Mia - 2020-01-31, 00:04 Co prawda miała w zamiarze taki delikatny slalom prowadzony pomiędzy krzakami i innymi drzewkami, które nachodziły na ich trasę, ale szybko zaprzestała tego działania, kiedy dostrzegła niezamierzane niepożądane zachowanie ze strony Decembrista. Nie wystarczyło to jednak do uchronienia jej przed niespodziewanym barankiem, przez który została wytrącona z równowagi i wyrzucona na przedni łęk siodła. Od razu się w nim poprawiła, a samego ogiera pozostawiła w kłusie, pozwalając mu na przejście kolejnych metrów aż się nie uspokoi. Sama jedynie głosem starała sobie w tym pomóc i dopiero, kiedy zyskała pewność, że nagły atak złości mu przeszedł, skróciła bardziej wodze, sugerując mu wyższe ustawienie. Szczęśliwie spokojna i cicha okolica wpływała korzystnie na jej szanse w starciu z koniem, bo praktycznie sama w sobie była uspokajająca.
Dopiero po chwili zdecydowała się na to, żeby znowu poćwiczyć z nim trochę pracy w wygięciu, ale w końcu ją samą też zaczynało to nudzić. Był to dla niej dość jednoznaczny sygnał, co ciemnogniady mógł wyczuć jeszcze szybciej. Przed zagalopowaniem mimowolnie przybrała nieco inną pozycję w siodle, mentalnie przygotowując się na dłuższą galopadę. W końcu wycofała łydkę za popręg i dała mu sygnał do ruszenia galopem, samej prawie od razu przechodząc w półsiad i mając nadzieję, że mimo wszystko nie zgubi jej gdzieś po drodze.Decembrist - 2020-01-31, 07:55 Cały problem Dekabrysty polegał na tym, że wymagał bardzo precyzyjnych, prawidłowych sygnałów żeby wciąż pozostawać w pełni przepuszczalnym i rozluźnionym. Nie chodziło o to, że nie chciał wykonać polecenia, a o sposób użycia pomocy i ewidentnie nieprawidłowe działanie dziewczyny. W zakrętach oraz wygięciach do slalomu należało delikatnie operować rękoma, z ograniczającym działaniem zewnętrznej wodzy i użyciu łydki na zasadzie wyginania konia w żebrach wraz z pilnowaniem zadu. W wyginaniu mającym na celu rozluźnienie, głowę konia należało wyraźnie zgiąć na lewą lub prawą stronę, cały czas zachowując kontakt. W tym przypadku ograniczające działanie zewnętrznej wodzy nie było do niczego potrzebne, bo wręcz uniemożliwiało prawidłowe wykonanie ćwiczenia, a skupić należało się jedynie na łydkach i dosiadzie, aby koń podążał prosty do przodu. Nie dało się natomiast prawidłowo wykonać w ten sposób slalomu, bo tutaj Mia powinna widzieć wyłącznie zewnętrzny kącik wewnętrznego oka konia, nie pół jego głowy. Niemniej, jak wspomniałam, nie miał na celu jej zrzucić, a jedynie napomnieć swoim małym nieposłuszeństwem. Bardzo szybko wrócił jednak na właściwy tor ze swoimi myślami, tak samo jak na początku wyraźnie poświęcając Mii całą swoją uwagę. Jeśli tym razem poprawiła sygnały, bez oporów zaczął wyginać się i współpracować, żując przy tym wędzidło i podstawiając zad. W końcu kiedy skróciła wodze, lekko skierował uszy do tyłu i wraz z pierwszą sugestią dosiadu przeszedł do aktywnego, dobrego galopu. Postawił uszy, ciesząc się z zaistniałej sytuacji i szczerze powiedziawszy trochę czekał aż Mia, pozwoli mu się rozgalopować. Wystarczyło jedynie lekko przyłożyć łydkę, by poszedł przed siebie jak parowóz, ale jej brak wystarczająco wyraźnie pokazywał mu, że nie na to liczyła. Szedł więc luźno i spokojnie, wcale nie mając zamiaru zostawiać jej na krzakach ;cMia - 2020-02-01, 16:50 Zasadniczo od stosunkowo niedawna Mia zaczęła obracać się w gronie koni bardziej wyszkolonych w strefie ujeżdżenia, więc sama musiała się też "przestawić" na nie i to, że tacy przedstawiciele mieli dużo większe wymagania wobec jeźdźca, a nie na odwrót, jak dotychczas. Jednak już na ten moment była wręcz zauroczona Decembristem, chociaż wpływać mogło na to to, że po spotkaniu z nim w boksie jej oczekiwania gwałtownie zmalały. Niewątpliwie jednak odkryła prawdziwą perełkę i nie zamierzała zaprzepaścić tej okazji, stąd też bardzo się pilnowała, szczególnie po poprzednim wypadku przy pracy.
