Sergei - 2015-07-21, 16:50 Po mniej więcej dwóch okrążeniach skrócił wodze, by wejść na pełen kontakt z pyskiem gniadosza. Pilnował marszowego tempa łydkami, chociaż nie dźgał go nieustannie po bokach. Krótka półparada i zachęcanie do "wyżucia" wodzy z ręki, by ogier zszedł głową w dół i tym samym uwypuklił grzbiet. Powoli zaczął nakierowywać go na szersze koła, zewnętrzną wodzę trzymał napiętą, wewnętrzną przez nadgarstek i łokieć zginał do boku, łydkami pilnował wygięcia. Ósemki i wężyki robił z wykorzystaniem przeszkód. I tak przez dobre dziesięć minut, potem popracował trochę ręką i łydkami, by ogier podniósł głowę, ale ciągle akceptował wędzidło i był rozluźniony. Gdy już uznał, że Desperado jest dostatecznie rozstępowany wypchnął go do kłusa. Na razie anglezował, utrzymując cały czas równy, pewny, ale elastyczny kontakt z jego pyskiem. Dłonie miał ustawione symetrycznie, by mieć identyczne "ciężary" na wodzy. Ponownie zaczął wchodzić na koła i ósemki, z czasem coraz bardziej zmniejszając ich średnicę.Sergei - 2015-07-21, 17:08 Teraz mieli w dalszym ciągu prosty najazd na kolejną przeszkodę, siódemkę, czyli stacjonatę o wysokości stu piętnastu centymetrów. Nie było w tym nic specjalnego, po prostu zakończenie linii, ale Rus i tak nie tracił czujności, pilnując uważnie siwej kobyły. Nie znał jej, nie wiedział, czy nie wystraszy się nagle jakiegoś błysku, publiczności albo po prostu nagle nie spodoba jej się przeszkoda. Dlatego do końca trzymał ją w zamkniętych pomocach, by ta nie spłynęła mu gdzieś na boki. W miejscu wybicia mocniejsza łydka, przejście do półsiadu równo z ruchem Promise i subtelne przesunięcie rąk do przodu, by oddać jej odpowiednią ilość wodzy. Po wylądowaniu ewentualnie skorygował nogę siwej, by prowadzącą była lewa kończyna. Wprowadził ją na dość duży łuk, w pobliżu ogrodzenia i gdy łuk się kończył, pozostały im dwie foule na wprost do ósmej przeszkody, oksera o wysokości stu pięciu centymetrów. Śmiało do przodu, by siwa miała się z czego wybić, zasugerowanie, by siła kumulowała się w zadzie i pozwolił jej na decyzję, w którym miejscu chciała się wybić, żeby było jej wygodnie. Wierzył, że konie, które skaczą, potrafią wymierzać odległości. Co prawda, fakt faktem człowiek miał nawyk, by często wpychać się im w te decyzje, a u Rusa zależało to raczej od znajomości wierzchowca. Co prawda, łydką i biodrem zawsze wolał dopchnąć, by koń skoczył, a nie zatrzymał się... co mogłoby się skończyć jego samotnym lotem, ale to już była inna sprawa. Tak czy owak odpowiednie ułożenie się podczas lotu i elastyczne oddanie wodzy. Po lądowaniu delikatnie skorygował tor jazdy, by ostatnią przeszkodę również mieli już na wprost, czyli stacjonatę o wysokości stu dziesięciu centymetrów. Pilnował klaczy łydkami, chociaż nie "dłubał" jej boków bez opamiętania, nie był w końcu sadystą. Do skoku Sergei zachęcił ją również głosem, jednak na tej przeszkodzie nie mieli już żadnych problemów, najazd prosty, przeszkoda nie będąca straszakiem. Po wylądowaniu zaczął klepać siwą po łopatce w ramach uznania, oddając jej nieco wodzy. Koniec końców, jedna zrzutka to i tak dobry wynik, biorąc pod uwagę to, że nie znali siebie i tym samym nie mieli do siebie aż tak wielkiego zaufania. Tak czy owak zjechał z parkuru, przeszedł z Integrity do kłusa, później stępa, poluźnił popręg. Po rozstępowaniu do stajni, tam myjka, chłodzenie nóg, do boksu i smakołyki.
