Płeć: kobieta Wiek: 27 Lat Wzrost: 175 cm Partner: Love is growing around us! On a calm, bright night, finally the world begins to live in harmony, magic feeling power - Drew Podopieczny: Nearly Perfect ll Ricochet Fire Pieniądze: £2595 Punkty doświadczenia: 106 Skoki: 44 Ujeżdżenie: 14 Cross: 22 Obycie z koniem: 26
Caroline z reguły pchała się częściej w WKKW albo skoki, aczkolwiek posiadała niegdyś ujeżdżeniowe konie i lubiła spędzać nadal czas na czworoboku. Dostała propozycję zaprezentowania jednego z Orchardowskich koni na zawodach poza stajnią, zgodziła się po chwili zastanowienia bo czemu nie? Na dzień przed zawodami dostarczyła Lysandra do stajni, gdzie miały odbyć się zawody i po ulokowaniu go w tymczasowej stajni, zostawiła go do dnia kolejnego w spokoju. W dniu zawodów podjechała pod stajnię dość wcześnie, by po krótkim pobycie w socjalu udać się pod boks fryzyjskiego ogiera. Przywitała się z nim, by zaraz zabrać go na myjkę i tam dokładnie wyczyścić. Następnie jego włosie zaplotła w koreczki i osiodłała go, by zostawić na moment pod okiem luzaka i udać się do socjala. Tam sama dość szybko i sprawnie się ogarnęła do zawodów, by odebrać fryza od faceta i udać się z nim na rozprężalnie. Tam postarała się o dokładne rozgrzanie ogiera we wszystkich trzech chodach, wykręcając masę figur na obie strony z naciskiem na te które pojawiają się w przejeździe. Przećwiczyli także przejścia między chodami oraz zatrzymania, wydłużenia oraz skracania. Wtedy powrócili ostatecznie do stępa, oczekując w nim wywołania na czworobok konkursowy. Jakie miała odczucia kobieta? Nieco mieszane, bo z ogierem dogadywała się nie najgorzej, ale mogłoby być lepiej. Wyczuwała u ogiera jakąś nerwowość i spięcie, co nie wróżyło do końca dobrze ich przejazdowi.
W końcu Caroline usłyszała jak wywołują ich na czworobok, więc trzeba było się wziąć w garść i zabrać do dzieła. Pozbierała na nowo wodze na kontakt i dociążyła zad ogiera, aktywizując go łydkami i dosiadem. Chciała aby powrócił do wcześniej wypracowanego ustawienia, jednocześnie po kilku krokach dołożyła łydki do jego boków i po półparadzie wypchnęła z krzyża do kłusa. Tak też pojawili się w okolicy czworoboku konkursowego, objeżdżając go dookoła przed wjazdem na niego i oficjalnym rozpoczęciem swojego programu. Pokierowała ogiera po sporym łuku na linię środkową, tak by wjechać w literce A przez otwarte szranki do jego wnętrza. Wysyłała ogierowi skupiające półparady, starając się trzymać go w równym korytarzu z wodzy oraz zamkniętych łydkach, tak aby poruszał się po linii prostej do X. Wraz z dojechaniem do środka czworoboku do punktu X, wysłała mu jedną pełną paradę i domknęła go w łydkach po bokach. Dociążyła zad ogiera, a także ściągnęła wodzę lekko do siebie. Nie dopchnęła go jednak odpowiednio łydką, przez co ogier zatrzymał się ale jednak krzywo. Złapała wodzę w jedną rękę i ukłoniła się w kierunku sędziów, by złapać wodzę znowu w obie dłonie i wysłać ogierowi półparadę. Dołożyła energicznie łydki do jego boków i wypchnęła z krzyża do kłusa, jednak chyba mało stanowczo. Nie obyło się bez dwóch kroków w stępie, a dopiero mocniejsze sygnały wysłane raz jeszcze skłoniły ogiera do przejścia do kłusa. Poprowadziła go po linii prostej w kierunku krótkiej ściany, gdzie odpowiednio wcześniej przygotowała go do skrętu w prawo. Wygięła go od wewnętrznej łydki pozostawionej na popręgu, nadając też wewnętrzną wodzą zgięcie w potylicy. Prowadząc go na zewnętrznej wodzy i pilnując zewnętrzną łydką przesuniętą za popręg ogiera zadku, żeby nie wypadł z ustawienia. Podobnie zachowała się w narożniku, dzięki czemu dość sprawnie wyjechali na długą ścianę. Wysłała mu półparadę. by w M odbić na przekątną czworoboku przez X do K. W zasadzie pilnowała na niej ruchu ogiera na przód po wyznaczonej linii, utrzymując go w korytarzu z równych wodzy oraz zamkniętych łydek po jego bokach. Udało im się równo wyjechać ów linię, by zetknąć się ponownie ze ścianą i wyjechali kolejny narożnik. Na krótkiej ścianie zaczęła go od razu przygotowywać do nowego elementu, by po półparadach w A zacząć serpentynę o 3 łukach. Postarała się o jak najlepsze poprowadzenia ogiera na łuku, gdzie dokładnie wyginała go od wewnętrznej łydki zostawionej na popręgi i pilnując zewnętrzną, przesuniętą za popręg. Wewnętrzną wodzą nadawała mu ustawienie w potylicy, zewnętrzną pilnując go i prowadząc. Dojeżdżając do linii środkowej wysłała mu kilka półparad, by dociążyć mocniej zad ogiera i zamknęła go w łydkach oraz kolanach z przytrzymaniem go na pysku. Ogier jednak zwolnił z minimalnym opóźnieniem, robiąc to trochę mało płynnie. Dopiero mocniejsza półparada i bardziej stanowcze pomoce kłoniły go do przejścia do najniższego chodu, gdzie kobieta mogła przestawić pomoce na prawo i postarać się o zachowanie energicznego kroku w stępie, wraz z odpowiednim poszerzeniem tutaj ram. Sam stęp wyszedł im nie najgorzej, co cieszyło Caroline. Dlatego zaraz mogła dołożyć energicznie łydki do jego boków z wypchnięciem z krzyża z powrotem do kłusa, by zakreślić serpentynę do końca pod literkę C. Poprowadziła go dalej pod ścianą przez narożnik, by przed H wysłać mu kilka skupiających półparad. W H zjechali na przekątną czworoboku, gdzie mieli zacząć wydłużanie kroku. Wraz z tym elementem wysunęła lekko ręce w przód i dosiadem zachęciła do poszerzenia swoich ram. Jednocześnie przymknęła go w łydkach, którymi pulsacyjnie zachęcała do działania. Udało im się dość dobrze wydłużyć krok, jednak nieco spływali przy tym na boki. Nie dokładnie chyba zamknęła go w łydkach, co się na tym właśnie odbiło. Dojeżdżając do końca przekątnej w F, wysłała mu kilka półparad i wzięła go na siebie, wracając z nim do roboczego tempa. Zaraz jak najlepiej wpisała go w narożnik, przygotowując go do kolejnej nadchodzącej zmiany. Dojeżdżając do środka krótkiej ściany w A, gdzie zaczęli już wykonywać ów zmianę. Przy tym Caroline dociążyła mocniej prawą stronę siodła, by mocniej docisnąć wewnętrzną łydkę do popręgu. Natomiast zewnętrzną łydkę przesunęła za popręg, podpierając to wszystko wypchnięciem z krzyża w wyższy chód. Przejście było niezłe, a wraz z nim mieli zacząć koło 20m. Lekko jednak się spóźniła z sprowadzeniem go na te koło, bo za późno jednak przeszła z nim do galopu. Więc początek koła był nieco krzywy taki bardziej jajowaty, dopóki Caroline optymalnie nie sprowadziła go na właściwy tor. Na kole pilnowała go wewnętrznymi pomocami, a ograniczała i prowadziła zewnętrznymi. Wraz z minięciem środka koła po półparadzie oddała mu wodzę, by zaraz po półparadzie ponownie zebrać ogiera na kontakt. Wyszło im to nawet dość dobrze, prócz lekkiego spięcia przy nabieraniu wodzy. Zamknęli koło w punkcie gdzie zaczęli, by wyjechać kolejny narożnik i w nim Caroline już wysłała mu skupiające półparady. Wraz z dojechaniem do K poprosiła ponownie Lysandra o wydłużenie kroku do H, ponownie starając się go to tego zachęcić działaniem dosiadu oraz łydkami, wysuwając lekko ręce w przód. Parze udało się poprawnie wydłuż krok, dopiero napotykając problemy przy skróceniu. Bo kiedy Caroline wzięła fryza na siebie, ten niestety nie był do tego skory. Dopiero na sekundy odpuszczenie, mocniejsza półparada i ponowienie prób skrócenia, przyniosły pożądany efekt. Poprowadziła go przez kolejny narożnik, by przygotować go przed C do nowego zadania. Tam zjechała z ogierem na półkole o średnicy 20m w prawo, gdzie wygięła go od wewnętrznej łydki pozostawionej na popręgu. Zewnętrzną przesunęła za popręg i pilnowała zadu konia, nadając wewnętrzną wodzą ustawienie głowy do wewnątrz i pilnując oraz prowadząc go zewnętrzną wodzą. Dojeżdżając do X wysłała mu kilka półparad, by lekko wstrzymać go do kłusa i naprostować, tak by zaraz przestawić pomoce na drugą stronę i jednocześnie dociążyła lewą stronę siodła wraz z dołożeniem łydek do boków i wypchnięciem z krzyża w galop. Prowadząc go po półkole w lewo tym razem na lewo, wykonując nawet nie najgorzej całą figurę od początku do końca. Drobne problemy miała jedynie przy zwolnieniu Lysandra do kłusa, bo niechętnie dał się sprowadzić w niższy chód. Jednak chętnie wrócił do wyższego chodu, co Caroline zapamiętała na później. Wraz z zakończeniem półkola w A, zaczęli pełno koło w tym samym punkcie. Wyginała go od tych samych pomocy co przed momentem, by po przejechaniu X znowu oddać ogierowi wodzę na moment przez wypuszczenie ich z dłoni. Oddanie wodzy przebiegło dość nienagannie, problem znowu pojawił się przy zebraniu ich przez kobietę gdzie ogier się spiął. Dopiero odpuszczenie i zebranie wodzy jeszcze raz z mocniejszą półparadą podziałało odpowiednio na fryza, by przytrzymać go po zetknięciu się ze ścianą po półparadzie do kłusa. Następnie pojechali dalej na wprost. Wyjechali narożnik na długą ścianę, by dojechać do jej środka i tam skręcić w lewo. Odpowiednio przy tym wygięła ogiera na łuku, by wysłać mu kilka skupiających półparad przed X. Tam wraz z pełną paradą zblokowała ruch miednicą, dociążyła zad i ściągnęła wodzę wraz z domknięciem ogiera w łydkach. Zatrzymali się w punkt, aczkolwiek nieco krzywo znowu. Odliczyła w myślach 5s, by dołożyć łydki do boków ogiera i z krzyża mocno wypchnąć go do kłusa. Podjechali pod ścianę, by pod nią zakręcić w lewo w E. Pojechali pod ścianą do narożnika, gdzie postarała się o jak najlepsze jego wyjechanie przez karosza i przygotowała go wraz z półparadami do kolejnej zmiany. Wraz z dojechaniem do A przytrzymała ogiera do stępa, gdzie ogier choć zwolnił to szedł bardzo energicznie. Niby dobrze bo tak powinien iść, ale nieco zbyt chaotycznie przy tym. Dopiero mocniejsze półparady i wzięcie go na siebie, spowodowało że ogier się nieco ogarnął i zaczął iść aktywnie przed siebie ale też pod większą kontrolą. Dzięki temu lepiej poszerzył też swoje ramy - wyraźniej, co ucieszyło kobietę. Nieco wyjechali sztywno narożnik, by przed F przygotować się do kolejnego elementu - ustępowanie od łydki w lewo. Zewnętrzną wodzę zostawiła prowadzącą, a wewnętrzną pilnowała zgięcia ogiera do wewnątrz. Wewnętrzną łydkę cofnęła o szerokość dłoni, nakłaniając ogiera do ruchu naprzód i w bok. Natomiast zewnętrzna łydką pilnując jego zadu i przy okazji również ruchu naprzód i w bok, by pozostało wszystko rytmiczne. Pojechali w kierunku linii ćwiartkowej, którą Caroline uprzedziła półparadą i naprostowała ogiera, by wygiąć go od lustrzanego odbicia pomocy do ustępowania na prawo. Podczas całego elementu ustępowania na obie strony, zabrakło im nieco impulsu przez co fryz nie dokładnie krzyżował nogi i pracował zadem. Dojeżdżając do M zetknęli się ze ścianą, gdzie wyjechali kolejny narożnik i przed C przygotowali się do kolejnej zmiany. Po kilku półparadach dołożyła energicznie łydki do boków ogiera i wypchnęła z krzyża do kłusa, by w nim wyjechać kolejny narożnik na długą ścianę. Tam dojechali kolejno do środka ów ściany, gdzie po raz ostatni zeszli na koło w tym przejeździe. Wyginała ogiera od wewnętrznych pomocy, pilnując go zewnętrznymi na kole do momentu dojechania do B. Tam zaczęła w rytm kroków konia anglezować w siodle z jednoczesnym wypuszczeniem wodzy z rąk, zachęcając go do zejścia w dół i przód wraz z żuciem z ręki aktywnym działaniem łydek oraz nadgarstków. Do tego momentu wszystko szło dość gładko, problem znowu pojawił się przy nabraniu wodzy kiedy ogier się wyraźnie spiął. Musiała znowu odpuścić by wraz z mocniejszymi półparadami raz jeszcze nabrać wodze, a potem zamknąć koło na ścianie wraz z powrotem w siodło przez Caroline. Dalej pod ścianą pojechali na wprost, by wyjechać dokładnie narożnik i łuk na linię środkową. Starała się na niej trzymać Lysandra w równym korytarzu z wodzy oraz zamkniętych łydkach po jego bokach, tak aby poruszał się po linii prostej do X. Wraz z dojechaniem do środka czworoboku, wysłała mu jedną pełną paradę i domknęła go w łydkach po bokach. Dociążyła zad ogiera, a także ściągnęła wodzę lekko do siebie. Dopychając nieco za słabo łydką nogi ogiera zadnie pod kłodę, co spowodowało krzywym zatrzymaniem. No nic. Ukłonił się w kierunku sędziów i oddała ogierowi wodzę, by sprowadzić ogiera z czworoboku stępem na rozprężalnie.
z.t
_________________
Friends till the end Never break never bend.
personalia: Now we're standing together » Caroline Hathaway wiek: we're never alone Our dreams are alive, wherever we may go » 27 lat.
partner: Finding my feet the right melodies to key » Drew ♥
pms: Now we're standing together, we're never alone » 1.
przyjaciele: Friends understand make your smile, hold your hand » brak
wrogowie: The friendship like the like the music we love » brak.
moje:Mazda RX, Kia Ceed, fone, house, gallery osiągnięcia: The first friend that I l' d go to
When I reached out you'd always be there for me » link
Płeć: klacz Wiek: 4,5 roku Rasa: KWPN Wzrost: 168 cm Właściciel: Luke Sugarman Cena: £3978 Doświadczenie w skokach: 33 Doświadczenie w ujeżdżeniu: 113 Doświadczenie z lonżowania: 60 Kondycja: 43 Szybkość: 16 Klasa startów: Ujeżdżenie: P
Czas upływał, a wszelkie obawy dotyczące pochodzenia Licorne i tego, jakim koniem będzie, słabły z każdym dniem. Wszystko wskazywało na to, że Petit wyciszyła ognisty temperament Lockharda, zostawiając Licorne tylko tyle ile ognia, ile było pożądane na czworoboku. Im była starsza, tym lepszą miała równowagę i większą siłę, które razem pozwalały jej na coraz lepszą prezentację na czworoboku. Okrążając go szła równym, energicznym kłusem w roboczym tempie, a zainteresowanie otoczeniem zdradzała jedynie poprzez odchylanie uszu w stronę źródła dźwięku, który w danej chwili akurat ją zafrapował. Nie bała się przejść obok sędziów, ani też nie dopatrywała się niczego w szrankach czworoboku, przez które ostatecznie przeszła w literze A, gdy wejście zostało im odsłonięte. Trzymała się w miarę prostej linii, nie pływając chaotycznie między pomocami jeźdźca. Samo zatrzymanie w X nie należało jednak do idealnych - Licorne co prawda zareagowała na prośbę od razu i bez dyskusji stanęła w miejscu, ale z odstawionym lewym zadem, na czego korektę nie było nawet teraz czasu. Cierpliwie wytrzymała w nieruchomości, po czym wznowiła kłus i ruszyła na wprost, dopiero przy szrankach zakręcając w lewo. Dobrze ułożyła się w zakręcie, owijając się wokół łydki jeźdźca i pozostając opartą na zewnętrznej wodzy. Była tylko minimalnie usztywniona, co uwidoczniło się bardziej podczas kolejnego punktu programu, jakim była półwolta w połowie długiej ściany. O ile wykonanie pierwszej z nich nie stanowiło dla klaczy problemu, to bezpośrednie przejście w drugą półwoltę do B okazało się bardziej problematyczne. Głównie z tego względu, że mimo wszystko była jeszcze młodziutka i ciasne zakręty nie były jej najmocniejszą stroną. Nic dziwnego, że mimo podjętych starań, druga półwolta była zauważalnie mniejsza, czy może raczej zdeformowana, a sama Licorne bardziej usztywniona, co z kolei przekładało się na jakość kłusa. Pogubiła się, ale z pomocą wyszedł jej powrót na ścianę, na której Luke zdołał ją ogarnąć i "zebrać" do kupy, co w tym przypadku oznaczało powrót do rytmicznego, sprężystego kłusa, w którym dość pewnie szła przed siebie. Nie przejawiała jednak chęci do pędzenia, dziś pozostając zdaną na jeźdźca, który dyktował jej tempo i kierunek ruchu. Takie podporządkowanie zaowocowało kontrolowanym, ale wciąż bardzo młodzieńczym ustępowaniem od łydki w stronę linii środkowej. Licorne dopiero uczyła się tego ruchu i towarzyszącego mu spychającego działania łydki, więc nikogo chyba nie zaskoczyło to, że dość skromnie krzyżowała nogi, wyraźnie gorzej reagując na spychającą, niż napędzającą łydkę. Na jej "twarzy" widoczne było skupienie, bo najwyraźniej starała się dobrze zinterpretować oczekiwania mężczyzny i im podołać. Niestety, na tym etapie same chęci były niewystarczające i nie zdołały nadrobić braków w umiejętnościach. Ustępując od łydki, w rezultacie zakończyła ustępowanie zdecydowanie za literą I, skąd chwiejnie ruszyła naprzód, przez chwilę pływając między łydkami zawodnika. Po paru krokach sytuacja jednak została opanowana i do ściany Licorne kłusowała już pewnie w prostej linii. Skręciwszy w prawo, została przygotowana do kolejnego zadania, jakim było wydłużenie kłusa na przekątnej. Była to kolejna rzecz, której uczyła się od niedawna i którą jeszcze nie do końca umiała wykonać ze stuprocentową pewnością. Problemem była niepewność w otworzeniu się łopatką, która wynikała jedynie ze stopnia wytrenowania, bo fizycznie Licorne miała ku temu ogromne predyspozycje i możliwości. Zachęcona przez Luke'a Licorne wyraźnie wyciągnęła krok, przez ten krótki odcinek sprawiając wrażenie, jakby dosłownie płynęła po czworoboku, sprężyście się odbijając i dość daleko wyciągając nogi, przy czym nie zaniedbała pracy zadu. Dzięki temu udało jej się nawet uzyskać chwilowy efekt zawieszenia, kiedy to wszystkie kopyta były w powietrzu. Udało jej się też uniknąć przejścia w galop, które często spotykało uczące się dodań konie, więc z tego punktu programu Luke mógł być prawdziwie zadowolony, zwłaszcza, że Licorne dodatkowo wyciągała noty za swój ruch, będący zasługą udanej hodowli.
