Grupa jeźdźców z Orchardu umówiła się po pracy na wspólny teren po okolicznych łąkach. Znajdujący się niedaleko stajni szlak św. Huberta, będący niczym innym niż naturalnym crossem, miał swoją rzeszę fanów. Wybierali się na niego głównie jeźdźcy lubiący adrenalinę i szaleństwo w siodle. Jednak w przeciwieństwie do toru crossowego na terenie stajni, tutaj można było sobie pozwolić na wyjazd grupą, więc Nicole, Brian, Elizabeth, Seth i Aileen stawili się o umówionej godzinie w stajni, by następnie grupą opuścić jej teren.
Po drodze nie musieli jednak przedzierać się przez miasto, więc mogli sobie pozwolić na chwilę luźniejszych rozmów i spokojne rozstępowanie koni przed dzikimi galopami. Może to ten moment, w którym warto byłoby ustalić między sobą poziom trudności trasy lub przedstawić ewentualne oczekiwania? W końcu są różne gusta i guściki - nie każdy lubił (i potrafił!) pokonywać trudne, terenowe przeszkody.
Aileen - 2019-05-06, 21:43 Od rana była stajni, aby przygotować cały sprzęt na teren. Zielony komplet pasował w teren, a że hajsu jej nie brakowało, to i znalazło się sławne logo na nim jak i na zielonej kamizelce, którą odziała. To dopiero estetka. Następnie zabrała się za czyszczenie Hiddena i karmienie go mnóstwem smakołyków, bo why not, marchewka w tą, czy w tamtą.
Osiodłała swojego pięknego Hiddena i dotarłszy na miejsce spotkania jako pierwsza, pozwoliła sobie go trochę poprzytulać i rozstępować wstępnie. Trasa wydawała się być niesamowicie trudna jak na Aileen i Setha, ale oboje miewali nierówno pod sufitem, zaś w grupie raźniej, więc czemu by nie. Skoro żona sama go pchała w siodło, zaś Aileen, okaz solidarności jajników, musiała jej w tym pomóc. Dlatego nim Seth zdołałby odmówić postawiła go przed faktem dokonanym.
Miała pojechać też jej serdeczna koleżanka Elizabeth, z którą zorganizowały niezapomniane urodziny Olivera, a która była o wiele lepszym jeźdźcem, nawet jeśli wspomniana wcześniej dwójka potrafiła skakać i w ogóle miała za sobą drobną karierę jeździecką, co to tu się równać z Elką? No i była też urocza parka przyjaciół - Brian i Nicole, którzy może byli przyjaciółmi, ale Aileen ambitnie chciała ich zeswatać. JEDNĄ PARĘ JUŻ SIĘ UDAŁO!
Kiedy ludzie zaczęli się zbierać, przywitała się z każdym z osobna, nadal nie bojąc się tych terenowych przeszkód, chociaż Hidden wydawał się być odrobinę zdenerwowany. Ale chyba bardziej obecnością innych koni i tym, że jedzie w teren, niż skokami, bo to wcale mu, jako młodemu koniowi, nie przeszkadzało.Seth - 2019-05-07, 13:56 Oczywiście cały ten pomysł był wariacki czy wręcz szalony. Po latach świetlnych nie jeżdżenia miał okazję raz się wpakować na koński grzbiet w sytuacji awaryjnej i chociaż był to dla niego przełom, to utrzymywał, że dalej ma chorą manię, bo była ona dla niego niczym tarcza, chroniąca go przed niebezpieczeństwami. Jego i jego konie, chociaż im być może bardziej służyłoby gdyby jednak na nich jeżdził. Seth był przechylony w tym temacie, a chociaż by się do tego nie przyznał, ta myśl go nie opuszczała. Co innego gdyby wybrał inną trasę, ale szlak św Huberta to było coś całkiem innego. Szaleństwo. Rzucenie się na głęboką wodę. Kiedy postanowił o swoim udziale starał się trzymać to w tajemnìcy przed żoną, ale Ruth nawet w zaawansowanej ciąży potrafiła się przywlec do stajni, no i miała swoje kontakty. Skończył swoje dzisiejsze zajęcia, mając jeszcze trochę czasu przed