Femme Fatale - 2018-05-10, 19:43 Mogły się tak użerać, Femme lubiła walczyć i dawała za wygraną dopiero, gdy już naprawdę jej się nudziło całe to wywijanie wolt, przez co właścicielka mogła uznać, że postawiła na swoim, ale klacz miała co do tego inne zdanie, jak zawsze. Ruszyła kłusem po użyciu przez Ruth pomocy i trochę zaczęła się rwać na wędzidle, jej kłus był zbyt chętny, ale po prostu klacz dawno nie była jeżdżona i miała chęć galopować niczym wyścigówka, mimo to nie przechodziła uparcie w galop, tylko kłusowała nader aktywnie. Dopiero na kolejnej wolcie trochę się opanowała i zwolniła, starając się ładnie wpisać w figurę, choć opierała się często na pomocach, jakie udzielała jej Ruth. Dopiero wyjeżdżając z wolty znów nastawiła się na szybsze tempo i nawet nie trzeba było jej specjalnie zachęcać.
Po dwóch okrążeniach miała już całkowicie zszargane nerwy chcąc jak najszybciej przyspieszyć, dlatego też niemal podskoczyła z radości, gdy Ruth dała jej sygnał do galopu, więc klacz dosłownie wyrwała się wprzód, ale tylko rozpoczęcie galopu było aż tak zrywne, dalej zaczęła się poruszać w miarę spokojnie swoim dość niewygodnym i wybijającym chodem. Koła, na które sprowadzała ją Ruth trochę mieszały jej w karym łebku, ale mimo to starała się je wyjechać jak najdokładniej, przykładając się do używania wskazówek, które dawała jej właścicielka. Dopiero po wyjechaniu ostatniego zaczęła najeżdżać na drąg, a że był on pojedynczy, to klacz w ogóle się nim nie przejęła, tylko nie rozumiała tego poruszenia w siodle. Sama dostosowała swoją sylwetkę i zgrabnie unosiła odpowiednio nogi, by pokonać owe wyzwanie jakie przed sobą miała. Skakała już wyżej, a to było jedynie do przejścia niczym wiele podobnych gałęzi na padoku, to też klacz niezbyt się przejmowała drągiem, który pozostawiła za sobą i pozwoliła się poprowadzić na dalsze atrakcje.Ruth - 2018-05-15, 06:49 Po drągu zamknęła ją w pomocach na wprost, by skierować się szybko i aktywnie w stronę małego krzyżaka. Przed nim dodała klaczy łydkę i posłała ją do skoku ruchem miednicy, coby podczas lądowania obciążyć lewe strzemię i skierować się na tą stronę z pomocą odpowiednio ułożonych łydek. Na łuku utrzymywała stałe tempo lekkim ruchem dosiadu, aby przejechać obok całkiem wysokiego oksera i zakręcając obok niego wyjechać na wprost na dwa drągi ułożone na foule galopu.
Zablokowała zad klaczy w łydkach, lekko wzmacniając kontakt i unosząc przody, aby zbliżając się do pierwszego drąga, wrócić łydkami tuż za popręg i zachęcić ją do pokonania go. Uniosła się przy tym lekko w siodle, starając się nie przejść do półsiadu, a pozostać w lekkiej fazie zawieszenia, dwa centymetry nad linią siodła.
Po pokonaniu w ten sposób też drugiego drąga wróciła klaczą na prostą, prowadząc ją wzdłuż ściany w galopie, by dopiero kilka metrów od narożnika zjechać na linię prostą do stacjonaty o wysokości 75 centymetrów. Przed nią rzuciła klaczy półparadę i oddała kontakt przesunięciem nieznacznie rąk wzdłuż szyi, następnie zaś dodała jej łydkę, by w miejscu wybicia oddać ją do skoku z łydki, miednicy i przejściem w półsiad.
Podczas lądowania obserwowała już kolejną przeszkodę, obciążąjąc lewe strzemię i zbierając powoli wodzę, aby po lądowaniu obiema nogami pojechać trzy foule na wprost i wziąć klacz bardziej na siebie, przy ostrym zakręcie w lewo na wprost oksera o wysokości 95 centymetrów. Przed nim przygotowała klacz aktywnym najazdem, aby oddać ją do skoku w idealnym miejscu i z pomocą tradycyjnych, ale silniejszych niż zwykle pomocy.
