Angel's Wings - 2015-07-18, 18:16 Los od początku ich przejazdu płatał im psikusy, na szczęście po rozpoczęciu przejazdu od nowa udawało im się jakoś pokonać na czysto przeszkody. Ruszyli prosto ku drugiemu członowi szeregu: stacjonacie 105 cm. Angel cały czas starał się mimo dotychczasowych psikusów losu pozostać skupionym i jak zawsze starał się dawać z siebie 200% normy. Po 3 foule dostał od Caroline sygnał do wybicia, na co też zaraz zareagował odrywając przody a potem tyły od ziemi i składając się w skoku, współpracując cały czas z jeżdżcem i wylądował na lewa nogę przeskakując drugi człon na czysto.
Następnie kobieta pokierowała go przez obszerny najazd na stacjonatę z rowem, która miała być następną przeszkodą. Trochę przyśpieszył podczas najazdu, cały czas poruszając się aktywnym tempem, jednocześnie gdy jechali przy barierkach otrzymywał pół parady od jeźdźca, co dodatkowo skoncentrowało go przed kolejną przeszkodą. Zastrzygł uszami i parsknął nerwowo mając przed sobą stacjonatę z rowem, jednak zaraz skupił się, postawił uszy na sztorc, poprowadzony na sztorc wybił się energicznie po otrzymaniu sygnału, złożył do skoku zgrywając się z jeżdżcem i wylądował pokonując stacjonatę na czysto. Zadowolenie z pokonania przeszkody rozpierało go, zachował jednak spokój.Następnie ruszyli ku przeszkodzie szóstej, którą był okser 110 cm, gdzie wszystko odbyło się podobnie i szóstkę również przeskoczyli bez problemu.Leon - 2015-07-18, 19:30 Oj nadawał się nadawał, faktycznie andaluzy rzadko spotykane co nie znaczy że nie mogły startować w końcu nawet fryzy były spotykane w niższych klasach. Ważne że koń oraz właściciel dobrze się bawili oraz czuli we własnym towarzystwie. Jechali na razie na czysto była dość spora odległość do kolejnej przeszkody zdecydował się na lekkie dodanie w tempie wjeżdżając kolejno na dwa łuki, dość można powiedzieć agresywnie zaatakował piątą przeszkodę. Wiedział że mógł z siwkiem pozwolić sobie na ciasne zakręty nawet w szybszym tempie, jako ujeżdżeniowiec był to tego przystosowany. On nie zmiernie się cieszył z wszechstronnego konia z którym można robić wszystko jak na załączonym obrazku, tak czy siak dojechali pod przeszkodę gdzie dodał łydkę by wzbić się z ogierem w powietrze, złożyć oraz wyciągnąć nadgarstki do przodu za jego pyskiem. Wylądowanie na prawą nogę oraz dodanie w tempie i dojechanie do barierek, zakręcenie na kolejną przed ostatnią przeszkodę. Zakręcili wyjeżdżając na prostą by zrobić kilka kroków i wzbić się do lotu, jak na parę debiutantów w skokach dość dobrze im szło nie uważacie? Przygotowanie do ostatniej przeszkody, mocne skupienie przez wysyłanie półparad po czym szybki dojazd do czwórki. Zadecydował się na nieco dalsze odbicie by skok końcowy wyszedł dłuższy i bardziej efektowny, podciągnął siwka do skoku składając się z nim w locie by zaraz wylądować. Pochwalił go klepaniem po szyi zwalniając do kłusa, potem stępa i zjechaniu z parkuru.
z.tChristian Levrull - 2015-07-19, 17:40 Do drugiego członu szeregu do końca siedział w siodle, nie dając mu możliwości przesadnego wyciągnięcia się w tej konfiguracji przeszkód, gdyż mogło to poskutkować zrzutką. Cały czas rozmawiał z pyskiem ogiera, mając go zamkniętego na pomocach. Po odliczonych 2 foulach między przeszkodami posłał go w łydce do skoku, samemu wchodząc w półsiad, płynnie idąc ręką za ruchem i szukając odpowiedniej równowagi strzemionach potrzebnej również przy lądowaniu. Lądowanie na lewą nogę i szeroki najazd po łuku do kolejnej linii, na której wcześniej spotkał komplikacje ze swoim innym koniem.
Naprostował go parę fouli przed komibnacją trzech przeszkód ustawionych w linii. Jadąc Szerka dość mocno dołem, pilnując by przesadnie nie obciążał przodu zamknął go na dwóch równych po obu stronach pomocach i w takim ustawieniu dojeżdżając do miejsca wybicia. Tak jak wcześniej z klaczą, tak i z ogierem zdecydował się na trochę dalsze wybicie (ale pasujące). Już w dojeździe do odskoku czuł jak ten zaczyna ignorować jego pomoce, swoją uwagę bardziej koncentrując na czymś z boku niż na stacjonacie z rowem. Kiedy wreszcie zareagował na jego mocniejsze działanie pomocy, już było za późno. Nie odpowiedział na wysłane do skoku pomoce we wcześniej wybranym, dalszym miejscu wybicia, tym samym ogier dodał sobie małą foule przed, co poskutkowało wybiciem się za mocno spod przeszkody i od razu po wejściu w skok rozbudowaniem jej górnej cześci przodami. Skok był dość mocno w górę, więc Chris musiał szybko pośpieszyć się ciałem, by chociaż w skoku ogier nie dostał, dosadnie mówiąc, po mordzie. Lądowanie i po lądowaniu od razu mocniejsza łydka z ostrogą, by wraz z półparadami znów skupić uwagę konia na sobie.
