Mistrz Gry - 2018-01-10, 15:14 Temat postu: Gonitwa koni pełnej krwi angielskiej
Jako druga ma miejsce gonitwa dwuletnich koni pełnej krwi angielskiej, odbywająca się na torze wyścigowym Cork.
Pogoda jest słoneczna, ale w powietrzu unosi się jeszcze wilgoć po ostatnich opadach, która sprawia, że odczuwalna temperatura jest trochę niższa niż w rzeczywistości (około 7 stopni).
Do gonitwy zgłosiło się dziesięć par, z czego pięć przyjechało z Orchard Stable.
Każdemu został przydzielony odpowiedni boks startowy (losowo).
Najmniejsze numery znajdują się bliżej wewnętrznej krawędzi toru, zaś większe - bliżej zewnętrznej.
Podział wygląda następująco:
1: EVA O'CROSS & DISASTER RESPONSE
2: NON-PLAYED CHARACTER #1 | reasonable runner | k. 114 s. 110
3: EVILINE RODRIGUEZ & DAIQUIRI
4: BRIAN DONNEY & JACKPATCHES
5: JAMES STOCKE & PRINCESSOF THE NILE
6: NON-PLAYED CHARACTER #3 | first winner | k. 125 s. 90
7: DELPHINE LOEVITONE & SCHO CAN DO
8: NON-PLAYED CHARACTER #4 | reasonable runner | k. 68 s. 64
9: NON-PLAYED CHARACTER #2 | reasonable runner | k. 83 s. 87
10: NON-PLAYED CHARACTER #5 | reasonable runner | k. 97 s. 118
Taktyki i statystyki NPC zostały ujawnione by obyło się bez nieporozumień,
ale oczywiście uczestnicy fabularnie NIE SĄ ich świadomi.
k. - kondycja, s. - szybkość
W kolejnym poście MG pojawi się losowanie dotyczące startu z bramek.
Ten post jest wyłącznie informacyjny.
Mistrz Gry - 2018-01-10, 15:50
WYJŚCIE Z BRAMEK
Atmosfera towarzysząca wejściu do bramek i nadchodzącemu startowi była z każdą chwilą coraz gorętsza.
Niektóre konie mocno opierały się przed wejściem do bramek, ale ostatecznie każdy zajął przypisany sobie boks,
w których oczekiwały otworzenia bramek. Konkurencja była silna, ale cała widownia,
która pojawiła się na trybunach, miała swoje typy - była to nieodłączona część wyścigów.
Niebawem bomba poszła w górę, a bramki otworzyły się, umożliwiając koniom start.
Najszybszą reakcją wykazały się NON-PLAYED CHARACTER #3 i NON-PLAYED CHARACTER #4.
Chwilę później wyszły z bramek NON-PLAYED CHARACTER #2, NON-PLAYED CHARACTER #1, DISASTER RESPONSE, DAIQUIRI, JACKPATCHES oraz PRINCESSOF THE NILE. Taka kolejność startu sprawiła, że konie ruszyły stosunkowo zwartą grupą, choć póki co oczywiście to dwa pierwsze miały niewielką przewagę nad resztą.
Jako ostatnie wyszły z bramek SCHO CAN DO i NON-PLAYED CHARACTER #5. Zły start zwykle utrudniał wybicie się na początek stawki, głównie z tego względu,
że już od początku budował dystans między resztą konkurencji, jak było w tym przypadku.
To pierwszy moment, w którym można powalczyć o upatrzoną pozycję na torze.
To, że ktoś startował przykładowo z bramki numer osiem,
nie oznacza, że nie może próbować zająć toru przy samej krawędzi!
Kolejka prezentuje się następująco:
1) Eva & Disaster Response 2) Eviline & Daiquiri 3) Brian & Jackpatches
4) James & Princessof 5) Delphine & Scho Can Do 6) MG - NPC (wszystkie) PODSUMOWANIE AKCJI, koniec kolejki, rusza kolejna.
Każda osoba (nie para) ma 24h na odpis.
