Devocatis - 2019-03-14, 23:19 Praca w odosobnieniu była dla niej nowością, bo zwykle jednak chodziła pod siodłem w towarzystwie innych koni, ale zdecydowanie nie przeszkadzało jej, że znalazła się w takiej, a nie innej sytuacji. Po dotarciu na miejsce jedynie rozejrzała się uważnie, jakby lekko pobudzona, ale zaraz wyraz jej pyska złagodniał na nowo. Podczas wsiadania zaokrągliła lekko szyję w odpowiedzi na napięcie wodzy i nieruchomo stała w miejscu, nie utrudniając Letizii znalezienia się na swoim grzbiecie. Ruszyła dopiero w odpowiedzi na łydkę, od razu też wyciągając nos do przodu i prostując lekko szyję, gdy amazonka jej to umożliwiła. Zdecydowanie nie miała ochoty świrować - co prawda czuła wiosnę w powietrzu, ale poruszanie się stępem jakoś nie prowokowało jej do odpalenia... Jest szansa, że w galopie lub podczas skoków najdzie ją na brykanie, ale póki co nie można było odnieść wrażenia, że siedzi się na tykającej bombie, bo Devocatis była zrelaksowana i spokojna. Kroczyła żwawo, ale nie za szybko, dość przeciętnie pracując przy tym zadem, co jednak miało się prawdopodobnie z czasem zmienić. Spacerowała w ten sposób po parkurze, czasem tylko trochę wypadając łopatką podczas poruszania się po łuku, jeżeli Letizia jej dostatecznie nie dopilnowała. Lisa spędziła jednak sporo czasu nad ogarnięciem Devocatis ujeżdżeniowo, więc była to teraz raczej kwestia niedbałości, niż jakichś braków.Letizia - 2019-03-15, 21:05 Początkowo jasnowłosa faktycznie nie zwróciła dużej uwagi na to, w jaki sposób klacz wchodzi na łuki, wychodząc z błędnego założenia, że z prawidłowym wpisaniem się nie będzie mieć problemu. Szybko jednak zauważyła, że bez odpowiedniego przypilnowania gniada wypadała łopatką. Wówczas amazonka przyłożyła większą uwagę do tego, by klacz wykonywała ćwiczenia prawidłowo. Po paru minutach takiego żwawego marszu, Letizia uprzedziła kopytną półparadą, a następnie dodała łydkę do kłusa. Oczywiście od razu zasugerowała odpowiednie tempo, nie pozwalając Devocatis na ociąganie się, ale również na zbyt szybkie parcie do przodu. Dla ścisłości - od razu po zakłusowaniu dziewczyna zaczęła anglezować, żeby odrobinę odciążyć grzbiet konia i zbytnio go nie przemęczać. Gdy doszły do porozumienia odnośnie tempa i rytmu, co dotychczas wychodziło im sprawnie, blondynka ponownie zaczęła wprowadzać klacz na niewymagające łuki i koła, tym razem już pilnując właściwego ustawienia klaczy. Dziewczyna również starała wpisywać się w rytm i podążać za ruchem gniadej, tak aby nie zaburzać jej równowagi i nie przeszkadzać, będąc na grzbiecie, a wręcz przeciwnie - wspomagać. Po paru minutach takich nieskomplikowanych ćwiczeń na obie strony, amazonka zaczęła stopniowo zbierać wodze w celi uzyskania elastycznego kontaktu z pyskiem Devo. Teraz rozpoczęła pracę nad zebraniem. Żeby uzyskać pożądany efekt zarówno pod względem zebrania właśnie oraz kontaktu, zaczęła wprowadzać gniadą na bardziej wymagające łuki i koła o stopniowo zmniejszających się średnicach. Wprowadziła również serpentyny. Ćwiczenia te miały pomóc także w uzyskaniu lepszego rozciągnięcia.
Letizia bacznie pilnowała tego, by tempo oraz rytm klaczy były odpowiednie, aby nie kasła na zakrętach i nie próbowała przyspieszać na prostych. Jej pomoce nie ograniczały się jednak wyłącznie do tego. Podczas jazdy po łukach amazonka oferowała gniadej czytelne pomoce, płynące zarówno od łydek, jak i wodzy, co miało pozwolić kopytnej na prawidłowe i bezproblemowe wpisywanie się w daną figurę. Wewnętrzną łydkę dociskała lekko do boku klaczy, znów zewnętrzną cofała za popręg, utrzymując w ten sposób właściwe zgięcie oraz pilnując, żeby Devo nie wypadała zadem. Wodzami natomiast nadawała kierunek jazdy i zapobiegała nadmiernemu zgięciu szyi. Poćwiczyły w ten sposób kilka minut, a następnie zmieniła kierunek poprzez przekątną i poprosiła klacz o wykonanie szeregu dokładnie tych samych ćwiczeń. Później jeszcze chwilkę potrzymała ją w kłusie, by po tym czasie pozwolić jej zwolnić do żwawego stępu i dać jej chwilkę odpoczynku przed kolejnymi ćwiczeniami. Jeżeli do tej pory wszystko szło zgodnie z planem, dziewczyna nie zapomniała o pochwaleniu klaczy zarówno głosem, jak i dotykiem w okolicy szyi.Devocatis - 2019-03-15, 22:46 Devocatis zawsze była koniem chętnym do ruchu. Nawet jeśli była bez kondycji, to potrafiła za przeproszeniem zapitalać do upadłego. Zwykle jej jeźdźcy męczyli się szybciej od niej, nawet jeśli trening kończyła mokra jak ściera. Ostatnio trochę się to zmieniło - miała już lepszą kondycję, co teoretycznie sugerowałoby, że była jeszcze bardziej nie do zdarcia, ale prawda była taka, że się uspokoiła i jeździło się na niej znacznie fajniej. W każdym razie na łydkę do kłusa odpowiedziała od razu i niemal od razu dogadała się z Letizią w kwestii tempa. Jej wyjściowy kłus był dostatecznie energiczny, ale niezbyt widowiskowy, choć generalnie miała bardzo ładny ruch. Potrzebowała tylko większej iskry, ale to już od amazonki zależało, czy zechce ją wzniecić.
