Integrity Promise - 2020-02-06, 22:39 Jej w sumie wszystko było jedno gdzie pojadą w ten teren. Ważne że gdziekolwiek pojadą i będą coś robić. Z okazji urodzin wypad w teren? O ja <3 Szkoda właśnie że pogoda nie była lepsza, bo mogli by pokąpać a tak to kicha. Jedyny plus taki że raczej nikogo tu nie spotkają, ale w sumie nigdy nic nie wiadomo nie? Jednak do samej plaży mieli jeszcze kawałek, który musieli pokonać jadąc przez pobliskie zagajniki czy łączki. Jak na razie szli przed siebie w stępie, gdzie siwa kroczyła dość aktywnie przed siebie. Angażowała w pracę swój siwy zad, mieląc wędzidło w pysku i bujając ogonem na boki od czasu do czasu. Strzygła ciągle też uszami to na właściciela, a to do przodu. Pozostawała skupiona na Luku, ale jednocześnie obserwowała uważnie otoczenie i była czujna. Choć Promka nie należała do bojaźliwych koni, to zawsze mogło coś spowodować jej odpał. W końcu to tylko zwierzę. Zachowywała względny spokój, ale trudno było się jej w pełni rozluźnić.Luke - 2020-02-07, 23:17 Czując, że klacz nie w pełni odpuszcza wszystkie mięśnie, zaczął ją jechać trochę aktywniej od łydki i dosiadu do zachęcającej do utwierdzenia się na długim kontakcie i okrągłej szyi ręki. Póki nie znajdowali się na otwartej przestrzeni, starał się ją w bardzo niewielkim stopniu gimnastykować, delikatnie ustawiając raz na jedną, raz na drugą stronę. Nie chciał jednak też zbyt dużo wymagać, w końcu wyjazd w teren miał być dla konia relaksem i dobrą zabawą, tak, aby głowa mogła odpocząć od codziennych treningów.
W końcu między drzewami zaczęło być widać prześwity plaży, które z każdym pokonywanym metrem były coraz szersze i finalnie para wydostała się z ostatniego zagajnika na piasek. Luczek skrócił trochę wodze i poprowadził siwą prosto w stronę brzegu, tak, żeby jechać dalej wzdłuż niego, po wygodniejszym do chodzenia, bardziej zbitym, lekko wilgotnym piasku. Fale przyjemnie szumiały w uszach, wiatru praktycznie nie było i dzięki temu przebywało się tu naprawdę przyjemnie. Mężczyzna dał Promce chwilę na oswojenie się z nowym otoczeniem i niebawem lekkim impulsem zaprosił klacz do zakłusowania, od razu będąc gotowym na zdecydowane zwalniające działanie dosiadem, bo domyślał się, że otwarta przestrzeń mogła siwą znacznie rozbudzić, mimo, że dłuższy czas stępowali. Tak czy siak był gotowy na uspakajanie tempa, choć oczywiście w granicach rozsądku chciał też, żeby mogła spuścić trochę pary. Integrity Promise - 2020-02-09, 16:31 Dużo wrażeń i emocji w niej się teraz kłębiło. Pewnie z czasem odpuści i będzie bardziej rozluźniona, ale obecnie ciężko jej było to zrobić. Kiedy Luke zaczął nieco bardziej ją motywować do działania, to faktycznie zaczęło to przynosić pożądane efekty. Klacz nadal akceptowała kontakt, mieląc wędzidło w pysku i zaokrągliła masywne siwe szyjsko. Lekka gimnastyka nawet w terenie nie stanowiła dla niej żadnego problemu, bo zmiana ustawienia nie była ani przesadnie wymagająca ani trudna. Faktycznie przydała się jej taka odskocznia od normalnych treningów, karuzel czy zawodów. Klacz również zauważyła prześwity zbliżającej się plaży, możliwie rozglądając się nieco baczniej przy tym dookoła. W końcu Promki kopyta zetknęły się z piaskiem, a gdy się w nim nieco zapadła to furknęła krótko. Mieląc przy tym mocniej wędzidło i patrząc w lekkim zdziwieniu. Nie był to jej pierwszy wypad na plaże, ale zawsze ją to dziwiło. Dotarli do brzegu, gdzie woda omywała piasek i poszli wzdłuż niego naprzód. Teraz zdecydowanie jej się lepiej szło, bo piasek był bardziej ubity i lepszy do chodzenia po nim lub biegania. Kiedy zaprosił ją do kłusa, to tak jakby dwa razy powtarzać nie musiał. Promka nieco mocniej zadem weszła pod kłodę, by się z niego odepchnąć w przód i przejść tym samym do wyższego chodu. Tempo faktycznie było dość mocne, ale jeszcze nie galopowała przed siebie, aczkolwiek miała sporą ochotę i pewnie przy tym poniosłaby go w siną dal Luke - 2020-02-09, 17:03 Wbrew pozorom był wdzięczny, że kobyła nie wyrwała gwałtownie do przodu galopem, pewnie mógłby mieć wtedy problem, żeby przemówić jej do rozsądku, a jednak wolał ją chociaż wstępnie rozgrzać w kłusie, zanim przeszliby do najwyższego chodu. Ostatecznie nastawiał się w sumie na dużo galopu dzisiaj, ale wiadomo, wszystko w swoim czasie.
