NSFW




Poprzedni temat «» Następny temat
Otwarty przez: Jessie
2017-08-29, 09:33
Czworobok
Autor Wiadomość
Dies'irae
Ujeżdżeniowiec


Płeć: klacz
Wiek: 6 lat
Rasa: holenderski koń gorącokrwisty
Wzrost: 174 cm

Ostatni trening: 08.2019 - ujeżdżenie z Audrey
Właściciel: Mia Alight
Cena: £2150

Doświadczenie w skokach: 10
Doświadczenie w ujeżdżeniu: 112
Doświadczenie z lonżowania: 66
Kondycja: 40
Szybkość: 12
Klasa startów: Ujeżdżenie: N

Wysłany: 2019-05-27, 21:35   

z ł o t o
ft. Mia Alight


Kasztanka rzeczywiście była wymarzonym wręcz partnerem do wszelkiej maści przejazdów ujeżdżeniowych, czy to na zawodach, czy podczas zdawania odznaki. Przebiegła bestia już przy myciu i zaplataniu wyczuwała, co się święci, a wjeżdżając na czworobok doskonale wiedziała, po co się tu znalazła. Oczywiście nie znała programu przejazdu i choć dawała z siebie naprawdę dużo, wymagała też w miarę klarownych sygnałów, które miały ją przeprowadzić poprawnie od punktu do punktu. Sprawdzenie jej we wszystkich elementach zawartych w programie było dobrym pomysłem i o ile Mia pozostanie w dalszej części równie spokojna, rozluźniona i dokładna, zdaniu przez nią egzaminu nic nie zagrażało, gdyż klacz wpadła w trans pracy. Z ogromnymi chęciami współpracowała, czasem nawet z własnej inicjatywy wykonywała zadania z większym zaangażowaniem niż by wskazywały na to pomoce dziewczyny. Amazonka nie musiała się więc martwić o ignorancję ze strony Dies, jeśli już, to prędzej o jej przerost ambicji. :lol:
Przy zbalansowanym dosiadzie i ogólnym rozluźnieniu swojego jeźdźca nie miała problemu z utrzymaniem stałego, zaangażowanego tempa, będącego świetnym, wręcz tanecznym wydaniem roboczego tempa z jej z natury ekspresyjną akcją kończyn. Odbijała się lekko od podłoża, idąc pewnie na wprost, oparta na kontakcie, z zaokrągloną sylwetką i dość wysokim acz rozluźnionym ustawieniem szyi. Przeżuwała wędzidło nie rozglądając się na boki za żadnymi strachami i jak primabalerina wkroczyła do wnętrza czworoboku, kierując się po linii środkowej do punktu X. Kłamstwem byłoby stwierdzenie, że nie spodziewała się zatrzymania w tym miejscu, a półparady na kilka kroków przed tylko ją w tym utwierdziły. Na pełną paradę zareagowała bez ociągnięcia eleganckim przejściem do stój i w nim, niemal jak napięta gumka od procy czekała na wystrzał, tak holenderka wręcz nie mogła się doczekać sygnału do ponownego ruszenia. Nie wychodząc z ustawienia odczekała swoje i w odpowiedzi na wypchnięcie żywo ruszyła przed siebie, wchodząc płynnie w kłus by w nim dotrzeć prosto do krótkiej ściany. Tuż przed C wygięła się wokół lewej łydki amazonki, naturalnie dając się w równowadze zabrać na zakręt w tę stronę, następnie podążając wzdłuż białych szranków doszła do narożnika który równie pilnie wyjechała. Czuła się komfortowo między pomocami Amerykanki a skupiona półparadami oraz zachęcona precyzyjnym ułożeniem ciała, od H odbiła w ustępowaniu w lewo w stronę X, wyraźnie krzyżując nogi i pozostając oparta na zewnętrznej wodzy. W rytmie dotarła do punktu środkowego by płynnie odpowiedzieć na zmianę ułożenia ciała amazonki i powrócić do ruchu wyłącznie naprzód. Przed A gładko zakręciła w prawo, tym samym zjeżdżając na ścianę. Po wyjściu z narożnika bezbłędnie odczytała pomoce do dodania i w dynamiczny sposób wydłużyła swoje ramy, pozostając przy tym na kontakcie, którego pilnowała amazonka. Oprócz tego, że efekciarsko machała przed sobą przednimi nogami, to pracy zadu i tylnych nóg nie można było wiele zarzucić, jako że kasztanka sumiennie przekraczała ślady przodów. Pod koniec ściany została zobligowana do powrotu do roboczego wydania kłusa, co nie uszło bez małego spięcia i krótkiego schowania się za wędzidłem, niemniej krótka ściana wraz z narożnikami, którym towarzyszyły półparady ze strony Mii, dość skutecznie przywróciły Dies do porządku, dzięki czemu równie zgrabnie jak za pierwszym razem odbiła od ściany przy M w nienagannym ustępowaniu w prawo. Utrzymała zdrową relację pomiędzy ruchem do boku a tym w przód, co z kolei pozwoliło parze na „lądowanie” w X by od tego momentu znów zjechać po linii środkowej do krótkiej ściany, przed którą klacz raz jeszcze skręciła w prawo. Nieco zbyt wyraźne przekręcenie miednicy, najczęściej skutkujące lekkim złamaniem wyprostowania w odcinku lędźwiowym, sprawiło, że kasztanką nieco zarzuciło na tym zakręcie, przez co omal nie szurnęła kopytami o białe szranki. Na szczęście zarówno z tego, jak i z najbliższego łuku w narożniku wyszły obronną ręką, to znaczy bez efektów dźwiękowych, które skutecznie mogłyby rozproszyć obie panie, szczególnie, że przez narożnik przeszła znacznie bardziej dynamicznie, bo Amerykanka zaprosiła ją tam do galopu, a w ten chód kobyła przeszła naprawdę chętnie, wyraźnie wkraczając tylną wewnętrzną nogą pod środek ciężkości, szczególnie w tej pierwszej foule. Nie miała tendencji do szalonego spieszenia, dość naturalnie oferowała aktywne, robocze tempo i przy dobrej pracy jeźdźca nie wymigiwała się przed utrzymaniem uczciwej pracy zadu. Zakręty, które dziewczyna zaplanowała na zmiany kierunku w galopie nie należały do najłatwiejszych i właściwie pojawiały się bardziej od poziomu N niż P, będącym orientacyjnym poziomem dla przejazdu na złotą odznakę. Brak ograniczającej ściany był wyzwaniem w precyzyjnym wyjechaniu na prostopadłą linię i o ile dziewczyna odpowiednio wcześnie je zainicjowała, holenderka generalnie sprostała wyzwaniu, jedynie lekko zwalniając zarówno przy V, jak i P. W kontrgalopie na tym krótkim odcinku kilka razy szastnęła ogonem, bo nie było to częste ćwiczenie zadawane jej na treningach przez co jej równowaga odbiegała od ideału. Niemniej starała się możliwie dobrze wykonywać polecenia osoby siedzącej na jej grzbiecie i pozostała w kontrze do literki R, gdzie poproszona o zejście do kłusa przeszła do niższego chodu, jednakże z lekkim opadnięciem ciężaru na przednie nogi. Szybko odbudowała odpowiedni balans by już bez potknięć zejść do stępa na środku krótkiej ściany. Idąc rozluźniona bez wysiłku przekraczała ślady przednich kopyt tylnymi i miękko odbiła na równomierny łuk koła w lewo, na którym, jak na porządnego konia przystało, zgięła się w kłodzie, wpasowując się tym samym w odpowiednie, jak na koło o średnicy 20 metrów, ułożenie ciała. Kiedy zamknęła figurę, powróciła na pierwszy ślad by zjechać z niego dopiero przy H, powielając schemat ustępowania jak w kłusie. Z głową ustawioną przeciwnie do kierunku ruchu opierała się na lewej wodzy i nie traciła aktywności swojego pośredniego tempa, w którym w rytmie stawiała kroki, krzyżując oczywiście nogi do momentu, aż dotarła do X i została posłana do ruchu naprzód. Po dojechaniu do końca linii środkowej dała się zagarnąć w prawo a gdy wyszła na długą ścianę, nie zdumiała się na oddanie wodzy tylko w spokoju rozciągnęła górną linię, opuszczając przy tym głowę nieco poniżej piersi, przy czym pozostała cały czas aktywna jeśli chodzi o pracę zadu. Dość miękko powróciła do wcześniejszego ustawienia przed narożnikiem a następnie ponownie odbiła na koło, po którego zakończeniu wyjechała narożnik by po raz kolejny wykonać ustępowanie, tym razem w prawo od M do X. Bardzo długi, nieprzerwany stęp zaczął ją mocno nużyć, dlatego już przy tym drugim kole widać było, że mniej chętnie się pcha do przodu i o ile kobieta jej nie przypilnowała, ta część wypadła trochę mniej aktywnie ze strony kasztanki. Gdy dotarła po raz kolejny po linii środkowej od X do A, niemal sama z siebie skręciła w prawo na ślad, co w sumie nie powinno mieć miejsca, ale program ułożony przez Mię nie zaskoczył w tym miejscu, powielając zakręt w tę stronę po raz któryś, a Dies wręcz uwielbiała zgadywać, co będzie następne, szczególnie, kiedy nie działo się, w jej opinii, nic wymagającego uwagi i wyczekiwania pomoce, które mogłyby ją zaskoczyć. Przy K w końcu przeszła do kłusa, na co przygotowały ją półparady, dzięki którym też względnie wróciło jej skupienie. W jednej trzeciej ściany już odzyskała swoją iskrę widoczną w ruchu i dzięki temu w następnym narożniku ponowiła eleganckie zagalopowanie, by dalej w tym chodzie przejść do końca krótką ścianę i kolejny narożnik. Poparskując w rytm chodu dotarła w równowadze do R, albo może nawet nie, bo przecież wcześniej musiała wykręcić ciasny łuk o kącie dziewięćdziesięciu stopni, tak aby wyjechać mniej więcej na linię łączącą literki R i S. Przed tą drugą odbiła w lewo, podobnie jak za pierwszym razem nieco zwalniając, aby poradzić sobie z trudnym zadaniem, szczególnie, że teraz jeszcze była w kontrgalopie względem drugiego zakrętu i później kierunku ruchu po ścianie. Teraz jednak, otrzymawszy pomoce do przejścia z powrotem w kłus przy V utrzymała lepszą równowagę i nie opadła na przednie nogi, płynnie schodząc do niższego chodu i kontynuując w nim przejazd, którego już niewiele zostało. Przed literką A jak maszyna zjechała na linię środkową, na której jakby nagle jej zaangażowanie jeszcze bardziej się wzmocniło, a jej ruch nabrał przy tym większej sprężystości i lekkości. Z uszami postawionymi do przodu pewnie dotarła po linii prostej do środka czworoboku i tam stanęła jak kropka nad i, pewnie na czterech nogach, z wysoką, zaokrągloną i rozluźnioną szyją, przeżuwając wędzidło niemal z pasją. Ta linia środkowa w stronę budki sędziowskiej zawsze budziła w niej największe ujeżdżeniowe zwierzę i gdyby dziewczyna o tym wiedziała, może inaczej ułożyłaby program, tak aby nie jechać po niej za bardzo tyłem do sędziów… :lol2: Odczekawszy chwilę, aż jasnowłosa się ukłoni, ruszyła zaraz stępem aby zatrzymać się raz jeszcze dopiero przy G, w którym jej amazonka opuściła siodło. Posłusznie udała się za nią do wyjścia z czworoboku a kiedy została podprowadzona w miejsce przeznaczone do zaprezentowania wsiadania przed komisją, nie robiła dziewczynie problemów. Wytrwała w bezruchu nawet nie dlatego, że ktoś podszedł ją przytrzymać, bo i bez tego nie ruszyłaby przed siebie na złość człowiekowi. Po kilku sekundach raz jeszcze ruszyła stępem, teraz już udając się w stronę rozprężalni, jako że egzamin ujeżdżeniowy, w którym pomagała Mii, dobiegł właśnie końca.

[ zt ]
_________________
◊ ◊ ◊

get ready, I'm coming



[ zapis ] | [ dokumenty ] | [ galeria ]

kuta na 4 - ostatnia wizyta u kowala 01.02.2020
wygrana w kalendarzu adwentowym - podwojona liczba punktów za następny trening


◊
 
     
Roller Coaster
WKKW'ista


Płeć: ogier
Wiek: 7 lat
Rasa: KWPN
Cena: £2300

Doświadczenie w skokach: 80
Doświadczenie w ujeżdżeniu: 90
Doświadczenie z lonżowania: 62
Kondycja: 50
Szybkość: 51
Klasa startów: WKKW: 2*

Wysłany: 2019-05-28, 14:25   


ZŁOTO

I rzeczywiście siwy, choć może nie był koniem najłatwiejszym dla osób jeszcze mocno zielonych, miał w sobie ogromne pokłady motywacji i chęci do współpracy z człowiekiem, co czyniło go doskonałym partnerem do treningów, zawodów czy właśnie zdawania egzaminu na odznakę jeździecką. Starczyło ogarniać samego siebie w siodle aby Roller odpowiednio wykonywał wymagane elementy, co czynił z wyraźnym zaangażowaniem i wręcz oddaniem, szczególnie właśnie na czworoboku. Można powiedzieć, że swoim przyjaznym podejściem, mimo wyraźnego stresu Nicole, od rana ją podbudowywał, nie dając żadnej okazji do obaw. Grzeczny przy wszystkich zabiegach i czynnościach przygotowujących, posłuszny i skupiony podczas rozgrzewki mimo towarzystwa innych par. Czego chcieć więcej?
Już kłusując wokół białych szranków nawet nie rozglądał się na boki, szedł pewnie, lekko i sprężyście, ze zwartą, zaokrągloną sylwetką. Oparty na kontakcie przeżuwał wędzidło, pozostając cały czas w rytmie roboczego tempa, które jakościowo było na bardzo zadowalającym poziomie. Dbałość szczególnie o równowagę dosiadu była dla Nicole na duży plus, nie tylko ze względu na ocenę jej postawy przez egzaminatorów, ale też na czułość Coastera na niuanse w rozkładzie ciężaru, które czasem potrafiły doprowadzić do spływania z linii prostej mimo braku takich intencji ze strony jeźdźca. Niemniej teraz wjechał do środka czworoboku w literce A, idąc prosto przed siebie i tym samym płynnie dotarł do X, gdzie po wzmagających jego czujność półparadach odczytał z pomocy dziewczyny pełną paradę i zatrzymał się posłusznie, parkując równo wszystkimi czterema kopytkami. Może nie był tym typem, który nigdy nie miał problemów z wytrzymaniem w nieruchomości, ale atmosfera zawodów czy egzaminu zwykle sprawiała, że nie kombinował. Tak było też tym razem, bo ogier cierpliwie czekał w stój aż amazonka wykona ukłon i dopiero na nowo zaprosi go do kłusa, którym ruszył żwawo i bez ociągania, od razu miękko niosąc jasnowłosą na rozluźnionych plecach. Pilnowany łydkami i dosiadem pracował sumiennie zadem a jego zaangażowanie uprzyjemniało odbiór jakości jego chodu. Także bez spływania z linii środkowej dotarł do jej końca by zjechać na pierwszy ślad w lewą stronę, do czego skłoniło go ułożenie ciała amazonki. Elastycznie wygiął się w kłodzie wokół jej wewnętrznej łydki, mocniej się przy tym opierając na zewnętrznej wodzy i w ogóle na jej pomocach, dzięki czemu ta miała go w pełni przy sobie, kiedy przygotowywała go do wyjścia na przekątną i do tego zmobilizowała jego gotowość do wydłużenia sylwetki. Wraz z otwarciem dosiadu i aktywizacją ze strony łydek rozpoznawalnie wydłużył swoje ciało wraz z krokami, dzięki czemu wypełnił stworzone ramy i nie wypadł z kontaktu, a przekraczanie tylnymi nogami śladów przednich kopyt było wyraźne i jak najbardziej wystarczające jak na kłus pośredni. W tym chodzie pozostał też rozluźniony, dzięki czemu jego ruch nie zaczął wyrzucać Nicole z siodła, co mogłoby poskutkować nieprzyjemnymi konsekwencjami dla dalszej części przejazdu, o których nie chcemy teraz myśleć :roll: bo w końcu spokojnie to wysiedziała. Pod koniec przekątnej, wyczulony półparadami na bardziej „ociężałą” pracę dosiadu i nieco wyraźniejsze przytrzymanie, w efekcie skrócił się na powrót do roboczego tempa, by w F bez spiny powrócić na pierwszy ślad i w równowadze przemierzyć narożnik, krótką ścianę i kolejny narożnik, wyginając się przy tym i prostując należycie. Po wyjściu z tego drugiego narożnika, który wyjechał dokładnie jak z resztą każdy do tej pory, był gotowy na nowe pomoce do kolejnego elementu. Głowę skierował nieznacznie w lewo, do zewnętrza czworoboku, by zaraz odbić od ściany w ustępowaniu w prawo, do którego spychała go lewa łydka amazonki. Nogi krzyżował wyraźnie, choć nie nadmiernie, dzięki czemu, pozostając wyprostowany w kłodzie, dotarł niemal do X, gdzie na dwa czy trzy kroki poszedł na wprost, do czego skłoniła ją mowa ciała Nicole. Następnie zaczął powracać w stronę ściany, teraz będąc ustawionym w prawo na lewej wodzy, która zabierała jego łopatkę do boku, tak jak prawa łydka kazała zadowi utrzymać prostą linię z łopatką, co skutkowało właśnie krzyżowaniem nóg i poruszaniem się w przód-bok. Z powrotem na pierwszym śladzie wylądował przy literce H, cały czas będąc we wzorowym rytmie roboczego kłusa. Kiedy po kolejnym wyjechaniu narożnika znalazł się na środku krótkiej ściany, płynnie zszedł do stępa, jako że został do tego manewru skrupulatnie przygotowany i pomoce ani go nie zaskoczyły, ani nie utrudniły zadania. Skoro blondynka współpracowała, pokazał swój pośredni stęp od dobrej strony, pozostawiając rozluźnioną górną linię i bez wielkiego trudu przekraczając tyłami. Wyszedłszy na długą ścianę precyzyjnie zjechał na przekątną MXK i skupiony na tym, gdzie prowadzą go dosiad i łydki, nie poczuł się zagubiony oddaniem wodzy, tylko spokojnie wyciągnął szyję nieco w dół, pozostając nadal w dobrym bazowym rytmie stępa. Pod koniec linii podniósł głowę znów na optymalną wysokość, wracając tym samym na nabrany przez Nicole kontakt. Nadal pozostawał wyluzowany a przy tym uważny i skupiony na pomocach, które zmieniły się dopiero przy F. Tam, podobnie jak wcześniej w kłusie, tylko zaczynając w inną stronę, usłuchał sygnałów posyłających go do ruchu w przód-bok w ustępowaniu w lewo, które wykonał płynnie, bez wyraźnej utraty tempa. Dzięki dograniu impulsów do rytmu chodu bez zgrzytów czy nierówności dotarł do X, gdzie na moment się wyprostował by zaraz analogicznie powrócić na ścianę, wykonując ustępowanie w prawo. Przez wyjechany dokładnie narożnik wkroczył na krótką ścianę i na jej środku zakłusował energicznie, niemniej od razu wpasowując się w ramy roboczego wydania tego chodu, tak jak już to miało miejsce wcześniej. Także płynnie odbił na krzywiznę koła, które rozpoczęło się dla niego w tym samym miejscu i siwek wygiął się na nim należycie, nie wypadając ani nie wpadając łopatką czy zadem. Zachowując równomierny kształt figury, na jej środku w lot odpowiedział na wypchnięcie do galopu, rozpoczynając wyższy chód już pierwszą aktywną foule od zadu, z naturalnie lekko uniesionym przodem. Płynnie zamknął figurę i powrócił na ścianę, do której pozostał przyklejony i podążał jej pierwszym śladem aż do literki F, zaliczając po drodze aż trzy narożniki, które nawet teraz precyzyjnie wyjeżdżał, zachowując przy tym nienaganny balans i książkowe zaangażowanie w ruch. Utrzymując nadal robocze tempo skierował się po krótkiej przekątnej od F w stronę E. Przez moment widać było, że miał ochotę przeforsować jakieś dodanie, ale nie to było zaplanowane i amazonka dała mu do zrozumienia, że powinien pozostać w równomiernym galopie jak do tej pory, więc tak też uczynił. Tym samym obecny na jej pomocach i uważny na następne sygnały zmienił kierunek, ale nie zmienił nogi, więc w efekcie oczywiście prezentował kontrgalop od E aż do H, bo tam też amazonka poprosiła go o powrót do kłusa, na który ogier przystał i z lekką i krótką tylko utratą równowagi zszedł do niższego chodu. Nie próbował przyspieszać, bo balans odbudował dzięki podstawieniu zadu, którego dość równe na przestrzeni przejazdu zaangażowanie budowało bardzo pozytywny obrazek i odbiór pary. Podobnie jak wcześniej, teraz także odbił na dość foremne koło o średnicy 20 metrów, choć o matematycznych aspektach tej figury wkkwi'ista nie miał najmniejszego pojęcia. Teraz także elastycznie wygiął się wokół wewnętrznej łydki dziewczyny, by później od jej sygnału, połączonego z wypchnięciem bioder, zagalopować w połowie figury i zamknąć ją właśnie w eleganckim, "firmowym" galopie roboczym. Powróciwszy na ścianę dał się po niej poprowadzić aż do K, nie mając wewnętrznego problemu z utrzymaniem pewnego, równego tempa. Odbiwszy na kolejną krótką przekątną znów pozostał spokojny i przytomny, a gdy dotarł w B na pierwszy ślad zmieniając przy tym kierunek, nie próbował przerwać kontrgalopu. W nim zachował prawidłowe zbalansowanie i należytą aktywność, nie spłaszczając swojej galopady ani nie usztywniając się, dzięki czemu pod koniec długiej ściany był w stanie wykonać harmonijne przejście do kłusa. Od razu oferując swój spokój i miękkość w stałym tempie roboczym, przekłusował z gracją krótką ścianę i połowę długiej, gdzie nie wiedzieć czemu, chyba chciał poczuć więcej wiatru w zaplecionej grzywie. Przed E zaczął trochę przyspieszać, możliwe że wyczuwając lekkie odpuszczenie w dosiadzie, ale szczęście blondynki chciało, że i tak miała w tym miejscu zaplanowane dwie połówki wolt. Schodząc na pierwszą z nich, przy literce E, siłą rzeczy wyhamował do bazowej prędkości na dziesięciometrowym łuku, a musząc oprzeć się w nim na pomocach Nicole, na nowo zrobił się elastyczny i okrąglutki, co utracił na chwilę przed dojechaniem do połowy długiej ściany. Po wykręceniu połówki wolty wyrównał się pomiędzy pomocami amazonki, około pół długości swojego ciała pokonując teraz na wprost, by się przestawić i odbić teraz dla odmiany w prawą stronę. W ten sposób po kolejnej połówce wolty przeszedł z powrotem na ślad i jakby zresetował się po tym zadaniu, bo ponownie oferował Hiszpance całą swoją uwagę i posłuszeństwo, choć właściwie ciężko powiedzieć, że to jego krótkie „zachwianie” w tempie jeszcze przed chwilą było czymś strasznym i karygodnym. Tak czy siak teraz z finezją kontynuował roboczy kłus po pierwszym śladzie, aż przez A został skierowany na linię środkową. Także tutaj wygiął się miękko wokół wewnętrznej łydki blondynki i ładnie wyprostował między jej pomocami, kiedy już wyjechali na wspomnianą linię. Nie spływał na boki bo dziewczyna konsekwentnie ograniczała go po bokach, dzięki czemu pewnie dotarł do X, w którym, podobnie jak na początku przejazdu, zatrzymał się z lekkością i elegancją, nie wychodząc z ustawienia i nie zamierzając niekontrolowanie ruszyć. Uczynił to dopiero na wyraźne wypchnięcie z jej strony, kiedy już wykonała swój ukłon, po czym zatrzymał się jeszcze raz w G. Badawczo zerknął na amazonkę już stojącą obok niego na ziemi ale bez sprzeciwu opuścił za nią czworobok, tylko kilka razy próbując niewinnie się o nią otrzeć łbem, więc powinna się była strzec, jego pysio był dość obficie spieniony. :lol: Podprowadzony do schodków raz jeszcze zaparkował i zaciągnął ręczny, nie ruszając się do momentu, aż egzaminowana znalazła się na powrót na jego grzbiecie. Zaraz też ruszył stępem i udał się w stronę rozprężalni, gdzie poprowadziła go dziewczyna, od której z aprobatą odbierał liczne pochwały.