Na łukach utrzymywała tempo i poprawnie wpisywała się w nie ciałem, wyraźnie sugerując się pomocami kobiety. Gdy Letizia wzmocniła kontakt, skracając wodze, Devo z początku zareagowała lekkim zawieszeniem się na ręce, które jednak minęło zaraz po tym, jak kobieta mechanicznie skłoniła ją do przeżucia wędzidła i pojechała ją trochę mocniej łydką. Wtedy przyszła do ręki i równo, lekko oparta na wędzidle. Zmniejszenie średnic kół, po których się poruszały, a także zwężenie łuków przyjęła pozytywnie, po prostu mocniej się wyginając wokół łydki. Jak na tak dużego konia, jakim była, była dosyć elastyczna i wygimnastykowana, ale trzeba wiedzieć, że nie wybaczała nawet najmniejszych błędów. Oczywiście nie oznaczało to, że niedopilnowanie czegoś na jej grzbiecie równało się od razu utracie zdrowia - wręcz przeciwnie, Devo po prostu nie lubiła się przemęczać i jeśli tylko była choć odrobinę niedopilnowania na takiej ciasnej woltce, to od razu wypadała z niej łopatką i lekko wywoziła amazonkę poza okrąg. Jeśli jednak Letizia była sumienna i dokładna w tym co robi, nie napotkała żadnych problemów w dotychczasowej pracy.
Rozgrzawszy się wstępnie w kłusie, zwolniła do stępa i lekko wyciągnęła nos przed siebie, krótko przy tym parskając.Letizia - 2019-03-16, 19:20 Oczywiście dziewczyna nie była idealna i popełniała wiele błędów, lecz podczas pracy z koniem starała dawać z siebie wszystko i wykonywać pracę sumiennie. Z tego też powodu bacznie pilnowała klaczy i wspomagała ją wszelkimi pomocami, adekwatnymi do zaistniałej sytuacji. Obecnie, podczas marszu, jasnowłosa pilnowała tempa oraz tego, by klacz przypadkiem nie utraciła kontaktu z jej ręką, lecz oferowała kopytnej dość długą wodzę. Po około półtorej minuty takiego stępa, amazonka rozpoczęła kolejne ćwiczenie - przejścia. Chciała sprawdzić szybkość reakcji Devocatis, a także przygotować ją i nieco wyczulić na swoim punkcie. Na początek przejścia ze stępa do kłusa i odwrotnie. Dawała gniadej czytelne i dość wyraźne sygnały, poprzedzając je pojedynczymi półparadami i oczekując od klaczy natychmiastowej reakcji. Po paru takich przejściach do stawki dodała również zatrzymania, z początku tylko ze stępa, ale później także z kłusa, sprawdzając jak Devo sobie z tym radzi. Jeżeli wszystko szło zgodnie z myślą dziewczyny, kontynuowała to ćwiczenie jeszcze przez chwilę, w różnoraki sposób konfigurując przejścia. Jeśli natomiast kopytna miała z tym większy problem, amazonka starała się troszkę dłużej nad tym popracować, oferując klaczy swoją stałą pomoc i przerywając ćwiczenie w momencie, kiedy wyszło choć troszkę zadowalająco, lub w razie gdy trwało zbyt długo, żeby nie męczyć już konia i niepotrzebnie go nie frustrować. Dziewczynie chodziło głównie o to, by reakcje klaczy były szybkie, żeby skupiała się na jej poleceniach, a także aby ruszała tudzież przyspieszała z należytym impulsem, bez ociągania. Kolejną rzeczą na liście ćwiczeń rozgrzewkowych Letizii była łopatka do wewnątrz. Ćwiczenie to miało na celu mocniejsze porozciąganie gniadej i uelastycznienie, bez czego dziewczyna nie wyobrażała sobie właściwego treningu. Poza tym ćwiczenie to pomagało również w przeniesieniu ciężaru konia na zad, co pozwalało odciążyć przody wierzchowca, a co za tym idzie owocowało w lepszą jakość jazdy. Letizia wiedziała, że Devo ukierunkowana jest raczej na skoki, nie wiedziała więc czy ów ćwiczenie jest jej obce, czy też znane. Wolała więc zacząć prosto i łagodnie, wpierw kierując klacz po śladzie do narożnika. Kolejno dziewczyna skierowała klacz jakby na koło, serwując jej standardowe pomoce do właściwego wygięcia w tejże figurze. Po pokonaniu narożnika i wjechaniu na ślad jasnowłosa postarała się o utrzymanie zgięcia, wewnętrzną wodzą poruszając lekko, by gniada nie mogła się na niej oprzeć czy zawiesić, a zewnętrzną utrzymując wygięcie i odstawienie od śladu. Dopilnowywała również, aby klacz nie wypadła łopatką, co miała w zwyczaju, gdy nikt tego nie pilnował, ale też aby nadmiernie się nie zginała. Wewnętrzną łydkę przykładając do boku Devocatis na wysokości popręgu, utrzymując tak ruch naprzód oraz odpowiednie zgięcie w kłodzie, znów zewnętrzną łydką, która była nieco cofnięta za popręg, pilnowała żeby kopytna nie wypadała zadem. Działała też dosiadem, obciążając lekko wewnętrzną kość kulszową, a co za tym idzie, naciskając na wewnętrzne strzemię. Naturalnie utrzymywała prawidłowy balans ciała i zachowywała równowagę, żeby nie przeszkadzać klaczy i nie utrudniać, a wręcz przeciwnie, aby ułatwiać jej zadanie. Pierwszą próbę wykonała na tę stronę, która wydawała jej się u Devocatis lepsza, wygodniejsza. Nie chciała bowiem, żeby klacz zbyt szybko się zniechęciła. Również w tym celu nie trzymała konia w tym ustawieniu zbyt długo - trzy/cztery kroki na początek były wystarczające. Później pozwoliła klaczy wrócić do normalnego kroku, prowadząc ją wciąż po śladzie. Oczywiście ów ćwiczenie odbywało się w stępie!