W galopie również została pozytywnie zaskoczona, kiedy ogier nie wyrwał na siłę do przodu już od pierwszych foule chodu. Nie omieszkała go za to pochwalić, bo była częściowo przygotowana na to, że ciężko będzie jej nad nim zapanować po zagalopowaniu - a tu kolejna miła niespodzianka! Pierwszych parę metrów poświęciła na przyzwyczajenie się do jego kroku, ale nie zamierzała męczyć go przytrzymywaniem w spokojnym, choć aktywnym galopie, kiedy okolica aż zachęcała do przesunięcia granic. Pół minuty później cmokaniem i łydką zachęciła go do dodania, nie egzekwując od niego już niczego i pozwalając na swobodny, szybki galop. Na ten była już niejako przygotowana po wielokrotnych ściganiach się na grzbiecie Contendro, więc jedynie przesunęła nadgarstki do przodu i mocno zaparła się w strzemionach, mając na tyle dobrze wyćwiczoną równowagę. Raczej z dżokejami się porównywać nie mogła, ale niezbyt ją to interesowało - chciała dać upust swoim i jego emocjom i energii, więc wręcz sama podtrzymywała mocne tempo galopu, pilnując jedynie pozostania na wyznaczonej ścieżce.Decembrist - 2020-02-01, 18:15 Nie próbował przesuwać granic kiedy utrzymywała go w spokojnym tempie, dlatego dając upust swoim emocjom, zaczął jeszcze mocniej pracować zadem. Całą energię którą mógłby przeznaczyć na cwał, przekładał na ruch pod górę, sam z siebie wchodząc w dość mocne zebranie. Miał tendencję do dawania więcej niż wymagał od niego jeździec, ale kiedy tylko dziewczyna pozwoliła mu pójść żywiej, nie trzeba było go prosić. Ruszył z całą siłą, wyraźnie rwąc przed siebie i ewidentnie sypiąc się z ustawienia na rzecz rozwinięcia prędkości. W jego energii mogła poczuć też czystą radość, która mimo wszystko nie przekładała się na brak współpracy. Wciąż był skupiony na działaniu jej ciała, czemu dawał dowód chociażby w delikatnych łukach kiedy prosiła go o ominięcie nachodzących na drogę gałązek i korzeni. Mogła wręcz odnieść wrażenie, że nawet na całkowicie luźnych wodzach, potrafiłaby nad nim zapanować i wcale nie rozminęłaby się z prawdą. Na szczęście galopada była dosyć długa, toteż po dobrych kilkuset metrach zwolnił nieznacznie, choć wciąż ani myślał rezygnować z mocnego galopu nawet jeśli cała jego pierś i szyja oblała się potem.Mia - 2020-02-02, 18:40 Poczucie pełnej kontroli nie umknęło uwadze Mii, ale przynajmniej na razie nie próbowała tego sprawdzać. Nie na rozpędzonym do granic możliwości koniu. Takie zmęczenie miało wpłynąć na ich oboje pozytywnie, ale Alight nie przytrzymywała go w takim galopie na siłę, tym bardziej, że była świadoma jego zastania. Nie zareagowała więc w żaden sposób na jego stopniowe zwolnienie, będąc przygotowaną także na zwolnienie do kłusa, jeśli całkiem opadł z sił.