[ zt ]
_________________

oh, witaj, przyszedłeś mnie pomiziać? ekstra!
nie? idziemy na trening? no to czadowo!
masz co czyścić - szczęśliwe dziecko to brudne dziecko

galeria ★ paszport



ojojoj, ale się tam gibiesz na górze, aż mną na boki zarzuca.
może chcesz slalom? czy jednak szybciej? wolniej? no problem, bro.
aleś ty niezdecydowany. przerwa? nuudy... o patrz, motylek!
wow jaki on ładny, albo nie, jednak straszny, zwiewamy!

sprzęt stajenny ★ skokowy ★ ujeżdżeniowy ★ terenowy

ej no nie, już zmęczony? pf, ja mógłbym jeszcze maraton przebiec
dobra już wracamy do tej stajni, jak chcesz.
ale czekaj trawa! dobra już mam, spoko, idziemy dalej
jestem gotowy na kąpiel! oszalałeś? taką zimną?
niech będzie, nawet przyjemnie. gdzie mnie teraz prowadzisz?
to przecież mój boks... janiemogęmarchewkiwżłobie!
kurcze, jaki to był fajny dzień

★
★★
 
     
Audrey
Weterynarz


Płeć: kobieta
Wiek: 32 lata
Wzrost: 165 cm

Ostatni trening: Ujeżdżeniowy z Renaissance.
Pieniądze: £484

Punkty doświadczenia: 17
Skoki: 4
Ujeżdżenie: 9
Cross: 2
Obycie z koniem: 2

Wysłany: 2019-08-30, 01:19   

b r ą z

W zasadzie Papillon też nie miała być całkiem obcym koniem dla Audrey, w końcu była podopieczną partnerki jej przyjaciółki - to już dobra podstawa do współpracy! Jednak po wygranym debiucie w ujeżdżeniu Audrey była pewna, że to właśnie z izabelowatą chce zdawać brązową odznakę. Otrzymawszy odpowiednie wskazówki od właścicielki, zadbała o jak największy komfort klaczy w trakcie rozgrzewki, w czasie której chciała też sprawdzić jej wyczulenie na pomoce.

Wyczytana z listy, zebrała ostrożnie wodze i właśnie stępem ruszyła w stronę czworoboku, w drodze na niego odpowiednio dopasowując tempo - albo nieco przyhamowywała Papillon dosiadem, albo łydkami narzucała aktywny krok. Nie czuła się zestresowana, na dodatek była całkiem pomyślnie nastawiona, więc z promiennym uśmiechem wjechała na czworobok w A. Prowadziła ją na równych wodzach po prostej linii wprost na X, przed którym wysłała kilka półparad zwieńczonych paradą na środku. Napięła dolne partie mięśni i zamknęła lekko rękę, zaraz po zatrzymaniu oddając nieznacznie wodze. Przełożyła je do jednej ręki i wykonała ukłon, a ułożywszy je z powrotem pomiędzy palcami, ścisnęła delikatnie boki klaczy, łącząc to z pchnięciem dosiadem. Znowu dbała o wyprostowanie i własną postawę, przede wszystkim chcąc się dobrze zgrać z ruchem dość wysokiej klaczy, której zad ciągle podbierała biodrami, jadąc ją od zadu do ręki. W C prawą łydką zachęciła ją do zgięcia się w kłodzie, tę samą rękę minimalnie wycofując, żeby ustawić głowę do wewnątrz. Sama podążyła za nią, nie przeginając się w miednicy, a jedynie mocniej obciążając wewnętrzne strzemię. Przejechawszy narożnik, zakłusowała na wysokości M, poprzedzając to półparadą i już od pierwszych kroków narzucając izabelowatej odpowiednie, wcześniej wyćwiczone tempo z pomocą rytmicznego anglezowania, oczywiście na prawidłową nogę. Nie pozwalała Papillon na nadmierne rozpędzanie się, bo już w B miały skręcić na koło w prawo. Wewnętrzną łydką aktywnie pracowała nad zgięciem w kłodzie, lekko cofniętą drugą łydką z kolei uważała na to, aby nie wypadała zadem i zachowywała jego zaangażowanie. Praca wodzy znowu była dość ograniczona - prawa jedynie zachęcała do ustawienia do środka, będąc dopełnianą drugą, która miała ograniczać nadmierne przeginanie się w szyi. Przez pierwszą połowę Audrey nieustannie anglezowała, do siodła i siadu ćwiczebnego wracając dopiero po przekroczeniu E jako połowy koła. Wraz ze zbliżeniem się z powrotem do B, użyła kolejnej półparady celem zwrócenia uwagi klaczy na kolejny element. Mocniejszym pchnięciem bioder zasygnalizowała galop, zewnętrzną łydkę ciągle trzymając za popręgiem, ale samymi wodzami sugerowała już poruszanie się w wyprostowaniu - obie były więc tej samej długości, lekko napięte, ale oferujące elastyczny kontakt. Galopem miały pokonać większość czworoboku, w trakcie czego Solve znowu dbała przede wszystkim o wyprostowanie na ścianach, z kolei w narożnikach pieczołowicie zginała klacz wokół swojej łydki. Ciągle pracowała też nad jakością samego galopu - wyraźną pracą dosiadu powodowała zaangażowanie zadu konia, w ten sam sposób nadając jej też odpowiedniej prędkości, gdyby chciała pędzić lub wręcz przeciwnie, leniła się.
5 przejście do kłusa
_________________


W sprawie szczepień proszę pisać na GG/Discord lub priv na Mię! <3

remember what the people said, when it's said and done
L E T...I T...G O



    » f r i e n d s » i don't wanna be forgotten
    even worse, i don't wanna be alone
    ...........› t a y l o r
    » f a m i l y » change can be amazing
    so i pray for the best, i pray for the best for you
    ...........› a d e l e...s o l v e - siostra

 
 
     
Papillon Rouge
Ujeżdżeniowiec


Płeć: klacz
Wiek: pięć lat
Rasa: KWPN
Wzrost: 176 cm

Ostatni trening: Zawody - Mia, 05/2020
Właściciel: Mia Alight
Cena: £2600

Doświadczenie w skokach: 10
Doświadczenie w ujeżdżeniu: 70
Doświadczenie z lonżowania: 44
Kondycja: 37
Szybkość: 16
Klasa startów: Ujeżdżenie: P

Wysłany: 2019-08-30, 08:53   

edit
_________________
    __
    __
    in the night you come to me 'cause I'm the one who knows who you are | ... | __ give me your confession, saying lately, life's been__t e a r i n g __y o u _apart. __ walk through the fire with you | mia alight  | _'cause i know how it can hurt being cut in two and afraid _____so__d o n 't__ b r e a k __ sanctify my body with pain. sanctify the love that you crave_| ... |__ oh, and _ii_w i l li_n o ti_ be ashamed. sanctify my sins when ii_p r a y


    i_p a p i l l o n__r o u g e
    i_______☆ contenance d x pas de deux ☆
 
     
Sherry Shepherd
Jeździec zaawansowany


Płeć: kobieta
Wiek: 21 lat
Wzrost: 169 cm

Ostatni trening: 26.06.20 - ujeżdżeniowy - Donatella
Podopieczny: Donatella
Pieniądze: £1850

Punkty doświadczenia: 55
Skoki: 18
Ujeżdżenie: 28
Cross: 6
Obycie z koniem: 3


Wysłany: 2019-08-30, 22:44   

BRĄZOWA ODZNAKA JEŹDZIECKA


PRZYGOTOWANIE

Nie wiedziała, co ją napadło. Raczej nie była na tyle pewna swoich umiejętności, by startować w zawodach… W jakichkolwiek zawodach tak naprawdę. Niemniej, wypadałoby mieć jakikolwiek dowód swoich umiejętności lub też punkt kontrolny, by wiedzieć, w jakim kierunku się zwrócić z treningami. Dawno nie jeździła przez nawał pracy, jednak obecnie mogła sobie pozwolić na chwilę przerwy wśród koni. A że przy okazji otwarto nabór na odznaki to czemu nie? Pod jej opiekę została powierzona klacz skokowa, która co nieco umiała na czworoboku, pomimo że nie była w tym orłem. Nic się nie dzieje. Poradzą sobie. Ujeżdżenie nie było takie ciężkie, wystarczy, że będzie wysyłać jasne wskazówki Latte Macchiato. Nic trudnego, prawda? Jedynie w teorii.
Przygotowała swoją tymczasową podopieczną do czworoboku. Wyczyściła ją dokładnie z całego brudu i innych dziwnych rzeczy, jakie konie potrafią nosić na swojej sierści, rozczesała grzywę i zaplotła koreczki, aby się prezentowali nienagannie. Przeleciała jeszcze wilgotną ścierką, by nadać dodatkowego blasku brązowej okrywie oraz wyczyściła dokładnie kopyta, sprawdzając czy wszystko jest w porządku. Osiodłała swojego konia, jeśli miała jakieś inne siodło, niż skokowe, to chętnie je założyła. Mogło być wszechstronne, bo nie sądziła, aby posiadała ujeżdżeniowe. Zdecydowała się założyć klaczy białe owijki, które pasowały do równie białego czapraku, które miała już na sobie. Ubrała ją również w ogłowie z wędzidłem odpowiednim dla nim, nie zmieniała go, po czym poprosiła jednego ze stajennych, aby przytrzymał dziewczynę, a w tym czasie Sherry poszła się sama ogarnąć. Założyła białe bryczesy konkursowe, odpowiednio wypastowane wcześniej buty i koszulę, aby się prezentować nienagannie. Związała włosy w warkocz, założyła kask i wzięła swój ujeżdżeniowy bacik, jak i również białe rękawiczki. Oczyściła się również z ewentualnych brudów, które mogły ją spotkać podczas przygotowywania konia, starając się wyglądać schludnie i czysto, pomimo że w stajni nie było to łatwe. Podziękowała dobremu człowiekowi, który popilnował klaczy, po czym wyszła z nią na rozprężalnie, aby mogły się rozgrzać przed właściwym przejazdem.
Wsiadła na Latte sprawnie, obserwując innych jeźdźców, którzy również byli tam obecni, chcąc skierować się z gniadą tam, gdzie nikomu nie będą przeszkadzać w swoim stępie. Wymagała aktywnej rozgrzewki, po chwili wplatając w ich jazdę koła najpierw o szerokiej średnicy, później o nieco mniejszej, by klacz była dobrze rozgrzana, zmieniała również często kierunek jazdy, aby była rozciągnięta na obie strony. Poćwiczyły razem przejścia między stępem roboczym a pośrednim, pilnując zachowania tempa i rytmu, a wymagała stopniowo coraz większego zaangażowania zadu. Przećwiczyły również zatrzymanie i nieruchomość, która była wymaganym punktem programu ujeżdżeniowego, a gdy wszystkie elementy wychodziły im dobrze, przeszła do wyższego chodu, by w niego również wpleść dużo kół i zmian kierunku. Parę razy przeszła do stępa, a następnie ponownie do kłusa, potem znowu do stępa i zatrzymanie, by przećwiczyć wszystkie zmiany, jakie występują w programie w obrębie dwóch chodów. Przećwiczyła parę razy również przejście do kłusa pośredniego, by mięśnie zadu klaczy odpowiednio się rozgrzały. Wszystkie zadania wykonywały na dwie strony, a Sherry uważała, aby nie wpadli na jakąś inną, zdającą parę. Potem przeszły do galopu, gdzie kobieta rozgrzała klacz za pomocą kół małych i dużych, przeszła do kłusa, by zmienić kierunek, po czym ponownie wymagała chodu trzytaktowego, by podobnie zrobić na drugą stronę. Gdy przejścia i inne elementy dobrze im wychodziły, przeszły do stępa, okrążając rozprężalnie parę razy i czekając na swoją kolej. Nie chciała Latte za bardzo zmęczyć, musiała mieć siły jeszcze na przejazd. I w końcu nadeszła ich kolej. Kobieta wzięła głęboki wdech, wydychając powietrze powoli, by nie dać się pożreć nerwom, po czym skierowała się razem z gniadoszką w stronę czworoboku. Czas zobaczyć, ile warte są jej umiejętności jazdy.