Kolejną próbę podjęła przy kolejnym narożniku. Pomoce dokładnie te same, co poprzednio. Jeśli wyszło dobrze, jasnowłosa pochwaliła klacz poklepaniem po szyi, a później zmieniła stronę i powtórzyła ćwiczenie. Jeżeli coś szło jednak nie tak, dokładnie tak jak przy każdym innym ćwiczeniu, blondynka poświęciła na nie troszkę więcej czasu, żeby uzyskać przynajmniej dostateczny efekt.Devocatis - 2019-03-16, 22:22 Przejścia nie były jej mocną stroną, głównie z tego względu, że nie była mistrzem szybkich reakcji. Po prostu już była takim typem konia - nieszczególnie delikatnym, choć paradoksalnie nadmiernie wrażliwym na łydkę, co było jednak wyłącznie spowodowane problemami zdrowotnymi, a nie sposobem bycia jako takim. Na ten moment nie miała dolegliwości bólowych, więc nie reagowała na łydki aż tak dramatycznie, co najwyżej kuliła czasem uszy. Nie była to jednak jedyna pomoc obecna podczas wspomnianych przejść. Z początku była zaskoczona stanowczością Letizii, ale to zadziałało na korzyść kobiety, bowiem Devo nie odważyła się zlekceważyć czytelnej i wyraźnej prośby o zakłusowanie, a potem o przejście do stępa i tak w kółko. Odpowiedziała na łydkę dosyć ekspresyjnie, szybko jednak wyrównując kłus. Natomiast pierwszy powrót do stępa także wybił ją lekko z rytmu, głównie dlatego, że zaczęła myśleć i się skupiać, a jeszcze nie do końca nadążała myślami za ciałem... Szastnęła niespokojnie ogonem i przemieliła wędzidło w pysku, przez chwilę krocząc wyraźnie nabuzowaną, przez co kolejne przejścia również były takie "chwiejne" i niespokojne, aż wreszcie przestała się nimi ekscytować. Respektowała pomoce Letizii i z czasem zaczęło wyglądać to naprawdę dobrze, również w przypadku zatrzymań, gdzie największym problemem gniadej było to, że nie stawiała równo nóg. Nikt nigdy nie zwracał na to większej uwagi - będąc koniem skokowym oczywiście musiała być perfekcyjnie ujeżdżona, ale akurat zatrzymanie było jednym z tych elementów, które nie miało znaczenia w kwestii dokładności. Pozwalała więc sobie na niedbałość w postaci odstawiana jednej nogi czy stawania jak krowa. Były to oczywiście rzeczy, które można było skorygować, ale wtedy się okazywało, że drażniło ją używanie łydki w stój, więc jeśli Letizia próbowała dostawić jej nogę za pomocą łydki, to Devo od razu robiła wyraźny wściek i spinała się, pokazując, co o tym myśli.
Na szczęście była koniem, który nie przeżywał długo tego, co zaszło, więc już po chwili potrafiła z powrotem wyluzować i jakby nigdy nic wrócić do pracy w przyjemnej atmosferze. Łopatka do wewnątrz nie była jej obcym ćwiczeniem - także u koni skokowych była to rzecz, która bardzo pomagała w treningu i która przynosiła bardzo dobre efekty. Mimo to Devocatis szczególnie doceniła fakt, że kobieta podeszła do zadania stopniowo - prosząc ją o parę kroków, a nie jadąc od razu całą ścianę łopatką do wewnątrz, wyraźnie zaplusowała w oczach klaczy, która nie miała problemu z wykonaniem tego zadania na tak krótkim odcinku. Na dłuższym też dałaby radę, ale krótszy dystans był dużo bardziej motywujący, a dzięki motywacji była też skłonna wykonać większy wysiłek. W efekcie ćwiczenie przyniosło olbrzymie korzyści w postaci rozluźnienia - klacz chętnie oddawała amazonce łopatkę, nie tracąc regularności i swobody stępa, w którym wykonywały ten element. Pozostając lekką przodem, chętnie przeżuwała wędzidło, powoli pieniąc się w kącikach pyska, co niejako potwierdzało skuteczność jazdy.Letizia - 2019-03-16, 23:11 Blondynka była cierpliwa, przynajmniej jeżeli o wierzchowce i inne zwierzęta chodzi. W stosunku do ludzi nie pałała już taką dużą cierpliwością, ale to w tej chwili nieistotne. Na przejścia ofiarowała więc tak dużo czasu, jak tylko to było potrzebne. Ponad to nie denerwowała się i nie usiłowała za wszelką cenę zmusić klaczy do takiego zachowania, jakie chciała uzyskać. Pozwalała kopytnej w swoim tempie dotrzeć do tego, jak powinno wyglądać to ćwiczenie. Pozwalała jej się z tym oswoić i wejść w rytm, żeby wszystko szło łatwiej. Jak widać okazało się to strzałem w dziesiątkę, bo po pewnym czasie Devocatis bardzo ładnie podjęła pracę. Jeśli zaś o zatrzymania chodzi, to w tym przypadku jasnowłosej nie zależało na tym, by klacz stawała idealnie równo. Chodziło wyłącznie o zatrzymanie i szybkość reakcji, dlatego to w jaki sposób gniada ustawiała nogi był jej indywidualną sprawą. Być może ktoś inny zwracał na to uwagę i nie pozwalał na podobne rzeczy, jednak nie Letizia. Devocatis była skoczkiem, więc dziewczyna wychodziła z założenia, że nie musiała popychać jej do równego podstawienia kończyn, jeżeli klacz sama tego nie zrobiła.