Eva - 2018-01-10, 21:22 Eva do Irlandii przywiozła powiększoną stawkę koni do zaprezentowania. Standardowo wzięła Disaster oraz nowego konia Kinda. Zadbała o to, aby konie dobrze zniosły podróż i aklimatyzację w tymczasowej stajni. W dniu zawodów pojawiła się u klaczy, by przygotować ją odpowiednio do startu. Przygotowała odpowiednio sprzęt klaczy i swój strój, jak i sama klacz. Postarała się o dopięcie wszystkiego na ostatni guzik, włączając w to stosowne rozgrzanie klaczy do wyścigu. W końcu udały się w kierunku bramki startowej, gdzie zostały do niej wprowadzone przez luzaka. Klacz miała jednak drobne opory przed wejście, a Eva nie wiedziała czy to efekt podróży czy tak się ekscytowała nadchodzącym biegiem. W niej ostatecznie poprawiła swój sprzęt i rozejrzała się krótko po konkurentach. Eva dokonała jeszcze ostatnich poprawek, przyjmując odpowiedni dosiad, obierając odpowiednią pozycję za szyją klaczy i pewnie łapiąc wodzę. Wraz z dzwonkiem i otwarciem się bramek, wykazała się jednym z lepszych refleksów. Od razu musnęła klacz bacikiem, zachęciła ją rękoma i cmoknięciem do biegu. Na szczęście srokata zrozumiała ją bez zająknięcia jak zwykle ostatnimi razami, a kobieta trzymając się ich toru na wstępie umożliwiła jej pełny galop. Na szczęście udało im się go zachować, bo konkurencja ich nie zepchnęła na szary koniec ponieważ wyskoczyli jako jedni z pierwszych.Disaster Response - 2018-01-11, 00:06 Klacz była dość podekscytowana całą podróżą i nowym otoczeniem, co było dość oczywiste z racji, że niezbyt często miała okazję wyjeżdżać aż tak daleko od swojej stajni. Przy samym pobycie w tymczasowym boksie była już zdecydowanie spokojniejsza, jedynie z zainteresowaniem oglądała poruszenie, jakie powoli narastało. Od czasu, gdy przyszła Eva wszystko zaczęło pędzić, czas oszalał, klacz w jednej chwili była czyszczona, zaraz już siodłana, aż w końcu w mgnieniu oka była na etapie ogólnej rozgrzewki przed gonitwą, którą znosiła dobrze, pracując solidnie i starając się nie popełnić większych błędów, względem tego, czego wymagał od niej jeździec.
Miała opory przed wejściem do bramki, powód był raczej prosty, zbiorowa końska panika, ciężko było zachować się indywidualnie, kiedy niemal każdy sąsiad reaguje podobnie. Z większymi, bądź mniejszymi problemami udało się zapakować srokatą do boksu, ba, wystarczyło, że inne konie zaczęły wchodzić, więc ona sama nie była gorsza. W samym startboksie klacz starała się skupić na swojej pracy, przecież była to rzecz, którą chciała robić, galopować z innymi końmi, ścigać się i mieć konkurencję z którą można rywalizować, czyli również pokazać, jak dać z siebie wszystko, a nawet ponad normę.
Zaraz po sygnale otworzyły się bramki i wtedy właśnie klacz starała się jak najmocniej wybić, prąc wprzód, pierwsze kroki i refleks miały wielkie znaczenie. Wyszła w dobrej kolejności, wiadome było, że raczej nie wyskoczyłaby jako pierwsza z uwagi na to, że zapewne znajdowało się tutaj wiele koni. Disaster zgodnie ze swoją techniką i za zachętą ze strony Evy ruszyła galopem, od razu próbując się w pełni rozpędzić, tym samym już starając się uzyskać prowadzenie, jej próby mogły również zmylić konie, które miały w zwyczaju ślepe podążanie, w końcu jeśli widziały, że ktoś przyspieszał, to czemu one mają odpuszczać konkurencji? Oczywiście tutaj się mogły ujawnić pierwsze słabości w grupie, o ile takowe akurat występowały. Response nie robiła sobie z tego powodu żadnych wyrzutów, wykonywała to, czego ją nauczono, więc przez cały czas mocno wypychała się z tyłów, a przody stopniowo wyciągała co i raz mocniej, dopóki mogła, dopóki jeszcze dzieliła ich spora odległość od pierwszego zakrętu.Mistrz Gry - 2018-01-11, 10:21 Temat postu: Gonitwa koni pełnej krwi angielskiej
Trzecie i ostatnie tego dnia pobiegną na torze wyścigowym Cork trzyletnie i starsze konie pełnej krwi angielskiej.
Ładna pogoda utrzymuje się przez cały dzień, tworząc sprzyjające warunki dla ścigających się.
Do gonitwy zgłosiło się dziesięć par, z czego cztery przyjechały z Orchard Stable.
Każdemu został przydzielony odpowiedni boks startowy (losowo).
Najmniejsze numery znajdują się bliżej wewnętrznej krawędzi toru, zaś większe - bliżej zewnętrznej.
