To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Las - Główny szlak

Shockwave - 2020-02-24, 23:25

Krocząc dziarsko naprzód niósł głowę lekko uniesioną na wyprostowanej szyi i dopóki mężczyzna nie wymagał od niego ustawienia, to Shock z zainteresowaniem obserwował otoczenie. Daleki był od uciekania na widok nietypowo wyglądających krzaków, dziwnych obiektów czy zwykłego śmietnika. Z reguły nie był strachliwy, dlatego Oli mógł czuć się dość pewnie na jego grzbiecie.
Dopiero przy wyraźnej prośbie o wejście na kontakt, Siwy opuścił łeb niżej i przyszedł do ręki zaczynając żuć wędzidło. Pomimo skupienia jego uszy wciąż chodziły na boki lub były bacznie postawione do przodu.
Poruszając się dość aktywnym tempem korzystał ze zmiany otoczenia i możliwości zrelaksowania się w lesie, gdzie w zasadzie miał iść tylko naprzód. Wybieganie się po krzakach czasem też było konieczne, w końcu taki psychiczny reset dobrze robił.
Poproszony o ustępowanie od łydki stęknął ciężko, ale prawidłowo zareagował na pomoce Bruneta i krótko obejrzał się za siebie. Był po prostu rozczarowany tym, że Oli kazał mu odwalać jakieś tańce w lesie. :lol2:
Czując wiosnę w powietrzu co jakiś czas łapał zapachy zadzierając przy tym lekko pysk do góry lub zwyczajnie głośno parskając, gdy coś mu wlazło do noska.

Oliver Pelerieux - 2020-02-25, 22:49

Wychwyciwszy rozczarowane spojrzenie ogiera, odpowiedziałem mu pytającym wzrokiem i połaskotałem go palcami po kłębie, żeby nie było, że nie doceniam jego starań. W terenie także dało się solidnie popracować, ale wcale nie miałem takiego zamiaru. Miałem na celu wybieganie Shocka i przewietrzenie mu głowy, bo czekało nas sporo pracy. Niestety zimowe wakacje się skończyły, a sezon letni nadchodził wielkimi krokami i nie mogliśmy się obijać.
Podobnie jak ogier korzystałem z kontaktu z przyrodą. Oddychając świeżym powietrzem i słuchając odgłosu lasu, zupełnie się rozluźniłem i wpasowałem w ruch Holsztyna, nie spiesząc się z przerwaniem tej sielanki. Pozwalałem mu wyciągać nos do przodu i rozglądać się tak długo, dopóki pozostawał przy tym rozluźniony i nie zaburzał znacząco rytmu stępa, co mogłoby być zapowiedzią tego, że lada moment odpali wrotki. :lol:
W pewnym momencie zauważyłem, że z naprzeciwka idzie puszczony luzem pies, który na nasz widok od razu podniósł ogon i ruszył w naszą stronę truchtem, szczekając. Właściciel podążał za nim w dużej odległości i nie miał nad zwierzakiem żadnej kontroli, co trochę podniosło mi ciśnienie, ale skupiłem się na zachowaniu Shocka. Nie bałem się, że się wystraszy, prędzej tego, że zaatakuje psa i go zabije, dlatego nieco skróciłem wodze i starałem się minąć czworonoga bezkolizyjnie.

Shockwave - 2020-02-25, 23:09

Podrapany po kłębie cofnął jedno ucho i ponownie parsknął, wciąż śmiało drepcząc przed siebie. Poruszając się naprzód nie musiał za wiele analizować i w zasadzie to właśnie to było mu najbardziej potrzebne. Przewietrzenie głowy i psychiczny reset pomagały zrelaksować się nie tylko wierzchowcowi, ale także jeźdźcowi. Możliwość wyrzucenia nadmiaru energii często przynosiła zaskakujące efekty, a zwykły galop po lesie potrafił zdziałać cuda.
Nie inaczej było w przypadku Shocka, który mając przymusowy odpoczynek z powodu szczepienia, powoli zaczynał przypominać tykającą bombę zegarową. Wisząca w powietrzu wiosna również zachęcała do ruchu, co z połączeniu z brakiem ruchu było mieszanką niebezpieczną. :lol2:
Odważnie poruszając się naprzód jako pierwszy dostrzegł psa, który śmiało podbiegł nie będąc przerażony gabarytami Siwego. Przyglądając mu się z zaciekawieniem Shock w pierwszej chwili podniósł głowę i wyraźnie się nastroszył.
Nie próbował atakować czworonoga, dopóki ten nie przejawiał żadnych oznak agresji. Niemniej nabranie wodzy przez Olivera nie było bezpodstawne. Shock miał swoje za uszami i z pewnością mógłby zaatakować, gdyby tylko poczuł się zagrożony.
Furcząc przez rozdęte nozdrza lekko podcaplował, stawiając parę sprężystych i miękkich kroków podczas, gdy pies nadal biegał tuż przy nim.