Łopatkę do wewnątrz postanowiła zakończyć po paru próbach na obie strony, póki co odpuszczając to ćwiczenie w kłusie. Wróci do tego, jeżeli zajdzie taka potrzeba, ale póki co czuła, że klacz stała się zdecydowanie bardziej rozluźniona i zaangażowana w pracę. Po ostatniej próbie pozwoliła więc gniadej pozostać na śladzie i oddając trochę wodzy, ale pozostając na lekkim kontakcie z pyskiem klaczy, pozwoliła jej obniżyć szyję i nieco odsapnąć. Wprawdzie nie podejrzewała u kopytnej zmęczenia, a przynajmniej nie tak dużego, by musiała odpoczywać, ale kolejne ćwiczenie, ostatnie już na rozgrzewkę, planowała wykonać w galopie, dlatego dała sobie i Devo chwilę na zregenerowanie mocy. Po upływie bliżej nieokreślonej ilości czasu, jasnowłosa na nowo nabrała wodze i uprzedzając gniadą półparadą, wypchnęła ją do galopu. Z początku odpowiednio przytrzymała klacz, jeżeli próbowała wyrwać się nagle do przodu i rozpocząć jakiś dziki bieg. Przecież nie tego amazonka chciała. Wymagała od klaczy w miarę spokojnego, a właściwie opanowanego tempa i dynamiki, sygnalizując to od samego początku. Jak zazwyczaj, także teraz, jedno okrążenie przeznaczyła na dogadanie się z Devocatis odnośnie tempa oraz rytmu, a także do sprowokowania klaczy do ładnego zaokrąglenia swojej fouli. Jeżeli jednak gniada byłą zbyt podekscytowana i nie mogła oprzeć się pokusie dzikiego galopu, blondynka pozwoliła jej na chwilę szaleństwa, nie dając jednak całkowitej kontroli. W każdej chwili była gotowa szybko zareagować i sprowadzić klacz na ziemię. Dopóki jednak sytuacja była nie była poważna, pozwoliła kopytnej trochę się wybiegać, mając nadzieję, że potem będzie trochę spokojniejsza i uda im się dojść do porozumienia.
Tak czy inaczej zakładam, że po pewnym czasie w końcu udało im się jakoś dogadać i Letizia mogła przejść do ćwiczenia. Chodziło mianowicie o wyciąganie i skracanie. Poruszając się cały czas po śladzie, parokrotnie wprowadzała klacz na obszerne koło, żeby w ten sposób najlepiej przećwiczyć skracanie. Wówczas po wjeździe na figurę, jasnowłosa zamykała łydki, żeby kopytna zachowała impuls, a wodzami znów lekko przytrzymywała kobyłkę, ale absolutnie nie ciągnęła na siłę do siebie!. Oczywiście podczas tych działań wciąż oferowała pomoce do prawidłowego wygięcia i bardzo go pilnowała. Wykonała to ćwiczenie po dwa razy na obie strony, lub więcej, jeżeli zaszła taka potrzeba. Do tej pory była bardzo zadowolona ze współpracy z Devo, ale nie chwaliła dnia przed zachodem słońca...
Podczas tego ćwiczenia starała się skierować energię klaczy bardziej w górę, niżeli do przodu, a także żeby każdy krok gniadej pochłaniał jak najmniejszą przestrzeń oraz aby jej faza zawieszenia była bardziej widoczna, niż podczas naturalnego kroku. Na tym się jednak nie kończyło, bowiem blondynka oczekiwała od kobyłki także tego, aby bardziej zaokrągliła sylwetkę i wzmocniła pracę zadu. Przećwiczywszy już skracanie, nadeszła pora na wydłużanie, które to odbywało się już na liniach prostych. Przed każdym poszerzeniem kroku, uprzedzała Devo półparadą, żeby odpowiednio ją przygotować oraz skumulować energię w zadku. Miało to dać efekt podczas wyciągania kroku. Następnie, po wspomnianej półparadzie, rękami podążała lekko za ruchem szyi klaczy, ale kontrolowała długość wodzy, nie oddając jej nadto, ażeby klacz nie zinterpretowała zamiarów amazonki inaczej i aby zwyczajnie nie przyspieszyła. Wraz z ruchem rąk, do udziału podchodziła również łydka, subtelnie przykładana do boków gniadej. Przed narożnikami powracała do ćwiczebnego kroku, by po przejechaniu zakrętu, znów prosić klacz o wydłużenie. Uznała, że gniada nie powinna mieć z tym problemu, jeśli jednak taki napotkała i klacz bardzo się denerwowała, lub zwyczajnie jej nie wychodziło, amazonka była zadowolona, jeżeli poprawnie udało im się przejść wyciągniętym galopem choćby trzy kroki.
W tym wypadku również powtórzyły to ćwiczenie parę razy na obie strony, a następnie zwolniła klacz do stępa i oddała jej troszkę wodzy, jednocześnie pozwalając odsapnąć przed faktycznym treningiem.