Anglezował zarówno miękko jak i ciężko, tak, żeby jednak z każdym krokiem przypominać siwej o swojej obecności na jej grzbiecie, a dzięki umiejętnemu operowaniu ciężarem łatwiej było mu wpłynąć na tempo kłusa, nadając mu miarowego, żywego acz niespieszącego rytmu. Czasem łydką spychał ją do boku - raz bardziej w stronę zaczynającej się, spokojnie falującej wody, a raz na luźniejszy piasek, tak, aby Promka mogła skupić się na pracy swojego ciała, do czego miały skłonić je te trochę cięższe warunki podłoża. Czekał na moment, aż poczuje, że może odrobinę schodzi z niej pierwsze podniecenie, w końcu nie chciał koniecznie pakować się w galopy-kamikaze. Integrity Promise - 2020-02-10, 22:06 Ja bym się jednak pokusiła o stwierdzenie, że jeszcze wszystko przed Lukiem Siwa była trochę w gorącej wodzie kompana i lubiła robić hop do przodu, zanim poważniej się nad wszystkim zastanowiła. Jednakże przynajmniej nie próbowała go unicestwić, a to zawsze coś. Nie no, siwa go na swój sposób lubiła i szanowała. Aczkolwiek miała problem z tendencją do całkowitego podporządkowania się, nawet jeśli tym kimś był jej właściciel. No ona miała nadzieję, że jednak choć trochę galopu jednak będzie - potem, ale mimo wszystko. Nie była wstanie przegapić właściciela na grzbiecie, a także raczej o nim tam nie zapominała. Po kilku mocniejszych pierwszych krokach uspokoiła się, ale nadal utrzymywała dość aktywne tempo i zaangażowanie. Wyginanie się to do wody, to do piasku też nie sprawiało jej większego trudu do czasu... Aż za którymś razem woda obmyła jej kopyta, a że była lodowata jak o tej porze roku bywa, to siwa wydała z siebie krótki kwik, skuliła uszy i wyciągnęła właściciela do przodu. Zebrała się na tyle energicznie i prawdopodobnie udało się jej przez zaskoczenie Luka przejść do galopu, że przez pierwsze foule galopu zapomniała o świecie.Luke - 2020-02-11, 15:14 No już niech nie udaje, przecież woda którą obmywał jej nogi na myjce po treningu dla schłodzenia nie była wiele cieplejsza!