Udało mu się to, stąd mógł prawidłowo odmierzyć sobie foule do drugiej przeszkody w linii, w odpowiednim miejscu posłać dość precyzyjne i mocniejsze niż wcześniej sygnały i pokonać oksera w dość dobrym stylu i na czysto. Powrót w siodło, od razu dojechanie ogiera dołem, by przygotować go do trzeciej w linii przeszkody.Christian Levrull - 2015-07-19, 17:41 Kolejny koń, z którym miał styczność po raz pierwszy, w sumie w trakcie tych zawodów udało mu się startować tylko na jednym swoim, gdyż reszta była zbyt zajebista na te zawody.
Do rzeczy jednak. Siwka miał kiedyś na oku, ba, zastanawiał się kiedyś nad jego kupnem, zdecydował się, więc spróbować go podczas tej próby, by wiedzieć na przyszłość jaki jest pod siodłem, tym bardziej, że ogier nie miał stałego jeźdźca. Rozgrzewka zaczęła się od poznania konia, by wyczuć jaki jest na pomocach, czy prawidłowo galopuje/kłusuje, stopień zaawanasowania/wygminastykowania etc. Jak na razie był z ogiera zadowolony, na skokach też się nie zawidół, raczej nie mając wiekszych problemów w podprowadzeniu go do przeszkody i oddaniu czystego skoku. Po tej zapoznawczej rozgrzewce udał się na parkur, jako, że została przed nimi tylko jedna para. Kiedy tamta była w trakcie przejazdu on z siwkiem kręcił się między przeszkodami pokazując mu (prawie) każdą z przeszkód.
Po dzwonku zatrzymał się, skłonił się głową, by następnie zagalopować na prawo tak, aby najechać za dwójką na jedynkę. Od samego początku mocno jechał go dołem, do tego półparadami rozmawiając z jego pyskiem i ciałem, chciał aktywnie idącego konia, postawionego na pomocach i do kontroli na przodzie, by w razie czego móc szybko zareagować (skrócić/wyciągnąć) przed jakimś problemem w parkurze. Kiedy wreszcie doszli do odpowiedniego według chłopaka tempa zakręcił na jedynkę, pilnując prostopadłego najazdu i prostego konia w dojeździe do przeszkody. Jeśli próbował wyrywać mógł poczuć ptrzytrzymanie na pysku i bardziej wycofane ciało chłopaka, który chciał co skrócić. Jeśli natomiast zaczął samoczynnie się skracać przed przeszkodą "czając się", wypchnął go z biodra dodając do tego łydkę i trzymając go na kontakcie szukał miejsca wybicia. Udało im się prawidłowo wejść w odskok, gdzie posłał go do pokonania oksera. Sam płynnie wszedł półsiadem, idąc ręką w skoku i to wszystko w równowadze - również przy lądowaniu. Po czystym skoku lądowanie na prawo i od razu łydką dojechanie do ręki, do wcześniejszego tempa.
W zakręcie na dwójkę cały czas rozmowa z pyskiem i w zamkniętych pomocach pilnowanie tempa. Jako, że pozostawał w pomocach pozwolił sobie na ciaśniejszy zakręt za siódemką, by idealnie wyjechać na wprost stacjonaty, od razu naprostować go na równych po obu stronach pomocach. Wielki plus dla siwka, gdyż jak na razie prawidłowo odpowiadał na wszystkie jego "zachcianki", tak samo przy dwójce, do której podprowadził się idealnie do miejsca odskoku, wchodząc pewnie w pokonanie przeszkody. Chłopakowi zostało tylko wejść w półsiad razem z nim, wraz z ręką i wrócić w siodło przy lądowaniu.
