NSFW




Poprzedni temat «» Następny temat
Przesunięty przez: Jessie
2020-01-06, 22:06
Zawody ujeżdżeniowe
Autor Wiadomość
Nicole
Zawodnik
Skoki


Płeć: kobieta
Wiek: 21 lat
Wzrost: 170 cm

Ostatni trening: 25.06 - skokowy z Boldem
Podopieczny: Bold Venture
Pieniądze: £3425

Punkty doświadczenia: 56
Skoki: 35
Ujeżdżenie: 11
Cross: 1
Obycie z koniem: 11


Wysłany: 2019-03-09, 08:43   



Jazda Nicole i Segreti do tej pory pozostawiała dużo do życzenia, co mogło być spowodowane nie tylko brakiem skupienia kobyły i jej nieposłuszeństwem, ale również brakiem odpowiedniego wyczucia u kobiety. W końcu każdy koń inaczej reagował na działania ze strony jeźdźca i nie jest to w pełni jego wina. Trzeba po prostu przyznać, że obie zawiniły i powinny jednak odbyć przynajmniej jeden wspólny trening przed tymi zawodami.
Tak czy inaczej, Hiszpanka nie zamierzała rezygnować, wychodząc z założenia, że skoro już wyjechały na ten czworobok, powinny go opuścić dopiero po zrealizowaniu wszystkich punktów programu. W tej chwili jej jazda była już zupełnie treningowa, bez parcia na wygraną - z którą i tak mogły się już pożegnać. W rezultacie nie wyszło najgorzej, bo kobietę po prostu opuścił stres, który gdzieś w niej siedział i jej sygnały stały się bardziej przemyślane. W F znów wjechały na przekątną, gdzie amazonka postanowiła mocniej przypilnować klacz na prostej, aby ta linia była faktycznie prostą linią. Niestety, za bardzo skupiła się na tych pomocach a nie na innych, co przy kilku pierwszych krokach przełożyło się na swobodę łopatek, a mianowicie na jej brak. Zaraz jednak poprawiła swój błąd, wydłużając też mocniej wodze i zachęcając kobyłę, do rozluźnienia grzbietu. W H nabrała wodze znów na kontakt, wracając do stępa pośredniego i to przejście wyszło im naprawdę dobrze, a na pewno lepiej niż wcześniejsze. Po zmianie kierunku Nicole prowadziła Segreti w delikatnym ustawieniu do środka, na łukach ze zgięciem, na prostych rzecz jasna bez zgięć. Przed literką C, Hiszpanka mocniej usiadła w siodło i subtelną półparadą zakomunikowała ośmiolatce zmianę chodu, a mianowicie do klusa roboczego - ćwiczebnego, tak aby w literce przejście było naprawdę prawidłowe. W tym chodzie przejechały, aż do B, gdzie odbiły na dużą woltę, na której kobieta znów zaczęła anglezować. Niestety zgięcie nie było takie, jakie chciała uzyskać, choć było dość poprawne. Przy połowie koła amazonka stopniowo poczęła wydłużać wodze, nie zapominając o łydce, która zapraszała do oparcia się i podążania za wędzidłem. Jej celem było zejście kopytnej w dół nosem i rozciągnięcie szyi. Nie ryzykowała jednak, nie chcąc prosić o zbyt wiele - nie wiedziała w końcu na ile klacz jest w stanie zejść bez utraty równowagi i z zachowaniem równego tempa. Pod koniec koła zebrała ją znów do poprzedniego ustawienia, nie robiąc tego jednak chaotycznie, coby nie uderzyć jej wędzidłem i nie zepsuć rozluźnienia jakie zdołała uzyskać. W B wróciły na ścianę i kłusem roboczym dotarły do A, gdzie czekał ich wjazd na linię środkową. Podobnie jak przy poprzednim ustępowaniu, Nicole przygotowała Segreti już wcześniej, zaczynając w D i kończąc na tej samej wysokości co ostatnio, ale po drugiej stronie - w S. Działając przeciwnymi pomocami niż ostatnio, udało im się w naprawdę dobrym stylu wykonać ustępowanie i dotrzeć do wcześniej wspomnianej literki. Na ścianie Hiszpanka wyprostowała klacz, a w C wypchnęła do galopu roboczego, co było jednym z łatwiejszych punktów programu. Później wszystko wyglądała już tak samo jak na lewo, z tą różnicą że dzięki rozluźnieniu amazonki, Segreti również prezentowała się lepiej - z lekkością i swobodą ruchów. Wydłużenie od M i skrócenie na piętnastometrowym kole przy P, minęły szybko i w odczuciu Nicole prawidłowo, choć wszystkie punkty pozostawiały dużo do życzenia. Po zjechaniu z koła kierowały się galopem roboczym przez przekątną K-M. W M Nicole obciążyła zad, przycisnęła łydki i zwolniła klacz do kłusa roboczego. Tym chodem jechały przez długość ściany aż do H, zjeżdżając na kolejną przekątną. Na niej kobieta wzmocniła kontakt i ruchami miednicy skłoniła klacz do wydłużenia kroku, przechodząc w kłus anglezowany, wspomagając się także impulsami z łydek. Przed F zaś ponownie zadziałała półparada i przejście do kłusa roboczego, w którym wjechały na linię środkową, gdzie zatrzymały się na X. Hiszpanka ukłoniła się, po czym oddała wodze trochę niesfornej dziś kobyłce i zjechała z czworoboku, na rozprężalni mimo wszystko chwaląc ją obficie.

z.t
_________________

I've got memories and travel...............
............................ like gypsies in the night

Tell me something boy, aren’t you tired tryin' to fill that void
Or do you need more? my love

It all seems like a dream, it's not. Brian
I know there's something real out there for me.