O dziwo z tego efektownego dodania udało im się sprawnie skrócić do roboczego, w którym kontynuowali wzdłuż szranek czworoboku aż do litery P, od której Luke rozpoczął nowe ustępowanie. Jak można się spodziewać, niewiele zmieniło się od ostatniej próby. Była to kwestia jeszcze paru treningów, a nie sekund, by Licorne zaczęła ustępować od łydki jak należy, więc koniec ustępowania ponownie wypadł im sporo za literą I, jako że ruch naprzód był niewspółmierny do ruchu w bok. Następnie wróciła w literze C na pierwszy ślad, by po wyjściu z najbliższego narożnika powtórzyć wydłużenie kłusa na przekątnej, którego jakość nie ucierpiała na zmianie dosiadu jeźdźca. Oczywiście łatwiej było jej nieść Luke'a na swoim grzbiecie gdy anglezował, ale dzięki jego równowadze, zdołała to uczynić także gdy jechał pełnym siadem. Do ideału brakowało by miała bardziej uwypuklony grzbiet, lecz i na tym polu były już widoczne spore postępy w stosunku do wcześniejszych zawodów. Niefortunnie pominęli zatrzymanie po powrocie do kłusa roboczego, czego Licorne nie była świadoma. Zaskoczyło ją jednak chwilowe spięcie na górze, które natychmiast odbiło się na jej zachowaniu, a właściwie na jakości przejścia do stępa i samym stępie. Było to szczególnie istotne dlatego, że stęp miała z natury bardzo dobry, więc niewątpliwie był to "cios". Nie zaprezentowała stępa swobodnego tak dobrze, jakby mogła, mimo że dość szybko uległa namowom jeźdźca i ponownie się rozluźniła, opuszczając szyję i wyciągając nos do przodu. Śmiało przekraczała ślady przednich kopyt tylnymi, co nie zmieniło się także po nabraniu wodzy na ponowny kontakt. Następnie została przygotowana do zagalopowania, które poprzedzało zakłusowanie w M. Już za narożnikiem ruszyła galopem w odpowiedzi na łydkę, zaczynając na lewą nogę. W galopie trochę ciężej było jej panować nad emocjami, więc po wejściu na koło Luke mógł poczuć, jak klacz dość niechętnie ulega tej sugestii, zupełnie jakby miała ochotę dłużej pogalopować po ścianie. Niewykluczone, że to właśnie z tego powodu koło było odrobinę większe, niż być powinno, ale przynajmniej obyło się bez przypadkowych spięć i pląsów pod siodłem. Nie była aż tak wesoła by zacząć brykać. Ucieszyła ją jednak możliwość wydłużenia galopu na długiej ścianie, co uczyniła naprawdę chętnie, głęboko wchodząc zadem pod kłodę i wyraźnie wydłużając ramy galopu. Do roboczego tempa wróciła jednak harmonijnie, nie protestując przed uspokojeniem galopu, w którym krótko parsknęła i przemieliła wędzidło w pysku. Następnie została przygotowana do zmiany kierunku przez przekątną, na której Luke przytrzymał ją do kłusa celem zmiany nogi; już w narożniku dostała możliwość ponownego zagalopowania, tym razem z prawej nogi, na którą udało im się poprawić wcześniej zaniedbany element, jakim było koło o średnicy piętnastu metrów. Była w tym momencie bardziej karna, więc koło wyszło bardziej kształtne niż przedtem. Po zamknięciu go ponownie wydłużyła galop na ścianie, który skróciła dopiero u końca ściany, płynnie wracając w galop roboczy. Zabrana na długą przekątną czworoboku lekko się zdziwiła brakiem przejścia w jej połowie, ale wytrzymała w galopie na prawą nogę do momentu przejścia w kłus parę metrów przed literą M. Nie było to łatwe zadanie, bo bardzo kusiło ją by zmienić nogę, a raczej by samodzielnie przejść do kłusa, ale zdała tę próbę, wykonując przejście dopiero w wybranym przez jeźdźca momencie. Nie uniknęła co prawda usztywnienia, ale i ono rozmyło się po chwili roboczego kłusa wzdłuż ścian czworoboku. W połowie długiej ściany Licorne została zabrana na dwudziestometrowe koło. Idąc po nim, prawidłowo wpisała się w łuk, wyginając się lekko wokół wewnętrznej łydki, ale nie kładąc się na niej. Kłusowała rytmicznie, równie żywo co po ścianie, a przy tym chętnie podążyła nosem za oddającą ręką, rozciągając górną linię i wyżuwając wodze z rąk Luke'a. Następnie wróciła do poprzedniego ustawienia, w którym wrócili na ścianę. Po wyjściu z narożnika skręcili na linię środkową, w której połowie wykonali zatrzymanie kończące przejazd. Tym razem Licorne była uważniejsza i zatrzymała się prosto, dostawiając zad. Po paru sekundach, w trakcie których Luke wykonał ukłon, ponownie ruszyła stępem i swobodnym krokiem opuściła czworobok, rozciągając się i odpoczywając.
_________________
If you don't think I am a princess
- you are 100% right -
I am a queen
If you want something, ask politely.
And then kiss my hoof. I want my fruit sliced,
my sugar cubed and from a fresh box, my tack
should be polished every day, and no I will not
trot you around in the rain.
Where are my silver shoes, Gość?
UWAGA:
Zawody odbywają się na zewnątrz, na rozstawionym dużym czworoboku o podłożu kwarcowym.
Wyniki losowań są widoczne po kliknięciu w końcowy wynik; rzuty kostką do wglądu u Jessie (wszystkie rzuty są podpisane).
Na początku swojego posta - jeźdźca i konia - proszę wkleić to:
Płeć: mężczyzna Wiek: 33 Lat Wzrost: 185 cm Podopieczny: G-Dragon ll Little Parrish ll Machiavellian Z ll Take It Now Pieniądze: £1905 Punkty doświadczenia: 155 Skoki: 79 Ujeżdżenie: 31 Cross: 23 Wyścigi: 3 Obycie z koniem: 18
Diego na zawody ujeżdżeniowe bez wahania zapisał w pierwszej kolejności oczywiście Little Parrish, która była jego podstawowym koniem w tej dyscyplinie i jedynym - ale ci. Jednak prócz niej na zawodach prezentował jeszcze ogiera, więc para wraz z Diegiem dojechała na przed dzień zawodów na miejsce ich odbywania. Do dnia kolejnego miała spokój aż przyszedł do niej stajenny i wyczyścił ją oraz osiodłał, by udać się z nią na rozprężalnie i zacząć rozgrzewkę w stępie. Wtedy do nich dołączył Diego z Unee, gdzie podmienił ogiera na klacz u luzaka i dosiadł ją po krótkim przywitaniu się z nią. Rozgrzał ją dokładnie we wszystkich trzech chodach, wykręcając sporą liczbę figur na obie strony z naciskiem na te które pojawiają się w przejeździe. Wykonali dużo przejść między chodami, zatrzymania oraz dodania i skrócenia w chodach. W końcu zwolnili do stępa w którym oczekiwali wezwanie na czworobok konkursowy.
W końcu nadszedł ich moment i Diego zaczął przygotowywać klacz do działania. Pozbierał ją na kontakt, podbierając wodzę z powrotem do siebie i dociążył jej zad. Chciał ją zmotywować do zaktywizowania go, poprzez dodatkową pracę chłopaka za pomocą aktywnego dosiadu i łydek. Zaraz po kilku krokach w stępie energicznie dołożył łydki do jej boków, by wypchnąć z krzyża do kłusa i tak skierowali się w okolice czworoboku. Okrążyli go dookoła dając sobie czas na zapoznanie się z miejscem i atmosferą, by zatoczyć spory łuk na linię środkową. Wjechali do środka czworoboku przez otwarte szranki w A, gdzie Diego siedział w sidole równo je obciążając. Trzymał jednocześnie łydki zamknięte po jej bokach i w równym korytarzu z wodzy, wysyłając jej skupiające półparady. Wraz z dojechaniem do odpowiedniego punktu wysłał jej jedną pełną paradę i zblokował ruch miednicą z dociążeniem mocniej zadu klaczy. Dołożył przy tym łydki oraz kolana do jej boków, by ze ściągnięciem wodzy ją zatrzymać. Nie zapomniał o dopchnięciu łydką zadnich nóg klacz pod kłodę, dzięki czemu uzyskał poprawne zatrzymanie w punkt. Złapał wodzę w jedną dłoń, by ukłonić się w kierunku sędziów i zaraz energicznie dołożyć łydki do jej boków i wypchnąć z krzyża z powrotem do kłusa. Utrzymując stałe tempo pojechali na wprost do krótkiej ściany, gdzie przed C ustawił klacz na prawo poprzez wpierw ustawienie jej łba w tamtą stronę. W zakręcie wygiął ją od wewnętrznej łydki zostawionej na popręgu, a pilnując ją zewnętrzną łydką i prowadząc ją na zewnętrznej wodzy. Podobnie miejsce miało w narożniku na długą ścianę, a potem na przekątną czworoboku w M. Tutaj wysunął ręce w przód pozostając jednak z klaczą na elastycznym kontakcie, pulsacyjnie dokładając łydki do jej boków i działając dosiadem zachęcił ją do wydłużenia kroku. Przy tym jednak nie dostatecznie przymknął ją w pomocach, bo nieco spływali na boki z wyznaczonej linii. Wraz z dojechaniem do końca przekątnej wysłał jej półparadę, by wziąć ją na siebie w K i skrócić do roboczego tempa. Poprowadził ją przez kolejny narożnik, gdzie już pracował nad jej skupieniem przed dojechaniem do połowy krótkiej ściany i zarazem nowej figury. W A rozpoczęli serpentynę o trzech łukach, gdzie facet starał się jak najlepiej poprowadzić klacz po łukach z pomocą odpowiednich pomocy. Dojeżdżając do linii środkowej wysłał jej półparady, by naprostować ją na moment i przytrzymać do stępa. Do tego momentu szło im nieźle, prócz tego że miał problem z wyegzekwowaniem dobrej jakości stępa. Nie rozumiał czemu klacz mu przygasła, co starał się poprawić zachęcająco łydką i dosiadem. Przestawił pomoce na drugą stronę, by po 4 krokach energicznie ponownie dołożył łydki do jej boków i wypchnął z krzyża z powrotem do kłusa. Zakreślili do końca ów serpentynę kończąc na ścianie w C, by przeprowadzić rudą przez kolejny narożnik i wraz z półparadami dojechać do H. Tam zjechali na przekątną czworoboku, gdzie Diego wraz z Parrish miał zaprezentować wydłużony krok. Zachęcił ją do tego mocniej pracującym dosiadem, a także pulsacyjnym działaniem łydek wraz z lekkim oddaniem ręki. Udało im się dość poprawnie wydłużyć wykrok, jedynie znowu mieli problem z wyjechaniem prosto tej linii i lekko się kołysali na boki. Wraz z końcem przekątnej wysłał jej półparady i wziął ją na siebie poprzez odchylenie się w siodle i cofnięcie ramion. Udało im się dość dobrze skrócić, by wyjechać kolejny narożnik i przed A wraz z półparadami skupić się na nadchodzącym zadaniu. Przed dojechaniem do A dołożył energicznie łydki do jej boków, dociążając przy tym prawą stronę siodła i wypychając z krzyża do galopu. Zaraz sprowadził klacz na pierwsze koło o średnicy 20m, gdzie starał się jak najlepiej wygiąć klacz od wewnętrznej łydki zostawionej na popręgu. Wewnętrzną wodzą nadawał zgięcie w potylicy, prowadząc zewnętrzną wodzą klacz po kole. Dojeżdżając do jego połowy przed X wysłał jej półparady, by stopniowo wypuścić wodzę z dłoni. Klacz mu znowu trochę przygasła w tempie, co musiał skorygować mocniejszym dopchnięciem dosiadem i zachęcającą łydką. Dojeżdżając do końca koła nabrał je z powrotem, by zamknąć koło w punkcie gdzie zaczęli. Poprowadził ją przez kolejny narożnik, by w K wydłużyć krok w galopie po kilku półparadach. Zachęcił ją ponownie do tego aktywizując rudą łydkami i dosiadem, a także robiąc jej miejsce z przodu. Dzięki temu udało im się całkiem nieźle wykonać ten element, by wraz z dojechaniem do H skrócić się z powrotem do roboczego po półparadzie i wzięciu przez Diego klaczy na siebie. Wyjechali kolejny narożnik, gdzie Diego po drodze przygotowywał ją już do kolejnego zadania - półkoła w prawo o średnicy 20m za pomocą półparad. W C wygiął klacz od wewnętrznej łydki pozostawionej na popręgu, zewnętrzną przesunął za i pilnował jej zadu. Wewnętrzną wodzą nadał jej zgięcie w potylicy i prowadził ją na zewnętrznej wodzy po kole. Dojeżdżając do X wysłał jej skupiające półparady, by zaraz naprostować zewnętrzną łydkę na swoje miejsce i wewnętrzną wodzę wracając nią na miejsce. Dociążył zaraz jej zad, zamknął łydki i kolana po jej bokach i wstrzymał ją na wodzach do kłusa. Klacz ponownie nieco mu przygasła, ale nie było za dużo czasu na korekcję bo musieli wrócić do galopu od razu. Przestawił pomoce na drugą stronę, by dociążyć lewą stronę siodła i wypchnął ją z krzyża do galopu po dołożeniu energicznym łydek do jej boków. W tym chodzie lepiej im szło utrzymanie tempa, a także dokończenie półwolty pod ścianę do A. Tam w zasadzie rozpoczęli od razu pełne koło o średnicy 20m, gdzie wygiął klacz od tych samych pomocy co przed momentem. Dojeżdżając do X wysłał jej kilka półparad, by za tym punktem oddać jej stopniowo wodzę poprzez wypuszczenie wodzy z dłoni. Przy nabraniu ponownym wodzy nie napotkał żadnych problemów, by po półparadzie wraz z zamknięciem koła przytrzymać ją do kłusa. Dalej po zamknięciu koła w kłusie pojechali dalej na wprost pod ścianą. Odpowiednio wygiął klacz w narożniku, gdzie wygiął ją od wewnętrznej łydki zostawionej na popręgu, a pilnował ją zewnętrzną łydką i prowadził ją na zewnętrznej wodzy. Dzięki temu znaleźli się na długiej ścianie gdzie skierowali się do B, tam wygiął ją jak najlepiej mógł po łuku do środka czworoboku w kierunku X. Postarał się o to aby klacz jak najbardziej po prostej jechała do tego punktu, wysyłając jej po drodze skupiające półparady. W końcu wysłał jej jedną pełną paradę wraz z pomocami do zatrzymania, które odbyło się w punkt aczkolwiek nieco krzywe było. Diego niemal wszystkiego dopilnował, poza dopchnięciem zadnich nóg klaczy pod kłodę. W myślach odliczył 5s, by energicznie dołożyć łydki do jej boków i wypchnąć z krzyża do kłusa. Pojechali dalej przed siebie na wprost, by w E zakręcić na lewo wyjeżdżając jak najdokładniej zakręt. Pojechali dalej na wprost pod ścianą, wyjeżdżając kolejny narożnik na krótką ścianę. Przed A wysłał jej kilka półparad, by w A zwolnić klacz do stępa i od razu zachęcając ją do energicznego kroku. Dosiadem tego pilnował, podążając za jej ruchem bezbłędnie w siodle. Poprowadził ją przez kolejny narożnik, by przed F wysłać jej kilka półparad i zaraz zaczynając ustępowanie od łydki w lewo. Diego w tym celu wewnętrzną łydkę cofnął o szerokość dłoni za popręg, nakłaniając klacz do ruchu w przód i bok. Zewnętrzną łydkę pozostała na popręgu, pilnując jego zadu a także impulsu jej ruchu w przód i bok. Zewnętrzna wodzą prowadził Parrish po elemencie, wewnętrzną natomiast pilnując zgięcia klaczy do wewnątrz. Czegoś im jednak brakowało, bo ruda znowu mu nieco gasła w czasie wykonania elementu. Diego starał się jeszcze to poprawić, ale z marnym skutkiem. Dojechali tak do linii ćwiartkowej, gdzie po półparadzie naprostował ją i wygiął zaraz od lustrzanego odbicia tych pomocy na ustępowanie od łydki na prawo do M. Tam po zetknięciu się ze ścianą naprostowali się na niej, by wyjechać narożnik i znaleźć się na krótkiej ścianie. Tam przygotował ją do kolejnej zmiany wraz z półparadami, by w C dołożyć łydki do jej boków i wraz z lekkim wysunięciem rąk w przód, wypchnął klacz z krzyża do kłusa. Wyjechali kolejny narożnik na długą ścianę, gdzie pojechali do jej środka do E. Tam zeszli na ostatnie koło w ich przejeździe, gdzie Diego raz jeszcze odpowiednio wygiął klacz od wewnętrznych pomocy i ograniczył ją i prowadził zewnętrznymi. Pierwsza połowa koła szła im dobrze, aż do momentu w którym Diego oddał jej stopniowo wodzę przez wypuszczenie je z dłoni. Jednocześnie aktywnie działał nadgarstkiem i pracował dosiadem oraz łydkami, zachęcając rudą do zejścia w dół i przód z żuciem z ręki. Klacz jednak się spięła i niechętnie zeszła za jego ręką, wyraźnie opierając się i to dość twardo. Nawet odpuszczenie i ponowienie próby niewiele pomogło, bo klacz tylko trochę poprawiła swoje ustawienie. Jednak nie mógł za wiele zrobić, bo Parrish zaparła się i koniec. Nabrał z powrotem wodze, napotykając u klaczy usztywnienie i spięcie. Utrzymywało się to podczas wyjeżdżania ostatniego narożnika i łuku na linię środkową, gdzie szli jakby kij połknęli przed momentem. Na linii środkowej zamknął ją w łydkach i prowadził w korytarzu z wodzy wraz z półparadami do X, gdzie wysłał jej wraz z pełną paradą pomoce do zatrzymania. Przy tym zblokował ruch miednicą z dociążeniem mocniej zadu klaczy. Jednocześnie dołożył przy tym łydki oraz kolana do jej boków, by ze ściągnięciem wodzy ją zatrzymać. Nie dopchnął jednak dostatecznie nóg klaczy pod kłodę, a może i ona sama to zignorowała i stanęli przez to krzywo. Ukłonił się zaraz w kierunku sędziów, by oddać jej wodzę i stępem sprowadzić rudą na rozprężalnie. Pochwalił ją po drodze za dobre sprawowanie, bo klaczy bez dwóch zdań się należało.
z.t
_________________
Debo confesarque Solo pienso en ti.
personalia: Tu mirar tu caminar » Diego Montana wiek: Eres muy timida lo se » 33 lata.
partnerka: Dime lo que so » xxx.
pms: Ver tu voz de terciopelo » 0.
ex: Cuando me hablas ya yo toco el cielo » Lara.
przyjaciele: Pienso en ti por darte un beso » Brian.
wrogowie: Dime si tu te sientes asi » brak.
Elizabeth na owych zawodach startowała tylko na dwóch swoich koniach. Po całkiem udanym, debiutanckim przejeździe z Florkiem, czekał ją jeszcze Shamrock, z którym miała już przyjemność startować. I to niejednokrotnie.
Po odbyciu stosownej rozgrzewki, opierającej się na rozluźnieniu, przepuszczalności i reakcji na pomoce, stępowali relaksując się przez przejazdem. Gdy wreszcie spiker zaprosił ich na czworobok, Elizabeth spięła karego do kłusa, którym to pojechała w kierunku placu. Nim jednak na niego wjechała, jeszcze przez chwilę pozostała na zewnątrz szranek, dopracowując ewentualne uchybienia w ustawieniu. Dopiero gdy to zostało na prędce zrobione, wprowadziła fryza przez rozsunięte szranki na linię środkową, od razu zamykając go w szczelnym korytarzu utworzonym z łydek oraz wodzy. W ten sposób chciała dopilnować, by ów linia faktycznie pozostała prosta, bez spłynięć na prawą czy też lewą stronę. Przed dojechaniem do jej środka posłała Shamrockowi kilka krótkich półparad, by w X zablokować dolny odcinek kręgosłupa, napiąć brzuch, cofnąć ramiona i domknąć rękę, w ten sposób sprowadzając konia do pełnej parady. Łydkami mechanicznie dopchnęła zadnie nogi pod kłodę i wtedy z subtelnym uśmiechem na twarzy ukłoniła się w stronę sędziów. Mając już za sobą ten początek, na nowo ułożyła wodze w dłoniach i z półparady zaprosiła podopiecznego z powrotem do kłusa roboczego, starając się wyważyć siłę impulsu tak, by obyło się jednocześnie i bez stępa i bez galopu. Wtedy na nowo skupiła się na precyzyjnym dokończeniu linii, na końcu skręcając w prawo. Skrupulatnie wyjechała najbliższy narożnik, by zrobić sobie z niego swego rodzaju podstawę do przekątnej, którą mieli teraz pojechać. Tutaj znowu starała się wyznaczyć idealnie prostą kreskę aż do K, ograniczając karego na boki i jednocześnie pilnując impulsu do przodu, bo to przecież również było istotne. W K wrócili na ścianę, choć wcale nie na długo. Od C bowiem, Kanadyjka wprowadziła fryzyjczyka na kolejną figurę, którą była serpentyna o trzech brzuszkach. Dziewczyna starała się nie tylko, żeby Kary faktycznie giął się na łukach, ale również żeby przez cały czas zachowywał zdrowe, wydajne tempo. Po przekroczeniu linii środkowej sprowadziła go do stępa na te kilka kroków, choć samo przejście było raczej słabe, sztywne i na dodatek trochę spóźnione. Ale przynajmniej nie miała problemów z wyegzekwowaniem dobrego stępa pośredniego, po którym ponownie zakłusowali i dokończyli rysunek, jadąc teraz w lewo. Dalej amazonka wprowadziła ogiera na kolejną przekątną, od H do F. Tym razem już od pierwszych chwil zaczęła go aktywizować, zachęcając do wydłużenia kroku, co szczerze mówiąc szło im trochę opornie. Starała się przy tym nie usztywnić i nie dopuścić do zmiany chodu, choć do samego końca nie udało im się poprawić ów elementu. Skróciła karego chwilę przed F, mentalnie przygotowując się już do zagalopowania, które mieli wykonać precyzyjnie w A. Uprzedziła Shamrocka półparadą, by w literce zsynchronizowanym działaniem łydek oraz bioder zmusić go do zagalopowania. Nie zapomniała przy tym o delikatnym ustawieniu konia do wewnątrz, co w tym przypadku miało mu uzmysłowić dobrą nogę i delikatnie przesunęła rękę do przodu, nie chcąc by od pierwszej fouli nadział się na wędzidło. Wtedy zaczęła miękko podążać biodrami za foulą kopytnego, poruszając się po dużym kole, zawadzającym o X. Podczas pierwszej połowy walczyła o zaokrąglenie, dobre wpisanie się w figurę i rozluźnienie, by wraz z minięciem X zacząć stopniowo oddawać wodze. W tej drugiej połowie figury musiała posiłkować się głównie łydkami, na które na szczęście ujeżdżeniowiec był dość czuły i nie próbował za bardzo spływać. Nabrała wodze przed powrotem na ścianę, od K znowu mobilizując podopiecznego do aktywniejszego galopu, poszerzenia wykroku i ram ogółem. Na szczęście ogier nosił miękko, więc nie miała problemu z wysiedzeniem tego, przed dojechaniem do H skracając go i wracając w ten sposób do roboczej formy tego chodu. Upchnęła arego w narożniku i od C wprowadziła go na pół koła do X. Prowadziła go na zewnętrznej wodzy, wewnętrzną pulsując rozluźniająco, a łydkami pilnując impulsu i kłody. W X wyprostowała go i zblokowała miednice, domykając rękę i cofając ramiona, by sprowadzić fryzyjczyka do stępa. Właściwie nie miała pojęcia skąd jej się to wzięło, ale nie dość, że przejście znowu było brzydkie, to jeszcze zaliczyli tutaj błąd, bo przecież chodziło o kłus. No ale Elizabeth nie była tego świadoma, więc jechała dalej, wyginając kopytnego w drugą stronę i skupiając się na kolejnym dobrym zagalopowaniu. W ten sposób wykręcili kolejne pół koła, tworząc coś na wzór połowy ósemki. Nie wrócili jednak na ścianę, a pozostali na analogicznym kole, na którym od połowy El oddała po czym nabrała wodze. Domykając rysunek sprowadziła Shamrocka do kłusa, szybko go ogarniając, bo troch jej się przy tym rozpadł. Dalej na środku długiej ściany – w B – pojechali w lewo, a zbliżającą się pełną paradę Kanadyjka znowu poprzedziła półparadą. Przy jej wykonywaniu postarała się, by sylwetka fryza pozostała prosta, a wszystkie nogi zatrzymały się we względnym ładzie. W ten sposób, w całkowitej nieruchomości odczekała przepisowe pięć sekund i z półparady zmobilizowała swojego kompana na nowo do kłusa, choć tym razem wcale mu się do tego nie spieszyło. W E znowu skręcili w lewo, w ten sposób wracając na ścianę. W międzyczasie w A zwonili do stępa pośredniego, a teraz dla odmiany mieli się zmierzyć z ustępowaniem, które sporo wałkowali na treningach. Dojeżdżając do F cofnęła zewnętrzną łydkę, działając nią spychająco. Wewnętrzna pozostała na popręgu i pilnowała impuls u zarówno do przodu jak i w bok. Po za tym wygięła szyję kopytnego lekko do zewnątrz, dłonie przesuwając zaś do wewnątrz i w ten sposób jakby ‘’pokazując’’ kierunek jazdy. Tak dojechali do linii ćwiartkowej, gdzie na chwilę wyprostowała Shamrocka. Wtedy zmieniła pomoce na drugą stronę i zaprezentowała jeszcze jedno ustępowanie, ale tym razem w prawo – do M. Zadowolona z przebiegu tej figury, ponownie zakłusowała w C. Jako ostatnie zostało im koło, na które weszli w literce E, na którym mieli wykonać rzucie z ręki. White więc zaczęła stopniowo oddawać wodze, zachęcając konia do obniżenia i rozluźnienia szyi, pozwalając mu zejść mniej więcej na wysokość guza barkowego. Przed domknięciem rysunku wróciła na kontakt i w A wprowadziła karego na linię środkowej. Chwilę później, w X wykonała zatrzymanie, ukłoniła się i sprowadziła swojego czarnucha z czworoboku na długiej wodzy, chwaląc go przy tym poklepaniem po umięśnionej szyi.
z/t
_________________
...............Breakfast at Tiffany's and bottles of bubbles ...............G i r l s..w i t h..t a t t o o s..w h o..l i k e..g e t t i n g..i n..t r o u b l e
..............................» E L I Z A B E T H..W H I T E «
T H E Y..C A N..S A Y..W H A T ..T H E Y ..L I K E
I just want you close where you can stay forever
You can be sure that it will only get better. it's complicated » Bastian
So I love when you call unexpected, cause I hate when the moment's expected.