Po pokonaniu go na czysto pogłaskała klacz po szyi chwaląc słownie, przecież Pani Buntowniczka na to zasłużyła i skierowała ją na wprost do krótkiej ściany w celu wyprostowania.Wanda - 2018-05-31, 17:12 /pusto tu jest, wcale nie ma Femme i Ruth
Weszła z Whaczem na parkur, gdzie wcześniej poustawiała sobie przeszkody wedle swojego widzimisię i na szczęście nikt jej tego nie poprzekładał, więc najwidoczniej nikt tu nie urzędował i całe szczęście. Podprowadziła ogiera do ogrodzenia, skąd również wsiadła na grzbiet karego, szybko dostosowując swoją pozycję w siodle i regulując odpowiednio luźno wodze, a następnie poprosiła ogiera o aktywny stęp wprzód, chcąc przez te dziesięć minut krążyć między przeszkodami w różnych kierunkach. Miało to swój cel, ogier się rozgrzewał i dodatkowo zapoznawał ze swoim dzisiejszym torem przeszkód. Miała nadzieję, że kary nie będzie obawiał się podchodzić do przeszkód, ale jeśli sprawiał wrażenie zaniepokojenia, to starała się kilkukrotnie podchodzić do tej konkretnej przeszkody, żeby Whacz mógł ją obejrzeć pierdyliard razy
Dopiero po całym nużącym stępie skróciła wodze i złapała ogiera na kontakt, prosząc go również o przejście do kłusa i skierowała go do zewnętrznej części, idąc dookoła parkuru. Robiła co jakiś czas zmianę kierunku względnie po przekątnej, a dopiero pod koniec pokierowała karego na drągi, żeby jeszcze bardziej sprawdzić jego pracę nad owymi przeszkodami, gdzie kobieta raz za razem przechodziła w półsiad.
Jeśli i te ćwiczenia nie sprawiły mu problemu, Wanda zwolniła ogiera do stępa i pozwoliła mu ostatecznie chwilę odetchnąć, zanim zaczną odpowiednią pracę.Whatever Impossible - 2018-06-02, 23:46
Wanda napisał/a:
[...]
Przyszedł z Wandą na parkur, który był już mniej więcej pod nich przygotowany. Ogier się nieco podekscytował na widok ustawionych przeszkód, ale kobieta bez problemu nad nim panowała. Podszedł pod ogrodzenie, gdzie pozwolił się kobiecie dosiąść. Zgodnie z prośbą kobiety przeszedł do aktywnego stępa i w nim poruszał od zadu w przód. Przeszkody nie robiły na nim przesadnego wrażenia, aczkolwiek respektował je. Krążyli tak przez dziesięć minut, między przeszkodami w różnych kierunkach. Przeszkody jedynie które miały bardzo kolorowe pod murówki, były bliżej doglądane przez konia. Chętnie wszedł miękko na kontakt aktywnie krocząc w stępie przed siebie, by wraz z pomocami od kobiety przejść do kłusa. Skierował się w nim do zewnętrznej części, idąc dookoła parkuru. Wykonał co jakiś czas zmianę kierunku przez przekątną, a pod koniec skierował się wraz z Wandą na drągi. Początki były nieco chaotyczne, bo ogier miał nadmiar energii który musiał rozładować. Najpierw im chwilę zajęło zanim zaczęli przechodzić nad drągami bez większych problemów, jak utrzymanie tempa i skupienia. Dopiero wtedy Whatcz równym tempem najeżdżał na nie, podnosząc wszystkie nogi nad nimi i wyciągając szyję w trakcie tego zadania. Po wszystkim wrócił do stępa na chwilę luzu.Nicol Illas - 2018-06-05, 22:59
Caramello Z napisał/a:
[...]
No to teraz będzie miał okazję do wykazania się na parkurze. Nie będzie się musiał w nie tylko wpatrywać, a będzie nad nimi latał niczym samolot. Miała nadzieję na udany trening, aczkolwiek pierwsze treningi mogą być nieco trudne. Jednak w końcu nie niemożliwe nie? Wyglądał faktycznie jak nieco przerośnięty osiołek teraz.