I wanna fill your empty spaces, I want to play the part to reach
your heart 0

Every little lie you tell, can't keep it hid
You're just another nail on my coffin lid enemies

@edit by Delfin
 
     
Notesique Nox
Ujeżdżony


Płeć: klacz
Wiek: 4 lata
Rasa: KWPN
Właściciel: Jessie Wrens
Cena: £1975

Doświadczenie w skokach: 41
Doświadczenie w ujeżdżeniu: 40
Doświadczenie z lonżowania: 14
Kondycja: 30
Szybkość: 35
Wysłany: 2019-03-09, 13:08   



Notesique Nox pomyślne została rozgrzana przez zaufaną luzaczkę Jessie. Co prawda, Nox za wszelką cenę próbowała postawić na swoje, testując nerwy tymczasowego jeźdźca. Jednak po przekazaniu jej koniowatości, jej wysokości Wrens jej wybryki musiały się skończyć. Tutaj nie miała zbyt wiele do pogadania. Niestety jej właścicielka znała takie haki, które umożliwiały jej próby naginania jej cierpliwości. W dodatku chyba nie warto podskakiwać osobie, która Cię karmi, prawda? Bo jeszcze utnie jej smakołyki? Na to nie wolno sobie pozwolić, o nie nie. Kiedy ciało zawodniczki scaliło się z jej, a ona nabrała wodze na kontakt, wówczas mimowolnie poddała się kontaktowi z jej ręką. Na wyraźny sygnał, płynnie przeszła do kłusa. Od pierwszego taktu poruszała się aktywnie, acz równie wybijając takt. Sama poruszała się swobodnie, naturalnie napędzana genami, które przekazała jej matka. Będąc w niskim ustawieniu. tylne kończyny karej głęboko wkraczały pod kłodę, natomiast grzbiet był uniesiony, a szyja długa. Córka Lockharda trzymała potylicę nisko, a nos był delikatnie schowany za linię pionu, ale wyraźnie pokazywała swoje chęci poszukiwania kontaktu z wędzidłem. W takim, a nie innym ustawieniu wjechały na czworobok. Idąc po linii prostej, przez samym punktem X wiedziała, że czeka ją polecenie, więc nie zdziwiła się tym, że została poproszona o zatrzymanie się w punkcie X. Przejście było płynne, ale obciążenie wszystkie cztery kończyny nie było równe, ponieważ mocniej napierała na kończyny przednie Wyczekując na dalsze instrukcje, przegryzała mocno swoje wędzidło, znajdując sposób na uwolnienie energii w tym bezruchu. Niestety obciążone tak kończyny sprawiły, że przy przejściu ponownym do kłusa, klacz utraciła nieco równowagi, którą musiały szybko odzyskać. Na szczęście udało się to ustabilizować do zakrętu w prawo, który ich czekał. Zakręt ten wyjechała uważnie i dokładnie, wspierając się na łydce prowadzącej dziewczyny. Dopiero w punkcie B klacz zjechała na koło o średnic 15 metrów. Jak na młodego konia, Nox poradziła sobie bardzo dobrze, ponieważ nie tylko nie utraciła tempa, ale również koło wyglądało jak koło, a to było zawsze na plus. Zamknąwszy koło, poruszały się jeszcze aktywnie wzdłuż ściany, by następnie skręcić w przekątną. Na samej przekątnej pokazała kłus pośredni, gdzie widocznie poszerzyła ramy, aktywując mocniej swój zad. Zanim zjechały z przekątnej, klacz odpowiedziała na prośbę powrotu do kłusa roboczego. Nikogo nie mogło to zdziwić, ale zjechały ponownie na ścianę, by w literze E wykonać kolejne koło o średnicy piętnastu metrów. Ta strona nie była jej ulubioną stroną, co można było zauważyć po lekkiej oporności w wygięciach z jej strony. Mimo wszystko koło zostało nie straciło swojego kształtu. Na chwilę straciła koncentrację, kiedy to odzyskiwała równowagę nad swoim ciałem, a wtedy kątem oka wyłapała ruch, którego był tylko i wyłącznie cieniem ptaka. Kara zerwała się, usztywniając się i odskakując, kiedy to jej ciało pojawiło się równolegle do szranek. Jednak pani Wrens była na tyle uważna, że szybko doprowadziła klacz do porządku i powróciła klacz myślami do sygnałów, które wysyłała. Zdawałoby się, że zupełnie jej to nie ruszyło. Ponownie oparła się na kontakcie, stopniowo się rozluźniając. Aż w odpowiednim momencie zatrzymała się. Tym razem obciążyła wszystkie kończyny równomiernie, stąd równowaga jej ciała była zbalansowana. Klacz w bezruchu czekała na kolejne sygnały. Aż Jessie zezwoliła klaczy przejście do stępa. Następnie zjechały na przekątną, gdzie miała zaprezentować najlepszej jakości stęp.. jednakże klacz rozleciała się na kawałki, gubiąc rytm i na nowo go odzyskując. Over and over. W połowie krótkiej ściany przeszła płynnie do kłusa, by chwilę później rozbujać swe ciało i wyskoczyć do galopu. Tutaj trzeba przyznać rację, że galop rzeczywiście był o dużo lepszy. Charakteryzował się naturalną okrągłą, obszerną foule. To było tak naturalne, że miło było oko zawiesić. W B zjechały na kolejne koło, tym razem większe z racji specyfikacji chodu, a od razu kiedy je zamknęły zmieniły kierunek przez przekątną oczywiście poprzez mianu chodu na niższy, Natomiast w punkcie M wznowiły galop o podobnej jakości, ale tym razem z lewej nogi. W połowie drugiej ściany powtórzyły koło, wykonując je poprawnie. Klacz poprawnie wpisała się w koło, odpowiadając należycie na pomoce. Nie utraciła tempa, a koło miało swój ustalony kształt. Szastnęła w międzyczasie ogonem, jakby nigdy nic. Zamknąwszy koło zjechały na przekątną, by za literą X przejść do kłusa. Na przekątnej po raz kolejny poszerzyła ramy, mocniej angażując zad do pracy. Dojechawszy do końca przekątnej, ramy zostały skrócone i tym samym para powróciła do aktywnego, acz swobodnego kłusa roboczego. W pewnym momencie skręciły na linię środkową czworoboku, gdzie w punkcie X Nox zatrzymała się na prośbę dziewczyny. Tym popisem zakończyły swój przejazd. Więc Jessie oddała jej wodze, a klacz chętnie wyciągnęła się do przodu, rozluźniając każdą partię swojego ciała. Lekko odwróciła łeb w jej stronę, kiedy ją chwaliła, podczas zjeżdżania z czworoboku.
_________________
...
...