..............................pms » 1
Płeć: klacz Wiek: 6 lat Rasa: holenderski koń gorącokrwisty Wzrost: 174 cm Ostatni trening: 08.2019 - ujeżdżenie z Audrey Właściciel: Mia Alight Cena: £2150 Doświadczenie w skokach: 10 Doświadczenie w ujeżdżeniu: 112 Doświadczenie z lonżowania: 66 Kondycja: 40 Szybkość: 12 Klasa startów: Ujeżdżenie: N
Po rozsądnie przeprowadzonej rozgrzewce, już w sprężystym, lekkim kłusie wkroczyła do wnętrza czworoboku oparta na pomocach Mii, jednocześnie dobrze wiedząc, że ma się poruszać po linii prostej aż do, zapewne, zatrzymania. Niestety była koniem bardzo zgadującym i o ile na takim jeszcze poziomie cecha ta mogła okazać się pomocna, tak na wyższym już powinna zacząć uczyć się, oprócz trudniejszych elementów, także pokory w słuchaniu jeźdźca. Na ten moment i tak nieźle skupiała się na amazonce i dzięki brakowi nudy czy powtarzalności w ćwiczeniach rozprężających była teraz skoncentrowana i po prostu chętna, aby odpowiadać płynnie i szybko na otrzymywane sygnały. I tak na przykład niemal książkowo zatrzymała się w punkcie środkowym, będąc gotowa jak na baczność odczekać nieruchomo na równo ustawionych czterech nogach aż otrzymałaby znak do ponownego ruszenia, ale spięte wodze kazały jej myśleć, że powinna od razu zacząć się cofać. Skonfundowana odstawiła już mającą pójść do tyłu kończynę, kiedy wyczuła przeciwny temu sygnał, przeciągle zafurczała chrapami i szastnęła ogonem, obijając o nim z niezadowoleniem o swoje tylne nogi. Lekko nadąsana za to sprzed chwili, kiedy została wypchnięta z krzyża, ruszyła przed siebie, zamiast od razu wejść w kłus poczyniła kilka kroków w napuszonym stępie z którego dopiero weszła w wyższy chód. W nim prędko odnalazła swoją równowagę płynącą z zaangażowanego, podstawionego zadu pozwalającego jej na zaokrąglenie całej sylwetki. Nie spływając na boki dotarła do końca linii środkowej by z niej zjechać w lewo w należytym wygięciu i bez utraty impulsu, co powtórzyła zaraz w najbliższym narożniku, gnąc się wokół wewnętrznej łydki amazonki. Dotarłszy do środka długiej ściany płynnie odbiła na woltę w lewo, na której równie pilnie poddała się wygięciu, ale na jej środku, zamiast miękko odbić w drugą stronę, płynnie przeginając się na prawo, spięła się, niegotowa na tak szybką zmianę bez zapowiedzi. Zrobiła się więc na moment kanciasta i sztywna, ostatecznie na nowym łuku stopniowo zaczynając odpuszczać. Po powrocie na ścianę do B przez kolejne pół wolty wyprostowała się niezwłocznie, nadal nosząc ślady spięcia sprzed chwili. Sumienne działania Mii w siodle, mające zaowocować dążnością kasztanki do przodu, doszło do skutku, w efekcie już niebawem Dies na powrót się rozluźniła, dzięki czemu była też w stanie podejść do kolejnego elementu w należyty sposób. Ostrzeżona półparadami w V była już gotowa, aby przyjąć sygnał do rozpoczęcia ustępowania i bez ociągania na niego odpowiedziała, zaczynając z wyprostowanym tułowiem schodzić po przekątnej do środka dzięki krzyżowaniu nóg. Była w tym ruchu pewna, pozostawała spokojna i miękka, jednocześnie dając się prowadzić w ustawieniu przeciwnym do kierunku ruchu, choć niestety dała się namówić pomocom kobiety na zbyt dużo ruchu w bok podczas tego ustępowania, co poskutkowało przedwczesnym wejściem na środkową linię. Na niej sprawnie powróciła do ruchu naprzód by przed C niezbyt głęboko zakręcić w prawo znowu z lekkim spięciem, wynikającym teraz z niewystarczającego podparcia łydki, i tym samym powrócić na pierwszy ślad. Z niego odbiła zaraz po najbliższym narożniku na przekątną, gdzie odczytując pomoce do wydłużenia sylwetki, zaczęła się otwierać w kłusie, robiąc teraz dłuższe kroki i wyciągając też nieco szyję do przodu, pozostając opartą na kontakcie. Dzięki temu przed powrotem na pierwszy ślad była w stanie dać się miękko i płynnie skrócić, nie odpowiadając na to żadnym zgrzytem. Niebawem po wyjechaniu z krótkiej ściany ponownie ruszyła pewnie w ustępowaniu w stronę linii środkowej, tym razem lepiej poprowadzona wylądowała na niej w punkt i tam też pewnie ruszyła przed siebie, odnajdując ku temu równomierne oparcie w obu łydkach przy swoich bokach. Zjechawszy przed C na lewo ponownie wygięła się podczas wyjeżdżania narożnika, za którym z kolei raz jeszcze wyszła na długą przekątną by na niej zacząć wydłużać swoje ramy w dłuższych, bardziej dynamicznych krokach kłusa. Dzięki niezmiennemu oparciu na wędzidle, które sobie tam przeżuwała, w równowadze powróciła do roboczego tempa przy zjeździe na ścianę. Niestety dała się zaskoczyć zamknięciu w pomocach przy A, w efekcie nie zatrzymując się od razu, tylko przez wyraźnie spięta dwa kroki stępa. Nawet oddane w porę wodze nie uratowały niezbyt eleganckiego, trochę krzywego zatrzymania. Zakłusowała o dziwo płynnie, zaraz jednak znowu musząc zejść do stępa, tym razem na dłużej. Niemniej nie wyglądało to wszystko zbyt przyjemnie i zanim Irae doszła do siebie, minął już czas na stęp pośredni i pokierowana na krótką przekątną zaczęła się stopniowo rozluźniać na oddanej wodzy, odnajdując oparcie w łydkach i poddając się aktywnej pracy bioder Mii. Dzięki temu całkiem nieźle przyjęła ponowny kontakt podczas wkraczania na pierwszy ślad i zaraz też, znów w miły dla oka sposób ułożona pod jeźdźcem, zakłusowała otrzymawszy przy następnej literce stosowne pomoce. Kolejnym ruchem okazało się zagalopowanie, na sygnał do którego odpowiedziała bez zwłoki, okrągło wchodząc w wyższy chód. Pracowała tu już jak najbardziej poprawnie, pchając się do ruchu naprzód aktywnym zadem i nie mając problemu z płynnym odbiciem na krzywiznę koła, nie kwestionując przy tym jego średnicy narzucanej przez amazonkę. Oparta na prowadzącej, zewnętrznej wodzy dawała sobą bez zająknięcia kierować, a kiedy dokończyła figurę, z mocą zaczynając wydłużać galop już na długiej ścianie. O dziwo nie miała żadnego „ale” kiedy przyszło jej skrócić się przed wejściem na krótką ścianę, co uczyniła bez utraty elastyczności i zaangażowania płynącego od tyłu. Zjechawszy na przekątną spodziewała się kolejnego wydłużenia, niemniej odczytała bardziej wyraziste pomoce podtrzymujące robocze tempo, w którym finalnie pozostała aż do przejścia do kłusa w punkcie środkowym. Nowe zagalopowanie po powrocie na ślad wyszło w jej wykonaniu nawet lepiej niż to pierwsze i już po chwili, po wyjechaniu na kolejną długą ścianę posłusznie powtarzała elementy wykonane już wcześniej na drugą nogę, równie harmonijnie wpisując się w prawie równe, piętnastometrowe koło, które zakończyła z chęcią niemal od razu wydłużając galopadę i całą swoją już na długiej prostej. Zaskakująco miękko skróciła się z powrotem do roboczego tempa przy literze F i w nim pokonała najbliższą krótką ścianę. Zjeżdżając po wyjechanym narożniku na kolejną przekątną, znów chciała być sprytna i w okolicy środka Mia mogła poczuć, że kasztanka jakby chce zgasnąć, czego przyczyną było po prostu zgadywanie, że pora na przejście w dół. Niemniej jednak okazało się, że czas na to przyszedł dopiero pod koniec przekątnej, ale do tego czasu jej galop pozostał taki osłabiony, czego efektem były także mierne pierwsze kroki kłusa podczas powrotu na ścianę. Właściwie zdawało się, że nie odbuduje swojej jakości w nim, jaką miała jeszcze przed galopami, ale wrażenie to okazało się mylne. Od chwili, w której już na kole kobieta zaczęła zapraszać ją do podążenia w przód-dół za oddającą wodzą, Dies na powrót nabrała więcej zaokrąglenia podczas rozciągania górnej linii, co przyszło w komplecie z bardziej aktywnym zadem. Jej nie przeszkadzał brak anglezowania, właściwie dzięki ciężarowi obecnemu w siodle znacznie lepiej poradziła sobie z tym zadaniem, w równowadze powracając też do standardowego, jeszcze nie najwyższego ustawienia, w którym zjechała z powrotem na ścianę. Poruszając się znów bardziej eleganckim kłusem roboczym podążyła wzdłuż białych szranków, przy których pozostała dopóki pomoce amazinki nie zagarnęły jej na zakręt do linii środkowej. Na niej szła nagle bardziej ożywiona, domyślając się, co to oznacza. Tym razem w X przeszła do stój naprawdę rasowo, pozostając w okrągłym ustawieniu na kontakcie aż poczuła, jak wodze wydłużają się już po impulsie do stępa, którym spokojnie ruszyła. Wyciągnęła swobodnie szyję przed siebie i opuściła czworobok, przyjmując niby to obojętnie klepanie.
Zastrzygł uchem słysząc swoje imię w głośnikach, które mimowolnie odbijało się od różnych płaszczyzn w postaci echa. Powrócił sprawnie na wypracowane podczas rozgrzewki ustawienie, podstawiając mocniej zad, chcąc nim pracować. W okolicy czworoboku para płynnie przeszła do kłusa, by okrążyć dookoła czworoboku. Podobno miało to na celu przyzwyczajenie się do miejsca jak i atmosfery panującej obok. Jednak zdawałoby się, że kary miał na to najzwyczajniej w świecie wywalone. Był skupiony na tym, co ma wykonać. Taka była różnica pomiędzy nim, a innymi końmi. W końcu wjechali na obszerny łuk, by ostatecznie wjechać na linię środkową. Nikogo też nie zdziwiło, że para zatrzymała się w punkcie X, gdzie ogier równo obciążył wszystkie kończyny i zastrzygł, będąc gotowym do dalszych instrukcji. Diego ukłonił się, poprawił w siodle i wysłał go ponownie do kłusa, na co przystał z chęcią. Dojeżdżając do ściany para skręciła w lewo. Tam mężczyzna poprowadził go po długiej ścianie, by w punkcie E zjechać na pierwszą półwoltę w lewo o średnicy dziesięciu metrów. Unee podczas wykonywania tego manewru nie utracił na jakości kłusa, a pół wolta miała poprawny rysunek. Dopiero półwolta wykonywana w prawo po tej pierwszej napotkała widoczny oznakę sztywności, która była spowodowana małym zainteresowaniem względem ogiera i jego treningami. Zdecydowanie tamta strona była jego gorszą stroną, ale podobno da się to wyćwiczyć. Na tą chwilę nie było to tak ważne, chociaż półwolta w prawo utraciła na jakości bo zaburzony był lekko jej rysunek. Po zamknięciu tej figury wrócili pod ścianę w punkcie B. Przez następne pięć liter, jak i dwa narożniki para zaprezentowała poprawny kłus roboczy. Dopiero w punkcie V, Diego zaczął wymagać od niego ustępowania od łydki. Mężczyzna był chyba gotów na każdą ewentualność i nieposłuszeństwo z jego strony. Nie miał zbyt wielkiego manewru do popisu w tej dziedzinie, więc w odpowiednim momencie ustawił swój łeb w potylicy w kierunku przeciwnym do ruchu. Jego wewnętrzne kończyny krzyżowały się przed zewnętrznymi, jednak nie tak jakby chciał Diego. Po dojechaniu do punktu I, został widocznie wyprostowany. Następnie para pojechała na wprost do krótkiej ściany, gdzie razem zakręcili w prawo. Ogier złożył się należycie w zakręcie, będąc w pełnej harmonii ze swoim ciałem. Przed dojechaniem do punktu M dostarczono mu wyraźne półparady, które przygotowały karego na zmianę, która mogłaby za chwilę nastąpić. Więc nie zdziwiło Unee zjazd na przekątną czworoboku. Na tej przekątnej, wydłużył mocniej swoje ramy według przepisu jeźdźca. Będąc zamkniętym w pomocach, nie spłynął na żadną ze stron. Wraz z dojechaniem do punktu K para zwolniła do kłusa roboczego. Gdzie dopiero w punkcie P rozpoczęli ustępowanie od łydki, ale tym razem w lewo. Jako, że była to strona ta lepsza, więc wykonanie było znacznie lepsze. Tutaj wewnętrzne kończyny wyraźnie krzyżowały się przed zewnętrznymi. Warto zaznaczyć, że podczas tego manewru nie utracono też jakości ruchu do przodu. W punkcie I czekała ich jazda na wprost, by w C zakręcić na lewo i wjechać ponownie na przekątną czworoboku. Na tej samej odległości ponownie został poproszony o wydłużenie swoich ram. Środek ciężkości ogiera jak i jego równowaga były lekko przeniesione na przód i logiczne było też to, że równowaga była także przeniesiona na przód. Jednak początkowo Diego nie dał mu takiej swobody jaką potrzebował, stąd pierwsza połowa tego manewru nie była należycie wykonana. Wracając na ścianę, para powróciła do kłusa roboczego. W punkcie A zebrał swe kruczoczarne ciało i zatrzymał się, obciążając wszystkie kończyny po równo. No dobra oprócz jednej zadniej nogi, nikt nie może być idealny, nieprawdaż? Zamroził się w ruchu, wyczekując na dalsze instrukcje. Następnie został wypchnięty do stępa pośredniego, który był nieco szybszy od kłusa roboczego i wymagający od karusa nieznacznego wydłużenia. Poprawnie wyjeżdżając narożnik odbili w K na krótką przekątną do punktu R, gdzie zostały podarowane mu wodze. Więc ogier naturalnie wyciągnął swą potężną szyję do przodu. Wyraźnie się w niej rozluźniając bądź jak kto woli próbując się w niej rozluźnić, jednak nie do końca to nastąpiło. Niemniej zaczął bujać nią w rytm swoich kroków, ale co najważniejsze przekraczał ślady przednich kopyt zadnimi, ukazując tym jakość. Dojeżdżając do R para powróciła do wypracowanego ustawienia, by na dystansie do M powrócić do kłusa. Przejechali tak kolejny narożnik, by ostatecznie dojechać do środka krótkiej ściany i przejść swobodnie do galopu, mając możliwości dane przez jeźdźca. Nikogo nie zdziwło, zwłaszcza tych, co znali ten program, że w punkcie S wjechali na piętnastometrowe koło, na którym oparł się na pomocach Diego. Wpisał się należycie, nie wypadając ani nie wpadając łopatką czy zadem. Zamykając koło i po powrocie na ścianę został poproszony o dodanie. Ogier mocniej zaangażował zad i rozszerzył swoje ramy, znacząc wyraźnie każdy swój krok. W takim stanie dogalopowali do literki K, powracając w niej do poprzedniego tempa. W punkcie F zjechali na przekątną, gdzie w punkcie X przeszedł płynnie do kłusa. Dopiero pomiędzy H i C został ponownie wypchnięty do galopu, ale tym razem na drugą nogę. Dopiero po przejechaniu narożnika i wjechaniu na długą ścianę to w punkcie R wjechali na koło o średnicy piętnastu metrów. Niestety ta strona nie należała do jego mocniejszych, zatem tutaj miał widoczny problem z prawidłowym rysunkiem koła, co prowadziło do nieautoryzowanego wychodzenia z ustawienia z racji spięć i sztywności, jaka się napatoczyła. Po zamknięciu figury i po powrocie na ścianę ponownie został poproszony o wydłużenie swoich ram. Przejście z roboczego do wydłużonego było płynne, a tendencja galopu pod górkę została zachowana. Dojeżdżając do F, został skrócony do roboczego tempa w sposób gładki i miły dla oka. W punkcie K zjechali na przekątną, by w punkcie X analogicznie przejść do kłusa. Szedł aktywnie, będąc opartym na pomocach w pełnej równowadze. Powrócili na ścianę, tam został wprowadzony po raz ostatni na koło w punkcie E. Na tym kole, zaczął stopniowo wydłużać swoją szyję ku dołowi, bawiąc się wędzidłem w pysku. Przy tym zachowano rysunek koła jak i tempo, które zostało nadane. Wszystko dobrze się zapowiadało, ale w momencie nabierania wodzy na kontakt kary przygasł, spinając się nagle. Przez to jeździec odpuścił na chwilę, by ponowić sekwencję. Po zamknięciu figury pojechali dalej pod ścianę i następnie przez narożnik na krótką ścianę, a ostatecznie na linię środkową. By w punkcie X zatrzymać się, równo obciążając wszystkie kończyny. Tamten ukłonił się, a następnie pojawiło się rozprężenie i wyjazd z czworoboku.
_________________
Unee BB Gribaldi x Fassine BB
?җ CHARAKTER җ
Można by rzec, że Unee BB to ogier lubiący wyzwania, stąd
takie zamiłowanie do perfekcji w jego ruchach. Inna sprawa, że uznaje to za
sposób ekspresji samego siebie przed płcią przeciwną. Dlatego szczególną
ostrożność należy zachować przy innych ogierach, wówczas może stać się
względem nich agresywny. Względem ludzi jest to koń nad wyraz cierpliwy,
który wybacza błędy swoich jeźdźców. Nie zwykł przywiązywać się do ludzi,
wszak zauważył, że zmieniają się oni na swoich pozycjach przy jego boksie
częściej niźli byłby w stanie naliczyć. Jednak jeśli kiedykolwiek na jego drodze
pojawi się ten jedyny, wówczas skoczy za takim w ogień.