-No już dobrze dobrze. - poklepała ogiera po szyi. Widząc jego oszałamiające tempo, zachęciła go łydką do nieco energiczniejszego tempa. Miała nadzieję że pomogło lub podpórka dosiadem go zmotywowała, bo inaczej będzie musiała go na wstępie zrzucić na rozgrzewkę na lonży. Jeśli się jej udało bez lonży, to pokrążyli chwilę w stępie dookoła parkuru zmieniając jedynie kierunek przez jego przekątną. Dopiero po pewnym czasie pozbierała go na kontakt i dociążając zad zachęciła go do postawienia go. Wtedy jeszcze moment po stępowali, by przygotować się do poważniejszych ćwiczeń.Wanda - 2018-10-26, 08:40 /usterka nie wie co chciała dalej pisać, ale chrzanić to, trochę nam się urwie najwyżej
Przyzwyczajała się do pracy z ogierem, starając się jak najlepiej dopasować swój dosiad do jego ruchu, co akurat dla niej było zajęciem przyjemnym, ponieważ Whacz nie miał jakiegoś topornego chodu, nie wybijał pod niebo, co już było ogromnym plusem. Kobieta wiedziała, że nie będą idealną parą, nikt nie był, aczkolwiek mogli się postarać o jakieś większe porozumienie, dzięki któremu będzie im później łatwiej współpracować.
Łydkami pilnowała ogiera co do aktywności stępa, korygując go ewentualnie zachętą w postaci żywszej pracy dosiadu. Nie wybierali się jednak na żadną galę na najlepiej wyglądającą parę, to też nie naciskała w sprawie wyglądu tejże pracy.
Kiedy tylko kobieta uznała, że już im starczy tego dreptania, poprosiła ogiera o kłus, a następnie galop i nie zmieniając trasy, przegalopowała ogiera jedno koło wokół ich toru przeszkód. Niby w głowie miała ułożone co chciała przećwiczyć, jednak dała sobie jeszcze ten jeden moment na przeanalizowanie sytuacji.
Następnie nakierowala karego na standardowy drążek, upewniając go przy okazji zamknięciem w łydkach, że oczekuje od niego pojechania tej przeszkody, tak na wszelki wielki jakby miało się ogierowi odwidzieć. Przed przeszkodą dziewczyna zmieniła dosiad na płynny półsiad, wpasowując się w czas, jaki został jej do przeszkody, a w momencie przejścia przez ogiera dodała łydki.
Mając podstawę za sobą wyjechali szlaczek między przeszkodami, jadąc w stronę najzwyklejszej w świecie stacjonaty.Brian - 2018-12-26, 20:33 /Powiedzmy, że nikogo tu nie ma.
Ponieważ nie było aż tak zimno, a dzień był nawet dość pogodny i słoneczny zdecydował się zabrać Bolero na jeden z parkurów, na którym wyjątkowo nie było tłoku. Zapewne część trenujących osób wybrała halę, dlatego mieli praktycznie cały parkur dla siebie i mogli korzystać z ustawionych tu przeszkód. Na razie jednak nie zwracałem na nie większej uwagi. Zatrzymałem Bolero w rogu parkuru, poprawiłem popręg, wyregulowałem strzemiona, by korzystając ze schodka, sprawnie znaleźć się na jego grzbiecie. Następnie dodałem mu lekko łydki, wyciągając lekko w przód ręce, prosząc Bolero o stęp swobodny. Jednocześnie pilnowałem spokojnego stępa, zachęcając ogiera do wyciągnięcia szyi i obniżenia jej, dając mu dużo luzu na wodzach, jednocześnie pilnował go dosiadem i łydkami, gdyby miał ochotę coś odwalić. Wcale go jakoś bardzo o to nie podejrzewał, ale kiedy ma się taką stawkę jak on, można się jednak tego spodziewać. Ponadto nie ingerował specjalnie w to co robił Ravel, oczywiście jeśli niczego nie odstawiał i spokojnie, rozluźniony stępował po parkurze Często przekonywał się, że to dobry sposób, żeby koń przyzwyczaił się do jego obecności na swoim grzbiecie. W końcu zmieniliśmy kierunek jazdy, nie chciałem pozwolić, aby Bolero do końca się zanudził. Po jeszcze chwili zabrałem go na pierwsze koło, przy tym nieznacznie zbierając wodze na kontakt i prosząc