To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Parcour - Parkur piaszczysty

I So Bad - 2013-01-23, 00:25
Temat postu: Parkur piaszczysty
obrazek
opis.

Noa - 2013-01-24, 15:18

No to rozdziewiczamy parkur. W owym miejscu znalazła się w końcu Noa z Sequlity'm. Przez chwilę błądziła, jednakże stosunkowo szybko odnalazła właściwą drogę. W każdym bądź razie dziewczyna zatrzymała gniadosza przy schodkach, dopięła popręg oraz wyregulowała strzemiona. Z podestu wsiadła szybko na grzbiet skoczka, lądując delikatnie w siodle. Wodze na lekkim kontakcie, luźne, jeżeli ogier chciał od razu ruszyć, przytrzymała go w miejscu. Dopiero po chwili delikatnie musnęła go łydką po bokach, wypychając jednocześnie go lekko z bioder. Na razie pilnowała tylko i wyłącznie tempa, wszakże był tu po raz pierwszy tak więc mógł chcieć czemuś się lepiej przyjrzeć. Sama również oceniała podłoże, wygląd przeszkód. Poklepała lekko gniadosza po łopatce, uważając na swój dosiad. Mocno ciągnęła pięty w dół, odpowiednio ustawienie ciała, na razie wodza luźna, więc o kontakcie z pyskiem nie wspominamy.

(Wybacz, że tak krótko)

Sequlity - 2013-01-24, 15:25

(Mogę nieco mulić, bo chwilowo uciekam na telefon.)

Wszedłszy za dziewczyną, pysk uniósł nader mocno w górą, rozwierając nozdrza, przy czym zaciągając się mocno zapachem nowizny. Poparskując nerwowo, ustawił się prawidłowo, ażeby dziewczyna mogła wsiąść w siodło. Gdy już w nim wylądowała, ugiął się nieco, ale zaraz wrócił do prawidłowej stójki.
Czując wypchnięcie, ruszył nieco smętnym krokiem, wyciągając pysk w dół, przy czym zaczął zapoznawać się z terenem. Po chwili jednak zebrał się, łeb ustawiając na wysokość kłębu, zaś akcje nóg nijako poprawiając, czując się już nieco pewniej w ów miejscu.

Noa - 2013-01-24, 15:49

Po dwóch okrążeniach w jedną i drugą stronę dziewczyna zebrała lekko wodze, wchodząc na stały, acz elastyczny kontakt. Trwająca trzy sekundy pół-parada, a następnie pozwoliła gniadoszowi "wyżuć wodze z ręki". Podpierała go jednocześnie łydkami, by nie stracił w tempie i lekko zaangażował zad. Krótko pisząc, dążymy do tak zwanego "niskiego ustawienia". Z reguły używała go na rozgrzewkę, gdyż odpowiednio rozluźniał i rozciągał mięśnie grzbietu oraz szyi. Jeżeli przejście do owego ustawienia nie udało się za pierwszym razem, ponowiła pomoce. Po tym rozpoczęła wykonywanie figur ujedżeniowych, typu wolty, pół-wolty, ósemki, serpentyny itp. W czasie wchodzenia w łuk, na zgięciach wewnętrzne pomoce (wodza oraz łydka) nadawały kierunek wraz z ustawieniem, natomiast zewnętrzne ograniczały, a razem pilnowały, by ten nie wpadał/wypadał łydką/łopatką na zewnątrz/do wewnątrz. Cały czas aktywne wysyłanie do przodu, by ten nie tracił na tempie. Jeżeli trzeba było, sygnały przez nią wysyłane było mocniejsze, a jeżeli wszystko szło gładko, były subtelne, delikatne. Dopasowanie do sytuacji. W pewnym momencie zerknęła na zegarek i wypchnęła ogiera z bioder do kłusa, utrzymując zachęcający kontakt oraz rzecz jasna działając nieco mocniej łydką. Ręka cały czas stała, acz przepuszczalna, by skoczek nie wypadał z ustawienia. Jak za pierwszym razem zakłusowanie nie wyszło, od razu ponowienie pomocy. Bądź co bądź różne bywają konie, niektóre są cięższe, a inne bardziej czułe na wszelkiego rodzaju sygnały. Poza tym, dodatkowo na owym treningu problemy mogły wyniknąć choćby z tego, że oboje siebie nie znali, otoczenia też nie, a i niedawno tu przyjechali. No ale cóż, damy radę, czyż nie?
Sequlity - 2013-01-24, 21:52