Rzeczywiście dał się zaskoczyć tej nagłej reakcji, co jednak nie znaczy, że zachwiała nim ona jakoś przesadnie. Miał dobrą równowagę i w takich sytuacjach działał odruchowo, przechodząc do lekkiego półsiadu i w pierwszej chwili oddając rękę, by po zaraz móc płynnie nabrać wodze i próbować ukrócić ten przypływ ekscytacji. Oczywiście nie robił nic na chama i o ile zachowanie siwej było mimo wszystko nieszkodliwe, zwolnił ją do kłusa tak, jak robił to zwykle, na przykład po zakończonym parkurze - stopniowo ją wyciszając półparadami i w wyważony ale zdecydowany sposób w końcu prosząc o zejście w niższy chód. Gorzej dla niej, jeśli przemawiał przez nią zupełny brak pokory i ignorancja wobec jego osoby, wówczas musiał zareagować ostrzej, żeby nie doszło do niebezpiecznej sytuacji. Wbrew pozorom nie było to jego widzimisię, tylko czasem naprawdę wizja jeźdźca była oparta o dość rozsądne myślenie, a nagłe dzikie wybryki prędzej zakończyłyby się kontuzją niż podążanie zgodnie z przemyślanym planem. Także mam nadzieję, że jednak bez większych spięć powrócili do kłusa (w razie potrzeby posłużył się wjechaniem na głęboki piach, żeby było jej trudniej zasuwać), zapewne ponownie trochę bardziej rześkiego, ale to nie szkodzi. Przez kilka jeszcze minut pozostali w tym chodzie, a Luczek starał się kolejnymi póparadami i całokształtem swoich działań rozluźnić Promkę. W końcu oprócz tego, że galop, do którego powoli się zbliżali, miał być dobrą zabawą, to w oczach Sugarmana najlepiej byłoby, gdyby przy okazji klacz szła cała zaokrąglona, bo to przyjemne z pożytecznym. W końcu poprosił ją o zejście do stępa, a zrobił to siadając w siodło i po kilku półparadach domykając w ją w pomocach. Chciał, aby jeszcze przez dwie chociaż minuty wrzuciła na zupełny luz, zanim wrzucą wyższy bieg.Integrity Promise - 2020-02-12, 19:53 Może szukała pretekstu już do galopu? Albo chciała sprawdzić jego czujność Poza tym tam to wody się spodziewała, kiedy ją obmywał czy kąpał. A tutaj? Nie koniecznie. Siwa wcale nie zamierzała pozbywać się właściciela z siodła, dlatego przy zrywie do galopu - nie wierzgała niczym byk na rodeo. Dość spokojny prezentowała ten galop, aczkolwiek jak słusznie zauważył - nie powinna. Znaczy no jeszcze nie powinna, bo miała nadzieję że jednak galop jakiś dziś nastąpi. Dobrze że dosiadał ją doświadczony jeździec, a nie nieopierzony pisklak. Wtedy z pewnością ich wspólna galopada po plaży była interesująca, choć o tej porze roku nie mieli tu zbyt wielu gapiów. Na oddanie wodzy nieco odruchowo zeszła w dół łbem, ale jakoś nie zwalniając w swoim tempie. Dopiero przez nabranie wodzy poderwała siwy łeb ku górze w pierwszym odruchu, bo jeszcze gdzieś była głową poza tą plażą. Oczywiście wolałaby kontynuować galop, no ale... Chcąc nie chcąc zwolniła do tego kłusa, choć robiąc to nieco chaotycznie powiedziałabym. Przez co te pierwsze kroki po zwolnieniu były mało przyjemne dla oka, bo siwa nie mogła się zebrać jeszcze odpowiednio do kupy. Kontuzja nie była mile widziana to na pewno, aczkolwiek siwa w końcu nie rozumiała tych zależności, że jak się zerwie bez odpowiedniej rozgrzewki - to może się jej coś stać. Jak skończą ten wypad na plażę, to i tak pewnie ją czeka "kąpanie". Na siwym wszystkie brudy lepiej widać, a piach obecnie już jako tako w nie których miejscach - szczególnie na nogach, zrobił ładną panierkę. Kilka kolejnych minut w kłusie zdecydowanie pomogło Promise, aby powrócić do wcześniejszego stanu z przed dzikiego galopu. Mimo wszystko kłusowała dalej energicznie przed siebie, oczekując na najlepszy moment. Nieco się jednakże zdziwiła, kiedy kazał jej jednak zejść do stępa. Zastrzygła uszami, mieląc wędzidło i idąc nadal dość aktywnie przed siebie. W końcu cofnęła