To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Czworobok - Czworobok mały piaszczysty

Adele - 2020-03-14, 14:42

Tak jak zwykle, woląc pracować w odosobnieniu, na docelowe miejsce treningu wybrała ten czworobok który był pusty. Wyjeżdżając ze stajni zboczyła jednak lekko z trasy na rzecz krótkiego spaceru dookoła obiektów Orchardu, podobnego temu wczorajszemu - uznała, że dla izabelowatego dużo przyjemniejsze będzie rozstępowanie się w otoczeniu choć trochę ciekawszym niż między szrankami. Stępując oczywiście pamiętała, aby się pilnować, w razie niesubordynacji po prostu skracając wodze i przejmując inicjatywę, ale na ogół raczej dawała podopiecznemu wolną rękę, dbając jedynie o to, aby samoistnie nie zmieniał trasy ani nie przyspieszał. Dojechawszy na czworobok od razu przeszła do rozgrzewki w stępie - stopniowo nabrała wodzy, na razie nie łapiąc ich zbyt krótko. Delikatnymi półparadami zapraszała ogiera na kontakt, niczego nie próbując robić siłowo; do stałego napięcia prawej, zewnętrznej wodzy i tych lekkich półparad wewnętrzną dokładała również rytmiczne, aktywizujące działanie łydek, jak zwykle starając się, aby to zad był motorem ruchu, choć naturalnie dając wierzchowcowi czas na wejście w tryb pracy, w żadnym wypadku nie oczekując natychmiastowych efektów tej na razie bardzo spokojnej i nienachalnej pracy.
Naughty Boy - 2020-03-14, 15:04

Dłuższa droga na czworobok wywołała u Naughty'ego jeszcze większe pobudzenie, chociaż niespecjalnie dotkliwe dla amazonki. Ciągle strzygł uszami, wyłapując dźwięki z otoczenia i rozglądając się na boki, przy czym jednak nie ignorował Adele na swoim grzbiecie i odpowiadał na jej sygnały. Niósł całkiem miękko i obszernie, oczywiście jeśli brało się pod uwagę to, że dopiero wyszli ze stajni, więc nie było jeszcze mowy o jakimkolwiek kontakcie czy lepszym podstawieniu zadu. Przede wszystkim był rozluźniony, co było dobrą podstawą do dalszej pracy. Nie próbował przyspieszać czy wyznaczać własnej trasy tego spaceru, aktywnym krokiem podążając zgodnie z myślą właścicielki.
Czworobok był mu dobrze znany, więc nie wydawał się specjalnie pobudzony z wejściem na niego, a przynajmniej nie w stopniu bardziej różniącym się niż dotychczas. Na zebranie wodzy nie zareagował spięciem, chociaż początkowo nie był jeszcze przekonany do oparcia się na ręce dziewczyny i zdarzało mu się chować za wędzidłem. Wszystko to było jednak chwilowe i z pewnością możliwe do rozpracowania, bo mimo wszystko izabelowaty nie należał do koni trudnych, nawet jeśli ujeżdżenie przychodziło mu z największym wysiłkiem.

Adele - 2020-03-14, 15:13

W sytuacjach chowania się za kiełznem, Adele delikatnym podnoszeniem i wyraźniejszym sygnałem aktywizującym zachęcała kucyka nawet do wyższego ustawienia. Wolała małymi krokami zmierzać do rozluźnienia i od początku bronić się od uciekaniem przed kontaktu niż w pośpiechu działać siłowo czy lekceważyć taką niechęć. Rozumiała w końcu, że to był dopiero początek treningu, w dodatku poprzedzony niezobowiązującym spacerem, więc miała wobec podopiecznego dużo potrzebnej cierpliwości. Nie zaprzestając tych delikatnych działań, trzymając się jednego schematu i nie podejmując niczego, co w jakiś sposób mogłoby kucyka zbić z tropu, powoli zaczęła zjeżdżać na jak na razie bardzo obszerne figury, często zmieniając kierunek. Jak na razie wobec łuków miała stosunek ambiwalentny, z jednej strony nie pozwalając sobie na to, aby pokonywać je bez stosownego zgięcia, a z drugiej strony gotowa przymknąć oko na pierwsze mniej udane podejścia do tych figur. Najważniejszym czynnikiem był jednak aktywny wykrok - delikatnie, ale rytmicznie działała łydkami, w razie wątpliwej konieczności używając ostrogi. Dynamiką, subtelną pracą i lekko dociążonym zadem starała się stopniowo skłaniać izabelowatego do zwiększenia pracy zadem, choć znów, nie miała póki co wygórowanych oczekiwań, na ten moment chcąc tylko go tylko "uruchomić".
Naughty Boy - 2020-03-14, 15:33