Jako, że trójka była w linii od razu po pokonaniu przeszkody wrócił w siodło dojeżdżając go dołem by nie zgasł, zostawiając go na elastycznym kontakcie, podniósł go do oksera. Tak jak wcześniej udało mu się zmieścić odpowiednią ilośc fouli, którą wybrał podczas oglądania parkuru, więc pokonaniu oksera przyszło im nad wyraz łatwo, kiedy ten odpowiedział na wybicie w wybranym przez Chrisa miejscu odskoku. Poszedł za siwkiem w półsiad, przy lądowaniu od razu dojeżdżając go dołem by wrócić w dobre tempo i przygotować do zakrętu na lewo na kolejną przeszkodę. Cicho pochwalił go - musiał przyznać, że mimo tego, że czasami próbował wyjść z pomocy, to bardzo dobrze mu się na nim jechało - tym samym prezentowali jak na razie bardzo równy, no i czysty przejazd.Christian Levrull - 2015-07-19, 17:42 Były to już ich kolejne zawody, więc powiedzmy, że jutro trochę się poznali we dwójkę, wiadomo, że klacz zawodnika nadal zaskakiwała, że ta zgadzała się na jego pomysły, ale wyglądało na to, że może zaczęła pomału mu ufać po siodłem; oczywiście nadal pokazując swoje "różki", ale zaczęli być po prostu parą. W szeregu poczuł, że klacz czeka na jego sugestię (pomoce), pozostając cały czas czujną, wykorzystał to prawidłowo pokonując drugi człon szeregu - odbicie wyszło w idealnym miejscu, a w trakcie wybicia on sam wszedł za jej ruchem półsiadem podążając ręką za jej pyskiem w trakcie lotu, pozostając jednak cały czas na kontakcie, by przy lądowaniu wrócić miękko w siodło i od razu móc ją ustawić na kontakcie dojeżdżając pewnie łydką do ręki, by nie stracili wcześniejszego tempa.
Lądowanie po szeregu było na lewo i tym razem zdecydował się na szeroki najazd na linię stacjonata-okser, cały czas w trakcie łuku rozmawiał z jej pyskiem półparadami nadal mając ją zamkniętą w pomocach. Naprostował ją na linię parę fouli przed stacjonatą z rowem. Wycofał ją ponownie bardziej na zad, podnosząc czas, płynnie działając półparadami, by zachęcić klacz do zejścia do ręki i pozostania do końca na kontakcie. Podprowadził ją pod piątkę, korygując wybicie na nieco dalsze, by przy bliższym podejściu klacz nie zapatrzyła się w rów, mimo, że wiedział, że takie rzeczy raczej nie robią na niej wrażenia to nie chciał kusić losu, po prostu. Udało się prawidłowo pokonać pierwszą przeszkodę w linii, po której od razu wrócił w siodło, nie dając się klaczy za bardzo wyciągnąć w dojeździe do oksera, do którego wcześniej wyliczył sobie foule.
Na nic wyliczenie, gdyż w pewnym momencie klacz zaryła dość mocno (i wyczuwalnie) o podłoże, tak, że chłopak prawie wylądował na szyi klaczy. Ledwo wrócił w siodło i już przed nimi wyrosła szóstka, był świadom tego, że nie mają prawidłowej odległości, miał do wyboru albo wypuścić klacz z dalszego wybicia co mogło być ryzykowne, że siła z jaką pójdzie do skoku nie starczy do tego, by oksera pokonać, ba, a nawet mogła w niego wpaść. Mógł również podprowadzić ją zbyt blisko, gdzie prawie pewna była zrzutka przodami i możliwość również władowania się w okser. Zdecydował się więc na puszczenie klacz z dalszego wybicia, na szczęście po potknięciu udało im się dośc szybko wrócić na pomoce, przez co zamykając ją w łydce dał jej sygnał do dalekiego skoku. Na szczęście klacz nie odmówiła tak ryzykownego posunięcia wchodząc w wysoki i długo skok, na co chłopak był przygotowany, więc odnalazł w półsiadzie dość szybko równowagę strzemionach, ręką idąc na ruchem klaczy i pokonując efektownie z klaczą oksera! Przy lądowaniu rozemocjonowany pochwalił ją głosem uśmiechając się sam do siebie, samemu wracając w półsiad w dystansie i skupiając sie na stojącej przed nimi kolejnej przeszkodzie - de facto też w linii do piątki i szóstki.Christian Levrull - 2015-07-19, 17:43 Już po dość długiej rozgrzewce wiedział, że na parkurze mogą pojawić się komplikacje. Na początku całkiem dobrze mu się ją prowadziło, mimo tego, że miała dość długą przerwę (nie tylko w startach), prawidłowo prowadziła się na pomocach, odpowiadając na nie w kolejnych etapch rozgrzewki coraz szybciej i chętniej. Kiedy jednak doszli do pierwszych skoków zaczęły się schody. Już w najeździe na pierwszą kopertę klacz pływała, za pierwszym razem nawet odmawiając skoku (mimo ostrogi z batem), poprosił więc osobę z którą się rozgrzewał, by na stojąc z boku pogoniła klacz na przeszkodę. Tym razem skoczyła - odblokowując się prawdopodobnie i następne skoki mimo trudności w najeździe (wyrywanie lub wręcz za mocne skrócenie, pływanie etc.) pokonywała przeszkody na czysto.
Kiedy wreszcie usłyszał w głośnikach wywołaną ich parę, zamknąwszy ją w pomocach uspokajająco poklepał ją, mimo wszystko chwaląc, gdyż klacz na końcu (w porównaniu do początku) szła o niebo lepiej; następnie ruszył w stronę parkuru. Gdy para przed nimi była w trakcie przejazdu on sam kręcił się z klaczą po parkurze, pokazując jej kolorowe drągi, ciesząc się, że w sumie zdecydował się z klaczą na LL, gdzie nie muszą się spodziewać podmurówek i innych, w końcu właśnie ta klasa, wraz z L była kategoriami, dla koni młodych i niedoświadczonych w startach. Już sama publika była wystarczającym "straszakiem".
