Archiwum - Czworobok
Anonymous - 2017-01-04, 10:20 Temat postu: Czworobok Czworobok przeznaczony pod egzaminy z odznak jeździeckich.
http://www.oj.uph.edu.pl/index.php?p=abc&a=33
Nicole - 2017-01-16, 09:34
Brąz
Dla najprawdopodobniej niczego nie spodziewających się koni, mógł to być zwyczajny dzień. Mógł, ale nie musiał. Nicole zdająca tego dnia brązową odznakę, czuła się nadzwyczaj lekko. Wbrew pozorom, ani trema, ani strach nie nawiedziły jej tego dnia. Można raczej powiedzieć, ze odczuwała coś w rodzaju podekscytowania, przyjemnego dreszczu emocji przeszywającego raz po raz jej ciało. Korzystając z możliwości jazdy na dwóch koniach wybrała nową, a zarazem pierwszą podopieczną, oraz Bloo.
Na ogierze należącym do znanej w Orchardzie zawodniczki, Jessicy Reese, miała jechać próbę ujeżdżeniową. Rankiem zjawiła się w stajni, przygotowała konie i po udzieleniu stajennemu wskazówek, dotyczących czasu przyprowadzenia Devocatis na rozprężalnie, zaczęła się stroić. Razem ze srokatym rozpoczęli rozgrzewkę o bardzo dobrym czasie. Po rozstępowaniu i przekłusowaniu, powyginali się w najróżniejszych figurach, uwzględniających również sprawdzenie posłuszności konia. Hiszpanka przez cały ten czas starała się zgrać z Bloo, pod koniec niemal bezbłędnie odczytując jego ruchy.
Kiedy zostali wywołani, Nicole poklepała umięśnioną szyję Holendera, aby zaraz potem konsekwentnie odesłać go w stęp pośredni. Trzeba przyznać, że prezentowali się rzeczywiście ładnie. Ona w bielutkich bryczesach, czarnym "żakieciku" i śnieżnobiałej bluzce, on wyczyszczony na błysk, w starannie zaplecionych koreczkach i pozbawionym jakichkolwiek kołtunów ogonie. Objechali czworobok dookoła, dziewiętnastolatka rozejrzała się po raz ostatni, zezwalając, aby i ogier zapoznał się z nowym miejscem. Gdy dostali pozwolenie, skierowała go na linię środkową, już wcześniej uprzedzając o chęci zakrętu. Dołożyła wszelkich starań, aby ładnie wyjechał zakręt, a przy okazji nie zmienił tempa. Jadąc do X zamknęła go w łydkach, tym samym uniemożliwiając spływanie na boki. Samo zatrzymanie poprzedziła kilkoma półparadami, aby przy literce móc bezproblemowo sprowadzić WKKW'istę do stój. Ukłoniła się egzaminatorom i zaraz ponownie ruszyła stępem, aby u końca linii skręcić w prawo. Przed zmianą chodu ponownie wzmocniła pomoce, przy M dokładając łydki. Energicznie ruszyli kłusem, wprost od M do B. Anglezując utrzymywała go w jednakowym tempie, ciągle przypominając o angażowaniu zadu, oraz swojej obecności. Chciała, aby jego ruch był przyjemny dla oka, harmonijny. Pracą łydek napychała konia na elastyczny kontakt, i stabilną rękę, która niewątpliwie pomagała w odpowiednim prowadzeniu ogiera. W B odbiła w prawo, na koło o średnicy dwudziestu metrów. Zewnętrzną łydką pilnowała tempa, oraz zadu srokacza, a wewnętrzną zgięcia w kłodzie. Z wodzami było podobnie, chociaż w głównej mierze prowadziła go dosiadem. W połowie koła usiadła płynnie w siodło, i nie pozwalajac mu na samodzielną zmianę tempa zakończyła, koło kłusem roboczym ćwiczebnym. Cały czas luźno pracowała biodrami, nie tracąc równowagi, a tym samym nie dając kopytnemu powodów do spięcia. Chwilę przed powrotem na ścianę, posłała mu półparadę chcąc wzmocnić jego koncentrację.
Dociskając łydki w odpowiednim momencie - tak, aby ogier wybił się z prawej nogi - zagalopowała. W razie problemów od razu skorygowała jego pracę zadu i kończyn, co zapewne dobrze wpłynęło na całą motorykę. Galopując równym tempem, oferując mu oparcie na wodzy dojechali do H, gdzie Hiszpanka sprowadziła go do kłusa. Niemal przez cały czas jej wzrok utkwiony był w jednym punkcie, daleko przed nimi. Przed M przygotowała go do zakrętu, aby w owym miejscu, nie wytrącając go z rytmu, wykręcić na przekątną. Zamykając go mocniej w łydkach usiadła na chwilę w siodło, aby zmienić nogę, zaraz potem powracając do anglezowania.
1-6
Oliver Pelerieux - 2017-01-19, 10:30
srebrna odznaka
Wciąż nie posiadałem własnego konia, ani nawet takiego, którym mógłbym się szczególnie opiekować, więc nie miałem innego wyjścia niż pożyczyć wierzchowca. Wybór ponownie - w końcu już raz mieliśmy ze sobą do czynienia - padł na Friskiego, jako że wiedziałem, czego się po nim spodziewać i wiedziałem, że na pewno zdam na nim odznakę.