Help me, it's like the walls are caving in.
Sometimes I feel like giving up.
But I just can't. It isn't in my blood




N O T E S I Q U E | N O X
o: Lockhard m: Notesique Sollenamento Hell

■ właściciel: została wyhodowana w Orchard Stable,
i była jej własnością przez jakiś czas, lecz teraz
Jessie Wrens nabyła ją, by wyprowadzić na wyżyny sukcesu.

■ moje: paszport, sprzęt

■ uwagi: klacz została dopiero co zajeżdżona, więc nic
dziwnego, że wciąż ma problemy z zachowaniem równowagi.
Czasem ma wrażenie, że ciągle potyka się o własne nogi.





I'm crawling in my skin. Sometimes I feel like giving up.
But I just can't. It isn't in my blood.

I I


Kuta na przody, ostatnia wizyta kowala: 21.01.2020.
 
 
     
Nadya
Jeździec zaawansowany


Płeć: kobieta
Wiek: 25 lat {18.01}
Wzrost: 171 cm
Zawód: architekt (nie pracuje), jeżdziec
Partner: bottle of whisky will do the trick

Ostatni trening: 04.2019 - skokowy - Jim Beam Rye
Podopieczny: Jim Beam Rye, Prescription Boy
Pieniądze: £2495

Punkty doświadczenia: 68
Skoki: 22
Ujeżdżenie: 29
Cross: 8
Obycie z koniem: 9


Wysłany: 2019-03-10, 13:28   



Tym razem decyzja, czy brać udział w tych zawodach zajęła mi więcej czasu, z różnych przyczyn, ale kiedy już ją podjęłam, było wiadome, że wezmę udział w Boyem. Inny koń w ogóle nie wchodził w rachubę, skoro miałam Boy'a i już dość dobrze się znaliśmy. W dniu zawodów wpadłam do stajni wcześniej, zaniosłam swoje rzeczy do socjala i wpadłam do Presc'a. Po krótkim przywitaniu zabrałam go na myjkę, gdzie czekały już przybory i lśniący czystością sprzęt. Pieczołowicie go wyczyściłam, zaplotłam grzywę i osiodłałam, po czym zostawiłam na chwilę pod okiem stajennych. Gdy i ja byłam już przebrana i gotowa zgarnęłam go z myjki i zaprowadziłam na rozprężalnię. Tam zaczęliśmy od stępu na luźnej wodzy, po kilku minutach takiej pracy nabrałam wodze na kontakt i rozpoczęliśmy wykręcanie figur, zmiany kierunku, wydłużanie i skracanie wykroku i przejścia. Podobnie rozgrzewka wyglądała w kłusie, a potem w galopie, już z przejściami przez wszystkie chody, poświęciliśmy też chwilkę na ustępowanie, a przynajmniej jako takie przygotowanie do tego elementu i gdy uznałam, że jesteśmy odpowiednio rozgrzani zwolniliśmy przez kłus do stępa i dałam Boy'owi chwilę odpoczynku, zanim nas wywołają.
Kiedy nas wyczytano posłałam zangersheide półparadę i dodałam łydki, prosząc o kłus, następnie stopniowo nabrałam wodze na kontakt, chcąc osiągnąć na nim pewność i elastyczność, oraz stabilność. W ten sposób pojawiliśmy się w okolicach czworoboku, który najpierw okrążyliśmy poza szrankami. To była chwila na zapoznanie się z obiektem i ustalenie satysfakcjonującego tempa w kłusie, aktywnego i przede wszystkim równego, ale nie przesadzonego. W końcu wjechaliśmy na czworobok w A, na linię środkową. Pilnując równego tempa, jednocześnie trzymałam Boya zamkniętego w łydkach, aby nie spływał z linii prostej, posyłając mu też półparady, po pierwsze aby zachować nasze dotychczasowe porozumienie i skupienie, po drugie, aby przygotować go przed zatrzymaniem. Będąc coraz bliżej X w końcu posłałam mu pełną paradę, blokując dosiad i podstawiając zad pod kłodę. Zatrzymaliśmy się dokładnie w punkcie, jednak z nieco krzywym ustawieniem tylnych nóg. Przypilnowałam go w zatrzymaniu, ukłoniłam się i ponownie poprosiłam go o ruszenie, dalej kłusem roboczym. Kontynuowaliśmy jazdę po linii środkowej zbliżając się do krótkiej ściany. Tu dokładnie wygięłam go od łydki na zakręcie w prawo, zjeżdżając pod ścianę. Poświęciłam chwilę na wyregulowanie tempa, następnie ścięliśmy dokładnie narożnik i zjechaliśmy pod długą ścianę. Na niej kontynuując równe, ale aktywne tempo w kłusie, posyłając ogierowi kolejne półparady dotarliśmy do B, gdzie skręciliśmy w prawo, o czym wcześniej go uprzedziłam. I tym razem starałam się o ładne wyjechanie zakrętu. Przejechaliśmy przez środek czworoboku. Przez ten odcinek trzymałam go pewnie na linii prostej, z pomocą łydek, jednak pomimo prób pilnowania nieodmiennie