Wreszcie dało się słyszeć dźwięk dzwonka rozpoczynający ich start, stąd przeszedł z klaczą do stój, skłonił się, by następnie zagalopować na prawo szerokim łukiem jadąc za piątką i podjeżdżając aż pod ścianę. W trakcie tego szerokiego łuku ponownie wprowadził ją na stabilny kontakt, aktywnie działając półparadami, by również nieco odpuściła w potylicy wchodząc na nie za mocne ustawienie. Jechał dziś na klaczy na dość cienkim wędzidle, by w razie czego nie musieć się z nią szarpać - stąd sam musiał kontrolować swoją rękę na tyle, by nie dostała po zębach bez przyczyny. Zamknął ją więc w łydkach, skupiając się na tym, aby równo prowadzić ją w łydkach, aktywnie posyłając do przodu, do swojej ręki, która ową energię miała kumulować. Wreszcie zeszli ze ściany pozostając w aktywnym, kontrolowanym tempie w dojeździe na wprost jedynki, o dziwo płynnie dojechali do stacjonaty, jedynie parę fouli przed, gdy klacz zorientowała się, że jadą na przeszkodę próbowała nieco spłynąć na lewo, ale dociśnięta lewa łydka do boku klaczy wraz z przybliżoną do szyi lewą dłonią uniemożliwiła jej ten manewr, została więc zmuszona do skoku, który na szczęscie pokonała na czysto.
I tyle było z płynności, gdyż po dwójce poczuł jak odpaliła wrotki, nie dał się jednak zdenerwować nadal płynnie działając półparadami na jej pysku, siadając w siodło starał się ją bardziej wycofać na tyły jeśli było trzeba na chwilę mocniej działając obiema dłońmi tak, by wyglądało to jak część parady, różniającej się jedynie dodaniem pewnej łydki na przód, by klacz nie przeszła do kłusa. W połowie dystansu do drugiej stacjonaty wrócili znów do płynnego, aktywnego (może nieco za bardzo) galopu równo dojeżdżając (i o dziwo prosto!) do dwójki, siadając w siodło parę fouli przed znów wycofał ją przed skokiem, przymkniętą w pomocach podprowadzając do miejsca odskoku, gdzie wypuścił skumolowaną energię w miejscu wybicia, by oddać z klaczą poprawny skok.
Udało im się wylądować na lewo, więc do trójki już tylko musieli skupić się ponownie na prawidłowym najeździe. Niestety lekki łuk w tej linii motywował konie do spływania na prawo, ale Christian i tym razem przymknął ją zewnętrzymi pomocami uniemożliwiając spłynięcie na prawo (działająca ostroga i przymknięta zewnętrzna ręka na pewno ją zniechęciła do tego manewru). Pojawił się inny problem w dojeździe - klacz zaczęła galopować nieco bokiem w ucieczce przed zewnętrzymi pomocami, przez co najazd przestał być prostopadły. Na korekcję zareagowała dopiero parę fouli przed, ale na tyle wcześnie, by ten zdążył ją naprostować, od razu przymknąć w pomocach i podprowadzić do odpowiedniego miejsca wybicia spod oksera, którego znów pokonali na czysto w całkiem niezłym stylu - chłopak cały czas starał się, by klacz nie oberwała przypadkiem po mordce, płynnie idąc ręką w skoku i samemu szukając sobie równowagi w strzemionach, a nie na jej ciele.