Podział wygląda następująco:
1: NON-PLAYED CHARACTER #4 | first winner | k. 153 s. 127
2: EVILINE RODRIGUEZ & HERO OF WAR
3: JAMES STOCKE & EIGHT BELLES
4: AIDEN CRAVEN & SOUL EATER
5: BRIAN DONNEY & ONCE IN A BLUE MOON
6: NON-PLAYED CHARACTER #6 | reasonable runner | k. 90 s. 97
7: NON-PLAYED CHARACTER #1 | reasonable runner | k. 137 s. 147
8: NON-PLAYED CHARACTER #3 | first winner | k. 110 s. 118
9: NON-PLAYED CHARACTER #2 | reasonable runner | k. 90 s. 99
10: NON-PLAYED CHARACTER #5 | reasonable runner | k. 143 s. 136
Taktyki i statystyki NPC zostały ujawnione by obyło się bez nieporozumień,
ale oczywiście uczestnicy fabularnie NIE SĄ ich świadomi.
k. - kondycja, s. - szybkość
W kolejnym poście MG pojawi się losowanie dotyczące startu z bramek.
Ten post jest wyłącznie informacyjny.
Mistrz Gry - 2018-01-11, 10:28
WYJŚCIE Z BRAMEK
Atmosfera towarzysząca wejściu do bramek i nadchodzącemu startowi była z każdą chwilą coraz gorętsza.
Niestety większość koni niespodziewanie mocno opierało się przed wejściem do bramek, ale ostatecznie każdy zajął przypisany sobie boks,
w których oczekiwały otworzenia bramek. Konkurencja była silna, ale cała widownia,
która pojawiła się na trybunach, miała swoje typy - była to nieodłączona część wyścigów.
Niebawem bomba poszła w górę, a bramki otworzyły się, umożliwiając koniom start.
Najszybszą reakcją wykazały się NON-PLAYED CHARACTER #4, NON-PLAYED CHARACTER #3, NON-PLAYED CHARACTER #1.
Chwilę później wyszły z bramek EIGHT BELLES, SOUL EATER NON-PLAYED CHARACTER #2. Taka kolejność startu sprawiła, że konie ruszyły stosunkowo zwartą grupą, choć póki co oczywiście to dwa pierwsze miały niewielką przewagę nad resztą.
Jednocześnie sporo par wyszło z boksów z opóźnieniem, które mogło wpłynąć na ich losy w wyścigu. Jako ostatnie wyszły z bramek NON-PLAYED CHARACTER #6, HERO OF WAR, ONCE IN A BLUE MOON i NON-PLAYED CHARACTER #5. Zły start zwykle utrudniał wybicie się na początek stawki, głównie z tego względu,
że już od początku budował dystans między resztą konkurencji, jak było w tym przypadku.
To pierwszy moment, w którym można powalczyć o upatrzoną pozycję na torze.
To, że ktoś startował przykładowo z bramki numer osiem,
nie oznacza, że nie może próbować zająć toru przy samej krawędzi!
Kolejka prezentuje się następująco:
1) James & Eight Belles 2) Aiden & Soul Eater 3) Eviline & Hero
4) Brian & Blue 5) MG - NPC (wszystkie) PODSUMOWANIE AKCJI, koniec kolejki, rusza kolejna.
Każda osoba (nie para) ma 24h na odpis.
Mistrz Gry - 2018-01-11, 18:37 Temat postu: Gonitwa koni czystej krwi arabskiej
W dniu dzisiejszej gonitwy jako pierwsze pobiegną na torze wyścigowym Cork konie czystej krwi arabskiej.
Pogoda sprzyja uczestnikom, niebo jest przejrzyste, nic nie zwiastuje jej pogorszenia.
Do gonitwy zgłosiło się dziesięć par, z czego sześć przyjechało z Orchard Stable.
Każdemu został przydzielony odpowiedni boks startowy (losowo).
Najmniejsze numery znajdują się bliżej wewnętrznej krawędzi toru, zaś większe - bliżej zewnętrznej.
Podział wygląda następująco:
1: DELPHINE LOEVITONE & THUNDERHEAD
2: EVILINE RODRIGUEZ & EBONY KNIGHT
3: LIAM RODRIGUEZ & BASHAYER
4: AIDEN CRAVEN & PARNASSUS
5: JAMES STOCKE & DOUBLE TROUBLE
6: NON-PLAYED CHARACTER #3 | reasonable runner | k. 66 s. 64
7: NON-PLAYED CHARACTER #4 | dead last | k. 56 s. 73
8: EVA O'CROSS & KIND OF MAGIC
9: NON-PLAYED CHARACTER #2 | first winner | k. 73 s. 49
10: NON-PLAYED CHARACTER #1 | reasonable runner | k. 53 s. 57
Taktyki i statystyki NPC zostały ujawnione by obyło się bez nieporozumień,
ale oczywiście uczestnicy fabularnie NIE SĄ ich świadomi.
k. - kondycja, s. - szybkość
W kolejnym poście MG pojawi się losowanie dotyczące startu z bramek.