umówioną godziną przygotował się, przyniósł na myślę sprzęt Carcassonne, aby następnie ruszyć pod jego boks. Z oczywistych względów nie wziął Elusive, bo chciał najpierw ją dopracować i zdobyć większe jej zaufanie, a pakowanie się od razu na jej grzbiet nie było zbyt dobrym pomysłem. Siwy mógł być czasem postrzelony, ale to Elka potrzebowała bardziej pewnego siebie jeżdżą. Przywitał się z ogierem, mając nadzieję, że foch z dnia odrobaczania mu przeszedł. Dotarli na myjkę, gdzie Seth go przywiązał, dokładnie go wyczyścił i osiodłał, po czym skoro sam był gotowy wyszedł z nim przed stajnię. Tam chwilę go oprowadził w ręku, po czym znalazł się na jego grzbiecie, dając Carcowi chwilę, aby się do niego na swoim grzbiecie przyzwyczaił. On też tego potrzebował. Następnie powłóczyli się trochę przed stajnią w każdym chodzie. W ten sposób Sety mógł poczuć się pewnie i zobaczyć jak Carcassonne reaguje na jego pomoce. Wtedy w końcu zjawił się w konkretnym umówionym miejscu, gdzie była już Aileen z młodym koniem, którego jakby skądś kojarzył.
- Hej. - przywitał się z kobietą.Nicole - 2019-05-07, 20:31 Grupowy wyjazd w teren był czymś, na co Nicole czekała od dnia przyjazdu do Orchardu. Zawsze jednak wychodziło jakoś inaczej lub całkiem spontanicznie i większość wyjazdów poza miasto odbywała w samotności. To wcale nie było takie złe, bo dzięki temu mogła bardziej skupić się na koniu. Dzisiejszy teren miał być jednak czymś zupełnie szalonym. Bold był jeszcze bardzo młody i niedoświadczony, a w rękach Hiszpanki był od niedawna. Co więc skusiło ją do zabrania srokacza w tak trudną trasę, w obecności innych koni? Otóż na pierwszy teren z nowym koniem zawsze lepiej jechać z kimś, bo w razie jakiegoś problemu, można było liczyć na czyjąś pomoc. Oprócz tego, szlak wydawał się być miłym urozmaiceniem, a przeszkody terenowe najlepszym sprawdzianem jego umiejętności i odwagi.
W jej grupie był Seth, którego miała już okazję poznać ( w końcu był weterynarzem, a kto nie zna kogoś kto zajmuje się jego koniem? ) Elizabeth, Aileen ( biedna się zawiedzie, bo tym razem jej swatanie nie wyjdzie ), a także Brian, co oznaczało możliwość naprawdę wesołego spędzenia czasu. Do stajni przybyła sporo wcześniej, witając się z tymi którzy już czekali na wyjazd. Od razu zaczęła oporządzanie wałacha, bo jego białe plamy, miały być faktycznie białe, coby ładnie się prezentował. Niestety to wcale nie było takie łatwe, więc spędziła na myjce sporo czasu, zapewne mając okazję porozmawiać z kimś, kto znajdował się na stanowisku obok. Boldzikowi przekazywała przede wszystkim cały swój spokój i pozytywne nastawienie, choć smakołyków, mizianka i miłościowania również mu nie szczędziła. Osiodłała podopiecznego, decydując się na piękny granatowy komplet, nie zapominając też o ochraniaczach i kaloszkach, które miały ochraniać jego kopytka.
O umówionej godzinie zjawiła się gotowa przed stajnią, gdzie wsiadła na srokacza, już teraz pokazując mu, że mimo obecności innych koni nic się nie zmienia - ma stać dopóki nie dostanie innego sygnału. Po dopasowaniu strzemion i ostatnich poprawkach, dodała łydkę ruszając wraz z grupą poza teren stajni. Bold nie dostał jednak całkiem luźnej wodzy, bo Hiszpanka początkowo wolała mieć nad nim jakąś kontrolę. Trzymając bezpieczną odległość od innych koni, postarała się o bycie gdzieś w pobliżu przyjaciela, choć nie stroniła od ewentualnych rozmów z innymi uczestnikami.