Po trójce wylądowali niestety na prawo, dlatego po przegalopowaniu 4 foul przeszedł z klaczą do kłusa (gdyż nie reagowała na pomoce do lotnej) od razu zagalopował na lewą nogę, by pochwalić ją za ten przejaw podporządkowania. Mocno trzymając ją na pysku aktywnie galopował do czwórki, skupiając się przede wszystkim na prostej sylwetce klaczy, by nie powtórzyła się sytuacja sprzed ostatniej przeszkody. W dojeździe do stacjonaty zaprezentowali równy, dobrze wyjechany zakręt, mimo prób ucieczki klaczy z kontaktu wystarczało parę półparad, by ponownie wróciła do ręki, więc zaczęła ich jazda wyglądać nawet w miarę zgranie. Znów do odbicia wycofał sylwetkę, siadając w siodło, nieco podnosząc ręce by mieć większą kontrolę z pyskiem klaczy i ponownie pokonanie przeszkody na czysto, na co cicho po lądowaniu ją pochwalił, by galopować na lewą nogę dalej do kolejnej przeszkody.Champagne - 2015-07-19, 17:46 Po powrocie na parkur była nieco rozkojarzona, jednak przed ponownym wjazdem oddały tylko jeden skok, a te 15 minut stania w trakcie kucia zrobiło z niej konia, który myślał, że już po wszystkim i można odpocząć. Jakie było rozczarowanie gniadej, gdy okazało się, że to był dopiero początek. Zatrzymała się przed sędziami tak jak chciała dziewczyna, parskając podirytowana tym, że z sekundy na sekundę jej ciało stawało się nieprzyjemnie mokre. Gdy dostała sygnał do galopu weszła w niego nieco za mocno się zrywając, przez co mogła od razu poczuć jak dziewczyna pewnie gasi jej zapędy, chcąc wyregulować tempo. Na początku Champ zagryzła wędzidła kładąc nerwowo uszy po sobie i zamiast zwolić zaczęła drobić bardzo szybko w galopie, nienaturalnie podskakując, tak, że nawet Noa mogła poczuć niewygodę. Gdy jednak dziewczyna wypchnęła ją z biodra gniada zaczęła odpuszczać po chwili już mieląc wędzidło i wchodząc w aktywne tempo w galopie (które zresztą miała w miarę "naturalne", jako, że była koniem bardziej do przodu niż do pchania). Prawidłowo dała się podprowadzić do jedynki o dziwo nie atakując jej jak zawsze - mogło to być spowodowane coraz mniej pewnym podłożem, nie była głupia, szanowała swoje nogi, wola więc jednak wręcz nieco się "skrócić", a nie atakować przeszkody. W miejscu wybicia mocno poszła w górę z zadu, robiąc dość spory zapas ku ucieszy widzów, efektowanie baskilując i składając się - co jak co, ale technika skoku klaczy zawsze była prawidłowa, prawie nigdy nie wisiały jej nogi, a kręgosłup w skoku nie był odgięty. Przy lądowaniu klacz spięła się, nie zamierzała się wywrócić, więc kosztowało ją to sporo wysiłku, by wylądować w równowadze.
Do dwójki galopowała pewnie, ale już nie tak aktywnie jak wcześniej, skupiając się na tym, gdzie stawia kolejne kroki, spinając przy tym jak nigdy mięśnie chcąc złapać równowagę podczas każdej fouli. Zostając na pomocą nie szarżowała dziś próbując zaufać dziewczynie w jej decyzjach na parkurze. Podprowadzona w odpowiednie miejsce wybicia chętnie odpowiedziała na jej pomoce do skoku ponownie mocno wybijając się z zadu, znów z zapasem, mniejszym jednak niż wcześniej, złożyła się poprawnie skoku, mocno nurkując pyskiem za przeszkodę, przy lądowaniu poprawiła do tego jeszcze zadem, bojąc się, że zrzuci drąga. Była koniem szanującym drągi, a ewentualne zrzutki wynikać mogły jedynie z niezgrania się jej jeźdźca z nią, gdyż nawet czasami mimo źle wymierzonej odległości potrafiła wyratować się w skoku siłą odbicia i pokonać przeszkodę na czysto. Po dwójce lądowanie klacz wylądowała od razu na prawo odpowiadając na pomoce dziewczyny. Wróciła do wcześniejszego tempa, płynnie i prawidłowo galopując przed siebie.
Poprowadzona przez dziewczynę szerszym łukiem skorzystała z niego ponownie odpowiadając na pomoce dziewczyny i poszerzając niepewnie foulę galopowało do trójki. Skrócona wycofała się bardziej na zad, automatycznie kondensując ciało i łapiąc równowagę na nowo wyregulowała foulę. Płynnie dała się podprowadzić dziewczynie znów wchodząc wraz z nią w dobre miejsce wybicia, oddała poprawny technicznie skok, ponownie poprawiając efektowanie zadem, w trakcie lądowania skupiając się na złapaniu równowagi; łapała ją dość szybko, gdyż dziewczyna miała na tyle dobrą równowagę w siodle, korzystając ze strzemion, że nie przeszkadzała jej ani w skoku, ani w lądowaniu czy wybiciu, przez co chętnie oddawała skoki.
Deszcz działał naprawdę dekoncterujaco, co musiało się wreszcie odbić na tej parze. Mimo dobrego dogalopowania klaczy do szeregu i prawidłowego odbicia, tym razem jednak klacz chciała oddać bardziej ekonomiczny skok, widząc, że ma przed sobą kolejną przeszkodę w szeregu, w trakcie pierwszej fazy lotu nieoczekiwanie spóźniona ręka dziewczyny odbiła się na jej pysku przez co zadarła łeb w locie odginając do tego plecy i tym samym posypał się skok klaczy technicznie nie tyle, że w trakcie zejścia do lądowania zahaczyła tyłami w locie, strącając górnego drąga. Kiedy gniada wylądowała od razu (mimo tego, że byli w szeregu ) bryknęła by się odwdzięczyć, kładąc po sobie uszy w mokrej grzywie ruszyła agresywną foulą na drugi człon przeszkody, no to czas na sprawdzenie równowagi dziewczyny w siodle! White Chocolate - 2015-07-19, 17:47 Dopiero co pojawił się w nowym miejscu, a już posyłali go na zawody. Oczywiście był już do tej otoczki przyzwyczajony, ale podekscytowanie w trakcie rozgrzewki i znajdywania się wśród tylu koni robiło swoje. Nowe miejsce jak i biegające mu przed nosem (dosłownie, w końcu za duży wśród większych koni to on nie był) klacze również nie pomagały. Stąd w trakcie rozgrzewki dziewczyna parokrotnie musiała postawić na swoim, gdyż tu wspinał się, tu skupiał swoją uwagę kompletnie na czym innym, by wracając myślami do jazdy efektowanie bryknąć, czy ponieść na przeszkodę. Na szczęście kiedy trochę się zmęczył i przyzwyczaił do otoczenia zaczął sprawiać mniej problemów w trakcie rzogrzewki i summa summarum opuścili rozprężalnie z dobrą końcówką.