ztSergei - 2015-07-21, 17:29 Po pokonaniu trójki mężczyzna miał trochę czasu do następnej przeszkody, więc przez ten czas starał się zachęcić gniadego do rozluźnienia się i zaufania mu, by mogli spokojnie przejechać cały parkur. Subtelnie pracował wewnętrzną ręką, by Jim cały czas pozostawał wraz z nim w stałym kontakcie, łydkami wysyłał go poprzez krótkie impulsy do przodu. Spokojnie dojechał do ogrodzenia, które tym razem znajdowało się po ich prawej stronie. Utrzymywał dość mocne tempo do przodu, bo mieli teraz kawałek do przeszkody, a jednocześnie Rus nie chciał nadmiernie skracać najazdu, by mógł spokojnie naprowadzić ogiera na wprost, by jak najbardziej zwiększyć komfort jego skakania. Równo pracował wodzami, chociaż pozwalał mu wygiąć nieco łeb, by ten mógł spokojnie widzieć przeszkodę. Wykorzystał sobie drugi narożnik, by na nim zrobić nieco ciaśniejszy łuk, jednak za to miał teraz najazd na wprost na czwartą przeszkodę, stacjonatę o równym metrze wysokości. W linii prostej od przeszkody usiadł z powrotem w siodle, by dociążyć nieco tył gniadosza, odciążając tym samym przód. Całość polegała na tym, by całą siłę skumulował w zadzie, co gwarantowało odpowiedni skok. Nie obijał grzbietu Jima nieprawidłowym dosiadem, wyglądając trochę, jakby był przyklejony do siodła. Śmiało dopychał go biodrem i wspierał łydką, by ten czuł się pewniej podczas najazdu na przeszkodę. Serg miał nadzieję, że jego pełen spokój pomoże nieco ogierowi i ten odważnie będzie szedł do przodu. W miejscu wybicia mężczyzna mocniej zasygnalizował to gniadoszowi łydką, przechodząc zaraz to płynnie do półsiadu wraz z jego wybiciem się w górę i przesunął dłonie do przodu, by oddać mu odpowiednią ilość wodzy. Podczas lotu zasygnalizował lądowanie na prawą nogę, ewentualnie, jeśli to nie zadziałało, w czasie galopu poprosił go o zmianę nogi. Tak czy owak na razie jechał w półsiadzie, ponownie nie ryzykował jazdy przez skróconą trasę, czyli nie odbijał przed dwójkę i jedynkę, a pojechał za te przeszkody, chociaż przed siódmą skręcił wraz z ogierem w prawo. Pokierował go wzdłuż większego łuku, by najazd na szereg mieć idealnie na wprost. Ponownie usiadł w siodło, by zasygnalizować, że czas przenieść ciężar ciała na tył. Dynamiczna jazda do przodu, chociaż nie przesadnie, by ogier dokładnie widział, co go czeka po przeszkodzie 5a, okserze o wysokości metra. Odważnie prowadził go do przodu, wspierając go również głosem, bo szereg ewidentnie był największym wyzwaniem w tej klasie i po pokonaniu go nie powinni natrafić na więcej problemów, chociaż różnie mogło się zdarzyć. Tak czy owak w miejscu wybicia stanowczo docisnął łydki, by gniadosz przypadkiem nie próbował odmówić skoku, potem standardowo półsiad-oddanie wodzy i natychmiast przygotował się do drugiego skoku.Sensationet - 2015-07-21, 18:51 Po przeskoczeniu czwórki zrobili kilka kroków po prostej zaraz dwu krotnie zakręcając w lewo na piątkę, dość zdradliwy był tu najazd na przeszkodę ale trzeba było go pokonać co poradzić? Przeszkoda nie napawała klacz jakoś strachem, była taka sama jak inne podjechała do niej bez większych trudności. Odbiła się w dogodnym miejscu wyciągając ciało do przodu oraz składając, by zaraz wylądować na prawą nogę. Kilka kroków do przodu przy barierkach by zakręcić i jechać na prosto, znaczącą dodali w tempie by nadrobić cenne sekundy. No tak podłoże wyjątkowo nie sprzyjało tej parze, mimo potknięcia klaczy udało się dojechać pod przeszkodę i nie równo i nieco pewnie nie dbale przeskoczyć. Można to było zauważyć po tym że odbyło się puknięcie choć drągi na szczęście nie spadły, furknęła nie zadowolona kierując się do ostatniej przeszkody. Klacz nieco nerwowo