Nie potrzeba było wiele do poprawy w pracy Gortata, przynajmniej jeśli chodziło o chowanie się za kiełznem. Drobne upomnienia wystarczały, aby nabierał pewności i chętniej szukał kontaktu, przeżuwając wędzidło w pysku. Po spacerze był lekko rozkojarzony, ale z minuty na minutę zyskiwał na skupieniu i poświęcał więcej uwagi właścicielce. Szczególnie pozytywnie wpłynęły na jego pracę pierwsze figury i zmiany kierunku, które sprowadziły go z powrotem na ziemię i wymusiły nieco więcej zaangażowania. Co prawda te pierwsze łuki były jeszcze dalekie od ideału, bo izabelowaty niejednokrotnie wypadał zadem. Wynikało to głównie z tego, że nie był w pełni ustawiony na pomoce, więc dało się to jeszcze zrozumieć. Niemniej zachowywał stały rytm stawianych kroków, które nie były specjalnie obszerne, ale równe i niespieszące się. Dociążenie zadu sprawiło, że odruchowo musiał go bardziej obniżyć, a wraz z tym zaangażować, co też sprawiło, że mocniej wykraczał zadnimi nogami pod kłodę.
Adele - 2020-03-14, 15:55

Widząc stopniową poprawę zachowała konsekwencję, nie wprowadzając w swoje działania nic rewolucyjnego, a zwyczajnie w razie potrzeby zwiększając ich intensywność. To tyczyło się przede wszystkim łuków, do których zaczęła przykładać już nieco większą uwagę, oczywiście stale podtrzymując przy tym aktywny wykrok i prowokując wyraźniejsze zaangażowanie zadu; nieco wyraźniej opierała izabelowatego na zewnętrznej wodzy, wewnętrzną łydką regulując nie tylko średnicę poszczególnych figur, ale również choćby delikatne zgięcie w grzbiecie.
Mając na uwadze to, że monotonia raczej nie służyła zachowaniu koncentracji wierzchowca, wkrótce zdecydowała się zakłusować. Zaczynając na lewo, od pierwszego kroku zaczęła anglezować, pomagając kucowi w ten sposób znaleźć właściwy rytm; znów pilnowała, aby chód był aktywny, choć nie pospieszny. W kłusie postąpiła dokładnie tak samo, jak w stępie: dała izabelowatemu parę minut na nieco bardziej niezobowiązujący trucht, pozwalając ustawieniu zejść na dalszy plan, ale od początku delikatnym działaniem starała kierować go w stronę rozluźnienia. Stale stopniowała intensywność działań, nie mając parcia na natychmiastowe efekty, a starając się bardziej w luźnej atmosferze zachęcić kucyka do rozluźnienia i samozwańczego schodzenia w dół, co w razie potrzeby umożliwiała mu otwierając lekko palce.

Naughty Boy - 2020-03-14, 16:27

Stopniowe zwiększanie trudności i wymagań względem różnych ćwiczeń szybko odniosło pierwsze sukcesy, bo Naughty Boy coraz lepiej odpowiadał na sygnały od dziewczyny. Na wszelkich łukach elastyczniej wyginał się wokół jej wewnętrznej łydki, naturalnie mając większy problem na swoją słabszą stronę, ale odpowiednio dopilnowany przez osiemnastolatkę podołał także temu wyzwaniu. Coraz chętniej i intensywniej przeżuwał wędzidło, opierając się na zewnętrznej wodzy i dając się prowadzić na niej. Powoli zaczynał przechodzić w tryb pracy, a to bezpośrednio przekładało się na jakość jego stępa, który stał się bardziej sprężysty.
Zakłusowaniu wyjątkowo nie towarzyszyło wiele emocji. Płynnie przeszedł do wyższego chodu, mimowolnie podstawiając przy tym bardziej zad. Za rytmiczne, równe anglezowanie odwdzięczył się jej energicznym krokiem wyznaczanym przez podnoszenie się w siodle, a także nieco bardziej zaokrągloną szyją. Uwypuklił też bardziej grzbiet, dzięki czemu kłus miał być nieco wygodniejszy dla Adele, a wraz z tym także jego samego. Brak większych wymagań sprawiał, że sam narzucał sobie niższe ustawienie, w którym lekko rozciągał górne partie mięśni, pozostając przy tym rozluźnionym i z lekkimi przodami, nie uwieszał się więc na rękach właścicielki.