Kiedy wreszcie pojawili się na parkurze, furcząc i po chwili rżąc dość głośno nabuzowany zaprezentował efektowny kłus/caplowanie, rolując się w szyi i łypiąc oczami na prawo i lewo, machał nerwowo ogonem. Dopiero, kiedy dziewczynka sprowadziła go na ziemię mocniejszym działaniem wodzy zatrzymał się podczas ukłonu, by następnie wejść w galop od razu zaokrąglając nabudowaną mięśnami szyję. Trzeba było przyznać, że ogierek był mocno reprezentacyjny, jako licencjonowany ogier miał nienaganny ruch, budowę i technikę skoku. Przy galopie do pierwszej przeszkody prezentował mocną, dużą jak na jego wzrost foulę z charakterystycznym galopem "pod górkę", co jakiś czas próbował uciec z kontaktu zadzierając nagle łeb, ale dziewczynce udwało się mocnym działaniem ręki ponownie wprowadzić go na kontakt. Odpowiedział na dodanie, aczkolwiek kiedy zobaczył przeszkodę przed sobą zagryzł wędzidło nie dając się skrócić przed stacjonatą, atakując go mocną foulą. Na szarpanie się było już za późno, zostało Adele tylko przypilnować tego, by nie spłynął - co jej się udało, gdyż w miejscu wybicia odpowiedział na sygnał do skoku, wchodząc przesadnie mocno w skok, czego wynikiem było agresywne tempo przed przeszkodą. Przeszkodę pokonał z prawie półmetrowym zapsem - ku ucieszy publiczności. Od razu pokazał też swoje zadatki na wyższe konkursy, które już miał okazje jeździć. Na szczęście Adele nie spóźniła się ciałem w skoku, więc przy lądowaniu nie dostając po zębach wrócił na kontakt, pewnie galopując do przodu o dziwo teraz wchodząc na pomoce, w przeciwieństwie do wcześniejszego jego "pokazu siły".
Do dwójki nieco skrócił foulę nie przejmując tymczasowo kontroli nad ich jazdą. Prawidłowo odpowiedział z zakręcie na jej pomoce, przez co mocniejszy łuk do dwójki pokonali w bardzo dobrej równowadze, czego wynikiem było idealne wejście w miejsce odskoku wybrane przez dziewczynę, mimo skoku po ukosie, pokonał ją na czysto, z lekkim zapasem, prawidłowo baskilując w trakcie skoku, mocno nurkując nosem za przeszkodę - już dziewczyna powinna się zorientować, że w jego przypadku będzie musiała pilnować się z oddawaniem ręki, by jego zapału nie zgasić, bo mógłby pogorszyć się technicznie. Miał całkiem niezłego jeźdźca wcześniej, więc raczej takich rzeczy nie doświadczał, w przypadku takich koni już czasem lepiej oddać trochę za dużo wodzy, niż nie pójść za jego ruchem.
Chętnie galopował do kolejnej przeszkody, stawiając ciekawsko uszy na okserka. Czując, iż dziewczyna zamyka go na pomocach - pozostał grzeczny i czujny, chętnie jak na razie z nią współpracując. Dał się podprowadzić do miejsca wybicia wybranego przez dziewczynkę, by następnie wejść w prawidłowo technicznie skok mocno rozciągając się na przeszkodą, ponownie oddając mało ekonomiczny skok z solidnym zapasem. Korzystał również z jej oddania wodzy, umożliwiając sobie prawidłowy lot, jak i później lądowanie. Kiedy wróciła w siodło dał się dogalopować dalej, wracając na pomoce i wcześniej obrane tempo.
Dobrze czuł się w ciasnych zakrętach, jak na razie był w stałym treningu, więc nie robiły na jego ciele wrażenia takie manewry. Pozostał w pewnej równowadze, galopując aktywnie do przodu, ale pozostając pod kontrolą - mielił chętnie wędzidło rozluźniony w potylicy. Przed czwórką samoczynnie się skrócił podnosząc bardziej przód, by wejść w skok w odpowiednim miejscu i tym razem oddać ekonomiczny skok, mimo to ponownie prezentując nienaganny baskil, przy lądowaniu energicznie poprawiając zadem, uważając na zrzucenie drąga tyłami. Po lądowaniu od razu się podniósł chętnie wracając na pomoce dziewczynki.Mistrz Gry - 2015-07-19, 18:02
29; Bolesny skurcz; Jeździec odczuwa bolesny skurcz w nogach, rękach lub plecach, który dekoncentruje go lub upośledza mechanikę ruchową.
