Naomi Eaton - 2019-05-06, 19:10 Po udanym przejściu przez drążki pochwaliła krótko klacz, po czym zakręciła po paru krokach na wprost i przez pół koła zawróciła na te same drążki. Tym razem, po przejściu przez nie, skręciła w drugą stronę i wróciła chwilowo na ślad. Po półparadzie zrobiła dodanie w kłusie, łydką zachęcając Ophelię do lekkiego wydłużenia kroków i przyspieszenia. W zrozumieniu tego pomogła jej zmianą tempa anglezowania, które na powrót uspokoiło się po kilkunastu metrach, gdy wróciły do wyjściowego, roboczego tempa kłusa. Następnie zrobiły to raz jeszcze, po czym ponownie najechały na drążki, które chwilowo stały się głównym elementem rozgrzewki - Naomi najeżdżała na nie z różnych stron, raz na lewą, raz na prawą rękę, pomiędzy poszczególnymi podejściami robiąc wspomniane dodania, skrócenia i wolty. Te wszystkie ćwiczenia dobrze wypełniły im czas poświęcony na kłus, po którym Naomi sprowadziła Ophelię do stępa i wydłużyła lekko wodze, ale nie przerwała kontaktu. Przez pół minuty po prostu stępowała wokół parkuru na dłuższym kontakcie, pozwalając klaczy odsapnąć, po czym podpierając to łydką, znowu skróciła lekko wodze i zakłusowała celem późniejszego zagalopowania na lewo, które miało miejsce w najbliższym narożniku.Ophelia - 2019-05-15, 11:48 Na chwilę odchyliła jedno z uszu w stronę kobiety, kiedy ją pochwaliła, ale nie rozmyślała nad tym długo, aktualnie będąc skupionym na stawionym przed nią zadaniu, jakim było zawrócenie na drążki.
Tym razem już nie wychodziła łbem w górę, nie czując potrzeby dokładnego przyjrzenia się drążkom. Bez zbędnych zmian tempa, równym i aktywnym krokiem przejechała przez nie, w dalszym ciągu wysoko unosząc nogi i pracując grzbietem i zadem. Po ich pokonaniu skręciła i wjechała na ślad, poruszając się wzdłuż ogrodzenia.
Odpowiedziała na aktywizujące działanie łydki, rzeczywiście dodając i delikatnie poszerzając swój krok, chociaż robiąc to dopiero po chwili. Za drugim razem podczas tego ćwiczenia wiedziała już, czego oczekuje od niej Naomi, więc od razu poszerzyła lekko swoje ramy, przyspieszając.
Resztę czasu spędziła przejeżdżając przez drążki i wykonując dodania i skrócenia, czasami dekoncentrując się przez to, że praktycznie przez większość czasu była skupiona, a było to też bardzo wymagające dla młodego konia. Nie mniej jednak nie popełniała wielkich błędów, więc Naomi nie musiała poprawiać jakoś często.
Przeszła do stępa i parsknęła przeciągle po dostaniu dłuższej wodzy, automatycznie wydłużając szyję, czasami mieląc w pysku wędzidło. Odpocząwszy po pracy w kłusie, wróciła do poprzedniego ustawienia i przeszła w wyższy chód, z którego zagalopowała w narożniku. Zrobiła to jednak ze złej nogi, co Instruktorka z pewnością od razu odczuła.Naomi Eaton - 2019-05-16, 11:27 Rzeczywiście od razu zorientowała się o tym, że Ophelia zagalopowała ze złej nogi. Od razu przytrzymała ją do kłusa, ale zanim podjęła kolejną próbę zagalopowania, poświęciła chwilę na wyrównanie i uspokojenie kłusa. Dopiero mając ją z powrotem ustawioną na pomocach, powtórzyła prośbę o zagalopowanie, nawet specjalnie trochę przerysowując użycie łydki, by Ophelia tym razem bez problemu ruszyła na dobrą nogę. Chyba, że była to po prostu jej gorsza strona, na którą zdarzało jej się jeszcze krzyżować w galopie czy ruszać ze złej nogi, co wymagałoby trochę więcej uwagi. Jeśli tym razem się udało, pochwaliła ją i po paru foule zwolniła do kłusa, a potem do stępa, jeszcze mocniej podkreślając nagrodę za udane zagalopowanie. Po krótkiej przerwie ponownie zakłusowała i podjęła kolejną próbę zagalopowania, która jeśli się powiodła, to spotkała się z entuzjazmem blondynki,wyrażonym pochwałą głosową. Wtedy już pozostała w galopie i przez chwilę po prostu galopowała wzdłuż ścian, zanim zdecydowała się na zmianę kierunku i ponowne zagalopowanie, ale z drugiej nogi oczywiście.Ophelia - 2019-05-21, 13:13 Została sprowadzona z powrotem do kłusa z wiadomych przyczyn, przez pierwsze chwile za bardzo spiesząc. Zgodnie z założeniami dziewczyny, klacz po jakimś czasie nieco się wyciszyła, regulując tempo i wyznaczając odpowiedni rytm, w jakim się poruszała.