Ten post jest wyłącznie informacyjny.
Mistrz Gry - 2018-01-11, 18:49
WYJŚCIE Z BRAMEK
Atmosfera towarzysząca wejściu do bramek i nadchodzącemu startowi była z każdą chwilą coraz gorętsza.
Niektóre z koni mocno opierały się przed wejściem do bramek, ale ostatecznie każdy zajął przypisany sobie boks,
w których oczekiwały otworzenia bramek. Konkurencja była silna, ale cała widownia,
która pojawiła się na trybunach, miała swoje typy - była to nieodłączona część wyścigów.
Niebawem bomba poszła w górę, a bramki otworzyły się, umożliwiając koniom start.
Najszybszą reakcją wykazały się NON-PLAYED CHARACTER #2, NON-PLAYED CHARACTER #3, DOUBLE TROUBLE i PARNASSUS.
Chwilę później wyszły z bramek NON-PLAYED CHARACTER #4 oraz EBONY KNIGHT. Taka kolejność startu sprawiła, że konie już na początku utworzyły się widoczne różnice między końmi.
Jako ostatnie wyszły z bramek KIND OF MAGIC, BASHAYER, THUNDERHEAD i NON-PLAYED CHARACTER #1. Zły start zwykle utrudniał wybicie się na początek stawki, głównie z tego względu,
że już od początku budował dystans między resztą konkurencji, jak było w tym przypadku.
To pierwszy moment, w którym można powalczyć o upatrzoną pozycję na torze.
To, że ktoś startował przykładowo z bramki numer osiem,
nie oznacza, że nie może próbować zająć toru przy samej krawędzi!
Kolejka prezentuje się następująco:
1) James & Double Trouble 2) Aiden & Parnassus 3) Eviline & Knight 4) Eva & Kind
5) Liam & Bashayer 6) Delphine & Thunderhead 7) MG - NPC (wszystkie) PODSUMOWANIE AKCJI, koniec kolejki, rusza kolejna.
Każda osoba (nie para) ma 24h na odpis.
James Stocke - 2018-01-11, 19:49 James brał udział po raz kolejny w gonitwie, tym razem po wypadku i szedł na żywioł. Miał wystartować w tych zawodach na trzech koniach. Ponownie przywiózł ze sobą Eight Belles z którą startował poprzednio i na której miał wypadek, nie wspominając że ich starty w ogóle nie należały do najlepszych. Przywiózł trzy klacze do celu czyli na teren toru wyścigowego w Irlandii. Ulokował je w stajni i zostawił do dnia wyścigu. W jego dniu pojawił się wcześnie w progu stajni, by od razu udać się pod boks Eight. Ogarnął ją w miarę (miejmy nadzieję) w stajni, by zabrać ją zaraz na rozprężalnie. Po rozlonżowaniu, dosiadł grzbietu klaczy i skierowali się do boksu startowego. Klacz się nieco opierała, uprzykrzając życie luzakowi. Ostatecznie jednak udało im się wejść do środka. Tam poprawił gogle, przyjął odpowiedni dosiad, złapał pewnie wodzę. Po otwarciu się bramek James cmoknięciem i machnięciem rękami zachęcił klacz dodatkowo do biegu. Wyskoczyli jako jedni z pierwszych z bramek, udało im się też na szczęście dzięki dobremu startowi zachować swój tor. Biegli obecnie dość zwartą grupą, ale to dopiero początek. Z racji techniki klaczy utrzymywał jej tempo w stałym rytmie, zachowując potrzebną energię na finisz.James Stocke - 2018-01-11, 20:16 James brał udział po raz kolejny w gonitwie. Miał wystartować w tych zawodach na trzech koniach, a w tym również na nieznanej mu jeszcze klaczy Double Trouble. Miał ją zaprezentować w Irlandii na torze, to też to uczynił. Przywiózł ją wraz z stawką pozostałych trzech klaczy, by ulokować w stajni do dnia startu w wyścigu. W ów dniu z rana przyszedł do stajni, by po ogarnięciu siebie samego zabrać się za klacz. Nie cyrtolił się z nią zbytnio tylko rachu ciachu w stajni, by udać się na rozgrzewkę w pobliże toru. Po odpowiednim rozlonżowaniu i krótkiej rozgrzewce z siodła, oddał ją w ręce luzaka który miał wprowadzić ich do boksu. Klacz się nieco opierała, uprzykrzając życie luzakowi. Ostatecznie jednak udało im się wejść do środka. Tam poprawił gogle, przyjął