go o ciut większe zaangażowanie. Na figurach - bo na jednym kole się nie skończyło - wyginał go od wewnętrznej łydki na popręgu, zewnętrzną cofnął za popręg, pilnowała zadu, wodzami nadawał zgięcie w potylicy i kierunek jazdy. Powtórzył figury na drugą stronę i gdy wrócili pod ścianę posłał mu półparadę, solidnie siedząc w siodle dodał mu łydki, lekko wypchnął z bioder, prosząc o kłus.Bolero de Ravel - 2018-12-29, 21:56 Faktycznie tego dnia wyjątkowo pogoda dopisywała, więc czemu nie skorzystać z jej uroków i nie udać się na dwór na trening? Bardzo dobry pomysł. Zdecydowanie dobrym również pomysłem było to, że wybrać mniej zatłoczone miejsca gdzie nie kotłowali by się wśród innych par. Ogier nie miał problemów z trenowaniem wśród innych, ale co za dużo to nie zdrowo. Po wejściu na parkur zatrzymał się gdzieś w rogu, obrzucając spojrzeniem całe to miejsce. Poczekał cierpliwie aż facet wszystko poprawi, a potem go dosiądzie. Po sygnale wysłanym od Briana, ruszył aktywnym stępem przed siebie. Na razie niósł luźno szyje, pozostając chętnym do wejścia na ewentualny kontakt i zaangażowanie zadu w pracę. Bolero był spokojniejszy od Sens, ale nieco bardziej rozrywkowy niż obie wyścigowe klacze faceta. Na razie w głowie nie miał żadnych szatańskich pomysłów, ale kto go tam wiedział co się wydarzy potem. Zmienili kierunek ruchu na przeciwny, jednocześnie zabrali się też za wyjeżdżanie pierwszych figur. Pierwsze było koło, gdzie starał się jak najlepiej zarysować figurę. Wyginając się od wewnętrznej łydki faceta i wyginając się odpowiednio w potylicy. Natomiast ograniczony zewnętrznymi pomocami nie wypadał z ustawienia i dawał się prowadzić. Jednocześnie wszedł na elastyczny kontakt z ręką jeźdźca, wchodząc zadem pod kłodę przy jego większym zaangażowaniu w pracę. Po zmianie kierunku powtórzyli figurę na drugą stronę, wykonując ją w ten sposób.Brian - 2018-12-30, 19:21 Był całkiem zadowolony z jego pracy na kołach na obie strony, toteż nie omieszkał go pochwalić krótko. Po powrocie pod ścianę z ostatniego, również udanego koła posłał mu półparady, dodał łydki i lekko wypchnął do kłusa, od razu obierając na początek pełen siad, pilnując łydkami, aby Bolero nie strzeliło coś do łba i nie postanowił ruszyć z kłusa jak rakieta. Oczywiście pozwolił mu przyspieszyć w stosunku do stępa, ale z zachowaniem zdrowego rozsądki (co brzmi dziwne, gdy się o tym mówi w kontekście Briana). Prowadził go w tym kłusie na kontakcie, dając mu jednak na razie ogółem sporo luzu, o ile Bolero nie nadużywał tej swobody. Po okrążeniu parkuru zmienili kierunek jazdy przez przekątną, na której brunet zaczął anglezować, przy tym starając się o aktywne, ale spokojne, stałe tempo, pilnując karosza mniej więcej, aby szedł po prostej. Po kolejnym okrążeniu parkuru pod ścianą zaczęli wykręcać kolejno figury w tym chodzie, zaczynając od najprostszych jak dość obszerne koła, wolty, po serpentynę, czy wężyka. Oczywiście żadna z tych figur nie należała do szczególnie trudnych. Brian odpowiednio działał półparadami, aby utrzymać skupienie ogiera i przygotować go do kolejnych figur, czy przejść Na łukach starał się go prawidłowo wyginać od wewnętrznej łydki, którą pracował na popręgu. Zewnętrzna została cofnięta za popręg do pilnowania zadu, wodzami nadawał zgięcie potylicy, kierunek jazdy i pilnował rysunku figur. Powtórzyli figury na drugą stronę, przy czym oczywiście Donney cały czas starał się nie tylko o prawidłowe wygięcie na łukach, ale o zachowanie aktywnego tempa, skupienie i zaangażowanie zadu. W końcu figury dobrze funkcjonowały w stępie, więc czemu