Również pochwaliła Devocatis, gładząc ją po szyi i szczebiocąc entuzjastycznie jakieś miłe słówka. Devocatis - 2019-03-17, 13:53 Skorzystała z luźniejszej wodzy w stępie, lekko obniżając i prostując szyję. W pełni zrelaksowana kroczyła przed siebie raźnym krokiem, aż Letizia ponownie nabrała wodze na kontakt i zaprosiła ją do galopu. Devocatis miała w sobie mnóstwo energii, ale mimo to nie "wybuchła" wraz z przejściem do wspomnianego chodu. Niemniej amazonka mogła poczuć pod tyłkiem niesamowitą energię, która kumulowała się w ciele klaczy. Miało to same plusy, bowiem bez dodatkowych zachęt zaczęła używać zadu i chętnie zaokrągliła galop, korzystając z całej tej mocy, którą w sobie zgromadziła. Cały czas galopowała z uszami postawionymi do przodu, czujnym i bystrym wzrokiem przeczesując okolicę. Mogła wyglądać na lekko rozkojarzoną, ale wbrew pozorom nie szukała sobie pretekstu do odstawienia jakiegoś numeru. Letizia sama go jej dostarczyła.
Pierw została zabrana na pełnowymiarowe koło, po którym galopując poczuła, jak kobieta działaniem swojego dosiadu prowokuje ją do mocniejszego zaangażowania zadu. Automatycznie wkroczyła nim głębiej pod kłodę, co zaowocowało tym, że dźwigała na zadzie większy ciężar ciała i tym samym zyskała większą swobodę w łopatkach. Jednocześnie jej krok pozostał skrócony, a foula galopu okrąglejsza, co Letizia mogła odczuć w siodle jako wyraźne wynoszenie w górę. Była przy tym w pełni skoncentrowana, więc Letizia naprawdę nie miała powodu do narzekania. Wesoło jednak zrobiło się podczas dodań w galopie...
Wcześniej Devocatis nie miała potrzeby pędzenia przed siebie, ale teraz, gdy zgromadziła w sobie jeszcze więcej energii na skutek pracy w zebraniu, to jej reakcja na wyciągnięcie wykroku okazała się bardzo żywiołowa. Za pierwszym razem po prostu wyszła w przód z wyraźnym powerem, wyczuwalnie i zauważalnie poszerzając wykrok , a w oczekiwanym momencie bez walki skróciła z powrotem galop. Dopiero przy drugim powtórzeniu poniosła ją ta energia i wydłużywszy krok, zanurkowała łbem między nogi i dwukrotnie oddała widowiskowo z zadu. Nie było to złośliwe, nic z tych rzeczy. Po prostu pokazywała w ten sposób swoją radość i zrzucała nadmiar energii... Letizia nie powinna mieć też problemu z utrzymaniem się w siodle, chyba, że się zagapiła, ale to już nie wina Devocatis. Wybrykawszy się, dość energicznie odepchnęła się od ziemi, mocno wynosząc galop w górę i jeszcze przez chwilę galopowała w taki sposób, jednocześnie machając łbem, aż wreszcie dała się uspokoić.
Podobny wybryk nie powtórzył się już przy kolejnych podejściach do tego ćwiczenia, mimo iż energia drzemiąca w jej ciele wciąż była doskonale wyczuwalna. Gdy już nadeszła pora na przerwę, Devo było już całkiem potulna. Letizia - 2019-03-24, 19:31 Jak dotąd jasnowłosa była bardzo zadowolona ze współpracy z Devocatis i nie miała jej nic do zarzucenia. Podobało jej się to, że klacz się stara i angażuje, a przy tym nie dzieli się z amazonką żadnymi złośliwościami. Mimo wszystko dziewczyna była jednak gotowa na różnego rodzaju wybryki, które, jak zakładała, prędzej wynikałyby właśnie z nadmiaru energii, niżeli z chęci zadzierania z blondynką. Uwaga amazonki wytężyła się, gdy przeszły do galopu i wyraźnie poczuła, ze klacz aż buzuje. Dało jej to jasno do zrozumienia, że coś za chwilę może się stać, ale nie jest koniecznością. Pozostawała czujna, pomimo że pierwsza próba zabawy w wyciąganie i skracanie kroku szła pomyślnie. Jak się wkrótce okazało, nie była taka ostrożna bez potrzeby. Kiedy gniada nagle zanurkowała łbem między nogi, a jej zad wybił się mocno ku górze, Letizia automatycznie wzmocniła swoją pozycję w siodle, żeby z niego nie spaść. Przez chwilę pozwalała klaczy na takie wybryki, chcąc by się wyszalała, aby później była już spokojniejsza. Zareagowałaby dopiero, gdyby trwało to zbyt długo, albo nabierało na sile. Devo dała się jednak uspokoić już po chwili. I jak widać metoda blondynki zadziałała, bo po tym incydencie klacz wyciszyła się i chętnie kontynuowała ćwiczenie, a po zwolnieniu do stępu była już całkiem spokojna.
Podczas odpoczynku jasnowłosa obserwowała ustawione już wcześniej przeszkody. Zanim weszła do stajni, by zabrać stamtąd klacz, poprosiła jednego ze stajennych o ustawienie niewielkiego parkuru, składającego się z 7 przeszkód. Przeszkody te nie były zbyt wymagające i na pewno nie powinny sprawić klaczy trudności, bowiem najwyższa z nich mierzyła 110 cm. Trening ten miał bowiem służyć małemu przypomnieniu, rozruchowi, a nie stanowić dla klaczy wyzwanie. Poza tym sama Letizia nie miała takiego doświadczenia, by porywać się na przeszkody wielkością odpowiadające klasie Devocatis. Być może kiedyś do tego dojdzie, ale jeszcze nie teraz.