PRZEJAZD

Trzymała Latte na kontakcie, przed wjazdem na czworobok wymagając aktywnego stępa pośredniego. Lekko przy tym przesunęła ręce do przodu, a popędzającym działaniem dosiadu i łydkami zachęcając ją do wydłużenia kroku. Skręciły obie na czworobok, zjeżdżając na niego, a kobieta pilnowała wyprostowania klaczy, jak i również jej chodu, którego wymagała wcześniej. Trzymała ją równomiernie na obu wodzach, utrzymując miękki kontakt, a łydkami pilnowała, aby się nie wygięła w żadną ze stron. Równomiernie rozłożyła ciężar ciała, by nie dawać mylnych sygnałów, siedząc wyprostowana ze ściągniętymi łopatkami, głową uniesioną i piętą opuszczoną, a całe ciało od pasa w dół tworzyło niemal idealną jedność z koniem. Przed miejscem zatrzymania, dała klaczy trzy półparady, by była przygotowana na nowe wyzwanie, by tuż przed punktem X dać sygnały do zatrzymania. Obciążyła kości kulszowe, blokując przy tym biodra i zaciskając dłonie w pięści, dotykając łydkami boków klaczy, jednak nie w sposób pobudzający. Starała się ją zatrzymać w idealnym punkcie, który kątem oka skontrolowała podczas pięciosekundowej nieruchomości, po czym ukłoniła się sędziom, wyciągając prawą rękę do boku. Sekundę po powrocie do pozycji wyjściowej rozluźniła biodra, oddając lekko wodze klaczy i nacisnęła łydkami lekko na boki klaczy, wypychając ją jednocześnie dosiadem, prosząc ją o ponownie stęp pośredni. Pilnowała, by poruszała się w żwawym tempie oraz by jej krok rzeczywiście był wyciągnięty, nie roboczy. Już za chwilę czekał ich zakręt, których dużo ćwiczyli na rozprężalni, po dojechaniu do krótkiej ściany podniosła lekko prawą rękę, przyciskając łydkę po tej samej stronie. Obciążyła nieco bardziej zewnętrzne biodro, wypychając nim klacz do zakrętu, zewnętrzną łydką lekko cofniętą ograniczając zad gniadoszki, a napiętą zewnętrzną wodzą pilnując wygięcia szyi, aby się wpasowały w łuk. Po zakręcie wyrównała wszystkie pomoce, aby klacz się wyprostowała, a ciężar ciała dziewczyny i napięcie wodzy było równomierne po obu stronach, podobnie jak działanie łydek. Przy M dała znak półparadą, że czeka ich nowe zadanie, a tuż po minięciu literki przycisnęła mocniej łydki do boku klaczy, wypychając ją mocniej biodrami i oddając lekko rękę, by zachęcić Macchiato do ruszenia szybszym chodem dwutaktowym. Sherry zaczęła rytmicznie unosić się i opadać w siodło, korzystając z naturalnego wybijania jeźdźca przy tym chodzie, gdy zewnętrzna noga kierowała się do przodu i miękko potem opadając w siodło, nie zakłócając naturalnej równowagi klaczy. Przed B dała klaczy półparadę, po czym uniosła lekko wewnętrzną, prawą rękę, lewą ograniczając szyję. Wewnętrzną łydką dawała sygnał do wygięcia, zaś zewnętrzną, ograniczała zad, by dobrze wpisać się w rysunek koła. Nie zapomniała również o dosiadzie, jednak anglezując miała mniejszą możliwość kontrolowania ruchów konia w ten sposób, jednak starała się, aby wypychać ją delikatnie podczas siadania na okrąg. Po dotarciu do E, miękko usiadła w siodło, lekko odchylając się do tyłu i przyciskając nieco nogi do boków konia, aby nie pomyślał, że chciała przejść do innego chodu. Tym razem mogła lepiej zadziałać swoim ciężarem ciała, obciążając zewnętrzną stronę i wypychając ją na odpowiedni łuk. Gdy były gdzieś w ¾ koła, dała sygnał półparadą, by przed B cofnąć lewą łydkę mocniej za popręg, działając nią bardziej pobudzająco, jednocześnie przyciskając wewnętrzną nogę i wypchnąć klacz z krzyża do galopu z prawej nogi. Pilnowała wyprostowania klaczy, równomiernie obciążając ciało i trzymając ją na kontakcie takim samym z obu stron. Jedynie łydki były inaczej ułożone, jedna z nich była lekko cofnięta, jednak galop rządził się swoimi prawami. Mieli tak przegalopować dłuższy odcinek, dlatego skupiła się na wyprostowaniu oraz utrzymaniu tempa, aby kobyła jej nie gasła ani nie przyspieszała niepotrzebnie, w zakrętach wspomagając ją łydkami, dosiadem, którego ciężar przeniosła na zewnętrzną stronę, wypychając klacz na odpowiedni łuk oraz wodzami, gdzie wewnętrzna była napięta i lekko uniesiona, a zewnętrzna ograniczała szyję. Starała się wszystkie zakręty wyjeżdżać głęboko, jednak nie pozwalając przy tym wypadać zadem ani łopatką. Wyprostowała klacz na krótkiej ścianie, by następnie ponownie dać sygnały do skrętu w prawo w narożniku, a następnie ponownie pilnować wyprostowania na długiej ścianie. Przed literą H dała sygnał półparadą klaczy, by pomiędzy H i C usiąść mocniej w siodło, dociskając kości kulszowe do tyłu siodła, blokując przy tym biodra i zamykając dłonie, chcąc, by gniada wykonała płynne przejście do kłusa roboczego. Ponownie zaczęła anglezować, lekko się unosząc i opadając w siodło, ręce trzymając stabilnie w jednej pozycji i utrzymując na kontakcie swojego rumaka. Pilnowała, aby Latte nie skracała sobie drogi poprzez ścinanie narożników, wyjeżdżając je głęboko i dbała, żeby nie wypadała ani zadem, ani łopatką. Również zakręt przed przekątną wyjechały głęboko, gdzie Sherry wspomagała wypychaniem biodrami, gdy siadała w siodło, klacz, podobnie jak ustawieniem łydek i rąk, które było niezmienne od samego początku jazdy na prawo. Tym razem zadziałała nieco mocniej łydką oraz ciężarem ciała, co było ograniczone ze względu na anglezowanie, by wjechać na przekątną przez środkowy punkt ujeżdżalni i kierując się do K. Na przekątnej wyrównała działanie pomocy, pilnując aby się nie wyginała w żadną stronę i szła prosto przed siebie dzięki równomiernemu działaniu rąk, ciężaru ciała na obu strzemionach oraz łydek, które przylegały do boku klaczy w jednakowym nacisku utrzymującym tempo. W punkcie X Sherry usiadła w siodło na jeden takt kłusa, by zmienić nogę, na którą anglezowała. Zmieniły kierunek na lewy, zakręcają w tą stronę, a działanie pomocy było odwrotne niż przy wjeździe na przekątną. Wyprostowała szybko klacz, by następnie ponownie pomóc jej się odpowiednio zgiąć w narożniku, a na środku krótkiej ściany weszły na koło, poprzedzone półparadą. Sherry przeszła w nim do półsiadu, odciążając grzbiet gniadoszki i mocniej obciążając swoje stawy skokowe i kolana. Oddała nieco rękę do przodu, pochylając się nieco nad szyją konia, nadal mając wyprostowane plecy i ściągnięte łopatki oraz patrząc cały czas do przodu. Mocniej przycisnęła do boku wewnętrzną, lewą nogę, zewnętrzną ograniczając zad, wewnętrzną wodzą pomagając skierować klacz na koło, a prawą ograniczając jej szyję. Wraz z powrotem na ślad usiadła miękko w siodło, czując się lepiej, gdy mogła kierować Macchiato również dosiadem. Wspomogła łydki i dłonie dosiadem podczas wyjeżdżania narożnika, obciążając mocniej prawe biodro i wypychając klacz na głęboki łuk, a następnie wyjeżdżając na prostą. Mieli tak przejechać aż do B, dlatego dziewczyna pilnowała odpowiedniego tempa, rodzaju chodu, by był to kłus roboczy oraz wyprostowania klaczy, a przed odpowiednią literą dała sygnał półparadą, by wyjechać na szerokie półkole. Dbała o odpowiednie wygięcie nie-swojej dziewczynki, wspomagając ją lekkim obciążeniem zewnętrznej strony, dociskaniem łydki wewnątrz, ustawianiem szyi wewnętrzną wodzą, a działając ograniczająco pomocami po prawej stronie. Przed ponownym wjazdem na ścianę, dała sygnał skupiający za pomocą półparady, po czym przesunęła mocniej zewnętrzną łydkę za popręg, dociskając obie nogi do boków klaczy i wypychając ją z krzyża, oddając delikatnie wodze, by zachęcić do zagalopowania. Pilnowała wygięcia na powrocie na ścianę, a następnie wyprostowania podczas galopu na lewą nogę przez dłuższą chwilę. Wymagała głębokiego wyjeżdżania narożników w galopie, jednak nie na tyle, aby klacz wypadała z nich zadem czy łopatką i aby nie straciła swojej równowagi, a także wyprostowania zarówno na krótkiej ścianie, jak i na długiej. Nie było w tym zadaniu nic trudnego, prawdopodobnie nie takie dystanse klacz pokonywała na parkurach skokowych, w których była prawdopodobnie dużo lepsza. Widząc literę M, dała sygnał półparadą, by po jej przekroczeniu obciążyć mocniej kości kulszowe, blokując biodra i zamykając dłonie, chcąc by klacz przeszła do kłusa roboczego. Sama zaczęła anglezować, bo tego wymagał program, jednocześnie kontrolowała tempo i rodzaj chodu. Wyjechały narożnik, a dziewczyna w C usiadła miękko w siodło, szybko przyzwyczajając się do kłusa Latte, siedząc wyprostowana, trzymała również wodze na kontakcie, bo przed nimi kolejne wyzwanie. Przed E dała trzy półparady, po czym zablokowała biodra, obciążając tył siodła i zamykając dłonie, minimalnie przesuwając je do siebie, aby gniadoszka się zatrzymała idealnie w punkcie E. Siedziała nieruchomo, utrzymując pomoce wstrzymujące przez pięć sekund, po czym rozluźniła się, wypuszczając powietrze z płuc, które nabrała przed zatrzymaniem, przykładając łydki do boków konia, wypychając go ciężarem ciała i oddając lekko wodze, by zachęcić do stępa i wydłużenia kroku, by stał się on stępem pośrednim. Zbyt długo to trwać nie miało, jednak chciała, by zaprezentowały się w tym chodzie jak najlepiej, podobnie jak we wszystkich innych. W K ponownie dała sygnał do przyspieszenia, poprzedzając go półparadą. Przyłożyła mocniej łydki do boków Latte, wypychając ją z bioder, oczekując przejścia do wyższego chodu, a sama zaczęła anglezować, rytmicznie unosząc się i opadając w siodło. Podnosiła się, gdy gniada stawiała zewnętrzną przednią nogę do przodu. W A zakręciły na linię środkową, pilnując odpowiedniego wygięcia podczas tego manewru, ograniczając zakręt zewnętrzną wodzą i zewnętrzną łydką lekko przesuniętą za popręg, by następnie wyrównać działanie pomocy po obu stronach, aby gniada szła do przodu wyprostowana. Przy zbliżaniu się do miejsca zatrzymania, dała jej sygnały trzema półparadami, by następnie usiąść w siodło, blokując biodra oraz zamykając dłonie, aby klacz zatrzymała się przez żadnych kroków w stępie w wybranym miejscu. Po chwilowej nieruchomości, ukłoniła się sędziom, dając znać, że zakończyła przejazd, a na jej ustach pojawił się delikatny uśmiech. Nie było tak źle, jak początkowo przypuszczała. Wykręciła klacz w kierunku litery A, oddając jej wodze, by mogła wyciągnąć szyję oraz drapiąc ją po szyi w nagrodę za to, że się im udało i się starała z nią współpracować, chociaż wcale się nie znały. Wyszły obie z czworoboku, mając już za sobą próbę ujeżdżeniową.


zt
 
 
     
Latte Macchiato
Skokowiec


Płeć: klacz
Wiek: 8 lat
Rasa: Mecklenburg
Właściciel: Elizabeth White
Cena: £1750

Doświadczenie w skokach: 80
Doświadczenie w ujeżdżeniu: 23
Doświadczenie z lonżowania: 25
Kondycja: 33
Szybkość: 40
Klasa startów: Skoki: P1

Wysłany: 2019-08-30, 23:15   

BRĄZ
Pominę rozgrzewkę, przepraszam.
Przejazd.
Zeszła na lekki kontakt i zaokrągliła szyję, idąc dość szybkim tempem stępa pośredniego w kierunku czworoboku, na którym zaraz się znalazły. Szła po równej linii, aktywnie pracując zadem, będąc rozluźnioną i mieląc wędzidło w pysku. Przy odpowiednim przygotowaniu, zatrzymanie w X nie stanowiło klaczy problemu. Stanęła niemal od razu, mając całkiem równe ułożenie, natomiast w trakcie ukłonu jedynie lekko poruszyła uszami, czekając grzecznie na kolejny sygnał, po którym znów ruszyła stępem pośrednim. Kierując się pomocami kobiety, wygięła wpierw szyję, później zaś kłodę, zaś zadem kończąc rysunek zakrętu. Na ścianie ponownie się wyprostowała, kierując jedno ucho na kobietę, po czym otrzymując półparadę wyczuliła się na sygnały Sherry, w odpowiednim miejscy przechodząc w kłus. Kłus nie był szczególnie wygodny, naturalnie Latte takiego nie posiadała, ale kobietę może w tym ratować anglezowanie. Zeszła na lekki kontakt i zaokrągliła szyję, idąc dość szybkim tempem stępa pośredniego w kierunku czworoboku, na którym zaraz się znalazły. Szła po równej linii, aktywnie pracując zadem, będąc rozluźnioną i mieląc wędzidło w pysku. Przy odpowiednim przygotowaniu, zatrzymanie w X nie stanowiło klaczy problemu. Stanęła niemal od razu, mając całkiem równe ułożenie, natomiast w trakcie ukłonu jedynie lekko poruszyła uszami, czekając grzecznie na kolejny sygnał, po którym znów ruszyła stępem pośrednim. Kierując się pomocami kobiety, wygięła wpierw szyję, później zaś kłodę, zaś zadem kończąc rysunek zakrętu. Na ścianie ponownie się wyprostowała, kierując jedno ucho na kobietę, po czym otrzymując półparadę wyczuliła się na sygnały Sherry, w odpowiednim miejscy przechodząc w kłus. Kłus nie był szczególnie wygodny, naturalnie Latte takiego nie posiadała, ale kobietę może w tym ratować anglezowanie. Nie zmieniło się to podczas koła, wręcz jej wybijanie się nieźle wzmocniło. Mimo to ładnie wygięła ciało na owym kole, podążając jednym śladem i równym tempem, cały czas angażując zad, zaś wędzidło przyjemnie mieląc w pysku następnie na ścianie zagalopowała, jadąc dalej prosto wzdłuż ścian, równym tempem. Miała ładny, okrągły galop, rozbudowaną foulę, zaś na pomoce reagowała bez zarzutów.
W C po wielu skrętach zwolniła do kłusa roboczego, w którym wpierw lekko się usztywniła, później jednak na spokojnie się rozluźniła, na narożnikach i przekątnej będąc plastyczną i grzeczną. Zmianę nogi Latte oczywiście wyczuła na sobie, ale prócz ruchu uszami nie zareagowała na to w żaden specjalny sposób na to, dalej idąc równym tempem, spływając na równą linię, z pomocą blokujących po bokach łydek. Podczas skrętów w lewo była sztywniejsza niż podczas skrętów w prawo, często jej zad ścinał narożniki, zaś na kole nie uzyskała idealnego łuku, mimo to, udało jej się pokonać kolo w lewo bez problemów z równowagą, owszem jak wspomniałam, ścinając zadem, ale było to ewidentnie winą konia, niżeli jeźdźca. Po zjeździe z koła dalej kierował się kłusem roboczym, tempo klaczy było aktywne, ale była dalej prosta w prowadzeniu. Podczas zjazdu na półkole przy B, skupiła swoje wszystkie myśli i pomoce na jeźdźcu, tym samym udało się klaczy uzyskać odpowiedni łuk ciała, pozostała dalej w takim samym, aktywnym tempie, zapewne też dalej tak samo wybijała. Nim skończyły rysować półkole, sygnał do galopu skłonił klacz do uniesienia przodów, następnie odepchnięcia się tylnymi nogami, by ładnym, okrągłym ciałem, kontynuować galop na wprost. Dalej kontynuowali ruch w lewo w galopie, aż do M, gdzie tuż po tej literce pomoce ze strony Sherry skłoniły Latte do zwolnienia i przejścia w kłus, w którym ponownie lekko się spięła na pierwsze kroki, po tym zaś kierowała się spokojniejszym kłusem tak, jak prowadziła ją kobieta, czyli do literki E po równej linii. W E nastąpiła półparada, gdzie ciało klaczy ułożyło się całkiem równo. Profesorka grzecznie czekała na kolejny sygnał, tym razem do przejścia w stęp pośredni, w którym pokonali kawałek do K, bowiem przy tej literce ruszyły kłusem, w którym wjechały na linię środkową, z kłusa zatrzymały się w X, gdzie Latte grzecznie odczekała, by ruszyć stępem na długiej wodzy. [zt]
_________________
i c e d...l a t t e...m a c c h i a t o

Szukam zaufania i odnajduję je w Tobie, każdy dzień to dla nas coś nowego
Otwieram umysł na nowe perspektywy » e l i z a b e t h
Chora od gadania tych wszystkich ludzi, chora od całego tego hałasu
Zmęczona tymi fleszami kamer » o g i e r
Tak blisko, bez względu na odległość, nie można dać więcej od siebie
Zawsze ufajmy w to, kim jesteśmy » d z i e c i o c z k i


 
     
Taylor
Jeździec zaawansowany


Płeć: kobieta
Wiek: 23
Wzrost: 162 cm
Partner: your face is like a melody, it won't leave my head

Ostatni trening: Zawody ujeżdżeniowe z Escudero & Michelangelo [18.05.2019]
Podopieczny: Echo D'Arsouilles, Escudero IV, Michelangelo, Quarantino
Pieniądze: £11500

Punkty doświadczenia: 153
Skoki: 42
Ujeżdżenie: 40
Cross: 13
Wyścigi: 17
Obycie z koniem: 34


Wysłany: 2019-08-31, 00:06   

ZŁOTA ODZNAKA JEŹDZIECKA
Do zdania egzaminu na złotą odznakę Taylor przymierzała się tak naprawdę od dłuższego czasu. Jeszcze zanim dotknęła ją przymusowa przerwa od jeździectwa, miała to w planach, a powrót do pasji i planowane starty w zawodach uznała za doskonały powód do tego, aby podejść do egzaminu jak najszybciej. Na próbę ujeżdżeniową wybrała najlepiej sobie znanego wierzchowca z własnej stawki - Escudero był jedynym, który zdawał się być fizycznie i psychicznie gotowy na to obciążenie, a przy tym miał odpowiednio dużo doświadczenia, aby poradzić sobie z zaplanowanym przez amazonkę programem. W dniu egzaminu zjawiła się więc pod jego boksem dość rano, korzystając z pięknej pogody zabierając go na myjkę zewnętrzną, gdzie skrzętnie go wyczyściła, wkrótce też siodłając w odpowiedni sprzęt. Tak przygotowanego zabrała na wyznaczoną rozprężalnię, gdzie rozgrzała do porządnie, wybierając ćwiczenia i ich intensywność adekwatnie do poziomu energii i zaangażowania wierzchowca, dzięki temu w porę mając okazję wypracować odpowiednie rozluźnienie i gotowość do pracy.