uszy na właściciela, jakby wyczekując znaku..Luke - 2020-02-12, 20:35 Tak naprawdę najchętniej by jeszcze raz zakłusował na parę minut, znowu przeszedł do stępa i dopiero wtedy zainicjował galop, ale nie oszukujmy się - nie bardzo chciał wystawiać cierpliwość Promki na próbę. Szczególnie jeśli zależało mu na miarowym galopie, nie powinien był doprowadzić do momentu, w którym siwa już przesadnie nie będzie się mogła na niego doczekać, dlatego też po kilku minutach stępowania nabrał nieco krócej wodze i posłał jej kilka półparad. Chciał bowiem ten galop zainicjować delikatnym sygnałem, a więc klacz powinna się go spodziewać, żeby w spokoju i poprawnie odpowiedzieć. Cóż więc więcej dodać? Rzucił jeszcze okiem na morze z obecnego chodu, a kiedy choć chwilę nacieszył nim oko, cofnął jedną z łydek za popręg i wypchnął kobyłę do zagalopowania, precyzyjnie i lekko. W siodle siedział pewnie, tak, że przy próbie wyciągnięcia tylko zaparłby się w nim mocniej, tym samym gotując siwej nadzianie się na stabilną rękę. Pierwsze foule planował spędzić w pełnym siadzie, tak, aby mieć większą kontrolę nad ustanowieniem tempa na względnie opanowane.Integrity Promise - 2020-02-16, 17:12 Mógł spróbować ją odesłać jeszcze do kłusa i potem znowu do stępa i tu i tu na krótki moment, ale to panie Luke, to na swoje własne ryzyko Pewnie siwa faktycznie w pewnym momencie straciłaby cierpliwość, ale może i też nie straciłaby. Z nią to w sumie też nigdy nic nie wiadomo. W sumie fakt. Jakby za długo czekała też na ten galop, to pewnie jego pierwsze foule byłyby dość szalone. Stępując już w lekkim znudzeniu w końcu doczekała się nadchodzącej zmiany, by powrócić na kontakt i z radością przejść do galopu. Może te tempo nie było optymalne jakby sobie życzył na początku, ale też nie pędziła niczym koń wyścigowy po piachu. Z czasem albo przez faceta albo sama z siebie uspokoiła te tempo, ale pozostając nadal w aktywnym. Galopowała dość radośnie przed siebie, machając ogonem na wszystkie strony i powiedziałabym nawet, że podskakiwała przy tym nieco.Luke - 2020-02-17, 12:21 Początkowe foule, jak pisałam, wysiadywał, tak, jakby jeździli normalnie po placu. Chciał unormować tempo, i choć oczywiście nie zależało mu koniecznie na zebranym galopie godnym czworoboków, to jednak ściganie się z wiatrem od samego początku nie było wskazane - choć może i on nieco zaskoczy swoją podopieczną swoimi planami. W każdym razie teraz, kiedy jakoś względnie się dogadali (a w terenie mimo wszystko Luczek akceptował więcej ze strony konia niż podczas normalnego treningu i nie był surowym katem, tylko przyjaznym partnerem) i wszystko odbywało się po prostu bezpiecznie, przeszedł spokojnie do lekkiego półsiadu, odciążając tym samym grzbiet siwej. Miała teraz w teorii więcej swobody, aczkolwiek łydki, kolana i ciężar jeźdźca cały czas pozostawały na miejscu, przypominając o sobie w razie potrzeby lekko wstrzymującym działaniem.
Jako, że ten galop miał być baardzo kondycyjny, i wokół niego skupiał się cały wyjazd, to mężczyzna po upływie kilku minut nie zaczął zwalniać Promki do kłusa. Właśnie wręcz przeciwnie - dopiero wtedy miała się zacząć większa zabawa. Wyraźniejszymi impulsami od łydki zaczął ją stopniowo zachęcać do wydłużania się i bardziej swobodnego, może nie dzikiego tempa, ale już wyraźnie nie obstawał przy zachowaniu takiego spokoju jak na początku. Co dla niego było ważne, to że koń, miejmy nadzieję, rozumiał, że jednak jego jeździec kontroluje sprawę, i na początku prosił o spokój, teraz pozwala na luz i lekkie szaleństwo. A zatem mogła się dzisiaj wybiegać tak bardzo, jak tylko jej się podobało - aż on poczuje, że już jej wystarczy. Ale na razie rozkręcamy imprezkę i dodajemy trochę oliwy do ognia.