- Jak coś, to mnie łap. - zaśmiała się do Briana, choć raczej nie miała zamiaru lądować na ziemi.Carcassonne - 2019-05-08, 10:50
Seth napisał/a:
...
Carcassonne był koniem równe specyficznym co jego właściciel, ale na pewno nie był koniem, który mógłby mu zrobić krzywdę. Miał odrobinę wyczucia w skokach i o ile jeźdzec mu nie będzie zawadzał, to niektóre przeszkody pokona sam, ratując swój piękny zadek. Bo jest piękny, nie?
Widząc Setha pod swoim boksem zarżał donośnie, kończąc wszystko prychaniem, aby podejść do drzwi boksu, wciągając zapach mężczyzny i podane mu SMAKOŁYKI bo musiał mu dać za to odrobaczanie. Następnie grzecznie udał się z nim na myjkę, dając sobie trochę poodwalać, powyginać się i rżeć do innych koni, a raczej do klaczy, ale nie mówcie dla Seductress, bo strzeli focha.
Z przyjemnością przyjął czyszczenie i głaskanie, widząc gdzieś w oddali Hiddena, którego nie znał, ale najwyraźniej miał poznać. Oby tylko nie wywiązała się między nimi walka, bo jak na super samca Alfa przystało, musiał innych likwidować. Phi.
Następnie grzecznie chodził wraz z mężczyzną, czy potem pod nim, początkowo lekko się spinając i rozleniwiając, potem zaś zaczął coraz bardziej współpracować, czując stopniowo pewniejsze pomoce Setha i ciesząc się z tego, że w ogóle może się poruszać. Był jeszcze szczeniacki i potrzebował ogromnej ilości ruchu, by wyrzucić z siebie nadmiar męskich hormonów, energii i tłuszczu. Jeszcze zrobi mu się oponka? Podchodząc do Aileen i Hiddena, później zaś Bolda, nastawił do ogierków uszy, trochę prychając, trochę się prężąc, ale Seth miał ten plus, że był silniejszy od kobiet i tym samym ogarnięcie Siwego było mniejszym problemem.Brian - 2019-05-08, 19:02 Dla Briana coroczne rajdy były już tradycją. W tym roku rajd miał inną formę, ale jemu to absolutnie nie przeszkadzało i chętnie umówił się z innymi jeżdżcami na wypad w teren. Byli to Elizabeth, którą na bank kojarzył z zawodów, mniej znana mu Aileen, pan weterynarz Seth i oczywiście Nicole, co dodatkowo go ucieszyło. Ponieważ wybierali się na szlak św. Huberta, a to oznaczało naturalny cross odpadały jego wyścigówki. Początkowo, mając jeszcze sporo czasu do umówionej godziny, miał zamiar iść po Bolero, ale przecież nie mógł przejść obojętnie obok boksu Sensationet, skoro był dziś u wszystkich swoich koni. Spojrzenie gniadej mówiło: „i co, solidarność plemników? Zostawisz mnie, zdradzisz?”
- No dooobra. - powiedział, patrząc na swą podopieczną. Najpierw i tak pojawił się u karosza, aby Ravel nie czuł się bardzo pokrzywdzony. Po jakiejś pół godzinie wrócił do socjalu, przebrał się i przygotował wszystko, zgarniając sprzęt Sensationet na myjkę i gdy wszystko było już gotowe poszedł do jej boksu. Zgarnął z haka jej kantar i uwiąz, prosząc ją o miejsce w boksie. W środku najpierw nastąpiło mizianie i głaskanie, potem podał jej kawałek jabłka, założył kantar i dopiął uwiąz, drapiąc ją jeszcze po chrapach.