Po solidnej, ale jednak niezbyt męczącej rozgrzewce wyczekiwałem swojej kolejności w pobliżu czworoboku. Wywołany skróciłem wodze i po paru półparadach ruszyłem kłusem wokół czworoboku, przed wjazdem na niego decydując się na wykonanie ostatnich "poprawek" nie tylko we własnym dosiadzie, ale również tempie i przepuszczalności konia. Dopiero gdy wszystko grało, wprowadziłem siwego w zakręt na wprost linii środkowej czworoboku, na którą wjechałem przez rozsunięte szranki. Prowadząc równo Friska na pomocach, dosiadem podążałem swobodnie za jego ruchem, dojeżdżając go do elastycznej ręki, która zapewniała stały, przyjazny kontakt. Zatrzymanie w literze X poprzedziłem paroma półparadami, zwyczajnie przygotowując do tego konia; w pożądanym miejscu wykonałem zaś pełną paradę, nie zapominając o domknięciu konia w łydkach, by stanął równo, zwarty i gotowy do ponownego ruszenia kłusem tuż po tym, jak ukłoniłem się komisji. Kolejno poprowadziłem konia do końca linii środkowej, gdzie skręciłem w prawo, dbając o to by Friskey prawidłowo wszedł w zakręt, oparty na zewnętrznej wodzy i wygięty wokół wewnętrznej łydki. Dalej zabrałem go na przekątną, na której poprosiłem konia o wydłużenie kroku w kłusie - mocniej zadziałałem dosiadem i zamknąłem konia w łydkach, dopiero w drugiej kolejności lekko przesuwając ręce do przodu, bez utraty kontaktu. W ten sposób chciałem uzyskać od Whiskiego wydłużenia ram, które wraz z końcem przekątnej miały ulec ponownemu skróceniu, co też udało mi się wyegzekwować bez większych spięć czy dyskusji. Kolejno wziąłem konia na woltę w lewo o standardowym rozmiarze, zaczynającą się w literze P. Pomogłem siwemu w odpowiednim wygięciu się, zewnętrznymi pomocami ograniczając go przed wypadaniem zadu czy nadmiernym zgięciem szyi, zaś wewnętrznymi zachęcałem go do zaokrąglenia. Zamknąwszy woltę pojechałem jeszcze dwanaście metrów na wprost, by tam, w literze B skręcić w lewo. W przecięciu linii środkowej przestawiłem pomoce tak, by teraz dotychczas wewnętrzna wodza stała się tą zewnętrzną, prowadzącą. W ten sposób przygotowałem Friskiego do skrętu w prawo, który miał miejsce w literze E i wiązał się ze zmianą kierunku. Kolejnym elementem była druga, identyczna co przed chwilą wolta, po której wyjechaniu było zaplanowane zatrzymanie w połowie krótkiej ściany. Pomyślałem o nim odpowiednio wcześniej, wobec czego oboje byliśmy przygotowani do wykonania tego elementu w harmonijny sposób. Odczekawszy pięć sekund w bezwzględnej nieruchomości, dałem ogierowi łydkę do stępa pośredniego, w którym zabrałem go na krótką przekątną MV. Na niej umożliwiłem koniowi swobodne rozciągnięcie się w stępie swobodnym, który był przewidziany w programie. Stopniowo oddałem siwkowi wodze i prowadziłem go po prostej linii w łydkach, biodrami swobodnie podążając za kołyszącym ruchem konia. Kończąc przekątną ponownie nabrałem wodze i zakłusowałem w K, owe przejście poprzedzając półparadą. Jednakowo było przed zagalopowaniem, które nastąpiło kawałek dalej, w literze A; przesunąłem zewnętrzną łydkę za popręg i lekko wypchnąłem konia z bioder do galopu, utrzymując elastyczny kontakt z jego pyskiem, dzięki czemu miał szansę gładko przejść w wyższy chód. Na długiej ścianie natomiast umożliwiłem koniowi wydłużenie galopu, zwróciłem jednak uwagę na to, by nie spłaszczył przy tym foule; wciąż dość mocno dociążałem jego zad, jednocześnie podtrzymując impuls łydkami, dzięki czemu koń powinien zachować dążność do ruchu nie tylko w przód, ale i pod górkę, co było nad wyraz wskazane.
/1-9
Friskey Whiskey - 2017-01-19, 14:21
Friskas będąc przyzwyczajony do obecności na odznakowych przejazdach oraz licznych zawodach, niewiele robił sobie z panującej wokół dość napiętej atmosfery. Bystrym spojrzeniem ciemnych ślepi obserwował z uwagą inne konie, ale nie ekscytował się nadmiernie wręcz przeciwnie zachowując spokój i zdrowy rozsądek.
Rozluźniony ruszył chętnie kłusem, lekko i sprężyście stawiając na podłożu po przekątnej pary długich kończyn. Poruszając się w gracją i ogromną swobodą razem z jeźdźcem wkroczył na teren czworoboku, niosąc spokojnie głowę i lekko zapieniony na pysku ochoczo przyjmując miękki kontakt, jaki proponował mu Oliver. Uprzedzony półparadą zastrzygł uchem do tyłu zatrzymując się poprawnie w literze X, gdzie równo stawiając wszystkie cztery kończyny obciążał w takim samym stopniu każdą z nich. Gęsty ogon luźno zwisający wzdłuż tylnych nóg siwego delikatnie poruszał się w rytm oddech siwka, który po otrzymaniu aktywizujących do ruchu pomocy ze strój ruszył do przodu. Swoboda i spokój pozwalały na uzyskanie optymalnego rozluźnienia u ogiera, który w pełni skupiony na jeźdźcu doskonale reagował na wszelki pomoce Olivera. Co prawda pojawiały się jakieś niedociągnięcia głównie ze względu na to, że ta para dopiero drugi raz miała ze sobą kontakt.