Po wywołaniu na czworobok, niespiesznie skróciła wodze, dbając o to, aby ruch ten nie był zbyt gwałtowny i tym samym nie zaburzył wypracowanego wcześniej rozluźnienia; jeszcze przed zakłusowaniem subtelnym działaniem wodzy sprawdziła szczęki ogiera i dopiero mając poczucie, że w ciągu tych kilku czy kilkunastu minut stępa nie zmieniło się nic, wyraźnie wypchnęła go do kłusa, kierując w stronę areny. Objechała szranki czworoboku, czas ten wykorzystując na nadanie ogierowi odpowiedniego rytmu, regularnym, ale delikatnym działaniem łydek regulując tempo - subtelność tych działań pozwalała jej uniknąć całkowitego odczulenia Escudero na jej łydki przy jednoczesnym podtrzymaniu odpowiedniej dynamiki i aktywności. Przy tym wyraźnie dociążała jego grzbiet, starając się równomiernie rozkładać ciężar swojego ciała w siodle i tym samym nie zaburzać równowagi siwego. Wkrótce na wysokości litery A zakręciła łagodnie na linię środkową, prowadząc Hiszpana na dwóch równych wodzach w niejakim korytarzu pomocy; nie pozwoliła mu zgadywać, do samego końca egzekwując aktywny kłus, na kilka kroków przed literą X uprzedzając go o nadchodzącej pełnej paradzie, którą w wyznaczonym miejscu wykonała. Znała swojego wierzchowca i wiedziała, że problemem nie jest dla niego długi pobyt w jednym miejscu, ale na wszelki wypadek nie zwlekała z ukłonem, do którego dorzuciła firmowy uśmiech numer cztery, bo jeżeli było coś dobrego, co mogła tym ruchem do ich wspólnej prezentacji wnieść, to było to szybkie zaskarbienie sobie sympatii komisji. Wkrótce złapała wodze w obie dłonie, ze stój wypychając ogiera do kłusa, nie tylko odpowiednio dynamicznie i wyraźnie akcentując ruszenie łydkami, ale również wspomagając go delikatnym ruchem bioder, który wkrótce dostosował się do tempa i rytmu kłusa Escudero; choć jako koń rasy barokowej miał chód siłą rzeczy bardzo specyficzny, poprzez płynność swoich ruchów i delikatne napięcie brzucha zdawała się śpiewająco radzić sobie z podążaniem za ruchami czternastolatka, nie obijając mu się więc nieprzyjemnie po plecach. Dzięki lekko ściągniętym łopatkom i wyprostowanym ramionom zachowywała odpowiednią postawę, dbając, aby nie wypadać przed lub za pion pod wpływem kroków konia. Przed C nieco wyraźniej napięła prawą wodzę, lewą zaś wykonując delikatną półparadę, która miała przygotować ich dwójkę do zakrętu w rzeczoną stronę; analogicznie postąpiła wyjeżdżając pierwszy narożnik, wewnętrzną łydką głęboko "wciskając" Escudero w sam róg placu, dzięki temu mając okazję odpowiednio przygotować go do przekątnej, na którą zjechali już w H. Tu Taylor naturalnie zadbała o to, aby odpowiednio wcześnie złapać linię prostą, równymi dosiadem i wodzami pomagając Hiszpanowi odnaleźć równowagę po zakręcie; jednocześnie chwilę po wyprostowaniu nieco wyraźniej zaczęła działać łydkami, wyraźniej dojeżdżając siwego do zamkniętej, oferującej elastyczny kontakt dłoni, tym samym wchodząc w kłus pośredni. Przed F zaczęła półparadami komunikować zwężenie ram kłusa, na wysokości rzeczonej litery wyraźnie zmniejszając intensywność działania łydek i w razie potrzeby także ręką działając wstrzymująco przy przyblokowanych biodrach - na tyle lekko, aby nie było to gwałtowne szarpnięcie, ale na tyle stanowczo, aby w razie zbyt dużego zaangażowania Hiszpana w ten element nie pojawił się kłopot z powrotem do odpowiedniego, regularnego tempa. W nim wyjechali narożnik, znów dużą wagę przykładając do adekwatnego zgięcia, które Taylor regulowała zewnętrzną wodzą i wewnętrzną łydką, aby za chwilę w literze A skręcić na koło o średnicy dwudziestu metrów. Tak jak w wypadku narożnika, to właśnie tymi pomocami regulowała wielkość koła, przykładając uwagę nie tylko do poprawności własnej pozycji i pracy nad rozluźnieniem, ale take do rysunku elementu, zewnętrzną wodzą ograniczając Escudero tak, aby nie ryzykować przypadkowego zniekształcenia okręgu. Tuż po jego zakończeniu, a dokładniej w momencie, w którym ponownie znaleźli się w punkcie wyjścia, to jest w A, poprzez subtelne napięcie krzyża i zamknięcie nóg przy jednoczesnym przyblokowaniu miednicy i wstrzymującym działaniu półparady, przeszli do stępa. Blondynka od początku dbała o to, aby tempo po przejściu pozostało aktywne, pomagając Hiszpanowi znaleźć odpowiedni rytm poprzez regularne, choć delikatne działanie łydek i płynnie podążającego za jego ruchem dosiadu. W takim trybie jechali więc wzdłuż śladu, przy czym Taylor nie polegała na szrankach - o własnych siłach, na dwóch równych wodzach prowadziła wierzchowca po wyznaczonej linii. Na wysokości litery K dwudziestoparolatka zaczęła stopniowo wydłużać wodze, nie zaprzestając aktywizującego działania łydek; jeszcze na samym początku wypuszczania pulsacyjnie zadziałała na szczęki ogiera, chcąc nie tylko sprawdzić jego przepuszczalność, ale i również skłonić do samoistnego zejścia w dół z jakim miał się wiązać stęp swobodny. Oczywiście, nie miało to wiele wspólnego z wymuszaniem - Taylor zdecydowanie nie próbowała wpływać na ten element, pozwalając, aby to wierzchowiec dobrowolnie wydłużył szyję, licząc się z faktem, że swobodne ustawienie i rozluźnienie były tylko opcjonalne. Stępem swobodnym dojechali więc aż do punktu H, gdzie przed rzeczoną literą odpowiednio wcześnie zaczęła nabierać wodzy, pilnując, aby nie zaburzyć przy tym równowagi i rozluźnienia czternastolatka - nie spieszyła się zatem, w razie potrzeby znów wprowadzając pojedyncze półparady aby ułatwić Escudero powrót do poprzednio wypracowanego ustawienia, tutaj także stawiając na wyraźne oparcie na zewnętrznej. Niezmiennie, w każdym ruchu zad dojeżdżała łydką do ręki, pozwalając, aby to właśnie łydka przepracowywała wszelkie spięcia i usztywnienia, nie dłonie. Już w C znów czekało ich zakłusowanie; tak jak i wcześniej, od pierwszego kroku Crack-Alight łydkami nadawała odpowiedniej dynamiki, równo siedząc w siodle i starając się na tyle dociążyć zad, aby nieco sprowokować czternastolatka do aktywniejszej pracy nim, sama nie tracąc przy tym na równowadze i odpowiedniej pozycji. W tym chodzie, już po skrzętnym wyjechaniu narożnika, wspólnie odbili na kolejną przekątną w pośrednim - tak jak poprzednio, wyprostowanie, zamknięta, ale elastyczna dłoń i wyraźniejsze dojechanie naprzód przy jednoczesnym delikatnie ograniczającym działaniu dosiadu. Z jednej strony egzekwowała odpowiedniej dynamiki, ale z drugiej strony pamiętała w końcu, aby nie przesadzić w drugą stronę; stale szukała więc złotego środka, nie dając Escudero szansy na popadanie w skrajności i z rozsądkiem dozując wszystkie sygnały tak, aby jej wierzchowiec nie musiał myśleć za nią. Po skróceniu w K, nieco intensywniej zaczęła zabiegać o uwagę ogiera, co miało wiązać się z zagalopowaniem - to zostało przygotowane dokładnie na wysokości litery F, przy czym Taylor oczywiście dużo wcześniej zakomunikowała podopiecznemu taką zmianę, w samej literce już po prostu posyłając wyraźny sygnał wewnętrzną łydką do zagalopowania, zewnętrzną zaś cofając, wodzami ograniczając ogiera tak, aby pierwszy skok nie wiązał się z utratą ustawienia. Roboczym, choć aktywnym tempem przemierzyli spory dystans, galopując nieprzerwanie wzdłuż śladu aż do S, gdzie Taylor zaczęła półparadami znów nieco intensywniej zabiegać o uwagę siwego. Wszystko po to, aby w E zjechać na półwoltę. W samym łuku, przez wzgląd na jego średnicę, dość wyraźnie zgięła ogiera, wewnętrzny łokieć delikatnie cofając celem wyraźniejszego zgięcia go do środku, oczywiście podpierając to adekwatnym działaniem łydek. Nie zmieniła jednak ich ustawienia, tym samym po wykręceniu półwolty pozostając w galopie na lewą nogę. Wrócili więc na ścianę i rzeczonym chodem przemieszczali się aż do C, gdzie znów zjechali na dwudziestometrowe koło; oczywiście, przez całą drogę Taylor pilnowała aby utrzymać odpowiednie ustawienie głowy i ciała ogiera, tym samym zapobiegając niechcianej zmianie nogi. Tym czujniejsza była na kole, dużo wysiłku musząc włożyć w odpowiednie wyjechanie figury bez utraty ustawienia, zachowanego jeszcze z galopu na odwrotną nogę. Po powrocie, a dokładniej między literami E i H, miała miejsce zmiana nogi prowadzącej przez kłus; były to dosłownie dwa-trzy kroki, przy czym Taylor zadbała o to, aby zmiana ustawienia na prawo przebiegła jak najpłynniej, bez odginania, w pierwszej kolejności prostując Escudero, by za chwilę płynnie przenieść oparcie na zewnętrzną, czyli dla odmiany lewą wodzę. Po wznowieniu galopu, kontynuowali go aż do litery V, gdzie, analogicznie do poprzedniej sytuacji, Taylor zaczęła nieco intensywniej upraszać się o uwagę swojego wierzchowca, wszystko po to, aby za chwilę wykonać dokładnie to samo zadanie w lustrzanym odbiciu - to jest w literze E odbić na półwoltę i tym razem skończyć ją nie w H, a w K, także wracając na ścianę już w kontrgalopie. Naturalnie, nic nie zmieniło się pod kątem sygnałów - w dalszym ciągu jak najczytelniej komunikowała konieczność utrzymania odwrotnego ustawienia, przy tym dużą uwagę przykłuwając też do zachowania odpowiedniego tempa, gdyż to łatwo było utracić w związku z tym elementem. Na szczęście, siwy był na tyle wyszkolony, aby nie musiała tak bardzo walczyć o zachowanie aktywnego wykroku, najwięcej uwagi mimo wszystko zmuszona poświęcić po prostu stałym podtrzymywaniem wcześniej wypracowanego, przeciwnego do kierunku ruchu ustawienia. Tu tak jak i poprzednio, wkrótce, bo już w literze A, zjechali na obszerne dwudziestometrowe koło w kontrgalopie, znów wymagającego dużej ilości skupienia i zaangażowania ze strony Taylor, która szczególnie dużo uwagi poświęciła rysunkowi, wcześniej nie tak idealnemu jak tego chciała, tym razem zmuszona regulować średnicę wodzą teoretycznie wewnętrzną, bo na tej opierała ogiera w związku z kontrgalopem; po powrocie z figury w tej samej literze przejść mieli już nie do galopu tak jak wcześniej, ale do kłusa, gdzie tak jak i poprzednio, Taylor od samego początku pielęgnowała dynamikę i tempo, które nie mogło być ani zbyt pospieszne, ani nieadekwatnie powolne. Przemieszczając się już kłusem wzdłuż śladu, wkrótce, bo na wysokości litery F, rozpoczęli ustępowanie z głową do ściany. Oczywiście, odpowiednio wcześniej kobieta zasygnalizowała nadchodzące zadanie, w razie potrzeby mniej lub bardziej intensywnie zabiegając o uwagę Escudero, pamiętając, że mógł być nieco rozproszony w związku z galopem i trudnym ćwiczeniem, które w nim wykonywali. Delikatnym działaniem wodzy nadała odpowiedniego ustawienia głowie, by zewnętrzną łydkę cofnąć nieznacznie i wyraźniej zacząć oddziaływać nią na bok Hiszpana, prowokując ruch w bok; wewnętrzną zaś stale aktywizowała ogiera, pilnując, aby odpowiedni rytm został zachowany i dbając także o to, aby przemieszczał się równo do przodu i w bok. Wewnętrzną wodzą interweniowała w razie, gdyby siwy miał tendencję do zbyt mocnego zginania szyi, cały czas przy okazji prowokując oparcie na niej. To ustępowanie trwało aż do litery M - tam Taylor wyprostowała ogiera, by po precyzyjnym wyjechaniu dwóch narożników w H skręcić na krótką przekątną przez I do K. Ponieważ mieli za sobą już dwie takie zmiany kierunku, gdzie wchodzili w kłusy pośrednie, kobieta dużo uwagi przywiązywała do tego, aby nie pozwolić podopiecznemu zgadywać - w razie potrzeby nieco wycofała i ściągnęła ramiona, poprzez delikatnie przyblokowaną miednicę i lżejsze działanie łydek zapobiegając instynktownemu poszerzeniu ram. Po powrocie na ścianę, a dokładnie w kończącej figurę literze K, wykonali analogiczne do poprzedniego ustępowanie z głową do ściany, które zakończyli w literce H - pod względem technicznym nie zmieniło się nic, w związku z naturą ustępowania ustawienie znów regulowała zewnętrzna wodza, a ograniczała zewnętrzna, a łydki odpowiednio regulowały ruch naprzód i w bok. Po wyprostowaniu H, za chwilę kolejną, bliźniaczą do poprzedniej krótką przekątną wykonali od M do E przez literkę I. Niezmiennie, Taylor pilnowała aby Escudero pozostał w tym samym tempie co na ścianach, tu już nie spodziewając się takiego cugu naprzód, a może i nawet obawiając się za mało aktywnego tempa; oczywiście, oba scenariusze miała na uwadze i reakcje dostosowała tak naprawdę do zachowania ogiera, sama również nie próbując zgadywać - tak czy tak, starała się w jak najmniej inwazyjny sposób nadać jego kłusowi odpowiedniego rytmu, intensywność i rodzaj sygnałów które miały do tego doprowadzić uzależniając od wierzchowca. Po zakończeniu przekątnej, już w E Taylor nieco mocniej osadziła się w siodle, znów zamykając uda i rękę na krótki moment, chwilę później odpuszczając ją, od razu po przejściu wchodząc w ustępowanie którym poruszali się aż do K. Była to w zasadzie kalka tego, co prezentowali w kłusie, z tą różnicą, że wyzwaniem miał być moment wejścia w samo ustępowanie - wybrała na to miejsce mające miejsce zaraz po przejściu, głównie z wiary w własne umiejętności i wyszkolenie swojego wierzchowca, nie śmiąc jednak zlekceważyć tego momentu. Właśnie dlatego do przejścia zagrzewała Escudero już dużo wcześniej, ostrzegawczymi półparadami działając w zasadzie nie po to, aby odpowiednio wcześniej zwolnić, ale aby niezależnie od jakości przejścia móc szybko wprowadzić kolejne zadanie. W K, tuż po zakończeniu ustępowania, wykonali półwoltę, znów narażeni na szybkie przejście z jednego ćwiczenia w drugie; Taylor w zasadzie nie odpuszczała tych intensywnych sygnałów mających na celu zabieganie o uwagę konia, dążąc do tego, aby Hiszpan był gotowy na wszystko. Z chwilą dobicia do ściany znów weszli w ustępowanie - obawiała się, że Escudero znużą ciągłe chody boczne, więc miała się na baczności, jakby nieco wyraźniej i bardziej stanowczo wprowadzając go w ostatnie już ustępowanie programu, w razie konieczności wewnętrzną łydką mocniej zachęcając go do zachowania aktywnego wykroku, a zewnętrzną wyraźnie spychając w bok. Po tych niecałych trzydziestu metrach, bo w literze H, nastąpiło wyprostowanie i wyjechaniu narożnika, co poprzedzało zakłusowanie w literze C; delikatnym, ale pewnym impulsem wypchnęła ogiera do wyższego chodu, pilnując, aby kontakt pozostał na tyle elastyczny, aby siwy mógł od pierwszych kroków w pełnym komforcie przemieszczać się w dynamicznym kłusie. Łydkami i odpowiednim rozkładem ciężkości przypominała o aktywnej pracy zadu, znów wszelkie ewentualne spięcia związane z ponownym zakłusowaniem gotowa przepracować w trybie zad do dłoni. Kłusem dojechali aż do A, gdzie skręcili na linię środkową; analogicznie do pierwszego zatrzymania, Taylor na dwóch równych wodzach prowadziła ogiera wzdłuż linii, pewnymi, równymi pomocami zapobiegając spływaniu na boki. Jeszcze przed X półparadami uprzedziła go o nadchodzącym zadaniu, aby X poprzez napięcie krzyża oraz zamknięcie nóg i dłoni wykonać pełną paradę. Ukłoniła się wdzięcznie pod nieruchomości, ciesząc się w duchu, że to już za nimi, choć technicznie nie był to koniec - chwilę później odesłała go do stępa, ponownie zatrzymując w G, gdzie za chwilę zsiadła z jego grzbietu. Złapała wodze w dłoń, przekładając je przez szyje i z koniem u swojego prawego boku opuściła czworobok, za chwilę podchodząc pod budkę sędziowską. Po założeniu wodzy z powrotem na szyję, skróciła je, dłoń opierając lekko w pobliżu przedniego łęku i lewą stopę wsadziła w strzemię, na trzy odbijając się od ziemi. Nie zamachnęła się zbyt mocno, płynnie przekładając prawą nogę nad siodłem i sprawnie odnajdując po drugiej stronie strzemię, dopiero po zrobieniu tego siadając miękko w siodle. Ostatecznie podziękowała komisji i po pożegnaniu ich, stępem udała się w stronę rozprężalni, gdzie oddała Escudero w ręce luzaka, wcześniej racząc go licznymi pochwałami.
_________________

loteria 28.05 - czysty przejazd w zawodach skokowych/próbie skokowej
 
     
Escudero IV
Ujeżdżeniowiec


Płeć: ogier
Wiek: 13 lat
Rasa: Koń andaluzyjski
Wzrost: 168 cm

Ostatni trening: Ujeżdżeniowy z Sherry.
Właściciel: Taylor Crack.
Cena: £2300

Doświadczenie w skokach: 10
Doświadczenie w ujeżdżeniu: 137
Doświadczenie z lonżowania: 42
Kondycja: 42
Szybkość: 20
Klasa startów: Ujeżdżenie: N