chciała bo na szybko dojechać do ostatniej przeszkody przytrzymana odpowiednio przez faceta nie miała zbyt dużego pola do popisu więc ograniczyła się do aktywnego tempa, siły z zadu by dojechać, odbić się, złożyć i pokonać ową przeszkodę. Na mecie podbiła lekko zad zadowolona i tak z przejazdu ! Po rozstępowaniu ruszyli do stajni z.tChristian Levrull - 2015-07-21, 18:51 W zakręcie do czwórki skupił sie na prawidłowym wyjechaniu owego łuku, ułatwiając ogierowi jego pokonanie. Swój środek ciężkości odnalazł siadając głębiej w siodło i pozostając w tej równowadze, płynnie pracując w zakręcie biodrami, które w razie czego przygotowane były wraz z łydką wypchnąć siwka do ruchu na przód. Prowadzenie na zewnętrznych pomocach, gdzie wewnętrzne były spychające i działały przede wszystkim kierująco. Dojazd do stacjonaty nie sprawił im więc większego problemu, ponownie po lekkim skróceniu ogiera w dojeździe bez utraty rytmu i tempa udało mu się siedząc w siodle odbić do skoku w odpowiednim miejscu wraz z siwkiem. Pokonali czwórkę na czysto w niezłym stylu, a sam Christian starał się jak najmniej mu w skoku przeszkadzać, w trakcie lotu nie miał nic innego "do roboty" jak w równowadze wejść w półsiad, nadążyć ręką i płynnie wrócić w siodło od razu korygując tempo. Tak stało się i teraz i po lądowaniu na prawo poprowadził go w tempie na wprost.
Pozwolił sobie zaryzykować, mimo tego iż styczność z ogierem miał po raz pierwszy. Zdecydował się na skrót do szeregu - wykręcił przed jedynką, przed którą przytulił się do niej jak i do przeszkody numer dwa pewnie trzymając go na zamkniętych, prawidłowo prowadzonych pomocach. Udało im się pokonać zakręt w całkowitej równowadze, co pozwoliło na to, by po zakończonym zakręcie dość szybko naprostować się przed piątką i zareagować na tyle szybko (po ostrym zakręcie mieli tylko na to trzy foule), by odpowiednio skórcić ciało ogiera, podnieść go i płynnie podprowadzić do pierwszego członu szeregu i idealnego wręcz miejsca wybicia. Ponownie wszedł niespóźniony w półsiad, po lądowaniu od razu biorąc go na siebie, nie dając mu się rozciągnąć przed drugim członem szeregu.Integrity Promise - 2015-07-21, 21:19 Klacz po wylądowaniu zauważyła kolejną przeszkodę do przeskoczenia, zastrzygnęła na przemiennie uszami czekając na polecenia ze strony jeźdźca. Klacz była podekscytowana ale raczej startem w zawodach więc nie w głowie były jej szaleństwa bez kontroli chłopaka. Klacz była perfekcjonistką więc starała się nie zważać na publiczność, dojechali do przeszkody gdzie po sygnale klacz uniosła przody wyciągając cielsko do przodu i odbijając się z zadu. Złożyła wcześniej już przody teraz dostawiła tyły by zaraz te pierwsze wyciągnąć i na nie wylądować właśnie. Wylądowali na lewą nogę od razu o ile dostała taki sygnał od faceta, wjechali zaraz na łuk w pobliżu barierek za drugą przeszkodą. Ona sama szła dość mocno do przodu wręcz czasem musiała być przytrzymana by nie zrobiła czegoś źle, siła napędu w zadzie, dwie foule i oddanie skoku. Rus po prostu praktykowałaby hasło: "I can fly <3" Skok był czysty, ładne złożenie oraz wyciągnięcie by zaraz miękko wylądować, siwa dość ładnie technicznie skakała trzeba było jej przyznać. Po wylądowaniu lekkie naprostowanie toru jazdy do ostatniej przeszkody, ostatnia przeszkoda i finisz <3 Utrzymywała w ryzach ekscytację która w niej narastała by przeskoczyć ją na czysto, słuchała go ale jakoś nie przyzwyczajona była do rozmów z jeźdźcem. W końcu odbiła się od podłoża by złożyć miękko w locie oraz wyciągnąć i wylądować po drugiej stronie. Skoro skończyli przejazd lekko podbiła zadem w geście zadowolenia, po zwolnieniu i rozstępowaniu udali się do stajni.