Płeć: kobieta Wiek: 25 lat {18.01} Wzrost: 171 cm Zawód: architekt (nie pracuje), jeżdziec Partner: bottle of whisky will do the trick Ostatni trening: 04.2019 - skokowy - Jim Beam Rye Podopieczny: Jim Beam Rye, Prescription Boy Pieniądze: £2495 Punkty doświadczenia: 68 Skoki: 22 Ujeżdżenie: 29 Cross: 8 Obycie z koniem: 9
Moim drugim przejazdem na tych zawodach, był przejazd z Prescription Boy'em w programie P2. O ten start byłam jednocześnie spokojniejsza - znaliśmy się z Boy'em jak łyse konie - ale też miałam do niego znacznie bardziej poważne podejście. Podczas startu z Gamebreakerem, chciałam żeby dobrze otworzył swoje starty w ujeżdżeniu, chciałam poszerzyć jego doświadczenie. Tu zależało mi na jak najlepszym wyniku, i było to zrozumiałe. Kiedy wróciłam do stajni odpowiednio wcześniej, aby przygotować kasztana, ogier stał już na myjce, a sprzęt był gotowy do siodłania. Podziękowałam luzakowi i przywitałam się z ogierem obszernie, nie zapominając o smakołykach i mizianiu. Starannie go wyczyściłam i osiodłałam, po czym zostawiłam na chwilę na myjce. Po wprowadzeniu ewentualnych zmian w moim wyglądzie po pierwszym przejeździe, dość szybko się ogarnęłam, zgarnęłam Boya i raźno ruszyłam na rozprężalnię. Tam zatrzymałam go, poprawiłam sprzęt i zaraz rozgrzewaliśmy się na luzie, w stępie. Boya trochę na początku roznosiło, ale było to zrozumiałe i liczyłam, że mu przejdzie, pracując też z czasem nad lepszym rozluźnieniem i skupieniem, aby zacząć pracę w stępie na kontakcie, wykręcając koła, półwolty czy serpentyny, zmieniając kierunek jazdy przez przekątną, ćwicząc także wyciąganie i skracanie chodu, oraz przejścia stęp - stój - stęp. W kłusie poza podobnymi ćwiczeniami dalej pracowałam nad jak najlepszym rozciągnięciem, przygotowując zangersheide przed ustępowaniami. Podobnie rozgrzaliśmy się w galopie, po czym zwolniłam go stopniowo do stępa, na odpoczynek i oczekiwanie na naszą kolej.
Po wezwaniu w pobliże czworoboku posłałam Boy'owi półparadę, nabierając wodze stopniowo na kontakt i wchodząc na wcześniej całkiem dobrze wypracowane, wyższe ustawienie, wjeżdżając w pobliże czworoboku, jeszcze w stępie, aby okrążyć szranki. Po drodze posyłałam Boy'owi półparady, pilnując cały czas aktywnego i równego tempa. W odpowiednim momencie, wcześniej przygotowując go z pomocą półparady, dodałam mu łydki, nieco przesuwając nadgarstki do przodu, ale na równym ustawieniu względem siebie, prosząc ogiera o przejście do kłusa, po czym znów skupiłam się na odpowiednim tempie, po czym wjechaliśmy na czworobok w A, na linię środkową. Na niej wciąż pilnowałam równego, ale wciąż aktywnego tempa, posyłając mu półparady i pilnując go na linii prostej z pomocą ydek. Zbliżając się do X wysłałam mu kolejną półparadę, następnie paradę i zamknęłam go w pomocach, zablokowałam dosiad, prosząc Boy'a o zatrzymanie w punkcie X. Zatrzymanie to wyszło nam naprawdę minimalnie nierówno. Utrzymując go w nieruchomości ukłoniłam się, szykując go do ruszenia w tym czasie, aby odesłać go do ponownego ruszenia kłusem roboczym. Kontynuowaliśmy kłus o linii środkowej, nadal w niezłym stylu, a tempo myślę, że było zadowalające dla nas obu. Wykręciliśmy dość dokładnie zakręt, w C zjeżdżając pod krótką ścianę, na której dalej posyłałam jej półparady i pilnowałam równego tempa. W podobny, dość dokładny sposób wygięliśmy się na narożniku, pojawiając się pod długą ścianą. W pobliżu E ponownie posłałąm mu półparadę, przygotowując przed kolejnym elementem, po czym w E rozpoczęliśmy wykręcać półwoltę w lewo o średnicy 10 metrów. Cofnęłam zewnętrzną łydkę za popręg, by pilnowała zadu, wewnętrzną działając na popręgu i wyginając kasztana od niej, nadając jej z pomocą wodzy kierunek i odpowiednie zgięcie w szyi i potylicy, starając się o równe, ale wciąż aktywne tempo. Początkowo ta półwolta wychodziła nam całkiem dobrze, jednak kiedy w X mieliśmy ją zakończyć (i zaraz zacząć następną), zdarzył mi się moment dezorientacji, wywołany jakimś głośniejszym dźwiękiem z widowni. Wiedziałam, że nie powinnam się tym przejmować, ale zareagowałam instynktownie i albo nie dopilnowałam wystarczająco Presc'a, albo jego wybiło na chwilę z rytmu to samo. Tak więc zakończenie pierwszej półwolty i rozpoczęcie nowej o zmienionym kierunku wyszło nam trochę chaotycznie, ale później już na tej drugiej oboje się ogarnęliśmy, co jednak nie mogło naprawić tego momentu przejściowego. Przy kończeniu drugiej półwolty zakręciliśmy w prawo, zjeżdżając pod ścianę w B i kontynuując pod nią kłus roboczy, zachowując tempo i lepsze skupienie niż na dwóch półwoltach. Dokładnie wyjechaliśmy jeden narożnik, przejeżdżając pod krótką ścianą i chwilę później wygięłam zangersheide dość dokładnie na kolejnym narożniku, ruszając kłusem roboczym z powrotem pod długą ścianą.
Zbliżając się do V skupiałam się coraz bardziej na odpowiednim przygotowaniu Boy'a do kolejnego punktu programu. Ustępwanie od łydki nie było dla niego nowością, bo przecież miał z nim wiele razy do czynienia na zawodach, czy treningach, jednak wiadomo, że przygotowanie i nastawienie też miały znaczenie. Posłałam mu finalną półparadę rozpoczynając ustępowanie od łydki od V w prawo: wewnętrzną łydkę nieco cofnęłam, oddziałując nią na wewnętrzną tylną kończynę Boya, motywując jej ruch do przodu i w bok, przez zewnętrzną tylną, zewnętrzną łydkę zostawiłam na miejscu, pilnując z jej pomocą aktywnego ruchu do przodu i zapobiegając przesadnemu ruchowi w bok, z pomocą wewnętrznej wodzy nadawałam mu ustawienie łba do wewnątrz, a przez zewnętrzną wodzę zachowywałam ustawienie na pomocach i pilnowałam, żeby Boy nie zginałza bardzo szyi. Początkowo nasze ustępowanie wyglądało naprawdę dobrze, ale zbliżając się do I, coraz bardziej musiałam go pilnować w ruchu do przodu, bo trochę gasło nam tempo, co z kolei miało swój wpływ na wykonanie ustępowania w jego końcowej fazie. Zakończyliśmy je w I, ruszając następnie prosto, na tym odcinku korygując tempo. W C zakręciliśmy w prawo, zjeżdżając pod krótką ścianę i pokonując ją w całkiem dobrym, stałym, acz aktywnym tempie. Dość dokładnie wygięłam go na narożniku, po wjeździe na długą ścianę od razu przygotowując go do następnego punktu programu. W M odbiliśmy na przekątną, i w raz z jej rozpoczęciem wysłałam mu pomoce do wyciągnięcia na tej przekątnej chodu: dodałam obie łydki, podążając ręką za ruchem szyi i łba, nie oddając jednak zanadto wodzy, zachowując tempo i rytm. Boy ładnie wyciągnął chód w kłusie, pilnowałam go więc na prostej linii, której trzymał się bez zarzutu, ale musiałam korygować jego wyciągnięcie, które zaczęło stopniowo zanikać. W K dość płynnie wróciłyśmy do poprzedniego ustawienia, kłusując dalej pod ścianą, aby wyjechać narożnik i na spokojnie przejechać pod krótką ścianą. Po wygięciu się na kolejnym narożniku zjechaliśmy pod przeciwległą długą ścianę. Tam znowu przygotowałam go z pomocą półparad, po czym w P rozpoczęliśmy kolejne ustępowanie, tym razem w lewo. Zastosowałam podobne pomoce co przy poprzednim razie, ale pamiętając zanikające tempo od początku lepiej go pilnowałam, pchając Boy'a aktywnie do przodu. To sprawiło, że ogólnie ustępowanie wyszło nam przynajmniej w tej kwestii lepiej, chociaż być może technicznie mogłoby lepiej wyglądać, gdyż gdzieś znowu wkradło się lekkie spięcie ogiera. Mogliśmy je jednak rozpracować w I, zmierzając po prostej i zakręcając w C pod krótką ścianę, aby zaraz wyjechać dokładnie kolejny narożnik. Czekała nas teraz długa ściana. I tym razem posłałam mu półparady, wciąż pilnując równego, ale cały czas aktywnego tempa, aby w H rozpocząć przekątną, na której i tym razem wyciągaliśmy chód, wyszło nam to jeszcze lepiej niż za pierwszym razem. Zbliżając się do F i jednocześnie końca przekątnej, posłałam zangersheide półparadę, wracając na wcześniejsze ustawienie wraz ze zjazdem pod ścianę w F. Pod ścianą dalej ruszyliśmy kłusem roboczym, w narożniku wygięła go odpowiednio od łydki, na krótkiej ścianie posyłałam mu półparady, które miały kasztana przygotować do następnego elementu, po czym w A wysłałam mu pełną paradę, blokując dosiad i zamykając wodze. W ten sposób zatrzymaliśmy się w A, dość równo i miałam utrzymywać go w nieruchomości przez 5 sekund, ale podczas tego króciutkiego czasu znowu głośniejsze dżwięki z widowni, dekoncentracja i niedopilnowanie sprawiły, że ruszyliśmy po czterech, na szczęście dostrzegłam to, prosząc Presc’a o ruszenie stępem (pośrednim). To nam się udało i zaraz nieżle wyjechaliśmy kolejny narożnik, następnie zaraz posłałam mu półparadę, bo w K odbiliśmy spod ściany, ruszając przez środek czworoboku. Jednocześnie poprosiłam go o stęp swobodny, oddając mu wodze na luzie, zachęcając do zejścia łbem w przód i w dół. Ponownie jednak, nieoczekiwanie w tym punkcie pojawiło się u kasztana spięcie, które zafundowało nam nierówności w tempie i to, że ogier nie chciał zejść na niższe ustawienie, więc pojawiło się trochę nieregularności, pomimo, że przynajmniej tempo skorygowałam. Zjechaliśmy pod ścianę w R, nawet sprawnie wracając do poprzedniego ustawienia. Stępem pośrednim poruszaliśmy się jednak teraz krótko, zaraz posłałam mu półparady, w M dodając mu łydki do kłusa roboczego, którym ruszyliśmy dalej, wykręcając narożnik i zjeżdżając pod krótką ścianę, na której znowu działałam półparadami, aby w C cofnąć zewnętrzną łydkę za popręg, dodać obie, wraz z lekkim wypchnięciem do galopu roboczego i zaznaczeniem lewej strony. Od początku starałam się nadać galopowi odpowiednie tempo, nie dając Boy'owi zbyt wiele okazji, żeby się rozszalał. W efekcie tempo, jak i sam galop był może niebo za aktywny i odrobinę chaotyczny, ale nie wyglądało to tak żle. Wygięłam go dokładnie na narożniku i zjechaliśmy pod krótką ścianę, gdzie posłałam mu kolejne półparady, po czym w S po przygotowaniu odbiliśmy w lewo, rozpoczynając koło właśnie w tą stronę, o średnicy 15 metrów. Na kole wyginałam go od wewnętrznej łydki, pozostawionej na popręgu, zewnętrzną nieco cofając, aby pilnowała zadu, wodzami nadając kierunek, zgięcie w potylicy i ewentualnie wstrzymując przesadzone zgięcia w szyi. Samo wpisywanie się w rysunek figury wyszło by nam całkiem dobrze, ale jednak nasze tempo miało tu znaczenie, a tempo to nie zawsze było regularne i równe, co miało nie tak znaczący, ale jednak wpływ, na końcowy rysunek figury. Przy zamykaniu koła z powrotem w S posłałam Boy'owi półparadę, przygotowując go do następnego punktu programu. Wróciliśmy pod ścianę w S, ruszając pod nią i przy tym wyciągając galop. Chociaż robiliśmy coś podobnego w kłusie, przy zastosowaniu podobnych pomocy, jednak wszystko nam się posypało. Ten element zdecydowanie nie wyszedł nam najlepiej. Początkowo wszystko wyglądało całkiem dobrze, ale z czasem zanikało nam tempo i też częściowo to wydłużenie, a próby skorygowania nie przyniosły zadowalających rezultatów. Przynajmniej w K dość płynnie i poprawnie wróciliśmy do poprzedniego ustawienia. Wyjechaliśmy precyzyjnie narożnik, na krótkiej ścianie pilnując z pewnym powodzeniem tempa, wysyłałam też kasztanowi półparady. Wyjechaliśmy kolejny narożnik i pod długą ścianą znowu zadziałałam z pomocą półparady, przygotowując ogiera do kolejnego punktu programu, w F zjeżdżając na przekątną. Na niej pilnowałam równego tempa i trzymania się linii prostej, poprzez pilnowanie go w łydkach, posyłając mu półparady, bo ta przekątna różniła się od "normalnych". W X po kolejnej półparadzie dodałam mu impuls z pomocą łydek, podstawiając zad pod kłodę i ograniczając go z pomocą wodzy, prosząc o zwolnienie do kłusa roboczego, którym ruszyliśmy dalej, wracając w H pod ścianę, i ruszając w stronę narożnika, aby gdzieś pomiędzy H i C cofnąć zewnętrzną łydkę, dodać mu obie, obciążyć bardziej prawą stronę i wypchnąć do galopu roboczego z prawej nogi. Cały ten punkt wyszedł nam bardzo dobrze, zobaczymy co będzie dalej.
Pod krótką ścianą posyłałam mu półparady i utrzymywałam równe, ale aktywne tempo. Wykręciliśmy odpowiednio narożnik, zjeżdżając pod długą ścianę, gdzie znowu póki co udawało mi się trzymać z nim równe tempo i działać półparadami. W R zjechaliśmy spod ściany na koło i tym razem o średnicy 15 metrów, ale w prawo. Na tej figurze zastosowałam podobne pomoce co poprzednio, wyginając go aktywnie od wewnętrznej łydki, zewnętrzną pilnując zadu, starając się zachować stałe tempo i równowagę, co nam sprawiło największe problemy, ale nie były to duże niedociągnięcia. Zamknęliśmy koło znowu ruszając pod ścianą, ale jednocześnie wraz z powrotem pod ścianę wysłałam mu pomoce do wyciągnięcia galopu, zachowując równe tempo i motywując ogiera do wyciągnięcia się w galopie, co początkowo było ładnie widać, ale widocznie nie motywowałam go tak do końca dostatecznie, bo gdy zbliżaliśmy się do F to wyciągnięcie nieco zanikało. W F wróciliśmy do poprzedniego ustawienia. Zaraz wyjechaliśmy narożnik, następnie krótką ścianę i kolejny narożnik. Cały czas starałam się jak najlepiej pilnować tempa, posyłając liczne półparady. w K odbiliśmy od ściany na przekątną, na której z dużym sukcesem pilnowałam jej stałego tempa, trzymając się równej linii, a w miarę zbliżania się do przeciwległej długiej ściany ponownie skorzystałam z półparad, przygotowując go do przejścia do kłusa w M, jednak ponownie dźwięki z widowni pokrzyżowały nam plany i zjazd pod ścianę i przejście do kłusa przed M wyszły nam w najlepszym razie chaotyczne. To miało później wpływ na dość długi kawałek kłusa pod ścianą. Starałam się jakoś ratować i poprawić jakość tego chodu, ale nie dawało to zadowalających rezultatów. W E rozpoczęliśmy wykręcanie koła w lewo. OD razu zaczęłam anglezować, lepiej mi też szło pilnowanie Boy'a i jego tempa, i ogólne ogarnięcie go. Miałam wrażenie, że ogier nieco się uspokoił na kole, na którym odpowiednio go wyginałam, wpisując się w rysunek, ale też stopniowo zaczęłam odpuszczać wodze, zachęcając go, aby zszedł za moją ręką łbem w górę i przód, następnie lekko pulsując wodzą i zachęcając do żucia wędzidła, z czym Prescription, nawet nie miał problemu. W drugiej połowie koła, zbliżając się do E, stopniowo nabrałem wodze na wyższe ustawienie i zaraz zamknęliśmy to koło, ruszając dalej pod ścianą kłusem roboczym. Pokonaliśmy w ten sposób resztę długiej ściany, na której jeszcze czuwałam nad tempem i wysyłałam półparady, wygięliśmy się ładnie na narożniku. Na krótkiej ścianie stosowałam w zasadzie wszystko tak samo, pracując nad tempem i skupieniem, po czym w A zakręciliśmy na linię środkową, był to kolejny ładny zakręt. W łydkach pilnowałam jego równego tempa, posyłając półparady, aby finalnie w X wysłać pełną półparadę i zablokować dosiad do zatrzymania. Zatrzymaliśmy się dość równo w tej literce, utrzymywałam kasztana w zatrzymaniu, ukłoniłam się i dodałam mu łydkę do stępa, dając mu też luz na wodzach i tak opuściliśmy czworobok, po drodze nie szczędziłam mu pochwał, bo ogólnie byłam z nas raczej zadowolona.
zt
Alexander wraz z możliwością wystartowania w zawodach ujeżdżeniowych, nie wahał się ani chwili. Oczywistym wyborem była Unbridled Life do tego typu zawodów, gdzie jak na razie zdobywali doświadczenie na każdej płaszczyźnie oraz obycie z zawodami. Na przed dzień zawodów dostarczył klacz na miejsce ich odbywania, by zostawić ją w spokoju do dnia kolejnego. W dniu zawodów pojawił się dość wcześnie w stajni, by po krótkiej wizycie w socjalu udać się pod boks siwej. Przywitał się z nią i zaraz wyciągnął na myjkę, gdzie ją dokładnie wyczyścił, włosie zaplótł w koreczki i osiodłał. Wtedy odesłał ją z jednym z luzaków na rozprężalnie, a on sam w między czasie przygotował się do zawodów. Wkrótce dołączył do siwej na rozprężalni, gdzie odebrał ją od mężczyzny, dosiadł i zabrał się za porządną rozgrzewkę z siodła. Przepracował z nią wszystkie trzy chody, wykręcając z nią masę figur na rozgrzewkę i ćwicząc przejścia między chodami oraz zatrzymania. W końcu przeszli do stępa w którym oczekiwali wezwania na czworobok konkursowy.