Wysłany: 2019-08-31, 00:22   

z ł o t o


Na zebranie wodzy przez zawodniczkę zareagował chwilowym spięciem, z początku ruszając kłusem raczej dość sztywnym i niespiesznym, dopiero po kilku krokach, które pozwoliły mu na odnalezienie równowagi, a zawodniczce na wypracowanie odpowiedniego tempa, zaczynając prezentować się bardziej adekwatnie do poziomu swojego wyszkolenia i sportowego pochodzenia.
Widocznie zaangażowany zad i delikatnie zaokrąglona sylwetka świadczyły o prawidłowej motoryce ruchu; w trakcie okrążania czworoboku, który obrzucił pospiesznym spojrzeniem, dzięki subtelnej pracy Taylor po wcześniejszym ustawieniu nie było już śladu, a ogier przyjął wyjściowe, nieco wyższe ustawienie. Obszernie krocząc wzdłuż śladu, w końcu wjechał na linię środkową, skoncentrowany na zawodniczce na tyle, aby w porę odpowiedzieć na sygnał do zatrzymania. To wykonał bez przejścia do stępa, równo stając na wysokości litery X, przeżuwając kiełzno w trakcie wykonywanego przez właścicielkę ukłonu. Po chwili znów wszedł do kłusa, wyraźnie pracując teraz nie tylko zadem, ale i również przodami, w pełnej okazałości prezentując typowy dla swojej rasy, ekspresyjny ruch. Ze spokojem poruszał się po linii środkowej, ewidentnie czując się dużo lepiej niż na ich ostatnich wspólnych zawodach - fakt zdawania egzaminu w domowej stajni sprawiał, że był dużo bardziej zrelaksowany, a tym samym i skoncentrowany, dzięki temu mogąc z łatwością sunąć wzdłuż rysowanych przez zawodniczkę kształtów. Po zakręcie w lewo i głęboko wyjechanym w zakręcie, w którym mocno wpisał się w nakreślony przez kobietę łuk, zginając się nie tylko w szyi, ale i również kłodzie, zjechał na przekątną. Momentalnie zastrzygł uszami z ożywieniem, doskonale kojarząc sobie tą figurę z dobrze znanym elementem - choć wydłużenia nie należały do jego najmocniejszych stron, płynnie odpowiedział na sygnały zawodniczki, stopniowo, ale sprawnie nabierając na prędkości, co wiązało się nie tyle z pospiesznym stawianiem kroków, co z ich wyraźnym wydłużeniem; razem z długością kroków wydłużyła się również cała sylwetka, a zad pracował wyraźnie, przody tym samym delikatnie odciążając. Pozostał neutralny wobec skrócenia, bez zająknięcia wracając w robocze tempo, nie tracąc również na równowadze. Wprowadzony na koło, pozostał bezbłędny, swobodnie czując się zwłaszcza na tak obszernych łukach; elastycznie owijał się dookoła łydki amazonki, znów utrzymując zgięcie całego ciała i obrazek ten dopełniając adekwatnym ustawieniem szyi i potylicy, w geście rozluźnienia raz po raz delikatnie przeżuwając kiełzno. Dzięki dobremu przygotowaniu, nie zaskoczyło go przejście które nastąpiło w A - natychmiast odpowiedział na wstrzymujące działanie, momentalnie zwalniając. Do aktywnego stępa konieczne było szybkie upomnienie, ale w porę zachęcony do ruchu naprzód kroczył obszernymi, dynamicznymi krokami, delikatnie opierając się, ale nie wisząc na dłoniach jeźdźca, ewidentnie sam szukając kontaktu. To przełożyło się na bardzo sukcesywny stęp pośredni: skoncentrowany na kontakcie właśnie, wypuszczany w dół w rozluźnieniu szedł nosem do dołu i w przód, pomimo całkowitego poluzowania wodzy nie tracąc na rozluźnieniu i niezmiennie aktywnie krocząc wzdłuż ściany aż do H, przed którym odpowiednio wcześniej został pozbierany. Na ponowne przejście do kłusa zareagował z minimalnym opóźnieniem, bardziej z czystego gapiostwa aniżeli lekceważącego stosunku do amazonki; nadrobił to jednak bardzo aktywnym i elastycznym krokiem po przejściu, z lekkością i łatwością wpisując się w narożnik, aby za chwilę ponownie wykonać przekątną. Tam zachował się identycznie co poprzednio, dużo energii i zaangażowania wkładając w ten element wbrew wszelkim trudnościom i dzięki temu prezentując się nienagannie. Efekty regularnego treningu były bardzo widoczne: Escudero był w formie, ale i dobrze przygotowany do dzisiejszego przejazdu, dzięki temu bardzo dobrze odpowiadając na wszelkie sygnały czy przejścia, nawet te krócej przygotowywane. Nie inaczej było z zagalopowaniem, które wykonał właściwie od pierwszego sygnału. Wyraźnie zaakcentował pierwszy krok, wykonując go praktycznie jako niewielki podskok, dopiero po delikatnym upomnieniu wytrącając nieco ekspresji i już w optymalny sposób przemierzając kolejne metry czworoboku. To trwało aż do E, gdzie skręcili na łuk, czym też nie zdawał się specjalnie zaskoczony; dopiero fakt kontrgalopu był dla niego pewnym wyzwaniem, bo wiązał się z niewygodą. Instynkt podpowiadał zmianę nogi, którą przecież tak dobrze znał z innych programów, ale w ostateczności usilnie przytrzymany na lewo, pozostał w tym ustawieniu. Nieco nieśmiało przeżuwał wędzidło, nie sprawiając wrażenie specjalnie rozluźnionego, ale i nie prezentując żadnego drastycznego usztywnienia, również na kole zachowując pełną poprawność, choć ze zdecydowaną ulgą przyjmując zmianę nogi prowadzącej na prawą. Niezmiennie rytmicznym i obszernym galopem przemieszczał się wzdłuż ściany, znów do E, gdzie za wskazówką Taylor powtórzyli manewr sprzed chwili, ponownie wchodząc w kontrgalop. Tak jak i wcześniej, pomimo niewygody nie oponował, wykonując w związku z takim ustawieniem nieco krótsze i mniej obszerne kroki. Znów zakończenie koła i przejście było dla Escudero pewnego rodzaju ulgą, co jednak nie odbiło się na jego pracy czy zachowaniu - pozostawał niezmiennie karny, jedynie z nieco większą łatwością przyjmując kłus wzdłuż ściany, nawet, jeżeli nie trwał on długo. Zainicjowane ustępowanie, a raczej sygnały do niego, rozpoznał błyskawicznie, na tyle dobrze znając ten element, aby bez cienia zawahania zejść zadem w kierunku wewnętrznej strony czworoboku i przy zachowaniu aktywnego tempa i równego ruchu naprzód, zacząć kroczyć również w bok. Umiejętnie, ale bez przesady krzyżował nogi, koncentrując się na tym zadaniu w stu procentach, czego świadectwem mogły być delikatnie cofnięte, skierowane w stronę kobiety uszy. Po krótkiej przekątnej, wykonanej już w kłusie roboczym, gdzie na szczęście siwy nie próbował zgadywać i odruchowo przyspieszać, być może z racji cichej niechęci wobec elementu dodania, powtórzyli ustępowanie - tym razem na drugą stronę. Zwyczajnie lepszy na prawą stronę, z jeszcze większą łatwością uporał się z tym zadaniem, jakby mocniej i wyraźniej dokraczając zadem i chętniej krzyżując nogi, choć nie była to skrajność ani zachowanie, które łatwo było ujrzeć gołym okiem. Po wyprostowaniu ponownie wszedł na przekątną, co poprzedził wyraźnym zgięciu w narożniku, gdzie kilkukrotnie przeżuł wędzidło, podczas samej zmiany kierunku krocząc aktywnie, w pewnym momencie mając kłopot z utrzymaniem linii prostej, ale w porę skorygowany i podtrzymany mając szansę na nowo odnaleźć się na figurze i odzyskać równowagę. W E przeszedł do stępa, robiąc to nieco niechętnie, jakby nastawiony na dalsze kłusy, ale jego protest był raczej dość pokojowy, bo już bez żadnych oporów wszedł w kolejne ustępowanie. To na szczęście nie trwało długo: powoli nużył go już ten element i choć stęp był aktywny, a nogi krzyżowane poprawnie i z zaangażowaniem, nie było w Escudero zbyt wiele radości wynikającej z takiej pracy. Podobnie było w wypadku ustępowania w drugą stronę, gdzie istotnie, potrzebował wsparcia aby bez zbędnych rewolucji wejść w chód boczny tuż po powrocie z półwolty. Szczęśliwe, także to okazało się sukcesem, a serię ustępowań zwieńczało ponowne, ostatnie już zakłusowanie. Przeciął powietrze gęstym ogonem, znów strzygąc uszami i całe ciało angażując w każdy krok stawiany wzdłuż śladu, wkrótce wchodząc na linię środkową, gdzie w literze X został zatrzymany. Nieco rozczarował i zdziwił go fakt braku luźnej wodzy, ale mimo to znów ruszył niespiesznym stępem, by za chwilę znów się zatrzymać; gdy tylko Taylor opuściła jego grzbiet, podążył za nią wzrokiem, wkrótce u jej boku ruszając pod budkę sędziowską. Tam zatrzymał się, cierpliwie oczekując końca wsiadania, dzięki skróconym wodzom i zmęczeniu związanym z odbytym przejazdu nie czując potrzeby kręcenia się czy samowolnego ruszania. W końcu kroki skierowali w stronę rozprężalni, gdzie ogier z zadowoleniem przyjął wszelkie pochwały, ostatecznie kończąc w rękach luzaka.
_________________
escudero iv
Fuego III × Escalera

zachwycający urodą i sympatycznym charakterem

pod siodłem wrażliwy, niewybaczający błędów, o ogromnej
ekspresji i dynamice ruchu. nosi miękko i wygodnie, jego
galop z spektakularnym uphillem przyciągnie każde oko.



wizerunek Emporio
      ....osiągnięcia
      III miejsce w zawodach ujeżdżeniowych kl. P6 z Taylor
      III miejsce w zawodach ujeżdżeniowych kl. N5 z Taylor
 
 
     
Eva
Jeździec zaawansowany


Płeć: kobieta
Wiek: 24 lata
Wzrost: 175 cm
Podopieczny: Loathsome Shuffler ll Lux in Tenebris
Pieniądze: £3105

Punkty doświadczenia: 68
Skoki: 6
Ujeżdżenie: 14
Cross: 8
Wyścigi: 31
Obycie z koniem: 9


Wysłany: 2019-09-07, 17:44   

ZŁOTA ODZNAKA JEŹDZIECKA
Eva O'Cross & Unee BB


Eva zdecydowała się na zdawanie złotej odznaki jeździeckiej po raz drugi, bo ostatnio wyszło to jak wyszło i nie miała jej. Tym razem bardziej skupiona i przygotowana, postanowiła choćby się waliło i paliło tym razem ją zdać. No dobra przynajmniej spróbować. Z racji braku odpowiednich koni w stawce, zdecydowała się na ich wypożyczenie od jeźdźców lub z Orcharda bez pośrednia. Takim właśnie koniem był Unee BB z którym miała odbyć próbę na czworoboku. W dniu zdawania odznaki pojawiła się dość wcześnie w stajni, by poświęcić masę czasu na zapoznanie się z ogierem i przygotowanie go wizualnie, ale i fizycznie do próby na czworoboku. Postarała się o to aby i ona i on prezentowali się nie naganie przed swoim występem. Rozgrzewka na rozprężalni była dokładna i przemyślana, gdzie Eva postawiła na przypomnienie sobie i ogierowi najtrudniejszych elementów, które pojawiają się w jej wymyślonym programie. W końcu po przejściu do stępa, oddała mu wodzę i krążyła z nim na spokojnie po tym miejscu w oczekiwaniu na wezwanie na czworobok.

W końcu zostali wywołani do zdawania odznaki, więc trzeba było się wziąć w garść i zabrać do działania. Nabrała ponownie wodzę na kontakt, dociążyła zad ogiera z zachęceniem go do podstawienia go i podążała za jego ruchem biodrami. Jak na razie w stępie skierowali się w stronę czworoboku, by okrążyć go jadąc wzdłuż szranek. Dała im czas na zapoznanie się z miejscem oraz atmosferą, a także na doszlifowanie ostatnich rzeczy przed wjazdem na czworobok. Na długiej ścianie tuż przed wyjechaniem na łuk na linię środkową, zachęciła ogiera do przejścia do kłusa poprzez pogłębienie dosiadu i dołożeniu łydek bo boków karosza z mocniejszym ich dociśnięciem. Od samego początku utrzymując go na równym, stabilnym kontakcie z spokojną pracą łydek oraz dosiadu. Chciała aby ogier zachował aktywne tempo, co jej się udało. Poprowadziła go po łuku na linię środkową, prowadząc go w A do środka czworoboku przez otwarte szranki. Utrzymywała na ów linii stabilny i równy kontakt, trzymając go nadal w zamkniętych po bokach łydkach, tak aby zniwelować spływanie ogiera z linii prostej. Po drodze do X wysyłała mu skupiające półparady, przygotowując do zatrzymania. Tam wraz z pełną paradą zatrzymała Unee BB poprzez wysłanie mu do tego odpowiednich pomocy. Zblokowała ruch miednicą, napinając krzyż wraz z napięciem mięśni brzucha, domknęła go w łydkach i dłoniach na wodzy. Wraz z zatrzymaniem się ogiera, delikatnie oddała mu wodzę. Ukłoniła się w kierunku sędziów, by powrócić z ogierem do kłusa i pokierować go dalej na wprost w kierunku krótkiej ściany. Tam przygotowała go półparadą do nadchodzącego zadania, by za chwilę wygiąć go od wewnętrznej łydki na łuku i nadać wewnętrzną wodzą zgięcie mu w potylicy. Zewnętrzną wodzą prowadziła ogiera i pilnowała jego zgięcia, zewnętrzną łydką przesuniętą za popręg pilnowała natomiast jego zadu. Podobnie zachowała się podczas wyjechania narożnika na długą ścianę, by w H z ogierem odbić na przekątną czworoboku. Tam po półparadzie lekko bez utraty kontaktu oddała ogierowi lekko rękę, by aktywizująco działając dosiadem oraz łydką zachęcić ogiera do wydłużenia kroku. Dojeżdżając do końca przekątnej wysłała mu półparady, aby mocniej dociążyć ogiera i zebrać wodzę na wcześniejszy kontakt. Po powrocie do roboczego poprowadziła go przez kolejne dwa narożniki, starając się wyjechać je jak najdokładniej. Po pojawieniu się na długiej ścianie, przygotowała ogiera do kolejnego zadania - ustępowania od łydki w prawo. Eva wewnętrzną wodzą nadała ustawienie głowy Unee BB do wewnątrz, wewnętrzną łydką przesuniętą za popręg zachęcała karosza do ruchu w przód i bok wraz z krzyżowaniem nóg. Zewnętrzną wodzą pilnowała odpowiedniego zgięcia szyi i prowadziła go po elemencie, a zewnętrzną łydkę zostawioną na popręgu pilnowała aktywnego ruchu naprzód i wygięcia ogiera. Dojeżdżając do I naprostowała pomoce, wracając nimi do wcześniejszego ustawienia i prowadząc karosza na wprost do C. Tam postarała się o jak najdokładniejsze wyjechanie łuku pod krótką ścianę, a po chwili narożnika na długą. Tam w M sprowadziła ogiera ponownie na przekątną czworoboku, gdzie znów mieli wydłużyć krok. Ponownie zachęciła do tego Unee BB aktywizująco działając dosiadem oraz łydkami, wysuwając przy tym lekko rękę w przód bez utraty jednak kontaktu. Dojeżdżając do K wysłała mu półparady, by wziąć go z powrotem na krótszy kontakt i mocniej dociążyć ogiera. Tym samym wrócili do roboczego tempa, by wyjechać kolejne dwa narożniki i przed P skupić się za pomocą półparad na nadchodzącym zadaniu. Tym razem czekało na nich ustępowanie od łydki na lewo, gdzie ponownie wewnętrzną wodzą nadała ustawienie jego głowy do wewnątrz. Wewnętrzną łydką przesuniętą za popręg nakłaniała ogiera do ruchu w przód i bok z krzyżowaniem nóg. Nie zapomniała jednakże o jak ważnych zewnętrznych pomocach, gdzie prowadziła ogiera zewnętrzną wodzą i pilnowała jego ustawienia na elemencie. Zewnętrzną łydką pilnowała natomiast energicznego ruchu naprzód i wygięcia ogiera. Dojeżdżając do I naprostowała ponownie pomoce i tym samym ogiera, by pojechać na wprost do krótkiej ściany. Tam zakręcili na lewo, gdzie Eva poprowadziła ogiera jak najdokładniej w łuku i potem w narożniku na długą ścianę. Pokierowała go do E, by tam po uprzednim przygotowaniu zabrać się za wyjeżdżanie 20m koła w lewo. Starannie odgięła ogiera od wewnętrznej łydki pozostawionej na popręgu, a zewnętrzną przesunęła za niego w celu przypilnowania jego zadu. Wewnętrzną wodzą nadawała zgięcie ogierowi w potylicy, prowadząc go zewnętrzną wodzą. Zamknęli koło w punkcie gdzie zaczęli, by pojechać dalej na wprost pod ścianą. Poprowadziła go przez kolejne dwa narożniki, by przed wysłać mu skupiające półparady. W F odbiła z nim na przekątną czworoboku, gdzie według jej planu zaprezentować mieli kłus pośredni. Pozostając na pewnym i stabilnym kontakcie z jego pyskiem, zachęciła go dosiadem oraz aktywniejszym działaniem łydek do energiczniejszego kroku. Dojeżdżając do końca przekątnej w H siadła głębiej w siodło i przestała aktywizować tak jego ruch, jednak robiąc to uważnie, ponieważ mieli wrócić do roboczego tempa tutaj i pozostać w kłusie. Poprowadziła go przez dwa kolejne narożniki, by następnie pojechać pod długą ścianą do B. Tam sprowadziła go na 20m koło tym razem w prawo, gdzie postarała się o jak najdokładniejsze wygięcie ogiera od wewnętrznych pomocy na nim. Natomiast prowadziła go i pilnowała zewnętrznymi, by zamknąć koło w punkcie gdzie zaczęli i pojechać dalej pod szrankami na wprost. Poprowadziła go przez kolejne dwa narożniki, by po dojechaniu do K zjechać na przekątną do M. Tutaj ponownie zachęciła go do kłusa pośredniego, by w punkcie kończącym przekątną wraz z półparadami wrócić do roboczego. Dojechali do narożnika na krótką ścianę, gdzie Eva wygięła go od wewnętrznej łydki na łuku i nadała wewnętrzną wodzą zgięcie mu w potylicy. Zewnętrzną wodzą prowadziła ogiera i pilnowała jego zgięcia, zewnętrzną łydką przesuniętą za popręg pilnowała natomiast jego zadu. Przed C wysłała mu skupiające półparady, by przytrzymać go lekko na wodzach z domknięciem łydek po jego bokach. Od razu po zejściu ogiera do niższego chodu zaczęła aktywizować go dosiadem oraz łydkami, tak aby ogier kroczył aktywnie przed siebie wraz z poszerzeniem swoich ram i zaznaczeniem kroków. W tym chodzie już poprowadziła go przez narożnik na długą ścianę, by w H odbić na przekątną czworoboku. Tutaj kobieta stopniowo oddała mu wodzę, zachęcając do obniżenia i wydłużenia szyi. Przy tym jednak dosiadem motywowała go do ruchu naprzód, trzymając w zamkniętych łydkach po bokach i niwelując jego spływanie z linii prostej na przekątnej. Dojeżdżając do F pozbierała z powrotem wodzę, aktywizując go dosiadem i łydkami tak, by stęp pośredni był taki jak powinien. Poprowadziła go przez kolejne dwa narożniki, by po dojechaniu do V wykonać ustępowanie od łydki w prawo. Użyła dokładnie tych samych pomocy co w kłusie przy tym elemencie, dzięki czemu po dojechaniu do I naprostowała ogiera i w pełnym zadowoleniu pokierowała go na wprost do C. Tam wykręciła z nim na lewo pod krótką ścianę, a potem narożnik na długą i pojechali w kierunku E jadąc nie zmiennie w stępie pośrednim. Tam Eva sprowadziła ogiera 20m koło w lewo, gdzie postarała się o dokładne wygięcie ogiera od wewnętrznych pomocy, a pilnowała go i prowadziła zewnętrznymi. Wraz z zamknięciem koła w punkcie gdzie zaczęli pojechali na wprost wzdłuż szranek, wyjeżdżając kolejne dwa narożniki. Przed P przygotować się do nowego elementu. Podobnie jak wcześniej do ustępowania od łydki wysłała te same pomocy, stosowne do wykonania jej na lewo. Prowadziła ogiera ponownie zewnętrzną wodzą i pilnowała jego ustawienia na elemencie. Wewnętrzną łydką przesuniętą za popręg nakłaniała ogiera do ruchu w przód i bok z krzyżowaniem nóg. Wewnętrzną wodzą nadała przy tym ustawienie jego głowy do wewnątrz. Zewnętrzną łydką pilnowała energicznego ruchu naprzód i wygięcia ogiera. Zewnętrzną łydką pilnowała oczywiście energicznego ruchu naprzód i wygięcia ogiera. Dojeżdżając do I naprostowała Unee i pojechała z nim na wprost do C, gdzie zakręcili w prawo, by po pokonaniu narożnika pojechać w kierunku B. Utrzymywała go w pośrednim tempie, aktywizując cały czas krok ogiera i pilnując go. Po dojechaniu do B wykręcila z Unee 20m koło w prawo. Przy tym oczywiście wygięła ogiera od wewnętrznej łydki zostawionej na popręgu, nadając mu zgięcie w potylicy delikatnie wewnętrzną wodzą. Zewnętrzną wodzą prowadziła ogiera po kole i pilnowała jego ustawienia, trzymając zewnętrzną łydkę za popręgiem i uważając na zad. Zamknęli koło w punkcie gdzie zaczęli, by przygotować się od razu do kolejnej zmiany. Pogłębiając dosiad dołożyła łydki do karych boków ogiera z mocniejszym ich dociśnięciem, bez utraty kontaktu z jego pyskiem. Poprowadziła go przez narożnik na krótką ścianę, by przed jej środkowym punktem czyli A uprzedzić półparadami i wykonać nowy element. Siedząc równo w siodle i trzymając równomiernie wodze na stabilnym kontakcie, zostawiła wewnętrzną łydkę przy popręgu i cofnęła zewnętrzną łydkę. Ten cały zestaw pomocy podparła wypchnięciem z bioder w najwyższy chód. Dzięki czemu po dojechaniu do A mogli zjechać na 20m koło w prawo, które już było następnym elementem w ich przejeździe. Ponownie postarała się jak najdokładniej wygiąć ogiera od wewnętrznych pomocy, a przypilnować go zewnętrznymi i prowadzić po ów figurze. Po zamknięciu koła w miejscu w którym je rozpoczęli, Eva poprowadziła ogiera przez narożnik na długą ścianę i tak w K po półparadzie zaczęła z nowy element. Wysuwając lekko ręce w przód, zachęciła aktywizującą pracą dosiadem oraz łydek do wydłużenia kroku przez ogiera. Dojeżdżając do S wysłała mu półparady, by zebrać go na wcześniejszy kontakt z dociążeniem ogiera, prowadząc go kolejno przez dwa następne narożniki w galopie roboczym na prawo. Dojeżdżając do M sprowadziła go na przekątną czworoboku bardzo krótką, bo aż do S w którym to punkcie wrócili pod ścianę, jadąc dalej pod nią w kontrgalopie. Zachowała przy tym wyraźne pomoce do galopu na prawą nogę, zostawiając lewą łydkę przesuniętą za popręgiem i wewnętrzną zostawiając przy nim sygnalizowała wyraźny galop na odpowiednią nogę. Prowadziła ją przy tym na lewej wodzy, prawą natomiast działała pulsacyjnie z odpowiednim nadaniem jej potylicy zgięcia. Dojeżdżając do K wysłała jej półparady, by siąść głębiej w siodło i przytrzymać go na wodzach wraz z domknięciem łydek po jego bokach. W ów kłusie pokonali kolejne dwa narożniki i przy tym krótką ścianę, by spokojnym kłusem roboczym przejechać długą i kolejny narożnik na krótką ścianę. Tutaj wraz z ów narożnikiem kobieta przygotowała go do kolejnego zadania, by przed C zagalopować wraz z ogierem tym razem na lewo. Wysłała mu podobne pomoce jak przy poprzednim razie, oczywiście w ich lustrzanym odbiciu ze względu na nogę prowadzącą. Po dojechaniu do C zabrała ogiera na 20m koło w lewo, wyginając go w tym celu od wewnętrznej łydki pozostawionej na popręgu. Wewnętrzną wodzą nadawała mu zgięcie w potylicy, prowadząc zewnętrzną po rysunku koła. Natomiast zewnętrzną łydkę przesunęła za popręg, trzymając zad karosza na swoim miejscu. Po zamknięciu koła w C, poprowadziła go następnie przez narożnik na długą ścianę i w H sprowadziła ogiera na przekątną czworoboku do F. Tutaj zachęciła ponownie ogiera do wydłużenia kroku, by odpowiednio wrócić wraz z końcem przekątnej do roboczego tempa i wyjechać następny narożnik na krótką i potem na długą. W K zgodnie z jej programem ponownie zjechali na króciutką przekątną czworoboku do P, by po powrocie na ścianę poruszać się dalej na wprost kontrgalopem. Ponownie postarała się o to, aby Unee nie zmienił samoistnie nogi wraz z koniecznymi do tego pomocami. Dojeżdżając do R przytrzymała go do kłusa, wyjeżdżając w tym chodzie dwa następne narożniki i odbijając ponownie w H na krótką przekątną do R. Na każdej nawet najkrótszej prostej starała się aby ogier wyjechał ją prosto, trzymając go w zamkniętych łydkach po bokach i równym korytarzu z wodzy. Po zjechaniu pod ścianę pojechali do B, gdzie zeszli na ostatnie koło w przejeździe 20m w prawo. Wraz z rozpoczęciem wykonania elementu, Eva zaczęła anglezować w rytm kroków konia i stopniowo oddała mu wodzę wraz z aktywną pracą nadgarstka, tak aby ogier wykonał żucie z ręki. Pomogła mu i w tej kwestii, poprzez aktywną pracę łydek. Nie zapomniała jednak o prawidłowym wygięciu ogiera od wewnętrznych pomocy na kole, a pilnując go i prowadząc zewnętrznymi na nim. Wraz z kończeniem elementu w B zebrała z powrotem wodzę na kontakt i siadła w siodło, by pojechać dalej na wprost wzdłuż szranek. Poprowadziła go przez narożnik, a potem łuk na linię środkową i skierowali się do X. Pilnowała go w łydkach i wodzach tak by jechał po linii prostej do ów punktu, wysyłając mu po drodze skupiające półparady. Natomiast jedną pełną wysłała mu w punkt, blokując przy tym ruch miednicą, spinając krzyż wraz z mięśniami brzucha i domykając ogiera w łydkach po bokach i dłoniach na wodzy. Po otrzymaniu pełnego zatrzymania, lekko zluzowała mu wodzę i ukłoniła się w kierunku sędziów. Zeszła dość gładko z ogiera, by w ręce sprowadzić go z czworoboku w pobliże budki sędziowskiej. Tam go zatrzymała i złapała wodzę w lewą ręką, wsuwając lewą nogę w strzemię i gładko z prawej odbijając się od podłoża. Następnie przerzuciła ów nogę ponad zadem ogiera, by wsunąć ją w strzemię i złapać na moment wodze w obie dłonie. Kilka sekund odczekała, by znów złapać wodzę w lewa rękę i wysunąć prawą nogę ze strzemienia. Lekko się pochylając do przodu, przerzuciła nogę nad zadem karosza i stanęła nią na ziemi. Dołączyła zaraz do niej lewa i po wszystkim sprowadziła ogiera w ręku na rozprężalnie, dziękując mu za wszystko.

z.t
_________________
Tanto Tiempo Caminando junto a ti
Aun recuerdo el día en que te conocí.

personalia: El amor en mi nació tu sonrisa me ensenor » Eva O'cross
wiek: Tras las nubes siempre va a estar el sol » 22 lata.

partner: Te confieso que sin ti no se seguir » brak.
pms: Quiero mirarte Quiero sonarte Vivir contigo cada instante » 0.

przyjaciele: En tus ojos veo el mundo de color » Adam Ouvard, Chris Moore, Jasper Nowell.
wrogowie: Quiero ltenerte junto a mi » brak.

moje: Opel Mokka, fone, house, gallery
osiągnięcia: En tus brazos descubrí yo
el amor el amor » link
 
     
Unee BB
Ujeżdżeniowiec


Płeć: ogier
Wiek: 6 lat
Rasa: KWPN
Właściciel: Orchard Stable
Cena: £2200

Doświadczenie w skokach: 10
Doświadczenie w ujeżdżeniu: 57
Doświadczenie z lonżowania: 58
Kondycja: 23
Szybkość: 20
Klasa startów: Ujeżdżenie: P

Wysłany: 2019-09-07, 20:12   

ZŁOTA ODZNAKA JEŹDZIECKA
Eva O'Cross & Unee BB


W dniu zdawania odznaki, kobieta pojawiła się na tyle wcześniej, by przygotować go należycie przed startem. Nie dość, że pod względem wizualnym, ale również i pod względem odpowiedniej rozgrzewki, która miałaby pozwolić im zaprezentować się równie dobrze. Po rozgrzewce nie pozostało im nic innego niż oczekiwanie na ich przejazd, co nastąpiło chwilę później. Powrócili płynnie do ustalonego ustawienia, będąc w pełni czuły na sygnały wydawane przez jeźdźca. Zaangażował mocniej zad, by nadać odpowiednie tempo, które jak mniemam satysfakcjonowało blondynkę. Skierowali swe kroki w stronę czworoboku, by okrążyć go wzdłuż szranek. W tym czasie miał czas zapoznać się z otoczeniem czy atmosferą panującą w głównej części konkursowego placu. Na długiej ścianie tuż przed wyjechaniem na łuk na linię środkową, kary przeszedł płynnie do chodu wyższego. Będąc w pełnej równowadze, z odpowiednio ustawionym zadem pod kłodę, dobrze pracując szyją jak i plecami, wpisał się w łuk i wjechał na linię środkową czworoboku. Utrzymywał aktywne tempo, lecz przed punktem X został należycie przygotowany do zatrzymania, zatem uzyskując wyraźny sygnał - nie był zdziwiony ową prośbą. Zatrzymał się w punkcie, obciążając wszystkie kończyny równomiernie, zachowując bezruch. Niemniej czuć było w mięśniach energię, która tylko czekała na dalsze instrukcje. Kobieta ukłoniła się, wtedy powrócili do płynnie do kłusa, kierując się dalej na wprost. Następnie został wprowadzony w zakręt, który wpisał się należycie w tym jak i następnym narożniku, który był nieopodal. W H odbili na przekątną czworoboku, gdzie został poproszony o wydłużenie kroku. Widocznie poszerzył swoje ramy, nie tracąc równowagi, idąc o prostym ciele do przodu. Po powrocie do roboczego, został poprowadzony pieczołowicie przez kolejne dwa narożniki z uwagą, a przede wszystkim dokładnością. Po pojawieniu się na długiej ścianie, para rozpoczęła ustępowanie od łydki w prawo. Ogier został poprawnie ustawiony na pomocach, co oznacza, że nie był wygięty. W dodatku kary poruszał się w bok i do przodu bez utraty rytmu, będąc widocznie rozluźnionym podczas tego manewru. Dojeżdżając do I, powrócili do wcześniejszego ustawienia, będąc prowadzony na wprost do C, a dopiero potem został wprowadzony w narożnik, w który wpisał się należycie. Następnie wjechali na przekątną, gdzie nie kluczył na boki, pozostał pod pełną kontrolą jeźdźca. Dodatkowo został poproszony o ponowne wydłużenie wykroku. Zatem nikogo nie zdziwi, że można było zauważyć wyraźne poszerzenie ram. Wydłużając swój chód Unee BB rozprężył całe ciało, dzięki czemu jego kara sylwetka stała się bardziej rozciągnięta. Tempo jak i rytm nie uległy zmianie. Dojeżdżając do K został przygotowany do kolejnej zmiany i tym samym gładko powrócili do roboczego tempa, by w nim wyjechać dwa kolejne narożniki i w punkcie P rozpocząć ustępowanie od łydki w lewo. Wewnętrzne kończyny ogiera wyraźnie się krzyżowały przed zewnętrznymi, a sam ogier był jedynie ustawiony w kierunku przeciwnym do ruchu. Nie utracił tempa, co na pewno cieszyło kobietę. Niemniej w punkcie I powrócili do poprzedniego ustawienia, a następnie został skierowany na wprost do krótkiej ściany, by tam zakręcić w lewo. W punkcie E wjechali na koło o średnicy dwudziestu metrów. Ogier wygiął się wedle woli kobiety, starając się wyrysować figurę poprawnie. Nie wypadał zadem ani łopatką na zewnątrz czy do wewnątrz. Szedł aktywnie, w pełnej równowadze. Zamknąwszy koło, został poprowadzony następnie przez dwa narożniki, by w F odbić na przekątną czworoboku, gdzie zaprezentowali kłus pośredni. Kary nie przyspieszył, ale wyraźnie poszerzył wykrok. Można było zauważyć silniejszą pracę zadu, który mobilizował do bardziej sprężystego odrywania nóg i unoszenia przednich kończyn. Dojeżdżając do końca przekątnej, został przygotowany do tego, że w H powrócili do roboczego tempa. Dopiero w punkcie B zaczęli rysować kolejne koło o średnicy dwudziestu metrów, ale tym razem w prawo. Tutaj podobnie jak w drugą stronę, ogier poprawnie wpisywał się w owe koło. Rysunek koła pozostał kołem, a sam ogier nie utracił tempa czy animuszu. Zamknąwszy koło, ruszyli na kolejne dwa narożniki. Dopiero po dojechaniu do K, zjechali na przekątną do M. Na odcinku przekątnej pokazał swój kłus pośredni, gdzie wyraźnie rozciągnął się, lecz tempo jak i rytm nie zmienił się. Przed narożnikiem, który stykał się z przekątną - wrócili do roboczego. Podczas wyjeżdżania narożnika, wygiął się tak jak pani kazała. W punkcie C przeszedł płynnie do niższego chodu, nie był zdziwiony ową zmianą - został przygotowany na to. Mimo tego, że był to chód niższy szedł aktywnie przed siebie wraz z poszerzeniem swoich ram jak i wyraźnym zaznaczaniem kroku. Został poprowadzony w tym chodzie przez narożnik na długą ścianę, by w punkcie H odbili na przekątną. Na tej przekątnej uzyskał pewnego rodzaju swobodę na wodzy. Zaczął stopniowo obniżać głowę ku dołowi, wydłużając swą szyję. Mimo tego szedł dalej aktywnie, krocząc pewnie. Jedynie co się zmieniło to to, że ochoczo bujał głową na boki w rytm swoich kroków. Dojeżdżając do F, powrócili do ustawienia, które już ustalili, że satysfakcjonuje jedną stronę, a drugiej jest tak nawet wygodnie. Stęp pośredni w jego wykonaniu mógł cieszyć oko całościowo. Niemniej został poprowadzony przez następne dwa narożniki, by w punkcie V wykonać ustępowanie od łydki. I w tym przypadku ustawienie jego głowy było przeciwne do ruchu, nie przeginając tego ustawienia, a wewnętrzne nogi wyraźnie krzyżowały się przed zewnętrznymi. Warto zauważyć jego ciągłą dążność aktywnego ruchu do przodu, co z pewnością było na plus. W punkcie I został wyprostowany i doprowadzony na wprost do C. Dopiero w punkcie E zadziała się zmiana, ponieważ zaczęli kręcić kolejne koło o średnicy dwudziestu metrów, ale tym razem w stępie. Aktywnie wyrysował rysunek tego koła, więc nikogo nie zdziwiło, że niedługo później zostało ono zamknięte. Potem wyjechali kolejne dwa narożniki, by w P ponownie ustawić się przeciwnie do ruchu i zaczął krzyżować nogi, wykonując ruch w bok. Nie zgasł, choć mógł, lecz czuł w sobie to coś, tą dążność, tą energię. W I został ponownie naprostowany, a w punkcie B wprowadzony na koło, które już tak dobrze znał. Niemniej było w drugą stronę, ale to nie zrobiło na niego wrażenia, ponieważ element wykonał poprawnie, wpisując się w standardy blondynki. Zamknęli koło w punkcie gdzie zaczęli, by przygotować się od razu do kolejnej zmiany. W punkcie A został wypchnięty do wyższego chodu, będąc uprzednio uprzedzonym o nowych zamiarach. Przejście było płynne, bez zbędnego wyrwania do przodu czy utraty równowagi. Dzięki czemu po dojechaniu do "literki" A mogli zjechać na dwudziestometrowe koło w prawo, które już było następnym elementem w ich odznakowym przejeździe. Tutaj również pokazał klasę, wyginając się wedle woli kobiety, nie tracąc aktywnego tempa do przodu. Ruch szedł mocniej od zadu, ale to nie sprawiło, że utraciła zawodniczka jakąkolwiek kontrolę nad karym ciałem. Wpisał się w owe koło, nie wypadając, ani nie wpadając do niego. Niedługo później znaleźli się w momencie, w którym zaczęli kręcić ową figurę, następnie skierowali swoje kroki przez narożnik na długą ścianę, by w punkcie K po wyraźnej półparadzie i następnych wyraźnych pomocach wydłużyć swój wykrok, pozostając na miękkim kontakcie w jej ręką. Dojeżdżając do S wyraźnie skrócił swoje ramy pod dyktando, powracając do poprzedniego ustawienia swojego ciała względem wykonywanego ruchu. Następnie został ponownie poprowadzony przez kolejne dwa narożniki w galopie roboczym na prawo. W punkcie M zjechali na przekątną czworoboku, niemniej w punkcie S wrócili na ścianę i zaczęli tak zwany "galop na złą nogę" - czyli kontrgalop. Ogier pozostał prosty, lecz z lekkim ustawieniem w kierunku drogi, którą galopowali - na zewnątrz. Zadnie kończyny stawały w miejscu przednich, będąc przy tym w pełnej równowadze, co dla niektórych koni z pewnością nie jest łatwe. Dojeżdżając do K nie dość, że powrócili do poprzedniego ustawienia to jeszcze przeszli do niższego chodu i w ów kłusie pokonali dwa kolejne narożniki i przy tym krótką ścianę, by spokojnym kłusem roboczym przejechać długą i kolejny narożnik na krótką ścianę. Przed punktem C ponownie zagalopował, wyskakując lekko do góry, co by nadać masywnego ciału pęd. Niemniej nie utracił przy tym swojego balansu, będąc cały czas w kontakcie. W punkcie C został wprowadzony na kolejne koło o średnicy dwudziestu metrów, ale tym razem w lewo. Wygiął się należycie wokół łydki Anny, rysując ów koło poprawnie na ziemi. Jego nogi wyraźnie wystukiwały tempo, a ogon lekko bujał się w rytm kroków. Po zamknięciu koła w C, został poprowadzony przez narożnik na długą ścianę i w H poprowadzony na przekątną czworoboku do F. Tam zaczął iść naprzód z większą energią, zagarniając przy tym więcej ziemi. Wciąż pozostawał uważny na kontakcie, bawiąc się lekko wędzidłem. Wraz z końcem przekątnej do został skrócony do roboczego tempa i para wyjechała kolejny narożnik, prowadzący na krótką ścianę i potem na długą ścianę. W punkcie K zgodnie z wymyślnym planem blondynki ponownie zjechali na przekątną czworoboku do P, w którym zjechali na ścianę. Tam pokazali ponownie kontrgalop, wykonując to ćwiczenie w obiciu lustrzanym do poprzedniego. Dojeżdżając do R, został przytrzymany do kłusa. Jak to bywa na czworoboku, pokonali w tym chodzie dwa następne narożniki, odbijając w H na krótką przekątną do R. Kare cielsko było stosunkowo proste, co mogło cieszyć kobietę, podczas wykonywania dojazdów. Po zjechaniu na ścianę przejechali na B, gdzie zszedł na ostatnie już koło o średnicy dwudziestu metrów w prawo. Unee należycie wygiął się wokół łydki Anny, nie tracąc tempa. W tym czasie zaczął zniżać swój pysk na wysokość parku, przegryzając wędzidło. Uwypuklił swój kary grzbiet i rozciągnął całą górną linię. Wraz z kończeniem elementu w B, powrócił do wymaganego ustawienia i skierowali się wzdłuż szranek. Kobieta poprowadziła go uważnie przez narożnik, a potem poprzez łuk wjechali na linię środkową. W punkcie X zatrzymał się równo obciążając wszystkie kończyny. W momencie, kiedy kobieta się ukłoniła przejazd tak jakby się zakończył, ale nie do końca, ponieważ kobieta zsunęła się intencjonalnie z jego grzbietu i poprowadziła go w stronę budki sędziowskiej. Tam zatrzymali się i ponownie dosiadła go, pokazując tym samym opanowanie ogiera, który wyczekiwał. Chwilę przesiedziała na jego grzbiecie i ponownie zsiadła. Wiedział, że to koniec, więc wyciągnął głowę przed siebie, rozciągając mięśnie szyi jak i grzbietu. Więc nikogo nie zdziwiło jak para opuściła czworobok będąc zadowoloną z owego wyczynu.
_________________
Unee BB
Gribaldi x Fassine BB




?җ CHARAKTER җ
Można by rzec, że Unee BB to ogier lubiący wyzwania, stąd
takie zamiłowanie do perfekcji w jego ruchach. Inna sprawa, że uznaje to za
sposób ekspresji samego siebie przed płcią przeciwną. Dlatego szczególną
ostrożność należy zachować przy innych ogierach, wówczas może stać się
względem nich agresywny. Względem ludzi jest to koń nad wyraz cierpliwy,
który wybacza błędy swoich jeźdźców. Nie zwykł przywiązywać się do ludzi,
wszak zauważył, że zmieniają się oni na swoich pozycjach przy jego boksie
częściej niźli byłby w stanie naliczyć. Jednak jeśli kiedykolwiek na jego drodze
pojawi się ten jedyny, wówczas skoczy za takim w ogień.


x1; x0; x1
>> paszport konia | spis osiągnięć | karta zdrowia <<

galeria I -
 
     
Seth
Weterynarz


Płeć: mężczyzna
Wiek: 33 lat (20.07)
Wzrost: 183 cm
Zawód: weterynarz hipiatra
Partner: I'll tell you my sins, and you can sharpen your knives

Ostatni trening: join up z Elusive
Podopieczny: Carcassonne, Elusive
Pieniądze: £2525

Punkty doświadczenia: 14
Skoki: 2
Ujeżdżenie: 2
Obycie z koniem: 10


Wysłany: 2019-09-09, 22:42   

BRĄZOWA ODZNAKA JEŻDZIECKA
czworobok z Michelangelo


Gdyby ktoś usłyszał, że Seth zdaje brązową odznakę, popukałby się po głowie i zakwestionował autentyczność tego twierdzenia. Gdby jeszcze się dowiedział, że na obcym koniu, to już byłoby całkiem nie do przyjęcia, w końcu Seth dysponował dwójką koni. Oczywiście całe to poruszenie wynikało z tego, że Seth prawie nie jeżdził, a konkretnie do niedawna wcale nie jeżdził, teraz miał za sobą kilka jazd na końskim grzbiecie, które starał się utrzymywać w sekrecie, podobnie jak tą odznakę. Zobaczymy jak mu to wyjdzie. No i właśnie na próbę na czworoboku postanowił zabrać konia toretycznie całkiem sobie obecgo, czyli Michelagnelo, ale przecież wszystkie konie jego są, a orchardowe w szczególności. Tyle, że częściej miał z nimi do czynienia na poziomie weterynarz - pacjent. Kilka dni przed odznakami przyszedł do Michelangelo na ciut lepsze zapoznanie, ale to byłoby tyle.
W dniu zawodów wszystko dokładnie przygotował i sprawdził tysiąc razy, sprzęt Michałka lśnił czystością, po czym Seth udał się pod jego boks, przekupując go smakołykami i swoim spokojem, nie dając sobie też jednak wleżć na głowę. Tak więc dostarczył Michałka na myjkę, gdzie go starannie wyczyścił i osiodłał, a gdy sam był gotowy poszli na rozgrzewkę przed samą próbą. Na początku na rozgrzewce poprosił go o spokojny stęp na luźnej wodzy, chcąc aby ogier odpowiednio się rozluźnił przed próbą. Mieli zapewne początkowo jakieś trudności w osiągnięciu porozumienia, ale Seth wykorzystał fakt, że na tą rozgrzewkę chciał poświęcić sporo czasu. Po kilku spokojniejszych okrążeniach nabrał wodze na kontakt, prosząc Michałka o większe zaangażowanie, podstawienie zadu i skupienie. Wkrótce też zaczęli wykręcać koła, półwolty czy serpentyny, zmieniając kierunek jazdy przez przekątną, aż uznał, że te figury w ich wykonaniu wyglądają już naprawdę nieźle, wtedy przeszli do ćwiczenia przejść stęp - stój - stęp. Kiedy Seth uznał, że i ten element mają już ładnie rozpracowany przeszli do kłusa, aby w podobny sposób rozgrzać się w kłusie, a potem galopie. Następnie stopniowo zwolnił westfala do stępa, aby pokręcić się z nim po obiekcie, zanim rzeczywiście przyszła ich kolej.