Pierwszą przeszkodą był okser mający 90 cm wysokości. Gniada nie powinna mieć z nim najmniejszego problemu. Letizia poprowadziła ją prosto na środek ów przeszkody, uprzednio wypychając do galopu i korygując ewentualne niedociągnięcia w kwestii tempa. Jeżeli zaszła taka potrzebna, kilkoma półparadami zwróciła na siebie uwagę klaczy, nie chcąc by jej rozkojarzenie wpłynęło na jakość skoku, albo na bezpieczeństwo. Będąc już tuż przed przeszkodą, dziewczyna zamknęła kobyłkę w szczelnym korytarzu pomocy i w taki sposób doprowadziła do końca, w stosownym momencie dając gniadej sygnał do wyskoku. Następnie oddała jej wodze i przeszedłszy do półsiadu, podążyła płynnie za ruchami Devo, zachowując przy tym pełnię równowagi. Przy lądowaniu wskazała lewą nogę, bo i też w tamtym kierunku zaczęła kierować klacz, kiedy tylko pomogła jej się zebrać. Do stacjonaty o wysokości 100 cm amazonka jechała po dość ciasnym łuku, a pamiętając że gniada ma problemy z wypadaniem, dołożyła wszelkich starań, aby wpisała się w ów łuk idealnie. Sam najazd na przeszkodę był już prosty. Blondynka znów trzymała klacz na pomocach, nie pozwalając na to, aby się rozmyśliła, albo zapragnęła zrobić coś po swojemu. Choć jeśli Devo by się uparła, to na pewno zdołałaby iść swoją ścieżką.
Tak czy inaczej, tutaj również wysłała klacz do skoku, od razu podążając za nią swoim ciałem. Po lądowaniu kontynuowała jazdę na lewą nogę, tym razem starannie pilnując tempa klaczy i biorąc ją lekko na siebie oraz korygując tempo, tak aby zdołała zamieścić się przed kolejną stacjonatą 110 cm, znajdującą się ledwie trzy foule od poprzedniej. W odpowiednim miejscu dała kopytnej sygnał do skoku, ponownie podążając za jej ruchem. Letizia starała się być wsparciem dla klaczy, a nie dodatkowym utrudnieniem, dlatego jej reakcje były szybkie i płynne, bez żadnych zawahań. Przy lądowaniu wskazała tym razem prawą nogę.Devocatis - 2019-03-25, 14:43 Właściwie dopiero teraz zwróciła uwagę na przeszkody ustawione na parkurze. Nie była koniem, który na sam widok stojaków dostawał małpiego rozumu - dobrze wiedziała, kiedy jest pora na skoki, a kiedy na inny rodzaj pracy. Dopiero mając za sobą rozgrzewkę, spojrzała po ustawionych przeszkodach, których widok nie wywołał w niej jednak większych emocji. Skakała dużo wyżej, niż tutaj stało, ale tak naprawdę jej treningi zwykle odbywały się właśnie na takich wysokościach. W końcu to nie wysokość była najważniejsza w treningu, ale wiele innych rzeczy.
W każdym razie, odsapnąwszy wznowiła galop w odpowiedzi na łydkę Letizii. W dalszym ciągu galopowała aktywnie, z iskrą, ale zdecydowanie pod kontrolą. Należało po prostu przywyknąć do jej dużej foule, niedziwnej zresztą biorąc pod uwagę wzrost Devocatis. Gniada miała dziś wyjątkowo dobry nastrój, więc po tym, jak równo dogalopowała do oksera, wybiła się ze wskazanego miejsca i oddała skok z widocznym zapasem. Czasami zdarzało jej się ignorować mniejsze przeszkody, ale tym razem miała wyjątkową ochotę na to, by skakać - zapewne Letizia świetnie ją rozgrzała i zmotywowała do dalszej pracy, więc klacz oddawała jej teraz swoje serducho w robocie. Niemniej nie był to na tyle wysoki skok, by wysadzić Letizię z siodła - musiała po prostu zrobić porządny półsiad i hojnie oddać klaczy rękę, by ta mogła wyciągnąć szyję.
Skok wykończyła lądowaniem na lewą nogę, po czym kontynuowała galop we wskazaną stronę, nie rozpędzając się. Cały czas pozostawała czujna i czuła na pomoce, dzięki czemu Letizia mogła ją swobodnie skrócić/rozjechać w dystansie, tak, by zawsze pasowała im odległość do kolejnej przeszkody. Nakierowana na stacjonatę, postawiła na nią uszy, uważnie przyjrzała się przeszkodzie i bez zmiany tempa dogalopowała do przeszkody, po czym oddała skok z wybranego przez Letizię miejsca. Nie miała problemu z pokonaniem przeszkody - skok był odpowiednio wysoki i dosyć okrągły. Wylądowawszy, odepchnęła się mocniej od ziemi przy pierwszej foule po skoku i przeniosła ciężar ciała na zad, z pomocą amazonki, po czym po kolejnych dwóch foule ponownie wybiła się w górę. Przeszkodę pokonała poprawnie, ale prawdę mówiąc, zignorowała sygnał do zmiany nogi po skoku i wylądowała na lewą, a nie prawą nogę. Niby nic wielkiego, w końcu zawsze można wykonać lotną, ale czasem wprowadza to trochę zamieszania.Letizia - 2019-03-25, 22:35 Do kolejnej przeszkody dzielił je spory dystans, dlatego mimo iż blondynka nie od razu zorientowała się, że klacz galopuje na złą nogę, miała szansę to zmienić jeszcze zanim wjadą na łuk, prowadzący do triplebarre. Postanowiła wykonać lotną zmianę nogi, licząc na to, że gniada doskonale powinna tę czynność znać. W końcu chodziła w wysokiej klasie, dlatego jasnowłosa byłaby zdziwiona, gdyby lotna zmiana była dla kobyłki czymś niewykonalnym. Dość wyraźnym