z.tNearly Perfect - 2015-07-21, 21:24 Dokładnie, Perfect też by chciała,żeby wyglądało to trochę inaczej, ale nie poddawała się, pewnych rzeczy jednak nie sposób przeskoczyć w sensie tak metaforycznym jak dosłownym. Po pokonaniu na czysto przeszkody czwartej, Nearly kierowana przez Caroline ruszyła kawałek po prostym po czym skręciła na przeszkodę piątą: bliźniaczą stacjonatę 75 cm. Wzięły dość ciasny zakręt i kobieta musiała szybko ją naprostować, a chociaż Perfect czasem wymykała się spod kontroli amazonki oddały czysty skok.
No cóż poradzić, każdy miał swój gorszy dzień, a ten najwyraźniej nie należał do najlepszych dni kasztanki. Po pokonaniu stacjonaty sytuacja jeszcze się pogorszyła: najazd na szóstkę był przerywany, co było spowodowane tym, że mimo pomocy od Caroline selle francais odmawiała ruchu. jednak kolorowowłosa dzięki mocnym sygnałom dociskaniu do podłoża i wypychaniu naprzód doprowadziła sześciolatkę do stacjonaty 80 cm, gdzie co prawda Perfect nie wyłamała przeszkody, ale tragikomiczny najazd i cała sytuacja sprawiły, że oddała chaotyczny skok, który zaowocował trąceniem przeszkody, jednak bez upadku drąga. Ruszyły dalej, kasztanka mocno niezadowolona bo jednak zawaliła na pełnej linii. Najazd na okser wyglądał nieco lepiej jednak i tak mieli kiepski czas na zakończeniu. Mimo wszystko skróciła krok przed okserem i wybiła się z zadu zgodnie z pomocami od dwudziestopięciolatki. Przeskoczyły i tą przeszkodę na czysto, chociaż oczywiście czas przejazdu przedstawiał się gorzej. Przeszły do kłusa, opuściły parkur. Na rozprężalni Caroline ją rozstępowała zaprowadziła z powrotem do stajni.
ztCarthago Z - 2015-07-21, 23:09 Od trójki do czwórki był dość zdradliwy zakręt albo go mogli mocno ściąć i zrobić krótki najazd albo pokwapić się o szerszy łuk tylko cenne sekundy by uciekły wtedy. Kiedy Chris zdecydował się na skręt siwek przesunął swoje ciało wyginając je w łuk by móc oczywiście skręcić w miarę korzystanie, prawidłowo i nadal efektownie. Nie potrzebował też zbyt przesadnie mocnych pomocy rozumiał już Chrisa i wiedział o co mu chodzi, jak postępować to też ładnie wpisywał się w zakręty czy skoki które mu sugerował. W końcu dojechali do owej przeszkody siwek na znak od razu uniósł przody wyciągając się niczym struna do przodu i odbijając z zadnich nóg. Wylądowali na prawą nogę i pojechali spokojnym lecz aktywnym tempem dalej do przodu, jeszcze zostało im kilka przeszkód. Ogier był podekscytowany ale starał się nerwy trzymać na wodzy, czując ostry zakręt siwek ładnie w niego wszedł mocno wyginając ciało w bok co by zachować równowagę. Skręcili przed jedynką jak i dwójką by po wyjściu z tego zakrętu naprostować się przed piątką i najechać na nią równo bez szaleństwa. Trzy foule do dojechania do pierwszego członu ogier parsknął cicho mieląc raz intensywniej wędzidło by zaraz przejść w fazę lotu, uniósł przody wyciągając cielsko by odbić się z zadu i