Po wezwaniu na czworobok Seth wziął głęboki wdech, nabrał wodze na kontakt, wchodząc z Michelangelo na wyższe ustawienie i prowadząc go w okolice czworoboku w stępie. Od razu też starał się o optymalne, aktywne tempo i dobrą jakość chodu. Najpierw okrążyli czworobok poza szrankami, przy czym Seth posyłał ogierowi półparady, dla zachowania jego skupienia, po czym przy krótkiej ścianie w czworoboku dokładnie wygiął go na obszernym zakręcie, w A wjeżdżając między szranki i na linię środkową. Na niej to nadal utrzymywał go w dobrym tempie i skupieniu, dzięki półparadom, dodatkowo pilnując go w łydkach, aby pozostawał na linii środkowej. W końcu w X napiął nieco mocniej krzyż, blokując dosiad, zamykając łydki, oraz ręce na wodzach, do zatrzymania, które wypadło dokładnie w tym punkcie. Seth ukłonił się, cały czas utrzymując Michałka w zatrzymaniu, aby dodać mu łydki do ponownego ruszenia stępem, od razu też nadal pilnując tempa, oraz tego, aby ten stęp pośredni w ich wykonaniu dobrze wyglądał. Na razie im to wychodziło. Zachowywał również ruch po prostej, zbliżając się do krótkiej ściany, tutaj znowu wygiął go ładnie w zakręcie w prawo, w C stykając się ze ścianą. Na tym kawałku krótkiej ściany posyłał mu dalej półparady, po czym precyzyjnie wyjechali narożnik, zjeżdżając pod długą ścianę. Zaraz przy wyjeżdzie z narożnika Allen posłał mu kolejną półparadę, aby przygotować go do nowego, elementu, po czym w M dodałem mu łydki do kłusa roboczego, podczas tego przejścia poruszając rękoma za ruchem jego szyi i w efekcie wykonali dość płynne przejście do kłusa roboczego, w którym Seth zaraz też zaczął anglezować. Zbliżając się w kłusie do B, znowu skorzystał z półparad, aby uprzedzić Michała o nowym elemencie, po czym w B odbili w prawo na koło w prawo o średnicy 20 metrów, na razie wciąż anglezując. Utrzymując wciąż w miarę równe i raczej aktywne tempo cofnął zewnętrzną łydkę za popręg, ograniczając wypadanie zadu na zewnątrz oraz aktywizując zewnętrzną tylną kończynę, wewnętrzna łydka pracowałą na popręgu, wyginając ogiera odpowiednio na kole, wodzami działał stabilizująco i ograniczająco, jednocześnie nadając Michałkowi odpowiednie wygięcie do wewnątrz. Zbliżając się do końca pierwszej połowy posłał siedmiolatkowi półparadę, następnie dość zgrabnie wracając z siodła, nie wybijając go z ustawienia, aby mogli dość dokładnie wykręcić to koło. Znowu zaczął przygotowywać go do kolejnego punktu programu przez półparady, aby na kole, tuż przed zejściem pod ścianę, zachowując ustawienie łydek dodać mu je obie i lekko wypchnąć do galopu, przy tym bardziej obciążając prawą stronę, aby koń zagalopował z tej właśnie nogi.
Po powrocie pod długą ścianę pozostali pod nimi na dłużej, w galopie roboczym. Seth pilnował aktywnego i energicznego, ale jednak optymalnego tempa, wyginając Michała Anioła odpowiednio na narożnikach i w ten sposób dojechali w okolice H. Mijając ten punkt i zbliżając się do narożnika posłał mu kolejną półparadę po czym dodał mu impuls z pomocą łydek, stawiając barierę z pomocą wodzy, prosząc o przejście do kłusa roboczego, w którym też zaraz zaczął anglezować. Wyjechali na krótką ścianę, na której pozostali w tym optymalnym tempie i skupieniu, aby znowu precyzyjnie wygiąć się na narożniku i zjechać pod długą ścianę. Seth znowu zadziałał półparadą, po czym w M skierowali się na przekątną, na której dalej anglezując udawało mu się utrzymać równe, ale aktywne tempo i prostą linię, po czym dokładnie skręcili pod ścianę w K, aby zaraz znowu wygiąć Michelangelo na narożniku, poruszając się pod krótką ścianą.
Ponownie zadziałał półparadami, po czym zakręcili spod ściany na koło w lewo, znowu o średnicy 20 metrów, ale tym razem w półsiedzie. Seth więc uniósł się na grzbiecie Michałka, uzyskując odpowiednią sylwetkę, jednocześnie stosując podobne pomoce co wcześnie, odpowiednie do koła w lewo, wyginając go od wewnętrznej łydki i cofając zewnętrzną za popręg, przy tym przez większość czasu na kole udawało im się utrzymać stałe, aktywne tempo, a przy tym odpowiednio wyrysowali to koło, zamykając je z powrotem w A, gdzie ruszyli dalej kłusem roboczym, tyle, że ćwiczebnym, więc Seth wrócił w siodło, prowadząc westfala po krótkiej ścianie, wyginając w narożniku, a następnie prowadząc go pod długą ścianą. Zbliżając się do B znowu z pomocą półparady upomniał go o kolejnym punkcie programu, by w tym właśnie punkcie rozpocząć wykręcanie pół koła do E. I tutaj cofnął nieco zewnętrzną łydkę, aby pilnować zadu, wyginając go odpowiednio do zamierzonego rysunku figury od wewnętrznej łydki, nadając mu odpowiednie ustawienie z pomocą wodzy, ale też działając nimi ograniczająco w wypadku nadmiernego zgięcia szyi. Jeszcze wykręcając te pół koła przygotował Michałka do przejścia, aby przed zejściem pod ścianę dodać mu łydki, zachowując ich ustawienie, lekko wypychając ogiera do galopu, obciążając przy tym bardziej lewą stronę. Wróciliśmy w ten sposób pod ścianę, ustalając ponownie dość aktywny, ale równy galop, poruszając się pod ścianami i wykręcając po drodze precyzyjnie narożniki.
Posyłał mu od czasu do czasu półparady, pracując nad jego skupieniem. Po kolejnej półparadzie, pomiędzy M i C, jeszcze na długiej ścianie zwolnił go do kłusa roboczego, w którym też zaraz zaczął anglezować, po czym wygiął go od wewnętrznej łydki na narożniku i dość spokojnie pokonali krótką ścianę. W C po kolejnej półparadzie wrócił w siodło, w kłusie ćwiczebnym pokonując resztę krótkiej ściany, a po kolejnym precyzyjnie wyjechanym narożniku, zjeżdżając pod długą. Zbliżając się do E znowu uprzedził Michałka o kolejnym elemencie, wysyłając mu w końcu pełną paradę, podstawiając odpowiednio zad pod kłodę i blokując dosiad, oraz zamykając ręce na wodzach, do zatrzymania w E. Utrzymał go czujnie w nieruchomości przez 5s, aby po upływie tego czasu dodać mu łydki prosząc o stęp i od razu starając się narzucić mu odpowiednie tempo. Posyłał mu półparady, zbliżając się do K, gdzie po kolejnej dodał mu łydki, podążając rękoma za jego ruchem, sygnalizując Buonarottiemu przejście do kłusa roboczego, w którym i tym razem unosił się z jego grzbietu i opadał w siodło w odpowiednim rytmie. I tym razem dość dokładnie wygięli się na narożniku, a następnie na krótkiej ścianie zakręcając w A na linię środkową. Na niej znowu pilnował czujnie równego tempa i linii prostej, zmierzając do X, aby w tym punkcie zastosować podobne pomoce do wcześniej, i tym razem do skutecznego zatrzymania w X. Ukłonił się i dodał Michałkowi łydkę, prosząc o stęp i dając mu luz na wodzach, sprowadzając z czworoboku na rozprężalnię, a po rozprężeniu odstawiając go do stajni, nie szczędząc mu po drodze pochwał, bo w sumie oboje jakoś to przeżyli, a w wypadku Setha to był już sukces.

zt
 
     
Michelangelo
Ujeżdżeniowiec


Płeć: ogier
Wiek: 7 lat
Rasa: koń westfalski
Wzrost: 179 cm

Ostatni trening: przejazd odznakowy z Sethem
Właściciel: Taylor Crack
Cena: £2500

Doświadczenie w skokach: 10
Doświadczenie w ujeżdżeniu: 63
Doświadczenie z lonżowania: 34
Kondycja: 33
Szybkość: 11
Klasa startów: Ujeżdżenie: P

Wysłany: 2019-09-10, 09:54   

b r ą z

Nie bez powodu Michelangelo nazywano koniem jednego jeźdźca. Setha kojarzył w zasadzie tylko jako weterynarza, więc siłą rzeczy nie darzył go żadnym zaufaniem, chociaż o to chyba każdemu byłoby ciężko w jego przypadku. Ciemnogniady był w końcu bardzo nieufny i dominacyjny, więc od początku próbował wejść Sethowi na głowę, zapewne bezskutecznie. Niemniej nawet czyszczenie i siodłanie nie miało przejść bezproblemowo, o rozgrzewce nie wspominając, bo dopiero tam miał pokazać swoje możliwości. Z pewnością nie zabrakło wszelkich baranków, poniesień i innych prób okazania dominacji. Przez to, że dosiadała go nowa i nieznana osoba, towarzyszyło mu mnóstwo emocji i w zasadzie dość szybko się wypalił, co mogłoby zagwarantować mężczyźnie nieco większe powodzenie na rzeczywistym przejeździe.

W pierwszym odruchu na zebranie wodzy Michałek zareagował nagłym poderwaniem łba, będąc raczej niezbyt przychylnym do powrotu do pracy. Z tego samego powodu szedł w sporym usztywnieniu, które zapewne Seth rozpracował przed wejściem na sam czworobok. Wystarczyło kilka łuków, aby te spięcia odeszły w niepamięć, a ogier zaczął iść dużo przyjemniejszym stępem, widocznie wykraczając tyłami pod kłodę. W taki sposób wjechać mieli na plac, gdzie ogier szedł w całkiem niezłym wyprostowaniu po linii środkowej, rozglądając się bacznie na boki. Dzięki półparadom nie przegapił momentu zatrzymania, wykonując je dość płynnie, ale i wyraziście, bez poprzedniego spowalniania w stępie. Również nogi ustawił w jednej linii, zaraz po odpowiednim sygnale wracając do stępowania na wprost. Może i nie szedł w pełnym zaangażowaniu, ale takie starania z jego strony wymagały dużo więcej wspólnej pracy, bo w tym momencie zwyczajnie spełniał dolne oczekiwania jeźdźca, na nic więcej się nie decydując. W narożniku wygiął się wokół wewnętrznej łydki, podążając za wyznaczonym śladem i strzygąc uszami w geście znudzenia. W M odpowiedział na łydkę i przeszedł do kłusa, chociaż w pierwszych krokach mężczyzna mógł wyczuć, że Michelangelo gdzieś się spieszyło - bardzo. Spowolniony mógł zostać dopiero na kole, na którym mimowolnie wytracił nieco na prędkości, poruszając się teraz bardziej przystępnym chodem. Jego kłus po odpowiedniej rozgrzewce należał do bardzo lekkich i zamaszystych, ale tutaj nie miał okazji pokazać wszystkich swoich umiejętności, bo te zwyczajnie nie były wymagane. Wyginał się wzdłuż śladu okręgu i zachowywał jego kształt, nie tracąc na rytmie także wraz z ustaniem anglezowania, które nadawać mu miało odpowiedniego tempa. Zagalopowanie w B miało wyjść całkiem nieźle, chociaż ogier znowu próbował wyrwać do przodu - nadmierne spieszenie się było jego sporą wadą, którą często było ciężko okiełznać. Szczęśliwie po bardziej wymagającej rozgrzewce nie miał już w sobie tyle energii i wystarczyła zaledwie odpowiednia praca dosiadu, aby sprowadzić go do parteru i nadać odpowiedniego tempa. W trakcie dość długiego odcinka w galopie roboczym Michelangelo mógł wykazać się całkiem obszerną, naturalną foule, przy czym kroki były bardzo okrągłe, podobnie jak jego sylwetka, która w połączeniu z obniżonym zadem i zaokrągloną w rogal szyją z najwyższym punktem w potylicy dawały obrazek prawdziwego ujeżdżeniowego konia. W narożniku między H i C zgodnie z wskazówkami przeszedł do kłusa z głośnym parsknięciem, zdecydowanie niezadowolony z tego obrotu spraw, co okazywał przez nerwowe zamiatanie ogonem. Mimo to kłusował aktywnie i energicznie, pozostając w tym samym ustawieniu po zwolnieniu, przy czym intensywnie żuł wędzidło, niosąc głowę na optymalnej wysokości. Po przekroczeniu krótkiej ściany mieli skierować się na przekątną, gdzie gniadosz szedł całkiem nieźle wyprostowany - nie spływał na boki, utrzymując jedną, prostą linię na wprost do K. Także tempo jego chodu było jednostajne, nie pędził już tak bardzo, będąc zwyczajnie zmęczonym psychicznie przez obcowanie z nową osobą. Po powrocie na ścianę i wyjechaniu narożnika w stronę A, we wspomnianej literce odbili na obszerne koło sięgające do połowy czworoboku. Jazda w półsiadzie odciążyła grzbiet Michała, tak więc jego kłus wydawał się być bardziej lekki, a sam koń miękko wyginał się na średnicy okręgu. Był dość elastyczny i łatwy do poprawiania, więc każde ewentualne niedopatrzenia dało się prosto naprawić, o ile tylko Seth był w stanie to dostrzec i odpowiednio przemówić Aniołkowi do rozumu. Po zakończeniu pełnego okrążenia i powrocie na ścianę, gniadosz odruchowo już wyprostował się, by zaraz wjechać w narożnik, który tradycyjnie wyjechał jak ćwiartkę okręgu, ładnie zginając się w kręgosłupie. W połowie długiej ściany czekać ich miał kolejny łuk, tym razem tylko połówka okręgu, zakończonej następnym zagalopowaniem. Samo półkole ogier znowu wyjechał jak najbardziej prawidłowo, z kolei przy galopie bardzo delikatnie podbił zadem, co wynikało bardziej z ekscytacji niż złych pomocy ze strony jeźdźca. To dało się zauważyć, kiedy już pierwsze foule galopu zdawały się być idealnie wyważone. Każdy z przodów zataczał swego rodzaju okręgi, przy czym ruch prowadzącej nogi był dość mocno widoczny. W galopie pokonać mieli dobrych kilkadziesiąt metrów wokół czworoboku, w trakcie czego Michelangelo pozostawał w tym samym, dość aktywnym tempie i jednym ustawieniu. Również narożników nie dało się nazwać spłaszczonymi, ujeżdżeniowiec potrzebował stanowczych, ale niezbyt mocnych sygnałów, aby wyjeżdżać wyznaczone linie. Zachowywał się przy tym karnie jak prawie nie on, za czym mogło stać sporo czynników. Swoje rogi głównie okazywał w końcu w swoim boksie, kiedy ktoś naruszał jego terytorium, a z samego siodła nie był już tak nieznośny, co Seth mógł zauważyć wraz z jego zaangażowaniem. Dzięki półparadom na narożniku Buonarroti przeszedł do kłusa od razu, łącząc to z głośnym parsknięciem i przemieleniem wędzidła w pysku. Anglezowanie znowu miało nadawać mu odpowiedniego rytmu, ostatecznie całkiem nieźle się z nim zgrywając. Powrót do kłusa ćwiczebnego jednak nie spowodował u niego utraty tego rytmu, a odpowiednie przygotowanie do zatrzymania w E sprawiły, że zatrzymał się wraz z odpowiednim impulsem, przy czym nie popełnił błędu polegającego na wcześniejszym spowalnianiu w kłusie. Oddychał już dość ciężko i płytko, ale wytrzymał te pięć sekund bez wiercenia się w miejscu, oczywiście, jeśli tylko weterynarz oddał mu stosowną ilość wody, bez czego ogier niewątpliwie zacząłby się cofać. Po upłynięciu czasu i sygnale do ruszenia, zaczął stępować aż do K, w tym czasie całkiem nieźle angażując swój zad, który lekko obniżony stanowił podstawę do odpowiedniej pracy całego ciała. W K kolejny raz zakłusował, aby w tym chodzie wjechać na linię środkową, pilnując prostej linii. Na samym środku czworoboku, w X, wykonał kolejne zatrzymanie z kłusa, po oficjalnym zakończeniu przejazdu zjeżdżając na rozprężalnię.
_________________




in the room the women come and go, talking about _________
______________˗ˏˋ m i c h e l a n g e l o ˎˊ˗
 
 
     
Beatrix
Jeździec zaawansowany


Płeć: kobieta
Wiek: 19
Wzrost: 170 cm
Zawód: jeżdziec, niania
Partner: are you crazy enough for me?

Ostatni trening: brązowa odznaka z Gamebreakerem
Pieniądze: £2120

Punkty doświadczenia: 11
Skoki: 2
Ujeżdżenie: 2
Obycie z koniem: 7


Wysłany: 2019-09-11, 19:44   

BRĄZOWA ODZNAKA JEŻDZIECKA
& Ravallo's Queen


No cóż, trzeba się za coś wziąć. Ostatni okres po dłuższym lenistwie, był właśnie czymś na kształt wzięcia się w garść, na wielu płaszczyznach, również jeździeckiej, a zdanie brązowej odznaki było jednym z jej elementów. Z braku znanych mi bliżej koni, które by odpowiadały wymaganiom na odznakę rozpoczęłam poszukiwania konia ze stawki Orchardu, tudzież należącego do innego jeżdżca i tak zapoznałam się z Ravallo's Queen, całkiem sympatyczną klaczką o sporym doświadczeniu, chodzącą znacznie wyższą klasę niż to było tak naprawdę wymagane. Wiedziałam, że to jest to, klacz ani mnie nie zabije i wybaczy mi me niedostatki. Zaraz, jakie niedostatki? W dniu zdawania odznak naszykowałam jej sprzęt i stawiłam się pod jej boksem. Po przywitani, chwili miziania i poczęstowaniu kawałkiem marchwi zabrałam ją na myjkę, tam dokładnie wyczyściłam i oporządziłam i gdy obie byłyśmy gotowe zabrałam na rozprężalnię. Na niej po poprawieniu sprzętu władowałam się ze schodków na grzbiet klaczy, prosząc ją o stęp i dając luźną wodzę, przyzwyczajając się też do niej, i obserwując jej całkiem przyjemny chód. Po kilku minutach w takim swobodnym stępie nabrałam wodze na kontakt, prosząc Queen o większe zaangażowanie i skupienie. Podczas kolejnych okrążeń zaczęłyśmy zjeżdżać spod ścian na koła i inne figury, zmieniając kierunek jazdy przez przekątną, a na koniec rozgrzewki w stępie poćwiczyłyśmy przejścia. Podobnie rozgrzałyśmy się w kłusie i w galopie, poświęcając na to sporo czasu. Następnie stopniowo zwolniliśmy do stępa na chwilę odpoczynku i oczekiwanie na naszą kolej.

