To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Hala - Roundpen

Jessie - 2016-05-23, 11:22
Temat postu: Roundpen
    Dodatkowy roundpen przeznaczony przede wszystkim do pracy z ziemi (głównie sesji join-upu). Ogrodzenie dzięki swojej budowie (wysokie, zabudowane) jest respektowane przez konie, dlatego bez obaw można puścić w roundpenie konia luzem. Podłoże piaszczyste, regularnie wyrównywane.

Aaron - 2016-05-23, 11:51

Pojawił się na terenie lonżownika w towarzystwie Mind. Klaczka miała na sobie jedynie kantar, on trzymał w ręce lonżę. Niczego więcej nie było im potrzeba. Praktycznie nigdy nie korzystał z bata, uważał jego istnienie za swego rodzaju pomyłkę. Wszystko można w końcu załatwić bez bólu i strachu! Wiele razy widział, jak konie płoszą się na widok ów "pomocy". Czy jeźdźcy nie mogli tego jakoś uniknąć? Uważał, że zwyczajnie sobie z podopiecznymi nie radzą, skoro uciekają do takich metod.
Aaron oprowadził Mind po obiekcie, głaszcząc kilkukrotnie po kości nosowej. W końcu odpiął lonżę, pozwalając jej na to, by samodzielnie się rozejrzała i zapoznała z nowym miejscem. Tak, jak zawsze, pracę z koniem westernowym zaczynał od sesji Join-Up. Szczególnie zależało mu na zbudowaniu więzi z quarterką. Później łatwiej im będzie współpracować. Zajął miejsce na samym środku okólnika, przybierając odpowiednią postawę - uniósł ramiona, rozcapierzył palce, patrzył siedmiolatce prosto w oczy. Krótko mówiąc, gesty drapieżnika. Popędził ją do galopu, rzucając lonżą i w tym chodzie utrzymywał. Miała wybór, mogła uciekać. Uważnie obserwował każdy ruch dunalino, oczekując ważnych sygnałów.

Out of my mind - 2016-05-23, 13:11

Bat odpowiednio wykorzystany mógł stać się formą komunikacji między jeźdźcem a koniem... Ale zamiast ograniczać się do delikatnego dotknięcia nim odpowiednich partii końskiego ciała, stawał się przeważnie formą przymusu i ewidentnego zamordyzmu. Nic więc dziwnego, że konie tak strasznie się go bały! Usprawiedliwione zostało więc tylko istnienie bata ujeżdżeniowego, którym jeźdźcy uczą konia chociażby piaffu czy pasażu... Mind od początku drogi uspokoiła się, gdy tylko zobaczyła round pen, jego wysokie, mocne ogrodzenie, upewniła się, że nie chodzi o pokonanie kolejnego etapu trasy... Ale, że to już jest jej dom i koniec podróży. Delikatnie trąciła Aarona miękkimi, ciemnymi chrapami, by po chwili niespostrzeżenie wziąć się za delikatne podgryzanie jakiejś fałdy jego koszuli, bluzy czy t-shirtu... Po przekroczeniu progu lonżownika zaczęła rozglądać się po nim dokładnie, dotyk mężczyzny uspokajał ją i zapewniał, że nowe miejsce jest bezpieczne, sytuacja jest stabilna... Po spuszczeniu z lonży, delikatnie zarzuciła łbem i ruszyła przed siebie sprężystym jogiem, co jakiś czas przystając, by spojrzeć z bliska na jakiś element płotu, czy podłoża. Zwróciła łeb w stronę mężczyzny, który zatrzymał się na środku round penu. Również przystanęła w miejscu, mierząc go spokojnym spojrzeniem. Początkowo sygnały z jego strony ją zdziwiły - na początku zachowywał się przecież inaczej! Była dość odważna, ale nie w stosunku do drapieżnika na zamkniętej przestrzeni! Wiedziona instynktem z miejsca ruszyła galopem, trzymając się jak najbliżej płotu i nerwowo zerkając na Aarona. Chwilowo, kiedy miała jeszcze dość siły i energii, by utrzymać galop i potencjalnie się bronić, nie zamierzała ustępować i negocjować.
Aaron - 2016-05-23, 13:52

Aaron oczywiście nie miał zamiaru jej skrzywdzić, nawet przyjmowanie postawy drapieżnika było tylko elementem Join-Up i nie miało pokrycia z jego prawdziwą naturą. Tak, jak się spodziewał, Mind nie zamierzała ustępować. Korzystając tylko z pomocy lonży nakłonił ją do zmiany kierunku. Podążał za ruchem kopytnego, uważnie go obserwując. Każdy sygnał był tu ważny, jak na przykład skierowanie ucha w stronę człowieka.
Nie czuł się zbyt dobrze z tym, że dla niej mógł teraz stanowić zagrożenie. Ba, złapały go nawet wyrzuty sumienia. Postanowił po skończonej pracy pobawić się z klaczką albo gdzieś jeszcze ją zabrać. Z pewnością jednak wiązał z nią swoją najbliższą przyszłość.
Jeżeli zaczęła reagować, powoli się do niego zbliżać, zamknął dłonie i skulił ramiona. W innym przypadku nadal utrzymywał ją w galopie, co jakiś czas rzucając lonżą. Czekał na ten jeden, magiczny moment, kiedy w końcu się odwróci, a ona do niego podejdzie. Kiedy podejmie decyzję dołączenia do jego stada. Konie jako zwierzęta stadne potrzebują przywódcy, który zapewni im bezpieczeństwo i chłopak takim przewodnikiem chciał zostać. Out już teraz była jego oczkiem w głowie. Urzekała nie tylko urodą, ale przede wszystkim delikatnością i odwagą. W tak drobnym ciele kryła się wola walki.

Out of my mind - 2016-05-23, 14:03

W rzeczywistości Aaron nie był dla niej zagrożeniem - jego mowa ciała budowała jednak takie wrażenie. Symulacja ta miała pokazać wierzchowcowi, że ma do czynienia z kimś dość silnym, umiejącym wywołać lęk, a przy odpowiednim działaniu człowieka, nawet ukazać rozważną stronę tego "drapieżnika". Doprowadzony do zmęczenia i zniechęcenia ucieczką koń musiał odnaleźć się w nowej sytuacji - zaczynał negocjować z człowiekiem, starając się ugrać dla siebie jak najlepszą pozycję. Podobnej mowy ciała używały klacze, które przeganiały ze stada niektórych członków... A w końskim świecie nie warto być samym! Po kilku minutach galopu ze zmianami kierunku zaczęła delikatnie zwalniać, jedno ucho skierowała w stronę mężczyzny, stopniowo zwężając promień koła. Zbliżyła się do Aarona, nie podchodziła jednak, oczekiwała odpowiedzi na te sygnały z jego strony... Źrebięcym gestem zaczęła lizać i przeżuwać, łypiąc ciemnymi ślepiami na człowieka. Przezornie nie podchodziła do niego jeszcze i co najważniejsze - nie opuściła łba, nie zaokrągliła szyi.
Aaron - 2016-05-23, 14:22

Ucieszył się na sygnały ze strony Mind, ale nadal czekał, aż opuści łeb, okazując tym samym uległość. Choć odległość między nimi się zmniejszyła, nadal podążał za jej ruchem, nieco rzadziej rzucając lonżą. Nie wyglądał już przy tym tak drapieżnie jak wcześniej - opuścił ramiona, zamknął dłonie. Pozwolił jej na poruszanie się wolniejszym tempem. Właśnie nadchodził moment jej wyboru. Większość koni wybierała człowieka, nawet, jeśli nie on był ich właścicielem. Człowiek w zamian za to obiecywał zapewnić im bezpieczeństwo. W naturze działało to tak samo. Koń, wyrzucony ze stada, był przekonany o szybkiej śmierci. Kiedy przywódca pozwalał mu wrócić, kopytny wysyłał ze swej strony takie same sygnały, jakie chłopak otrzymywał teraz. Zamiast ucieczki i życia w samotności, wybierał podporządkowanie się komuś innemu.
Out próbowała właśnie negocjować, ale bez uległości nie zamierzał zaproponować jej dołączenia do stada. Jeżeli jednak opuściła szyję i to szczerze, wtedy rozłożył ręce w zachęcającym geście, następnie odwracając się do klaczki bokiem, pod kątem 45 stopni. Dłonie trzymał przy tułowiu, opuścił głowę i wzrok.
Natomiast jeśli nie podporządkowała się, nadal stali w tym samym punkcie, gdzie popędzał ją po kole.

Out of my mind - 2016-05-23, 19:52

Po kilku minutach stała się wyraźnie spokojniejsza - dlatego też spróbowała przechytrzyć chłopaka. Miała nadzieję, że nie jest bardzo doświadczony i nie zauważy braku tego drobnego gestu z jej strony. Nie chodziło o nic osobistego, po prostu nie była przyzwyczajona do oddawania prawa do decyzji byle komu, trzeba było na to zasłużyć... Z klaczą dawało się dogadać dopiero z czasem, o jej uwagę czasami trzeba było zawalczyć. Dlatego przyszłym właścicielom odradzano pracę choćby z bydłem - Out bywała nieprzewidywalna, brawurowa i wiecznie skłonna do podejmowania ryzyka. Po prostu czasami "traciła głowę" i zapominała o jeźdźcu... Choć trzeba jej przyznać, że przez większość czasu myślała raczej o utrzymaniu dwunoga w jak najlepszej kondycji i okazaniu mu swojej sympatii i przywiązania. Wybierała sobie przyjaciół wedle sprytu i spostrzegawczości, a tak się składa, że Aaron właśnie zdał jej pierwszy test. Przez chwilę jeszcze zgrywała się, że nacisk z jego strony nie robi na niej żadnego wrażenia... Była jednak trochę sfrustrowana tym męczącym sprintem, więc w końcu, z cichym rżeniem opuściła łeb, prawie zamiastając chrapami po ziemi. Połączyła ten gest z podanymi wcześniej sygnałami. Za pozwoleniem mężczyzny przeszła w kłus, gdzie delikatnie kołysała rozluźnioną szyją w górę i w dół.
Jej zmiana w zachowaniu wedle przewidywań wywołała u Aarona kolejny komunikat. Quarterka przeszła płynnie w obszerny stęp, postawiła uszy, przyglądając się mężczyźnie. Gest ewidentnie był zapraszający. Zatrzymała się i przez chwilę przyglądała mu się. Był sprytny, działał stanowczo i zrozumiale dla kopytnej. Mimo to jej wewnętrzny buntownik podpowiadał, by nie dołączać do człowieka tak szybko. Tylko, że ona tego akurat człowieka nie chciała stracić... A decyzja była trudna. Z pewnością jeszcze kilka razy będzie musiał przeprowadzić sesje join-up, żeby ją w słuszności tego wyboru upewnić. Powoli mrugając, podeszła w końcu do Anglika, by aksamitnymi chrapami trącić jego ramię. Stanowczo, pewnie. Zaraz potem wycofała się o krok, przyglądając się jego reakcji.

Aaron - 2016-05-25, 20:20

Uśmiechnął się, kiedy Mind trąciła go w ramię miękkimi chrapkami. Co prawda jedna sesja join-up im nie wystarczy i pewnie będą musieli jeszcze odwiedzić roundpen, ale na razie osiągnął cel.
Odwrócił się przodem do quarterki by podrapać ją między oczami, a tym samym dać oficjalny znak przyjęcia do stada.
- Dobra dziewczynka! - pochwalił siedmiolatkę.
W przypływie emocji objął rękami jej szyję, przy okazji sprzedając całusa w ganasz. Dopiero po chwili odkleił się od podopiecznej, by zaraz ruszyć ku drugiemu krańcowi okólnika. Chciał sprawdzić, czy za nim podąży. Na dziś planował jeszcze pobawić się z Out albo zabrać ją na basen w celu rozpoczęcia pracy nad kondycją, która w jej dyscyplinie (jak zresztą chyba w każdej innej) jest niezwykle istotna. Ostatnio słyszał coś o nadchodzących zawodach, prawdopodobnie jeden ze stajennych o tym mówił, ale Aaron nie mógł umiejscowić zdobytej informacji w czasie. W każdym bądź razie planował w nich wystartować, a jego wierzchowcem nie mógłby być nikt inny tylko ona. Warto się więc jakoś przygotować zanim wejdą na najwyższy stopień podium :lol: Może do tego czasu opanuje sztukę zaplatania warkoczy, kto wie...

Out of my mind - 2016-05-26, 16:58

Zmrużyła z zadowoleniem ślepia, pozwalając dotknąć swojego czoła - jednego z niewielu martwych punktów w polu widzenia konia. Jeździec, który mógł tam głaskać konia mógł mówić jawnie o zdobyciu jego zaufania, sam ten gest zwiększał zaufanie kopytnej do człowieka, bo Aaron połączył ten "kredyt" z czymś przyjemnym, bezpiecznym. Nie wykorzystał tego punktu przeciwko niej. Jego ciepły ton przyjemnie zabrzmiał w jej nadstawionych uszach, czuła się usatysfakcjonowana budowaniem więzi właśnie z tym mężczyzną... Gdy Aaron przytulił się do niej, oparła się łbem na jego ramieniu, plecach, wtulając się w nie. O matko! Jaki on kochany jest <3
Gdy odsunął się od niej i ruszył naprzód, obserwowała go czujnie. Ale tylko przez chwilę. Stosunkowo szybko ruszyła się z miejsca, by trochę niepewnie podążyć za nim, trzymała się około półtora metra za swoim właścicielem, zastanawiając się dokąd ją zaprowadzi. To dobrze, że tak szybko decyduje się na trening - dunalino z pewnością potrzebna jest chwila na rozruszanie gnatów po podróży i powrót do formy, wyżycie niepotrzebnej energii. Przy regularnej pracy mogą wskoczyć na stołek prędzej niż im się wydaje! No właśnie, tylko te warkoczyki... Przydałby się taki look na zawody, może jakaś dziewczynka by go nauczyła?

Aaron - 2016-05-30, 17:10

Po przejściu kilku metrów zatrzymał się i odwrócił, by ponownie pogłaskać Mind, tym razem po szyi. Cały czas rozważał, gdzie też ją dziś zabrać. Klaczce przydałby się jakiś lżejszy trening, by rozruszać zastane po długiej podróży kości, a przy okazji pozbyć się nadmiaru energii. Ostatecznie zdecydował się dosiąść swojej ukochanej kopytnej, choć nie miał jeszcze skonkretyzowanego planu pracy. Jak to mówią, wyjdzie w praniu! Przed nadchodzącymi zawodami wypadałoby poćwiczyć, choć sam nawet nie wiedział, na czym będą one polegać. Może reining? Albo barrel racing? Co by to nie było, trzeba pokazać się z jak najlepszej strony. Od dzisiaj rozpoczyna kurs zaplatania warkoczyków!
Podniósł z ziemi lonżę, którą jakąś chwilę temu po prostu porzucił, by zaraz podpiąć ją do kantarka siedmiolatki. Wolnym, spokojnym krokiem ruszyli ponownie ku budynkowi stajni, by zaraz powrócić na obiekty sportowe, tym razem w pełnym osprzęcie.

/zt

Out of my mind - 2016-05-30, 17:34

Gdy nabrała większej pewności co do swojego właściciela, zaczęła pewniej za nim podążać i nawet momentami zaczepiać go przez trącanie jego ramion, dłoni. Ostateczne odwrócenie się chłopaka i pieszczoty uznała za swoje osobiste zwycięstwo. W końcu cały czas go rozpraszała i w końcu wymiękł, odwrócił się! Z zadowoleniem uniosła ciemne ślepia na chwilę na jego twarz, wychwytując ludzki uśmiech. Dla takiego kopytnego mało zrozumiały i dość nietypowy... Od wielu lat obserwowała jednak mowę ciała ludzi i wiedziała dobrze co to znaczy. Zarżała cicho, wtulając się w jego klatę.
Z pewnością w warkoczykach będzie najpiękniejszym koniem na zawodach! Z przyjemnością podążyła za nim aż po lonżę, a potem dalej - do stajni i na jakiś maneż, bądź halę.

z/t

Delfinek - 2016-07-01, 23:02

Roundpen był jednym z najmniej odwiedzanych miejsc w tutejszej stajni. Delphine po raz pierwszy od ponad tygodnia zapuściła się w tymże kierunku, i to w baardzo niecnych planach. Przy boku z problemami, czy też bez prowadziła Untouchable, a w nerce miała wiele smakołyków. Warto wspomnieć nie?
Wracając jednak do ćwiczeń, to wprowadziła klaczkę na teren lonżownika i zamknęła za sobą bramę nie puszczając jeszcze młodej luzem. Rozluźniła jedynie linę, aby ta mogła swobodnie sobie pochodzić, a kobieta uważnie, aczkolwiek nie nachalnie obserwowała ją. Pierwszym ćwiczeniem było właśnie chodzenie. Prowadząc kobyłkę wzdłuż ogrodzenia z każdym krokiem prowadzonym tuż obok Delphine klaczka dostawała więcej luzu na linie, a co za tym świadczy coraz dalej mogła się zapuszczać. Jeśli jednak szła nadal w miarę blisko kobiety to po wykonaniu koła kudłata zatrzymała się i wyciągnąwszy z nerki smakołyk dała go na otwartej dłoni dla klaczki.

Untouchable - 2016-07-04, 22:36

Ona w sensie młoda, nawet nie wiedziała dokąd idą, więc 1:0 dla kobiety. Młoda szła żwawo, czasem się zatrzymując, czasem pędząc przed siebie, jak struś pędziwiatr. Żarcie też pochłaniała, niczym mały odkurzacz :lol2: Zachłanna bestia, nie ma co. Geny po tatusiu <3 Weszła za kobieta na teren roundpena, rozglądając się ciekawsko dookoła. Pierwsze kroki, szła z nosem przy ziemi, poznając i obserwując wszystko. Raz czy dwa, kiedy miała więcej luzu, bryknęła sobie w źrebięcy sposób, śmiesznie wyrzucając przody i tyły, w różne kierunku świata. Czasem wracała do kobiety, by zaraz znów pójść przodem lub tyłem.
Delfinek - 2016-07-04, 23:36

Po chwili wzięła klacz na długą linę i po prostu stanęła na środku lonżownika pozwalając jej biegać. Po kilku minutach jednak napięciem lonży i podejściem zawołała klacz do siebie puszczając jej kantarek z pozwalając pobiegać. Sama zaś usiadła na środku lonżownika uważnie obserwując jej poczynania. Uciec nie mogła, a wybrykać się musiała, czyż nie?
Untouchable - 2016-07-05, 22:53

Ile można biegać :lol2: Na dłuższą metę, to nudne. Słysząc swoje imię, klacz spojrzała na kobietę i z lekkim opóźnieniem, skierowała się do niej. Młodej się nie chciało samej biegać, a poza tym jak mówiłam, ile można? To co zrobiła? Wytarzała się, po czym została tak leżeć.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group