- Dajesz, Promka! - Rzucił do niej zachęcająco, nieco bardziej jeszcze przesuwając ręce po szyi do przodu. Miejmy nadzieję, że tego nie pożałuje! Integrity Promise - 2020-02-17, 21:15 Jej w zasadzie nie przeszkadzało to, jak on na niej siedział i co robił. Po przejściu do galopu była tak szczęśliwa, że zapomniała o reszcie. Nie ścigała się z wiatrem ! Ona radośnie hasała do przodu w galopie, ciesząc się chwilą. No nie wątpiła w to, że Luke jeszcze nie raz ją zaskoczy. Klacz łatwo się dostosowywała do poleceń faceta, nie robiąc przy tym większych problemów. Wiadomo że jak każda kobieta miała swoje humorki, a także odpały. Jednakże nawet nie tak groźne, jak nie które konie bywały. Mimo że właściciel zmienił dosiad, to siwa nie nadużywała jego pozwoleń i swobody którą jej dał, a utrzymywała dość energiczne tempo jak poprzednio. Wypad poza stajnie w celach innych niż typowe treningowe, to dla niej taka odskocznia i relaks, ale i zabawa. Kiedy właściciel zaczął na nowo działać, odchyliła na niego uszy i furknęła cicho. Wtedy wraz z kolejnymi zachęcającymi pomocami, weszła mocniej zadem pod kłodę i poszerzyła swoją foule. Słysząc słowa z jego ust, prychnęła i jakby nieco bardziej wyciągnęła go w przód. Nie pędziła niczym wyścigowa maszyna, ale miała swoją kondycję i szybkość odpowiednią i potrafiła to wykorzystaćLuke - 2020-02-17, 23:27 Prawdopodobnie przez jakiś czas nawet niespecjalnie musiał podtrzymywać impuls, bo zachęcona do swobodnego, szybkiego galopu Promka szła teraz jak rozpędzona lokomotywa - przez duży pęd nie trzeba było jej dodatkowo dawać gazu, bo nie wytracała za bardzo tempa. I dobrze. Czekał aż się może trochę wyszaleje, wyparska i w ogóle, przy tym cały czas prowadził ją wzdłuż brzegu, póki co uważając, aby nie pakować się póki co do wody. Po kilku dłuższych minutach na pewno mógł zauważyć wychodzące siwej żyłki i usłyszeć głębszy oddech. Był to moment, w którym zaczął stopniowo wycofywać się ze swoją postawą, tak, aby ponownie usiąść w siodle i zacząć go dosiadem i półparadami zwalniać, choć jeszcze wcale nie chciał powracać do kłusa, dlatego podtrzymywał impuls łydką, dzięki czemu mógł ją też powoli zacząć formować do znowu bardziej okrągłej sylwetki, na kontakcie i w stonowanym rytmie. Na moment sprowadził też siwą na trochę luźniejszy piasek, tak, aby przez jakiś odcinek musiała mocniej uruchomić zad i w ogóle bardziej się wysilić, przekopując się przez głębszy piach. Oczywiście też nie przesadzał i niedługo sprowadził podopieczną z powrotem na ten ubity piach, tylko po to, aby spróbować ją nieznacznie zepchnąć znowu w stronę wody. Rzecz jasna nieznacznie, w końcu nie było letnich upałów, aby się chlapać i moczyć do oporu, ale jeśli się troszkę rozbryźnie pod nimi coś, to nic się nie stanie. Szczególnie miał nadzieję, że już wyhasana Promise nie będzie fikać na kontakt z wodą jak wcześniej.Integrity Promise - 2020-02-20, 20:26 Ku szczęściu