nie miały by funkcjonować w kłusie. Jeszcze po chwili rozgrzewki w kłusie podczas której przeplatał anglezowanie z wysiadywaniem jego kłusa, wysłał mu półparadę, usiadł głębiej w siodle, dodał łydki i lekkie wypchnięcie z bioder, wyciągając nieco ręce do przodu, prosząc Oldenburga o galop roboczy. OD razu z pomocą dosiadu i łydek przypilnował go po zagalopowaniu, ale też nie podcinał mu skrzydeł, dał mu nawet chwilę, aby Ravel wyszalał się w nieco szybszym tempie, jednak nie zagrażającym ich bezpieczeństwu. Po takim okrążeniu, w końcu bardziej zainterweniował w to co robi karosz. Sądząc, że trochę się już wylatał, Brian poprosił go o zwolnienie do spokojniejszego tempa. Pięciolatek nie miał jeszcze takiej kondycji, więc nie ma co szafować.. Rozgrzali się podobnie jak w poprzednich chodach, zmieniając kierunek jazdy i ćwicząc na kołach i innych figurach. Po porządnej, ale nie nadto męczącej rozgrzewce w galopie zwolnili z powrotem do kłusa, gdzie odbili na spore koło, na którym Brian poprosił Bolero o żucie wędzidła z ręki, starając się, aby de Ravel spokojnie i ładnie zszedł łbem w dół za jego ręką, zachęcając go do żucia wędzidła, po czym pozbierał go do wcześniejszego ustawienia, a po zamknięciu koła pod ścianą zwolnili z kolei do stępa, na chwilę przerwy.Bolero de Ravel - 2019-01-07, 19:35 Parsknął w odpowiedzi na pochwałę ze strony właściciela. Wyrabiali sobie jeszcze ich wspólną relację, ale wszystko było na dobrej drodze. Po zjechaniu ponownie pod ścianę, by skupić się na jeźdźcu po otrzymaniu półparady i pomocy do za kłusowania przeszedł w wyższy chód. Z początku nieco za mocne było to tempo, ale wystarczyła delikatna korekta i uspokoił się. Jednak nadal kłusował aktywnie przed siebie, poruszając się mocno z zadu w przód. Okrążyli parkur dookoła, by zmienić kierunek jazdy przez przekątną. Starał się nie spływać z niej na boki, jadąc nie zmiennym tempem przed siebie. Po zjechaniu pod ścianę zrobili jeszcze jedno okrążenie dookoła, by zabrać się za wykręcanie figur. Po stawili ponownie na najprostsze figury jak koła, wolty, serpentyny czy wężyka. Ogier starał się wyjeżdżać je jak najlepiej, jednak nie zawsze udawało mu się poprawnie zarysować łuki czy dobrze się przestawiać z pomocy z lewej na prawo lub na odwrót. Może to nie kwestia Briana czy wysyłanych przez niego pomocy tylko w głównej mierze małego doświadczenia ogiera, ale nie od razu wszystkim wszystko się udawało nie? Powtórzyli te figury również na drugą stronę, gdzie w tym wszystkim ogierowi przynajmniej udało się zachować stałe tempo i zaangażowanie w pracę. Nie zawsze te same figury w różnych chodach idealnie ze sobą współgrają, czasem właśnie coś mogło pójść nie tak. Po rozgrzewce w kłusie nadszedł czas na długo wyczekiwany galop, najlepszy chód według ogiera. Z początku się nieco spieszył, ale jednak szybko się zdołał wyciszyć i galopował nadal aktywnie przed siebie, ale nie pędził na łeb na szyję. Podobnie jak wcześniej wyjechali kilka figur oraz w między czasie zmienili kierunek przez przekątną, powtarzając te same ćwiczenia na drugą stronę. Po ich wykonaniu przeszedł do kłusa w którym zszedł z Brianem na spore koło, gdzie postarał się jak najlepiej wygiąć od jego wewnętrznej łydki a pilnowany zewnętrzną nie wypadał z ustawienia. Poprawnie zginał się w potylicy i dawał się prowadzić facetowi, Podążył za wędzidłem w dół i przód, zachowując nie zmienne tempo oraz utrzymując równowagę. Nieco jednak się spiął w powrocie do wcześniejszego ustawienia, by zwolnić zaraz do stępa. Odpoczynek wskazany był zawsze na złapanie nieco nowych sił.Brian - 