odpowiedni dosiad, złapał pewnie wodzę. Poczekał aż boksy się otworzą, co stało się krótki moment później. Zachęcił ją do biegu cmoknięciem i ruchem rąk, co przyniosło pożądany efekt. Wyskoczyli z bramek jako jedni z pierwszych, co umożliwiało im dobry bieg dalej. Prowadząc ją po ich torze naprzód, postarał się narzucić odpowiednie tempo które miało umożliwić im dobre dobiegnięcie do mety na dobrym miejscu. Konkurencja była mocna i silna, ale oni się na pewno nie podadzą.Eviline - 2018-01-11, 21:30 Ev pozostała niewzruszona na podróż do Irlandii, zdecydowanie bardziej martwiło ją samopoczucie swoich czterech podopiecznych, a tak się składało, że przywiozła tu całą czwórkę i każdy z jej ogierów startował, choć jeden pod innym jeźdźcem, jakim był jej brat z którym rywalizacja była dla niej ostatnio czystą przyjemnością, jednak tę gonitwę biegła niemal incognito, mając za konkurentów jeźdźców z Orchardu, których przynajmniej kojarzyła. Zagwozdką dla niej za to byli nieznajomi i to im się przyglądała, próbując ocenić ich pewność siebie, zanim w ogóle zauważyła kto na jakim koniu jedzie.
Kobieta jak zwykle przygotowywała się w samotności, jednak najwięcej czasu spędziła u Daiquiriego, którego to sama doglądała, pozwalając stajennym i luzakom jedynie na drobną pomoc, wolała sama być sobie sterem, żeglarzem i okrętem, wtedy jak coś poszło nie tak, to mogła mieć urazę jedynie do samej siebie. Ogiera potraktowała długim i dokładnym badaniom, oraz masażom nóg, które to dzisiaj musiały być w doskonałej formie, co jeszcze sprawdzą podczas rozgrzewki. Przy samym siodłaniu i oporządzaniu po trzy razy sprawdzała samą siebie z każdą zrobioną rzeczą, aby się nie pomylić i mieć tym samym wszystko na tip top. Cały czas również pamiętała o zaczepianiu swojego wierzchowca, w końcu zawody nie miały być sztywnym rytuałem, chciała wprowadzić w nie więcej luzu, to miała być zabawa i przy okazji sprawdzenie postępów, jakie wyciągnęli, oraz umiejętności.
Już na torze, odjechała kawałek od koni, by przeprowadzić rozgrzewkę, dużo stępa i kłusa, wyginanie się w różne strony, próba przejść, typowe i podstawowe ćwiczenia, które miały na celu rozgrzanie i rozciągnięcie ogiera, tym samym przygotowując go do dość długotrwałego biegu, przeciskania się między rywalami w razie potrzeby, zwalniania i przyśpieszania, poprawnego wyjeżdżania zakrętów, a i oczywiście wzmożenie wyczucia, co im się później przyda przy balansowaniu ciężarem. Przy okazji kobieta sprawdzała swoje strzemiona i siodło, obciążając specjalnie strzemiona, balansując ciałem, tak, by móc być pewną, że chociaż do tej chwili wszystko było w jak najlepszym porządku.
Pozwoliła, by luzak wprowadził ich do startboksu. Cały czas ukazując ogierowi swoją rozluźnioną postawę, próbowała uspokoić go przed zamknięciem w wąskiej, małej klatce, jaką był owy boks. Jeśli ogier miał problemy, starała się reagować od razu, by zapewnić mu jak najmniej stresu, ba, byłaby w stanie pozbyć się luzaka i raczej również samodzielnie weszliby do tego boksu, gdyby się bardziej postarali. W zależności od tego, jak zachowywał się ogier, Ev starała się dostosować pod niego, wesprzeć go w zwątpieniu, lub pochwalić go po wejściu do boksu. To ostatnie pewnie uczyniła w obu przypadkach, ale wiadomo, jak to jest.
Te kilka chwil w startboksie pozwoliło na ostatnie poprawki, założenie gogli, przyjęcie poprawnej pozycji, oparcie się w strzemionach, kilka czułych muśnięć dłonią, a raczej palcami po szyi Daia. Najważniejszy w tym był fakt, że kobieta wydawała się ignorować otoczenie, zamknąć się na resztę, a skupić na tym, co mają do zrobienia we dwójkę na tym torze.