Przy kolejnej próbie zagalopowania Ophelia pomyślnie zrobiła to na dobrą nogę, rozpoczynając od zadu. Na szczęście nie był dla niej częsty błąd, a przynajmniej nie był zależny od strony. Po parku krokach galopu przeszła sprawnie do kłusa, a następnie do stępa. Pochwały były zdecydowanie ważną częścią treningów, bo dzięki nim udawało jej się lepiej zrozumieć, czego tak naprawdę się od niej oczekiwało. Chętnie wróciła do wyższego chodu, z którego znów przeszła do galopu, robiąc to po myśli Naomi, czyli rozpoczynając z dobrej nogi. W tym chodzie nie wyrywała się do przodu, swobodnie galopując w roboczym ustawieniu, co jakiś czas przeżuwając wędzidło. Zmiana kierunku nie wpłynęła zbytnio na jakość wykonanego przez nią przejścia, które było porządne i poprawne.Diego Montana - 2019-06-11, 21:05 Przyszedł na parkur trawiasty wraz z Deviline Z. Pogoda dopisywała, więc postanowił ją wykorzystać i wybrać się na dzisiejszy trening na otwarty obiekt. Po wejściu na niego oprowadził klacz w ręku dookoła parkuru, dając czas i okazję dla klaczy na zapoznanie się z obiektem. W końcu zatrzymali się pod schodkami w rogu tego miejsca, gdzie Diego poprawił sprzęt i ostatecznie dosiadł rudej. Postawił na początek na luźny, energiczny stęp na długiej wodzy do którego zachęcił klacz po usadowieniu się w siodle znaczącą łydką. Jednak jak było to faktycznie? W boksie klacz ponosiła energia i miał pewne obawy czy właśnie nie wypuści jej na samym początku z siebie, ale może podświadomie wiedziała że lepiej zachować ją na dalszy trening i skoki? Może.Take It Now - 2019-06-12, 14:43 Aktywnie krocząc u boku właściciela, okrążyła parkur, chociaż swoją uwagę skierowała na drugą obecną tu parę, rżąc krótko. Odprowadzka skończyła się w rogu, gdzie Diego wsiadł na jej grzbiet, a ona o dziwo nie ruszyła bez wcześniejszej prośby o stęp. Po przejściu żwawo przebierała nogami, chociaż były to krótkie i częste kroki. Na jego szczęście nie była dzisiaj aż tak napompowana, więc nie zamierzała odwalać, a przynajmniej nie na ten moment. Poza tym jakieś konkretniejsze wariacje w jej wykonaniu mogły się dla niej zle skończyć, głównie przez sztywawe i nierozgrzane mięśnie i ścięgna.Naomi Eaton - 2019-06-14, 21:08 Zanim zakończyła rozgrzewkę, wykonała w galopie jeszcze kilka ćwiczeń, po których miały być już w pełni przygotowane na skoki. Rozgrzewka w tym chodzie bardzo przypominała to, co przed chwilą robiły w kłusie, a mianowicie uwzględniała przejścia, koła i pracę na drągach, która w tym przypadku wyglądała tak, że gdzieś na placu leżały trzy drągi na galop, które można było pojechać na mniejszą lub większą ilość foule. Ophelii to ćwiczenie z pewnością było znane, bo na tym skupiała się większość jej treningów skokowych, ale że ostatnio już to opisywałyśmy, to pozwolę sobie to pominąć tym razem~.
