyn. Jeśli Mia spróbowała lekko ostudzić jego temperament, nieco się zaparł, skracając szyję, ale wciąż próbując machać nogami, do czego po części prowokowała go obecność drugiego konia obok. Nieprzyzwyczajony do jeżdżenia w tereny w towarzystwie, widział w Jasiu niejaką konkurencję, co prowokowało go do rywalizacji i ścigania się, choć raczej w niegroźny sposób, bo nie miał szczególnie dominującego charakteru i dzięki temu raczej zwykł się słuchać człowieka.Tyler - 2020-03-27, 21:33 - Oh, okej - trafnie się domyśliła, że jako pierwsza przyszła mu do głowy brytyjska wyspa. Prawdę mówiąc, gubił się w tej mnogości akcentów, jakie spotykał w Orchardzie; większość spotykanych tu osób mieszkała zresztą w Anglii od lat, więc mało kto mówił z tak charakterystycznym, obcym akcentem jak on. - A już miałem przed oczami te urocze krówki - uśmiechnął się z rozbawieniem, jak chyba każdy mając przed oczami jakieś skojarzenia z różnymi krajami. Mógł się założyć, że większość osób, która z nim rozmawiała, myślała o kangurach biegających po ulicy.
- Mam nadzieję, że to tylko plotki, że jest tu tak przez cały rok - spojrzał na Mię z nadzieją, choć niezależnie od odpowiedzi, i tak nie miał już zmienić swojej decyzji. To byłoby za dużo do odkręcenia.
Chociaż Mia nieco zboczyła z tematu, Tylerowi zdawało się to nie przeszkadzać. - A co studiujesz? - Wtrącił w międzyczasie, krótko spoglądając na drogę przed nimi, po czym od razu wrócił spojrzeniem do Mii. - To w sumie podobnie jak ja, przyjechałem tu również z myślą żeby się trochę rozwinąć pod kątem jeździectwa. Z tą różnicą, że chciałbym zostać trenerem. Chociaż kto wie, może coś postartuję z Johnnym. - Mówiąc to, zakłusował chwilę za Mią, po półparadzie dając koniowi łydkę do kłusa i tuż po przejściu zaczynając anglezować. Liczył na to, że uda mu się jechać obok Mii, ale jeśli Johnny za bardzo ciągnął, wdając się w rywalizację z Sheridanem, to przytrzymał go by wjechać za ogiera i tym samym wyegzekwować od niego kontrolowany kłus.