Wraz z otwarciem bramek, hiszpanka wypchnęła ogiera zdecydowanie do przodu, nie używając w tym do pomocy żadnych palcatów, ani nawet marnej hukówki, jak zwykle zresztą wolała siłę współpracy. Pamiętając, że są w trzecim boksie, chciała wyjść jak najwcześniej, by nie zostać zepchnięta przez konie z dalszych startboksów, co powinno im się mniej więcej udać, wyszli niemal w środku i zanim konie z dalszych numerów dobiją do bandy, oni mogli próbować zdążyć się gdzieś wpasować, bądź używając niewiele energii spróbować jednak zająć miejsce przed niektórymi. Niewiele trzeba było się na tym zastanawiać, Ev podjęła dość rozsądne próby, uważając na warunki atmosferyczne, które mogły sprawić, że grunt nie był zbyt pewny, jeśli nadal był dość mokry, bądź wilgotny. Jeśli mieliby się narażać na bezpośrednie starcie z jakimś koniem, które mogłoby nadużyć ich siłę, nie traciła na to czasu, było za wcześnie na zdecydowane działania i wolała korzystać jedynie ze sprytnych sztuczek, utrzymując z ogierem odpowiednie tempo, nie wychylając się niczym Filip z konopi i nie biegnąć na złamanie karku, tylko po to, by przez ileśdziesiąt metrów być pierwszymi, na takie działania czas znajdą później, teraz liczył się dobry start.Eight Belles - 2018-01-12, 00:28 Kara, co trzeba było przyznać, ostatnio nie zachowywała się najlepiej i starała się wszystkim utrudniać ich zadania, to też o ile droga do Irlandii nie była dla niej czymś szczególnym, o tyle biegający dookoła ludzie wprawili ją w iście grinchowy nastrój.
Do przybycia Jamesa próbowała uszkodzić kilku stajennych i luzaków, którzy najwidoczniej chcieli pooglądać konie i trafili na tego niewłaściwego. Jamesowi również nie miała zamiaru ułatwiać sprawy, przez co mężczyzna spotykał się z uporczywym uporem ze strony klaczy, która standardowo próbowała się wspinać przy każdym dotyku w miejscu bardziej pozabliźnianym. Ostatecznie mężczyźnie udało się oporządzić i osiodłać karą, jednak zapewne klacz choć trochę poszarpała mu nerwy, w końcu z nią nic nie ma "na szybko".
Przy samej rozgrzewce Belles próbowała przejąć dowodzenie i sama być sobie panem, dlatego też wieszała się na wędzidle, robiła uniki, czy po prostu zatrzymywała się, jednak najczęstsze były próby zagalopowania, czego można się było po niej spodziewać. Były też chwile spokojne, gdzie klacz odpuszczała swoje humorki i rozciągała się, przygotowując mięśnie i stawy do kolejnej gonitwy. Jej wystarczyło pokazać rywala, a ta już zaczynała się nakręcać.
Czas wchodzenia do bramek startowych nie był dla niej najszczęśliwszy, kara była niespokojna, ewidentnie nie spodobał jej się luzak, który miał ją wprowadzić i skończyło się na oporze, fuknięciach, oraz cofaniu, choć młody chłopak starał się ją usilnie trzymać. Cóż, dopiero gdy kara została lekko popuszczona w wodzach, zaczęła się stopniowo rozluźniać i już z mniejszymi oporami dała się wprowadzić do ciasnej klitki.
Po otworzeniu bramek, kara wytorpedowała do przodu, mocno angażując pracę nóg, starając się uzyskać jak najlepsze wyjście z bramki i być przed swoimi rywalami, co pozwoliłoby jej na trochę zachować większe pokłady energii, której nie musiałaby zużywać do nadgonienia. Wyszła bodajże czwarta, co nie było złym wynikiem jak na dead lasta. Za niechętnym posłuchaniem jeźdźca zwarła się z grupą po uzyskaniu swojego miejsca w stawce. Jeszcze nie zdążyła zauważyć swojego rywala z poprzednich gonitw, dlatego też łatwiej było utrzymać ją w ryzach, w końcu przed nią wybiegły konie, które prawdopodobnie widziała pierwszy raz. Jeszcze trochę spokoju James będzie z nią miał.Double Trouble - 2018-01-12, 00:46 Arabka od przyjazdu do nowego miejsca zachowywała się tak, jakby wciąż siedziała w Orchardzie. Nie zwracała uwagi na nic, co wykraczało za jej chrapy i wyglądała niczym koń na środkach nasennych, co mogło być przez wielu ludzi zostać uznane za znak ospałości. Ba, nie widać było po niej wyścigowca, pomijając odpowiednie dla tej dyscypliny rozbudowanie w mięśniach i postawę, ale w zachowaniu wyścigowca z niej ani krzty.