(Wybacz, rodzina mi się zleciała. D:)

Skupił się całkowicie na ćwiczeniu, jednakże ucho co jakiś czas znacznie wędrowało w stronę dziewczyny, by czasem jakiś gest, czy też pochwała mu nie umknęła. Oczywiście, jego łeb znalazł się u dołu, zaś nos się delikatnie schował za linią pionu, a grzbiet delikatnie się uwypuklił, przy tym rozluźniając mięśnie. Zadnie kończyny płynnie, acz głęboko wkraczały pod kłodę, dając znak; przy czym na ogół dawał znak, czy też poczucie, że szuka tegoż kontaktu. Zad ruszył w akcje, nie tracąc na tempie.
W łukach, woltach, tudzież ósemkach, serpentynach; w pierwszych momentach zdawał się być nieco niezdarny, zaś po chwili jego ciało poczęło się wyginać prawidłowo, przeżuwając wędzidło w pysku.
Kiedy to poczęła zachęcać go do zakłusowania, tempem nieco przyspieszył, zaraz odnajdując właściwy rytm, przy tym nie wychodząc z ustawienia. Rozwierając szczęki, przeżuł wędzidło ponownie. >D

Noa - 2013-01-24, 22:24

(Spoko)
Po zakłusowaniu dziewczyna lekko poklepała gniadego po łopatce pokazując tym samym, że jest z niego zadowolona. Od razu zaczęła anglezować w rytm jego kroków, na właściwą nogę. Ponownie dwa okrążenia w jedną i w drugą stronę, razem z figurami ujeżdżeniowymi, z identycznymi pomocami na nich jak poprzednio. Po tym zaczęła bawić się wodzami, bez żadnego piłowania rzecz jasna. Podpierała go cały czas łydkami, by zaangażował jeszcze mocniej zad. Dążyła w tym momencie do zebrania. Przyjął odpowiednie ustawienie delikatniejsze pomoce, nie bardzo wiedział o co chodzi, nie chciał, sygnały mocniejsza. Gdy się udało cicho wymówiła pochwałę, zmieniając odpowiednio kontakt z pyskiem. Zmiana kierunku dajmy na to na prawo, by zacząć ustępowanie od łydki w tą stronę. Noa usiadła w siodło, dokładnie pośrodku konia, prawa łydka na popręgu prosiła o ruch w przód, lewa za popręgiem poprosiła o ruch w bok. Prawa wodza miała stały nacisk, coby utrzymać prostą szyję ogiera, a lewa lekko pulsowała tym samym wymagając zgięcia w potylicy. Owe ustępowanie rzecz jasna było w linii przekątnej. Wyszło, ponownie sygnały były subtelniejsze, a jeżeli nie, mocniejsze. To miało być ostatnim ćwiczeniem w kłusie, a później przejdą do galopu. Jak na razie współpraca wychodziła im całkiem nieźle, a jest to bądź co bądź bardzo ważne, nawet jeśli trening ma po prostu przypomnieć to i owo. Po wykonania ćwiczenia na jednej przekątnej zmiana kierunku na lewo i ponowienie pomocy, odpowiednie rzecz jasna dobranych do strony w jaką się poruszali.

Sequlity - 2013-01-25, 10:19

Kłus w ciągu dalszym był konkretnym chodem, bez żadnego udawania, że mu się nie chce. Było widac, że trochę mu tego brakowało. Ponowne w ćwiczeniach gniadosz począł się wyginać na tyle, ile było to potrzebne.
Zbierając się, ułożył zad pod kłodę, przy czym aktywował jego pracę jeszcze bardziej. Wyciągnął nieco szyjsko w przód, rozluźniając się, tym samym ustawiając pysk na prawidłowej wysokości. Ponownie przeżuł wędzidło, co znaczyło że kontakt mu służy, jest całkowicie skupiony na niej, tudzież na tym, czego od niego wymaga, czy na samych ćwiczeniach.
Ustawił się w kierunku przeciwnym do ruchu i przesunął w bok od nacisku łydki jednocześnie poruszając się do przodu. Zadu nie wystawił więcej, niż o 45 stopni pod kątem, efektem czego chwilę potem dążył po dwóch śladach w prawidlowym ustawieniu. Choć tempo chodu nieco zmalało.