- No, chodż ty szantażystko. - mruknął do niej z zadowoleniem, zdając sobie doskonale sprawę, że wcale go nie „szantażowała”, a on ma po prostu do niej słabość, ale nie na tyle, żeby mu wlazła na głowę. Zaprowadził ją na myjkę, gdzie ją przywiązał i dokładnie wyczyścił, pozbywając się kurzu i zaklejenia z jej sierści, rozczesał i spryskał jej grzywę, a następnie podobnie zadbał o jej ogon i nie zapomniał też o kopytkach. Następnie ją osiodlał, nie zapominając o ochraniaczach. Kiedy oboje na ten wypad byli już gotowi odwiązał ją i wyprowadził przed stajnię, gdzie najpierw się poszwendali trochę, po czym wspiął się na jej grzbiet, aby pokręcić się z nią w stępie i kłusie, żeby trochę spuścić z niej energię i być może liczył dzięki temu, że nie będzie mieć problemów z towarzystwem innych koni, chociaż może o to nie powinien się martwić, bo gniada nie da sobie w kaszę dmuchać. Ona nie gryzie, tylko połyka w całości. Potem podjechał do reszty grupy.
- Cześć. - przywitał się ogólnie ze wszystkimi. - Okej. - odpowiedział z rozbawieniem na słowa Nicole. - - A co to za konik? - zapytał przyjaciółkę, spoglądając na srokacza.Elizabeth White - 2019-05-09, 00:32 Teren w doborowym towarzystwie i to jeszcze z przeszkodami to było coś, czego Elizabeth nie mogła sobie odmówić. Uwielbiała wszelakie integracyjne imprezy, rajdy czy inne przejażdżki, więc i tym razem nie mogło jej zabraknąć. Nad wyborem konia nie myślała długo. W końcu już tradycją było to, że zawsze ciągała ze sobą swoją ukochaną Petit. Tak więc zjawiwszy się w stajni, skierowała się prosto pod jej boks, uzbrojona w piękną, dorodną marchewkę. Po krótkim przywitaniu się i zaoferowaniu gniadej stosownej porcji mizianka, Elizabeth zaprowadziła ją na myjkę i tam zaczęła starannie przygotowywać. Miały dużo czasu, więc White nigdzie się nie spiesząc, celebrowała czas ze swoją ukochaną kobyłą, nastrajając się na sam teren. A wiedząc, że mieli zahaczyć o szlak św. Huberta była jeszcze szczęśliwsza! W końcu już od jakiegoś czasu nie miała okazji skakać z Petit przeszkód terenowych, a naprawdę to lubiła. Szczególnie, że w przeszłości tworzyły naprawdę zgraną parę, niejednokrotnie pokonując naprawdę ciężkie i niebezpieczne trasy na zawodach.
Po sprawnym czyszczeniu, Kanadyjka ubrała Coeur w cały sprzęt, nie zapominając o zabezpieczeniu jakże cennych nóżek. Na koniec zabezpieczyła jeszcze siebie - zakładając kask oraz rękawiczki i z bacikiem w dłoni wyprowadziła gniadą przed stajnie, jako że zbliżała się umówiona godzina. Nikt z ów grupy nie był dla niej kompletnie obcy, ale Briana i Nicole znała tylko z widzenia, toteż z nimi zapoznała się w pierwszej kolejności. Setha jako weterynarza znali chyba wszyscy, a Aileen... Cóż, kiedy jakaś szalona domówka?