Pozwoliła się oporządzić nieznanemu sobie człowiekowi, stała w zaparte odkąd tylko mężczyznę wszedł do jej boksu, nie ruszyła się o krok, ba, uchem nawet nie zastrzygła. Pozwoliła się wyczyścić zachowując się non stop niczym posąg, co pewnie jednej strony ucieszyło jeźdźca, z drugiej zaś mógł się zastanawiać co oni mu do jazdy dali. Cóż, może nie będzie mistrzynią tych wyścigów, ale postara się pokazać wszystkim na co ją stać, jakkolwiek ta gonitwa miałaby się nie skończyć.
Rozgrzewka przebiegła dość szybko, klacz mniej więcej wykonywała wszystkie zlecone jej ćwiczenia, do jednych przykładając więcej uwagi, do drugiej niemal w ogóle nie dając nic z siebie, jednak koniec końców przebrnęli przez ten ciężki etap i mogli przejść do startboksów, a przed jednym z nich, bodajże właśnie swoim własnym stanęła okoniem i nic. Ani jeździec, ani luzak nie mogli jej zaciągnąć siłą, prośbą, czy grośbą do środka, cofnąć, czy zmusić do choćby przestawienia nogi w innym kierunku. Chęci na "takie zabawy" jednak szybko jej mijały i spokojnym krokiem w końcu przekroczyła krok bramki, skupiając się na torze.
Po charakterystycznym dźwięku i otworzeniu się bramek, siwka wprawiła swoje kończyny w ruch, starając się jak najmocniej wybić, by przody w pierwszym kroku odpowiednio wyciągnąć i dalej już robiło się tylko łatwiej, przynajmniej jeśli chodzi o rozpędzanie. Nie miała najgorszej pozycji, jednak dla niej przebiegnięcie takiej długości toru z taką ilością konkurentów było lekkim wyzwaniem, biorąc pod uwagę, że miała wielkie chęci dotrzymywać im kroku na finiszu. Obecnie pozostało jej rozpędzanie się, aż do osiągnięcia dobrego tempa i odpowiednie ulokowanie się w stawce, które mogłoby otworzyć jej wiele możliwości, do tego potrzebowała jednak pokierowania jeźdźca, sama mogłaby zepsuć nawet obecną pozycję na torze.Aiden Craven - 2018-01-12, 13:12 Wyjazd do Irlandii był ciężki głównie z tego względu, że wszystkie gonitwy miały odbyć się jednego dnia, a Aiden w dwóch z nich brał udział. Prawdę mówiąc zdążył się od tego odzwyczaić, dlatego od rana chodził nieprzytomny, jednocześnie starając się wszystkiego dopilnować. Przytłaczała go ta nagła odpowiedzialność, a była przecież olbrzymia, bo chodziło o zdrowie i komfort aż dwóch koni.
Jednym z nich był Parnassus, znany już Aidenowi z poprzednich gonitw czy treningów. Blondyn dostał go w swoje ręce z polecenia właściciela stajni, najwyraźniej po krótkiej przerwie nadeszła pora na pokazanie karego na torach, co chłopak po prostu przyjął do wiadomości. Przygotowując konia do wyścigu w asyście luzaków, starał się przypatrzeć reszcie konkurencji, która tym razem składała się przede wszystkim z koni, które przyjechały z Orchardu. To dobrze, bo przynajmniej było wiadomo czego się spodziewać.
Kolejno nadszedł czas na rozgrzewkę, która kładła ogromny nacisk na dużą ilość stępa i wygięć, a dopiero w drugiej kolejności na kłus, którego głównym zadaniem było podniesienie temperatury mięśni i przyspieszenie tętna. Aiden starał się jednocześnie dbać o komfort psychiczny Parnassusa, by ogier zwyczajnie chciał biec, co było chyba najważniejsze.
Po kolejnym z rzędu upewnieniu się, że wszystko gra, nadeszła pora na wprowadzenie koni do boksów. Atmosfera wokół była niezwykle nerwowa, ale Parnassus zdawał się być nią nieporuszony, przynajmniej nie na tyle, by stał się jednym z tych problematycznych koni, które nie chciały dać się zamknąć. Aidenowi z pomocą luzaka udało się umieścić araba w boksie stosunkowo sprawnie, co pozwoliło mu się w spokoju przygotować, czyli ubrać gogle, przyjąć odpowiednią pozycję czy raz jeszcze upewnić się, że równomiernie obciąża oba strzemiona i siodło się nie przechyla na żadną z nich.