Adele - 2020-03-15, 19:42

Głosem nagradzała go za podobne momenty, jasno chcąc dać do zrozumienia, że takie niższe, jeszcze niekonkretne ale prawidłowe ustawienie w pełni satysfakcjonowało ją na tym etapie treningu. Wjeżdżając na pierwsze proste figury dbała o to, aby zachować dotychczasową dynamikę i w miarę możliwości wspierać Naughty Boy'a w utrzymaniu obniżonego ustawienia. Wolała rozgrzewać się w swobodnej, spokojnej atmosferze, a więc nie spieszyła z kręceniem ciasnych łuków i wprowadzaniem trudniejszych elementów - zaczęła od absolutnych podstaw, wykorzystując koła na pracę nad zgięciem, a przekątne na jak na razie bardzo delikatne dodania. Pilnowała się, aby praca nie była monotonna, stale starając się nie tyle co zaskoczyć, co zainteresować izabelowatego jakimś zadaniem, w miarę upływu czasu wprowadzając niewiele ciaśniejsze łuki poprzedzone wyraźniejszym zgięciem do wewnątrz. Zanim jednak przeszła do konkretniejszej pracy i przejść, wjechała na obszerne, bo sięgające połowie długości czworoboku koło w literze A. Tam już nie tylko podpierała dotychczasowe ustawienie, ale zaczęła delikatną pracą i stopniowym wydłużeniem wodzy zapraszać do żucia z ręki. Ten element, choć często kojarzony z rozkłusowaniem, w rzeczywistości był korzystny na wiele różnych sposobów, choćby pomagając kucykowi rozciągnąć i rozbudować mięśnie pleców, co z racji na sportowy charakter jego codziennego treningu było bardzo cenne.
Naughty Boy - 2020-03-15, 22:26

Strzygł jednym uchem ilekroć Adele go chwaliła, dobrze rozumiejąc cel tych słów. W ten sposób lepiej rozumiał to, czego wymagała od niego osiemnastolatka, więc łatwiej było mu sprostać jej oczekiwaniom, nawet jeśli nie były specjalnie wysokie. Adele stopniowo i z wyczuciem zwiększając trudność kolejnych ćwiczeń, ułatwiała mu ich wykonywania, bo nie był od razu rzucany na głęboką wodę. Pierwszym nieśmiałym podejściom do dodań nie towarzyszyły fajerwerki, bo nie były ani specjalnie widowiskowe, ani angażujące. Nie leciał przez nie na przody, ale zdecydowanie brakowało mu większego podstawienia zadu, z którego brałby do nich energię, nadając sobie większą dynamikę. Mimo wszystko nie dało mu się zarzucić większych nieprawidłowości, co sprawdzić miało najbliższe żucie z ręki. Na nie zareagował szybko, ale bez większego pośpiechu - stopniowo wyciągał wodze od Adele, intensywnie żując wędzidło w trakcie wyciągania i rozciągania szyi. Nie towarzyszyło temu zmienienie środka ciężkości, więc dalej pozostawał całkiem lekki na przodach, choć ciągle brakowało mu pracy z zadu, do czego potrzebował po prostu bardziej wymagających ćwiczeń, które uruchomiłyby go.
Adele - 2020-03-15, 22:52

Problemem póki co nie było mniejsze zaangażowanie zadu - oczywiście, Adele nie pozostawała całkiem obojętna wobec takiego stanu rzeczy, podczas żucia decydując się jednak nie podejmować żadnych konkretnych działań aby mocniej zaangażować zad, zdecydowanie widząc pozytywne efekty skoncentrowania się na rozluźnieniu. Już w żuciu, z wyraźnie wydłużonymi, bo trzymanymi niedaleko sprzączki wodzami z wyczuciem usiadła w siodło, nie zaprzestając jednak działania łydek i tym samym nie zaburzając rytmu pracy Naughty Boya. Wstrzymała się kilka kroków zanim zaczęła przygotowywać przejście, wykonując je bardzo wyraźnie od samego dosiadu - zamknęła delikatnie nogi, blokując miednicę i napinając krzyż przy delikatnym ściągnięciu łopatek, mocniej siadając w siodle. Nie spodziewała się konieczności użycia ręki, ale jeżeli już miało do tego dojść, nie uciekała do skrócenia wodzy ani bardzo wyraźnych działań, ograniczając się jedynie do półparad bliźniaczo podobnych tym, które rzeczone przejście poprzedziły. W samym stępie nie skracała od razu wodzy, dając i sobie i kucykowi chwilę w tym chodzie, przy okazji dociągając popręg. Po zmianie kierunku zaczęła znów stopniowo nabierać wodzy, tym razem jednak idąc o krok dalej, a więc skracając je już do takiej długości która pozwalała na pracę w wyższym ustawieniu i zaokrągleniu. Oczywiście nie rzucała go od razu na głęboką wodę, wodzy nabierając stopniowo i łącząc to z wyraźnym aktywizującym działaniem, teraz nie tylko łydkami nadając stępowi rytmu, ale również wspierając izabelowatego delikatnym ruchem bioder. Ważne było to, że znów priorytetem było dociążenie zadu i jechanie od łydki do ręki, co miało być pierwszym krokiem w stronę wyraźniejszego zaangażowania zadu.
Naughty Boy - 2020-03-16, 13:57

Mimo poruszania się w pełnym rozluźnieniu i, zdawać by się mogło, całkowitej swobodzie, szybko wyczuł zmianę w postawie jeźdźca, poprzedzone jeszcze zakończeniem anglezowania, które jednak nie zaburzyło jego rytmu i równowagi. Zareagował niemalże na sam dosiad, cofając jedno ucho na właścicielkę w zainteresowaniu i wkrótce przechodząc do stępa. Nie było to co prawda najlepsze technicznie przejście, bo zabrakło wcześniejszego skumulowania energii, które nadałoby mu płynności i nie dawało wrażenia wcześniejszego spowalniania w kłusie. Domknięcie wszystkiego wodzami nie było konieczne, ale też nie wpłynęło na niego negatywnie. Ważnym było jednak to, że przez to był zmuszony nieco bardziej zaangażować zad, na którym się nieco bardziej osadził. Poruszając się równym, regularnym stępem zmienił kierunek, po czym gładko wrócił do wyższego ustawienia. Dojechanie łydkami zachęciło go do zaokrąglenia szyi i odpuszczeniu w potylicy, a także uwypukleniu górnych partii mięśni, dzięki czemu jego ruch był nieco bardziej wyniosły i lepszy jakościowo.
Adele - 2020-03-16, 17:27

Jeszcze w stępie zaczęła powoli odklejać się od ścian, z początku podążając zgodnie z dotychczas utartym schematem, zaczynając przede wszystkim od obszernych kół i przekątnych. Na kołach od początku dbała o należyte oparcie na zewnętrznej wodzy, nie zrażając się w razie sytuacji w której izabelowaty miałby się w związku z tym konkretnym ustawieniem i łukami usztywnić - wówczas konsekwentnie kontynuowała pracę, nie odpuszczając zewnętrznej wodzy, wewnętrzną wyraźnie aktywizując i dojeżdżając go do przodu, wewnętrzną wodzą natomiast bawiąc się w nienachalny sposób. Z chwil spędzonych na ścianach korzystała przede wszystkim na rzecz wprowadzania zgięcia do zewnątrz, które w późniejszym czasie miało posłużyć im do wykonywania łopatek we wszystkich trzech chodach. Na razie nie prosiła jednak o podobne konkrety, zaczynając od delikatnego zgięcia do środka czworoboku, przy założeniu że jechali na prawą na godzinę drugą, a na lewo na dziesiątą. Z takiej niespiesznej pracy i z powoli nabierającego kształtu zgięcia wchodziła na różne figury - najpierw na koła, a z czasem w miarę możliwości również na wolty. Tym razem przez cały czas miała na uwadze pracę zadu, działaniem od łydki do ręki i dociążeniem go starając się zaangażować izabelowatego w taką pracę. Pracując w zgięciu do zewnątrz pamiętała o regularnych odpuszczeniach, nie trzymając kucyka zbyt długo w takim ustawieniu, zwłaszcza na początkowych etapach tej rozgrzewki, dążąc do stopniowego i niesiłowego rozciągnięcia mięśni szyi.
Naughty Boy - 2020-03-16, 21:32