Kończąc rozgrzewkę zwolniła do kłusa i na kole wykonała żucie z ręki, po czym przeszła do stępa i oddała Ophelii wodze, pozwalając odpocząć przez około półtorej minuty. Po tym odpoczynku ponownie pozbierała siwą do kupy, zagalopowała przez kłus na lewą nogę, po czym naprowadziła Ophelię na pierwszą przeszkodę, którą był nieduży krzyżak ze wskazówką z przodu i z tyłu, dzięki czemu można było go skakać z obu stron. Wybrała to na rozgrzewkę przed szeregiem gimnastycznym. Ustaliwszy odpowiednio tempo, usiadła w siodle prostując Ophelię na przeszkodę i zamkniętą w pomocach doprowadziła do krzyżaka, we właściwym momencie dając łydkę, po której klacz powinna się odbić; wtedy też Nao wyszła za jej ruchem do niedużego półsiadu i oddała jej rękę.Ophelia - 2019-06-14, 22:36 Podczas rozgrzewaniu się w galopie sprawowała się nienagannie, zwykle robiąc to, czego Naomi od niej oczekiwała. Z czasem wykonywała narzucane ćwiczenia lepiej, ale nie była wolna od błędu, co było oczywiście korygowane. Dopiero gdy na placu pojawił się inny koń, dość gwałtownie zareagowała, unosząc łeb i zakłócając kontakt. Dekoncentracja ta była chwilowa, bo czterolatka odpowiedziała rżeniem nieznajomej i straciła nią całkowicie zainteresowanie, po tym głośno mieląc wędziło.
Do kłusa przeszła nie rozsypując się z ustawienia, a zaraz zachęcona do żucia z ręki wydłużyła i obniżyła szyję na tyle, ile pozwalały jej wodze. Podczas tego pozostawała okrągła i nie przenosiła ciężaru naprzód, chętnie przeżuwając i tworząc przy tym jeszcze więcej zbierającej się wokół pyska piany. Jednocześnie owijała się sprawnie wokół jej wewnętrznej łydki, wpasowując się w koło. Po jego zakończeniu zwolniła do stępa, w którym przez chwilę odpoczęła, przyjemnie bujając kobietę w siodle.
Wróciwszy do roboczego ustawienia zrozumiała, że zaraz zaczną coś robić, więc bez opóźnień zareagowała kolejno na przejście do kłusa i galopu na dobrą nogę, kierując się po tym w stronę niewielkiego krzyżaka. Dostosowała odpowiednio tempo i śmiało najechała na przeszkodę, nie wyrywając się do niej, a przed przyglądając się jej i nastawiając w jej kierunku uszy. Sugerując się łydką, klacz "przegalopowała" przez krzyżak, nie czując potrzeby, by wykonywać nie wiadomo jak wysoki skok. Po lądowaniu jednak mogła zaskoczyć dziewczynę, bo zwolniła do kłusa.Bolero de Ravel - 2019-06-15, 17:24 Nie no skąd, Brian i przesadzać? To jak nie on. Może on był urodzonym mistrzem, a właściciel tego jeszcze nie widział? Odkąd jednakże Boler trafił pod skrzydła chłopaka, to bardzo się rozwinął mentalnie i fizycznie. Toż to nic dziwnego że rósł im apetyt na dalsze rozwijanie się, a co za tym idzie i sukcesy. W końcu wypracowali odpowiednie tempo, zobaczyli krótko aczkolwiek dość dokładnie ustawione tutaj przeszkody i można było się w końcu zabrać za skoki. Już chwilę później odbijali z narożnika na pierwszą z przeszkód - 80cm stacjonatę. Bolero galopował aktywnie i chętnie przed siebie, mając mocno zaangażowany zad w pracę i lekkie przody. Naprostowali się do przeszkody, by w tempie dojechać do miejsca wybicia i tam po sygnale od