Po dokonaniu ostatnich poprawek przy siodle, wgramoliła się na grzbiet Selle i czekając na resztę, zaczęła stępować sobie w kółko, co by nie irytować klaczy bezczynnym staniem. Nie podjeżdżała usilnie do innych koni, a w szczególności ogierów. Wkrótce wszyscy byli już gotowi, więc cała grupa ruszyła spod stajni. White prowadziła swoją podopieczną na miękkim kontakcie, póki co sprawdzając zachowanie innych koni jak i dzisiejszy nastrój Coeur. Sama była totalnie zrelaksowana, ale jednocześnie pozostawała czujna, co było konieczne przy tak pomieszanej grupie. Nie pchała się ze swoją klaczą na czoło, a wręcz unikała wygłodniałych spojrzeń nieparzystokopytnych Panów, trzymając się bardziej z tyłu, albo na uboczu. W końcu wszyscy chcieli wrócić do stajni cali i zdrowi, a doświadczenie nauczyło ją, że nawet najspokojniejszym koniom nie można w pełni ufać.Hidden - 2019-05-09, 12:05 Nie spodziewałem się, aby ten dzień różnił się od poprzedniego, albo od jeszcze poprzedniego. Chwile lenistwa o poranku, zanim nie zostałem na kilka godzin zaprowadzony na pastwisko. Tam się wyhasałem, skubiąc od czasu do czasu trawę, do czasu powrotu do stajni, na który wcale nie miałem ochotę, o czym dałem dobitnie znać już w swoim boksie, donośnym rżeniem protestując i robiąc w boksie burdel, bo skoro ja go nie sprzątam, to mi nie przeszkadza. Uspokoiłem się niewiele, gdy pojawiła się Aileen, upatrując w tym perspektywę ruchu, czy treningu. Terenu nie przewidziałem, zwłaszcza w towarzystwie innych ludzi i koni. Dość pozytywnie podszedłem do swej właścicielki, dając się następnie zabrać na myjkę. Tarzanie się po pastwisku i robienie burdla we własnym boksie oznaczało, że było co czyścić. Chętnie też wybierałem od niej smakołyki, na których na szczęście nie oszczędzała. Z osiodłaniem też nie robiłem problemów i chętnie poszedłem za nią. Na miejscu byliśmy pierwsi, punkt dla Aileen. Do przytulania, głaskania i tego typu pieszczot miałem stosunek ambiwalentny i o ile kobieta z nimi nie przesadzała (nie jestem pluszowym smokiem!) było okej. Do rozstępowania miałem lepszy stosunek, bo gdybym miał bezczynnie czekać na innym wyciorałbym Aileen dookoła trawnika kilka razy i kobieta miałaby dość zanim cokolwiek by się zaczęło.
Tymczasem z każdym przybyciem kolejnej pary byłem coraz bardziej nabuzowany i nerwowy, początkowo wszystkie konie traktując wrogo. Po chwili obserwacji uznałem jednak dla dobra ogółu, że siwek Carcassonne być może jest tu najbardziej spoko gościem.Sensationet - 2019-05-09, 18:24 Faktycznie dla nich obojga wypad w teren był już niemal coroczną tradycją. Jej inna forma rajdu zupełnie nie przeszkadzała, bo dla niej było ważne to że w ogóle wyrywała się z boksu i robiła coś fajnego. Bez względu czy to trening, rajd czy zwykły spacer. Jedyny i w sumie główny problem z nią, to był taki że klacz była dominująca wobec innych koni i potrafiła być agresywna. Ludzie jej zupełnie nie przeszkadzały, bo podchodziła do nich dość obojętnie. W dniu rajdu klacz stała spokojnie w boksie, przeżuwając siano i wyglądając od czasu do czasu ponad drzwiczki boksu w celu znalezienia znajomej twarzy. Wyczuwała że coś się święci, bo ludzi jakoś więcej po stajni się kręciło i panowała inna atmosfera. W końcu zauważyła na stajennym korytarzu Briana, który niby szedł w jej kierunku ale wyglądał od razu zbyt podejrzanie. Skuliła uszy i spojrzała na niego groźnym wzrokiem, mówiącym że wie co on zamierza i jak nie weźmie jej on na to co planuje, to może nie dożyć jutra Odprowadziła go wzrokiem wydając z siebie niezadowalające parsknięcie, by zniknąć zaraz w środku swojego boksu i stanąć do drzwi obrócona zadem. Kiedy