równego tempa zdarzało nam się je wytracać na tym krótkim odcinku. Zbliżając się do E udało nam się to wyrównać, napięłam krzyż i podstawiłam jego zad pod kłodę z pomocą łydek, posyłając mu przez to półparadę, po czym zmieniliśmy kierunek jazdy, skręcając w lewo i zjeżdżając tym samym pod ścianę w E. Pod ścianą na razie udawało nam się utrzymywać równe tempo w kłusie. Wyjechaliśmy dokładnie narożnik, aby znaleźć się pod krótką ścianą. Na tej ścianie posłałam Boy'owi przygotowującą półparadę przed kolejnym elementem, po czym w A znowu skręciliśmy na linię środkową, na której dalej pilnowałam go łydkami, aby nie spływał na boki, przygotowując go jednocześnie do ustępowania, które rozpoczęli w D, na prawo. Od tego miejsca zaczęłam wewnętrzną wodzą nadawać ustawienie głowy do wewnątrz, zewnętrzną utrzymując ustawienie pomocy, pilnując aby Prescription nie zginał za bardzo szyi, wewnętrzną łydkę cofnęłam nieznacznie, oddziałując nią na wewnętrzną tylną nogę Boy'a, motywując ruch do przodu i w bok w momencie gdy ta kończyna odrywała się od ziemi, zewnętrzną łydką dopilnowywałam aktywnego ruchu do przodu, jednocześnie zapobiegając przed nadmiernym ruchem w bok. Początkowo ten element wychodził nam nawet dobrze, nawet jeśli stylistycznie coś nam brakowało, ale w miarę zbliżania się do długiej ściany, ponownie wyczułam lekkie wyhamowywanie w tempie, co sprawiało, że kłus był nieco urywany, a to z kolei odbijało się na jakości ustępowania, pomimo, że starałam się jakoś zachęcić Boy'a do aktywniejszego ruchu naprzód. Wróciliśmy pod ścianę ruszając dalej kłusem roboczym. Już na ścianie ogier otrzymał półparadę i korzystając z tej chwili chciałam uzyskać nieco pewniejsze dla mnie tempo i lepsze porozumienie z Boyem. Wygięłam go ładnie od łydki na narożniku, a już na krótkiej ścianie przygotowując go do przejścia. W końcu w C cofnęłam zewnętrzną łydkę, dodałam obie do boków kasztana, wypchnęłam go lekko z bioder, zachowując stabilny kontakt na wodzach, sygnalizując mu galop roboczy, przy tym obciążając lewą nogę, skupiając się następnie na wypracowaniu dobrego tempa, pozwalając Presc'owi nawet na nieco energiczniejsze tempo (w granicach zdrowego rozsądku), byle potem nie mierzyć się z takimi problemami, z jakimi głównie do tej pory się mierzyliśmy, podczas tego przejazdu. Wyjechaliśmy dokładnie kolejny narożnik, już w nim kumulując energię, po czym posłałam mu kolejną półparadę, przygotowując do nowego elementu, następnie w H zaczęłam mocnej wypychać Boy'a do przodu biodrami, dojeżdżając go łydką do ręki, dając mu więcej rozpędzającej łydki niż wodzy, która lekko miała go wstrzymywać, prosząc go przez ten szereg pomocy o wydłużenie galopu. Może ten element nie wyszedł nam absolutnie i w stu procentach, ale i tak należał do tych bardziej udanych. Ponownie zadziałałam półparadą zbliżając się do V, po czym odbiliśmy na koło w lewo o średnicy 15 metrów, utrzymując na nim pomoce do wydłużonego galopu. Poza tym cofnęłam zewnętrzną łydkę, aby pilnowała zadu, wewnętrzną pracując na popręgu, wodzami wskazując kierunek jazdy, utrzymując zgięcie w potylicy, ale też zapobiegając nadmiernemu wygięciu szyi. Przy tym starałam się o równe tempo i o ile ładnie wyginaliśmy się na kole, wpisując w jego rysunek, to na odmianę wydłużenie właśnie zaczęło kuleć, dopóki nie skróciłam go do galopu roboczego w połowie figury, z większym powodzeniem utrzymując stabilne tempo, do zamknięcia koła. Następnie ścięliśmy narożnik, aby przejechać pod krótką ścianą, na której jedynie pilnowała aktywnego galopu, posyłając zangersheide półparady. Po wyjechaniu kolejnego narożnika znaleźliśmy się pod długą ścianą. W F odbiliśmy na przekątną, co wcześniej mu zaznaczyłam. Na przekątnej pilnowałam go łydkami, aby nie schodził z linii prostej, posyłając mu jeszcze jedną półparadę, po czym w X siedząc głęboko w siodle wyprostowałam się, ściągnęłam pięty w dół, dodałam łydki do jego boków zamykając place na wodzach i prosząc Boy'a o zwolnienie do kłusa