Wkrótce jednak pojawił się przed nimi nieco bardziej dolegliwy problem pod postacią konara drzewa obalonego na szlak. W pierwszym odruchu w Mii aż poziom adrenaliny skoczył, a potem przypomniała sobie, że przecież siedzi na koniu ujeżdżeniowym, a nie skokowym, a po tych można było spodziewać się wiele przy skakaniu. Zaraz na myśl przyszło jej to, jak pozytywnie zaskoczył ją Sheridan w trakcie Hubertusa i... postanowiła zaryzykować, tym bardziej, że w miarę zbliżania się do tej prowizorycznej przeszkody kończył jej się czas na decyzję. Dlatego podtrzymała Decembrista w galopie, kierując go na najniższą część drzewa, które co prawda nie sięgałoby wyżej niż jej kolana, ale dalej groziło upadkiem, jeśli siedziała na niezbyt umiejętnym koniu. Doprowadziła gniadosza do drzewa i w najdogodniejszym miejscu dała mu łydkę, wspomagając się również cmokaniem, żeby zachęcić go do ruszenia cielska z ziemi. A w jakim stylu to już miał zrobić, to było jej obojętne, byle nie skończyła z wybitymi zębami. Decembrist - 2020-02-03, 08:11 Niestety Decembrist nie należał do zwierząt łatwo ulegającym oporom własnego organizmu, co niejednokrotnie rzutowało na samopoczucie po treningach. Był koniem, który pozbawiony ruchu nie kombinował zanadto, ale zwyczajnie przeciążał organizm, kiedy już ktoś umożliwiał mu pracę. Właśnie dlatego tylko odrobinę zwolnił, póki co całkowicie ulegając burzy emocji, która krążyła w jego ciele i uniemożliwiała logiczną (o ile o takiej w ogóle można mówić w przypadku konia) ocenę sytuacji. Nie czuł jeszcze bólu, którym powoli zaczynały przesiąkać mięśnie i płuca, a przeciążenia ignorował tak skutecznie, że Mia mogła ich nawet nie odczuwać. Szczególnie dobrze pokazywało to zachowanie ogiera, kiedy na drodze pojawiła się przeszkoda. W pierwszym odruchu zwolnił wyraźnie, niezbyt przekonany do nowej sytuacji, ale szybko przypomniał sobie podstawy treningu. Kiedyś przynajmniej raz w tygodniu skakał małe przeszkody, dlatego teraz podniósł głowę, obserwując kłodę, po czym znów wyrwał do przodu, wręcz atakując konar. Na szczęście Mia zdecydowała się wymierzyć odskok, przez co na łydkę zareagował wysokim skokiem, co w siodle ujeżdżeniowym musiało być nie lada uczuciem. Pociągnął czerep w dół, niemal chowając go pomiędzy równo złożonymi, przednimi nogami i użył całej siły idącej z zadu. W tym tempie skok wyszedł względnie płaski, ale pokazywał już, że Brysio odnalazłby się również w skokach lub WKKW.Mia - 2020-02-03, 18:58 Tak jak Mia mimo wszystko spodziewała się tego, że Decembrist nie wyłamie przed skokiem, tak z pewnością nie spodziewała się takiej siły wybicia. Nie skakała nic bardziej wymagającego od dawna, powoli przerzucając się właśnie na ujeżdżenie, więc dała się lekko zaskoczyć. Szczęśliwie miała już na tyle wyćwiczone mechanizmy w trakcie jazdy i skoków, żeby nie zaryzykować pociągnięcia konia za pysk czy wpadnięcia w jego szyję. Dość pokracznie, przez wzgląd na rodzaj siodła, podniosła tyłek z siodła, rozkładając swój ciężar w strzemionach, a także przesunęła nadgarstki do przodu, oddając mu rękę nawet trochę za bardzo, ale z dwojga złego wolała to niż siłowanie się z nim. Lądowanie zamortyzowała na własnych siłach, po czym zwolniła go do kłusa. Entuzjastycznie go pochwaliła za ten odważny skok, klepiąc po spoconej szyi i dając chwilę luzu w postaci nagrody. Wkrótce zwolniła go też do stępa, blokując miednicę i zamykając łydki, bo chociaż nie przebyli dalekiego dystansu, to przez emocje oboje czuli zmęczenie. Oddała mu także wodze, pozwalając na samodzielną decyzję, w jakim ustawieniu będzie mu najwygodniej. Skręciła w rzadziej uczęszczaną, węższą ścieżkę, która przez to, że nie była tak udeptana przez innych, nabierała swojego uroku. Nie była to piękna pora roku, ale sama bliskość natury potrafiła wprawić