Opis:
Jak się okazało, Noa nie zaliczyła sprawdzianu, który przygotowała jej Champagne - ponownie nie nadążyła za ruchem konia, jednakowo wytrącając go z równowagi, co poskutkowało zrzutką także na drugim członie. Co więcej! Zawodniczkę chwycił przykry skurcz w lewej łydce, który trzymał dłuższą chwilę. /przeszkody 4b-6
UWAGA:
Od tego momentu proszę o nie edytowanie swoich kolejnych postów!
31; Bolesny skurcz; Jeździec odczuwa bolesny skurcz w nogach, rękach lub plecach, który dekoncentruje go lub upośledza mechanikę ruchową.
Opis:
Adele złapała kolkę, co jak wiadomo nie było najprzyjemniejsze. Pomimo wyraźnego i silnego dyskomfortu,dała jednak radę dalej poprowadzić kuca przez parkur i pokonać go na czysto.
UWAGA:
Od tego momentu proszę o nie edytowanie swoich kolejnych postów!
I So Bad - 2015-07-19, 18:13 W pewnym sensie poznawali się na zawodach, treningu jeszcze jako takiego nie mieli razem. Dlatego też Bad nie mogła zaprezentować się od tej swojej gorszej strony. Na zawodach najzwyczajniej nie wypadało rozstawać się z jeźdźcem, w dodatku kara lubiła błyszczeń, a przed publiką starała się zaprezentować jak najlepiej.
W szeregu cały czas czekała na impuls, a gdy wreszcie go otrzymała wykonała poprawny skok, od razu lądując na lewą stronę. Jako jeździec Chris nie przeszkadzał karej, ułatwiał jej znacznie pracę, a także gwarantował lekkość i swobodę ruchów dzięki czemu nakierowywana na kolejne przeszkody mogła za każdym razem podejmować z nim współpracę przy pokonywaniu kolejnych przeszkód. Przed rowem weszła na kontakt tak jak o to poprosił, środek ciężkości przenosząc na tył i jednocześnie galopując bardziej pod górę. Tak zmagazynowana oddała solidny skok, nawet z nieco dalszej odległości tak jak zaplanował to Christian. Gotowa była już na pokonanie kolejnej przeszkody w linii, jednak pech chciał, że przez nierówności w parkurze zaczepiła się przodem potykając znacznie. Sam fakt, że Chris nie trzymał jej mocno na pysk pozwolił na szybkie odzyskanie równowagi i wyratowanie się z sytuacji. Problem stanowiło jedynie miejsce wybicia, chwila zawahania bruneta zniecierpliwiła karą, która postawiona pod znakiem zapytania gotowa była sama zaatakować przeszkodę. Jednak w porę otrzymała sygnał i bez zastanowienia oddała skok postanawiając zaufać jeźdźcowi, dzięki czemu oboje wyratowali się z opresji. Skok był doprawdy widowiskowy, a pochwała ze strony Chrisa, utwierdziła karą w tym, że dobrze zrobiła ufając mężczyźnie i dając mu zadecydować.
W przypływie euforii, która udzieliła się także karej paskudzie, pozwoliła sobie na radosne podrzucenie zadem ku górze, zaraz jednak wracając do stanu koncentracji i pełnej gotowości.Mistrz Gry - 2015-07-19, 18:15
40; Szybko zmieniające się warunki pogodowe; Nagłe wahania pogodowe w postaci; urwania chmury/opady śniegu;
Opis:
Przed samym końcem parkuru dopadł was deszcz; nie wpłynęło to jednak na przebieg przejazdu, dokończyliście parkur na czysto, aczkolwiek przemoczeni do suchej nitki.
UWAGA:
Od tego momentu proszę o nie edytowanie swoich kolejnych postów!
Jim Beam Rye - 2015-07-19, 19:20 Już po samej rozgrzewce byłem mokry od potu. Zdecydowanie zawinił tu stres, z którym nie radziłem sobie najlepiej. Przez połowę rozgrzewki byłem mocno zaoferowany innymi końmi, ludźmi oraz całą otoczką zawodów. Dosłownie wszystko mnie płoszyło, co objawiało się w nieoczekiwanych uskokach w bok - nigdy ponoszeniem. Z czasem można było do tego przywyknąć, ale był to dość irytujący z nawyk. Z czasem jednak zrozumiałem, że mogę zaufać Sergowi na tyle, by poczuć się bezpiecznie. Powoli zacząłem się koncentrować na pracy, co dopiero wtedy pozwoliło mi rozluźnić napięte mięśnie. Tak czy inaczej rozgrzewka była dla mnie wyczerpująca, nie tyle fizycznie, co psychicznie.