jeźdźca unieść się do skoku nad przeszkodę. Nad nią karosz dość gładko podwinął kończyny pod siebie i za balansował ciałem w locie, działając niczym huśtawka nad przeszkodą, tak aby dość miękko wylądować po jej drugiej stronie. Nie chwal aż tyle, bo popadnie w jakiś samozachwyt. Po lądowaniu odepchnął się z spod przeszkody, kierując się od razu na dwójkę. Galopował prze siebie z lewej nogi, jadąc wpierw po prostej pomiędzy przeszkodami. Zachęcony do tego ogier przyspieszył, bo wiadomo że mocniejsze tempo mu się podobało. Aczkolwiek z racji swojego wzrostu i tak naturalnie miał obszerniejszą foule, co nadawało i tak nie za wolne tempo jak na start. Pozostawał jednak pod pełną kontrolą właściciela, by wyjechać zaraz za dziewiątką po łuku na przeszkodę numer dwa. W zakręcie podparty pomocami Briana wpisał się prawidłowo w łuk, zachowując swoje tempo i równowagę w nim. Pojawiła się przed nimi stacjonata 90cm w którą Bolero wbił uważny wzrok i przygotował się mentalnie do oddania skoku, który kilka sekund później zasadniczo nastąpił. Wyszedł do niego w wybranym przez faceta miejscu, wykonując w locie nienaganny baskil i lądując na czysto po drugiej stronie. Do trzeciej drogi był dystans po prostej, więc należało spokojnie rozjechać dystans pomiędzy przeszkodami by nie zaliczyć jakieś wpadki. Powrócił do galopu odbijając się spod dwójki, by od razu podnieść się do oksera którego mieli skakać jako trzeciego. Pewnie starał się dojechać do miejsca wybicia, ale wszystkiego nie można przewidzieć. Niechybnie potknął się tuż przed wyskokiem, ale na szczęście zebrał się tyle o ile i wybił do skoku. Mimo że starał się jak najlepiej poskładać w locie, było to z lekkim poślizgiem i przodami puknął w górny drąg. Na szczęście ten nie spadł, ale pierwsze drobne potknięcie jednak było. Wylądował dalej na lewo, by z tejże nogi też dalej kontynuować galop przed siebie. Pojechali w kierunku czwórki najpierw na wprost, by zakręcić na lewo z dodaniem w tempie w dystansie do przeszkody. W końcu naprostowali się do oksera 95 x 100 cm, któremu karosz się krótko przyjrzał i skupił na nim odpowiednio. Podniósł się odpowiednio wcześnie do przeszkody, dojeżdżając zaraz do miejsca wybicia i w nim wychodząc do skoku nad okser. Wykonał w locie baskil, by na czysto wylądować po drugiej stronie przeszkody. Natomiast spod niej odepchnął się i powrócił do galopu na lewą nogę przed siebie.Naomi Eaton - 2019-06-15, 18:25 "Przegalopowanie" przez krzyżak było jak najbardziej na miejscu; Naomi wcale nie była zdziwiona, że Ophelia nie widzi potrzeby odbijać się do przeszkód tej wysokości. Nie było to też konieczne, o wiele ważniejsza była na tym etapie kontrola najazdu i... zachowanie po skoku. Skoro już o tym mowa, Nao od razu zagalopowała na nowo, gdy Ophelia nieopatrznie przeszła do kłusa i najechała na przeszkodę raz jeszcze, ale z drugiej nogi. Tym razem, po skoku podparła mocniej siwą łydką, nie pozwalając na przejście do niższego chodu. Pilnowała też by czterolatka nie skręcała samowolnie po skoku, tylko kontynuowała galop na wprost, zamknięta w korytarzu z pomocy.