ładnie wyciągnąć się nad okserem. Czując krótkie pomoce musiał szybko się skrócić by nie zaszaleć zbyt przed drugim członem co by go nie strącić.Desperado - 2015-07-22, 09:22 Chętnie przystał na propozycję rozpoczęcia pracy, 'wyżuwając' wodze momentalnie, gdy tylko zostało mu to umożliwione. Wstępnie oparł się równo na obu wodzach, łeb utrzymując mniej więcej na wysokości kłębu, nos natomiast nieznacznie cofnięty w stronę piersi. Mięśnie na muskularnej szyi ogiera ukazały delikatnie swój zarys, natomiast jego grzbiet uwypuklił się lekko ku górze. Przez cały czas energicznie maszerował, podczas wszelakich figur mieląc wędzidło w pysku, skupiając się na powierzonym mu zadaniu. Z czasem jego ruch nabrał elastyczności oraz sprężystości, co świadczyło o rozgrzewających się, rozluźniających się mięśniach. Swego czasu poświęcono mu wiele godzin na udoskonalenie takich elementów, co zdecydowanie rozwinęło jego wszechstronność - poza tym, że dobrze skakał, był też bardzo dobrze ujeżdżony. Po rozgrzaniu w stępie uniósł łeb zgodnie z oczekiwaniami, tym razem trzymając pysk równo w pionie, nie spinając się w coraz luźniejszej potylicy. Następnie przeszedł do kłusa, od razu przystając na dynamiczne, aczkolwiek równe tempo. Poruszał się w równowadze, zachowując wcześniej ustalony środek ciężkości, na woltach i ósemkach bez większego problemu wpisując się w ich średnice.Mistrz Gry - 2015-07-22, 19:29
35; Bolesny skurcz; Koń odczuwa skurcz w którejś z kończyn/w parze kończyn/ w większości kończynach/grzbiecie/szyi bądź w innej części ciała.
Opis:
Na ostatnich metrach do siódmej przeszkody, konia złapał skurcz w jednej z zadnich kończyn. Ból był na tyle silny, że wierzchowiec nie był w stanie unieść siebie i jeźdźca nad drągami, czego konsekwencją była zrzutka.
UWAGA:
Od tego momentu proszę o nie edytowanie swoich kolejnych postów!
72; Koń potyka się przez bruzdy/kamienie/muldy itd (nie wywraca); Koń zahacza kopytami raz /kilkukrotnie o nierówności na parkurze, przez co wypada z rytmu/ustawienia, dekoncentruje siebie jak i jeźdźca.
Opis:
Lądując po ósmej przeszkodzie koń potknął się stosunkowo mocno, niemalże wyrzucając jeźdźca przez siodło. Dosłownie w ostatniej chwili zdołał się dźwignąć do góry, odzyskując równowagę i chroniąc zawodniczkę przed upadkiem. Reszta parkuru niezakłócona.
UWAGA:
Od tego momentu proszę o nie edytowanie swoich kolejnych postów!
Shadowfax - 2015-07-22, 20:19 Rzeczywiście to jest najważniejsze, a że jeszcze z tej dobrej zabawy są nie najgorsze wyniki to dodatkowy plus. Po pokonaniu na czysto czwórki wjechali na dwa łuki, Shadowfax przyśpieszył zgodnie z pomocami od Leona. Chociaż na treningach od czasu do czasu się zapominał i nieco obijał, na zawodach nie było o tym mowy, ogier dawał z siebie wszystko. Oczywiście poradził sobie z ciaśniejszymi zakrętami przed stacjonatą 75 cm poruszając się aktywnym tempem, elegancki krokiem typowym dla swojej rasy.