Zostali w końcu wywołani na czworobok, co usłyszeli przez głośniki. Więc Alex wziął głęboki oddech i pozbierał klacz z powrotem na kontakt, dociążając jej zad i aktywizując ją zadem oraz łydkami. Chciał aby weszła na kontakt i zaangażowała znacznie bardziej zad w pracę, gdzie po kilku krokach w stępie na wyższym ustawieniu i półparadach przyszedł czas na kłus. Dołożył energicznie łydki do jej boków, wysunąwszy lekko ręce w przód wypchnął klacz z krzyża do kłusa. Zaczął też anglezować w siodle przynajmniej do momentu okrążenia niemal całego czworoboku, gdzie postarał się o jak najlepsze wypracowanie z nią odpowiedniego tempa. Udało im się osiągnąć kompromis, dlatego siadł w siodło i zaraz wygiął klacz na łuku na linię środkową. Wysyłając jej skupiające, patrząc na wprost przed siebie ku środkowej ścianie. Trzymał ją w zamkniętych łydkach po bokach, a także trzymając równo wodze w rękach. Dojeżdżając do X przygotował ją do zatrzymania, zamykając dodatkowo w odpowiednim miejscu kolana i dociskając łydki mocniej do jej boków. Nie zapomniał przy tym o dociążeniu jej zadu, wraz ze ściągnięciem wodzy. Skupił się na wszystkim poza tym, by dopchnąć łydką jej zadnich nóg pod kłodę. Krzywo się zatrzymali, ale co miał na to poradzić? Ukłonił się do sędziów po złapaniu wodzy w jedną rękę, by zaraz dołożyć energicznie łydki do jej boków i mocno wypchnął z krzyża do kłusa. Postarał się poprawnie poprowadzić ją na wprost do środka krótkiej ściany, gdzie odpowiednio wcześnie ustawił ją na lewo. Po chwili wygiął siwą od wewnętrznej łydki, nadając jej zgięcie w potylicy wewnętrzną wodzą. Zewnętrzną wodzę przesunął za popręg i pilnował jej zadu, prowadząc ją na zewnętrznej wodzy. Podobnie poprowadził ją w narożniku na długą ścianę, by pojechać do środka do literki E i tak też po półparadzie wygiął ją na lewo w kierunku X. Uprzedził półparadami o nadchodzącej zmianie, by tam zjechać na 20m koło w lewo. Podobnie jak przed momentem ustawił ją na tych samych pomocach, starając się jak najlepiej zarysować koło. Mieli na nim drobny problem z utrzymaniem równego tempa, bo klacz jak zwykle chciała lepiej i zaczęła nieco przyspieszać i burząc lekko jego rysunek. Dojeżdżając do X naprostował klacz, by przestawić na lustrzane odbicie pomocy i zarysować 20m w prawo tym razem. Wcześniej udało mu się trochę ogarnąć klacz za pomocą półparad i wzięcia ją nieco bardziej na siebie, dzięki czemu większą część tego koła również wykonali poprawnie. W końcu i tym razem klacz znowu przyspieszyła, jednak Alex od razu mocniej przytrzymał ją na pysku i dosiadem. Klacz znana jednak ze swojej upartości nie zamierzała odpuścić, przez co wędzidłem dostała po pysku i spięła się przez to. Zaburzyli przez to nieco rysunek koła, które zamknęli na ścianie w B. Dalej pod nią pojechali na wprost, by wyjechać kolejny narożnik na krótką ścianę. Na niej wysłał jej skupiające półparady, by po przejechaniu A dołożyć łydki do jej boków z mocniejszym dociążeniem prawej strony siodła i wypchnął ją z krzyża w najwyższy chód. Klacz przeszła w wyższy chód, ale była dość spięta i widać to było w jej ruchu. Poprowadził Unbri przez kolejny narożnik wyjeżdżając go dość sztywno, by wyjechać na długą ścianę i skierować się w stronę E. Przed owym punktem wysłał jej półparadę, by w owym punkcie sprowadzić ją na koło o średnicy 20m w prawo. Zadbał o jej prawidłowe wygięcie od wewnętrznych pomocy, a ograniczał ją i prowadził zewnętrznymi na figurze. Klacz wciąż była spięta, przez co rysowali te koło dość sztywno i wyglądało ono bardziej na jajko. Zamknęli koło po chwili w punkcie gdzie zaczęli, by pojechać dalej pod ścianą na wprost. Przygotowując się jednocześnie do kolejnej zmiany, by przed H jeszcze po mocniejszej półparadzie przytrzymać klacz do kłusa. Poprowadził ją przez kolejne dwa narożniki, by w M zjechać na przekątną czworoboku. Tam wraz z tym manewrem zaczął anglezować w siodle, przymykając ją mocniej w łydkach i prowadząc w równym korytarzu z wodzy przez X do K. Na początku szło im nieźle, jechali w równym tempie i po linii prostej aż do czasu. Do czasu aż klacz znowu zaczęła sama przyspieszać, dopiero Alex mocniej ją przytrzymał na wodzach i domknął kolanami. Dało to średni efekt, ale dojechali do końca przekątnej gdzie Alex wrócił w siodło i poprowadził ją przez kolejny narożnik na krótką ścianę. Wysłał na niej klaczy skupiające półparady, by wraz z dojechaniem do literki przytrzymać siwą do stępa. Tutaj energię którą klacz miała wcześniej mogła wypuścić na światło dziennie, jedynie Alex zadbał o to by nie posypała się w ustawieniu i zachowała aktywność zadu. Jednocześnie dosiadem ją motywował ją do poszerzenia wykroku i ram, tak by ten stęp pośredni był poprawny. Był niemal bez zarzutu, gdyby nie fakt że może ciut przy aktywny i klacz nie dokładnie tutaj zaznaczała swoje kroki i zaburzała lekko ich rytm. Wyjechali narożnik, gdzie Alex wysłał jej skupiające półparady przed F i tam sprowadził ją na przekątną czworoboku. Zaczął jej stopniowo oddawać wodzę poprzez wypuszczenie ich z rąk, gdzie dosiadem zachęcał ją jedynie do aktywnego kroku naprzód. Udało im się zachować ruch po prostej, jednak klacz była cały czas spięta i nie do końca rozluźniła się podczas stępa swobodnego. Dojeżdżając do końca przekątnej po półparadzie zaczął zbierąć klacz z powrotem na kontakt, gdzie za pierwszym razem się spięła i zaparła. Dopiero odpuszczenie na moment i nabranie raz jeszcze, gdzie podparł to mocniejszym działaniem łydek i dosiadu. Wyjechali narożnik na krótką ścianę, gdzie po drodze wysłał jej kilka półparad i stopniowo dojeżdżając do C. Tam dołożył energicznie łydki do jej boków, by mocnym dosiadem wypchnąć ją z krzyża do kłusa. Dojechali w tym chodzie do kolejnego narożnika, gdzie jak najlepiej wygiął ją od pomocy i dzięki temu pojawili się na długiej ścianie. Tam doprowadził ją do środka długiej ściany, gdzie zjechali na 20m koło w lewo. Wygiął ją od wewnętrznej łydki zostawionej na popręgu, zewnętrzną przesunął za popręg i pilnował zadu klaczy. Wraz z zejściem klaczy na okręg, zaczął anglezować w siodle i zaczął oddawać jej stopniowo wodzę. Jednocześnie aktywnie pracując dosiadem i łydkami zachęcił ją żucia z ręki, a przynajmniej w teorii. Do tego momentu wszystko szło sprawnie, aż Alex miał z powrotem nabrać wodzę na kontakt. Wraz z tym momentem klacz się znowu spięła i zaparła na ręce, przez co musiał odpuścić i nabrać wodzę raz jeszcze wraz z mocniejszym działaniem łydek oraz dosiadu. Po powrocie pod ścianę pojechali dalej na wprost, by wyjechać narożnik i skierować się przez krótką ścianę na wprost. Po minięciu A wraz z półparadami, dociążył bardziej lewą stronę siodła i energicznie dołożył łydki do jej boków i wypchnął z krzyża w najwyższy chód. Co jak co w dzisiejszym przejeździe, ale przejścia wychodziły im na prawdę dobrze. Wyjechali kolejny narożnik na długą ścianę, by w jej połowie czyli B zjechać na ostatnie koło w przejeździe. Wygiął ją jeszcze raz jak najlepiej mógł od wewnętrznych pomocy, ograniczając ją i prowadząc zewnętrznymi. Do drugiej połowy było wszystko ok, gdzie klacz znowu próbowała przyspieszać na kole i spotkała się z odmową ze strony faceta. Mocniejsze przytrzymanie na pysku spowodowało spięcie klaczy, a także zaburzenie rysunku koła. Zamknęli je w punkcie po chwili gdzie zaczęli, by od razu przygotować się do kolejnej zmiany. Alex wraz z półparadami przed M przytrzymał klacz do kłusa, by poprowadzić klacz przez kolejne dwa narożniki i po dojechaniu do H, zjechali na przekątną czworoboku. Wraz z zejściem klaczy na nią, Alex zaczął anglezować w siodle w rytm kroków Unbri. Starał się jednocześnie utrzymać ją w ruchu po linii prostej, trzymając ją w zamkniętych łydkach i korytarzu z wodzy. Klacz szła jednak ciągle spięta, a on chyba nie dokładnie przypilnował ją pomocami przez co nieco spływała z linii prostej na boki jak w kołysce. Wraz z dojechaniem do końca przekątnej wrócił w siodło, przeprowadzając klacz przez kolejny narożnik i łuk na linię środkową. Postarał się o mocniejsze domknięcie klaczy w łydkach i prowadząc klacz w korytarzu z wodzy, wysyłając jej po drodze półparady do X. Wraz z odpowiednim miejscem wysłał jej jedną pełną paradę, zamykając dodatkowo w odpowiednim miejscu kolana i dociskając łydki mocniej do jej boków. Nie zapomniał przy tym o dociążeniu jej zadu, wraz ze ściągnięciem wodzy. Tym razem nie zapomniał o dopchnięciu łydką nóg pod kłodę, ale klacz i tak krzywo stanęła i dalej była spięta. No nic. Ukłonił się w kierunku sędziów i oddał klaczy wodzę, by stępem wraz z nią zjechać z czworoboku na rozprężalnie.
z.t
_________________
Me miras, me sonries Luego ni hola dices.
[img]xxx[/img]
personalia: No entiendo si es un juego » Alexander Wine wiek: Ahora si voy tras de ti » 28 lat.
partnerka: Que tu seas Mi princesa » xxx.
pms: Yo se que en verdad Te gusto yo » 0.
przyjaciele: Rompamos el hielo Yo solo quiero, esta a tu lado » Delphine.
wrogowie: Esta a tu lado Darte un beso » brak.
Płeć: kobieta Wiek: 23 Wzrost: 162 cm Partner: your face is like a melody, it won't leave my head Ostatni trening: Zawody ujeżdżeniowe z Escudero & Michelangelo [18.05.2019] Podopieczny: Echo D'Arsouilles, Escudero IV, Michelangelo, Quarantino Pieniądze: £11500 Punkty doświadczenia: 153 Skoki: 42 Ujeżdżenie: 40 Cross: 13 Wyścigi: 17 Obycie z koniem: 34
Choć dużo bardziej wolałaby na zawody zabrać się dopiero po dokładnym poznaniu i przeanalizowaniu swojego nowego wierzchowca, Taylor wyjątkowo postanowiła podjąć to drobne ryzyko i zabrać ze sobą na zawody konia, o którym nie wiedziała jeszcze tyle ile wiedzieć chciała. Michelangelo nie był już dla niej zagadką i w czasie ich niedługiej współpracy zdążyła dodać dwa do dwóch, dostrzegając jego lepsze i gorsze strony, ale pewnych rzeczy nie była jeszcze całkiem pewna. Mimo to, postanowiła z tej okazji skorzystać i wraz z ciemnogniadym spróbować swoich sił w konkursie; nie liczyła na wiele, start w tym konkursie traktując tak naprawdę treningowo, ale zarówno w przygotowanie jak i samą rozgrzewkę włożyła niezmiennie wiele pracy, sumiennie przygotowując wierzchowca do przejazdu.
Zaproszona na czworobok, niespiesznie przystąpiła do skracania wodzy, nabierając ich stopniowo i szczególną uwagę przykładając do tego, aby tym ruchem nie zaburzyć dotąd wypracowanego rozluźnienia i równowagi. Do przepracowania wszelkich spięć wykorzystała czas spędzony na kłusowaniu dookoła czworoboku, gdzie oprócz upewnienia się, że Michała nie dotknęło żadne zbędne usztywnienie, pokazała mu wszystko, co w jej mniemaniu mogło budzić wątpliwości, szczególną uwagę przykładając do banerów i roślin. Nie napotykając jednak żadnych większych problemów po drodze, przed A przygotowała łuk, aby na wysokości rzeczonej litery płynnie zakręcić na linię środkową, starając się jak najpłynniej wyprostować ogiera poprzez oparcie go na równych pomocach i równomierne rozłożenie całego swojego ciężaru na siodło. Aktywizującym działaniem łydek do delikatnie zamkniętej ręki zachęcała go do aktywnego, obszernego kłusa, dbając jednak o to, aby nie pędził nadto ani aby nie zablokować własnych dłoni, tym samym uniemożliwiając mu stabilne oparcie na kiełźnie; odpowiednio wcześniej zaczęła subtelnymi sygnałami przygotowywać zatrzymanie, w najbardziej odpowiednim momencie wykonując pełną paradę w literze X. Ukłoniła się, nie przedłużając zbędnie tego momentu i szybko przystępując do ponownego złapania wodzy. Za chwilę ponownie wysłała sygnał do kłusa, dosiadem płynnie podążając za ruchem wierzchowca i pilnując, aby po drodze nie spływał na boki. Półparadą przygotowała Michała do zakrętu, wyraźniej opierając na prawej wodzy, lewą łydką delikatnie spychając go na zewnętrzną, tym samym inicjując płynny zakręt. Miała poczucie, że pod sobą ma dość mocno podekscytowanego konia i choć dokładała wszelkich starań, aby jak najczytelniej komunikować wszelkie elementy i polecenia, miała wrażenie, że część z tego w obliczu całej tej ekscytacji nie dociera do Michelangelo; musiał to być jeden z powodów, dla którego po zakręcie na wysokości litery B, gdzie Taylor znów dbała o prawidłowe oparcie na zewnętrznej wodzy i łydką "zjeżdżała" ciemnogniadego na nią, ze zdecydowanie zbyt dużym rozmachem podeszli do koła w X. Tak jak sam zjazd na rzeczone koło był dość dobrze przygotowany, tak sam już jego rysunek mógł pozostawiać trochę do życzenia - w obliczu spływania i ewentualnego usztywnienia Taylor starała się niezmiennie pracować nad rozluźnieniem, tym samym tracąc na samym wykonaniu odpowiedniego kształtu, ale ponad wszystko stawiając sobie rozluźnienie właśnie. Być może dzięki temu kolejne, bliźniacze poprzedniemu koło miało okazać się łatwiejsze: dużą uwagę przyłożyła do odpowiedniego przygotowania ogiera do płynnej zmiany ustawienia, o czym uprzedziła zabiegającą o uwagę półparadą, za chwilę wyraźnie przenosząc oparcie i stabilny kontakt na lewą wodzę, która stała się teraz zewnętrzną. W trakcie trwania koła, łydkami niezmiennie sugerowała aktywny wykrok, dbając jednak o to, aby Michał zbyt mocno nie parł do przodu - zapewne mógł się w tej współpracy pojawić problem nieregularności tempa, zwłaszcza, że Taylor zapamiętała Michelangelo jako konia dość nadpobudliwego, a sama jednocześnie musiała zadbać o to, aby zachowywał odpowiednią dynamikę. Po zakończeniu koła, choć czasu do ponownego zakrętu nie było tak wiele, zadbała o wyprostowanie, nieco zaburzony przez łuk środek ciężkości porządkując na tyle, aby czytelna była konieczność powrotu na linię prostą na te kilka kroków poprzedzających delikatny zakręt na wysokości litery B. Tutaj mając nieco większą wygodę pracy niż w wypadku całych kół, Taylor mogła głęboko wyjechać zakręt, znów pomagając sobie wewnętrzną łydką do jeszcze stabilniejszego oparcia Buonarotti na zewnętrznej wodzy. Wzdłuż szranek znów prowadziła go na dwóch równych wodzach z dbałością o wyprostowanie, łydkami równomiernie aktywizując i dosiadem płynnie podążając za jego ruchem, na co pozwoliły swobodne biodra, delikatnie napięte brzuch, plecy i uda. Na wysokości litery A zaczęła nieco intensywniej działać półparadami na potrzebę ponownego zaskarbienia sobie uwagi ciemnogniadego, aby raptem kilka kroków za rzeczona literką wyraźnie cofnąć zewnętrzną łydkę i wewnętrzną zakomunikować zagalopowanie, biodrami również wypychając go delikatnie do wyższego chodu. Przy tym zwróciła uwagę na to, aby nie zablokować ręki ale jednocześnie podtrzymać na tyle stabilny i jednostajny kontakt, aby nie pozwolić Michałowi na wyjście z ustawienia. Po narożniku postąpiła analogicznie jak w kłusie, znów dużą uwagę przykuwając do odpowiednio wprowadzonego wyprostowania, które i tak za chwilę przerwane było kolejnym obszernym kołem. Prawą wodzą delikatnie oddziaływała na pysk, wewnętrzną i zewnętrzną łydką starając się regulować rysunek koła, musząc jednocześnie liczyć się z wysoką energią wierzchowca i panować nad nim. Ten problem był najwidoczniejszy w momencie powrotu z koła i przejścia, które musiało być zainicjowane nieco wyraźniej i mocniej, aby dojść do skutku - Taylor bynajmniej nie miała ochoty siłować się z Michelangelo, ale ilość jego energii sprawiła, że ten poszczególny element zdawał się być naprawdę koślawy na tle wszystkich pozostałych, które same w sobie również nie były zachwycające. Analogicznie wyjeżdżała narożniki, o zrehabilitowanie się po nieudanym przejściu walcząc właśnie na nich oraz na zmianie kierunku, podczas której nie zapomniała zacząć anglezować, nogę adekwatnie do kierunku zmieniając na wysokości litery X. Już przed powrotem do samego K zaczęła przygotowywać przejście, aby w A sukcesywnie i już bez przepychanek z wierzchowcem mogąc przejść do niższego chodu. Od razu łydkami zadbała o aktywne tempo po przejściu, poprzez delikatny ruch bioder dopasowując się do jego rytmu. Znów jak najgłębiej wyjechała narożnik, aby za chwilę wyprowadzić go na delikatny "brzuszek", gdzie po odpowiednim wyprostowaniu przystąpiła do powolnego wydłużania wodzy, dbając o to, aby nie być zbyt gwałtowna i tym samym nie wytrącić ogiera z równowagi i rozluźnienia o które musiała walczyć przez ostatnie kilka elementów; wówczas działała delikatnie, aby płynnie wrócić z powrotem na ścianę i przed literą M na nowo skrócić wodze, znów robiąc to na tyle niespiesznie, aby nie wprowadzać żadnego dodatkowego usztywnienia. W C znów zadziałała aktywizująco, tym razem na tyle intensywnie, aby zainicjować kłus, którym prowadziła go aż do E. Na wysokości tej litery rozpoczęła anglezowanie, jednocześnie odbijając na koło na którym zaczęła przy delikatnej, pulsacyjnej pracy wewnętrznej wodzy i stabilnym oparciu na zewnętrznej, która regulowała rysunek figury, wydłużać wodze, tym samym wypuszczając Michała do żucia; przy tym odpowiednio wcześniej zadbała też o to, aby ich tempo nie było zbyt szybkie i tym samym uniemożliwiło im takiej pracy. Ta naturalnie nie trwała długo, bo przed E musiała już zebrać wodze i przy A przygotować zagalopowanie, celując z nim w sam środek narożnika. Kropka w kropkę powtórzyła to, co wykonywali na drugą nogę - chwilę prowadziła go prosto, aby znów skręcić na duże koło, na którym dbała o to, aby nie wypadał zadem czy łopatką, licząc, że tym razem ekscytacja nie będzie już tak duża i z nieco większą łatwością przyjdzie mu skupienie się na tej figurze. Po powrocie znów czekało ich przejście do kłusa, przed którym Taylor była już znacznie uważniejsza, wiedząc, że znów może być problematyczne - na szczęście, odpowiednio wcześniej przygotowane było dużo lepsze od poprzedniego. Po minięciu C znów głęboko wyjechała narożnik, w H łapiąc środek i prowadząc ciemnogniadego w korytarzu pomocy wzdłuż przekątnej, na której sama zaczęła anglezować, znów uwzględniając konieczność zmiany nogi. Przed zjazdem na A upewniła się aby dobrze przygotować ogiera do zakrętu, znów po zakończeniu łuku pracując nad tym, aby złapać środek i równomiernym naciskiem wodzy, działaniem łydek i środkiem ciężkości umożliwić Michelangelo kłus na wprost. W X wykonała pełną paradę, poprzedzoną przygotowaniami w postaci kilku delikatnych, ostrzegawczych półparad, by bez zwłoki ukłonić się sędziom i ruszyć stępem, momentalnie wydłużając wodze. Poklepała podopiecznego wdzięcznie po szyi, całkiem usatysfakcjonowana takimi wynikami ich pierwszej wspólnej zawodowej współpracy, za chwilę opuszczając czworobok.
_________________
loteria 28.05 - czysty przejazd w zawodach skokowych/próbie skokowej
Leon wraz pojawieniem się zawodów ujeżdżeniowych w których mógłby wystartować, nie wahał się ani moment. Zapisał się na nie oczywiście z Shadowfaxem, bo z kim by innym? Dostarczył dzień wcześniej ogiera do stajni w której miały się odbyć zawody, by zostawić do dnia kolejnego. Kiedy rano przyszedł do stajni i po krótkiej wizycie w socjalu udał się pod boks ogiera, zauważył że ten nie był w dobrym humorze. Jak na niego to raczej dziwne, ale Leon nie przejmował się na zapas. Przywitał się z nim, by zabrać go na myjkę zaraz i tam go przywiązał. Dokładnie go wyczyścił, włosie zaplótł w koreczki i osiodłał. Wtedy na krótki moment zostawił go na myjce pod okiem stajennego, by samemu się przygotować do zawodów. Wtedy wziął ogiera z myjki na rozprężalnie, gdzie dokładnie przećwiczyli wszystkie trzy chody, przejścia, zatrzymania, dodania i skrócenia i figury różne. Poprzez rozgrzewkę Leon odniósł wrażenie że ogier nieco lepiej współpracował, ale jak ten przejazd faktycznie będzie wyglądał? Kto to wie. Po całej tej rozgrzewce zwolnili do stępa w którym oczekiwali wezwania na czworobok.