( Wybacz, że tak na 'odjeb', trochę i krótko, ale na telefonie jestem. ;x )

Noa - 2013-01-25, 11:19

(Nie ma sprawy)
By jego tempo nie zmalało zbytnio, nadal podpierała go łydkami. Nie zamierzała go w żaden sposób karcić, tłuc batem za tempo...wiele koni w końcu robi tak przy ustępowaniu, a dodatkowo on miał długą przerwę w treningu, tak więc nie ma co wiele od niego wymagać. I tak była z niego zadowolona, że był aż tak bardzo skłonny do współpracy. Wbrew wszystkiemu brakowało tutaj takich koni, które są chętne do pracy i sprawia im to pewnego rodzaju przyjemność. Wracając do meritum treningu, pomoce do przejścia w niższy chód, do stępa. Odrobinę luźniejsza wodza, jednakże utrzymanie aktywnego tempa poprzez działanie łydek. Dwa okrążenia, by gniadosz miał czas na wzięcie głębszego wdechu, lekkie skrócenie wodzy i przy narożniku wewnętrzna noga nieco przed popręgiem, zewnętrzna za, mocniejsze obciążenie wewnętrznej kości kulszowej, kontakt zachęcając do ruszenia i wypchnięcie z bioder. Krótko mówiąc sygnalizujemy zagalopowanie, dajmy na to na lewą nogę. W razie czego pomoce mogły być mocniejsze, jeżeli gniadosz zapomniał, do czego owe sygnały służą. Po przejściu do galopu nadal wspieranie Seq'a łydkami oraz nieco mniejszy kontakt z pyskiem. Dała mu tym samym nieco więcej swobody na chwilę obecną. Zasłużył sobie, jednakże na wszelki wypadek Noa trzymała się nieco mocniej dosiadem, gdyby przypadkiem zachciało mu się zużyć nadmiar energii nie tylko galopem, ale też wszelkiego rodzaju brykaniem itp. Po dwóch okrążeniach skróciła lekko wodze, a jeżeli wcześniej były jakiś problemy po prostu trzymała się w siodle i nie pozwalała mu ciągnąć łba w dół. Pół wolta i pomoce do lotnej zmiany nogi z lewej na prawą. Prawa kość kulszowa pchała naprzód, lewa łydka przesuwa się za popręg, by zasygnalizować ruszenie z "nowej" zadniej nogi, prawa łydka na popręgu miało przypominać o dalszym ruchu naprzód, lewa wodza napięta, a tymczasem prawa została lekko oddana. Nie udało się od razu, jakieś komplikacje pół-parada oraz ponowienie pomocy. Po tym przejście do pół-siadu i najazd na biało-czerwonego krzyżaka. W linii prostej usiadła prosto, nieco odchylając się do tyłu przypominając tym samym ogierowi, żeby postawił zadnie nogi pod zad. W odpowiednim miejscu mocniejsza łydka, pół-siad i oddanie wodzy.