2019-01-07, 22:13 Oczywiście. Jak na razie Brian był zadowolony z pracy Bolero. Naturalnie jakieś niedociągnięcia były, jednak nad nimi zawsze można było popracować na następnych treningach, poza tym brunet nie wymagał od jeszcze stosunkowo młodego konia z niewielkim doświadczeniem, nie wiadomo czego. Nie zapominał go chwalić od czasu do czasu. Przynajmniej przez większość czasu Ravel trzymał się aktywnego równego tempa, a co było najważniejsze był skłonny do współpracy. Kiedy zwolnili do stępa na krótką przerwę, chociaż Brian zachęcał Ravela do rozluźnienia, to też nie zachęcał go do zbytniego rozleniwienia, z resztą ta przerwa trwałą krótka. Następnie mieli się zająć już treningiem ukierunkowanym na skoki. Wysłał mu półparadę, siedząc w siodle dodał mu łydki i wyciągnął nadgarstki w przód, prosząc o kłus. Dał im pół okrążenia na swobodne kłusowanie i wypracowanie tempa, które odpowiadało im obu. Po połowie okrążenia Brian skierował karosza w stronę prostego układu drągów, które leżały prawie na środku obiektu. Układ drągów wyglądał tak, najpierw dwa drągi w poziomie, za nimi dwa drągi w pionie tworzyły swego rodzaju korytarzyk, dalej znowu dwa drągi w pionie. Brian posyłając Bolkowi półparady, aby utrzymać go w skupieniu naprowadził go na tę konstrukcję od strony drągów ułożonych w poziomie. Patrząc wprost na nie i kierując go na ich środek motywował Ravela do unoszenia nóg nad płasko leżącymi na ziemi drągami, które były ułożone od siebie w średniej odległości, tak więc pięciolatek nie powinien mieć problemu z ich pokonaniem. Korytarzyk z dwóch drągów w pionie znajdował się tuż za drugim drągiem, więc brunet posłał Bolero kolejną półparadę, prowadząc go pomiędzy te drągi, tak aby się tam spokojnie zmieścili, skupiając go na leżących dalej dwóch drągach w poziomie. Pochwalił go po pokonaniu całego tego ustawienia, a kawałek dalej zakręcił go w prawo, kierując go z powrotem na drągi, ale tym razem na te, które stanowiły dotąd korytarzyk. Przejechali przez te dwa drągi, po czym Donney pochwalił podopiecznego. Kawałek dalej po kolejnej półparadzie, skłaniającej go do skupienia i podstawienia nieco zadu, Szkot dodał mu łydki i wypchnął lekko z bioder do galopu, prowadząc go w stronę ustawionych przeszkód. Najpierw jednak musieli się dogadać co do tempa, poza tym Donney na razie pokazywał mu przeszkody, przed bezpośrednim najechaniem na pierwszą z nich.Anna Ross - 2019-01-07, 22:14 Przyprowadziła go na parkur trawiasty. Ponieważ nie było tu za dużo par i pogoda im dopisywała, więc dlaczego by tego nie wykorzystać? Uprzedziła trenujące tutaj pary o ich nadejściu, by wprowadzić go do wewnątrz parkuru i oprowadzić go raz dookoła. Wtedy zatrzymała go pod schodkami, by poprawić jego sprzęt i ostatecznie za pomocą schodków dosiąść go. Starała się go przytrzymać w nieruchomości, a kiedy to mu się udało pochwaliła go krótko głosem. Zachęciła go zaraz do przejścia do stępa poprzez dodanie łydek do jego boków, dała mu na razie luz na wodzy skupiając się na utrzymaniu stałego - pośredniego tempa oraz jazdy wzdłuż ścian.Bolero de Ravel - 2019-01-12, 13:31 No ja mam nadzieję że był zadowolony z jego pracy, bo inaczej ogier chyba by popadł w depresję. Nikt nie był idealny i każdemu drobne potknięcia się zdarzały, to w końcu coś naturalnego. Bolero czuł się ważny i dowartościowany przez to że Brian poświęcał mu czas, trenował z nim i chwalił go. Dla tak wciąż młodego konia to faktycznie było mega ważne i potrzebne zarazem, bo to pomagało mu się rozwijać. Ogier prócz wielkich ambicji miał też spore pokłady dobrego serduszka, a także