Zostali w końcu wywołani na czworobok, co Leon usłyszał głośno i wyraźnie przez głośniki. Głośno wciągnął powietrze i zebrał się sam w sobie, a przy okazji zaczął zbierać ogiera na wyższe ustawienie. Dojechali w stępie w okolice czworoboku, gdzie Leon po wysłaniu kilku półparad w końcu dołożył łydki do jego boków i w krzyża wypchnął go do kłusa. Okrążyli do końca czworobok dookoła, regulując tempo i dopracowując jeszcze ustawienie. W końcu wykonał z ogierem obszerny łuk na linię środkową czworoboku. Przymknął ogiera w łydkach oraz prowadził w równym korytarzu z wodzy, jadąc w kierunku X. Po drodze wysyłał skupiające półparady ogierowi, siedząc równo w siodle. W końcu przed owym punktem wysłał mu jedną pełną paradę, zblokował ruch miednicą, dociążył zad ogiera i ściągnął wodzę. Nie zapomniał przy tym o dopchnięciu zadnich nóg ogiera pod kłodę, jednak mieli inny problem. Ogier zatrzymał się dopiero po kroku w stępie i mimo wszystko nieco krzywo. Leon wtedy złapał wodzę w jedną dłoń, by ukłonić się w kierunku sędziów. Wtedy złapał wodzę ponownie w obie dłonie, by dołożyć po półparadzie łydki do boków Shadowa i mocno wypchnąć z krzyża do kłusa. Znowu nie obyło się bez kroku w stępie, a dopiero jeszcze jedna półparada i ponownie pomocy zachęciło ogiera do przejścia w wyższy chód. Udało im się jednak po prostej dojechać do krótkiej ściany, gdzie tuż przed nią ustawił go na lewo. Jednocześnie wykręcił go od wewnętrznej łydki, pilnując zewnętrzną łydką przesuniętą za popręg. Wewnętrzną wodzą nadał mu zgięcie w potylicy, prowadząc go na zewnętrznej jednocześnie. Podobnie zachował się w narożniku, by zjechać pod długą ścianę i pojechali do jej środka do litery E. Tam ponownie wygiął go od wewnętrznej łydki pozostawionej na popręgu, zewnętrzną przesunął za i pilnował jego zadu. Wewnętrzną łydką nadawał mu zgięcie w potylicy, prowadząc go na zewnętrznej. Chłopak miał drobny problem z utrzymaniem aktywnego tempa podczas rysowania figury, gdzie starał się skorygować dosiadem i łydką ale z marnym skutkiem. Zarysowali te półkoła do punktu X na lewo, gdzie Leon przed tym punktem wysłał mu półparadę i powrócił pomocami na poprzednie równe miejsce na ułamki sekund. Odginając zaraz jednak ogiera od lustrzanego ich odbicia pomocy co przed chwilą na drugie półkoła na prawo, zakreślając je do ściany w punkcie B. Na tym półkole też mieli problem z tempem, jednak przy tym pierwszym choć kształt udało im się zachować. Tym razem przez popuszczenie przez Leona pomocy do odpowiedniego wygięcia na rzecz pogonienia go w tempie, że wypadł z ustawienia i z łuku na półkole zrobiło się coś na kształt kawałka jajka. Po powrocie na ścianę pojechali pod nią dalej na wprost, by wyjechać dwa narożniki i znaleźć się ponownie na długiej ścianie. Leon przed V uprzedził ogiera o nadchodzącym zadaniu, wewnętrzną wodzą ustawił głowę ogiera do wewnątrz. Zewnętrzną wodzą pilnował aby ogier się nie przegiął za bardzo i prowadził po elemencie nią, aby zewnętrzną łydką pilnować aktywnego ruchu ogier do przodu i w bok. Wewnętrzną łydkę przesunął cofnął za popręg i oddziaływał na ogiera nią motywująco do ruchu naprzód i w bok. Jednakże ogier dziś nie był zbyt skory do współpracy, bo podczas wykonywania elementu znowu zaczął mu gasnąć. Przez co zabrakło mu dobrego energii = wchodzenia zadem pod kłodę, a to oznaczało słabe krzyżowanie nóg i urywane tempo przez szarpanie się z jeźdźcem. Dojechali tak do I przed którą Leon wysłał Shadowfaxowi półparady, by wyprostować go i pojechać dalej na wprost po krótką ścianę. Tam ustawił go na prawo przed dojechaniem pod ścianę, by zaraz wygiąć go od pomocy i zjechać pod nią właśnie w tym kierunku. Poprowadził ogiera kolejno przez narożnik, by przed M wysłać mu skupiające półparady. Wyginając go na przekątną MXK zachęcił go aktywizującym dosiadem oraz pulsacyjnym działaniem łydek do wydłużenia kroku, spóźniając się nieco z oddaniem wodzy. Przez co ogiera wpierw przeszedł do pośredniego tempa, dopiero kiedy mu oddał nieco wodzę przez wysunięcie rąk w przód i mocniej go rozjechał tutaj właśnie dosiadem i łydkami w przód. Dzięki temu z lekkim opóźnieniem, ale mimo wszystko wydłużyli ten krok. Nie zapomniał jednak o anglezowaniu w siodle w rytm kroków konia. Dojeżdżając do końca przekątnej w K, wysłał mu kilka półparad i poprzez cofnięcie ramion z dociążeniem bardziej jego zadu - skrócił go do roboczego tempa. Przeprowadził siwka przez kolejne dwa narożniki, by wyjechać znowu na długą ścianę i przed P przygotować siwka do kolejnego zadania. Od P do I zrobili po raz drugi ustępowanie od łydki tym razem na lewo, gdzie Leon zastosował te same pomoce co przed chwilą na tamtą stronę tylko w ich lustrzanym odbiciu. Ponownie mieli problem z utrzymaniem prawidłowego impulsu, przez co znowu się szarpali o odzyskanie tej odpowiedniej do tego energii. Dojeżdżając do I naprostował klacz po półparadzie, by pojechać dalej na wprost do krótkiej ściany. Pod nią ustawił ogiera na lewo, by poprowadzić go po łuku pod ów ścianę i następnie wyjechali narożnik na długą. Tam przed H uprzedził go o nadchodzącym zadaniu, by zjechać na przekątną przez X do F. Tutaj ponownie zachęciła ogiera aktywizacją dosiadu i łydek do wydłużenia kroku, nie zapominając jednak o wysunięciu tym razem lekko rąk w przód. Udało im się tym razem dość poprawnie wydłużyć krok, dzięki czemu chyba zaliczyli ten element na prawdę dobrze. Dojeżdżając do końca przekątnej w F po półparadzie Leon wziął siwka na siebie, skracając go do roboczego tempa. Poprowadził go przez kolejny narożnik, by wraz z zetknięciem się z krótką ścianą wysłać mu skupiające półparady. Dojeżdżając do A wysłał mu jedną pełną paradę, zblokował ruch miednicą, dociążył zad ogiera i ściągnął wodzę w celu jego zatrzymania. Zatrzymali się tym razem bez zbędnego kroku w stępie, jednak dość krzywo. Odliczył w myślach 5s, by dołożyć łydki do jego boków i z krzyża wypchnął do stępa. Zadbał o jakoś tego stępa, by ogier kroczył aktywnie przed siebie o co zadbał mocno pracując dosiadem i podążając za jego ruchem przy tym. Udało im się nieźle zaprezentować stęp, by wyjechać w nim narożnik i po dojechaniu do K - zjechać na krótką przekątną. Uprzedził ten ruch półparadą, by wraz z zejściem na ów przekątną wypuścić stopniowo wodzę z rąk i tylko dosiadem zachęcić ogiera do aktywnego kroku naprzód. O ile jakoś stępa swobodnego była dość dobra, to Leon trochę słabo zadbał o wyjechanie linii prostej z której z ogierem lekko spływali na boki. Dojeżdżając do końca przekątnej uprzedził go półparadą, by na nowo zebrać wodze na kontakt i wrócić do poprzedniego ustawienia oraz tempa. Przejechali raptem 12m przy czym w połowie tego dystansu wysłał mu półparadę, by zaraz docisnąć łydki do jego boków i wypchnąć z krzyża Shadowa do kłusa. Przeprowadził go przez kolejny narożnik, by wraz z zetknięciem się ze ścianą krótką wysłać mu półparadę i przygotować go do zagalopowania. Dociążył przy tym mocniej lewą stronę siodła, dołożył łydki do jego boków i wypchnął z krzyża do galopu z tejże nogi. Ogier podobnie jak w kłusie jak i w galopie przeszedł do tego chodu dość płynnie, jednakże przy galopie trochę gasł Leonowi w tempie. Dopiero mocniejszym działaniem dosiadu zachęcił go do wyrównania tempa, a także lepszego zaokrąglenia galopu przez dociążenie zadu ogiera i podniesienia go na przodach. Przez to wszystko zapomniał o kolejnym elemencie do wykonania, czyli kole w S. Tylko wysłał mu kilka półparad, by wraz z dojechaniem do ów punktu, wykonać od razu wydłużenie kroku. Zachęcił ogiera do tego aktywizująco dosiadem oraz łydkami, wysuwając lekko ręce w przód i jadąc tak do K. Wraz z dojechaniem do tego punktu wziął ogiera na siebie, wracając z nim do roboczego tempa. W tym chodzie poprowadził go przez kolejne dwa narożniki, by przed F wysłać mu półparadę i zaraz sprowadzić siwka w tej literce na przekątną czworoboku. Skupił się na X i na zmianie chodu tam, że nie dopilnował ogiera w jeździe po linii prostej przez przekątną i znowu pływali po niej. Jednakże dojechali jakoś do środka czworoboku, gdzie po półparadzie przytrzymał Leon Shadowfaxa do kłusa. Pojechali dalej przed siebie po przekątnej do H, gdzie zetknęli się ze ścianą i przygotowali do kolejnej zmiany chodu. Będąc w narożniku po półparadzie dociążył mocniej prawą stronę siodła, dołożył łydki do boku ogiera i wypchnął go z krzyża z powrotem w galop. Ponownie nieco mu przygasł w tempie, a narożnik wyjechali dość sztywno w połączeniu z tym wszystkim na długą ścianę. Skierowali się na niej do R, gdzie Leon ściągnął siwka na 15m koło w prawo. Wygiął go na nim od wewnętrznej łydki pozostawionej na popręgu, zewnętrzną przesuwając za i pilnując zadu ogiera. Wewnętrzną wodzą nadawał mu zgięcie i prowadził na zewnętrznej wodzy, jednakże sztywność która ich się ich trzymała nadal nie odpuszczała. Ogier nie dokładnie się wyginał na tym kole mimo pomocy jeźdźca, co zaburzyło trochę jego rysunek. Wraz z dojeżdżaniem do ściany wysłał mu półparady, by po zetknięciu się z nią wraz z Shadowem wydłuż krok. Udało im się i tym razem zrobić to dość poprawnie, by wraz z dojechaniem do F po półparadzie skrócić ogiera do roboczego tempa. Udało im się utrzymać dobrą jakość galopu przez kolejne dwa narożniki, by K zejść na przekątną czworoboku. Ponownie mieli drobny problem z utrzymaniem linii prostej do X, a potem do M gdzie mieli znowu zetknąć się ze ścianą. Przed tym punktem wysłał mu półparady, by przytrzymać go do kłusa przed ścianą. Po zetknięciu się z nią przeprowadził Leon ogiera przez kolejne dwa narożniki, by doprowadzić go do E i tam zjechać ponownie na koło tym razem o średnicy 20m. Wygiął go od wewnętrznych pomocy i ograniczając go i prowadząc zewnętrznymi, przy czym zaczął również anglezować w siodle w rytm kroków konia. Nie zapomniał jednak o najważniejszym czyli stopniowym oddaniu mu wodzy wraz z aktywną pracą nadgarstka, tak aby ogier zszedł głową w dół i przód z żuciem ręki. Do pewnego momentu wszystko szło dobrze, aż nagle ogier wraz z nabraniem wodzy przez Leona się spiął i usztywnił i zastygł głową w tym samym miejscu. W końcu Leonowi udało się zebrać go na kontakt i wrócili na ścianę, by pojechać dalej na wprost. Jednak nadal szli dość sztywno i w spięciu, by wyjechać narożnik na krótką ścianę i łuk na linię środkową. Znaczy wyjechać to za duże słowo, bo jechali sztywno jakby ogier kij od miotły połknął. Po drodze wysyłał skupiające półparady ogierowi, siedząc równo w siodle. Starając się mimo wszystko utrzymać go w linii prostej do X, co mu też się nawet udało. W końcu przed owym punktem wysłał mu jedną pełną paradę, zblokował ruch miednicą, dociążył zad ogiera i ściągnął wodzę. Udało im się zatrzymać w punkt, ale bardzo krzywo i sztywno. Ukłonił się jednakże w kierunku sędziów, by oddać mu zaraz wodzę i sprowadzić stępem z czworoboku na rozprężalnie.
z.t
_________________
« L e o n • V a r d a s »
.......................What the fuck is love with no pain and no suffering? « love »
.......................Silk on her body, pull it down and watch it slip off. « pms »
.......................She’s out her head, I’m out my mind. « Nadya B. »
.......................They don’t want to see us make it, they just want to divide. « Tate V. »
.......................My ’65 speeding up the PCH, a hell of a ride. « Bijou Caramel, Dragon Age, Shadowfax »
.......................Intense, this shit it gets dense. «Anna H. »
Płeć: ogier Wiek: 11 lat Rasa: koń fryzyjski Wzrost: 160 cm Ostatni trening: ujeżdżeniowy - Naomi Właściciel: Luke Sugarman Cena: £2500 Doświadczenie w skokach: 13 Doświadczenie w ujeżdżeniu: 119 Doświadczenie z lonżowania: 45 Kondycja: 31 Szybkość: 24 Klasa startów: Ujeżdżenie: N
W pewnym momencie, został zapakowany do przyczepy i pojechali do zupełnie nowego miejsca. Pomimo że jego wcześniejsi ulubieni ludzie poznikali, nie miał aktualnie praktycznie żadnego typu, kto mógł go zabierać, ale cicho liczył na to, że to będzie ta sama kobieta, co go wzięła raz na rozruszanie. Był jej za to wdzięczny, że mógł popracować i w końcu się porządnie rozruszać, jednak jak się okazało na miejscu, to nie była ona. Tylko jakaś zupełnie obca kobieta, co się ogierowi nie spodobało. Nie znał jej, ona nie znała jego, a już pakowała się razem z nim na zawody? Co za szaleństwo. Przynajmniej jeden dzień zostawiła go w spokoju, ale czy nie lepiej byłoby nieco się poznać, zanim cokolwiek się zacznie robić? A może to lepiej, że jutro będą zaczynać oboje z czystą kartą? Następnego dnia stał spokojnie na myjce, jednak jakby z niechęcią wykonując wszystkie polecenia obcej kobiety. Jeszcze w dodatku zaplotła jego grzywę w koreczki! Co za bezczeszczenie długiej, gęstej grzywy, z którą wygląda dużo lepiej, ale to nie jego decyzja. Jakoś wykonywał wszystkie elementy na rozgrzewce, jednak co tu dużo mówić o współpracy z jeźdźcem. Wszystko robił głównie sam, nie ufając Caroline i nie zamierzając tego robić na zawodach, przy publiczności.
Potrząsnął lekko głową, gdy kobieta ponownie wróciła z nim na kontakt, ostatecznie jednak go akceptując oraz podstawiając zad w jakiś sposób. Mimo wszystko chciał się dobrze prezentować przed widownią, a nie jak ostatni, zmęczony życiem koń rekreacyjny z obolałym grzbietem od obijających się na nim tyłkach dzieciaków. Stępował energicznie, przechylając głowę do swojej szyi i gwałtownie ją prostując, gdy kobieta posłała mu pomoce do kłusa. Jego delikatne boki zostały ściśnięte przez łydki, a on sam wypchnięty do wyższego chodu, ale nie zamierzał od razu na to reagować na samym początku, rzucając jej znaczące spojrzenie przez ułamek sekundy. Ma mu nie przeszkadzać i jedynie dawać wskazówki, wtedy przejazd będzie jak najbardziej udany. Ruszył zamaszystym kłusem, bardziej wyciągając nogi niż marnując siły, by je podnosić, co mogło być niezwykle widowiskowe. Szczególnie w połączeniu z zaokrągloną szyją, głową ustawioną pionowo do ziemi i podstawionym zadem. Wjazd odbył się kłusem roboczym, nie dostał sygnałów do wyciągania kroku ani nic w tym rodzaju. Pomoce dziewczyny nie były zbyt precyzyjne, jednak musiał to znieść. Zatrzymał się z lekkim wahaniem na środku, prawie przechodząc do stępa przed tym, jednak miał w sobie jeszcze resztki godności. Szedł wyprostowany, nie wyginając się na boki, dodatkowo miał podstawiony zad i prezentował się wręcz idealnie. Tylko zatrzymanie mogłoby być lepsze, bo kobieta zdecydowała się nie pilnować jego nóg. Zmielił wędzidło w pysku, gdy Caroline wzięła wodze w jedną rękę, a następnie powróciła do wcześniejszego kontaktu. Podczas energicznego przyłożenia łydek i wypchnięcia biodrami z jednoczesnym trzymaniem go na sztywnym kontakcie, spiął szyję i ruszył stępem, nie czując wystarczająco dużo luzu, by móc ruszyć wyższym chodem. Pomoce nie ustępowały, dlatego po dwóch krokach ruszył kłusem roboczym, chociaż przejście miało dużo do życzenia tym razem. Machnął gwałtownie ogonem, czując przypływ frustracji na sztywną rękę kobiety, jednak nie mógł teraz odwalić maniany. Musiał w końcu błyszczeć, nawet pomimo niesprzyjających warunków. Wraz z wejściem w łuk, odpowiednio wygiął do jego głębokości swoje ciało, które powoli wracało do formy po długiej przerwie, szczególnie że był dobrze rozgrzany i nie zmęczony. Praktycznie płynął w zamaszystym kłusie po czworoboku, na liniach prostych i zakrętach ufając dziewczynie na tyle, że zdołał rozluźnić niepotrzebne przy efektownym ruchu mięśnie. Wykręcił głęboko po przejechaniu części długiej ściany w M na przekątną, szybko prostując się i kierując przed siebie w widowiskowym kłusie. To był jego największy atut, reszta chodów nie była tak dopracowana, jak ten dwutaktowy, w którym ogier poruszał się tak, jakby leciał lekko tuż nad ziemią. Niestety, przekątna się skończyła i skończyło się widowisko, jednak to nie koniec jego programu, po minięciu środka czworoboku i wejścia na ścianę w K nadszedł czas na nowe elementy. Wyrożnik wyjechał jakkolwiek, bardziej zaaferowany był tym, co zaraz się stanie, skoro dziewczyna go tak długo przygotowywała do nowego zadania. Machnął przy tym ogonem, bo nie podobał mu się ten fakt, ale szedł do przodu. I wszystkie te przygotowania sprowadzały się do… Serpentyny. W kłusie. Nie w galopie, gdzie trzeba było myśleć o kolejności stawiania nóg czy stępie, gdzie trzeba się postarać, by to było widowiskowe. Rozpoczęli od litery A, a sądząc po ciasności łuków, będą one trzy. Chyba, że po prostu dziewczyna źle wyliczyła, co by go nie zdziwiło, pf. Szyja fryzyjczyka była dość sztywna i trudna do ustawienia, prędzej to on sam wyginał się zgodnie z rysunkiem łuku, nie wypadając ani żaden, ani łopatką. Był dość dobrze wygimnastykowany, dlatego nie sprawiał mu ten element problemu. Tuż po łuku wyprostował się, kierując ku kolejnej ścianie w prostej linii, przy linii środkowej jednak nagle jednak został wybity z rytmu przez półparady, które wcale nie zwiastowały następnego zakrętu, a dociążenie jego grzbietu. Dodatkowo został jeszcze bardziej wstrzymany za pysk, dlatego też naparł na wędzidło, aby kobiecie ciężej się zrobiło w rękach. Może trochę oddaj wodze? Przejście do stępa było mało płynne przez to, jak dziewczyna zdecydowała się go zahamować, a Lysander przez te parę następnych kroków kłusa chciał pokazać, że takie coś wcale nie działa. A przynajmniej nie na dobrze wyszkolonego konia, za którego się uważał. Stęp był energiczny, jednak nie bardzo rozumiał, jak ma niby wydłużyć krok w sposób… Odpowiedni, przez co jedynie minimalnie ślad tylnych kopyt przekraczał ślady przednich, a sam stęp został nieco przyspieszony, gdy dziewczyna chciała wyciągnąć jego krok. Stęp był jednym z jego gorszych chodów, jednak nie tak gorszym, jak galop. Jednak poszło im całkiem nieźle i już za chwilę mogli przejść do kłusa, a ręka dziewczyny nadal nie zachęcała do przyspieszeń. Od bardziej surowego konia, który nie trawiłby takich ekscesów, na pewno by już dostała lekcję, jednak fryzyjczyk tłumił swój bunt w sobie i szedł dalej. Wykonał końcową część serpentyny aż do C, wyginając się w zakrętach i prostując na odcinkach prostych, prawidłowo wyjeżdżając narożnik, a następnie skręcając na kolejną przekątną. Gdzie, W KOŃCU, doczekał się oddania ręki. Podążył delikatnie głową za kontaktem, którego się aktualnie nieco obawiał ze strony kobiety, a także stopniowo wydłużył krok kłusa, który stał się jeszcze bardziej zamaszysty, niż poprzednio. Tylne nogi zaczęły głębiej wkraczać pod kłodę, a cała sylwetka się zaokrągliła. Przyjemnie by było patrzeć, jak w końcu jakiś element wykonują prawidłowo, jednak niedopilnowany ogier zaczął spływać na lewą, gorszą stronę, która po długiej przerwie nie była jeszcze wyrobiona na tyle, aby sam z siebie szedł prosto. Przed F zaczęli zwalniać, jednak Lysander do końca nie wiedział, w jaki sposób dziewczyna chce wziąć prawie tonowego zwierzaka na siebie. Pomimo wszystko przeszedł płynnie do roboczego tempa, swoje niezadowolenie manifestując machnięciem ogonem. Spiął ponownie szyję, rozszerzając chrapy w niespokojnym oddechu, gdy ponownie poczuł, jak przygotowuje go do kolejnego zadania, gdy dojeżdżali do środka krótkiej ściany, konkretniej do A. Przejście do galopu wykonał płynnie, rozpoczynając galop na prawą nogę. No… Samo przejście było poprawne, jednak chód nie był taki, jak wszystkie. Był bardzo zamaszysty, z niewiele trwającą fazą zawieszenia, przez co na najwyższym biegu męczył się najszybciej. Miał jedynie nadzieję, że długo to nie potrwa. Wyruszyli na koło za późno, jednak fryzyjczyk próbował wszystkiego, aby jak najlepiej wpasować swoje ciało w nieregularne łuki, przez to częściowo wypadł z ustawienia, wyciągając nieco głowę i rozciągając swoją sylwetkę. Tuż po chwili błąd został naprawiony, a ogier ponownie poruszał się swoim normalnym galopem. Zaokrąglał sobie ciało wraz z rysunkiem łuków, nie wypadając niczym, prócz myślami poza arenę konkursową, tak jedynie przez moment. Gdy poczuł oddawanie wodzy, ucieszył się. W końcu, kto by się nie cieszył z chwilowego oddania sztywnej ręki? Lekko obniżył głowę oraz szyję, jednak ustawienia reszty ciała się nie zmieniły i nadal poruszał się z podstawionym zadem i zaokrąglonym grzbietem. Podczas nabierania wodzy spiął szyję, bo ponownie wracali do poprzedniej zabawy. Machnął ogonem, skracając jedną z fouli galopu i lekko idąc przy niej w górę w kolejnym ostrzeżeniu, aby uważała i prawidłowo posługiwała się wodzami, bo nie służą one jedynie do ciągnięcia do siebie. Czy na odcinku od K do H wydłużył krok? No, można było tak to ująć. Rzeczywiście, jego sylwetka stała się nieco bardziej rozciągnięta, szczególnie że kobieta również i tutaj oddała wodze, co sprawiło, że zaokrąglił sylwetkę jeszcze bardziej, tym razem znacznie widoczniej przekraczając ślady przednich kopyt tylnymi. I to był prawdziwy galop! Parsknął cicho, wdychając łapczywie powietrze przez rozdęte chrapy. Próby skrócenia były tak słabe, że Lysander, będąc porządnym koniem ujeżdżeniowym, ich nie wyczuł, dlatego zdołała skrócić jego krok dopiero po chwili. Nie był skory do galopów, zdecydowanie wolałby poruszać się kłusem. I oto przyszło jego wybawienie, bo po przejechaniu w odpowiednim rytmie i ustawieniu połowy koła, gdzieś w X został wstrzymany do kłusa, a przejście było miękkie i bardzo płynne. Odetchnął z ulgą, lekko przechylając na moment nos przed linię pionową, ale po chwili wrócił do ustawienia. Jednak jego szczęście nie trwało długo, bo już zaraz został poproszony o galop z lewej nogi. Niechętnie wykonał przejście, biorąc większy oddech, by po chwili zacząć szybciej dostarczać swojemu organizmowi tlen. Został skierowany na jedno z półkoli, a już teraz jego pozycja była mu całkowicie obojętna. Szedł na pełnym automacie, nie myśląc za bardzo o tym, co robi, a jedynie o tym, aby pozostawać w ustawieniu i nie dać się pokusie rozluźnienia spiętych mięśni. W A zakończyli półkole, rozpoczęli kolejne koło, na które wszedł bez oporów. Wygiął się odpowiednio do łuku koła, a nawet po chwili swobody obniżył szyję i głowę, poruszając się galopem na gorszą stronę nawet w rozluźnieniu i nienagannie. Ponownie zareagował spięciem na powrót na kontakt, nerwowo machając ogonem i unosząc sztywniej głowę, wybijając przód ciała z ustawienia, mocniejsze pomoce dziewczyny sprawiły, że dał sobie spokój. Po powrocie na ścianę, płynnie przeszedł do kłusa, odzyskując czystość myśli. W końcu się mordęga w galopie skończyła. Zdecydowanie jeszcze nie miał kondycji do tego, aby intensywnie uczestniczyć w zawodach. Chód był zamaszysty, aczkolwiek swobodny, chociaż można było podświadomie wyczuć w ogierze zmęczenie. Wyjechał narożnik, dopasowując swoje ciało do łuku na długą ścianę, by dojechać do jej środka i zakręcić w lewo, wyginając swoje ciało i dopasowując się do ciasności zakrętu. Zatrzymanie przebiegło płynnie i bez zarzutów, Lysander stanął w odpowiednim punkcie, jednak jego zad nie do końca wyprostował się po przebytym zakręcie i dlatego wylądował nieco na lewo od prawidłowej pozycji. Odczekał z anielską cierpliwością te parę sekund. Przeszedł płynnie do kłusa, tym razem nie robiąc żadnych scen. Był zmęczony i chciał już zakończyć to wszystko, jednak jego mięsnie nadal się spięły w nieodpowiedni sposób. Ponownie ręka nie zachęcała do ruchu naprzód, ale dziewczyna użyła dużo mocniejszych pomocy po pierwszym razie. Wyjechał narożnik dokładnie, nie wiedząc w sumie, czym on się różni od innych, że mieli przejechać go idealnie, wpasowując się w łuk. Przy A przeszli do niższego chodu, co się mu niezbyt spodobało. W kłusie dużo mniej energii tracił, jako, że był to chód, który był najpiękniej oszlifowany przez setki godzin pracy w nim. Nic dziwnego, że szedł bardzo energicznie, chcąc ponownie wrócić do dwutaktowego sposobu poruszania się, przez co stracił nieco na motorku i się rozciągnął, wyciągając nos przed siebie. Po interwencji dziewczyny, niechętnie powrócił do poprzedniego ustawienia i zwolnił, jednak nadal ciężko oddychał. Sztywny narożnik był przyczyną spięcia mięśni u fryzyjczyka, któremu coraz mniej podobało się na arenie. Nie mógł się zaprezentować w pełni, wstrzymywany przez dziewczynę siedzącą mu na grzbiecie. Przy F zaczął otrzymywać kolejne pomoce, przez co wygiął sztywno szyję do wewnątrz, by rozpocząć poruszanie się jednocześnie w bok i do przodu, co wyszło im nawet nieźle. Na szczęście, ten element ćwiczył na niedawnym treningu, przez co wychodził mu bardzo dobrze. Nogi, zarówno przednie, jak i tylne, krzyżowały się wraz z kolejnością stawiania kroków, utrzymując odpowiedni rytm i tempo wykonywania ćwiczenia. Wraz dojściem do linii ćwiartkowej, zgiął szyję w prawą stronę, jednak ustępowanie teraz nie było tak dobre, jak poprzednie. Wykorzystując brak pilnowania zadnich nóg, nieco oszukiwał podczas tej konkurencji, pozwalając sobie raz na parę kroków nie krzyżować ich, a postawić obok. Wraz z dojazdem do M zetknęli się ze ścianą, wyjeżdżając kolejny narożnik, by wraz z dojazdem do C rozpocząć ponownie kłus, do którego przeszedł płynnie i z ochotą, jednak uwiesił się nieco na wędzidle, aby dać znać, że nadal mu się nie podoba brak lekkiego oddania wodzy podczas zmiany chodów. Wyjechał narożnik w sposób prawie idealny, jakby energii dodało mu samo przejście do kłusa, by wjechać z gracją na długą ścianę. Na jej środku zeszli na koło, które płynnie rozpoczął, by odpowiednio wygiąć się w łuk sporego okręgu, nie wypadając ani z rytmu, ani z ustawienia, a także brak było uciekających zadów i łopatek poza rysunek. Wraz z nadejściem B poczuł, jak ręce zaczynają odpuszczać, dlatego podążył głową w dół tak, jak chciała Caroline, nie wypadając z ustawienia zadem i resztą ciała, jednak nie zdecydował się na przeżucie wędzidła. Ponownie ta sama bajka przy nabieraniu wodzy, widocznie kobieta w żaden sposób się nie zreflektowała, że to, co robi, nie jest prawidłowe. Szkoda, że nie był typem konia, który by ją wysadził z siodła. Dokończyli koło, a on wrócił na ślad, nie tracąc rytmu ani impulsu, a po narożniku zakręcili na linię środkową, na którą wszedł wyprostowany, jednak przez to, że dziewczyna nie wspomogła go przy zatrzymywaniu się w X, ponownie nie zrobił tego prosto. I teraz jawił się jako koń, który nie potrafi stanąć ładnie w miejscu, co go zdecydowanie nie cieszyło. Machnął ostatecznie ogonem, wracając swobodnym stępem na rozprężalnię. Niechęć do współpracy szczególnie się odbiła na jakości jego chodów, przez co nie pokazał, na co go stać. Niestety.