Sequlity - 2013-01-25, 12:54

Trening po tak długim czasie stania, to była w pewnym sensie dla niego przyjemność i przypomnienie niektórych podstawowych kroków. W końcu każdy koń lubi w końcu rozprostować kończyny pod kimś, zwłaszcza, jeśli ma się odpowiedniego partnera na sobie. W każdym razie Seq'owi odpowiadała taka Partnerka jak Noa. Bez spięć, na spokojnie, wszystko po kolei. Trening na 'luzie'.
Płynne przejście do stępa, jednakże w ciągu dalszym aktywnego, poprzez dodawanie łydek, co uruchomiało go automatycznie w delikatny, acz nie monotonny chód. Złapał oddech, poprzez ten chwilowy odpoczynek. Co jak co, ale trochę go to zmęczyło. Wygiął szyjsko w łuk, by dziabnąć się w swędzącą pierś, co niego go rozproszyło.
Zachęcany do galopu, delikatnie się 'naburmuszył', mówiąc krótko; po prostu nakręcał. Przeszedł nerwowo do kłusa, szukając właściwego momentu do wejścia w szybszy chód. Po ułamku sekundy siedział we właściwym tempie, ganaszując. W galopie rozłożył ciężar na przednie i tylne nogi, unikając ich przeciążenia, w związku z tym nie uciekał tak na boki, czy też się nie kurczył. Przy odczuciu, kiedy to dziewczyna nieco dała mu swobody, delikatnie wydał z zadu, aczkolwiek to raczej z "podniecenia", jakim było danie mu szansy na wybieganie się, czy też konkretnie wymęczenie.
Przy pierwszym, czy też drugim podejściu do wolty ze zmianą nogi lotnej, pogubił się nijako, co spowodowało, że zaczął szukać momentalnie większego kontaktu. Jednakże kolejna próba powiodła się, zmieniając kolejno nogi, zależnie od nacisku. Przy tym nie zapominając o właściwym wygięciu. Skwitował krótkim parsknięciem i ponownym przeżuciem wędzidła.
Najazd na przeszkodę potraktował jako większe wyzwanie; przecież to jego powołanie, a jak już wspomniano - nie miał długo z nimi styczności. Jadąc po prostej, ponowił akcje zadu, głębiej wkraczając tylne nogi, aktywniej zaczęły się uginać. Ogólnie środek ciężkości przeszedł posłusznie na tył. W miejscu wybicia, runął w górę wyciągając długą sylwetkę do przodu, razem z pyskiem, tym samym przelatując nad przeszkodą. Niczym baletnica robiąca te swoje piruety.
Przednie nogi dotknęły miękko ziemi, a następnie tylne, tym samym zapewniając delikatne lądowanie. Po ów czynności wrócił do konkretnego chodu, zaś żelastwo w pysku przygryzł, próbując je zaraz językiem wypchnąć.

Noa - 2013-01-25, 13:17

Lekki uśmiech pojawił się na jej twarzy po skoku. Dobrze jest wsiąść na konia, który naprawdę lubi swoją dyscyplinę i nie jest do niej zmuszany. Gdy ma się do czegoś talent niekoniecznie zawsze się to podoba, a w naturze ludzi pojawiło się ostatnio zmuszanie koni do tego, czego nie chcą. Od razu po lądowaniu dziewczynka poklepała gniadosza krótko po łopatce, utrzymując go w ciągłym galopie. Miała już ustawiony krótki parkur, składający się z czterech przeszkód. Może i był banalny, jednakże z pewnością wymagał czegoś od konia...chociażby zaufania do jeźdźca, czy też koncentracji. Poza tym zamiarem dziewczyny nie było zmuszenie ogiera do nie wiadomo jakich skoków po dłuższej przerwie. Kontakt z pyskiem był taki sam jak od samego początku, stały, acz przepuszczalny, żadnego szarpania za pysk, piłowanie czy też próby przejścia do jakiegoś dziwnego ustawienia. Najazd w linii prostej na szereg z lewej nogii. Pierwszy był brązowy krzyżaczek o wysokości 60cm, trzy foule i stacjonata 70cm w kolorze jaskrawej czerwieni. Dlaczego trzy foule jak na razie? Otóż, by gniadosz mógł się pozbierać po poprzednim skoku. W końcu jak już wspominaliśmy był po przerwie, więc przeszkód linii w typie na skok-wyskok mu robić nie będzie. Jak dobrze pójdzie, może nawet go pod stały trening weźmie. Czasu ma dużo. W każdym bądź razie na takowy szereg najazd w dynamicznym tempie, nadal w pełnym siadzie. W odpowiednim miejscu mocniejsze działanie łydki, przejście do pół-siadu oraz spore oddanie wodzy. Po skoku pozbieranie gniadosza, zamknięcie w pomocach oraz przypilnowanie by jej nie spłynął przed stacjonatą. Ponowienie owych pomocy jak przed krzyżakiem, a w trakcie lotu mocniejsze obciążenie prawej strony, sygnalizując lądowanie na tą nogę. Po przeszkodzie w pół-siadzie dwie foule i łagodny zakręt w prawo. Na nim zewnętrzna wodza ogranicza, wewnętrzna nadaje ustawienie, by ten wpasował się w łuk i z niego nie wypadł. Ponownie siadamy siodło, cztery foule i okser 70cm, w stonowanych barwach. Tutaj również w odpowiednim miejscu wsparcie łydkami, pół-siad oraz oddanie wodzy. Ręka z wodzami znajdowała się blisko potylicy, co świadczyło o tym, że dawała mu sporo wodzy...w razie czego jednakże cofała rękę, jeżeli gniadosz potrzebował nieco mocniejszego kontaktu w trakcie skoku. Po lądowaniu ponownie pół-siad, jedno całe okrążenie w galopie, oraz najazd na niebieskiego triple-barre o wysokości 80cm. Przed skokiem pomoce tak jak poprzednio. W zależności od potrzeby sygnały były lżejsze, bądź też bardziej dobitne, jeżeli zaczynał się wahać. W razie czego powtarzamy skok.
Sequlity - 2013-01-25, 15:09