Następnie zmieniła kierunek ruchu by pokonać krzyżaka jeszcze dwa razy, ale z drugiej strony, za każdym razem dbając o równe, odpowiednio energiczne tempo galopu i precyzyjne odbicie, które łatwiej było dobrać ze względu na wskazówkę przed przeszkodą. Chociaż Ophelia ledwie się odbijała, Naomi za każdym razem odciążała jej grzbiet w "skoku" i współpracowała ręką z jej pyskiem, dając sporo swobody podczas pokonywania krzyżaka. Nie zapominała też o motywujących pochwałach, ilekroć zadanie zostało wykonane dobrze.Brian - 2019-06-16, 20:20 Cały czas pilnowałem dobrego, aktywnego i równego tempa. Pochwaliłem Bolka po pokonaniu oksera, wskazując mu lądowanie na lewo. Najpierw jednak pogalopowaliśmy kawałek po prostej. Nie narzucałem mu mocniejszego tempa, bo to już osiągnięte przez karosza było całkiem niezłe, optymalne do przeszkód, a przy tym ogier nie miał podstaw, aby być niezadowolony, z tego, że się "wleczemy", bo wcale się nie wlekliśmy. W pewnym momencie skręciliśmy w lewo. Starałem się, aby Bolero odpowiednio wpisał się w zakręt, wyginając go od łydki. Pod koniec zakrętu podniosłem go do przeszkody i posłałem skupiające półparady. Następnie naprostowaliśmy do stacjonaty. Usiadłem wcześniej w siodle i w odpowiednim momencie zamknąłem oldenburga w pomocach, kierując go na środek 85 centymetrowej przeszkody, z którą Ravel nie powinien mieć problemów. W odpowiednim momencie zasugerowałem mu optymalne miejsce do wybicia, wspomagając go łydką. Mniej więcej w tym miejscu się wybiliśmy, wznosząc się nad przeszkodę. Zaraz oddałem mu wodze przy szyi, przeszedłem zgrabnie w półsiad i zgrałem się z nim w ruchu. Przy lądowaniu przestawiłem pomoce na prawo. W ten sposób zaliczyliśmy czysty i naprawdę udany skok.
Od razu po lądowaniu dałem Bolero do zrozumienia, że jeśli chodzi o lekkie dodanie w tempie ma ode mnie zielone światło. Ponownie ruszyliśmy po prostej, aby, gdy w pewnej odległości mijaliśmy dziewiątkę skręcić, tak aby za nią wyjechać. Był to obszerniejszy zakręt, na którym ponownie pilnowałem właściwego, porządnego wygięcia, zachowania równowagi, wysyłając mu także półparady dla utrzymania skupienia i oczywiście stale pilnując tempa. Po minięciu dziewiątki nadal poruszaliśmy się po lekkim łuku, po czym odbiliśmy w stronę szóstej przeszkody. I tu wcześniej podniosłem go do przeszkody, pozwalając mu na to by wcześniej ją zobaczył. Ponownie zadziałałem z pomocą półparad, po czym wróciłem w siodło, zamknąłem go w pomocach i kierując się na stacjonatę 90 cm wyrównałem go do niej. Przy dojeździe pod przeszkodę ponownie pomogłem mu w znalezieniu jak najlepszego miejsca do wybicia, co i tym razem nam się udało. Po wybiciu oddałem mu wodze, zaprezentowałem poprawną sylwetkę na jego grzbiecie w półsiadzie i zdążyłem za jego ruchem, zgrywając się z nim dość ładnie w tym skoku. Przy lądowaniu przestawiłem pomoce na lewo. Pogalopowaliśmy nieco po prostej, przy czym minimalnie przyhamowałem Ravela w jego zapędach jeśli chodzi o mocny galop. Wykręciliśmy za trójką, za to dość wcześnie od niej odbijając. Posyłałem mu półparady, nadal pilnując jego zaangażowania i skupienia i na razie również w tym zakresie byłem zadowolony. Nie wyjechaliśmy pod samą ścianą, ale zataczając obszerny łuk w pewnej odległości od niej (inaczej niż na grafice), co oznaczało, że wcześniej zakręciliśmy, odbijając w lewo na przeszkody 7 i 8 stojące w jednej linii. Dlatego i tym razem zadbałem o