roboczego. Wróciliśmy pod ścianę, aby zaraz wygiąć się w narożniku, aby go właściwie wyjechać, po czym zjechaliśmy pod krótką ścianę, na której ogier otrzymał dodatkową półparadę. Ścięliśmy kolejny narożnik, zjeżdżając pod długą ścianę. I tym razem skupiłam się na skumulowaniu energii, po czym w M skierowaliśmy się znowu na przekątną z wydłużeniem kroku w kłusie, co osiągnęliśmy dzięki podobnemu szeregowi pomocy. Cały element wyszedłby dość przyzwoicie gdyby nie jeden, wydawałoby się mały szczegół, o którym zapomniałam - zamiast anglezować utrzymywałam kłus ćwiczebny, siedząc przez całą przekątną w siodle. Z tego błędu zdałam sobie sprawę później, gdy i tak już nic nie mogłam z tym zrobić. Widać, że to też nie był mój dzień. Pokonaliśmy kolejny narożnik, aby zjechać pod krótką ścianę. Tam posłałam Boy'owi półparady, po czym dojeżdżając do X wysłałam mu pełną paradę, zadbałam o podstawienie zadu pod kłodę i zablokowałam dosiad do zatrzymania, utrzymując go w zatrzymaniu przez określoną ilość czasu, po czym dodałam mu łydki prosząc o ruszenie stępem pośrednim. Utrzymując równe, ale aktywne tempo, a przynajmniej próbując to osiągnąć, jednocześnie dbałam o to aby stęp pośredni wyglądał prawidłowo, co niekoniecznie nam wyszło, poza tym, że znowu mieliśmy problemy w komunikacji, co objawiało się urywanym tempem. Wygięłam ją, owijając wokół swojej łydki na narożniku, pod długą ścianą od razu zwracając uwagę Presc'a na kolejny punkt programu, zanim w F zjechaliśmy na przekątną, przy tym przechodząc do stępu pośredniego. Udało mi się utrzymać go na linii prostej i w stałym tempie, dając mu więcej swobody na wodzach, jednak sam stęp swobodny nie do końca nam wyszedł, ze względu na braki w rozluźnieniu grzbietu, chociaż starałam się nieco więcej wykrzesać z tego stępu.
Wracając pod ścianę w H wróciliśmy też do stępu pośredniego, o czym wcześniej uprzedziłam Presca półparadą. Ruszyliśmy dalej pod ścianą, a ja skupiałam się głównie na dobrej jakości tego chodu i równym tempie. Zaraz wyjechaliśmy dokładnie narożnik, aby znaleźć się pod krótką ścianą. Na niej, nadal pilnując aktywnego ruchu naprzód zadziałałam popędzająco łydkami i dosiadem, zaciskając również uda, oraz ułamek sekundy później odchyliłam się delikatnie do tyłu i przytrzymałam wodze, aby zapobiec przyspieszeniu, wysyłając mu skupiającą półparadę. Następnie zbliżając się do C, siedząc pewnie w pełnym dosiadzie, dodałam Boy'owi łydki i wypchnęłam go lekko, prosząc o kłus roboczy. Kilka chwil później wygięłam ogiera na narożniku i ruszyliśmy pod długą ścianą, gdzie znowu przed B zastosowałam przygotowującą półparadę. Jak na razie udawało nam się utrzymać dość równe tempo. W B zjechałam spod ściany na koło w prawo o średnicy 20 metrów. Cofnęłam zewnętrzną łydkę za popręg, aby zapobiegała wypadaniu Boy'a w tym punkcie, wyginałam go od wewnętrznej łydki, wodzami nadając kierunek jazdy i zgięcie w potylicy, chcąc osiągnąć równowagę i właściwy rysunek koła, przy zachowaniu stałego tempa, co okazało się najbardziej problematyczne. Tym razem nie zapomniałam też o anglezowaniu, znajdując właściwy rytm w zgraniu z kasztanem. Jeszcze zanim zaczęłam schodzić z nim w dół pojawił się już dobrze nam znany problem z nierównym tempem, który odbił się też trochę na prawidłowym wygięciu na kole. Próbowałam to skorygować, na ile miałam możliwość, następnie w odpowiednim miejscu weszłam na mocniejszy kontakt zamykając zangersheide w łydkach prowokując go do oparcia się na wędzidle, po czym powoli oddawałam mu wodze zachęcając Presca, aby poszedł w dół za wędzidłem obniżając szyję, do momentu aż otworzył się w potylicy, następnie zachęcając go do przemielenia wędzidła, przed zamknięciem koła stopniowo wracając do poprzedniego ustawienia. Sam element żucia z ręki wyszedł nam całkiem dobrze, gorzej było z zachowaniem tempa i rysunku koła. Zamknęliśmy koło i ruszyliśmy dalej pod ścianą kłusem roboczym, aby nieco później wygiąć się na narożniku i zjechać na krótką ścianę. Tam od razu zaczęłam działać półparadami, po czym w A zjechaliśmy na linię środkową, aby w D rozpocząć ustępowanie od łydki z pomocą tych samych pomocy co wcześniej, tyle, że dopasowanych do odwrotnego kierunku jazdy niż poprzednio, czyli w lewo. Sam element może wyszedłby nam jakościowo lepiej niż poprzednim razem, gdyby nie fakt, że tym razem w całym ustępowaniu zabrakło nam energii. Wróciliśmy pod krótką ścianę w S. Wkrótce ścięliśmy narożnik i znaleźliśmy się pod krótką ścianą, na której też zaczęłam go przygotowywać do kolejnego przejścia. W C cofnęłam nieco zewnętrzną łydkę, dodając obie do jego boków i wypychając ogiera do galopu roboczego, obciążając przy tym bardziej prawą stronę, następnie motywując go do energicznego, ale stałego tempa w tym chodzie. Wygięłam go od łydki na kolejnym narożniku, znowu korzystając z półparady, aby go na sobie skupić i przygotować do kolejnego elementu. W M rozpoczęli wydłużanie galopu, przez szereg pomocy: łydką działałam napędzająco na zad, a ręką delikatnie wstrzymywałam, wypychając go też mocniej biodrami. Cały element wyszedł nam nawet nieźle, chociaż może nie perfekcyjnie, ale udało nam się uzyskać widoczne wydłużenie i poszerzenie ram, przy dość równym tempie. Przed P kasztan otrzymał kolejną półparadę, po czym odbiliśmy na koło w prawo o średnicy 15 metrów, gdzie ponownie pojawiły się problemy z poprzedniego, tak więc chociaż prezentowaliśmy prawie niezłą jakość wydłużonego galopu, w połowie poprawnie skracając galop, samo wykonanie koła jako takiego pozostawiało wiele do życzenia, co sprawiło, że ja też się nieco spięłam, chociaż wiedziałam, że nic dobrego to nie przyniesie. Na pozostałym kawałku pod długą ścianą i na krótkiej ścianie moja koncentracja poszła na większe rozluźnienie i trzymanie stałego tempa. Wraz z kolejnym prawidłowo wyjechanym narożnikiem znaleźliśmy się więc pod równoległą długą ścianą. Tu, w K odbiliśmy na przekątną, o czym wcześniej uprzedziłam ogiera półparadą. Na przekątnej starałam się o wciąż równe, ale aktywne tempo, pilnując go łydkami na linii prostej, i o ile to drugie mi się udawało, to pierwsze już mniej. Jeszcze na przekątnej ponownie zadziałałam popędzająco łydkami i dosiadem, zaciskając uda oraz ułamek sekundy później odchyliłam się delikatnie do tyłu i przytrzymałam wodze, wysyłając Boy'owi skupiającą półparadę, po czym w X zwolniliśmy do kłusa roboczego, którym kontynuowaliśmy przekątną, zanim zjechaliśmy pod ścianę w M. Kolejny narożnik pokonany poprawnie, przejechaliśmy pod krótką ścianą bez żadnych przygód, niestety nieco urywanym tempem. Ścięliśmy kolejny narożnik, w którym wysłałam mu półparadę i w H odbiliśmy na przekątną z jednoczesnym wydłużeniem kroku w kłusie, dzięki podobnemu szeregowi pomocy co wcześniej. Tym razem wydłużenie wypadło nieco gorzej, poszerzenie ram było mniej widoczne, jakość elementu co za tym idzie byłą gorsza, powróciło urywane tempo, jednak gwoździem do trumny tego punktu programu była kolejna pomyłka - wydłużenie miało być w kłusie anglezowanym, a nie wysiadywanym, jednak skupiona na innych kwestiach tego elementu o tej "drobnostce" całkiem zapomniałam. Braawo ja.
W F przy zjeździe pod ścianę skróciliśmy, ruszając dalej kłusem roboczym, aby zaraz wygiąć się na narożniku i zjechać pod krótką ścianę. Tam wysłałam mu jeszcze jedną półparadę, zanim w A zjechaliśmy na linię środkową, na której przynajmniej utrzymywaliśmy równe tempo po prostej linii, na której znowu zadziałałam półparadami, aby w X wysłać Presc'owi pełną paradę, zablokować dosiad, a po zatrzymaniu dokładnie w tym punkcie przytrzymać go w nieruchomości. I tym razem zatrzymanie wyszło dokładnie w X, ale trochę zaszwankowało podstawienie zadu. Ukłoniłam się, po czym dodałam mu łydkę, prosząc ogiera o ruszenie stępem swobodnym, w którym dałam mu luz na wodzach i w ten sposób opuściliśmy czworobok. Po drodze nie zapomniałam go pochwalić, bo mimo wszystko przecież odwalił kawał roboty, a to ja tu miałam "sklerozę" i zapominałam na przykład o anglezowaniu.
zt
 
     
Tate
Instruktor
★


Płeć: kobieta
Wiek: 26 lata
Zawód: Pracuje jako wsparcie graficzne w Riot Games UK
Partner: Nikolaj
Właściciel: Diabeł
Podopieczny: Falling Away, Aventador
Pieniądze: £85

Punkty doświadczenia: 32
Skoki: 21
Ujeżdżenie: 6
Cross: 1
Wyścigi: 3

Wysłany: 2019-03-10, 14:01   



Kolejnym przejazdem dla Tate była Lka z także mało jej znanym koniem, Hiddenem. Młody achał należał do innej amazonki Orchardu, która nie chciała startować w zawodach, lecz jak najbardziej rozwijać Dragona. Tym samym przejęła do Tate, która nie posiadała ujeżdżeniowców, a nie miała potrzeby się ograniczać, póki nie były to zawody na poziomie sportowym.
Od rana zajęła się czyszczeniem i rozgrzewaniem ogiera, później pozwalając mu się rozstępować. Nie do końca pamiętała przejazd, nie obawiała się tego - może się podczas przejazdu przypomni. Wbrew pozorom nie zależało jej jakoś specjalnie na tych zawodach, ważniejsze były teraz drużynówki i wszelkie zawody skokowe. Po wezwaniu na czworobok objechała szranki, wjeżdżając w A na linię środkową. Zamknęła ogierka w łydkach, wykonując paradę w X, by ukłonić się sędziom i zebrać wodze, wypychając ogiera do kłusa. Po kroku w przód skręciła w prawo, owijając Hiddena wokół łydki, skłaniając do dalszego kłusa. Dojeżdżając do ściany wjechała na koło o średnicy 15 metrów, na którym mimo usilnych pomocy z dosiadu i łydek traciła zad ogiera, który miotał się jak szatan w każdą losową stronę, tracąc przy okazji całe tempo kłusa. Następie zjechała z koła, rzucając półparadę, wyrównując w łydkach, by ruszyć wzdłuż boków czworoboku. W narożnikach wzmocniła łydkę przy popręgu, drugą wzmacniając skręt zadu, zaś wodzami pilnując, by szyja była odpowiednio zgięta.
Dojeżdżając do K skręciła na przekątną, na której przez błąd amazonki nie pilnowali odpowiedniego tempa, ogierek pozwolił sobie na szaleństwo i znaczne przyśpieszenie tempa wraz ze zgubieniem linii. Dopiero pod koniec przekątnej Tate to zniwelowała, wracając do kontroli i sprowadzenia ogiera do kłusa roboczego. W nim przejechali spory fragment ścian czworoboku, dojeżdżając do E, gdzie zjechali na kolejne koło. Na nim w miarę udało im się utrzymać tempo i łuk, dzięki działaniu łydek w celu uzyskania łuku i utrzymaniu tempa, zaś zewnętrzną wodzą musiała mocniej działać, aby ogier nie przekrzywiał za bardzo szyi.
Wracając na ścianę ruszyli dalej kłusem roboczym wzdłuż ścian, przed A rzuciła mu zaś półparady aby w A dociążyć zad, docisnąć łydki i ściągnąć wodze w celu przejścia do stępa. Tu pojawił się pierwszy błąd, o którym Tate nie miała pojęcia, więc nie wpłynęło to na samopoczucie. Dalej z lekkim uśmiechem na ustach kontynuowała stęp przez ścianę, przekątną, zjeżdżając obok C, przed literką zaś znów rzuciła kilka półparad i poprosiła Hiddena o kłus wypchnięciem z miednicy i dodaniem łydki. W kłusie przejechali krótką ścianę i narożniki, by przed M Tate wykonała ruch miednicą i udami, prosząc ogiera o zagalopowanie na prawą nogę. Tutaj znów wykonała błąd, gdyż zamiast zjechać na koło galopowała wzdłuż ścian aż do K. Przed K Hidden otrzymał kilka półparad, następnie zjechali na przekątną, na której Amerykanka zamknęła ogiera w pomocach do równej linii. W ponownie ogier otrzymał półparady, zaś przed M przejście do kłusa, by zagalopować ponowie, ale na lewą nogę.W galopie na lewą przejechali spory fragment ścian, dopiero dojeżdżając do E zjeżdżając na koło o średnicy 20 metrów. Na nim przesunęła zewnętrzną nogę bliżej zadu, docisnęła wewnętrzną, zaś wodzami kontrolowała odpowiednie zgięcie szyi. Następnie kontynuowali galop wzdłuż ścian, by zjechać na kolejną zmianę kierunku, przed zjazdem zaś rzuciła ogierowi półparady, by skłonić już za M do kłusa pośredniego. Przed K powtórzyła półparady, skracając mu wykrok i skłaniając do kłusa roboczego, w którym po objechaniu ścian wjechali na linię środkową, gdzie się ukłonili i wyjechali z czworoboku na długiej. zt
_________________

• • • •

But the lightning in their eyes huddled me into whatever
they needed me to become
» Leon Vardas •Nikolaj Andersen• Nicole Velien «

You were a vision in the morning when the light came through
I know I've only felt religion when I've lied with you

I love you ♥ » Nikolaj «

You're ripped at every edge but you're a masterpiece
[PMS ]1

I guess I just lost my husband........ex.
I don't know where he went.........boyfriend

I'm alright, I'm just fine, and you're a tool
♥ Aventador ♥ Falling Away ♥

 
     