chęci do pracy z człowiekiem i nawiązywania z nim głębszych więzi. Po krótkiej pracy przeszli do stępa w ramach złapania oddechu i zregenerowania swoich sił, gdzie mimo owej przerwy nadal pozostawał skupiony i gotowy do dalszej pracy. Po tym krótkim czasie ogier ponownie chętnie wrócił do kłusa, jadąc spokojnie przed siebie w wcześniej wypracowanym ustawieniu. Przejechali tak z pół okrążenia wokół parkuru, by skierować się na pierwsze w ich treningu drągi. Konstrukcja wyglądała nieco dziwnie, ale ogier nie przestraszył się jej i najechał na nie dość pewnie. Najpierw na drągi ułożone w poziomie go czekały, kłusował na nie w niezmiennym tempie pchając się z zadu mocno w przód. Po dojechaniu do nich energicznie uniósł nad nimi wszystkie nogi, by po pokonaniu tych pierwszych od razu najechać na te drugie ustawione w pionie. Najechał bez problemu i na te, celując odpowiednio tak aby się między nimi zmieścić. Bez większych problemów te pokonali i najechali na trzecią kombinację ponownie w poziomie. Drągi jak na razie nie stanowiły dla niego większego problemu, a pochwalony parsknął w odpowiedzi głośno. Po przejechaniu kawałka dalej na wprost skręcili w prawo, najeżdżając ponownie na drągi ale na te które tworzyły korytarz. Mogłaś to rozrysować, bo nie bardzo rozumiem. Kolejne dwa drągi przez nich pokonane, by po kawałku spokojnego kłusa przejść do najwyższego z chodów - galopu. Wejście było dość płynne i skoczne w jego wykonaniu, ale samo tempo nie pozostawiało wiele do rzeczenia. Karosz nie szalał pod swoim jeźdźcem, on to nie Sens Brian - 2019-01-16, 22:22 Dla niego też to było naturalne, żeby chwalić Bolero, oczywiście w granicach rozsądku {?! - okej , serio za dużo używam tego słowa w kontekście Briana), za to co im razem jak na razie dobrze szło i miał nadzieję, że będzie stopniowo coraz wiele, chociaż wiadomo, że nie od razu Edynburg zbudowano Ale z tego co pamiętam to miałam się trzymać szczegółów, tak więc wracamy do treningu.
Po ustaleniu już tempa w galopie i pokazaniu mu ustawionych przeszkód, odbił z narożnika na pierwszą z nich, stacjonatę. Uregulował nieco tempo do leżącej po prostej stacjonaty 80 cm, starając się o aktywny, okrągły galop i zmieszczenie się w foule do jedynki. Do przeszkody siedział głęboko w siodle, zdążył posłać karemu jeszcze półparadę, po czym zamknął go w pomocach, wyrównał do przeszkody, by zasugerować mu miejsce do wybicia nad przeszkodę. Kiedy Bolero się wybił oddał mu wodze na kontakt, przeszedł w półsiad, podążył za jego ruchem, by zgrać się z nim w skoku. Chociaż skok może nie był idealny, jednak nie ma też powodu, aby być przesadnie skromnym. "Zaliczyli" czysty, nawet dość ładny skok, biorąc pod uwagę, że był to skok otwierający parkur. Brian pochwalił krótko Ravela po skoku, skupiając się już na dwójce, ku której podążył wzrokiem, chcąc w ten sam sposób skoncentrować na niej ogiera. Przy lądowaniu obciążył bardziej lewą stronę, prosząc o galop z tej nogi. Najpierw jednak ruszyli po prostej pomiędzy przeszkodami. Brunet pozwolił oldenburgowi minimalnie przyspieszyć, nadal dbając o aktywny, okrągły galop, posyłając mu półparady. Za dziewiątką skręcili w lewo. Na łuku starał się, aby Bolero wyginał się, owijając wokół jego wewnętrznej łydki. Kawałek dalej wysłał pięciolatkowi półparadę, naprostowali na dwójkę - stacjonatę 90 cm, Brian prowadząc go na jej środek. Tam wrócił w siodło, otaczając go korytarzem z solidnych pomocy, aby zasugerować mu miejsce do wybicia, przez dodanie łydki. I tym razem Bolero poprawnie wybił się w miejscu, które odpowiadało im obu, po czym Donney