To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Karty postaci - Augustus Stryder

Augustus - 2019-04-28, 19:11
Temat postu: Augustus Stryder
© Mia/Trench

timothée chalamet as
Augustus Alexander Stryder


data i miejsce urodzenia
24.07.2000 Eastbourne
zawód
florysta, student
wykształcenie
pierwszy rok farmacji
orientacja
po co się ograniczać?
stan cywilny
kawaler
wyznanie
agnostyk
wizerunek
timothée chalamet
cechy pozytywne
ambitny × serdeczny × przyjacielski × odważny × stanowczy × optymista × tolerancyjny × chętnie pomaga, sam często to oferuje × bezinteresowny × intuicyjny × szczery × wierny
cechy negatywne
wrażliwy × dość zamknięty w sobie × nieśmiały × uparty × nie lubi być w centrum uwagi × dość ciekawski, lubi wtrącać się w cudze życie × ma nieco inne poczucie humoru od typowego × może sprawiać wrażenie sztywnego
lubię
skoki × herbatę z mlekiem × komedie romantyczne × zapach deszczu i świeżo skoszonej trawy × psy, koty, myszy, chomiki, wszystkie zwierzęta × od czasu do czasu wypić lampkę wina × wystające obojczyki × języki obce × leniwe wieczory z dobrą książką × Disneya × karaoke × twórczość Goethe, van Gogha i Mozarta
nie lubię
swojej słabej kondycji × rasizmu × australijskiego akcentu × niebieskich długopisów × większości odświeżaczy powietrza × matematyki × być ciągle zmęczonym × historii × Taylor Swift × wyścigów konnych × poezji współczesnej × Krainy Lodu × szufladkowania ludzi × typowego podzielenia świata na dwie płcie wraz z przeznaczonymi im rolami
historia
Z okresu wczesnego dzieciństwa nie pamiętam wiele, co najwyżej tyle, co mama zdołała mi opowiedzieć. Często mówi, że bardzo szybko zacząłem chodzić, ale z mówieniem czekałem nad wyraz długo. Może to przełożyło się na mój aktualny charakter, bo nadal nie przepadam za odzywaniem się, kiedy nie jest to potrzebne. Podobno byłem bardzo żywym dzieckiem i dosłownie roznosiłem dom, a jadłem za trzech.
Słyszałem też, że moją ulubioną kołysanką były piosenki z bajek Disneya, a najbardziej lubiłem "Lustro" z Mulan. I muszę przyznać, że akurat w to wierzę jak w nic innego, bo często, kiedy jestem sam w domu, zdarza mi się włączyć soundtrack do tego filmu (pomińmy fakt, że przy wielu piosenkach jakoś oczy mi się pocą). Moim najwcześniejszym wspomnieniem jest prawdopodobnie dzień premiery Rogatego Rancza, kiedy miałem jakieś trzy lata i było to moje pierwsze wyjście do kina. Z samego oglądania filmu nie pamiętam wiele, ale ciągle widzę, jak tata kupuje mi watę cukrową na pocieszenie po seansie. Później jest jedna wielka, czarna plama, przerywana krótkimi migawkami. Piąte urodziny, pierwsza jazda konna, pierwszy upadek z drzewa i pierwsza wypita butelka Coca Coli (oczywiście bez wiedzy rodziców, bo nie pozwalali mi na picie tego świństwa).
Jednak ten jeden dzień pamiętam, jakby to było wczoraj. Byłem w drugiej klasie podstawówki, miałem lekcję plastyki. Lepiliśmy ptaszki i jeżyki z plasteliny z okazji początku wiosny. Kończyłem właśnie swojego różowego flaminga, kiedy nagle nie mogłem wziąć oddechu. Momentalnie zacząłem się dusić, budząc poruszenie wśród rówieśników. Potem wszystko działo się już za szybko - trafiłem do szpitala, gdzie przyjechała moja zatroskana matka. Niewiele wtedy z tego wszystkiego rozumiałem, miałem przecież zaledwie kilka lat, ale mama płakała jak nigdy. Dopiero potem zrozumiałem, co za tym wszystkim stało, bo nawet jej próby wytłumaczenia mi tego nie okazywały się skuteczne. Byłem za mały na zrozumienie tego, że byłem śmiertelnie chory, że miałem nowotwór. Bo to właśnie mi było, po tylu latach nie boję się nazwać tego po imieniu: nowotwór trzustki. Lekarz mówił, że mamy dużo szans na pokonanie tej choroby, co wdrożyliśmy w życie od razu. Rozpoczęła się chemioterapia, branie garści tabletek, pobierania krwi, rezonansy. Moją największą obawą było wszystko, co związane z igłami, których niestety było mnóstwo i bez których nie dało się obejść. Nie wspominam tego czasu dobrze, kojarzy mi się głównie z nieprzespanymi nocami, częstymi wymiotami, histerią mamy i płaczem. Moim, rodziców, nauczycieli, którzy przychodzili na zajęcia indywidualne do szpitala. W pewnym momencie nie byłem już sobie w stanie przypomnieć, jak wyglądał mój pokój, większą część swojego życia spędzając na sali szpitalnej na wydziale onkologicznym. Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że nawet najgorszemu wrogowi nie życzę tego, co sam przeżyłem. Nie twierdzę też, że to najgorsze, co można w życiu przeżyć, zawsze znajdzie się ktoś, kto miał gorzej, ale myślę, że mam spore podstawy do uważania, że nie miałem w dzieciństwie łatwo.
Na urodziny i inne święta lekarze pozwalali mi wrócić do domu, aby w spokoju świętować dany dzień. Był to niesamowicie miły z ich strony gest, co zawsze doceniałem razem z rodziną. Lecz dwunastych urodzin nigdy nie zapomnę. Siedziałem w swoim pokoju i czytałem książkę po tym, czekając na podwieczorek i tort po tym, jak na obiad zjedliśmy urodzinową pizzę. Nie dosłyszałem telefonu mamy, ale zamiast tego usłyszałem jej pisk i płacz, od razu schodząc na dół, do salonu, do niej. Byłem pewny, że to wieści od lekarza, złe wieści, ale wtedy dostrzegłem na jej twarzy uśmiech. Rzadko płaczę, ale kiedy mama powiedziała mi, że nie mam przerzutów, rokowania są dobre i jest duże prawdopodobieństwo, że wyzdrowieję, nie mogłem się powstrzymać. Rzuciłem się w jej ramiona i płakałem, płakałam z nią tak długo, że aż zasnęliśmy. Tata, który wrócił z tortem i świeczkami, sam nie dowierzał w to, co usłyszał. Nikt z nas nie dowierzał. W końcu coś zaczęło się układać.
Dalej było tylko lepiej. Musiałem poddać się operacji, w której miałem stracić część trzustki, dwunastnicy, żołądka oraz pęcherzyka żółciowego. Wtedy wszystko było mi kompletnie obce, ale szala była przeważona - albo to, albo dalsze próby leczenia farmakologicznego, które nie wpływało na mnie dobrze. Samego zabiegu nie bałem się tak bardzo, na szczęście wszystko przebiegło pomyślnie i szybko wróciłem do domu. Naturalnie utrata części organów łączyła się z tym, że musiałem zmienić swoją dietę, ale czy to było porównywalne z wygraną w walce z rakiem?
wygląd
wzrost: 180 cm
waga: 70 kg
karnacja: jasna
kolor włosów: ciemny brąz
kolor oczu: zielone z domieszką brązu
znaki szczególne: burza niesfornych loków, często podkrążone, zmęczone oczy; brak tatuaży czy piercingu
dodatkowe informacje
przebyte choroby i urazy: wszystkie wieku dziecięcego; przez kilka lat walczył z nowotworem trzustki
uczulenia: pyłki brzozy, laktoza
fobie: igły, ogień, małe pomieszczenia
używki: często przesadza z energetykami; alkohol pije sporadycznie, bo nie jest jakiś wielkim jego fanem