podniesienie go do przeszkód, poprawnie wyjeżdżając z nim i ten niewielki zakręt, po czym naprostowaliśmy do stacjonaty 100 cm. I tym razem wcześniej wróciłem w siodło i zamknąłem go w pomocach, ruszając na środek siódemki. Niestety tu dość mocne tempo, którym pomimo próby zwolnienia nadal się poruszaliśmy, dało tu o sobie znać i sprawiło, że żle oceniliśmy miejsce odbicia przy obecnym tempie. Przez co owszem, wybiliśmy się, po czym oczywiście oddałem mu wodze na kontakcie, przeszedłem w półsiad i zdążyłem za jego ruchem, chcąc jeszcze coś z tego skoku wyciągnąć, niestety naruszenia stacjonaty nie udało się uniknąć. Na szczęście tylko trąciliśmy drąg i można to zaliczyć za pewnego rodzaju lekcję na przyszłość. Stawiało to nas w trudniejszej sytuacji bo tylko 5 centymetrów niższa stacjonata numer 8 była dość blisko. Zdecydowanie go skróciłem w tempie, zaraz przygotowując go do ósemki, którą ostatecznie udało nam się pokonać na czysto, nawet jeśli nie w stylu na najwyższą ocenę. To dlatego, że na tym krótkim odcinku zaliczyliśmy mikro-potknięcie, ale udało nam się pozbierać przed stacjonatą, za co ponownie pochwaliłem karosza, jednocześnie prosząc go o galop z prawej nogi.Diego Montana - 2019-06-16, 21:34 Nie znał się jeszcze z Deviline Z aż tak dobrze, więc nie miał pewności jak zareaguje na inne pary. Jednakże jak na razie był zadowolony z jej zachowania, mając jednocześnie nadzieję że tak pozostanie do końca. Oczywiście nie pchał się w "szeregi" drugiej pary, robiąc wszystko tak aby jej nie przeszkadzać. Poświęcił kilkanaście minut na zwykły stęp wokół parkuru wraz ze zmianą kierunku pomiędzy przeszkodami. Dopiero po tym czasie zdecydował się na zabranie się za coś poważniejszego, stawiając najpierw na inne ustawienie. Dociążył wpierw jej zad przy tym zbierając wodzę na elastyczny kontakt, jednocześnie starał się dosiadem i podparciem łydki doprowadzić do pożądanego stanu rzeczy. Wtedy też po kilku krokach zjechali na pierwsze dość spore koło, gdzie wygiął ją od wewnętrznej łydki pozostawionej na popręgu. Zewnętrzną natomiast przesunął za i pilnował jej zadu, by wewnętrzną wodzą nadać jej zgięcie w potylicy i zewnętrzną prowadzić klacz po kole. Jeśli nawet im pierwsze nie wyszło tak dobrze, to nie zrażał się ani tym bardziej nie miał wątów do rudej. Wykonali ich sporo na obie strony, więc prędzej czy później po dociągnięciu jakiś problemów które się pojawiły zaczęły wychodzić one tak jak powinny. Z czasem dla urozmaicenia wprowadził też że koło było mniejsze o kilka metrów, albo jeszcze o kilka. W to wszystko wplótł jako urozmaicenie zatrzymywania, a dokładniej mówiąc przejścia stęp-stój-stęp. W tym celu w wybranym miejscu po półparadzie wysyłał jej jedną pełną, blokował ruch miednicą, odchylał się w siodle i ściągał wodzę. Krótka nieruchomość, by po łydce i wypchnięciu z krzyża po półparadzie wrócić do stępa. Po kilku powtórzeniach z stępa dodał jej te same pomoce co wcześniej co do dodania, by przejść do kłusa i w nim pojechać dalej naprzód wzdłuż ścian parkuru. Postawił na początek na spokojny kłus bez żadnych wariacji, tak dla rozładowania energii.Take It Now - 2019-06-19, 11:24 Stępowała żywo po parkurze, często unosząc łeb w górę, przyglądając się otoczeniu, zupełnie poświęcając temu swoją całą uwagę. Mimo aktywnego tempa dalej pozostawała sztywna i Diego z pewnością odczuwał to, kiedy zmieniali kierunki, bo klacz na łukach pozostawała prosta jak kłoda.