ponownie pojawił się pod jej boksem, obrzuciła go niezadowolonym spojrzeniem i prychając w jego kierunku. Porzucasz, a teraz wracasz? Oj ty nie dobry. Nie łatwo dała się przekupić smakołykiem i mizianiem, wyglądając nadal na dość nie zadowoloną. Dała sobie ubrać kantar i wyszła za nim na myjkę, gdzie dała się szybko i sprawnie dość oczyścić i osiodłać. Teraz już jednak wyglądała na bardziej zadowoloną, bo już wiedziała że gdzieś pójdą i coś będą robić. Wiadomo że ma do niej słabość, którą ona łatwo wykorzystywała na swoją korzyść. Wyszli w końcu przed stajnię, gdzie poczekała aż facet poprawi sprzęt i ją dosiądzie wtedy zaczęli jeździć w stępie i kłusie dookoła. Jednakże kręcenie się w kółko jej wcale nie pomagało, powiedziałabym że bardziej irytowało bo nie wiedziała po co to robią. W końcu dołączyli do reszty grupy. Obrzuciła bacznym spojrzeniem konie, które były tutaj i prawdopodobnie będzie z nimi jechała w grupie. Nie które kojarzyła, a innych nie znała w ogóle. Stała stosunkowo spokojnie, czekając na dalsze sygnały bacznie przyglądając się reszcie koni. Nie szukała z nimi interakcji, ale jeśli faktycznie któreś próbowało na niej swoich sztuczek to nie omieszkała mu się odgryźć i to bez wahania.Bold Venture - 2019-05-09, 20:34 Rzeczywiście jego wiek, brak doświadczenia, oraz fakt, że w Orchardzie był krótko, co równało się temu, że Nicole też nie znał zbyt długo nie czyniło go może faworytem na konia na wypad w teren, ale oczywiście się ucieszy, że Nicole postawiła na synusia <3
Cały dzień jakoś mu upływał. Srokacz przyzwyczaił się już w znacznym stopniu do nowego otoczenia a myśl, że ktoś mógłby go stąd lada moment zabrać powoli się u niego zacierała, ze starym właścicielem było jednak inaczej. Mimo to wałach miał dość pozytywne podejście zarówno do koni, jak i do ludzi, zwłaszcza do Nicole. Tak czy inaczej Boldowi dzień mijał spokojnie, ale jednak przyjemnie, nieco większe zamieszanie niż zazwyczaj nie robiło na nim aż takiego wrażenia. Kiedy pojawiał się u niego Nicole powitał ją zadowolonym rżeniem, ciesząc się z obecności znanego sobie człowieka. Od razu dopominał się jakichś smakołyków no i też próbował się dorwać do jej włosków, ale nic z tego nie powinno jej zdziwić. Poza tym grzecznie poszedł za nią na myjkę, gdzie dał sobie doczyścić te białe łatki (Boldzik - krówka i ma łatki XD), no i całą resztę swojego pięknego ciałka też. Dość cierpliwie zniósł też siodłanie, aby wyjść z Nicole przed stajnię, zadowolony, że się gdzieś ruszą i o ile nie był to czworobok zaakceptowałby wszystko. Szybko spostrzegł, że zmierzają do grupki kilku koni i jeźdźców, gdzie kobieta wgramoliła się na jego grzbiet, jasno mu sygnalizując, że ma stać i czekać, dopóki mu nie da do zrozumienia, że może ruszyć. Boldowi tak do końca się to ni podobało, ale najpierw skupił się na koniach. Miał stosunek raczej przyjazny, ale nie zaczepiał, ani też nie wchodził im w paradę. Dopiero po pewnym zapoznaniu się z "towarzystwem" zaczął się odrobinę wiercić, bo stanie w miejscu nie było szczególnie zabawne.Petit Coeur - 2019-05-10, 10:17 Nie pamiętała już ostatniego razu, kiedy była w podobnym terenie. Ostatni, który odbyły tak dużą grupą, był bardzo... Wesoły. Nic dziwnego, że gdy Petit ujrzała czekające przed stajnią konie, uniosła łeb i przyjrzała się im z uwagą, lekko nadymając chrapy. Nie da się ukryć, że Petit miała mocno rozwinięte pragnienie rywalizacji. Niewielki na tle innych koni wzrost sprawiał, że musiała walczyć o swoje, jeśli nie chciała zostać pominięta i było to widać w każdej sytuacji, nie tylko na parkurze, gdzie jej waleczne serduszko najbardziej dawało o sobie znać.