oddał mu wodze przy szyi, unosząc się z siodła w półsiadzie. Zostawili za sobą nienaruszoną dwójkę, a trójka leżała po prostej przed nimi, więc za bardzo go już do niej nie nakręcał. Szybko wrócił w siodło, aby go przygotować do oksera, biorąc go bardziej na siebie, zamknął go w pomocach, dość spokojnie doprowadzając niemal tuż pod przeszkodę, aby zasugerować mu miejsce do wybicia. Niestety w ostatniej chwili Bolero się potknął. Cudem udało im się wybić przed przeszkodą, ale pomimo wzmożonej pracy, aby jakoś pokonać okser. Ravel podczas skoku trącił drąg, który jednak nie spadł na ziemię. Brian znowu uznał za stosowne go pochwalić, pomimo potknięcia, bo mogło to wyjść jednak znacznie gorzej. Jeszcze przed lądowaniem zdążył obciążyć bardziej ponownie lewą stronę, kierując go na czwórkę najpierw po prostej, by zaraz skręcić w lewo. Na tym odcinku ponowie pozwolił mu nieco przyspieszyć, nie przesadzając jednak, gdyż wolał, żeby Bolero zostały siły na pokonanie przeszkód, a nie na szarżowane podczas najazdów. Wysyłał mu co jakiś czas półparady, pilnując aby galop pomimo wszystko pozostał aktywny, optymalny do kolejnej przeszkody, przy tym wyginając go na zakrętach od łydki. Jeszcze jeden zakręt i "stanęli oko w oko" z okserem 95 x 100 cm. Wcześniej podniósł go do przeszkody, ułatwiając mu przyjrzenie się jej, biorąc go też bardziej na siebie, by za chwilę skierować na środek przeszkody, zamkniętego w pomocach. Pomimo, że przeszkoda może nie była najłatwiejsza, a Bolero był jeszcze młodym koniem, to karosz wybił się w odpowiednim miejscu z siłą z zadu i udało im się tę przeszkodę pokonać na czysto. Pozostawił lądowanie na lewo, skupiając już zarówno swoją uwagę jak i ogiera, na piątce.Letizia - 2019-03-14, 13:43 / Skoro ostatni post był tak dawno, to założę, że obiekt póki co jest pusty
Pogoda dzisiejszego dnia bardzo sprzyjała, dlatego dziewczyna postanowiła zabrać Devocatis na trening na świeżym powietrzu. Poza tym było to jeden z niewielu nieużytkowanych wtenczas miejsc, co ostatecznie przekonało Letizię do wybrania właśnie tego obiektu. Dziewczyna nie przepadała za treningami wśród innych par. Dzięki odosobnieniu od innych ćwiczących w pełni mogła skupiać się na swoim wierzchowcu i nie przejmować tym, że nieoczekiwanie może komuś przeszkodzić. Sama bowiem również nie lubiła, gdy ktoś wchodził jej w drogę i utrudniał pracę.
Stanęła z klaczą na uboczu, aby wprowadzić ostatnie poprawki. Mianowicie ubrała kask i podciągnęła popręg, coby w trakcie jazdy nagle nie zacząć przemieszczać się po końskim grzebiecie razem z siodłem. Wyregulowała również długość strzemion, mniej więcej wiedząc jaką powinny mieć długość, żeby była dla niej odpowiednia. W końcu wsunęła stopę we wspomniane strzemię i odbiła się energicznie od podłoża, następnie miękko zasiadając w siodle. Przyblokowała Devo, żeby bez pozwolenia nie ruszała. Poprawiła się i usadowiła wygodnie, dopiero po tych czynnościach dając sygnał do ruszenia żwawym stępem. Od razu narzuciła swoje tempo, nie chcąc żeby gniada od samego początku weszła jej na głowę. Wymagała od Devo energicznego, ale niezbyt szybkiego kroku. Jeśli wszystko grało, oddała jej znaczną część wodzy, pozwalając klaczy na wyciągnięcie i obniżenie szyi. Prowadziła ją w ten sposób dookoła parkuru, dając sobie czas na wstępne dogadanie się. Później zmieniła kierunek przez przekątną i drugie okrążenie wykonała w przeciwnym kierunku, aby utrwalić pewne aspekty. Kolejno zaczęła wprowadzać klacz na łuki i duże koła, tyle samo czasu poświęcając takim drobnym ćwiczeniom zarówno na jedną, jak i na drugą stronę.