siebie i faceta, siwa była dość szybka i miała niezłą kondycję. Przez to że była też dość wysoka, to swoje długie dość nogi potrafiła wyciągnąć i rozhulać się w niezłe tempo tego galopu. Zresztą Luke wiedział na co ją stać, bo przecież nie znali się o wczoraj. Galop pary wzdłuż brzegu morza musiał być zjawiskowy, niczym na filmach tylko brakowało zachodu słońca. W końcu taki bieg spowodował że siwa zaczęła się męczyć i tego efekty było widać oraz słychać. Nie chciała zwalniać, ale wiedziała też że długo tak nie pociągnie i choć niechętnie, to poddała się właścicielowi. Pozostała nadal w galopie, ale ładniej zaokrąglając tą foule i wyrównując swoje tempo, pozostając jednak nadal w dość aktywnym. Kiedy została pokierowany na bardziej ruchomy piach, to prychnęła z niezadowoleniem. Kiedy się zapadała w tym piachu, to też trochę zgasła na początku. Ciężko jej się tam galopowało, ale za pewne zmotywowana przez faceta nieco bardziej przy pracowała zadem i jakoś przekopała się przez kawałek plaży z bardziej ruchomym piaskiem. Po chwili ponownie zjechała na utwardzony piach, by tym razem zbliżyć się następnie do wody. Nie zareagowała tym razem jak poprzednio, aczkolwiek super z tego zadowolona też nie była.Luke - 2020-02-26, 23:33 W wodzie też nie próbował jej "utrzymywać", właściwie tylko niejako musnęli płytką, już zupełnie płaską falkę, która zaraz miała zacząć się cofać - i tak o, tyle tego, bo znowu skierował ją na piasek, którym do tej pory poruszali się najwięcej. Jeszcze przez jakiś czas prosił ją o dalsze galopowanie, ale też nie było to długo, bo przecież jeszcze trzeba było jakoś wrócić. Kiedy Luczek w końcu uznał, że tego galopu naprawdę już starczy, a przecież trwał on i trwał, zaczął przygotowywać siwą do przejścia półparadami. Dopiero kiedy zaskarbił sobie nimi jej uwagę domknął ją w pomocach, tak, aby zwolniła do kłusa, w którym dał jej więcej wodzy, ale dosiadem i "ciężkim" anglezowaniem starał się wyciszać tempo, tak, aby się Promka po prostu stopniowo uspakajała po intensywnym galopie. Dość szybko poprosił ją też o przejście do stępa i w nim pozwolił jej całkowicie wyciągnąć przed siebie szyję. Nie zapomniał jej też poklepać i pochwalić za bardzo ładne zachowanie! Już w stępie na spokojnie pokierował ją na łuk wgłąb plaży, tak, aby po nim zacząć zawracać, tym samym po chwili już kierowali się tym samym brzegiem, ale w stronę, z której przyjechali. Dobre kilkanaście minut mieli przeznaczyć teraz na wyciszające stępowanie, podczas którego klacz mogła powoli zacząć dochodzić do uregulowania swojego oddechu. Mężczyzna zerknął kontrolnie na zegarek, aby czas mieć pod kontrolą, a w międzyczasie z przyjemnością chłonął ten trochę surowy krajobraz, bo jednak plaża bez słońca, taka zimna i pusta, wydawała się dość dzika. Niemniej nadal na niej pozostawali, bo przez te naście minut nie zdążyliby pokonać całej odległości, jaką nabili wcześniej galopując i kłusując.