aktualny stan zdrowia: z tygodnia na tydzień coraz lepszy. Po operacji nie widać już żadnych guzów, według lekarza są też małe szanse na nawrót nowotworu. Przez długą walkę z nim jest teraz w dużo gorszym stanie fizycznym od rówieśników: ma gorszą kondycję i jest słabszy, ale robi wszystko, aby to zwalczyć. Jego psychika uległa całkowitej zmianie, wydaje się dużo bardziej szczęśliwy i żywy niż kilka lat temu.
ciekawostki
» Uwielbia uczyć się języków obcych. Poza angielskim zna francuski i włoski, natomiast teraz uczy się norweskiego i hiszpańskiego na własną rękę. W przyszłości chce nauczyć się ich jak najwięcej i zacząć podróżować po świecie.
» Mimo wszystko bliżej mu do umysłów ścisłych. Tak jak z matematyką ciągle toczy bitwę, której nie może wygrać, tak z całego serduszka poświęca się biologii i chemii. Nie wie jeszcze, czy chce od razu studiować medycynę, ale z pewnością zamierza robić coś w tym kierunku.
» Jego kolejnym zamiłowaniem jest sztuka, pod każdą postacią. Obrazy, muzyka, literatura - wydaje się wyczulony na wszystko. Sam próbował przebrnąć przez wszystko, odnajdując się najlepiej w poezji. Napisał już kilkadziesiąt wierszy, dłuższych i krótszych, chociaż na światło dzienne wyciekło może kilka z nich, tych najmniej osobistych.
» Do jazdy konnej z kolei ma dość lekkie podejście. Nie pcha się na żadne zawody, nie zależy mu na tym, aby być jak najlepszym jeźdźcem i osiągać same sukcesy. Dla niego głównie liczy się dobra zabawa i powolny, a rozważny rozwój.
» Jako dziecko miał okazję wykorzystać to jedno życzenie, które było oferowane każdemu dziecku choremu na raka. Jego jedyną prośbą wtedy było, żeby wyzdrowiał, co na razie się spełnia, mimo że nie było w możliwościach fundacji odpowiadającej za tę akcję.
» Z dzieciństwa wyciągnął wielką miłość do filmów Disneya. Jego ulubionym jest prawdopodobnie Mulan, która zawsze zdawała się zagrzewać go do walki z chorobą. Często zdarza mu się popłakać na niektórych z nich, choć największym wyciskaczem łez zawsze będzie Król Lew.
» Bardzo wybredny w kwestii słuchanej muzyki. Wszystko zależy oczywiście od jego nastroju, ale najczęściej sięga po rocka alternatywnego, choć nie może zabraknąć też klasyków rocka, a nawet elementów metalu. Nie przepada natomiast za muzyką popową, a chyba do końca życia będzie uważał, że Queen było najznakomitszym zespołem, który wniósł do muzyki najwięcej.
i'm so tired of love songs



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group