Czując klepnięcie, poczuł się nijako dumny z tego, że w ogóle zdołał jeszcze to przeskoczyć. Cóż, taka przerwa w treningach nie służyła dobrze skoczkom, ale przy odpowiednim ruchu, tudzież ludziach, którzy go będą na treningi wyciągać - to kto wie. Płaty uszu skierował na dziewczynę, zaś chrapy rozwarł, nabierając w nie więcej powietrza, by potem soczyście parsknąć. Po skoku ponownie się zebrał, najeżdżając na ślad krzyżaka, oczywiście przy tym podstawiając zad i trzymając tępo. W punkcie do tego wyznaczonym przez Noe wybił się, ponownie się wyciągając, niczym wąż. Zapewnił łagodne lądowanie, powrót do zebrania i skupienie się na najeździe na foule. Kilkakrotne wydanie z zadu, aczkolwiek delikatne i znaczące, że płynie w nim jeszcze mnóstwo energii. Elastyczny, jednakże głęboki krok, pysk ustawiony nieco powyżej kłębu. Podstawiając zad, ponowne wybicie, pokonanie 3 fouli, szukając gdzieś pomiędzy większego kontaktu. Lądowanie zaakcentował mocnym wbiciem się w piasek, co mogła odczuć. Potok piany wylał się z jego pyska, a sam ogier zaczął coraz to chętniej przeżuwać.
Energiczny najazd na stacjonatę, kolejny raz wybijając się swobodnie i ciągnąc łeb w przód. Lądowanie, nieco z boku linii środkowej w kierunku planowanego zakrętu, by ponownie najechać na ślad fouli. Jednakże tutaj oparł się na jej ręce, spowalniając chód. Tym samym przy przeszkodzie wyłamując, wszak chcąc utrzymać równowagę i nie wlecieć na przeszkody, wyrwał w lewo, przez co dziewczyna mogła stracić równowagę w siodle i polecieć w drugą stronę, ale jeśli posiadała silne nogi, przesiedziała.
Cóż, ostatnio z niego straszna dupa, więc mogło się zdarzyć, że się wystraszył. Całą tą sytuacje skwitował mocarnym kwikiem, przy czym stanął jak wryty, łbem wychodząc w górę i spinając mięśnie. D:

Noa - 2013-01-25, 16:38

Po tych paru skokach dziewczyna zdążyła zauważyć, iż gniadosz najwyraźniej potrzebuje mocniejszego kontaktu. Póki nie kładł się na wędzidle nie było to nic złego tak więc nie zwróciła na to większej uwagi. Bynajmniej dopóki nie będzie to im obojgu przeszkadzało. Nie do końca spodziewała się wyłamania, jednakże, jako że od pewnego czasu jeździła na Colorado, instynkt działał pierwszy, więc nogami trzymała się mocno, co uratowała ją od upadku. Aż tak dużo czasu od poprzedniego nie minęło, tak więc na razie podziękujemy za naukę latania. Wzmocniła nieco kontakt, lekko dotykając jego łopatki gdy się zatrzymał.
- Hola, Sequlity, spokojnie - powiedziała pewnym tonem, chcąc zwrócić ponownie na siebie uwagę ogiera.
Wyłamanie zdarzy się każdemu, jednakże dziewczyna najpierw chciała go nieco rozluźnić, a dopiero potem powtórzyć skok. Wypchnięcie z bioder i mocniejsza łydka wraz z zachęcającym do ruszenia kontaktem miały spowodować zakłusowanie. Jak tylko przeszedł w ten chód zaczęła rytmicznie anglezować. Pierwsze co zastosowała, to pomoce do żucia z ręki. Miał się tutaj po prostu nieco odprężyć, tak więc nie grzebała mu w pysku, po prostu delikatnie, naprzemiennie poruszając wodzą. Broń Boże, żeby było to piłowanie. Zewnętrzna wodza napięta, wewnętrzna raz zapulsuje, pozostaje napiętą i dopiero potem idzie zewnętrzna, tak naprzemiennie. Było to robione delikatnie i powoli, by przypadkiem nie powodować jakiegoś bólu, bądź też żeby nie niszczyć mu po prostu wnętrza pyska. Gdy wydłużył nieco szyję poklepała go. Jedno okrążenie w takowym ustawieniu w kłusie w jedną stronę oraz jedno w drugą, a dopiero potem zagalopowanie. Tu także początkowo luźno, dopiero po jednym okrążeniu pozbieranie wodzy. Powtórzenie szeregu, z nieco mocniejszym kontaktem, lecz nie pozwalając mu się przypadkiem uwieszać na wędzidle. W odpowiednim miejscu łydka, pół-siad i oddanie wodzy. Trzy foule, na których wspierała go mocno łydkami, by przypadkiem znowu nie odmówił. Nie wzięła bata, nie lubiła go używać, głównie dlatego, że miała mocne nogi, a także łydki, wręcz jeżeli trzeba było używała większej siły poprzez nieco ostrzejsze dociskanie łydek. Zacmokała również dla zachęty. Jak udało się pokonać ową sytuację, najazd najpierw na owego oksera, później triple-barre (tak samo, jak było opisane we wcześniejszym poście).

Sequlity - 2013-01-27, 14:00

Ów wyczyn nie był na tyle energiczny i silny, by kobieta sobie nie poradziła z przesiedzeniem. Cała ta sytuacja nie była specjalnym wybrykiem Gniadego. Jak już wspomniano, był tutaj po raz pierwszy, toteż najmniejszy szelest mógł go rozproszyć.
Łeb Seq'a powędrował mocno w przód, by potem nim nerwowo pomachać na boki. Czując zaś dotyk Noy na swej łopatce, nieco się uspokoił, jednakże mięśnie delikatnie się spięły. Słysząc jej głos, płaty uszu powędrowały w tył, tym samym nasłuchując, co dziewczę ma mu do powiedzenia. Na 'odpowiedź' parsknął, tym samym dając znak, że się nieco rozluźnił.
Ruszył z miejsca kłusem, taktownie, choć nieco nerwowo drobiąc w piasku. Było widać, że przez ten czas łeb jego wolno schodził w dół, aż do całkowitego rozluźnienia. Żelastwo w pysku przygryzł, chwilę potem przeżuwając.
Pysk wyciągnął delikatnie w przód, wydłużając tym samym szyjsko na tyle, ile to było potrzebne.
Najazd na foule, nieco bardziej nerwowe kroczenie. Prawidłowe wybicie, wydłużenie sylwetki przy skoku, ponowne łagodne, taktowne lądowanie (nie chce mi się znów opisywać :D).
Następny był okser, w którym odnalazł się całkowicie. Ów przeszkoda pozwoliła mu się nieco bardziej odnaleźć, jakoby nie potrzebowała tak wysokiego wybicia się przednimi, co pozwoliło mu zachować trochę więcej siły. Głębokie wbicie się nogami tylnymi pod zad, wybicie w miejscu wyznaczonym przez Noe. Mocne wyciągnięcie się i schowane zadnich nieco bardziej pod siebie, by nie zawadzić o drąg. Przednimi nieco mocniej wbił się w piaszczystą nawierzchnie, tym samym akcentując udane lądowanie.
Po kilku krokach przeszedł energicznie do galopu, nieco ponosząc zad w górę, tym samym pokazując, że jeszcze sporo energii w nim drzemie. Dał się ponieść emocją. Po okrążeniu w wyznaczonym momencie przenieśli się na ślad przeszkody. Obciążył zad, nieco unosząc pysk w górę w najeździe na triplebarre. Ponowny wyskok, wyciągnięcie pyska mocno w przód, długie wybicie, pozwalający na poprawny skok, a także uczuciowe lądowanie. Na cielsku pojawiły się krople potu. Było widać, że włożył w to trochę swojego serca... No i tłuszczu.