Gnąc się od prawej łydki łydki i wokół niej owijając w zakręcie na prawą stronę oldenburg sprawnie wyjechał narożnik utrzymując przy tym doskonałą równowagę. Krótko parskając tuż po wyjechaniu na przekątną zareagował błyskawicznie na nieco mocniejsze działanie łydek, wysuwając czubek nosa do przodu i wyraźnie poszerzając swój wykrok. Ślady przednich kopyt zakrywały tylne puszki kopytowe, podczas gdy koń wyraźnie mocniej angażował zad podczas tego elementu przejazdu.
Po powrocie na ścianę i zmianie kierunku jazdy, wprowadzony na woltę siwek elastycznie wygiął sylwetkę na kole, gnąc się od tej wewnętrznej lewej łydki, a pozostając podparty poprzez tą zewnętrzną. Dobra równowaga i rozluźnienie pozwoliły parze na nakreślenie odpowiedniego rysunku koła, po którego wykonaniu oboje wrócili na krótką prostą. Ponowny zakręt w lewo i przestawienie pomocy jeździeckich, które wpłynęły na zmianę ustawienia siwego. Przyjął to bardzo dobrze nawet na krótki moment nie rozpadając się swoją zwartą i zaokrągloną do tej pory sylwetką.
Tuż po zmianie kierunku i wykonaniu kolejnej wolty, tym razem w drugą stronę cały czas skupiony na jeźdźcu Friskey, wyłapał dobrze półparadę, a następnie pełną paradę służącą zatrzymaniu. Stojąc grzecznie i spokojnie czekając na kolejny sygnał ruszył spokojnie stępem, wyraźnie poszerzając wykrok i wysuwając nos naprzód podczas swobodnego stępa. Prezentując ogromną swobodę łopatek, ale przy tym nie tracąc dobrego tempa. Po odpowiednim skróceniu i powrocie do stępa pośredniego, poproszony o kłus ruszył harmonijnie i w punkcie litery A, ruszając spokojnie obszernym krokiem galopu, który wynikał z gabarytów ogiera. Lekko niosąc jeźdźca na grzbiecie, wciąż był przyjemny w pysku i galopował spokojnie, w momencie poszerzenia kroku w galopie lekko wyszedł nosem do przodu, zgodnie w oczekiwaniami Olivera obszerniej zagarniając kończynami podłoże galopował energicznie, ale nie tracąc przy tym okrągłej fouli galopu.
/1-9
Oliver Pelerieux - 2017-01-19, 14:48
srebrna odznaka
Półparadą uprzedziłem konia o powrocie do galopu roboczego, tak by bez walki móc go skrócić. Kolejno zabrałem go na woltę mającą swój początek w literze C. Ponownie zadbałem o prawidłowe wygięcie na kole, ale również o właściwy rysunek wolty, która musiała wynosić nie mniej, nie więcej niż piętnaście metrów. Kończąc koło myślałem już o kolejnym elemencie programu, jakim był wężyk o jednym łuku wzdłuż ściany, którego największą trudnością było pojechanie go w kontrgalopie. Podczas rozgrzewki sprawdziłem ten element i nie miałem wobec niego większych zastrzeżeń, ale mimo to zwróciłem teraz uwagę na to, by koń nie zmienił mimowolnie nogi podczas wykonywania figury. Prowadząc go więc po łuku nie tylko podtrzymywałem galop sam w sobie, ale również pilnowałem pożądanej nogi. Następnie zmieniłem kierunek przez następną przekątną, nie zapominając o przejściu do kłusa w przecięciu linii środkowej, z którego ponownie zagalopowałem między H a C. Od tego momentu kilka poprzednich punktów programy dosłownie się powtórzyło; na długiej ścianie poprosiłem Friskiego o wydłużenie galopu, później natomiast o koło o średnicy 15 metrów już w galopie roboczym, w którym na koniec wykonaliśmy kolejny wężyk w kontrgalopie. Ostatnim elementem, którym się powtarzał, była ponowna zmiana kierunku przez przekątną. Tym razem jednak przejście do kłusa miało miejsce dopiero u samego końca przekątnej, a po nim nie nastąpiło ponowne zagalopowanie. Pozostaliśmy w kłusie roboczym, w którym znowu zabrałem oldenburga na przekątną, na której - tak jak na początku programu - poprosiłem o poszerzenie ram w kłusie. Kończąc przekątną ponownie go poskracałem i kontynuowałem kłus wzdłuż płotków, by w połowie długiej ściany wziąć ogiera na koło o średnicy dwudziestu metrów. Co istotne, na kole zacząłem anglezować, co jednak nie przeszkodziło mi w poprawnym prowadzeniu konia łydkami - nie tylko go wyginałem, ale również naprowadzałem do ręki, która stopniowo oddawała wodze zachęcając do zejścia nosem w dół. Zanim wróciłem na ścianę, ponownie nabrałem wodze i usiadłem w siodle, by w ćwiczebnym kłusie pojechać końcówkę przejazdu. Ostatnim elementem było wejście na linię środkową, co zrobiłem odpowiednio wcześnie, nie chcąc się z nią rozminąć. Do zatrzymania w X ponownie przygotowałem Friska odpowiednio wcześniej, dzięki czemu było ono eleganckie i jak najbardziej poprawne. Ukłoniłem się sędziom i poklepałem siwego po szyi, po czym na długiej wodzy zjechałem na nim z czworoboku. /zt
Friskey Whiskey - 2017-01-19, 16:22
Uprzedzony półparadą zaczął delikatnie zwalniać sam z siebie. Skrócony w odpowiedni sposób, mógł bez komplikacji wykonać woltę, podczas której rozgrzane elastyczne ciało siwka gięło się z ogromną swobodą od wewnętrznej łydki podtrzymującej nie tylko zgięcie, ale i równowagę. Po ukończeniu koła w galopie przyszła pora na najtrudniejszy element przejazdu, który na szczęście w wykonaniu tej pary wypadł bardzo dobrze. Po zmianie kierunku, z przejściem do kłusa na środku prostej i ponownym zagalopowaniu. Friskas nadal pozwalał się prowadzić bez żadnych przeszkód, spokojny głową i skupiony pozostawał wciąż zamknięty w pomocach i czujny na każdą najmniejszą zmianę. Wydłużenie kroku jak i wolta wypadły znów bardzo dobrze, nawet na tą drugą stronę jednocześnie potwierdzając to, że koń nie miał żadnej tzw. "gorszej strony". W kontrgalopie podczas wykonywania wężyka, siwek nie próbował zmieniać nogi poprzez lotną, tym samym pokazując pełne respektowanie pomocy jeźdźca i posłuszeństwo. Po wyjechaniu przekątnej i przejściu do kłusa na samym jej końcu, pojawiła się zaraz druga przekątna wymagająca ponownego poszerzenia ram i kroku, gdzie Friskas korzystając z oferowanej mu swobody wyraźnie ambitniej pokonywał kolejne metry na czworoboku.
Skrócony przed wykonaniem kolejnej wolty poczuł różnicę w dosiadzie, gdzie proponujący my zanurkowanie nosem w dół Oliver, wyraźnie oddał rękę i prosił o wyjście w dół. Siwek żując wędzidło ochoczo zszedł pyskiem ku ziemi prezentując rozluźnienie i swobodę ruchu.
Pozbierany z powrotem poruszając się kłusem ćwiczebnym, nie tracił aktywnego tempa nadal ochoczo krocząc sprężystym kłusem. Wjeżdżając na linę środkową nie pływał na boki ani nie próbował uciekać, ze spokojem zatrzymał się w X, gdzie prawidłowo zatrzymując się od dosiadu, ogier stanął równo na czterech kończynach i tuż po ukłonie nagrodzie w postaci klepania mogli wspólnie z jeźdźcem opuścić czworobok.
/zt
Bloo - 2017-01-23, 16:29
Cóż, dla Blooregarga ów dzień nie różnił się niczym od pozostałych. W stajni nie panowała napięta atmosfera zawodów, do której powoli zaczął się przyzwyczajać, więc w żaden sposób nie mógł spodziewać się, że dzisiaj jest dzień egzaminu na odznaki jeździeckie. Przy pierwszym kontakcie podszedł do Nicole z pewną dozą nieufności. Był młodym koniem potrzebującym czasu, a amazonka przewinęła się w jego życiu po raz pierwszy. Nie mniej jednak nie sprawiał jej żadnych problemów zarówno przy czyszczeniu, jak i na rozprężalni, gdzie był nieco wycofany aczkolwiek posłuszny.
Na czworoboku również zachowywał spokój, ale od samego początku był mocno patrzący i jakby nieco zestresowany nową sytuacją. Niestety, pod Nicole nie czuł się równie pewnie co pod swoją właścicielką, bo jak już wspomniałam – nie znał jej.
Punktualnie na środku krótszej ściany zszedł na linię środkową, aktywnie maszerując do przodu. Dzięki pomocom amazonki nawet nie próbował spływać z wytyczonej linii, w X wykonując pełną paradę. Co prawda samo zatrzymanie nie należało do perfekcyjnych, bo kopytny odstawił nieco tyły, ale bez wątpliwości zostało wykonane precyzyjnie. Srokacz cierpliwie poczekał, aż Hiszpanka ukłoni się w kierunku budki i otrzymawszy stosowne sygnały, na nowo ruszył przed siebie. Na końcu ściany skręcił w prawo, przy M przechodząc do kłusa. Tutaj trochę poniosła go fantazja i nieco zbyt energicznie poszedł wyższym chodem. Wystarczyła jednak niewielka ingerencja Nicole, by ten na nowo wrócił do prawidłowej sylwetki, prezentując nienaganny kłus roboczy.
W literce B odbił na dwudziestometrowe koło, bez problemu wyginając się pod wpływem łydek blondynki. Nie wypadał z łuku ani zadem ani łopatką, ładnie się zaokrąglając i przyjemnie dla oka współpracując z dziewczyną. Dopiero gdy ta usiadła w siodło, Bloo próbował zwolnić, ale nie miał na to szansy dzięki szybkiej reakcji Hiszpanki. Przy wyjeździe na prostą zagalopował na odpowiednią nogę, poruszając się miękko, rytmicznie i samonośnie do przodu. Był bardziej do trzymania niż do pchania co z jednej strony mogło być odrobinę uciążliwe, ale z drugiej prezentowało w pełni jego chody. Takim sposobem dojechali do H, gdzie wrócili do kłusa roboczego, a samo przejście było całkiem niezłej jakości – nawet jak na Blooregarda. W M zszedł na przekątną, nie obniżając jakości chodu i nie próbując uciekać z wytyczonej trasy.
Francesca - 2017-02-02, 18:48
SREBRO
Dziewczynka tego dnia postanowiła podejść drugi raz do zdawania odznaki, ale tym razem na srebro. Chciała zabrać kucynkę, ale niestety nie mogła. Po rozmowie ze stajennymi zdecydowała się zapytać Anais o wypożyczenie jej konia na odznakę, a na jej szczęście ona się zgodziła. Dlatego w dniu zdawania odznaki pojawiła się dość wcześnie w stajni, by po chwili stawić się pod boksem ogiera. Miała nadzieje że jej wiek nie zrazi go do niej na samym początku, bo konie różnie reagowały jednak na młode osoby. Zakładając że udało im się w miarę szybko dogadać, dziewczyna postarała się o szybkie ogarniecie go w stajni i udanie się na rozprężalnie. Tam postarała się o jak najlepsze rozgrzanie go do odznaki, wysyłając mu jasne i czytelne sygnały. Okazało się że nawet całkiem nieźle się dogadywali, co miało spore znaczenie na dalszą część przejazdu. W końcu zostali wezwanie na czworobok, więc subtelnymi pomocami wróciła z nim do poprzedniego ustawienia i skierowała we właściwym kierunku.
Chwilę mieli czas na zapoznanie się z otoczeniem i przywyknięciem do niego. Utrzymywała równy kontakt, dojeżdżanie dosiadem i łydką do ręki, prawidłowe zaangażowanie zadu w pracę. Jeszcze przed pojawieniem się na czworoboku wypchnęła go do kłusa, by przez A wjechać na linię środkową czworoboku. Trzymała go w łydkach by jechał po linii prostej do X, pomagając mu w utrzymaniu właściwego tempa i zaangażowania korytarzem z pomocy. Uprzedziła go półparadami o nadchodzącym zadaniu, by idealnie w punkt wysłać mu pełną paradę. Zablokowała zaraz ruch miednicą, domknęła łydki, dociążyła zad i ściągnęła wodzę. Kątem oka spojrzała jak ogier stanął, by się ostatecznie ukłonić w kierunku sędziów. Zaraz ścisnęła dwukrotnie jego boki, wypychając z krzyża do kłusa roboczego. Utrzymywała go ponownie w łydkach aż do C, gdzie wygięła ogiera za pomocą pomocy na prawo. Wraz z wyjeżdżaniem zakrętu docisnęła wewnętrzną łydkę do jego boku, zewnętrzną dając za popręg i pilnując jego zadu. Wewnętrzna wodza nawała zgięcie i kierunek, a zewnętrzna ograniczała i domykała całość. Podobnie wyjechali kolejno narożnik na długą ścianę, gdzie zaraz ściągnęła go na przekątną czworoboku w M. Tam od razu przeszła do wykonywania kolejnego zadania. Docisnęła i zamknęła Kraka ponownie w łydkach na jego bokach, pracując nieco mocniej dosiadem i wysuwając lekko ręce w przód w geście oddania mu nieco więcej wodzy. Wydłużali krok na całej przekątnej czworoboku aż do K, gdzie dziewczynka wzięła go na siebie i wrócili do roboczego tempa. Po powrocie na ścianę wyjechali kolejno dwa narożniki, gdzie pilnowała go starannie w pomocach i skierowała tak do P. Dojeżdżając do ów punktu wysłała mu półparadę, by zaraz ściągnąć na 10m woltę w lewo. Ponownie wygięła go do od wewnętrznej łydki, a zewnętrzną pilnowała jego zadu. Wewnętrzna wodza nadawała zgięcie w potylicy i kierunek ruchu, zewnętrzna domykała wszystko i pilnowała zgięcia w potylicy Kraka. Pilnowała tempa cremello, zaangażowania i kształtu koła. Udało im się je poprawnie wyjechać, więc po jego zamknięciu pojechali do B. Tam odbili na lewo wyjeżdżając prawidłowo zakręt, a potem do E gdzie wyjechali na prawo i też po wysłaniu odpowiednich pomocy wyjechali prawidłowo zakręt. Ponownie go półparadą uprzedziła o nadchodzącym zadaniu, by ściągnąć go na bliźniaczą woltę do tamtej. Wysłała mu te same pomocy i zaowocowało to poprawnym wykonaniem wolty, którą zamknęli w tym samym punkcie gdzie zaczęli. Naprostowała go zaraz na ścianie, by skierować go w kierunku krótkiej. Tam po wysłaniu dwóch półparad wysłała mu zaraz jedną pełną paradę, by go ponownie całkowicie zatrzymać. Zamknęła łydki na jego bokach, by dosiadem i ściągnięciem wodzy poprosić o pełne zatrzymanie.
Blanca McRuben - 2017-02-03, 16:27
BRĄZIK
Rano poszła do stajni, żeby przygotować swoją kobyłę na zdawanie odznaki. Kiedy Hanky była już gotowa, rozprężyła ją po czym wjechała na czworobok. Zatrzymała klacz ze stępa serią półparad. Ukłoniła się uprzejmie sędziom i popędziła klacz do kłusa roboczego. W b wygięła ją lekko, i wjechała na koło, w połowie którego usiadła w kłus ćwiczebny, odchylając się lekko do tyłu. Parę sekund później cofnęła zewnętrzną łydkę i wypchnęła Panky do galopu. Pilnowała tempa oraz impulsu, aż tuż przed C przeszła z powrotem do kłusa i wjechała na przekątną, pilnując wyprostowania swojej klaczy. W A pochyliła się, uniosła kości kulszowe nad siodło, oddała klaczy ciut rękę i mocniej obciążyła strzemiona, wykonując koło w półsiadzie. Wjechała z powrotem kłusem na ścianę, na wyprostowanym już koniu.
Czekał teraz na nią najtrudniejszy element programu. wypchnęła klacz wewnętrzną łydką do zewnętrznej wodzy, kierując ją łagodnym łukiem do B. Tuż po przejechaniu przez literę podała koniowi sygnały do zagalopowania. I tak sobie galopowały przez prawie cały ślad, w końcu przeszła do kłusa w C, tym razem ćwiczebnego. Przed E odchyliła się do tyłu i złapała mocniej za wodze, wykonując paradę. Po pięciu sekundach ruszyła dalej, wolnym tempem. W narożniku wykonała ostatnie w programie przejście, wjechała kłusem na linię środkową, zatrzymała się i ukłoniła. Pogłaskała Hanky Panky po szyi i zadowolona wyjechała ze szranek.
zt
Krakatau - 2017-02-03, 21:17
Krakatau był już przyzwyczajony do zdawania odznak, bo ze względu na jego wyjątkowo łagodny charakter, ludzie dosyć często angażowali go do tego zadania. Od samego początku zachowywał się spokojnie i przyjaźnie, nie sprawiając rudowłosej żadnych problemów. W końcu nadeszła kolei i na nich. Krak od razu wszedł z dziewczyną na kontakt i zaczął bardziej angażować swój zad w ruch. Przeszedł do kłusa roboczego, po czym wjechał przez literkę A na czworobok. Kierował się równo po linii prostej do punktu X, nigdzie nie spływając na boki. Czując przed X lekkie półparady, skupił swoją uwagę na Fran, by ostatecznie się zatrzymać. Zadnie nogi podstawił pod kłodę, a szyję trzymał lekko zaokrągloną, by jak najlepiej wyglądać przed sędziami. Czując jak amazonka mocniej dociska łydki do jego boków, ruszył kłusem roboczym przed siebie, utrzymując dość żywe tempo. Dojechali do literki C, w której ogier musiał wyjechać narożnik w prawo. Odpowiednio wygiął swoje ciało, bezbłędnie podążając za łydkami swojej kompanki. Przed dojazdem do M czuł jak dziewczyna zachęca go do wydłużenia kroku, więc nie pozostając biernym, w punkcie M zaczął odpowiednio wyrzucać przody przed siebie, wydłużając tym samym swój wykrok. Po przekątnej poruszał się aż do literki K, przed którą wrócił do kłusa roboczego. Przed nim były teraz dwa narożniki, więc ogier przygotowując się do nich, wygiął się pierw na jednym, a następnie na drugim pilnując swojego ustawienia. Parskał przy tym cicho i obijał ogonem o swoje jasne boki, dając upust siedzącej w nim energii.
Dalej czekała na niego wolta w lewo. Wjechał na nią, nie zwalniając swojego tempa, ani nie wpadając/nie wypadając z niej ani zadem ani łopatką. Po jej wykonaniu wrócił na ścianę, jadąc teraz w kierunku literki E, gdzie skręcił w lewo i dalej kłusując pokierował się do przeciwległej literki S. Tam poszedł w prawo, zrównując się ze ścianą. Szedł cały czas równo po śladzie, nigdzie nie uciekając ani nie odskakując. Przed S poczuł półparadę, więc przygotował się do kolejnej wolty, którą wykonał tym razem na prawo. Wykonał ją w takim samym stylu jak pierwszą, zaraz z powrotem wracając na ścianę. Wyjechał kolejny narożnik i zatrzymał się na pięć sekund w literce C. Przez ten czas stał kompletnie nieruchomo, cierpliwie oczekując dalszych poleceń.
Francesca - 2017-02-03, 21:29
SREBRO
Po odliczeniu w myślach 5s dodała mu ponownie łydkę do boków, by wypchnąć go z krzyża do stępa. Dosiadem zachęcała go do lepszego tempa, bo miało być ono pośrednie. Cremello powinien poszerzyć odpowiednio swoje ramy i zaznaczać swoje ślady kopyt. Wyjechali zaraz narożnik i jednocześnie na przekątną czworoboku, oddała mu zaraz całkowicie wodzę i jedynie pilnowała jego ruchu naprzód. Miał iść w pełni swobodnie, zachowując jednak ruch naprzód i jazdę po wyznaczonej linii czego ona oczywiście pilnowała. Dojeżdżając do końca przekątnej uprzedziła go półparadami o zmianie, by zaraz wrócić do poprzedniego ustawienia. Przejechali całe 12m by przygotować się zaraz do kolejnej zmiany, dołożyła odpowiednio w punkt łydki do jego boków i wypchnęła ponownie w krzyża w wyższy chód. Wyregulowali tempo do roboczego i skierowali się dalej na wprost aż na krótką ścianę, by przed A znów przygotować się do nowego zadania. Dociążyła mocniej lewą strony siodła, dokładając równo łydki do jego boków i wypychając z krzyża do galopu na lewą nogę. Wyjechali zaraz narożnik na długą ścianę, gdzie ponownie zaczęli wydłużanie kroku. Półparadą go o tym uprzedziła, by zaraz docisnąć łydki do jego boków i zamknąć go w nich. Jednocześnie ponownie wysunęła ręce w przód, zachęcając ogiera dosiadem do wydłużania kroku w galopie. Dojeżdżając do M ponownie półparada i wzięcie go na siebie, by wrócić do roboczego tempa. Zaraz ponownie wyjechali narożnik i znaleźli się na krótkiej ścianie, gdzie ponownie przygotowała go wyjechania wolty. Zostawiła wewnętrzną łydkę na popręgu i dociskając ją do niego, zewnętrzną przesunęła za i pilnowała jego zadu. Wewnętrzną łydką nadawała mu zgięcie i kierunek, zewnętrzną domykała i pilnowała. Po zamknięciu koła czekał na nich nowy element, który mógłby być nieco problematyczny. Najpierw wyjechanie narożnika, by zaraz zacząć ów element. Nakreślili dość staranie wężyk o jednym łuku, gdzie starannie pilnowała tego najważniejszego - kontrgalopu. Po powrocie na ścianę wyjechali kolejne dwa narożniki, by w F zjechać ponownie na przekątną czworoboku. Pilnowała go w łydkach by nie spływał w linii prostej, nie tracąc energii i zaangażowania w pracę. Zbliżając się do X wysłała cremello półparadę, by lekko ściągnąć zaraz wodzę i dociążyć jego zad. Zadbała o to, by przejście do kłusa było płynne, a potem skierowały się do H. Pomiędzy H a C znowu wysłała mu półparadę, by przygotować do drugiego zagalopowania. Odpowiednio w punkt dociążyła prawą stronę siodła, docisnęła łydki do jego boków i wypchnęła z krzyża do galopu. Kolejno wyjechali narożnik i znaleźli się na długiej ścianie, a tam ponownie wysłała mu pomoce do wydłużania kroku w galopie. Dojeżdżając do F wzięła go ponownie na siebie i wrócili do roboczego tempa, a potem skierowali się do A. Wyjechali tam kolejną 15m woltę, którą zamknęli w punkcie gdzie zaczęli i przygotowali się znów do kontrgalopu. Tutaj ponowie wyjechanie wężyka o jednym łuku w kontgalopie nie okazało się trudne, a kobieta dokładała wszelkich starań by ogier nie miał z tym problemu. Po zakończeniu wężyka wrócili na ścianę, by wyjechać kolejne narożniki i zjechać na przekątną. Zamknęła go nieco mocniej w łydkach by jechało po linii proste, dosiadem pilnując właściwego tempa. Dojeżdżając do K wysłała mu półparadę, ściągnęła wodzę i odchyliła się w siodle, by przejść do kłusa. Kłusowali tak kawałek aż do F, gdzie zeszli ponownie na przekątną czworoboku. Po wyprostowaniu go na niej zamknęła go w łydkach, które nieco bardziej docisnęła do jego boków i oddała mu nieco wodzy. Dosiadem zachęcała go do wyciąania kroku, by wraz z końcem przekątnej wrócić do roboczego tempa. Wyjechali kolejne narożniki by w B zejść na ostatnie koło, gdzie ponownie odpowiednio wygięła go od pomocy. Jednak wraz z zejściem na koło zaczęła anglezować w siodle, oddając mu stopniowo wodzę i pracując nadgarstkiem. Zjeżdżając z koła nabrała wodzę z powrotem, wracając z koniem do poprzedniego ustawienia i siadając w siodle. Po zamknięciu koła pojechali dalej na wprost, by w A wyjechać na linię środkową. Tam ponownie zamknęła go w łydkach, by nie spływał z linii prostej do X. Tam po uprzedzeniu go półparadmi wysłała mu pełną paradę i ponownie pomoce do zatrzymania, które im wyszło idealnie w punkt. Chwilę później ukłoniła się do sędziów i zjechała z czworoboku z koniem na długiej wodzy, klepiąc go w pochwale po szyi.
z.t
Nicole - 2017-02-04, 16:21
Brąz
Zadowolona z dotychczasowego zachowania ogiera, lekko poklepała go po szyi - starała się jednak nie wybić go z rytmu, coby nie było żadnych nieprzyjemnych niespodzianek.
Wrócili na ścianę, gdzie Nicole wszelkimi możliwymi sposobami przypilnowała, o ładne wygięcie na narożniku, a nie ścięcie zakrętu. Impulsywnie dodała mu łydkę, nie pozwalając na samodzielną zmianę tempa. Wzięła głęboki wdech, rozluźniając mięśnie ( jeżeli jeszcze ostały się jeszcze takie, które pozostały spięte. ) W połowie krótkiej ściany - czyli dokładnie w punkcie A - rozpoczęła koło o średnicy o 20 metrów. Przesiadła się w półsiad. Dzięki dobremu oparciu na strzemionach, a także dobrze ułożonych łydkach, mogła pochwalić się nienaganną równowagą. Nie opierała się na szyi ogiera, nie pochylała przesadnie do przodu, trzymała elastyczny, stały kontakt, stale pilnując tępa. Podobnie jak przy ostatniej wolcie, zewnętrzną wodzą ograniczała zgięcie, zaś wewnętrzną prowadził; łydka zewnętrzna tempo, wewnętrzna wygięcie. Wracając do literki, usiadła w siodło serwując mu krótką półparadę. Kłusem roboczym, podczas którego konsekwentnie żądała prawidłowego podstawiania się pod ruchy, dojechali do B, gdzie odbili na półkole. Subtelnie cofnęła wewnętrzne ramię, tym samym ładnie ustawiając konia na łuku.
W odpowiednim miejscu, jeszcze przed powrotem na ścianę, dodała pomoce dotyczące zagalopowania. Tym razem miało się ono odbyć z lewej nogi. Wewnętrzną łydkę cofnęła za popręg, trzymając kontakt dała mu łydeczkę, dodatkowo lekko wypychając z krzyża. Wyjechali ten lekki zakręt, utrzymując się w galopie aż do M. Podczas tego jakże intensywnego chodu, pamiętała o swojej postawie; nie rzucała się w siodle, nie majdała nogami na wszystkie strony. Ze stabilną ręką, wyprostowanymi plecami, i łydkami w stałym miejscu, wskazywała mu kierunek jazdy wzrokiem, który wciąż utkwiony był w bliżej nieokreślonym punkcie, gdzieś przed nimi. Na zakręcie zaprzestała podążać za ruchem konia, tym samym lekko wstrzymując rękę, i dając znak do przejścia. Pomiędzy M i C utrzymywała go w kłusie roboczym anglezowanym. W C znów zmieniła tempo, co uprzedziła półparadą.
Przed E wzmocniła pomoce, aby przy literce zamknąć rękę, przyłożyć łydki do srokatych boków, zablokować miednicę. Dzięki temu powinna uzyskać równe zatrzymanie, zarówno zadem, jak i przodem. W myślach policzyła do pięciu. Następnie otworzyła rękę, dając sygnał do stępa. Po paru metrach ponowiła sygnał, przechodząc w wyższy chód. W połowie krótkiej ściany, wjechała na linię środkową, pilnując wyprostowania na linii. W X ponowiła pomoce do zatrzymania i po wykonaniu elementu ukłoniła się komisji, po czym ruszyła stępem, oddając kopytnemu wodze. Opuściła czworobok stępem swobodnym, poklepując go po szyi.
z.t
Bloo - 2017-02-05, 21:52
Po ukończeniu przekątnej starannie wyjechał narożnik, oczekując dalszych wskazówek. Zgodnie z planem w A zszedł na kolejne koło, a półsiad Nicole w żaden sposób nie wpływał na sposób poruszania się srokacza. Dzięki starannie zastosowanym pomocom, utrzymywał on jak najbardziej prawidłową sylwetkę, bez problemu wpisując się narzucony mu łuk. Zapewne dużą rolę odegrała tu nienaganna równowaga Nicole, która w żaden sposób nie przeszkadzała srokaczowi swobodnie poruszać się do przodu.