Wybił się z ziemi po otrzymaniu takiego sygnału układając w skoku i współpracując z jeżdżcem, wylądował na prawą nogę pozostawiając przeszkodę nienaruszoną. Parsknął zadowolony, ograniczył się jednak póki co tylko do tego, radość wyładuje później, poza parkurem. Znów nieco przyśpieszył pokierowany przez chłopaka na szóstkę, dojechali do barierek gdzie skręcili ku przeszkodzie, wyjechawszy na prostą znów powtórzyli skok, ponownie na czysto pokonując przeszkodę. Tak, zdecydowanie zasłużyli na te oklaski.
Pojechali na następną, ostatnią już przeszkodę: okser 80 cm. Siwek oczywiście przez cały czas był raczej skupiony, lecz półparada i przygotowanie przed ostatnim skokiem sprawiły, że andaluz nie stracił tego skupienia. Parsknął uszy stawiając na sztorc. Przy okserze wybił się dynamicznie w wyznaczonym miejscu po chwili przybierając ładną pozycję w skoku, no cóż też chciał jak najlepiej wypaść przy ostatnim skoku, nie chciał też jednak zawalić: przejechać na czysto cały parkur i zawalić ostatnią przeszkodę, byłoby po prostu wstyd! Skok jednak wyszedł mniej więcej tak jak to zaplanował dwudziestolatek. Chociaż rozpierała go radość Misiek posłusznie zwolnił do kłusa, potem do stępa i nie rezygnując z eleganckiego kroku ujeżdzeniowca opuścił parkur, zadowolony z pochwały od właściciela.
ztChristian Levrull - 2015-07-23, 20:17 Po lądowaniu ogier bardzo dobrze zareagował na jego pomoce skracające do drugiego członu szeregu, nie mieli więc większych problemów z pokonaniem stacjonaty, do której wybili się w idealnym miejscu, pokonując ją na czysto bez zakłócenia równowagi. Kiedy pokonali szereg nie powstrzymywał się, znów słownie pochwalił ogiera za poprawne odczytanie pomocy i dobrze pokonaną sekwencję przeszkód. Po szeregu lądowanie na prawo i od razu przygotowanie ogiera za ostrzejszego zakrętu przytulając się do czwórki po raz kolejny nadrobił cenne seknudy korzystając z bardzo dobrej współpracy z siwkiem.
W odpowiednim miejscu zaczął prostować ogiera tak by znalazł się prostopadle do przeszkody, usiadł mocniej w siodło, biorąc go trochę bardziej na siebie, ale nadal otrzymując aż do przeszkody aktywne i równe tempo. Dwie równe wodze i łydki miały mu pomóc w odpowiednim podprowadzeniu do oksera, przed którym w miejscu wybicia otrzymał sygnał łydką do skoku. Chris wszedł z skok za ogierem mocno łapiąc równowagę strzemionach, lekko cofając biodra, natomiast ręką automatycznie podążył za baskilującym ogierem. Lądowanie na lewo i od razu wjazd na łuk/zakręt na siódemkę.
W trakcie dojazdu do stacjonaty chłopak jakby nagle poczuł tak jakby ogier zaczął kuleć od którejś z nóg, wrażenie było jakby ciągnął tyłami. Na nic zdały się sygnały aktywizujące, które siwek kompletnie zignorował, ale na zatrzymanie już było za późno, a ambicje ogiera doprowadziły do tego, że weszli w skok. Chociaż "skok" to za dużo powiedziane, pokonanie tej przeszkody wyglądało tak, jakby miała ona 30 cm, a nie metr, gdyż ogier praktycznie wpadł przodem w drągi burząc konstrukcję przeszkody; w ogóle nie odbił się do stacjonaty (ze względu na skurcz). Ponad to potknął się na drągach, o dziwo jednak ratując ich od upadku na pysk. Chciał zwolnić siwka, ale ten... Jakby nigdy nic galopował czysto dalej! Z widocznym mindfuck'iem na pysku dał mu galopować dalej, praktycznie nie czując wcześniejszej kulawizny. Czyżby skurcz? Ale żeby tak krótki?