Nie patrzyła jednak na sympatie i antypatie, do żadnego z tych koni nie czując nic specjalnego. Nie zwracała większej uwagi na towarzystwo, pozwalając Elizabeth na to, by odeszły trochę na bok i tam w spokoju szły za grupą w stronę łąk, na których miał się odbyć teren. Szła energicznym, swobodnym krokiem, lekko kołysząc łbem w rytmie stawianych kroków. Czujnie strzygła uszami i rozglądała się wokół, nie tracąc czujności, szczególnie na otwartej przestrzeni, która sprawiła, że dotąd skrywany poziom ekscytacji znacząco wzrósł. Dobrze wiedziała, co to oznacza i prawdę mówiąc, trochę nawet tęskniła za tego rodzaju wyjściami. Niby była urocza i niepozorna, ale Elizabeth najlepiej wiedziała o tym, że w tym małym ciele krył się wielki duch.Mistrz Gry - 2019-05-10, 12:14
WYZWANIE TERENOWE - GRUPA 3
W drodze na łąki konie miały szansę porządnie się rozstępować. Jeśli ktokolwiek myślał, że ten teren będzie spokojny, to powinien zawrócić - trasa była krótka, ale intensywna, nastawiona na dużą ilość galopu i skoków.
W tym momencie jeźdźcy powinni ustalić między sobą, w jakiej kolejności będą jechać, żeby nie prowokować nieprzyjemnych i niebezpiecznych sytuacji, szczególnie podczas pokonywania przeszkód.
Był to też dobry moment na ruszenie kłusem, dopóki pola były rozległe i nie zawierały żadnych przeszkód. Teren był co prawda trochę nierówny, ze względu na krajobraz, który zawierał wiele wzgórz. Mimo wszystko to chyba wciąż najlepszy teren do jazdy konnej. Uwaga tylko na konie, które na widok otwartej przestrzeni tracą głowę... Niejeden z nich z pewnością próbował zagalopować na własną rękę, choć pewnie były też takie, które wydawały się być onieśmielone taką przestrzenią.
Nicole - 2019-05-10, 18:08 Nicole doskonale zdawała sobie sprawę, że wyparcie poprzedniego właściciela z pamięci mogło być bardzo trudnym zadaniem, a zwłaszcza, że Bold spędził u niego większość swojego życia. Mimo to, bardzo się ucieszyła gdy wałach zaczął ją rozpoznawać, bo oznaczało to, że każda wolna chwila spędzana ze srokaczem, była skuteczna. Co prawda nie mieli jeszcze okazji potrenować w bardziej poważny sposób, ale oprócz luźnych treningów, Hiszpanka starała urozmaicić czas podopiecznego, choćby jakimiś spacerkami w ręce.
Po przekroczeniu terenu stajni, mieli okazje dobrze występować konie, co Nicole wykorzystała na wyczucie młodego. Nie oddała mu całej wodzy, ale prowadziła go na bardzo luźnym kontakcie, pozwalając mu wyciągnąć szyję, a dzięki temu miała też nad nim jakąś kontrolę. Czas ten wykorzystała też na rozmowę, bo choć większość uwagi poświęcała czterolatkowi, to nie przeszkadzało jej to w mówieniu.
- Najlepszy. - uśmiechnęła się puszczając oczko do przyjaciela, zaraz po tym, jak opuścili rejon Orchardu - Ma na imię Bold, znaczy Bold Venture, ale mówię do niego tylko pierwszym członem. Właściwie to dopiero się poznajemy, bo kupiłam go niedawno i to nasz pierwszy wyjazd.
Nie zadała jednak Brianowi tego samego pytania, co on jej, znając Sensationet z licznych zawodów, na których miała okazję ją obserwować. Podobnie było z Petit, którą dosiadała Elizabeth, ale dla odmiany o tej drugiej nie wiedziała nic. Wracając jednak do klaczy przyjaciela, to Nicole miała okazję trochę usłyszeć już o niej i jej charakterku, właśnie od Briana, więc prowadząc Bolda w jej pobliżu, cały czas zachowywała bezpieczny odstęp. Na samą myśl o tym jaki jej się kochany konik trafił, pochyliła się troszkę, gładząc go czule po szyi.