ją w inny nastrój, kiedy w końcu mogła głęboko odetchnąć. Dosiadem egzekwowała aktywny krok od konia, przy czym nie miała nic przeciwko, jeśli chciał się rozglądać. Liczyło się dla niej tylko to, żeby przypadkiem nie przyszedł mu do głowy pomysł zatrzymania się i rozpoczęcia degustacji. Decembrist - 2020-02-04, 09:14 Zbyt mocne oddanie ręki przełożyło się na lekki dyskomfort przy lądowaniu, ale nie "skomentował" tego bryknięciem. Zadarł jedynie głowę lekko do góry na mniej więcej jedną czy dwie foule, po prostu czekając aż Mia w pełni opanuje ciało po skoku i wraz z pierwszą myślą amazonki o przejściu do kłusa, zatrzymał się odrobinę gwałtownie. Nie był odpowiednio skrócony aby miało szansę wyglądać to dobrze, ale wbrew pozorom dziewczyna nie musiała martwić się o swoją równowagę nawet jeśli lekko zaskoczyła ją tak nagła reakcja ogiera. Wydłużając mu wodze umożliwiła też rozciągnięcie i rozluźnienie szyi, z czego skorzystał nad wyraz chętnie. Niósł głowę mniej więcej na wysokości łopatki relaksując się po dłuższym biegu, ale wciąż mocno pracował zadem mimo braku konkretnego oparcia na wodzy. Nie uciekał też z kontaktu żując wędzidło na tyle zawzięcie, że w końcu ślina spieniła cały jego pysk kapiąc przy tym na pierś i przednie nogi.
Posłusznie przeszedł do stępa, najwyraźniej nie potrzebując do tego wodzy i odważnie wkroczył na nową ścieżkę, tym razem zadzierając wysoko głowę. Znów lawirował uszami po bokach bardzo interesując się otaczającym ich lasem. Rozglądał się ciekawsko, jednak kiedy na drogę wybiegła im spłoszona sarna, pozwolił się zaskoczyć. Przysiadł wyraźnie na zadzie, drgnął niepewnie i przystanął na krótką chwilę, oceniając sytuację. Na szczęście zaraz wrócił do spokojnego marszu jakby małe zwierzątko w ogóle nie wypadło mu pod nogi pół minuty wcześniej.Mia - 2020-02-04, 16:26 Nie dała się już tak zaskoczyć tym nagłym i niezbyt przyjemnym przejściem do kłusa, która wynikało głównie z jej niedopatrzenia i niedopilnowania. Jeszcze w kłusie zaczęła anglezować w trosce o jego plecy, chociaż ostatecznie i tak skończyła w stępie. Przez to wrzucenie na luz była całkowicie nieprzygotowana na nagłe wyskoczenie sarny im na ścieżkę, chociaż raczej ciężko byłoby przygotować się na coś tak niespodziewanego. W pierwszym odruchu zebrała wodze, jakby gotowca na szarżę na przestraszonym koniu, ale szczęśliwie nic takiego zasadniczo nie miało miejsca. Decembrist co prawda spłoszył się, ale ona sama też dała się przestraszyć, chociaż opanowała się zdecydowanie szybciej niż on. Za zachowanie miernego spokoju i odpuszczenie sobie ucieczki przez zwierzyną znowu go pochwaliła i pogłaskała po szyi, pozwalając mu na luz jeszcze kilka dobrych minut. Dopiero kiedy jego oddech się już uregulował, skróciła wodze z powrotem na kontakt i po półparadzie dała mu łydkę do kłusa. Zgrabnie unosiła się i opadała w siodło do chwili, kiedy nie zaczęła bardziej aktywizować go łydkami i dosiadem przy jednoczesnym oddaniu ręki, czym jasno zachęciła go do lekkiego poszerzenia ram. W terenie naturalnie nie mogła liczyć na wiele, więc jej oczekiwania częściowo spadły i zależało jej wyłącznie na mocniejszej pracy zadu i łączącego się z tym wyciągnięcia kroku bez przyspieszenia.Decembrist - 2020-02-06, 07:55 Dzięki rozluźnionemu grzbietowi, który łączył najdłuższy mięsień pleców z żebrami, mogła usłyszeć jak przy każdym wydechu rytmicznie parska. Dla dziewczyny okazało się to cenną wskazówką, świadczącą o samopoczuciu Decembrista. Nie był wyłącznie zmęczony długim galopem, a autentycznie rozluźniony i miękki. Płynnie podążał za kontaktem, szukając działania ręki, a przeżuwaniem nawilżał wrażliwą część pyska i umożliwiał Mii swobodne działanie. Był w tym tak przyjemny, że mogła zapomnieć o mankamentach jego charakteru w boksie, co "czytanie w