Nie miał dużo czasu na myślenie, gdyż wyrosła przed nimi ostatnia przeszkoda, do której podprowadził go nie licząc foul, ze względu na wcześniejsze komplikacje nawet nie rozpoczynając liczenia ich. Na szczęście oko chłopaka go nie zawiodło i udało mu się dość słabym (mało aktywnym) galopem podprowadzić go do odpowiedniego miejsca odskoku i na czysto pokonać przeszkodę. Od razu po przekroczeniu celowników przeszedł do kłusa i opuścił parkur chwalać sowicie ogiera, udał się z nim do weterynarza, który wykluczył wcześniejszą kulawiznę, zrzucając winę na prawdopodobny chwilowy ból w trakcie startu. Wrócił więc z nim do stajni, gdzie odpowiednio się nim zajął i nagrodził.
{zt}Adele - 2015-07-23, 22:10 Mimo, że White nie był w stu procentach bezproblemowy - na całe szczęście, bo takie konie nie stanowiły najmniejszego wyzwania - i czasem pokazywał na co go stac, dziewczynka od rozpoczęcia przejazdu nie dawała za wygraną, robiąc dosłownie wszystko, by wraz z kucem wypaśc jak najlepiej. Nie stawiała na nerwową szarpaninę, od jedynki zmieniając technikę jazdy na szybką w dystansie i krótszą przy przeszkodach, bo jak zauważyła szybkie tempo nie służyło ogierowi. Kiedy tylko znów znalazła oparcie w strzemionach po lądowaniu i odzyskała kontrolę nad wierzchowcem podniosła wzrok na kolejną przeszkodę, pozwalając sobie na nieco bardziej energiczne tempo podczas wyjeżdżania zakrętu. W pewnej chwili - nawet nie do końca wiedziała, z jakiego powodu - odczuła silny dyskomfort, przekonując się, że to nie był krótkotrwały ból. Mimo bólu wyjechała głęboki łuk w lekkim dodaniu, by następnie wyprostowac go do przeszkody i w odpowiedniej odległości od piątki usiąśc w siodło. Wycofała ramiona, zamknęła Chocolate mocniej na pomocach i delikatnie przytrzymała, nie pozwalając na "atak" z jego strony. W ten sposób wytrwała do optymalnego miejsca odbicia, gdzie zasugerowała je Belgijczykowi i wraz z oderwaniem się jego przodów od ziemi zmieniając pozycję ciała - cofając głęboko biodra, balansując na strzemionach w locie i oddając sporą ilośc wodzy. Należała do tych dzieci, które od początku uczono, że lepiej oddac za dużo niż za mało, dlatego też ani razu nie zdarzyło jej się uderzyc ogiera po pysku - niezależnie od toru ich lotu. Na lądowaniu delikatnie wysunęła łydki do przodu, by bez większych problemów odzyskac równowagę i kontynuowac aktywną jazdę do przodu. Kolka skutecznie utrudniała jej to zadanie, niemniej nie dawała za wygraną, starając się ignorowac ból. Zacisnęła zęby, wyjeżdżając łuk do barierek, przez chwilę prowadząc kuca wzdłuż nich a następnie odbijając w prawo, by znaleźc się z ośmiolatkiem w linii prostej do szóstej przeszkody. Powtórzyła cały schemat z przed kilku sekund: wycofanie, delikatne przytrzymanie, a w miejscu odbicia podążenie za ruchem i oddanie wodzy. Nie pozwalała sobie na żadne błędy, które mogłyby kosztowac rumaka jakikolwiek rodzaj bólu - nie przysiadała go w skoku, nie ciągnęła podczas lotu, nie klepała tyłkiem o siodło podczas lądowania. Słowem: robiła wszystko, co w swojej mocy by mimo dużego dyskomfortu nie przeszkadzac wierzchowcowi w czynieniu swojej powinności. Zaraz po wylądowaniu szybko "pozbierała" zarówno siebie, jak i kucyka, by tym razem już bez przytrzymania - tak w ramach ryzyka - pozwolic mu dogalopowac do oksera. Celowała w konkretną odległośc, sugerując nieco dalsze niż przeciętnie odbicie. I podobnie jak wcześniej - we właściwym czasie i miejscu wskazała WC odbicie, podparte stanowczą łydką. Weszła w półsiad, delikatnie pochylając się nad baskilującym koniem i tak jak zwykle, oddając sporą ilośc wodzy. Po pokonaniu oksera wróciła w siodło, po kilkunastu sekundach galopu blokując miednicę, by zwolnic White do kłusa i po skinieniu w stronę sędziów zjechac z parkuru. Na rozprężalni po dosłownie dwóch minutach kłusa zsiadła, stępując z koniem w ręku z uwagi na trwający ból. Na całe szczęście kolka wkrótce minęła, a dzięki temu Adele mogła w pełni zając się swoim rumakiem - odprowadzic do stajni, schłodzic, rozczyścic i zostawic w żlobie kilka smakołyków.