zt
_________________
LYSANDER :: FRESIAN :: 11 :: POLAND :: DRESSAGE
Za następny trening Lysander otrzymuje 2x więcej punktów
---boy I was shaped for the fury ---now I pay the price ---of the human race's vice OWNER: Orchard Stable FAVORITE PEOPLE: Cassie ---and I was promised ---the glorious ending of a knight ---but the crown is out of sight FRIENDS: Xxx ENEMIES: Xxx
Paul ostatnio odsprzedał skoczka i zdecydował się na pozostaniu przy ujeżdżeniu jako głównej dyscyplinie, dlatego bez wahania zapisał się na zawody ujeżdżeniowe. Postawił oczywiście na start z Foxtrotem, no bo przecież z kim że innym. Przed dzień zawodów dostarczył go na miejsce ich odbywania, by zostawić go w spokoju do dnia kolejnego. W dniu zawodów dość wcześnie zajechał pod stajnię, by po krótkiej wizycie w socjalu udać się pod boks karosza. Przywitał się z nim i zabrał go na myjkę, tam dokładnie go wyczyścił, włosie zaplótł w koreczki i osiodłał. Wtedy odesłał go z luzakiem na rozprężalnie, by samemu się przygotować do zawodów i wkrótce dołączył do ogiera. Wtedy zabrał się za porządną rozgrzewkę z siodła, ćwicząc z ogierem we wszystkich trzech chodach. Wykręcili masę figur, wykonali wiele przejść między chodami oraz zatrzymania. W końcu zwolnili do stępa w którym oczekiwali wezwania na czworobok konkursowy.
Paul w końcu usłyszał jak wywołują jego i Foxtrota na czworobok, więc nadeszła ich wielka chwila. Więc skierował ogiera w kierunku miejsca, gdzie znajdował się czworobok do przejazdu konkursowego. Po drodze pozbierał wodzę na kontakt, dociążając zad ogiera i aktywizująco działając dosiadem i łydką, tak aby ogier pozbierał się do wcześniej wypracowanego ustawienia. Pojawili się w okolicy czworoboku konkursowego, okrążając go dookoła i dając sobie czas na oswojenie się z miejscem i atmosferą zawodów. Na krótko przed pojawieniem się na czworoboku, energicznie dołożył łydki do jego boków i wypchnął go z krzyża do kłusa. Lekko wysunął przy tym ręce w przód, by nie zaburzyć jego przejścia w wyższy chód. W tym już chodzie i ustawieniu wyjechali po sporym łuku na linię środkową, by po niej w A przez otwarte szranki wjechać na czworobok. Starał się utrzymać ogiera w zamkniętych łydkach po jego bokach, trzymając go na równych wodzach i siedząc prosto w siodle, obciążając je równomiernie by nie nakłonić ogiera do spływania na boki. Wysyłał mu jednocześnie półparady po drodze, by za moment wysłać mu jedną pełną wraz z pomocami do zatrzymania. Zamknął łydki po jego bokach mocniej go nimi ściskając oraz domknął kolana, dociążając przy tym jego zad bardziej i ściągając wodzę do siebie. Udało im się zatrzymać w odpowiednim miejscu, jednak słabo dopchnął zadnie nogi ogiera pod kłodę i zatrzymali się krzywo. Złapał jednakże wodzę w jedną dłoń, by ukłonić się w kierunku sędziów i wysłał mu zaraz półparadę. Dołożył łydki energicznie do jego boków, by wysunąć lekko ręce w przód i wypchnął mocno z krzyża do kłusa. Przypilnował jego ruchu po prostej do krótkiej ściany, by przed ustawić ogiera na lewo. Wygiął go kolejno od wewnętrznej łydki zostawionej na popręgu, zewnętrzną wodzą prowadząc karosza po elemencie. Podobnie wyjechali narożnik na długą ścianę, by skierować się do E i tak zejść na półwoltę 10m w lewo. Ponownie wygiął go od wewnętrznej łydki zostawionej na popręgu, zewnętrzną przesuwając za i pilnując jego zadu. Wewnętrzną wodzą nadawał mu zgięcie w potylicy, by zewnętrzną prowadzić na figurze. Do tego momentu szło wszystko dość gładko, a ż Paul wysłał mu półparady i wyprostował pomoce wraz z ogierem. Koń jednak myślał chyba że pojadą prosto, a tak nie było. Zrobił sam krok w przód zanim chłopak zareagował, więc musiał mocniej dosłownie zepchnąć go w bok z pomocami do wykonania półkoła w prawo tym razem. Ogier na dość mocne zagranie ze strony Paula zrobił 2-3 kroki na kole dość chaotycznie, dopiero po półparadzie i mocniejszym oddziaływaniu pomocy weszli na odpowiedni ślad. W lekkim spięciu ale dojechali do końca figury, by zetknąć się wraz z ogierem ze ścianą. Pod nią pojechali dalej na wprost, gdzie wyjechali po drodze dwa narożniki jednakże bardzo sztywno. Dojeżdżając do V wysłał mu kilka półparad, by zacząć zaraz z nim ustępowanie od łydki na prawo. Nadal ogierowi wewnętrzną wodzą ustawienie głowy do wewnątrz, przesuwając wewnętrzną łydkę za popręg i nadał ogierowi ruch i przód. Zewnętrzną wodzą pilnował zgięcia Foxtrota tak aby się nie przegiął i prowadził go po elemencie, zewnętrzną łydką pilnował aktywnego ruchu ogier do przodu i by się nie przegiął za bardzo. Parze ciągle towarzyszyło spięcie, co wygięcie było słabe i ledwo co krzyżowali te nogi podczas wyjechania figury. Wraz z dojechaniem do I naprostował pomoce, prostując też ogiera i jadąc dalej na wprost w kierunku krótkiej ściany. Udało im się to zrobić dość dobrze, by pod ścianą ustawić się na prawo a potem zakręcić w tamtym kierunku pod nią. Następnie wyjechali dalej nieco koślawo narożnik na długą ścianę, by przed M wysłać mu półparady i sprowadzić w owym punkcie na przekątną czworoboku. Wysuwając lekko ręce w przód bez utraty kontaktu z jego pyskiem, zachęcił aktywną pracą dosiadu i łydek ogiera do wydłużenia kroku. Udało im się wykonać ten element na prawdę nieźle, poza faktem że czegoś Paulowi w tym brakowało wszystkim. Dopiero dojeżdżając do końca zauważył swój błąd, ponieważ nie wykonał anglezowania w siodle. Przed K wysłał ogierowi półparady, by wziąć go na siebie i skrócić go do roboczego tempa. W tym tempie pojechali pod ścianami czworoboku przez kolejne literki i dwa narożniki, by po dojechaniu do P zejść na ustępowanie od łydki w lewo. Wygiął go od tych samych pomocy co na wcześniejszych ustępowaniu, tylko oczywiście stosownie je przestawił do kierunku wykonywania elementu. Tym razem wyszedł im nieco lepiej, ale sztywność gdzieś jeszcze trochę ich trzymała i nie dokładnie się ogier wyginał na elemencie. Po dojechaniu do I po półparadach naprostował ogiera, by pojechać z nim na wprost do krótkiej ściany. Tam ustawił go wpierw na lewo, by wykręcić w tamtą stronę pod ścianą i wyjechać kolejny narożnik na długą. Tam przed H kolejna półparada, by w H sprowadzić go na przekątną czworoboku. Ponownie zachęcił go wysunięciem dłoni w przód, a także aktywizacją zadu i łydek do wydłużenia kroku. Początek był dobry jak za poprzednim razem mniej więcej do połowy, gdzie ogier nie spodziewanie sam z siebie przyspieszył i lekko zaburzył swoją równowagę i harmonię. Wraz z dojeżdżeniem do końca ów przekątnej dopiero udało się Paulowi nad nim zapanować. Głównie poprzez półparady ale i dociążenie jego zadu, a także wzięciem go na siebie. Wyjechali kolejny narożnik i znaleźli się na krótkiej ścianie, gdzie przygotowali się do zatrzymania. Nastąpiło ono chwilkę później po pełnej paradzie, dodatkowo Paul zamknął łydki po jego bokach mocniej go nimi ściskając oraz domknął kolana, dociążając przy tym jego zad bardziej i ściągając wodzę do siebie. Znowu jednakże gdzieś te zadnie nogi nie dopchnął pod zad, więc stali nie równo i Paulowi się to nie podobało - no ale cóż. Odliczył w myślach 5s, by dołożyć łydki do jego boków i po półparadzie wypchnąć z krzyża do stępa. Starał się tą skumulowaną energię ogiera teraz przełożyć właśnie na stęp, by kroczył aktywnie ale nie wydłużając się tym razem. Udało im się nawet dość poprawnie zaprezentować stęp pośredni, może jedynie ogier nieco się spieszył ale i tak wyszło dość dobrze. Wyjechali narożnik, by przed K wysłać mu półparady i sprowadzić go na przekątną krótką czworoboku. Wraz z zejściem na nią zaczął stopniowo oddawać mu wodzę, pracując jedynie aktywnie dosiadem i zachęcając do energicznego kroku naprzód. Udało się im zaprezentować go dość poprawnie, poza nieco zbyt energicznym krokiem ogiera. Dojeżdżając pod ścianę pozbierał z powrotem wodze, by pojechać na wprost w kierunku M. Po drodze już za pomocą półparad przygotował go do kolejnej zmiany, by energicznie dołożyć łydki do jego boków i wypchnął z krzyża do kłusa wraz z lekkim oddaniem wodzy do płynnego przejścia. Udało im się zrobić to poprawnie, by spotkać się znowu z lekkim spieszeniem się ze strony ogiera. Przejechali przez narożnik i pojawili się na krótkiej ścianie, przygotowując się do kolejnej zmiany. Dojeżdżając do C dołożył łydki do jego boków, dociążył bardziej lewą stronę siodła i wypchnął ją z krzyża do galopu. Dosłownie zachęcony Foxtrot do tego wyrwał się w przód i dobrze że zakręcił w narożniku na długą ścianę sam, a nie staranował czworobok. Dopiero po chwili poprzez mocniejszą półparadę i wzięcie go na siebie wraz z pociągnięciem za pysk, przyniosło efekt pożądany. Sprowadził go w S po wyjechaniu na długą ścianę na 15m koło, gdzie postarał się go poprowadzić na nim jak najdokładniej. Jednak te tempo nie było zbyt idealne i ogier przez spieszenie się lekkie, spłaszczył je. Po zamknięciu koła zaraz musiał go zachęcić jednak ponownie do wydłużenia kroku, co skończyło się brakiem jakiejkolwiek równowagi i harmonii. Karosz galopował przed siebie w totalnym chaosie i na oślep nieco, wydłużył ten krok w minimalnym stopniu ale bez ładu i składu. Dojeżdżając do K wysłał mu kilka półparad i tym razem przytrzymał go jeszcze mocniej do roboczego, zrobił to tak mocno i raptownie że niemal zwolnili do kłusa. Dopiero kolejne półparady i mocniejsza praca dosiadu oraz łydek spowodowała to, że ogier ustabilizował swoje tempo i ogarnął się w swoim ustawieniu. Wyjechali przez kolejne dwa narożniki jakimś cudem, by w F po półparadzie zejść na przekątną czwroboku w kierunku X. Przed tym punktem wysłał mu kilka półparad i przytrzymał go w tym punkcie do kłusa. Pojechali w nim do końca przekątnej, by zetknąć się ze ścianą w H. Wtedy już z półparadami znowu przygotował go do zagalopowania. Tym razem dociążył bardziej prawą stronę siodła, dołożył łydki do jego boków i wypchnął z krzyża w najwyższy chód. Ogier podobnie jak wcześniej i po przejściu do kłusa i teraz do galopu, nieco się spieszył. Wyjechali kolejne dwa narożniki, by w R zejść na 15m koło w prawo. Starał się na nim poprawnie wygiąć ogiera od wewnętrznych pomocy, pilnując i prowadząc ją zewnętrznymi. Trochę wyszło im jajowate poprzez szybkie tempo ogiera, a wraz z jego zakończeniem od razu zachęcił ogiera do wydłużenia kroku. Wykorzystując wcześniejszą energię do tego elementu, który mimo drobnego spieszenia się nie wyszedł nie najgorzej. Wraz z dojeżdżaniem do F wziął karosza na siebie, by skrócić go do roboczego tempa. Poprowadził kolejno Paul Foxtrota przez kolejne dwa narożniki, by w K zjechać na przekątną czworoboku. Przypilnował jego ruchu po prostej poprzez zamknięte łydki po jego bokach oraz trzymaniu wodzy w równym korytarzu, by przed M wysłać mu kilka półparad. Tam przytrzymał go do kłusa, by w nim wrócić na ścianę i skierować się przez dwa narożniki do E. Tam sprowadził ogiera na ostatnie koło w przejeździe, wyginając go ponownie od wewnętrznych pomocy i prowadząc oraz ograniczając zewnętrznymi. Wraz z zejściem na ów koło zaczął anglezować w siodle, jednocześnie oddając mu stopniowo wodze. Zachęcał go łydkami do żucia z ręki wraz z pracą nadgarstka, gdzie prócz lekkiego nadmiaru szybkości do tej pory szło im nieźle. Jednak wraz z końcem koła Paul zaczął nabierać wodzę, co spowodowało spięcie ogiera i usztywnienie. Towarzyszyło im po powrocie na ścianę, gdzie poprowadził go przez kolejny narożnik i łuk na linię środkową. Tam starał się przytrzymać go w łydkach i korytarzu z wodzy po linii prostej do X, wysyłając mu po drodze skupiające półparady. Po dojechaniu do odpowiedniego miejsca wysłał mu jedną pełną paradę, zblokował ruch miednicą, dociążył jego zad i domknął go kolanami. Wraz z ściągnięciem wodzy, by się zatrzymać w punkt aczkolwiek krzywo - znowu. Ukłonił się w kierunku sędziów, by oddać mu wodzę i stępem sprowadzić go z czworoboku na rozprężalnie.
z.t
_________________ ..........................................p e r s o n a l i t y » His palms are sweaty, knees weak, arms are heavy.
...................................................................» Paul Shawkey ..........................................e n e m i e s » He's choking, how? Everybody's joking now
...................................................................»xxx xxx
You only get one shot, do not miss your chance to blow
This opportunity comes once in a lifetime
..........................................g i r l f r i e n d » No more games, I'ma change what you call rage.
...................................................................»xxxxxxx ..........................................p m s »Eight women, eight women are hanging around wardrobe.
...................................................................»x
So here I go, it's my shot, feet: fail me not
This may be the only opportunity that I got.
..........................................f r i e n d s » Those sad eyes are drowning in Margaret Astor.
...................................................................»xxx xxx ..........................................h o r s e s » Can you even see what you're fighting for?.
...................................................................» Foxtrot, Machiavellian Z
Płeć: kobieta Wiek: 18 lat [04.06.2001] Wzrost: 160 cm Zawód: studentka inżynierii, zawodnik Partner: Augustus Ostatni trening: Skokowy z Naughty Boy'em [26.04.2020] Podopieczny: Blue Velvet, National Anthem, Naughty Boy Pieniądze: £3495 Punkty doświadczenia: 139 Skoki: 40 Ujeżdżenie: 33 Cross: 38 Obycie z koniem: 28
Adele nie ukrywała, że zabranie na zawody całkiem obcego konia, w dodatku takiego, z którym na ten moment nie planowała wiązać przyszłości, było porwaniem się z motyką na słońce - nie miała tak naprawdę żadnego sensownego uzasadnienia dla tego startu, poza oczywistym zbieraniem doświadczenia. Choć ujeżdżenie nie było jej najmocniejszą stroną, a o Quarantino nie wiedziała dużo, w zasadzie tylko tyle, czego nauczył ją wspólnie spędzony z nim czas na kilka dni przed wyjazdem, nie traciła na optymizmie ani poważnym podejściu do sprawy; na dobre półtorej godziny przed konkursem zjawiła się pod jego boksem, aby najpierw wyczyścić go na błysk i osiodłać, a następnie zabrać na rozprężalnię i tam sumiennie przygotować do konkursu.