Kiedy ta właśnie przyszła posłałam Ravallo półparady, nabierając wodze na kontakt, prosząc ją o podstawienie zadu, zaangażowanie i skupienie, wchodząc na wyższe ustawienie. W ten sposób stępem dotarłyśmy w okolice czworoboku, najpierw ustalając jakie ma być tempo tego chodu. Posyłając klaczy półparady oprowadziłam ją wokół czworoboku, poza szrankami, nie spotykając na razie żadnych problemów z porozumieniem z nią. Kolejna półparada, gdy byliśmy blisko krótkiej ściany w czworoboku, po czym jak najdokładniej wygięłam ją od łydki na łuku, wjeżdżając w A między szranki i na linie środkową, cały czas w stępie pośrednim. Na tej linii starałam się pilnować jej tempa, zamykając ją nieco w łydkach, dla zachowania linii prostej, posyłałam jej półparady, aby w końcu w X do pełnej parady starałam się ładnie podstawić jej zad pod kłodę, blokując dosiad i zamykając łydki, oraz wodze. Wyszło nam całkiem dobrze, chociaż większe zasługi przypisywałam Ravallo's niż sobie. Zachowując zatrzymanie ukłoniłam się, po czym wystosowałam dosyć subtelne pomoce do ruszenia dalej tym samym chodem. To mi się udało, co było kolejnym zastrzykiem pewności. Utrzymywałam klacz dość ładnie w tempie i na linii prostej, po czym znowu półparada i staranne wykręcenie zakrętu w prawo, zjeżdżając w C pod krótką ścianę. Zachowując jak na razie równe i aktywne tempo stępa przejechałyśmy pod krótką ścianą, aby starannie pokonać narożnik i znaleźć się pod długą. Po wyjściu z narożnika ponownie wysłałam Ravallo półparadę, przygotowując do kolejnego punktu programu, po czym dodałam jej łydki z bardzo lekkim wypchnięciem, podążając rękoma za jej ruchem, i w ten sposób przeszłyśmy w M do kłusa roboczego, w którym też zaraz podjęłam anglezowanie, ruszając dalej na wprost pod ścianą.
Ponownie skorzystałam z półparad, gdy zbliżyłyśmy się do B, aby dopilnować skupienia klaczy i przygotować do kolejnego punktu programu. W B właśnie zakręciłyśmy spod ściany na koło w prawo, o średnicy 20 metrów. Udało nam się zachować póki co stałe tempo, a ja przesunęłam zewnętrzną łydkę za popręg, aby tu oddziaływała na zad, a konkretnie przeciwdziałała jego wypadaniu, wyginałam Queen od wewnętrznej łydki, którą działałam na popręgu, wodzami nadając jej kierunek jazdy, wygięcie w potylicy i w szyi, ale też ograniczając to wygięcie i pilnując, aby nie wypadła łopatką. Pierwsza połowa koła wypadła nam całkiem dobrze, kiedy po rozpoczęciu drugiej starałam się zgrabnie wrócić w siodło do kłusa ćwiczebnego. Nieco wybiłam tym z rytmu klacz, ale zaraz udało mi się ją ogarnąć, no i bardzo dobrze, bo jeszcze na końcówce figury, przed B posłałam jej półparadę i zostając na obecnym ustawieniu łydek (zewnętrzna cofnięta, wewnętrzna na popręgu), dodałam je obie wraz z lekkim wypchnięciem do galopu roboczego. Nie wydawało mi się, żeby klacz miała jakąś skłonność, żeby mi tu odpalić wrotki, ale byłam ostrożna i w efekcie zagalopowanie było płynne, a tempo też optymalne. Zaraz zamknęłyśmy koło, ruszając dalej pod ścianami, wyginając się na narożnikach. Mijając literkę H na długiej ścianie i zbliżając się do kolejnego narożnika znowu skorzystałam z półparad, prosząc ją o większe skupienie i przygotowując do przejścia.
edit
 
     
Mary Anna
Jeździec zaawansowany


Płeć: kobieta
Wiek: 27 lat
Wzrost: 163 cm
Zawód: Fizjoterapeutka/masażystka
Partner: I'm bad at love, but you can't blame me for tryin'

Ostatni trening: Skokowy z Parkinsonem
Podopieczny: Sojuz
Pieniądze: £767

Punkty doświadczenia: 38
Skoki: 31
Ujeżdżenie: 7

Wysłany: 2019-12-18, 20:06   

BRĄZOWA ODZNAKA JEŹDZIECKA

Po przeprowadzeniu intensywnej, ale nie przeciążającej rozgrzewki poświęciła dobrych kilkanaście minut w stępie na luźnej wodzy dla odsapnięcia konia oraz powtórzenie programu, który choć nie należał do złożonych, to w obliczu stresu bardzo łatwo mógł odejść w niepamięć. Pewnie dlatego też Mary zdecydowała się na zdawanie ujeżdżenia na możliwie najspokojniejszym koniu, któremu jej zdenerwowanie nie miało wejść na głowę.
Kiedy tylko usłyszała swoje dane, zebrała wodze i półparadami usiłowała wrócić do poprzedniego ustawienia, które zdążyła wyrobić w trakcie rozprężenia. W końcu skierowała ich w stronę czworoboku, na który wjechała w A. Jechała wyprostowana, mając łopatki lekko ściągnięte, a pięty w dole, przy czym wyrównanymi wodzami i własnym ciężarem dbała o to, żeby trzymać prostą linię. Dosiadem i łydkami egzekwowała aktywne tempo stępa, a wraz ze zbliżaniem się do X zaczęła przygotowywać ogiera do zatrzymania. W samej literce napięła wyraźnie krzyż i zamknęła subtelnie rękę, zaraz oddając ją po przejściu do stój. Przełożywszy wodze do jednej dłoni, drugą wykonała ukłon w stronę sędziów, a krótko potem dała siedmiolatkowi łydkę do stępa na wprost. Tutaj znowu jej postawa sugerowała pełne wyprostowanie, a dopiero w C poświęciła swoją uwagę skrętowi w prawo. W tym celu lewą łydkę przesunęła nieco do tyłu, za popręg, w ten sposób zyskując możliwość kontrolowania zadu konia, który miałby wypadać w trakcie zginania się w kłodzie, motywowanego drugą, wewnętrzną łydką. Tuż po zejściu na krótką ścianę wyprostowała go, żeby wkrótce powtórzyć ten sam element w narożniku, który starała się wyjechać jak najdokładniej. Na wysokości M z pomocą kolejnych półparad uprzedziła gniadego przed przejściem parę metrów dalej. Pomoce do zakłusowania były łudząco podobne do tych do ruszenia stępem, lecz bardziej wyraziste. Przejście miało być więc dynamiczne, a tuż po nim zaczęła anglezowanie na prawidłową, zewnętrzną przednią nogę konia. Z jego pomocą miała też szansę uregulować jego tempo, gdyby miał się zbyt spieszyć.
W B zjechała na dwudziestometrowe koło, którego średnicę pilnowała wewnętrzną wodzą, lewą utrzymując napiętą i prowadzącą, a także pilnującą łopatkę. Dbała o to, aby płynnie łopatkami podążać za ruchem konia, który był regulowany działaniem łydek, pieczołowicie dbających o płynność i krągłość figury. Nie przekrzywiała się w biodrach, a w trakcie anglezowania utrzymywała prostą sylwetkę, swój ciężar równomiernie rozkładając na strzemionach. Dojechawszy do E, wróciła w siodło do pełnego siadu, zyskując tak szansę na nieco bardziej dokładne dopracowanie figury, chociaż z tym raczej nie miała napotkać większych problemów. Bardziej interesujące miało być zagalopowanie jeszcze przed B, które zapoczątkowała półparadą. W galopie znowu działanie dosiadu nie pozostało obojętne, bo to z jego pomocą sugerowała ogierowi zaangażowanie zadu i poruszanie się "pod górkę", wyraźnie wyjeżdżając go do przodu. Ze swojej strony uważała na to, żeby nie pochylać się do przodu, a także zachować wyprostowanie z racji, że czekało na nich teraz dobrych kilkanaście metrów "czystego" galopu. Należytą uwagę poświęcała narożnikom, które chciała wyjechać najgłębiej, jak tylko potrafiła, zginając Belvedere tak, jakby mieli wyjeżdżać ćwiartkę koła. Z kolei na prostych dbała o należyte wyprostowanie i niespływanie na boki, pracując nad tym głównie poprzez swój ciężar w ten sposób, żeby nie zaburzać równowagi zwierzęcia.
Przed narożnikiem HC uprzedziła siedmiolatka przed kolejnym przejściem, żeby wkrótce zblokować miednicę i spowolnić go do kłusa, w którym znowu rozpoczęła anglezowanie. W ten sposób przejechała krótką ścianę, po której skierowała ich na przekątną MXK. Na tej skupiła się na utrzymaniu prostej linii przechodzącej przez X, a także - co było trudniejsze - trzymania się tej linii w trakcie jazdy. Lekko przyłożone łydki do boków konia i wodze równej długości miały zapobiec ewentualnym ucieczkom gdzieś na bok, podobnie jak rytmiczne podnoszenie się z siodła, czego ciężar rozkładała po równo na strzemionach, pamiętając również o zmianie nogi, na którą anglezowała przez przesiedzenie jednego taktu w siodle. Po przejechaniu przekątnej wyjechała narożnik na krótką ścianę, w połowie której zjechała na koło sięgające połowy czworoboku. W nim jednak przeszła w półsiad, podnosząc lekko tyłek znad siodła, delikatnie pochylając ramiona i wyciągając mostek do przodu. Uważała też na to, żeby nie pochylać się zbyt do przodu i przez to nie stracić równowagi, szczególnie, że jednocześnie musiała pracować nad kształtem figury, żeby zachować jej krągłość. Tym razem musiała liczyć głównie na swoje łydki, którymi egzekwowała odpowiednie wygięcie, dopełniane subtelną pracą wodzy, w tym wewnętrznej rozluźniającej. Wraz z zakończeniem koła wróciła w siodło, zyskując tak nieco większą kontrolę nad zwierzęciem, a to miało być tym bardziej przydatne na kolejnych metrach, gdzie potrzebowała zachować wyprostowanie. Na wysokości B odbiła na kolejne koło, a w zasadzie jego połówkę, ponieważ jeszcze przed E półparadą uprzedziła Belvedere przed zagalopowaniem, tym razem na drugą, lewą nogę. W samej literce wyprostowała go i poprowadziła na wprost przez resztę czworoboku, najwięcej uwagi poświęcając wtedy najmniejszym detalom jak właśnie utrzymanie prostej linii czy wygięcie w narożnikach. Także pracą dosiadu sugerowała ogierowi mocniejszą pracę zadu, bo chociaż to ona była oceniana, a nie koń, to chciała pokazać się z jak najlepszej strony, choćby dla własnej satysfakcji. Zbliżając się do M, zaczęła znowu pracować nad skupieniem konia, jeśli przez ten czas miałaby na nim stracić. Parę półparad i wyraźne zablokowanie miednicy połączone z subtelnym zamknięciem ręki miały wystarczyć do spowolnienia do kłusa, którego wyczekiwała, żeby zacząć anglezować. Nie trwało to długo, bo już przy C powróciła do kłusa ćwiczebnego, w którym mogła wyjechać narożnik z należytą uwagą. Wewnętrzną, lewą łydką wyraźnie nalegała na zgięcie się w kłodzie, oczekując dość wyraźnej odpowiedzi na pomoce, choć wolała też nie przedobrzyć. Zaraz po wejściu na długą ścianę go wyprostowała, a na E zatrzymała przez wyrazistą pełną paradę, poprzedzoną półparadami. Po odpowiedniej reakcji oddała mu rękę celem uniknięcia odstawienia nogi lub cofania się, a w myślach odliczyła do pięciu sekund, po którym dała mu łydkę do stępa, którym dojechała do K, gdzie z kolei zakłusowała. Stąd droga na linię środkowa była krótka, więc tuż po dokładnym wyjechaniu obu zakrętów zaczęła przygotowywać Belvedere do zatrzymania w X. Tam też zamknęła rękę i dociążyła jego zad, łącząc to z napięciem krzyża i ostatecznie zakończyła próbę ujeżdżeniową ukłonem. Trzymając za samą końcówkę wodzy, ruszyła stępem w stronę A, gdzie opuściła czworobok, poza którym oddała ogiera w ręce luzaka, żeby samą móc przygotować się na próbę skokową.

KONIEC
_________________







 
 
     
Belvedere
Ujeżdżeniowiec


Płeć: ogier
Wiek: 8 lat [28.04.2012]
Rasa: KWPN
Wzrost: 168 cm

Ostatni trening: teren - Monroe
Właściciel: Ruth Kravchenko
Cena: £2550

Doświadczenie w skokach: 10
Doświadczenie w ujeżdżeniu: 137
Doświadczenie z lonżowania: 54
Kondycja: 33
Szybkość: 15
Klasa startów: Ujeżdżenie: N

Wysłany: 2019-12-18, 20:08   

BRĄZOWA ODZNAKA JEŹDZIECKA


Jeśli Mary był potrzebny spokojny, zrównoważony koń, to lepszego konia niż Belvedere nie mogła sobie wymarzyć na dzisiejszy egzamin. Odkąd ogier został nieco odrobiony przez innego jeźdźca, z całą pewnością nadawał się do zdawania odznak, zwłaszcza na tym poziomie, kiedy od pary wymagano naprawdę samych podstaw i niczego ponad nie.
Wkrótce zostali wywołani na czworobok, na który wjechali stępem pośrednim, prawdopodobnie wymagającym od Mary największej pracy, jeśli chodzi o prezentację Belvedere. Jednak dobrze rozbujany kroczył dość obszernie, pracując w stępie zarówno zadem, jak i grzbietem, dzięki czemu ruch miał w miarę swobodny. Ustawiony na pomocach zatrzymał się w punkt, nie uciekając od ręki podczas tego ruchu. Spojrzał z zainteresowaniem w przód, ale nie wyprzedził intencji kobiety i ruszył z miejsca dopiero wtedy, gdy przyłożyła łydki do jego boków, czemu towarzyszyło lekkie wypchnięcie z bioder. Wówczas wznowił stęp i poruszając się w prostej linii, wyznaczonej przez pomoce Mary Annę, dotarł do końca czworoboku. Znalazłszy się pod ścianą, skręcił od łydki w prawo, pozostając opartym na lewej wodzy, dzięki czemu zdołał prawidłowo wpisać się w zakręt. Dopiero po pokonaniu go nadeszła pora do kłusa, do którego Belvedere przeszedł bez wahania, choć nie powiedziałabym, że bardzo chętne i energicznie. Mary z pewnością musiała go dodatkowo rozbudzić, ale wtedy na szczęście jej posłuchał i z większą energią pchnął się do przodu, utrzymując taki stan rzeczy także podczas wykonywania pełnowymiarowego koła w połowie długiej ściany. Jego duży promień ułatwił ogierowi wpisanie się w łuk, do czego zresztą nakłoniła go amazonka, łydką prosząc o zgięcie w kłodzie. Z rytmu wybił się lekko podczas przejścia w kłus ćwiczebny, na czego jego plecy mimo wszystko nie były jeszcze wystarczająco gotowe;w reakcji na pojawienie się lekkiego dyskomfortu cofnął uszy i minimalnie zwolnił, co wynikało głównie ze spięcia. Można jednak powiedzieć, że szybko o tym zapomniał, bo gdy został poproszony o galop, poświęcił swoją uwagę przejściu. Płynnie wszedł w wyższy chód, ruszając z prawej nogi i miękko niosąc Mary Annę na swoim grzbiecie, rytmicznym galopem pokonywał kolejne metry czworoboku, przez dłuższy czas trzymając się szranek. Być może nie był to efektowny galop pod górkę, ale dzięki podjętym przez kobietę staraniom, Belvedere przynajmniej nie przeniósł ciężaru ciała na przód, dzięki czemu nie zablokował w pełni łopatek i jego ruch nie był znowuż taki ciężki. W narożniku łączącym długą ścianę z krótką, został przytrzymany do kłusa, w który wrócił bez walki, od razu zwalniając gdy tylko Mary Anna go o to poprosiła. Dzięki anglezowaniu prędko złapał wspólny rytm z jeźdźcem, co było przecież podstawą udanego przejazdu. Nie na długo zostali na ścianie, bowiem już przy najbliższej sposobności Mary skręciła na przekątną, po której Belvedere poszedł w prostej linii, wyznaczonej przez łydki równo opasające jego boki. Podążał też za wzrokiem kobiety, dzięki czemu udało im się dojechać do ściany w oczekiwanym punkcie, a stamtąd kontynuować kłus wzdłuż płotków aż do litery A, w której rozpoczęli kolejne pełnowymiarowe koło. Mimo zmiany w dosiadzie, tj. przejścia w półsiad, Belvedere nie przejawił większych trudności w prawidłowym wykonaniu rysunku koła. Tak długo, jak Mary była w stanie utrzymać kontakt na wodzy i równowagę w siodle, ogierowi nie robiło większej różnicy, jakim dosiadem "podróżowała". Zamknąwszy koło, wrócił na ślad i ponownie odnotował lekką trudność związaną z kłusem ćwiczebnym. Przy odrobinie konsekwencji utrzymał jednak wystarczająco aktywny kłus, by po wykonaniu półwolty w połowie długiej ściany nie mieć problemu z płynnym wejściem w galop z lewej nogi. Na tę stronę program przewidywał podobną ilość galopu, tym razem również ograniczając go do jazdy po pierwszym śladzie, co znacznie ułatwiało zadanie osobie zdającej. Także tym razem Belvedere zachował opanowanie i galopował spokojnie i rytmicznie, wykazując odpowiednią aktywność i akceptowalną przepuszczalność, dzięki której również powrót do kłusa był w miarę elegancki. Kłusem poruszał się aż do połowy długiej ściany, gdzie został poproszony o zatrzymanie; przygotowany na to, miał szansę zatrzymać się równo i to też uczynił, zachowując równowagę podczas przejścia. Po paru sekundach nieruchomości ponownie ruszył naprzód, stępem, w którym nieznacznie obniżył szyję i lekko wyciągnąl nos do przodu, jakby prosił o oddanie wodzy, choć nie była na to jeszcze właściwa pora. Już w K musiał ponownie ruszyć kłusem, ale nie trwało to długo, bowiem po pokonaniu narożnika, skręcili na linię środkową celem wykonania zatrzymania w jej połowie. Tym akcentem zakończyli przejazd i po ukłonie ze strony zawodniczki, zjechali stępem z czworoboku.
_________________

☆・゜・。・゜。・。・゜★
i am a rising star and i am very hot at the moment
you have to rely on the experience that you have
which is bigger than mine and don't give up

- ̗̀ ☆ I CAN AND I WILL. WATCH ME ☆ ̖́-

∞ ∞ ∞
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Zasady wymiany i nasze bannery znajdziesz tutaj.
Fort Florence
Eastbourne pogoda
Strona wygenerowana w 0,07 sekundy. Zapytań do SQL: 13