- To może ja pojechałabym za jakimś spokojnym i ogarniętym koniem, albo w ogóle na końcu? - odezwała się trochę głośniej, chcąc aby cała grupa ją usłyszała. - Nie chciałabym zrobić jakiejś katastrofy gdyby coś odwalił przed jakąś przeszkodą, a to bardzo możliwe, bo po raz pierwszy będziemy cokolwiek takiego wspólnie pokonywać. Elizabeth White - 2019-05-11, 01:16 Chociaż w dalszym ciągu tylko stępowali, to Elizabeth i tak była przeszczęśliwa. Zebrawszy wodze w jedną dłoń, drugą przez chwilę miziała Petit po szyi. Przerwała dopiero słysząc głos Nicole, na której to teraz skupiła całą swoją uwagę. No, może nie całą, ale wystarczającą jej część. Następnie zamyśliła się chwilę nad wspomnianą kwestią, jako że trzeba było to dobrze zaplanować. A nie było to wcale łatwe, chociażby dlatego, że Elizabeth nie znała pozostałych koni jak i umiejętności jeźdźców. Petit co prawda była niewielkich gabarytów, ale miała w sobie ogrom energii, zawziętości i doświadczenia.
- Ja mogę pojechać pierwsza. Swego czasu startowałyśmy z Petit w WKKW, więc dzisiejsza trasa nie powinna być dla niej problemem. - zaproponowała po chwili namysłu, uważając to za całkiem logiczne. Nawet gdyby miały nieco spowalniać całe towarzystwo, aczkolwiek to raczej mało prawdopodobne, znając możliwości gniadej. W międzyczasie podjechała trochę bliżej grupy, a dokładnie wałaszka dosiadanego przez Nicole, nie chcąc nadwyrężać swojego głosu. Przy okazji sprawdzała reakcję swojej klaczy na inne konie, bo już niedługo zachowanie odstępu może nie być takie proste. Jednocześnie czuła, że ta coraz bardziej zaczyna się ekscytować. I wcale się jej nie dziwiła. Dawno nie wyłaziły poza stajnie, a ta otwarta przestrzeń kusiła do rozwinięcia prędkości.Brian - 2019-05-11, 21:09 Opuścili teren stajni, kierując się na łąki. Był to dobry moment na rozstępowanie. Brian nie dał Sensationet całkiem luźnych wodzy, trochę ją jednak pilnując przed jakimiś wybrykami. Nie chciał, żeby sobie nagle umyślała jakieś wyższe tempo, bo jechali dość zwartą grupą. Inne konie poruszają się spokojnej, to Sens, ty też możesz. Coś na tej zasadzie. Przy tym oczywiście pozwalał jej na aktywny stęp, przynajmniej na razie.
- Fajny. - skomplementował srokacza, na którym jechała Nicole. Jednocześnie, żeby jego skłonna do szantaży i zazdrości podopieczna nie poczuła się urażona posmyrał ją po szyi.
- Okej, ja też bym wolał gdzieś z przodu, bo inaczej Sensationet mi żyć nie da. - powiedział z niewinną miną, wskazując tylko kciukiem na gniadoszkę, której dosiadał, dając do zrozumienia, że wcale, ale to wcale jej nie demonizuje, a klacz naprawdę nie dałaby żyć ani jemu, ani innym, gdyby miała zamykać pochód. Jeżeli inni wyrazili aprobatę i nikt nie chciał koniecznie ustawić się za Petit, która jemu wydawała się najspokojniejsza i najpewniejsza z towarzystwa, to zrobił tak jak powiedział.
- To co, kłusujemy?- zarzucił luźną propozycją, bo konie były raczej na tyle rozgrzane, a teren wydawał mu się odpowiedni chociaż kto to wie. Otwarta przestrzeń mogła różnie nastrajać, a Brian pilnował, aby klaczy ta wolna przestrzeń nie potrwała do jakiegoś popisowego tempa, bo zangersheide nie miała skłonności do tego, by ją coś onieśmielało.