Wywołana na czworobok, spokojnie zaczęła stopniowo nabierać wodzy, za chwilę kłusem kierując Hiszpana w stronę areny; śmiało skorzystała z faktu, że dzwonek jeszcze nie zadzwonił, w tym czasie objeżdżając czworobok i pokazując ogierowi wszystko to, co potencjalnie mogło budzić w nim obawy, przy okazji poświęcając tą krótką chwilę na ponowne sprawdzenie czy wszystko działa tak, jak działać powinno - pozginała go więc delikatnie na obie strony, wykonała dwa czy trzy dodania i skrócenia, a po usłyszeniu dzwonka ostatecznie zakręciła na wysokości litery A, wyprowadzając Quarantino na linię środkową. Prowadziła go na dwóch równych wodzach, ograniczając z obu stron, łydkami zaś działając aktywizująco celem podtrzymania aktywnego kłusa; samo zatrzymanie poprzedziła delikatną półparadą, w najbardziej odpowiednim momencie mocniej dociążając jego grzbiet, napinając krzyż i zamykając dłonie, odpuszczając subtelnie dokładnie wraz z chwilą, w której finalnie się zatrzymali. Złapawszy wodze w jedną rękę, ukłoniła się z uroczym uśmiechem, aby za chwilę wypchnąć sześciolatka do kłusa, tak jak i poprzednio, łydkami nadając odpowiedniego rytmu i płynnie podążając dosiadem za jego ruchem. Przed dojazdem do C znów zadziałała półparadą, w zależności od potrzeby delikatniej lub wyraźniej, mając na celu przede wszystkim skupienie ogiera na sobie na tyle aby uprzedzić go o nadchodzącym zakręcie. Już bliżej samej litery nieco wyraźniej zadziałała lewą łydką, oferując stabilne oparcie na zewnętrznej, to znaczy prawej wodzy i gnąc go mocno w lewo, analogicznie postępując również w wyjeżdżanym narożniku. Wzdłuż szranek prowadziła ogiera z dużą dbałością o odpowiednie wyprostowanie, prowadząc na dwóch równych wodzach, choć niezmiennie największe wsparcie oferując na zewnętrznej właśnie, pilnując się tylko, aby przypadkiem nie przegiąć w drugą stronę. Przed dojazdem do E na nowo zaczęła zabiegać o uwagę Quarantino delikatnymi półparadami, chcąc dzięki temu mieć szansę płynnie zjechać do X, gdzie już za chwilę musiała odbijać na koło - działała płynnie i sprawnie, chcąc pozostać dla wierzchowca jak najbardziej czytelna i jasno zakomunikować zmianę ustawienia; pokrótce "zahaczyła" o wyprostowanie, pilnując, aby na koło nie wjeżdżać już zgiętym koniem, w razie potrzeby pomagając sobie w tym poprzez wyraźniejsze działanie wewnętrznej łydki i delikatną podpowiedź zewnętrznej wodzy, której działanie zelżało po zakręcie. Zaraz jednak wróciła do poprzedniej konfiguracji, od początku koła dbając też o odpowiedni rytm, który koniec końców mógł zostać zaburzony - w końcu oboje zapewne byli na swój własny sposób podekscytowani całą tą nerwową atmosferą zawodów i niewykluczone były wszelkie drobne niedociągnięcia. Łydkami starała się regulować rysunek koła, zewnętrzną ograniczając wypadanie, zewnętrzną pilnując zaś, aby Quarantino nie wkraczał zbyt mocno do środka i tym samym nie zmniejszał średnicy, sama w trakcie trwania figury "rzeźbiąc" i pulsacyjnym ruchem wodzy zachęcając go do aktywnego przeżuwania także podczas pochłaniającego uwagę elementu. Analogicznie postąpiła w wypadku koła na prawo, upewniając się też aby pomiędzy kołami znów zaznaczyć wyprostowanie i tym samym ułatwić robotę nie tylko sobie, ale i wierzchowcowi, któremu zapewne dużo łatwiej miała przyjść zmiana ustawienia w takiej formie niż gwałtowne odginanie się w przeciwne strony. Tu znów ekscytacja wzięła górę i pomimo wszelkich starań, zaburzony kołem rytm dość negatywnie odbił się na jego rysunku; Adele pozostawała tym jednak niezrażona, za wszelką cenę starając się zachować skupienie i wbrew wszystkiemu kończąc figurę, by w literze B poprowadzić Quarantino w prawo. Choć do tej pory, poza kilkoma małymi niedociągnięciami, przebiegało po myśli młodej, musiał nadejść moment, w którym stres związany z robieniem czegoś, co wcale nie było jej aż tak bliskie, w dodatku na grzbiecie całkiem obcego wierzchowca, w końcu weźmie górę - do ostatniej chwili nie miała pojęcia, że jadąc od B aż do samego K omija ważny element, reflektując się dosłownie w ostatniej chwili i przez to będąc zmuszona zagalopowanie przygotować dopiero po minięciu tej litery, przejście do wyższego chodu będąc w stanie zainicjować dopiero na chwilę przed samym zjazdem na kolejne koło, tym razem w E. Naturalnie, nie mogło to nie odbić się echem na jakości rzeczonej figury - chociaż Adele dzielnie walczyła, aby jakoś nadrobić swoje gapiostwo, pod presją czasu z całego tego jej motywacyjnego przebudzenia wyszło raczej więcej złego niż dobrego. Mimo, że bolał tak kardynalny i podstawowy błąd, nie dała się całkiem ogłupić: kończąc koło, półparadami już przypominała o swojej obecności, jakby martwiąc się o kolejne zbyt późne przejście - dzięki temu już bez większych nieporozumień mogła wyraźniej zadziałać wstrzymująco i zwolnić Quarantino na powrót do kłusa, któremu od pierwszych kroków znów nadawała ten sam, konkretny rytm, nie zamierzając pozwolić sobie na to, aby jedna pomyłka całkowicie zaburzyła obraz reszty przejazdu. Stąd też jak najprecyzyjniej wyjechała narożnik do M, tak zafiksowana na tym, aby na przekątnej zaprezentować wraz z ogierem pełną klasę i pokazać się od tej lepszej strony, że kompletnie zapomniała o konieczności anglezowania. Choć tak mocno starała się wbrew wszystkiemu dociągnąć to, co zostało na ostatni guzik, najwyraźniej to nie był jej dzień - jak nigdy, stres wziął górę i kompletnie wybił jej z głowy treść programu. Szczęście, że nawet nie była świadoma swojego błędu; nie tracąc motywacji, na wysokości K znów zaczęła zabiegać o uwagę sześciolatka, skrupulatnie przygotowując przejście i w efekcie będąc w stanie wykonać je na czas, pilnując, aby zamkniętą podczas niego rękę szybko odpuścić i tym samym nie wpłynąć negatywnie na samopoczucie i rozluźnienie konia. Nadając stępowi odpowiedniego tempa i rytmu, na wysokości litery F zaczęła niespiesznie wydłużać wodze, przy zjeździe do X powodując przede wszystkim dosiadem, którym starała się działać jeszcze czytelniej i konkretniej niż przedtem, biodrami płynnie podążając za ruchem konia. Już przy M znów zbierała wodze, zapraszając Quarantino z powrotem na kontakt i zapobiegawczo sprawdzając szczęki, bardzo subtelnym pulsacyjnym ruchem wewnętrznej wodzy chcąc znów uzyskać stabilne oparcie na zewnętrznej jeszcze przed zakłusowaniem, które miało miejsce w C. Za chwilę kolejny raz mieli odbić na koło w E, przy czym Adele nie pozwoliła sobie na lekceważące potraktowanie dystansu dzielącego te dwie litery - oprócz skrzętnie wyjeżdżanych narożników, dbała też o wyprostowanie, mając wrażenie, że jest to jedna z nielicznych rzeczy która w ich dzisiejszej współpracy mogła być nazwana powodzeniem i nie zamierzając tego w tym momencie zaniedbać. Nie zwlekała jednak z wydłużaniem wodzy, które rozpoczęła dokładnie w momencie zjazdu na koło, nie robiąc tego nazbyt gwałtownie i korzystając z pierwszych kilku metrów na wyregulowanie rysunku rzeczonej figury. Przy tym nie zaniechała pracy i nie zastygła w bezruchu, zamiast tego delikatnie bawiła się wewnętrzną wodzą, w wypadku zewnętrznej niezmiennie używając jej do prowadzenia i nadawania kołu odpowiedniego kształtu, ale wydłużając ją adekwatnie do zewnętrznej, przy tym wszystkim naturalnie anglezując, szczęśliwie o tej jednej rzeczy nie zapominając. Choć taka praca zdawała się mieć pozytywny wpływ na Quarantino, Adele znów nie pozwoliła sobie na zwłokę w kwestii ponownego nabrania wodzy - tak jak i poprzednio, robiła to stopniowo i ostrożnie, nie chcąc zaburzyć ustawienia, które już udało jej się wypracować ani sprowokować żadnego spięcia. Od E na wprost prowadziła ogiera kłusem roboczym, świadomie oddziałując jednak półparadami celem przygotowania go do zagalopowania, które tym razem nastąpiło już w odpowiednim miejscu, to jest pomiędzy literami A i F. Cofnąwszy zewnętrzną łydkę, wewnętrzną wyraźnie zaakcentowała zagalopowanie, łącząc to z delikatnym ruchem bioder i stabilnym, ale elastycznym kontaktem, który miał umożliwić Quarantino zrobienie nieco obszerniejszej fouli bez zostania uderzonym wędzidłem w zęby. Adele miała już dosyć monotonni, z jaką wiązał się ten program, ale nie miała wyboru - nie minęło wiele czasu, nim zjechała na kolejne koło, tu już na tyle uważna i nauczona wszelkimi poprzednimi błędami, aby móc sukcesywnie regulować jego kształt i średnicę tak, aby prezentowało się przyzwoicie; jedynie nieregularność w tempie mogła ponownie okazać się małą przeszkodą, ale ten kłopot Solve starała się rozwiązać poprzez samodzielne nadawanie odpowiedniego rytmu, co, choć na pewno kosztowało ją chwilę negocjacji z sześciolatkiem który z całą pewnością miał inną koncepcję na ich dzisiejszy wykon tego programu, o dziwo nie było aż tak wielką porażką. Po prawdzie nie zdało się na wiele, bo ledwo otrzymała pożądany efekt, a za chwilę już zmuszona była do ponownego przejścia do kłusa, w którym od litery H zmieniła za chwilę przekątną w kłusie. Nie zapominając o anglezowaniu, zadbała również o zmianę nogi, aby dosłownie chwilę po powrocie z przekątnej wpisać Quarantino w kolejny łuk poprzedzony wyraźną półparadą, po dość ostrym zakręcie pomagając mu złapać linię środkową poprzez prowadzenie go na równych pomocach i równomierne rozłożenie własnego ciężaru w siodle. Do samego X działała aktywizująco, zachęcając go do aktywnego, aczkolwiek nie przesadnie pospiesznego tempa, przed samą literą znów półparadami zabiegając o jego uwagę, aby w samym już X mocno zablokować miednicę, napiąć krzyż wraz z udami i zamknąć rękę celem zatrzymania. Złapała wodze w jedną rękę, ukłoniła się i od razu oddała ogierowi wodze, obdarzając salwą pochwał i stępem opuszczając czworobok. Po powrocie na rozprężalnię, samodzielnie rozstępowała Quarantino w ręku po uprzednim jego rozsiodłaniu, wcześniej częstując marchewką w dowodzie swojej wdzięczności i wkrótce wracając z nim do stajni.
/zt
_________________
you're talking to me likea child
hey i gotnews, i'm nota little girl and no, i won't give you a littletwirl
________i do a lot of stupid stuff, but don't act like you're so tough [ ... ] fight fire with fire and you'll get burned[1]
galeria + wizerunek lydii night + karta postaci
podwójne funty za kolejny trening [28.05 loteria]
___well at least i'm not six feet in the dirt and i ___can still kick yourass, i even in my skirt[4x Im || 1x IIm || 3xIIIm] __i_that you're alowell i'mnot a baby __i_that yowaiting for you to save me. i'mlikenobody else
Płeć: ogier Wiek: 7 lat Rasa: koń westfalski Wzrost: 179 cm Ostatni trening: przejazd odznakowy z Sethem Właściciel: Taylor Crack Cena: £2500 Doświadczenie w skokach: 10 Doświadczenie w ujeżdżeniu: 63 Doświadczenie z lonżowania: 34 Kondycja: 33 Szybkość: 11 Klasa startów: Ujeżdżenie: P
W trakcie rozgrzewki ogier miał możliwość spuszczenia z siebie pierwszych emocji i pary, ale i tak nie zmieniało to tego, że nawet po niej był dość mocno podminowany. Na zebranie wodzy nie zareagował co prawda spięciem, ale z pewnością nie był zadowolony z takiego posunięcia. Do wszelkich ozdób okrążanego czworoboku pozostawał obojętnie nastawiony, nieco bardziej nieufnie spoglądając na budkę sędziów. Na sam plac wjechał sprężystym, aktywnym kłusem, idąc w wyprostowaniu i pełnym skupieniu, rozglądając się bystro. Mając sporą tendencję do pędzenia, był dobrze przytrzymywany i powstrzymywany przez kobietę, ale z tego powodu na próbę zatrzymania odpowiedział z lekkim opóźnieniem, mimo tego że zdawał się być na nie przygotowany – to nadal zabrakło mu chęci do tego. Zamiótł pojedynczo ogonem z cichym szastnięciem, dając w tym czasie kobiecie czas na ukłon i kontynuację przejazdu. Zakłusował z miejsca, czując się w tym chodzie pewnie, co też przekładało się na jego rzeczywisty ruch, który był lekki i energiczny. I mimo że pierwszy narożnik wyjechał prawidłowo, angażując mocno całe ciało, to drugi już dość widocznie spłaszczył, zapewne bardziej z ekscytacji niż złych pomocy jeźdźca. Jednak po długiej ścianie znowu wykazał się całkiem niezłym kłusem, w którym wkrótce płynnie zjechał na pierwsze koło w B, jednak na próby nieco lepszego ustawienia i zgięcia reagując nagłym usztywnieniem. To z kolei przełożyło się na dość nieregularny kształt okręgu, chociaż dalej w granicach akceptowalności. Przede wszystkim była to jego słabsza strona, więc i przy drugim kole wszystko miało już wyglądać lepiej, także dzięki większej dokładności jeźdźca. Ogier płynnie przeniósł się na drugą stronę, miękko wyginając wokół wewnętrznej łydki Taylor. Zachowywał przy tym pełne zaangażowanie i aktywny, rytmiczny kłus z zaokrągloną szyją i nosem ustawionym lekko przed pionem. Wbrew pozorom tym razem nie był już tak do przodu i dał się dość łatwo poprawiać, jeśli powstała taka potrzeba - chociaż ani łopatką, ani zadem udało mu się nie wypaść. Po zakończonym kole nie miał też problemu z wyprostowaniem się, podobnie jak z wyjechaniem narożnika. W nim zgiął się adekwatnie do stawianego przed nim wymagania, głowę ustawiając lekko do wewnątrz według wskazówek od Taylor. Jednak na długiej ścianie znowu woda sodowa miała mu uderzyć do głowy i tę chwilę spróbował wykorzystać na przyspieszenie. Zapewne w porę został powstrzymany przez amazonkę, ale ten chwilowy konflikt dało się zauważyć przez szybkie zmiany tempa na jednym odcinku, a także nieustanne kulenie uszu w geście niezadowolenia. Nastawił je jednak z chwilą półparady, na przesuniętą łydkę reagując od razu zagalopowaniem, niestety nie tak efektownym, gdyż lekko spłaszczonym i zdecydowanie zbyt dynamicznym, przez co Crack-Alight mogła zostać lekko wyrzucona z siodła, o ile nie nauczyła się jeszcze tego, że ciemnogniady wymagał bardzo dobrej równowagi jeźdźca. Nie wypadł jednak z ustawienia, po paru krokach galopu wchodząc już w bardziej przyjemny tryb pracy - mocniej zaokrąglił swoją sylwetkę, galopując żywo i z tendencją pod górkę. Na kolejnym kole wytracił nieznacznie na prędkości, skupiając się bardziej na kształcie i odczytywaniu pomocy jeźdźca. Intensywnie żuł wędzidło, ale myślami już uciekał dalej i myślał nad dalszym kombinowaniem i tym, jak spożytkować swoją energię. Prawdopodobnie przez dość szybkie przejście do kłusa po wyprostowaniu Michelangelo zareagował znowu nerwowo, tym razem zadzierając głowę w geście protestu, gdyż zdecydowanie nie chciał zwalniać. Także natłok sygnałów, najpierw prostujących na ścianie, a zaraz spowalniających, sprawił, że elementowi zabrakło płynności i przejrzystości. Jednak zanim dojechali do pierwszego z narożników, zdążył już nieco opanować emocje i bardziej współpracować, dzięki czemu oba zakręty wyszły nienagannie, podobnie jak wyjeżdżanie samej przekątnej. Na niej znowu wykazywał się nieco bardziej dynamicznym kłusem, ale szedł wyprostowany, rozluźniony i z podstawionym zadem, prezentując całkiem niezłą jakość chodu. Kłus w końcu był jego mocniejszą stroną, mimo że dalej nie zdawał się pokazać swoich pełnych możliwości. Z przekątnej wrócił na ścianę, parę metrów dalej przechodząc do stępa, tym razem już bez atrakcji pod postacią stawiania oporu pod wszelaką postacią. Mogło to częściowo wynikać z jego powoli rosnącego zmęczenia, bo przez ogrom bodźców i emocji go otaczających szybko się wypalał. Mimo to podołał utrzymaniu aktywnego tempa narzucanego przez jeźdźca, wkrótce wchodząc w następny narożnik, zginając się w nim i zachowując jego kształt. Wraz z wypuszczaniem wodzy zawędrował głową do dołu, korzystając z długiej wodzy. Przy tym nie stracił na równowadze ani zaangażowaniu, a rozłożone na boki uszy świadczyły o jego rozluźnieniu, które zapewne miało przynieść Taylor sporą ulgę po serii niesubordynacji z jego strony. Nijaki wężyk wyjechał w bardzo subtelnym wygięciu, mimo wszystko wykonując je prawidłowo jak na stęp swobodny, gdzie kobieta nie miała nad nim pełnej kontroli i nie mogła odpowiednio ustawić jego głowy. Nie dało mu się jednak zarzucić jakichś nieprawidłowości i ostatecznie element wyszedł nieźle, a i sam powrót do stępa pośredniego nie był trudny, gdyż Michałek dość chętnie wrócił do wyższego ustawienia. Zakłusowanie wyszło im równie dobrze, ogier płynnie odepchnął się mocniej od ziemi i przeszedł w wyższy chód. Jego tylne nogi dość mocno wykraczały pod kłodę, a jego sprężysty krok zdawał się być całkiem wygodny do wysiadywania, chociaż jego komfort jazdy należał do tych wyższych. Kolejne metry pokonał dość spokojnie, ale energicznie, jedynie nie pędził już na złamanie karku, więcej uwagi przykładając do jakości swojego chodu. W połowie długiej ściany zjechali na kolejne koło, w trakcie którego też ogier zaczął odpowiadać na wypuszczanie wodzy zniżaniem głowy do ziemi i niejakim wyciąganiem ich spomiędzy palców kobiety. Przy tym zachował znowu pełną równowagę, zgrabnie łącząc konieczność wygięcia się wokół lewej łydki Taylor i kłusowanie w niskim ustawieniu. Jednak przez nie parokrotnie zdarzyło mu się wypaść łopatką poza kształt figury, a także szyja nie była idealnie wpisana w okrąg - wszystko za sprawą znowu tego, że amazonka straciła częściowo pomoce mogące temu zapobiec. Wróciwszy do poprzedniego ustawienia bez kolejnych spięć, parsknął jedynie i cofnął ucho na kobietę, kolejne zagalopowanie robiąc już bardziej w granicach zdrowego rozsądku. Przede wszystkim nie rozpędził się najpierw w kłusie i wszedł w wyższy chód od razu w narożniku, od razu również zaczynając aktywną pracę całym ciałem. Uwypuklony grzbiet miał gwarantować jeźdźcowi większą wygodę w wysiadywaniu jego obszernego przez wzrost i gabaryty kroku. Dalej powtórzyli poprzednie elementy według schematu, tym razem w nieco lepszym porozumieniu. Przede wszystkim gniadosz wytracił już większość energii i miał okazję skupić się w pełni na ćwiczeniu, koło w B wyjeżdżając zgrabnie i starannie, z uniknięciem ewentualnego wypadania miejscami. W końcu mimo dużego wzrostu był dość elastyczny, a sam okrąg nie był bardzo wymagający. Równie prawidłowo przeszedł do kłusa, chociaż tym razem zareagował nieco później i przedłużył ten moment do maksimum. Jednak nie oponował już tak bardzo przed zwalnianiem, co było sporym postępem jak na jego niezbyt przychylny charakterek, co Taylor znowu mogła odczuć na przekątnej. Na niej bowiem zaczął mocniej przeć na wędzidło i wręcz zawieszać się na nim, przez co tracił na lekkości przodów, ale na tyle delikatnie, żeby nie robić z tego dużego błędu, tym bardziej, że koniec programu był bliski. Przed wjazdem na linię środkową amazonka zapewne wypracowała nieco większą lekkość i mocniejsze zaangażowanie zadu, bo znowu bardzo przed tym nie oponował, dając się dość łatwo poprawiać. Poprzedni narożnik wyjechał dość leniwie, a więc i lekko go spłaszczył, ale nadrobił to wręcz idealnym zatrzymaniem na środku czworoboku. Odpowiedział na pomoce wstrzymujące od razu, zatrzymując się równo i nie odstawiając nogi. Jedynie nieznacznie opuścił głowę, zaraz po oddaniu wodzy całkiem ją wyciągając na umięśnionej, spoconej szyi. Na klepanie zareagował delikatnym podrzuceniem zadu, dalej nie będąc w pełni pogodzony z tą formą pochwały, ale z drugiej strony będąc zbyt wycieńczonym psychicznie i fizycznie, aby inaczej okazywać swoje niezadowolenie. Opuścił czworobok pod Taylor, w trakcie rozstępowania nie sprawiając więcej problemów.
KONIEC
_________________
in the room the women come and go, talking about _________ ______________˗ˏˋ m i c h e l a n g e l o ˎˊ˗
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum