GRUPA PIERWSZA
▴ Jessica Reese & Strawberry Wine
▴ Mia Alight & Capri
▴ Hayley Wright & Windsor
▴ Anais Lacroix & Decembrist
▴ Aiden Craven & Lord of Loxley
GRUPA DRUGA
▴ Sebastian Collins & Chaos Amir
▴ Amelie Halley & Carthago Z
▴ Elizabeth White & Devon Heir
▴ Anna Ross & Seacookie
▴ Caroline Hathaway & Nearly Perfect
GRUPA TRZECIA
▴ Sarah Richardson & Amaretto
▴ Drew Pascail & Soul Eater
▴ Leon Vardas & Winning Mood
▴ Alexander Sahajev & Daiquiri
▴ Michael Forrester & Charmeur Du Rouet
▴ James Levrull & Dageraad
GRUPA CZWARTA
▴ Sergei Chernienko & Desperado
▴ Francesca o’Ralley & Second Chance
▴ Naomi Eaton & Szerker
▴ Delphine Loevitone & Scho Can Do
▴ Adele Solve & Naughty Boy
GRUPA PIĄTA
▴ Harley Davidson & Stradivarius
▴ Anthony Wayford & I So Bad
▴ Aaren Vaugier & Lockhard
▴ Brian Donney & Sensationet Love Me
▴ Nicholas Johnson & Jim Beam Rye
GRUPA SZÓSTA
▴ Christian Levrull & Questionable
▴ Monroe Hodder & Scandic
▴ Nadya Bravo & Zetterholm
▴ Noa Revenesky & Sheridan
▴ Cecile Chaptal & Wavantos
GRUPA SIÓDMA
▴ Aaron Carpenter & Out of my mind
▴ Vivianne Feron & Friskey Whiskey
▴ Gerard Wayford & Casello
▴ Diego Montana & G-Dragon
▴ Nathalie Wheller & Blue Moon
▴ Courtney Eaton & Integrity Promise
.::. u w a g a .::. podana kolejność w grupach jest proponowana, nie trzeba się do niej stosować (nie ma obowiązkowej kolejki).
Podział na grupy istnieje tylko na część terenową, na miejscu każdy pisze z kimkolwiek chce. Zaistniał po to, aby było nam łatwiej pisać - proponuję zwracać uwagę tylko na posty tych osób, z którymi jest się w grupie :)
W razie zastrzeżeń czy pytań, proszę pisać do mnie na PW. Na część terenową przewiduję 3 dni (+/- 1), dlatego jeżeli chcecie mieć z tego punkty, musicie się sprężyć z odpisami!
Jessie - 2016-05-07, 15:03 Przychodząc z rana do stajni miała wrażenie, że jest w niej większy ruch niż wtedy, gdy trwały zawody. Ten widok jednak wywoływał jedynie uśmiech na twarzy brunetki, która sama czym prędzej zaczęła się przygotowywać. Wyprowadziła z boksu Truskawkę, którą po wyczyszczeniu osiodłała, zakładając na jej grzbiet pad, żelową podkładkę oraz siodło rajdowe. Nie zapomniała też o ochraniaczach. Na łeb założyła ogłowie należące do kasztanki, łącząc je z wędzidłem, na którym zwykle jeździła. Najwyraźniej nie przejmowała się tym, co zaprezentowała jej kucynka na ostatnich zawodach, jako pokaz swoich możliwości. Do siodła przymocowała sakwy, zawierające najpotrzebniejsze rzeczy, bo czym gdy wszyscy inni z jej grupy byli już gotowi - dosiadła grzbietu Truskawki, przedtem zakładając kask tylko dlatego, że jechała na takim, a nie innym koniu. Upewniwszy się, że wszyscy są gotowi, skierowała kucyka w stronę wyjścia i stępem ruszyła przed siebie, przewodząc swojemu Dream Teamowi .Bastian Collins - 2016-05-07, 15:23 Doskonale zdając sobie sprawę z tego, że ze względu na rajd w stajni z pewnością kręciło się będzie dużo więcej osób niż zwykle, nie spodziewał się nawet, że uczestników będzie aż tylu. Uniósłszy brwi do góry pokręcił głową, choć muszę przyznać, że z takiego stanu rzeczy był całkiem zadowolony – może w końcu będzie mu dane poznać większą liczbę koniarzy mieszkających w Eastbourne, gdyż krąg jego znajomych „po fachu” ostatnio mocno zubożał.
Rzuciwszy okiem na listę osób i podział w grupach z aprobatą zauważył, że Elizabeth bierze udział w rajdzie, będąc dodatkowo jego Team’ową towarzyszką. Reszty osób całkowicie nie kojarzył, choć z zadowoleniem stwierdził, że jego pięcioosobowa grupa zawiera same panie wśród których był jedynym rodzynkiem. Czy mogło być coś wspanialszego od rajdu w końskim siodle i bycia otoczonym samymi kobietami?
Czym prędzej ruszył do boksu Amira, którego całkiem szybko udało mu się ogarnąć. Osiodłał konia, wkładając na wszystkie jego nogi ochraniacze, po czym zarzucił na siebie kask i plecak, do którego spakował wyłącznie najpotrzebniejsze rzeczy – liczył się z masą swojego ogiera i nie chciał go zbyt mocno obciążać, gdyż sam nie należał do najlżejszych osób. Poza tym – nie oszukujmy się; jest facetem, więc do przetrwania potrzebne mu było naprawdę niewiele rzeczy.
Tak przygotowany wyszedł przed stajnie, gdzie starał się pozbierać całą swoją grupę, a gdy okazało się, że wszyscy mogą już wyruszać, dosiadł gniadego i wraz z nim ruszył stępem zaraz za pierwszą 'drużyną'.Delfinek - 2016-05-07, 15:37 Grupa 4
Upewniając się, że wszystko ma skierowała się do siodlarni biorąc swoje siodło i kierując się do boksu Scho. Koń młodziutki, ten rajd będzie dla niego prawdziwą próbą. Zostawiła siodło na zewnątrz skierowała się do pomieszczenia dając się poznać dla ogierka i pozwalając mu się obwąchać. Poczęstowała go jabłkowym smakołykiem i wyczyściła dokładnie każdy skrawek jego ciała. Był wysoki, lecz Delph ze swoim niskim wzrostem zna już milion sposobów na radzenie sobie z końmi wyścigowymi. Ogier nie był wyjątkiem, więc kiedy udało się oczyścić jego ciałko zaniosła wszystko na miejsce i sięgnęła po siodło które pewnym ruchem na wierzchowca założyła. Stając na palcach podpięła mu wystarczająco popręg i wyprowadziła na korytarz biorąc swoje rzeczy. Poprowadziła go pomiędzy parami do swojej grupy gdzie przedłużając maksymalnie strzemiona jakimś cudem udało jej się na konia wejść i usadowiwszy się na jego grzbiecie ruszyła ze swoją grupą.Mia - 2016-05-07, 15:44 ....W dzień rozpoczęcia rajdu wczesnym rankiem stawiła się w stajni, witając wszystkich swoich podopiecznych. Na sam koniec pozostawiła sobie Capri, na której miała właśnie jechać. Dostrzegła w niej niemały potencjał i właśnie dlatego zdecydowała się na nią, tym bardziej, że była jednym ze spokojniejszych koni. Zdecydowanie bardziej wolała jechać na tym rudzielcu niż na Pleasure Pamiętając o tym, że również Windsorowi nie miała odpuścić przez te kilka dni, ale tym razem "wypożyczyła" go Hayley. Głównie ze względu na jego pokojowy charakter i brak doświadczenia kobiety zaoferowała jej pomoc przy siwym, gdyby tylko takową potrzebowała.
....Szybko jednak wyprowadziła z boksu swoją kobyłkę, bezzwłocznie przystępując do czyszczenia jej czekoladowej sierści. Nie zajęło jej to dużo czasu ze względu na to, że poprzedniego dnia pozostawiła ją w nienaruszalnym stanie po treningu. Niespiesznie osiodłała ją, starając się jak najmniej obciążyć hanowerkę. Wszystkie nogi zabezpieczyła ochraniaczami, na sam koniec pozostawiając sobie ogłowie z dopiętym wędzidłem podwójnie łamanym. Skończyła jako jedna z pierwszych, więc cierpliwie poczekała na resztę, dopiero wtedy zauważając, jaki ruch był w stajni. Nie spodziewała się, że będzie aż tylu chętnych. Ten fakt tylko ją ucieszył, bo była osobą bardzo kontaktową i taki tłum nie stanowił dla niej żadnego problemu.
....W oczekiwaniu wdała się w niezobowiązującą rozmowę z Jessie, którą akurat miała pod ręką . Kiedy w końcu wszyscy zdążyli się ogarnąć i byli gotowi, dosiadła Capri i ruszyła stępem, trzymając się swojej grupy ;>Scho Can Do - 2016-05-07, 15:55 Jeszcze jechali w grupie samych facetów, 4 ogiery i wałach, ale im się trafiło no nie ma co. Scho średnio nadawał się do takich zadań, był dość nadpobudliwy, a konie traktował jak swoich rywali. Na widok osoby pod swoim boksem, parsknął krótko, mierząc ją wzrokiem. Jak każdy wyścigowiec, był smukły, wysoki i nieco walnięty. Mimo oporów, dał się wyprowadzić z boksu i ogarnąć do rajdu. Choć pewnie wolałby wyścigi, ale co poradzić? Kiedy byli gotowi, ruszył za kobietą, poza teren stajni. Na widok koni i ludzi, nieznacznie się spiął, parskając nerwowo i szastając ogonem o swoje boki. Kobieta musiała go mocno trzymać w stępie, jeśli nie chciała dotrzeć na miejsce, przed czasem.Elizabeth White - 2016-05-07, 16:03 Uwielbiała rajdy, toteż nie mogła przepuścić takiej okazji by nieco rozruszać kości zarówno swoje jak i kopytnego. Zdecydowała, że pojedzie na Devonie jako, że był to jej najspokojniejszy i zarówno najbardziej doświadczony koń. Mogła jedynie mieć nadzieję, że w trasie również wykażę się swoim spokojnym usposobieniem i nie postanowi uprzykrzyć swojej właścicielce życia.
W stajni pojawiła się stosunkowo wcześnie, chcąc na spokojnie wszystko sobie przygotować. Wiedziała, że rajd cieszył się zainteresowaniem, aczkolwiek nie spodziewała się aż tak dużej ilości uczestników. Nie zraziło jej to jednak, a wręcz przeciwnie - im więcej osób, tym weselej. Przyniosła sobie cały potrzebny sprzęt i wyprowadziła Maślanego z boksu. Po dokładnym czyszczeniu przyszedł czas siodłania, do którego El przyłożyła się równie mocno. Popręg ubrała w futerko, chcąc uniknąć niepotrzebnego obtarcia. Nie odpuściła sobie również ochraniaczy, które miały zabezpieczyć cenne nogi Izabelowatego przez wszelakimi możliwymi urazami o które w terenie nie było trudno. Na koniec doczepiła do siodła przygotowane wcześniej sakwy i po raz kolejny upewniła się, czy aby na pewno niczego nie zapomniała. Odziała na głowę kask, na dłonie rękawiczki i ruszyła z kopytnym w kierunku wyjścia. Przelotem zerknęła na rozpiskę wywieszoną na drzwiach, od razu wyłapując figurującego na niej Sebastiana. Resztę dziewczyn znała jedynie z widzenia, chociaż to dawało jej idealną okazję do zawarcia nowych znajomości. Na to liczyła najbardziej, zważając na dość ubogie życie towarzyskie, które zatrzymało się na pewnym etapie po przybyciu do Eastbourn.
W zbiorowisku na placu bez problemu odnalazła przyjaciela i dołączyła do niego w oczekiwaniu na pozostałe trzy amazonki. Gdy wszyscy byli gotowi, zasiadła na swojego rumaka i ruszyła stępem wytyczoną trasą.Delfinek - 2016-05-07, 16:07 Grupa 4
Ma charakterek! Idealny koń dla Delph. Zaśmiała się pod nosem i poklepała wierzchowca po szyi mocno ściskając wodze. No cóż, dobrze że jest to jej koń do wyścigów, przynajmniej jest w nim potencjał. A rajd jakoś przeboleje, nawet jeśli mało by się to skończyć koniecznością amputacji rąk i przypisania środków uspokajających. Jadąc ciągle na napiętej wodzy i czujnym oku nie miała zbytnich problemów z jazdą na tak wesolutkim koniu. W końcu to ogier wyścigowy, powinna się raczej cieszyć niż smucić, że tak się rwie do przodu. Dobrze rokuje na gonitwy, a to dobrze rokuje na ich przyszłość. Właściwie to trafił swój na swego. Delph też umie pokazać rogi jak w momencie gdy poczekała aż wszyscy z grupy ją wyprzedzą i poprowadziła Scho ostatniego- tak na złość.Alexander Sahajev - 2016-05-07, 16:23 Alexander po treningu z Soulem zdązył jeszcze oporządzić kilka koni i chociaż je przegalopować, a był dopiero ranek! Wiedział, że dzisiaj jest rajd, tak więc następną jego stacją był boks Daiquiri. Wziął potrzebny sprzęt, lecz tym razem różnił się on nieco od tego wyścigowego, ponieważ znalazło się w nim siodło rajdowe. Ogłowie jednak mogło pozostać bez zmian. Gdy wyprowadził kasztana a następnie go dokładnie wyczyścił, wziął się za ubieranie go. Upewnił się, że wszystko jest na miejscu i wygodnie leży. Dodał mu jeszcze ochraniacze, zwyczajowo w razie czego, w końcu to wyścigowiec płaski. Poklepał konia po szyi i poszedł ubrać tym razem sobie dodatkowych rzeczy tj. rękawiczki i kask. Na koniec zarzucił plecak, a następnie odwiązał i dosiadł wyścigowca powoli kierując się w stronę swojej grupy. Cóż, dawno nie jeździł w innym siodle niż wyścigowe, ale powinien dać sobie radę.Aaron - 2016-05-07, 16:38
Grupa siódma
Swój udział w rajdzie Aaron zadeklarował bez chwili wahania, gdy tylko się o nim dowiedział. Jako wierzchowca wybrał Mind, bo tylko ją do tej pory zdążył poznać. Z samego rana spakował najpotrzebniejsze rzeczy, między innymi mały namiot, prowiant, kilka niespodzianek dla klaczki. Starał się jak mógł, by całość ważyła możliwie najmniej kilogramów. Czekała ich długa droga, bo aż czterdzieści kilometrów. Nie chciał dodatkowo obciążać jej siodłem, a może po prostu zwariował, ale zdecydował się pojechać na oklep.
O ustalonej godzinie zjawili się na miejscu, gotowi do wyruszenia w drogę. Z tego, co się orientował, jechał w siódmej grupie. Niestety nikogo z tych ludzi nie znał, więc póki co siedział cicho, głaszcząc Mind.
- Jesteś gotowa? - zapytał wesoło.
W końcu czekało ich nie lada wyzwanie! Przewidywano osiem godzin jazdy, nie wliczając w to przerw. A na sam koniec integracja i te sprawy. Wiadomo, jak się skończy Vivianne Feron - 2016-05-07, 16:54 W dniu rajdu także Vivianne pojawiła się w stajni dość wcześnie a jej uwadze także nie uszła ilość osób biorąca udział w wydarzeniu. Nie była zdziwiona – był to pierwszy tego typu wyjazd, o którym słyszała w Eastbourne, więc nie miała żadnych wątpliwości w związku z liczną ekipą biorącą udział w wyjeździe. Brunetka poniekąd nie nadawała się na tego typu zloty – lubiła towarzystwo wyłącznie wybranych osób i nie wszystkich tolerowała, choć postanowiła otworzyć się nieco i zawrzeć kilka nowych kontaktów. Ostatnio jej życie towarzyskie trochę podupadało, więc koniecznie musiała nadrobić zaległości.
Stając w drzwiach stajni, po której tylko naprędce rzuciła okiem, ruszyła z wolna ku boksowi Friskiego, którego na wstępie powitała soczystą, pomarańczową marchewką. Wyprowadziła ciekawskie stworzenie na korytarz, aby swobodnie mógł przypatrywać się innym koniom – doskonale widziała po nim, że jest wielce zaaferowany atmosferą, toteż chciała nieco ulżyć jego ciekawości i dać mu możliwość integrowania z innymi końmi. A co! Też sobie zasłużył, ostatecznie będzie wiózł jej tyłek na grzbiecie dobrych kilka godzin. Niech sobie chłopak chociaż troszkę popatrzy na jakieś ładne kobyłki.
Wyczyściwszy siwka dokładnie, osiodłała go, dbając przy tym o jak największe zmniejszenie możliwości obtarć czy zrobienia sobie przez niego krzywdy. Zapięła ochraniacze, upewniła się, że wszystkie paski są prawidłowo zapięte i zarzuciwszy na siebie kask, ruszyła wraz z nim do plecaka, który wcześniej rzuciła w okolicach siodlarni. Właściwie nie musiała bać się o przeciążenie jego kręgosłupa – ona sama była lekka, a przy ogierze gabarytów Oldenburga mogła sobie pozwolić na wzięcie nieco większej ilości rzeczy.. co też zrobiła, oczywiście nie przesadzając przy tym ani w jedną ani w drugą stronę. Oblizawszy wargi udała się na zewnątrz, gdzie prędko odnalazła Aarona, będącego przedstawicielem grupy siódmej – a przynajmniej tak mogła wnioskować po miejscu, w którym stał mężczyzna (zakładając, że stali właśnie podzieleni na kilka grup).
- Cześć – przywitała się, obdarzając go delikatnym uśmiechem, co totalnie nie było w jej stylu. Najwyraźniej skrzętnie zaczęła realizować swój plan otworzenia się na innych ludzi, toteż nie omieszkała kontynuować – Jestem Vivianne. Chyba jedziemy razem, grupa siódma – dodała, w chwilę później dosiadając swego ogiera, po upewnieniu się, że poprawnie dociągnęła jego popręg. Poprawiła ramiączka plecaka, a oczekując na resztę grupy rzucała wzrokiem to tu to tam, sprawdzając czy zna kogokolwiek ze startującej ekipy.Anna Ross - 2016-05-07, 16:58 Kobieta w odpowiednim czasie, pojawiła się w progu stajni. Dziś miał być rajd, chyba pierwszy na Orchu, albo przynajmniej jej, na pewno pierwszy. Stawiła się wpierw w stajni, ruszyła żwawym krokiem pod boks, swojej rudej mendy. Choć może nieco bardziej ogarniętej, niż na początku, chwała bogu. Po krótkim przywitaniu się, zabrała ją na myjkę, tam dokładnie wyczyściła oraz osiodłała. Kiedy ruda była gotowa, wyprowadziła ją poza budynek stajni, doprowadziła ją w ręce do miejsca spotkania. Już wcześniej sprawdziła swoją grupę i wiedziała, że jedzie z Amelię, co się doskonale składało. W odpowiednim miejscu, poprawiła sprzęt klaczy, by zaraz się pojawić na jej grzbiecie. Blokowała jej w pierwszym momencie ruch na przód, trzymając ją na mocnym kontakcie. Dopiero po chwili, poprowadziła ją kawałek na przód w stronę jasnowłosej Am.
-Hey, ty też na rajdzie? Jesteśmy w jednej grupie, więc można jechać razem. - przywitała się na razie z nią, co prawda na odległość, ale zawsze coś. Pilnowała zachowani rudej jednak, w końcu w towarzystwie wypada się zachować nie? Out of my mind - 2016-05-07, 17:09 Mieszkała tu dopiero od kilku dni, wstępnie zapoznała się ze zwyczajami mieszkańców Orcharda, wiedziała o jakich godzinach ruch jest nasilony... Przeczuwała, że coś się dzieje, bo przez stajenne korytarze przewijały się całe stada ludzi i koni, towarzyszące im podekscytowanie kojarzyło jej się z wyjazdami na wielkie wypasy bydła na teksańskie prerie, więc z niepokojem oczekiwała jeźdźca. Miała po prostu nadzieję, że dane jej będzie uczestniczyć w tym wielkim wyjeździe! Gdy oczekiwanie znudziło ją, wzięła się za próby staranowania drzwiczek głęboką i mocną klatką piersiową, kopała w nie namiętnie, starając się zwrócić czyjąś uwagę. Aarona przywitała raczej obrażonym prychnięciem, niejako swoistym "no w końcu!" i dała się w miarę grzecznie wyczyścić i objuczyć. Była zdziwiona, że odpuścił jej siodło - na taki wypas bydła? Ludzie nigdy tak nie robili! Starała się wyprzedzać go lekko, zarówno na korytarzu i stajennym dziedzińcu. Gdzie jest bydło? Dawać tu te rogacze, zaganiamy! Lęki najwyraźniej wycofały się przez podekscytowanie powrotem do pracy, ruszeniem się po długiej podróży i kilku leniwych dniach aklimatyzacji. Co chwilę trącała mężczyznę, prawie go okrążała, niezdolna do ustania w miejscu przez czas dłuższy niż kilka sekund.Amelie - 2016-05-07, 17:19 Amelie zaczęła ostatnio przejawiać skłonności do resocjalizacji, w tym znaczeniu, że życie stajnia - dom przestało jej wystarczać. Dlatego z pewnymi obawami zapisała się na rajd z Carthago. W dniu rajdu jednak była absolutnie pewna swojej decyzji i nie mogła się doczekać. W końcu rzadko wyjeżdżała w teren, więc była szansa na zmianę scenerii. Tłumaczyła się samej sobie, że tylko tym się kierowała. Wcześnie zawitała do stajni i ruszyła pod boks siwka, żeby go obudzić, jeżeli jeszcze sam się nie obudził. Zaprowadziła go na myjkę, gdzie porządnie go wyczyściła, bo w końcu musiał się prezentować, mniejsza z tym, że po drodze się ubrudzi. Założyła mu siodło z podkładką, ogłowie z wędzidłem, nie zapomniała też o ochraniaczach po czym zgarnęła swoje bagaże. Starała się spakować tylko to co najpotrzebniejsze, więc ogier nie był przeciążony, biorąc pod uwagę jej lekką budowę. Pogłaskała go po umięśnionej szyi, poczęstowała talarkiem marchwi i gdy byli już gotowi zaprowadziła na miejsce zbiórki. Wcześniej sprawdziła swoją grupę i ucieszyła się, widząc na niej znajome nazwisko. cieszyła się, że będzie w grupie z Anną.
Na miejscu zbiórki poprawiła sprzęt, upewniając się, że wszystko leży tam gdzie powinno, a sakwy nie przeszkadzają holendrowi. Następnie znalazła się na grzbiecie Carthago i na lekkim kontakcie poprowadziła go za swoją grupą stępem. Gdyby miał ochotę zaszaleć, ściągnęła mu wodze i mocniej przytrzymała.
Wcześniej już zauważyła Annę, która teraz znalazła się w jej sąsiedztwie. Na jej widok na twarzy białowłosej pojawił się lekki uśmiech.
- Cześć. Otwieram się na nowe wyzwania, można powiedzieć. - odpowiedziała, z resztą zgodnie z prawdą. - Zawsze raźniej jechać w grupie z kimś kogo się dobrze zna. - dodała. Zakładając, że siedmiolatek nic nie kombinował i dobrze się zachowywał rozluźniła się, zostawiając wszelkie zmartwienia i obawy za sobą. Wszystko będzie dobrze. Bo niby czemu nie?Harley Davidson - 2016-05-07, 17:20 -JESTEM, MISIE PYSIE! - wydarł się przez całą długość stajennego korytarza.
Większość koni zapewne nie zareagowała, jako obeznana z zachowaniami masztalerza... W końcu wiele różnych kopytnych zdążyło go już poznać, bo opieka nad tymi bez właścicieli należała do jego obowiązków. Celowo przyjechał do stajni dość wcześnie - nie dowiedział się wcześniej, w której grupie jedzie! Podszedł do listy i zaraz jego twarz rozświetlił piękny, szeroki uśmiech. Znał tylko część towarzystwa ze swojej grupy, ale towarzystwo wydało mu się doborowe, najlepiej jeszcze ulokuje się gdzieś z tyłu stawki, za Aaren to i będzie z kim pogadać i na co popatrzeć. Oczywiście popatrzeć niezobowiązująco, bo jest zajęty... Postanowił zacząć dzień od przywitania się ze znajomymi mordkami, na razie wypatrzył tylko Vivi, więc ruszył ku niej z szerokim uśmiechem. Oględnie zmierzył Aarona, a, wygląda na to, że się nie znają.
-Cześć, Vivi! Ładny ogierr. :> - wskazał na Friskacza, piękna szport maszyna!
Żałował, że nie jest ze swoją przyjaciółką w grupie, ale... No, będą mieli czas zabalować potem. Po chwili odwrócił się do Aarona.
-Siema, jestem Harley. Masz talerz.
Rozglądał się oczywiście za Sarą, ciekaw czy już przyjechała i czy gdzieś się nie kręci... Miał zamiar przede wszystkim rozwinąć się na tym wyjeździe trochę towarzysko i do tego poznać lepiej swojego nowego wierzchowca - Stradivariusa. Jak na razie motor nie minął nikogo ze swojej grupy, więc zwlekał z siodłaniem. Był pewien, że odpuszczą mu małe opóźnienia, jak się ładnie uśmiechnie.