Oliver Pelerieux - 2020-02-26, 00:37

Nie siliłem się szczególnie na przerwanie caplowania, bo czułem, że mimo wszystko do pewnego stopnia panujemy nad sytuacją i prawdopodobnie za chwilę wszystko się wyjaśni. Nie denerwowałem się do czasu aż pies nie zaczął próbować capnąć Shocka za nogę, co mogło się źle dla niego skończyć, a nie chciałem mieć go na sumieniu. Próbowałem więc odgonić psa, a nawet pozwoliłem ogierowi zwrócić się do niego zadem/przodem, jeśli tylko zechciał odgonić natręta, co wbrew pozorom wystarczyło, żeby pies nabrał dystansu. Nie czekałem jednak w miejscu aż jego właściciel do nas podejdzie, tylko sukcesywnie małymi krokami przesuwałem się do przodu, wreszcie wołając by tamta osoba wzięła wreszcie swojego psa na smycz, chyba że naprawdę chce go stracić. To się okazało przekonującym argumentem, więc za chwilę byliśmy wolni i mogliśmy kontynuować spacer.
Po pewnym czasie zjechałem w inną drogę i po paru metrach zaproponowałem Shockowi kłus, chcąc jeszcze szybciej zapomnieć o tamtym bezmyślnym zachowaniu właściciela psa. Po półparadzie dałem ogierowi łydkę, a gdy ten ruszył kłusem, zacząłem anglezować, pozwalając mu pójść trochę żywiej, jeśli miał na to ochotę. Po kilkudziesięciu metrach zresztą pewnie sam dopasował się do mojego tempa anglezowania, a jeśli nie i trochę w tym przesadzał, to jednak upomniałem się paroma półparadami, bo też chciałem żeby było mi przyjemnie w tym terenie. :lol:

Shockwave - 2020-02-26, 20:48

Gdy zaczepki ze strony psa nie ustąpiły, a ponadto czworonóg podjął próbę złapania za nogę, Shock nie pozostał już obojętny. Wydając z siebie głośny ostrzegawczy kwik w jednej chwili odwrócił się przodem w stronę psa i zaatakował go przodami. To powinno było wystarczyć bo choć nie zrobił mu krzywdy to jednak zdecydowanie mógł napędzić natrętowi stracha.
Mogąc kontynuować swoją wycieczkę, Siwy prychnął głośno i przeżuł odrobinę nerwowo wędzidło. Zostając jeszcze przez kilka minut wyraźnie pobudzony zaistniałą sytuacją. Dopiero gdy emocje opadły, a ogier wyraźnie ochłonął mogli zacząć działać dalej.
Skierowany na inną dróżkę, śmiało i odważnie przemierzał kolejne metry zalesionego terenu. Poproszony o kłus ruszył energicznie, od samego początku narzucając mężczyźnie swoje mocne tempo. Będąc odrobinę nabuzowany wyraźnie napierał na wędzidło, ale krótkie półparady szybko sprowadziły go na ziemię.
Taki spokój nie trwał jednak długo, bo za moment Shock uznał, że nie odpowiada mu takie tempo. Mocniej podstawiając zad wybił się z niego i ze źrebięcym kwikiem zasadził właścicielowi baranka, za moment ruszając galopem przed siebie. :lol2:

Oliver Pelerieux - 2020-02-26, 21:40

Takie zagrania ze strony Shocka nie były dla mnie niespodzianką, ale mimo wszystko nie było takiej możliwości, żebym zawsze był na nie gotowy, więc nagłe bryknięcie i wystrzelenie do przodu targnęło na moją równowagę. Nie na tyle, żeby się mnie pozbył (jeszcze czego - może kiedyś mu się uda :lol2: ), ale musiałem się podeprzeć o jego szyję i odepchnąć od niej, żeby wrócić z powrotem w siodło. Na sam galop nie powiedziałem za wiele, nie chcąc na siłę i brutalnie zatrzymać ogiera tylko po to, by mu pokazać, że mogę (choć na oliwce mogłoby to nie być takie proste jak zwykle). Wolałem poczekać aż przegalopuje nawet te 200-300 metrów zanim wykonałem trzy szybkie, wyraźniejsze półparady, przypominające Siwemu o tym, że dalej jestem na górze. Do tego czasu patrzyłem tylko żeby nie schował łba między nogi ani nie złapał za wędzidło, bo to byłoby mało śmieszne gdyby mnie przewiózł po krzakach i prawdopodobnie zgubił na jakimś drzewie. :lol: Jeżeli odpowiedział na półparady, to po chwili spokojniejszego galopu spróbowałem przytrzymać go do kłusa, mimo wszystko chcąc by się stopniowo rozgrzał przed galopem, na który jeszcze przyjdzie pora.
Shockwave - 2020-02-26, 22:07

Zobaczysz, jak będzie chciał pozbyć się balastu i poudawać dziką łanię na łąkach, to postara się żeby Oli zaliczył lot 10/10. :lol2:
Galopując wesoło zadarł kitę do góry i zaczął niebezpiecznie się rozpędzać, dlatego te kilkaset metrów przerodziło się w znacznie dłuższy odcinek. Niemniej półparady okazały się być na tyle skuteczne, że ogier chcąc lub nie przysiadł na zadzie, właściwie galopując teraz w miejscu.
Przejście do kłusa nie było takie łatwe, bo Siwy wciąż gotował się w środku i niechętnie dawał przytrzymać. Ostatecznie Oliverowi udało się osiągnąć swój cel, ale Shock znów wesoło caplował idąc teraz bardziej pasażem niż właściwym kłusem. :lol2:

Oliver Pelerieux - 2020-02-26, 22:21

To chociaż w pobliżu stajni proszę, żeby nie trzeba było daleko wracać z buta. :lol2:
Kiedy udało mi się zwolnić do wolnego galopu, jeszcze mocniej wziąłem ogiera na siebie, by wreszcie wymusić na nim przejście do kłusa. Co prawda nie do końca o to mi chodziło, ale w nagrodę odpuściłem mu trochę i po chwili sam zaproponowałem przejście do galopu. Raz, że nie chciałem się z nim idiotycznie siłować, a dwa, że chciałem mu pokazać, że owszem - galopować możemy - ale wtedy, kiedy ja o to poproszę, a nie na odwrót. Bardzo delikatnie dałem mu łydkę do galopu, nie chcąc żeby się odpalił, choć w przejściu i tak na pewno nie zabrakło mocy. W razie ewentualnych bryków, przeszedłem do lekkiego półsiadu, nie chcąc tak bardzo obrywać po plecach i pozwoliłem mu po prostu biec przed siebie, byle w miarę jednostajnym tempie, o którego zabiegałem pojedynczymi półparadami ilekroć czułem, że Holsztyn próbuje przyspieszyć.

Shockwave - 2020-02-26, 22:29

To co to wtedy za przygoda? W pobliżu stajni nie poudaje dzikiej i wyzwolonej łani. :lol2:
Caplując zaczął się denerwować i trochę spalać, ale wykazując się zdrowym rozsądkiem Oliver nie trzymał go na siłę. Dostając sygnał do galopu, nie czekał ani chwili tylko ruszył przed siebie, ale dosyć spokojnie, bo subtelne pomoce nie zdołały go sprowokować do szaleńczego startu.
Stawiając okrągłe kroki szedł aktywnym tempem, ale było ono równe i w zasadzie się nie zmieniało. Nie próbował przyśpieszać ani się wyrywać, darując sobie również brykanie. Chciał jedynie spuścić z siebie trochę pary i pozbyć się tego nadmiaru energii, który po kilku dniach stania w boksie, zaczął być uciążliwy.
W pewnym momencie, gdy pokonali już trochę trasy, Shock zszedł jeszcze niżej z głową do dołu i zaczął parskać. Świadczyło to o jego rozluźnieniu i dobrym samopoczuciu, choć tempo galopu wciąż utrzymywał takie samo.
Kondycyjnie był momentami nie do zajechania. :lol2:

Oliver Pelerieux - 2020-02-26, 22:45

Zawsze może uciec w stronę lasu, droga wolna, kolacja w boksie poczeka aż mu się znudzi bieganie po polach i lasach. :lol2:
Lubiłem galopy po lesie, więc skoro było to potrzebne Shockowi właśnie teraz, a warunki ku temu sprzyjały, nie opierałem się przed tym. Rytmiczny, choć szybki galop pozwolił mi się wyciszyć i zrelaksować, ale mimo to nie traciłem czujności na wypadek, gdyby coś miało nam nagle wyskoczyć na drogę. Kiedy poczułem, że koń zaczyna schodzić z tonu, oczywiście pozwoliłem mu na obniżenie i wydłużenie szyi, lekko otwierając palce i pozwalając mu wyciągnąć trochę wodzy wedle zapotrzebowania.
W przeciwieństwie do energii Shocka, ta droga miała swój koniec. Wkrótce pojawiło się przed nami skrzyżowanie, ale mogliśmy pójść tylko w lewo lub w prawo, więc przygotowałem Siwego półparadą na zakręt i usiadłem na chwilę w siodle, żeby nie wpaść w zakręt z nadmierną prędkością. Nieco go ściąłem, dzięki czemu nie skręciliśmy pod kątem prostym i dalej mogliśmy pędzić przed siebie, tym razem drogą, na której pierwotnie chciałem to zrobić, bo była dużo szersza i fajniejsza, no ale Shock czasem był jak takie niecierpliwe dziecko, co nie może poczekać na dobrą zabawę tylko musi mieć tu i teraz. :lol2: Miałem tylko nadzieję, że ostatnie silne wiatry nie zostawiły nam na drodze żadnej niespodzianki w postaci zwalonego drzewa, choć dla Siwego raczej nie byłoby to żadne wyzwanie.

Shockwave - 2020-02-26, 22:53

Na kolację to wpadnie do żony, a wtedy to na bank go od niej nie wyciągniesz z boksu :lol2:
Pogoda zdecydowanie sprzyjała takim galopom kondycyjnym, rześkie powietrze, dobra temperatura i przyjemne podłoże. Mając okazję odrobinę się wyżyć Shock sobie nie żałował, ale na uwadze miał też jeźdźca, którego nie miał zamiaru się pozbywać. Nie czuł takiej potrzeby, zwłaszcza gdy dogadywał się z właścicielem dość dobrze.
Otrzymując więcej luzu wypuścił niżej nos do dołu i niosąc zaokrągloną szyję dalej swobodnie galopował. Oddychał równo wyraźnie pchając się do przodu silnym zadem, który pozwalał mu ładnie się podstawić. Sam galop był przyjemny również dla jeźdźca, dzięki czemu obaj mogli czerpać z tego przyjemność.
Lekko obudzony półparadą podniósł wyżej głowę i dość płynnie wszedł w zakręt, podstawiając w nim nieco mocniej zad. Szczęśliwie udało się go pokonać w równowadze i na spokojnie galopować dalej bez odpalenia wrotek.
Widząc tak długą i szeroką drogę przed sobą, Siwy podniósł głowę i kontrolnie cofnął jedno z uszu. Odrobinę nieśmiało przyśpieszył zupełnie jakby pytał o pozwolenie, a gdy tylko Oliver dał mu więcej swobody to Shock nie zastanawiał się dwa razy. Niemal od razu zerwał się do galopu unosząc kitę w górę i goniąc przed siebie.
Ewentualne drzewo także nie stanowiłoby dla niego problemu, ale Oli musiał liczyć się z tym, że po takim skoku poziom ekscytacji z pewnością wzrósłby momentalnie. :lol2:

Oliver Pelerieux - 2020-02-26, 23:38

Pierw musiałby nauczyć się otwierać drzwi. :lol2:
Tylko czekałem na jakąkolwiek sugestię z jego strony, bo nie chciałem go przemęczać. Skoro jednak sam dał mi do zrozumienia, że ma ochotę pogalopować szybciej, pozwoliłem mu na to - lekko przyłożyłem łydki do jego boków i cmoknięciem zachęciłem do odpalenia się, na co nie musiałem długo czekać. Od razu poczułem różnicę w prędkości, ale nigdy nie miałem z nią problemów, więc jedynie skupiłem się na obserwacji drogi i na tym, żeby wytrzymać jeszcze trochę w półsiadzie. Bo jednak nie ma co się dłużej oszukiwać, dupa trochę ciężka... :lol2:
Drzew póki co żadnych nie było, może nie licząc tylko takich ściętych i poukładanych z boku drogi, ale na Holsztynie raczej nie robiło to większego wrażenia. Droga była nieco kręta, ale zakręty były łagodne, więc nie odczuwaliśmy tego aż tak mocno. Do jej końca było jeszcze daleko, więc czekałem aż ogier się zmęczy i zechce wrócić do kłusa. W przeciwnym razie miał to na nas wymóc koniec drogi.