Noa - 2013-01-27, 14:18

-Dobry koń - powiedziała entuzjastycznym tonem, klepiąc go po łopatce po poprawnym przejechaniu parkuru,
Nie zamierzała więcej go dzisiaj męczyć...do dłuższych, bardziej wymagających ćwiczeń przejdą kiedy indziej. Bądź co bądź przerwa była przerwą, tak więc w regularne treningi trzeba będzie wdrażać go powoli. Dała mu jeszcze na koniec nieco luźniejszą wodzę podczas galopu, po prostu siedząc w siodle przez jedno okrążenie. Następnie delikatnie odchylenie się do tyłu, napięcie mięśni brzucha przez co przestała na chwilę podążać za nim swoim ruchem. Krótko mówiąc przejście do kłusa. W kłusie pozwoliła sobie na dozę zaufania wobec niego, podobnie jak w przypadku Ruitershoeve i poluźniła całkowicie wodzę, pozwalając wyciągnąć mu łeb w dół. Dwa okrążenia w jedną stronę, zmiana kierunku za pomocą dosiadu przez pół-woltę i ponowne dwa koła w drugą stronę. Po tym usiadła w siodło, zwalniając go zaraz po tym do stępa. Poklepała go po łopatkach, praktycznie przytulając do niego. De facto dobrze się dzisiejszego dnia spisał. Wiadomo nowe miejsce, nowe rzeczy, nowe konie, nowi ludzie, a także nieznana amazonka. No, ale to z czasem się zmieni. Całkowicie luźna wodza, dziewczyna trzymała ją tylko za sprzączkę. Poluźnienie popręgu o jedną dziurkę z jednej strony i o jedną z drugiej. Rozstępowanie trwające około dziesięciu minut, przede wszystkim na tyle długie, by oddech wrócił mu do normy. Po tym wrócenie do delikatnego kontaktu, a następnie skierowanie jego kroków ku stajni.
zt

Sequlity - 2013-01-27, 14:47

Zastrzygł uszami, mieląc w pysku powietrze, transferując wszystko w głowie. Małe przemyślenia dotyczące treningu. W galopie, kiedy to dała mu nieco więcej luzu, wyciągnął pysk nieco w dół, rozwierając nozdrza. Czując nacisk zaś, kiedy to odchylała się od tyłu przeszedł taktownie do kłusa, może nieco bardziej leniwego, aczkolwiek dalej sprężystego. W czasie, kiedy oddała mu całkowicie wodze, maksymalnie wyciągnął pysk w dół, dotykając niemalże chrapami ziemi. Mogło być to niewygodne dla amazanki i nieco uciążliwe, ale Seq zaraz wrócił do pozycji, w której już sam za siebie mówił 'nie chce mi się'. Przejście do stępa, w którym już było widać, że stracił siły przez dzisiejszy trening, choć nader krótki i mało wymagający. Cóż, tak to jest, jak się zastoi.
Po rozstępowaniu ruszył w kierunku stajni, jak to go już Noa ukierunkowała. c;

zt.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group