W pierwszej reakcji na nabranie wodzy podrzuciła łbem i uderzyła w rękę, tym samym wyrażając sprzeciw przed wejściem na kontakt, co znaczyło dla niej zaczęcie pracy. A taki spacerek z głową w chmurach zdecydowanie bardziej jej się podobał niż rzeczywiste zaangażowanie zastanych mięśni. Zapewne nie miała już możliwości dostania dłużej wodzy, więc schowała się za wędziłem, sztucznie ganaszując. Niedoświadczona osoba na pewno ucieszyłaby się z takiej kolei rzeczy, ale w rzeczywistości nie było to nic dobrego. Zad również wlekła za sobą, sprawdzając na ile może sobie pozwolić podczas współpracy z Diego. Tak więc, aby uzyskać jakikolwiek efekt, mężczyzna musiał stale pilnować aktywności jej tyłu łydkami, a nawet zachęcać ją za pomocą palcatu.
Zupełnie nie radziła sobie z wykonywaniem okręgów, przez brak rozluźnienia po prostu wypadając zadem i łopatką, daleko będąc od ideału. Wraz z dalszymi powtórzeniami tego ćwiczenia może stała się delikatnie bardziej elastyczna, ale widocznie potrzebowała jeszcze więcej czasu spędzonego właśnie nad rozluźnieniem, bo było wyraźnie niedostateczne. Dopiero po wprowadzeniu w rozgrzewkę przejść nieco polepszyło sprawę, chociaż klacz często dekoncentrowała się i przez to nie wykonywała zadań poprawnie. Nie mniej jednak jeździec musiał być dla niej wyrozumiały i małymi kroczkami dążyć do tego, co chciał osiągnąć.
Przeszła do kłusa, w którym również zachowywała należyte tempo, powoli zaczynając odpuszczać w potylicy i w końcu co jakiś czas przeżuwać wędzidło, nie broniąc się tak przed kontaktem z ręką mężczyzny, czyli na dłuższe odcinki opierając się delikatnie na obu wodach.Ophelia - 2019-06-20, 11:45 Od razu bez sprzeciwiania się ponownie wróciła w galop, nabierając równego tempa, tak aby móc pokonać krzyżaka po raz drugi, ale tym razem z drugiej nogi. Podczas najazdu trzymała się wyznaczonej, prostej linii prowadzącej do przeszkody, nie mając w sumie innego wyjścia, bo była stale pilnowana przez Naomi. Sam skok podobnie jak wcześniej był tylko przejechaniem ponad ustawionymi drągami, po którym klacz pozostała w galopie, oczywiście dzięki prawidłowemu użyciu łydek. Następnie zmieniła kierunek jazdy i zabrała się za kolejne powtórzenia.
Kierując się do przeszkody, za pierwszym razem wszystko szło dobrze, klacz była trzymana w ryzach i nie spływała z najazdu, z pomocą kobiety celując w środek krzyżaka. Korzystała ze wskazówek postawionych na ziemi, dodatkowo sugerując się także sygnałem w postaci łydki, podejmując podskok właśnie w tym momencie. Nawet mimo tego, że nie musiała się zbytnio nad tym wysilać, stale ładnie pracowała, wyciągając przed siebie zaokrągloną szyję.