sygnałem płynącym od łydek, amazonka podpowiedziała Devocatis, aby zmieniła nogę prowadzącą. Jeśli jednak mimo wszystko coś poszło nie tak, Letizia nie męczyła klaczy dłużej i zwyczajnie zwolniła ją do kłusa, a następnie na nowo wypchnęła do galopu, tym razem mocniej akcentując prawą nogę. W razie kłopotów z tempem, rytmem, lub równowagą, dziewczyna dała kopytnej odpowiednio dużo czasu na powrót do normy, dopiero potem ponownie nakierowując ją na przeszkodę. Wprawdzie zmieniło to trochę ich trasę i najazd na czwartą przeszkodę, ale nie był to konkurs, więc blondynka mogła pozwolić sobie na coś takiego. Tak czy inaczej, w końcu dotarły do wspomnianego triplebarre, przed którym Letizia zamknęła klacz w pomocach i znów lekko wzięła na siebie, aby skumulować w niej więcej energii, potrzebnej do pokonania troszkę bardziej wymagającej przeszkody. Wprawnie nie była ona wysoka, bowiem najniższa część miała 90 cm, a najwyższa 105, środkowa 95. Jednak skok musiał być dość długi, żeby klaczy w całości udało się pokonać przeszkodę. W odpowiednim miejscu dała kopytnej sygnał, a potem przeszła sprawnie do półsiadu, zachowując pełnię równowagi i oddając klaczy sporo wodzy, by swobodnie mogła się wyciągnąć. Jeszcze przed lądowaniem znów wskazała klaczy prawą nogę, a gdy były już na ziemi jasnowłosa pomogła Devo się zebrać i poprowadziła po obszernym łuku do piątki. Była to stacjonata 110 cm. Spokojnie doprowadziła kopytną do przeszkody, następnie wykonując standardowe czynności, mające pomóc gniadej w uporaniu się z przeszkodą. Podczas lądowania mocniej zaakcentowała lewą nogę, bo to właśnie w tamtym kierunku zmierzyły, wpierw jednak przejeżdżając pomiędzy dwójką i trójką. Tutaj blondynka bardziej przypilnowała Devocatis, coby nie wpadło jej do głowy, żeby jeszcze raz skakać nad którąś z wymienionych przeszkód. Potem zatoczyły dość ciasny łuk, podczas którego Letizia oferowała klaczy pomoce do prawidłowego wygięcie i mocne oparcie na łydce. Kolejno wyprostowała najazd, prowadząc kobyłkę prosto na stacjonatę z numerem szóstym (110 cm). I znów zamknięcie w pomocach, odpowiednie dostosowanie tempa i długości fouli, potem sygnał do skoku i płynne podążenie za ruchami konia, jeszcze przed ostatecznym oderwaniem się wszystkich kopyt od podłoża. Tutaj również wskazała klaczy lewą nogę, po lądowaniu prowadząc ją po łagodnym łuku do ostatniej przeszkody - oksera 100 cm. Tym razem wysłała gniadą do skoku z lekkim zapasem, co w efekcie dało dość płaski skok. Nie miało to nic na celu, dziewczyna zwyczajnie wybrała zły moment. Gdy wylądowały, uprzednio jasnowłosa wskazała prawą nogę, poprowadziła Devo przed siebie, wykonując zakręt w prawo dopiero przed ogrodzeniem. Podczas okrążenia stopniowo zwalniała klacz - wpierw do kłusa, później do stępa, aż wreszcie oddała gniadej wodze, pozwalając na odpoczynek i rozluźnienie. Po paru minutach zsiadła z jej grzbietu, uprzednio ją zatrzymując. Pochwaliła sowicie zarówno głosem, jak i pieszczotą, wspominając też o tym, że na smakołyki czas przyjdzie już w stajni. W końcu poluzowała nieco popręg i wyprowadziła gniadą właśnie do stajni.
[zt]Devocatis - 2019-04-05, 16:47 Lotna zmiana nogi faktycznie nie była obcym Devocatis elementem, jednakże zdecydowanie nie pałała do niego sympatią. W momencie, w którym poczuła, jak Letizia przestawia łydki, spięła się, skuliła uszy i bryknęła nisko podczas zmiany nogi. Zmieniła ją, ale najwyraźniej coś jej nie pasowało i musiała to dobitnie pokazać...
Szybko się jednak uspokoiła i odnalazła odpowiednie tempo galopu, które odpowiadało wymaganiom stawianym przez amazonkę. Wzrokiem sięgnęła przeszkody, która padła ich kolejnym celem i czujnie nastawiła uszy do przodu, rozumiejąc, że przeszkoda jest trochę inaczej zbudowana niż te, przez które skakały dotychczas. To pomogło jej w prawidłowej ocenie miejsca odbicia i tym samym oddaniu udanego skoku nad tripplebarrem, nad którym rozciągnęła się bardziej niż dotychczas, zwyczajnie starając się pokonać przeszkodę bez zrzutki. Nawet nie dlatego, że miała jakąś manię doskonałości, po prostu nie lubiła tego uczucia towarzyszącego uderzeniu. Wylądowawszy, kontynuowała galop na prawo, w stronę kolejnej przeszkody, tym razem będącej stacjonatą. Odbiła się ze wskazanego miejsca, ale chyba źle oceniła wysokość przeszkody, bowiem trąciła lekko drąg, nie ściągając go jednak na ziemię. Szybko o tym zapomniała, a takie przynajmniej można było odnieść wrażenie po jej braku reakcji, który był zwodniczy, jako że podczas kolejnego skoku wyraźnie wyżej podniosła nogi. Taką tendencję utrzymała już do końca treningu, więc mimo tego, że ostatni skok był płaski, klacz i tak zachowała bezpieczny zapas nad drągami, starannie podnosząc nogi i tym sposobem ratując skok, któremu zagrażało przedwczesne odbicie.