Powtarzające się koła i zmiany kierunku nie zdawały się nudzić kucyka, który ciągle pozostawał skupiony na dziewczynie. Poruszał się aktywnym stępem, subtelnie "zabierając" właścicielkę swoim ruchem, co umożliwiało mu swobodne podążanie jej dosiadem za nim. Dzięki temu nie towarzyszyły mu żadne spięcia nawet podczas wszelkich łuków, już w wyższym ustawieniu. Poprawnie wpisywał się w kształty figur, podążając tylnymi nogami za przodami i nadając im krągłości dzięki temu. Ciągle miały prawo zdarzać mu się pewne niedociągnięcia, ale odpowiednie dopracowanie przez jeźdźca było w stanie im zapobiec. Co prawda Adele zdecydowanie brakowało luster, które by ułatwiły jej to zadanie, ale z drugiej strony znała go na tyle, aby spodziewać się tego, jakie błędy mógł popełniać.
Ostatecznym testem na jego rozluźnienie miało być wygięcie do zewnątrz, z którym próbowali się uporać już od dłuższego czasu jako najnowszym elementem w jego treningu. Wbrew pozorom nie wypadł on tak źle jakby się można było spodziewać - utrzymywał stały kąt wygięcia, zachowując regularność stępa i nie tracąc na skupieniu. Powoli zaczynał też uruchamiać jego zad, choć w stępie nie było to jeszcze tak widoczne.

Adele - 2020-03-17, 10:50

Nagrodą za jak dotąd dość problematyczny element były przede wszystkim płynne odpuszczenia, po których Adele dawała izabelowatemu dobre kilka kroków przed wprowadzaniem kolejnego zadania, raz po raz nie omieszkając również poklepać czy głosowo pochwalić Naughty Boya. Wykonywania tego elementu nie ciągnęła w nieskończoność, po pewnym czasie na dobre wracając do wyprostowania i na początku jednej z długich ścian zakłusowując. Aktywizujący sygnał łydką połączyła z delikatnym ruchem bioder, przy tym stale utrzymując delikatnie napięte wodze, w szczególności tą zewnętrzną. Wkrótce zaczęła w kłusie wznawiać dotychczasowe ćwiczenia, choć tym razem koncentrowała się bardziej na sprawdzaniu, czy dotychczasowa praca znajdowała zastosowanie również w wyższym chodzie i tylko w razie potrzeby konkretne elementy biorąc na tapetę. Zadaniem, na którym chciała w następnych kilku czy kilkunastu minutach była łopatka. Pracę zaczęła od głębokiego wyjeżdżania narożników za krótkimi ścianami i wjeżdżania aktywnym kłusem na długie przy delikatnym zgięciu do wewnątrz, analogicznym do tego inicjowanego w stępie. Przy tym podstawą zgięcia była stale równomiernie napięta zewnętrzna i delikatnie cofnięty łokieć wewnętrznej ręki. Z takiego lekkiego ustawienia do wewnątrz zaczynała zjeżdżać na dziesięciometrowe wolty, wkrótce z kolei odwracając schemat - z całkowitego wyprostowania płynnie ściągała izabelowatego na rzeczone wolty po to, aby wracając na ścianę utrzymać delikatne zgięcie do środka wypracowane podczas figury. Skupiona na ustawieniu nie pozostawała jednak bierna wobec całej reszty: rytmicznym, wyważonym aktywizującym działaniem łydek nadawała wykrokowi ogiera należytej dynamiki, wyraźnie i równomiernie osadzona w siodle, stale prowokując i wspierając ruch od tyłu do przodu. Na rzecz stałego przypominania o zadzie pracę nad ustawieniem przeplatała delikatnymi dodaniami, z których od razu wycofywała się do skrócenia bez zahaczania o tempo robocze, do tego dołączając również przejścia. W wypadku skróceń i dodań nie działała ze zbyt dużym rozmachem, na razie nie pozwalając sobie na drastyczne zmiany tempa, a więc czyniąc zadanie nietrudnym i całkiem wykonalnym nawet na początkowych etapach treningu.
Naughty Boy - 2020-03-17, 13:05