Shockwave - 2020-02-27, 19:24

A jak wskoczy górą albo oknem? 8-)
Zachęcony do odważniejszego galopu nie czekał ani chwili dłużej przed odpaleniem wrotek. Niemal natychmiast zaczął mocniej podstawiać silny zad, który był całą siłą napędową ogiera. Wyraźnie zwiększając tempo szedł niczym burza, nie bardzo zastanawiając się nad tym, co na to właściciel. Skoro mu na to pozwolił to Shock skorzystał z okazji, wyraźnie potrzebując takiego otępiającego galopu, skupiającego się na ciągłym parciu naprzód.
A dupa trochę ciężka, proszę tu zrzucić te parę dodatkowych kilo. :lol2:
Galopował takim szaleńczym tempem zaskakująco długo jednocześnie udowadniając, że z jego kondycją jak najbardziej jest wszystko w porządku. Dopiero koniec drogi zaczął powoli studzić jego zapał, przez co Shock będąc już lekko zmęczony chętnie przeszedł do kłusa jeśli tylko został o to poproszony. Wcześniej wytracił jednak prędkość będąc zdyszany i wyraźnie zapocony na masywnej szyi.

Oliver Pelerieux - 2020-02-27, 21:20

Mało mu fikołków? :lol2:
Prędkość, jaką osiągnął Shockwave, była wręcz przytłaczająca, ale mimo to wciąż czułem się komfortowo i bezpiecznie na jego grzbiecie, głównie dlatego, że miałem do niego zaufanie, a poza tym warunki sprzyjały takiemu szybkiemu galopowi. W końcu jednak zaczął tracić siły, więc nie chcąc go forsować, zacząłem zwalniać aż do kłusa, w którym dałem mu dłuższą wodzę i poklepałem go po mokrej szyi, utwierdzając w przekonaniu, że wszystko jest w porządku i że dobrze się spisał, nawet jeśli nie było to jakieś wielkie osiągnięcie. Skoro już miało być miło, to niech będzie cały czas.
Wraz z powrotem do kłusa, zacząłem z powrotem anglezować i mimo tego, że koń był zdyszany, utrzymywałem go w kłusie przez dobre 2-3 minuty, wjeżdżając na jakąś mniejszą drogę, przez którą mogliśmy stopniowo zacząć zawracać w stronę stajni, tak żeby cała trasa wyniosła około siedmiu, ośmiu kilometrów, pokonanych głównie kłusem i stępem. Galop mieliśmy już chyba definitywnie za sobą, więc teraz nadeszła pora na relaks; po tym, jak tętno ogiera nieco się uspokoiło, zwolniłem do stępa, w którym oddałem Siwemu wodze, nie widząc ku temu żadnych przeciwwskazań, skoro był zmęczony i wybiegany.

Shockwave - 2020-02-27, 21:36

A może skrycie zawsze chciał trenować akrobatykę? :lol2:
Pomimo tego, że Shock skłonny był zasadzić wesołego baranka nawet przy takim tempie galopu to jednak mężczyzna mógł czuć się bezpiecznie na jego grzbiecie. Skupiony głównie na ruchu naprzód nie kombinował, a jedynie leciał prosto przed siebie.
Przechodząc do kłusa głośno parskał jednocześnie mocno wypuszczając nos do dołu. Zmachał się trochę, ale jego nastawienie uległo wyraźniej zmianie. Był wyciszony i rozluźniony co Oliver mógł poczuć w kłusie, który był miękki i elastyczny. Wypuszczając z siebie nadmiar pary i emocji wyraźnie się uspokoił i wyciszył przez co pozwalał również właścicielowi cieszyć się tak przyjemną jazdą po lesie.
Kłusując powoli schodził z tętna, ale zajęło mu to trochę czasu dzięki czemu mógł jeszcze bardziej wyciszać się w kłusie. Dopiero po przejściu do stępa stęknął cicho i krocząc swobodnie niósł głowę w dole jednocześnie obserwując całe otoczenie.
Poruszając się na luźnej wodzy obserwował otoczenie bardzo uważnie, mając znów postawione białe uszyska na sztorc.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group