edit:
Po upływie czasu optymalnego na wyrównanie oddechu i po prostu odpoczynek, Luczek nieznacznie nabrał wodze, na tyle tylko, aby móc klacz zaokrąglić w dół na długim kontakcie. Zaraz po tym posłał jej pojedynczą półparadę, po której nastąpił z jego strony lekki, precyzyjny impuls do ruszenia kłusem. Miał to być kłus bardzo lekki, spokojny i taki trochę gimnastyczny, jasne, z zaangażowanym zadem, ale niekoniecznie bardzo dynamiczny. Podczas anglezowania działaniem ciężaru determinował obciążenie w tylnej części konia dzięki czemu siwa mogła się w równowadze wyciągać w przód-dół szyją. Ten kłus nie trwał długo, bo po paru minutach mężczyzna ponownie zainicjował przejście do stępa, tylko po to, aby w nim pokonać kolejnych kilka minut wzdłuż plaży. Rozpoznawał jakieś punkty orientacyjne u skraju plaży, dlatego był w stanie ocenić, ile mniej więcej zostało im do finalnego zjazdu na drogę powrotną bezpośrednio do stajni. Z tego względu, świadomy pozostałej odległości, niedługo znów zaprosił Promkę do kłusa, a po niewielkiej ilości kroków w nim raz jeszcze zainicjował galop. Podobnie jak w kłusie, dążył do spokojnego, naprawdę "delikatnego" tempa, takiego jakby z nóżki na nóżkę. Jeśli wcześniej biegli na wyścigu, tak teraz bardzo spokojnie truchtali jak podczas jakiejś luźnej rozgrzewki. Oczywiście w przenośni. Na początek siedział w siodle, dosiadem wyjeżdżając każdą foule, tak, aby rzeczywiście ustanowić raczej leniwy rytm, przy tym cały czas działał na rzecz poruszania się siwej w zaokrągleniu. Po jakimś czasie zaczął jej stopniowo oddawać wodze, tak, aby mogła się już znacznie luźniej rozciągnąć, a jeśli była grzeczna, to oczywiście nie omieszkał jej poklepać po szyi. Dopiero po takim luziku przez może maksymalnie jakieś trzysta metrów (to w zależności od jej kondycyjnego stanu) zwolnił podopieczną do kłusa, w nim także pozostawiając jej długą wodzę na jakiś niedługi czas - bo w końcu na horyzoncie pojawił się ten wjazd w lasek, przez który wjechali na plażę. Ostatecznie więc domknął kobyłę w pomocach, aby przeszła do stępa już na dobre. W tym chodzie dotarli do "swojego" wyjścia z plaży, i tak jak na początku terenu, czekało ich jeszcze kilkanaście minut drogi do stajni, którą przebyli już odpoczywając na luźnych szelkach.
[ zt ]Integrity Promise - 2020-03-20, 17:00 Siwa należała do koni, którym się pokłady energii to prawie nigdy nie kończyły. Woda już jako tak jej nie "przerażała", ale dalej uważała ją za zło konieczne. Wolała zdecydowanie czas, jak kroczyli po piasku choć było to trudniejsze i bardziej wymagające. Galopowała jednakże cały czas chętnie do przodu, aż do momentu kiedy właściciel zdecydował inaczej. Jakoś bez większego oporu po porządnym rozgalopowaniu się, Promise zeszła do kłusa i mimo że te tempo nie było ślimacze, ale to też nie za wolne. Takie pośrednie można powiedzieć, a to chyba takiego też facet oczekiwał. Mniej więcej sytuacja była podoba w stępie, gdzie klacz chwilę później do niego przeszła po kłusie. Parsknęła w odpowiedzi na pochwały ze strony właściciela, pojechali w głąb plaży i zawrócili tam w kierunku skąd przyszli. Po zawróceniu wrócili też na brzeg plaży, by kroczyć wzdłuż niego naprzód. Klacz mimo aktywnego kroku rozluźniła się i uspokoiła, nie tracąc przy tym zainteresowania otoczeniem, jak i właścicielem. Choć kroczenie bez celu w końcu zrobiło się dla niej nieco nudne, to nie szalała jakoś ze względu na wcześniejsze zmęczenie. Wyczuła nadchodzącą zmianę, dlatego dość gładko weszła z nim na kontakt i przeszła do kłusa. Siwa dalej kroczyła aktywnie, znaczy nie ślimaczyła się ani też nie pędziła przed siebie. Pracowała dalej nienagannie swoim siwym zadkiem. W zasadzie jednak tylko przez kilka minut, bo zeszli potem ponownie do stępa. Po kolejnej chwili jednak przeszła z powrotem do kłusa, a po kilku krokach do galopu. Spokojnie i kłusowała i galopowała, dalej choć nie ślimaczo, to i nie przesadnie pędząc przed siebie. Jakoś nie umiała się poruszać tempem ślimaczym, ale starała się dopasować do właściciela. Kawałek w tym chodzie jechali naprzód, gdzie siwa zaczęła stopniowo odpuszczać i się rozluźniać. Po tym czasie zwolniła do kłusa ponownie, by zobaczyć lasek wraz z wyjazdem z plaży. Przed nim zwolnili do stępa, by wyjechać z plaży przez ów lasek i skierowali się z powrotem do stajni.