W końcu nadeszła wyczekiwana chwila otwarcia bramek, na którą Aiden był przygotowany, wobec czego zdążył w porę zareagować i wypchnąć Parnassusa w przód, zdając się tylko na ruch ręką, kostki i jego własny, wyuczony odruch, na którym się nie zawiódł, bowiem arab wyskoczył z bramek jako jeden z pierwszych. To z kolei dało blondynowi szansę na zachowanie ich pozycji, jako że dysponowali jednym z pierwszych torów i wskazanym było dopilnowanie, by zostało tak do samego końca. Znając technikę konia i wiedząc, w jaki sposób biegło mu się najlepiej, pozwolił mu nabierać prędkości. Zbudowanie dystansu między resztą było prawdopodobnie najważniejszym, co musieli teraz zrobić, ponieważ kary nie należał do najszybszych koni. Stąd początek w ich wykonaniu był dynamiczny, dopiero z czasem tempo miało ulec wyrównaniu.Daiquiri - 2018-01-12, 14:28 Charakter Dai'a sprawdzał się również podczas gonitw i wyjazdów. Nie przejął się szczególnie zmianą stajni, zwłaszcza, że wokół siebie wciąż miał znajome twarze: Eviline i luzaków, do których był przyzwyczajony niemal tak samo. Szczęśliwie nie uległ także większemu zmęczeniu podróżom, bowiem miał naprawdę solidną opiekę. Każdy tylko na niego chuchał i dmuchał, byle tylko pozostał w szczytowej formie na czas gonitwy. W przeciwieństwie do ostatniego razu (kiedy wyraźnie był nie w sosie), dzisiaj dopisywał mu humor, co okazywał poprzez liczne zaczepki kierowane pod adresem swoich opiekunów. Na pewno nie mogli się z nim nudzić, ale za to Eviline mogła odetchnąć, bo najwyraźniej nic mu nie dolegało.
Jego zachowanie odbiegało od normy tylko pod tym względem, że mocno ekscytował się widokiem innych, obcych koni i z tego względu sporo rżał i caplował, na ogół jednak dając się łatwo sprowadzić do parteru, nawet przez swoją dżokejkę, bo nawet od niej był niższy... Jego wzrost zapewne wzbudzał zainteresowanie, może nawet nieprzychylne komentarze, bo mało kto spodziewałby się po takim niepozornym koniu możliwości, jakimi dysponował.
Zszedł nieco z tonu dopiero podczas rozprężenia, które miało całkiem płynny przebieg, mimo iż momentami ogier był rozkojarzony. Eviline jednak nie dopuszczała możliwości by cokolwiek było zrobione na odwal, jednocześnie tworząc na tyle komfortowe warunki pracy, że Daiquiri bez zbędnych usztywnień podporządkowywał się jej woli, w efekcie wykonując kawał uczciwej roboty przed rozpoczęciem startu.
Jeżeli natomiast chodzi o wejście do boksu, to z tym nigdy nie miał większego problemu, bo nie był jednym z tych koni, które reagowały paniką lub agresją w momencie, w którym człowiek wywierał choć delikatną presję. Nie przepadał za tą czynnością, ale za sprawą silniejszej sugestii wszedł pospiesznie do boksu, dopiero w środku nabierając większej pewności siebie, jakby najgorszy moment był podczas przechodzenia przez tę wąską przestrzeń. Miał lekkiego nerwa, jak chyba każdy, koniecznie już chciał stąd wyjść, bo udzielały mu się emocje innych.
Wreszcie bramki otwarły się, na co Daiquiri zareagował niemal natychmiastowo, wyskakując w przód jako jeden z pierwszych koni, co doskonale wpłynęło na jego psychikę. Mógł spokojnie zachować swoją pozycję, bez obaw, że konie z dalszych torów przyblokują go z przodu, bo zwyczajnie nie dawał im na to szans, nawet nie musząc się przesadnie rozpędzać. Mocno wchodził zadem pod kłodę, używając siły jego mięśni do energicznego galopu i pewnie stawiał kopyta na podłożu, które dzisiaj wyraźnie mu pasowało, w przeciwieństwie do takiego, na jakim mieli wątpliwą przyjemność ścigać się ostatnim razem. Jak na razie wszystko układało się bez zarzutów.