Nie będąc zbyt długo przetrzymywanym w jednym wygięciu do zewnątrz, nie miał okazji zacząć się tym stresować czy unosić. Pochwały motywowały go do ponawiania prób wykonania stawianych przed nim ćwiczeń w jak najlepszy sposób, aby jednocześnie usatysfakcjonować właścicielkę, ale i samego siebie. Wyprostowany z powrotem na ścianie, utrzymywał prostą linię i nie spływał na boki, chociaż zaraz znowu został poproszony o przejście do kłusa. Je wykonał już poprawniej niż poprzednie przejście w dół, nabierając w tym chodzie więcej ekspresji niż poprzednio. Głęboko przechodził przez kolejne narożniki, zginając się w kłodzie i dopełniając ten rysunek zgięciem w szyi, dzięki czemu nie ścinał ich i przejeżdżał w prawidłowy sposób. Zachowując stały kąt wygięcia wypracowany na zakręcie, przechodził na ścianę, w zasadzie już za pierwszym podejściem dobrze odczytując pomoce Adele. Nie próbował więc samemu się wyprostowywać i nie usztywniał się, zachowując też stałą prędkość kłusa. Niemniej kroki stawiał jakby ostrożniej, dopiero w miarę powtarzania tego elementu nabierając więcej pewności siebie. Wolty natomiast nie sprawiały mu żadnego problemu, nawet w związku z ich mniejszą niż dotychczas średnicą, co nie oznaczało, że nie trafiały im się kolejne niedociągnięcia. Było ich zdecydowanie mniej, ale nikt nie był nieomylny, dlatego też chociażby po pierwszym zejściu z wolty na ścianę z myślą pozostania w danym ustawieniu, niespodziewający się tego ogierek zgiął się za mocno do środka, dopiero po chwili uzmysławiając sobie zamiary właścicielki. Dodania wychodziły już zdecydowanie lepiej niż poprzednio - mocniej pracując zadem, był w stanie nadawać sobie więcej dynamiki i wyciągać subtelnie krok, wykonując te przejścia płynnie, podobnie jak przechodząc do skrócenia. To było dla niego bardziej obciążające, ponadto przez jego budowę miał większe predyspozycje do wyciągnięć, niemniej chciał spełniać oczekiwania osiemnastolatki, starając się w miarę swoich możliwości.
Adele - 2020-03-17, 19:51

Wobec drobnych niedociągnięć nie pozostawała obojętna, ale też nie fiksowała się na nich, w przypadkach takich jak niepewność w stosunku do ustawienia po wolcie zwyczajnie drugi raz podchodząc do wykonania tego samego zadania, na tą potrzebę nieco odpuszczając wewnętrzną wodzę w trakcie zjazdu z okręgu i wyraźniej "spychając" wewnętrzną łydką kucyka na ścianę podczas gdy zewnętrzna przesunęła się z cofnięcia nieco do przodu tak, aby zasygnalizować zmianę. Z kolei z skróceniami z dodań też pozostawała ostrożna, nie wykonując ich w nadmiarze. Mimo wszystko gdy już za pierwszym podejściem otrzymała pożądaną reakcję, zauważając przy tym poprawę pracy zadu, entuzjastycznie pochwaliła izabelowatego. Skorzystała z tego na rzecz wjechania na przekątną. Rozpoczęła od wyraźnego skrócenia na krótkiej ścianie, w którym to głęboko wyjechała narożnik, co ułatwiło znalezienie linii prostej. Wyprostowawszy kucyka, nadal głęboko osadzona w siodle zintensyfikowała pomoce aktywizujące, zachowując przy tym jednak stały kontakt, sama zaś ramionami idąc delikatnie do tyłu aby pozwolić Naughty Boyowi na swobodny, energiczny ruch. Znów nie celowała w szczyt jego możliwości, ale jeśli z kolei izabelowaty wykazywał taką skłonność czy chęć, nie odmawiała mu pełnoprawnego wyciągnięcia, wiedząc, że był to jeden z silniejszych elementów w ich współpracy.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group