Wylądowawszy, odeszła spod przeszkody i skręciła przed samym ogrodzeniem, powoli wytrącając prędkość aż do stępa, w którym Letizia pozwoliła jej swobodnie wyciągnąć szyję. Uczyniła to i przeciągle parsknęła, po czym została rozstępowana w ręku i odprowadzona do stajni. ztNaomi Eaton - 2019-04-21, 09:58 Wybrała się z Ophelią na parkur trawiasty, bo jako jedyny był pusty. Na sąsiednim parkurze jakaś para miała ustawione swoje przeszkody, więc w takim układzie za wiele by nie podziałały. Co prawda nie wkręciła klaczy haceli, zresztą chyba nie miała w co, bo ta wciąż nie była podkuta (?). Mimo to trawa była sucha i nie zamierzały też skakać pod niebo, więc nie powinno jej to przeszkadzać.
Wjechała na parkur stępem i przez najbliższych parę minut kontynuowała jeszcze stęp na dłuższej wodzy, pilnując by był on wystarczająco aktywny. Po tym czasie zatrzymała na chwilę Ophelię i sprawdziła popręg, podciągnęła go w razie potrzeby i wznowiła stęp, powoli nabierając wodze na kontakt. Dojeżdżała przy tym siwą do ręki łydką i dosiadem, żeby zapobiec usztywnieniu. Mając ją już postawioną na pomocach, dała łydkę do kłusa i zaczęła anglezować.Ophelia - 2019-04-22, 12:53 Po przybyciu na parkur na dosłownie sekundę zatrzymała się, unosząc łeb i ogarniając wzrokiem plac, po tym wznawiając stęp, już na obniżonej szyi. Szła cały czas aktywnym krokiem, nie potrzebując do tego jakiejś szczególnej zachęty, czasami przechylając łba, by przyjrzeć się czemuś w oddali. Po upływie kilku minut zatrzymała się wedle zalecenia Naomi i przeczekała w stój aż podciągnie popręg, bo faktycznie klacz spuściła z siebie trochę powietrza. Następnie ponownie przeszła do stępa, stopniowo skracając i zaokrąglać szyję wraz ze zbieraniem przez kobietę wodzy. Delikatnie oparła się na wędzidle, zaczynając je coraz częściej rzuć. Zad czterolatki uaktywnił się, mocniej wchodząc pod jej kłodę. W okolicy nie było dużo czynników, które mogły ją rozproszyć, więc klacz była głównie skoncentrowana na Naomi i pracy jej ciała. Bez spóźnienia przeszła do kłusa bez wypadnięcia z ustawienia, w tym chodzie również zachowując aktywne tempo, sprężyście odbijając się od trawiastego podłoża. Wraz z postępami na treningach klacz coraz lepiej radziła sobie z zachowaniem własnej równowagi, więc kłusując nie przenosiła ciężaru ciała na przednie nogi, przynajmniej na razie.Naomi Eaton - 2019-04-24, 19:21 Naomi od razu rzuciło się w oczy to, że Ophelia pomimo młodego wieku, zdawała się być całkiem ogarniętym koniem. Ogarniętym w tym sensie, że ktoś włożył w nią kawał dobrej roboty, z czego Nao mogła teraz korzystać. Oczywiście wciąż był to zaledwie początek, ale to wciąż miłe, gdy się wsiada i widać, że z danego konia będą jeszcze 'ludzie'.
Chciała, by Ophelia szła oparta na zewnętrznej wodzy, więc zaprosiła ją na nią, delikatnie "spychając" wewnętrzną łydką, aż poczuła, że klacz rzeczywiście wchodzi na wodzę. Chcąc się upewnić, delikatnie poluzowała wewnętrzną wodzę, i jeśli klacz pozostała w jednakowym ustawieniu, dla blondynki był to znak, że poszło to po jej myśli. Anglezując, starała się nie zaburzać równowagi siwej, która choć nie była najgorsza, to wciąż się rozwijała. Jeżdżąc po łukach wspomagała czterolatkę w wyginaniu się, będąc dla niej jeszcze bardzo wyrozumiałą, stąd też jeździła po dużych średnicach i nie zapominała o jakże ważnym elemencie wyprostowania pomiędzy poszczególnymi kołami i półwoltami.
Wkrótce naprowadziła Ophelię na zestaw drążków leżących na ziemi, ustawionych na kłus, w ilości sztuk sześciu. Zakręciła na nie, wyprostowała klacz w łydkach i pilnując w nich aktywnego kłusa, starała się przejechać przez środek, cały czas anglezując.Ophelia - 2019-04-24, 22:50 Praca na zewnętrznej wodzy nie była dla niej już czymś obcym, a raczej nieodłącznym elementem treningu. Kobieta mogła poczuć, jak klacz w końcu ustąpiła od wewnętrznej łydki, swój ciężar ciała, przenosząc bardziej na zewnątrz. Równocześnie oparła się wygodnie na zewnętrznej wodzy, co gwarantowało też wyprostowania się konia podczas jazdy na ścianie. Tak więc przeszła pomyślnie "próbę" na którą wystawiła ją Naomi, nie rozsypując się po poluzowaniu wodzy. Poza tym jej anglezowanie pomagało jej bardzo odnaleźć prawidłowy rytm i odciążało grzbiet, dzięki czemu mogła go bardziej rozluźnić.
Podczas wykonywania łuków na początku zdarzało jej się tracić to uparcie, co owocowało wypadaniem łopatki, ale wraz z powtarzaniem ćwiczeń radziła sobie z tym coraz lepiej, odpowiednio wyginając się od jej łydek.
Naprowadzona na leżące na ziemi drągi nastawiła uszy na sztorc, przez chwilę wychodząc z ustawienia, unosząc wyżej łeb. Do powrotu na kontakt wystarczyło wysłać jej przypominającą półparadę, co kobieta z pewnością zrobiła. Nie kombinowała zbytnio przy najeździe, nie spływając na boki dzięki zamknięciu jej w łydkach. Bez utraty tempa przejechała przez drążki, unosząc wystarczająco nogi i wyciągając szyję do przodu, jednak nie tracąc przy tym równowagi.