Po lądowaniu przegalopowała kawałek i znów naprostowała się na przeszkodę, ale chociaż wszystko wyglądało równie porządnie, jak wcześniej, to niedaleko wskazówki klacz potknęła się o jakąś nierówność czy grudę w podłożu, przez co zdekoncentrowała się zupełnie na zadaniu i awaryjnie odbijając się za wcześnie, tutaj już rzeczywiście wyskakując wysoko i gwałtownie. Było to z jej strony zupełnie nieprzemyślane i wręcz głupie, bo miała szanse na normalne pokonanie tej przeszkody, ale zrobiła jak zrobiła. Lądowanie po tym też nie było przyjemne, bo Ophelia aż cicho stęknęła, zaraz odgalopowując od krzyżaka.Bolero de Ravel - 2019-06-20, 21:30 Lądowanie pozostało na lewo, gdzie ogier powrócił do wcześniejszego tempa. Poruszał się nadal naprzód z zadu, prezentując energiczny i okrągły galop. Wraz z Brianem pojechali najpierw na wprost, by zakręcić na lewo do kolejnej przeszkody. Mimo młodego wieku ogier miał dość stateczny charakter i raczej był bez problemowy, oczywiście czasem mu się coś przydarzało. Jednak komu się to nie przydarzało? Utrzymywał cały czas dość energiczne tempo, nie szalejąc pod chłopakiem i nie próbując wymusić na nim dominacji i swojego zdania. Czasem miewał jednak odmienne niż on i czasem próbował je przepchnąć, ale rzadko robił to bardzo natarczywie i do skutku. Jednakże nadal był młody i był ogierem, a przy tym wcale nie miał miękkiego charakteru. Potrafił zdecydowanie pokazać różki. Poprawnie w zakręcie do kolejnej przeszkody wygiął się od pomocy chłopaka, by w zakręcie zachować tempo oraz ustawienie. W końcu naprostowali się do stacjonaty, którą mieli obecnie skakać. Ogier bacznie przyjrzał się przeszkodzie, ale pozostał też w pełni skupiony na nadchodzącym zadaniu. Spokojnie i w tempie dojechał do 85cm przeszkody, by wyjść do skoku w wyznaczonym przez faceta miejscu. Od razu podciągnął kończyny przednie pod siebie, balansując ciałem w locie nad przeszkodą i nie zapominając o złożeniu również tyłów. Miękko wylądował po drugiej stronie przeszkody, zmieniając nogę w locie na prawą. To z niej po lądowaniu odbił się spod przeszkody, a zachęcony przez właściciela do dodania przyspieszył w swoim tempie. Pojechali najpierw na wprost, by po minięciu dziewiątki zakręcić za nią na prawo. Wpisał się poprawnie w zakręt, co ułatwiło naprostowanie się po nim do kolejnej przeszkody. Podniósł się do przeszkody z osadzeniem bardziej na zadzie i lekkimi przodami, przyglądając się jednocześnie tejże przeszkodzie. Dojechał do miejsca wybicia w którym wyszedł do skoku nad przeszkodę, wykonując baskil poprawny nad przeszkodą. Lądowanie wypadło na lewo, by na tą nogę kontynuować dalej galop. Pojechali wpierw po prostej, by wyjechać za trójką zaraz się od niej odbijając. Zakręcili przy tym dość obszerny łuk w niedalekiej odległości od ściany, odbijając w końcu w kierunku przeszkód 7 i 8 stojących w jednej linii. Bolero bacznie spojrzał na stacjonatę 100cm, która stanowiła na pewno spore wyzwanie. Karosz tu nieco postawił na siebie niż na jeźdźca i nie wytracił tempa, które chciał Brian wcześniej zniwelować nieco do przeszkody. Był jeszcze za mało doświadczony, by wyratować taką sytuację. Także po wybiciu się do skoku zbyt blisko spod przeszkody, karosz strącił górny drąg stacjonaty. Po lądowaniu skulił uszy i prychnął z niezadowoleniem, szarpiąc się na pysku z ręką Briana w dystansie do drugiej stacjonaty 95cm która stała niedaleko. Udało im się jednak dojechać do przeszkody i pokonać ją na czysto, aczkolwiek nie w najpiękniejszym stylu. Podczas lotu dodatkowo zmienił nogę na prawą, by po lądowaniu z niej kontynuować galop.