/zt
//przepraszam, że tak lipnie, słabo się czujęJim Beam Rye - 2015-07-24, 12:04 Odpowiadając na działania wykonywane przez jeźdźca, z głośnym parsknięciem pociągnąłem łeb lekko ku dołowi, opierając się na wędzidle. Utrzymując lekko zaokrągloną szyję z rozluźnioną potylicą, poszerzyłem foule poprzez mocniejsze wyrzucenie przednich kończyn zarówno do przodu, jak i w górę. Utrzymałem subtelną tendencję do ruchu pod górę, co było widoczne dzięki kątowi zgięcia w stawach, co z kolei świadczyło o należytej pracy zadu. Swobodny przepływ energii przez elastyczny, pracujący grzbiet gwarantował niejako przyjemniejszy, bardziej obszerny ruch. Tym samym ukazałem swoje dobre strony, choć był to jedynie niewielki zakres moich prawdziwych możliwości. Galopując po ścianie wciąż zachowywałem czujność, ale byłem wyraźnie spokojniejszy widząc to, co działo się za ogrodzeniem. W narożniku skręciłem w lewo, znajdując się tym samym na wprost czwartej przeszkody. W trakcie najazdu, typowo dla siebie skręciłem łeb w lewo, aby - dosłownie - mieć oko na metrową stacjonatę. To sprawiało, że niekiedy biegłem lekko po skosie, ale najwyraźniej nie przeszkadzało mi to w samym skakaniu. Wycofałem się na tył, kumulując w sobie energię przed oddaniem skoku. Cały ten zapał, który byłem gotów okazać od samego początku - pędząc do przodu - sumiennie trzymałem w sobie do ostatniego momentu. Energia wyraźnie mnie rozpierała, co było widoczne w każdym, pewnie postawionym kroku, aż wreszcie nadszedł ten moment, w którym mogłem ją uwolnić poprzez oddanie skoku. We wskazanym miejscu odbiłem się od ziemi, w trakcie lotu prostując sylwetkę i chwytając równowagę. Kolejną przeszkodę pokonałem bez kłopotu; tym razem wylądowałem na prawej nodze, odczytując intencje Serga. Dalej pogalopowałem przed siebie, mijając przeszkody oznaczone numerem pierwszym oraz drugim. W trakcie zakrętu przy siódmej przeszkodzie odgiąłem się w przeciwną stronę, jako że zbyt bliskie przejechanie obok niewidocznej dla mnie przeszkody okazało się nieakceptowalne dla mnie. Trudno powiedzieć co dokładnie wywołało taką reakcję, w każdym razie chwilowo się zdekoncentrowałem, zaraz "naprawiając" się i dalej galopując w stronę szeregu. Skupiłem się na postawionym przede mną zadaniu i ponownie wycofałem się na tył, gdy tylko znalazłem się na wprost szeregu. To mogło być dla mnie niejakie wyzwanie; galopując dynamicznie na stacjonatę, już z daleka starałem się przyjrzeć temu, co mnie czekało. Sprawę dodatkowo komplikowało to, że nie widziałem niczego, co było po lewej stronie - a że była to ściana, to za płotem dużo się działo, z czego doskonale zdawałem sobie sprawę, słysząc różne hałasy. Mimo to nie zrezygnowałem i odważnie, w miarę sprawnie, a przede wszystkim prawidłowo wszedłem w szereg, na czysto pokonując przynajmniej pierwszy człon.