myślach" wspomagało dodatkowo. Właściwie można posunąć się nawet do stwierdzenia, że nie musiała nic robić, udowadniając to kiedy postanowiła zebrać wodze. Prawidłowy kontakt z pyskiem miał solidne podłoże w dosiadzie jeźdźca, bez czego niemożliwym stawało się chociażby zaangażowanie zadu. Właśnie dlatego znów odpowiedział na niewychwytywaną zmianę postawy, skracając szyję i czekając aż Mia złapie skórzane paski i poprosi o ciąg dalszy. W tym przypadku był to kłus, dlatego od razu ruszył przed siebie, ale nie szedł w dole tylko delikatnie się poszerzając. Nadinterpretował prośbę, natychmiast zaczynając wydłużać krok dokładnie tak, jak robił to na treningu. Dosłownie strzelał przednimi nogami, ciągnąc wyraźnie zad pod kłodę i szukając mocniejszego kontaktu z ręką jeźdźca. Wciąż był w tym lekki, ale nauczono go, że tak powinno się robić. Zmęczenie było dla leszczy Mia - 2020-02-06, 22:27 Zawsze traktowała samotne wyjazdy w tereny jako możliwość odpoczynku od codzienności i normalnych treningów, ale raczej nie sądziła, że przejażdżka z Decembristem może być aż tak przyjemna. Najchętniej pewnie w ogóle nie wracałaby do stajni, ale musiała mieć też na uwadze to, że odstawiony od pracy ogier nie był w najlepszej kondycji, nawet jeśli nie okazywał większego zmęczenia. Nie chciała go w końcu narazić na jakąś kontuzję, tym bardziej, że wydawał się nie mieć żadnych ograniczeń.
Oczekiwała dość subtelnego wydłużenia, ale teraz też postanowił ją zaskoczyć. Nie ograniczała go zanadto, ale po kilkunastu metrach zaczęła z powrotem skracać do roboczego tempa. Jeżeli nie wykazywał wielkiej niechęci względem tego, wkrótce zagalopowała na drugą nogę, nie pozwalając mu się rozpędzać jak poprzednio. Skręciła wkrótce w kolejną ścieżkę, należącą do tych "główniejszych", a więc szerszą i bardziej przerzedzoną od wszelkich krzaków i zarośli. To aż prosiło się o kolejne zaprezentowanie umiejętności Decembrista, którego za chwilę poprosiła o wyciągnięcie kroku, ale w galopie. Wyjeżdżając go wyraźnie od tyłu do przodu, dbała o to, żeby nie stawiał kroków częściej, ale dłuższe, co na jego poziomie wyszkolenia nie powinno być żadnym problemem.Decembrist - 2020-02-07, 08:13 Oparł się na wędzidle lekko i stawiając uszy na sztorc, zaangażował zad razem z całym grzbietem. Był niewygodny pod siodłem, dlatego taki rodzaj kłusa z góry musiał mieć swoje konsekwencje chociażby w postaci bolących pleców. Na szczęście nie wymagał od niej przesadnego wysiłku, toteż prośbę o przejście do roboczego tempa wykonał dokładnie tak samo jak wcześniejsze polecenia. Prawdę powiedziawszy jutrzejsze zakwasy były nieuniknione, ale póki czuł jedynie zmęczenie, pracował siłą własnego charakteru. Zdecydowanie należał do grona koni, które dałyby się zajeździć gdyby jeździec nie wykazał się rozsądkiem. Na szczęście Mia miała na uwadze jego ograniczenia, dlatego pozwoliła mu odrobinę odpocząć zanim poprosiła o galop. Bez oporów wszedł na główną ścieżkę i zagalopował, zgodnie z łydkami jeźdźca. Początkowo poszedł za wędzidłem, pracując zadem bardzo mocno i wyciągając krok, ale wystarczyło jedynie lekko wziąć dłonie do siebie żeby zobaczyć pełnię jego możliwości. Z właściwą sobie ekspresją, podstawił zad, sprężynując pracującymi mocno nogami w stawach skokowych, kolanowych i biodrowych, co doprowadziło do zauważalnego na pierwszy rzut oka galopu pod górę. Wyciągał przy tym przody, zadnimi nogami z kolei mocno wkraczając pod kłodę.Mia - 2020-02-07, 13:12 Była szczególnie ostrożna przez wzgląd na jego zastanie, przez które nie mogła pozwalać sobie na zbyt dużo. Jeśli chodzi natomiast o jakość jego kłusa, to cóż, Mia dosiadała już tyle różnych koni, że na to też mentalnie czuła się przygotowana - może trochę gorzej z fizycznym przygotowaniem, ale jakoś trzeba sobie radzić, prawda?