Stępując przed rozpoczęciem startu pozostawałem czujny, aczkolwiek znacznie bardziej spokojny niż przedtem. Czując, że Sergei przygotowuje się do startu, poddałem się jego działaniom, przywracając wcześniejsze ustawienie. Następnie przeszedłem do kłusa, w którym wkroczyliśmy na parkur. To pobudziło mnie na nowo, wszakże było to dla mnie całkiem nowe miejsce; w każdym kroku zdradzałem swoje podekscytowanie, stąpając nad wyraz lekko i sprężyście. Każdemu krokowi towarzyszyło nerwowe szastnięcie ogona oraz ciche ni to sapnięcie, ni parsknięcie przez zaciśnięte nozdrza. Mimo to pozostawałem pod kontrolą idąc dokładnie tam, gdzie oczekiwał tego Sergei. We wskazanym miejscu zatrzymałem się natychmiastowo do stój, aczkolwiek miałem problemy z ustaniem w miejscu; zacząłem grzebać kopytem prawej, przedniej nogi w ziemi, aczkolwiek nie ruszyłem dopóki nie zostałem o to poproszony. Pierw przeszedłem do kłusa, a następnie do galopu, nie rozpędzając się. Na pierwszy rzut oka było widać, że postępowałem dość zachowawczo. W wyniku pogłębiania, 'rzeźbienia' każdej fouli dosiadem, zacząłem mocniej wkraczać zadem pod kłodę, osadzając na nim ciężar ciała, co z kolei uwolniło moje łopatki. Bijąc kopytami ziemię, w równym tempie zbliżałem się do oksera rozpoczynającego parkur. Galopowałem lekko skrzywiony w szyi w lewą stronę, chcąc prawym okiem objąć większy obszar terenu. Ocena odległości była dla mnie niemałym wyzwaniem, szczególnie w stanie nadmiernego podekscytowania. Dostosowałem się więc do wskazówek jeźdźca i odbiłem się po otrzymaniu łydki. Uwolniłem w tym momencie energię skumulowaną w zadzie, co pozwoliło mi na oddanie skoku z wyraźnym zapasem, który jednak nie był na tyle duży, by sprawdzić jeźdźcowi problem z wysiedzeniem skoku. Miałem dobrą technikę - przede wszystkim byłem staranny, dlatego wyciągnąwszy mocno szyję, podkurczyłem równo złożone przody. Utrzymując odpowiedni tonus mięśni, zachowałem równowagę, już po chwili przymierzając się do lądowania, po którym szybko się pozbierałem, pierwszy krok galopu robiąc nieco mocniejszy niż dotąd. Zupełnie jakbym uprzedził myśli jeźdźca, w czym upewniło mnie delikatnie muśnięcie łydek, po którym utrzymałem poszerzoną foule, kryjącą większy obszar terenu. Dojeżdżając do ściany uległem napięciu, co było wyczuwalne w moich ruchach. Mimo to nie odmówiłem ruchu na przód, prawdopodobnie dając się 'przepchnąć' po upominającej łydce, która odciągnęła moją uwagę od bandy po ślepej stronie. Delikatnym łukiem odbiłem w prawo, wpisując się w zakręt, z którego wyszedłem na wprost stacjonaty. Nie mając w nawyku wyrywania do przeszkody, utrzymałem jednakowe tempo aż do samego końca, gdzie oddałem kolejny, czysty skok. Tym razem odbicie było nieco późniejsze, dostosowane do typu przeszkody, który nie wymagał dalekiego lotu.
Przejechanie tego parkuru było dla mnie niemałym wyzwaniem. Byłem lekko roztrenowany i wyraźnie niepewny siebie - musiałem utrzymywać podzielną uwagę między tym, co działo się dookoła, a tym czego wymagał ode mnie Sergei. Póki co nie sprawiałem mu problemów i - szczerze - nie miałem tego zamiaru, chociaż nie mogłem niczego takiego obiecać. Do oksera musiałem minimalnie zboczyć z trasy, a będąc na wprost niego, pogalopowałem po prostej linii, nie przyspieszając ani nie zwalniając. Zamknięcie w pomocach uniemożliwiło mi spływanie, czego jednak nie próbowałem uskuteczniać. Słysząc głos Serga, skierowałem na niego jedno ucho, po czym odbiłem się po otrzymaniu łydki, bez problemu pokonując kolejny okser. Skok zwieńczyłem dalekim, miękkim lądowaniem, bez żadnego potknięcia.Mistrz Gry - 2015-07-19, 19:22
93; Stres uskrzydla; para podbudowana owacjami, miłym przyjęciem, świetną atmosferą, prezentuje się doprawdy świetnie, pokazując poprzez pierwszą połowę swojego przejazdu najwyższa klasę.
Opis:
Parkur ukończony na czysto.
UWAGA:
Od tego momentu proszę o nie edytowanie swoich kolejnych postów!
46; Szybko zmieniające się warunki pogodowe; poprawa pogody (zwiększenie widoczności/komfort jazdy/wyższa, przyjemniejsza temperatura).
Opis:
Przeszkody 4-5a pokonane na czysto.
UWAGA:
Od tego momentu proszę o nie edytowanie swoich kolejnych postów!