Po dojechaniu do literki B, wszedł na kolejną identyczną figurę – zdaję się trzecią, podczas tego krótkiego przejazdu. W tym przypadku jego podejście do jej wykonania nie uległo zmianie nawet w najmniejszym stopniu. Mniej więcej w połowie rysunku płynnie zagalopował, prezentując znacznie lepszą sylwetkę niżeli za pierwszym podejściem. Bądź co bądź w dalszym ciągu pozostawali na łuku, a kopytny nie miał możliwości nadmiernego rozpędzania się. To zaowocowało bardziej okrągłą foulą, a dziewczyna z pewnością poczuła się pewniej, bo stał się również łatwiejszy w prowadzeniu.
Zgodnie z wolą młodej amazonki, minąwszy M płynnie wrócił do kłusa roboczego, nie wypadając ze swojego ustawienia. Poruszał się rytmicznie, lekko, bez oporu współpracując z ręką dziewczyny i przyjemnie się zaokrąglając. Półparady były w tym przypadku bardzo istotne, bo pozwalały na bieżąco koncentrować myśli srokacza, które czasami lubiły rozpierzchnąć się na boki. A gdy przestawał skupiać się na pracy, zaczynał się płoszyć, co w ich sytuacji byłoby co najmniej nie na miejscu. Dociążenie grzbietu poprzez przejście w ćwiczebny nie zmieniło wydajności chodu, aczkolwiek srokacz cofnął do tyłu ucho, traktując ów element jedynie jako wstęp do czegoś grubszego. I się nie mylił, bo kawałek dalej został zmuszony do wykonania pełnej parady, punktualnie w E. Ładnie wkroczył tyłami pod kłodę i cierpliwie odczekał przepisowe 5 sekund, po chwili ruszając wpierw stępem pośrednim, a potem kłusem. Ów chodem wjechał na linie środkową, ślepia z lekkim niepokojem zawieszając na gronie jury. Wykonał zatrzymanie w X, by ostatecznie opuścić czworobok na długiej wodzy.
z/t
Krakatau - 2017-02-05, 22:19
Płynnie ruszył z miejsca stępem pośrednim. Wyjechał narożnik i wyszedł na przekątną, kierując się do V. Przeszedł do stępa swobodnego, wyciągając szyję przed siebie i parskając głucho. Po dojeździe do V z powrotem wrócił na kontakt. Starannie wyjechał narożnik, jednocześnie przechodząc do kłusa roboczego. Energicznie kłusował po ścianie, do czasu aż nie poczuł mocniej dociśniętych łydek. Przeszedł do galopu na lewą nogę, dalej poruszając się przed siebie, aż do punktu F, w którym miał zacząć wydłużać swój wykrok. Tak też robił, poszerzając swoje ramy i nadal utrzymując równe tempo galopu. Kusiło go by strzelić przy tym kilka baranków, ale skutecznie się przed tym powstrzymywał. Gdyby teraz wypadł z rytmu to pewnie nie zdołałby już wrócić do prawidłowej sylwetki.
Zwolnił dopiero, gdy dostał do tego odpowiedni sygnał. Kiedy kobieta wzięła go bardziej na siebie, przestał wydłużać swój krok i wrócił do galopu roboczego. Teraz miał do wyjechania koło na lewą stronę, więc nie ociągając się odbił od ściany, wjeżdżając na ową figurę. Trzymał cały czas równe tempo, bez problemu wyginając przy tym swoje ciało. Po zakończeniu koła wrócił na ścianę, gdzie miał zacząć kontrgalop. Nie było to dla niego łatwe, bo pokusa zmiany nogi na dobrą była cholernie silna, ale ostatecznie pozostał w narzuconym ustawieniu. Dojechał do końca, wyjechał narożnik po czym wrócił na nowo do kłusa. Dojeżdżając do końca przekątnej z powrotem przeszedł do galopu, tym razem na prawą nogę. W M ponownie zaczął wydłużać swój krok i przestał dopiero po dojechaniu do F. Dojechał tym tempem do A, gdzie wjechał na koło. Pilnował w nim swojego wygięcia, oraz kształtu całej figury, by niczego przypadkiem nie zepsuć. Wrócił na ścianę i po kilku metrach ustawił się na prawo i wtem zaczął kolejny kontrgalop. Po skończeniu kontrgalopu wyjechał na przekątną i po dojeździe do K zwolnił do kłusa. Wyjechał narożnik i poruszał się w tym chodzie jeszcze przez kilka metrów, by zaraz ponownie wyjechać na przekątną i zacząć poszerzać swój wykrok. Na końcu przekątnej powrót do kłusa roboczego i w B następne koło, wykonane tak samo jak poprzednie. Zszedł pyskiem w dół, pozostając na kontakcie i zaczął rzuć z ręki. Po domknięciu figury wrócił na ścianę, z powrotem unosząc łeb do góry. Dojechał do A, gdzie wyszedł na linię środkową, nie próbując nawet wężykować. W X przeszedł do stój, wchodząc zadnimi nogami pod kłodę. Po krótkiej chwili opuścił czworobok.
z/t
|
|
|