Po tym wszystkim mogła już się spodziewać tego, że i galop Decembrista będzie zadowalający, bo nie było mowy o tym, żeby miał teraz zaprezentować pełnię swoich możliwości. Od tego był czworobok, na który już Mia niezaprzeczalnie zamierzała go zabrać w najbliższym terminie, oczarowana nim.
Z racji, że obrana przez nich trasa kierowała ich już w stronę stajni, co pamiętała z poprzednich terenów, nie utrzymywała go w takim galopie długo. Co prawda do Orchardu było jeszcze trochę drogi, ale z tego powodu nie zamierzała przegalopować jej całej i wkrótce zwolniła go do kłusa, tym razem dla własnej wygody zaczynając anglezować. W kłusie pozwoliła sobie jeszcze na parokrotne przećwiczenie pracy w wygięciu, ale ostatecznie i tak wypuściła go do dołu, stopniowo i z wyczuciem wypuszczając wodze. Była zwolenniczką jazdy w niskim ustawieniu przez większość treningu, więc nie zamierzała już dalej ich zbierać. Zamiast tego zwolniła do stępa, w którym w ramach nagrody poklepała go po spoconej szyi i łopatce, do stajni kierując się już spokojnym krokiem.
/ztDecembrist - 2020-02-07, 14:37 Odpowiedział na prośbę posłusznie, naprawdę mocno odczuwając zmęczenie i chociaż powinien był opadać z sił, emocje nie pozwalały mu zupełnie wyciszyć się przed wejściem do stajni. Szedł jak czołg, mimo wszystko poddając się prośbom Mii i wyginając czerep na jej polecenia. Rozluźniony czuł jak górne partie mięśni delikatnie napinają się i odpuszczają, niejako zmuszone do pracy ale nie złościło go to już zupełnie. Mia najwyraźniej wyciągnęła wnioski, dzięki czemu reszta drogi minęła im w spokojnej, luźniej atmosferze. Tak jak można było przewidzieć, pociągnął łeb w dół szukając kontaktu i spienił się na pysku jeszcze bardziej, kiedy pozwoliła mu na żucie z ręki. W końcu jednak przeszli do chodu niższego, gdzie miał szansę trochę ostygnąć przed przekroczeniem bram Orchardu.
/ztOliver Pelerieux - 2020-02-24, 23:16 W teren zdecydowałem się pojechać do pobliskiego lasu, który oferował parę fajnych ścieżek na galop, a poza tym osłaniał przed wiatrem i deszczem, które ostatnio były obecne niemal bez przerwy. Udało nam się co prawda wstrzelić w chwilę lepszej pogody, ale i tak wolałem las niż te rozmiękłe łąki dookoła.
Skoro byliśmy sami i odpadał nam czynnik pobudzenia przez obecność innych koni, dałem Siwemu więcej luzu. Co prawda wodze i tak trzymałem na kontakcie, ale zostawiłem nieco większą długość, która pozwalała Shockowi swobodnie nieść szyję. Ilekroć czułem, że ogier znika z ręki lub ucieka gdzieś myślami, sprowadzałem go na właściwe tory półparadami, poza tym prowadząc przede wszystkim w łydkach. Stosunkowo szybko dojechaliśmy do lasu, ale najbliższe drogi były mocno wydeptane lub błotniste, więc nie spieszyłem się z zakończeniem stępa. Zjechałem tylko bardziej na pobocze, prosząc o to konia ustępowaniem od łydki, po czym uważając na gałęzie, powoli zagłębiałem się z Shockiem w las, w którym było już widać i słychać pierwsze oznaki odległej wiosny. Czy może raczej pory względnie suchej, bo w tym kraju i tak ciągle było takie jesienio-wiosno-nie wiadomo co.