Leon
Jeździec zaawansowany


Płeć: mężczyzna
Wiek: 24 lata
Rasa: Człowiek
Wzrost: 195 cm
Podopieczny: Bijou Caramel ll Dragon Age ll Shadowfax
Pieniądze: £1045

Punkty doświadczenia: 55
Skoki: 27
Ujeżdżenie: 10
Cross: 3
Wyścigi: 3
Obycie z koniem: 12


Wysłany: 2019-03-10, 15:47   


Dla Leona start w tych zawodach był sprawą oczywistą i nie zamierzał ich sobie odpuszczać. Jego równie oczywistym wyborem do tych zawodów był wierzchowiec, którego planował na nie ze sobą zabrać. Shadowfax Espiritu Salvaje andaluz który w sumie należał do niego od samego początku był pierwszym i jedynym słusznym do tego wyborem, a Leon darzył go ogromną sympatią i mieli silną więź. W dniu zawodów pojawił się dość wcześnie w stajni, by udać się pod boks ogiera i przywitać się z nim. Zawody odbywały się w Orchardzie, więc przynajmniej nie musieli się przenosić nigdzie na czas zawodów. Po chwili już kierował się z nim na myjkę, gdzie przywiązał ogiera i zabrał się za jego czyszczenie. Włosie zaplótł w koreczki i go osiodłał, by po krótkim wizycie w socjalu w celu ogarnięcia własnego stroju wrócić po konia i udać się z nim na rozprężalnie. Tam poświęcił dość dużo czas na stęp najpierw na luzie, a potem już na pełnych obrotach. Ćwicząc z nim podstawowe elementy które w nim się przewijały, potem kolejno przeszli do kłusa i galopu ćwicząc na tej samej zasadzie co wcześniej. Postarał się przepracować z nim wszelakie pojawiające się problemy, wypracować dobrą giętkość i wyczucie na pomoce. W końcu powrócił z nim do stępa, gdzie po oddaniu mu wodzy czekali na wezwanie na czworobok.

W końcu usłyszał swoje dane i zrozumiał że nadszedł czas, kiedy mieli pojawić się na czworoboku. Pozbierał ogiera do wcześniej wypracowanego ustawienia i poprosił go o przejście do kłusa, kierując w okolice czworoboku. Dociążając jego zad prosił go o za aktywowanie go w pracę, prowadząc jednocześnie w równym korytarzu ustawionym z wodzy. Okrążyli czworobok dookoła dając sobie czas na zapoznanie się z miejscem, jednocześnie starał się ustabilizować tempo i dograć ostateczne szczegóły. W końcu zakręcili do środka czworoboku wyjeżdżając na linię środkową i poruszając się ku jego środkowi, gdzie utrzymywał go w korytarzu z łydek i wodzy by poruszał się po linii prostej. Przed punktem X wysłał mu kilka półparad i jedną pełną w punkt, by zblokować ruch miednicą odchylić się w tył i ściągnąć wodzę do ciebie. Zatrzymanie w punkt, jednakże Leon spóźnił się dopchnięciem łydką zadnich nóg konia pod kłodę i krzywo stanęli. Po ukłonie i półparadzie wypchnął ogiera z powrotem do kłusa, jednak ostatecznie przeszli do niego dopiero po kroku w stępie. Jednak sam kłus do krótkiej ściany w zasadzie jej środka był już całkiem poprawny. Dojechawszy do końca linii skręcili w prawo, wyginając ogiera od wewnętrznej łydki i prowadząc go na zewnętrznej wodzy. Podobnie poprowadził go przez kolejny narożnik, gdzie kontynuowali jazdę po długiej ścianie czworoboku. Miał wrażenie że trochę mógłby mieć lepsze tempo tego kłusa, aczkolwiek ostatecznie wyjdzie to dopiero na ocenach sędziów. Po dojechaniu do B skręcił w prawo z ogierem do środka czworoboku, by dojechać E i skręcić w lewo. Pojechali dalej wzdłuż długiej ściany czworoboku, starał się utrzymać z ogierem ogólne jego zaangażowanie w pracę oraz jakoś chodu. Poprowadził go przez kolejny narożnik, a potem na linię środkową w A by po przejechaniu 6m zacząć ustępowanie od łydki w prawo. Zewnętrzną wodzę zostawił prowadzącą i pilnującą zgięcia ogiera w potylicy, a wewnętrzną nadawał zgięcie łba siwka do wewnątrz. Wewnętrzną łydkę cofnął o szerokość dłoni, nakłaniając ogiera do ruchu naprzód i w bok. Natomiast zewnętrzna łydką pilnował ruchu naprzód oraz zapobiegał nią nadmiernemu zgięciu w bok. Tu mu właśnie pokazało że zbrakło mu tego odpowiedniego impulsu i mimo że ogier nawet nieźle szedł w przód i bok, to pojawiły się niedociągnięcia w krzyżowaniu nóg ogiera i ta jakoś kłusa nie była najlepsza. Dojeżdżając do R czyli do ściany naprostował ogiera na niej i kontynuowali kłus dalej naprzód, by wyjechać narożnik i przed C przygotował go do zmiany chodu w którym mieli się poruszać. Uprzedził ten ruch półparadą, by w tym celu wziąć go bardziej na siebie, cofnąć zewnętrzną łydką, dociążyć bardziej wewnętrzną stronę siodła i wypchnąć z siwka z bioder w najwyższy z chodów. Wysunął przy tym lekko ręcę w przód, aby ogier mógł swobodnie przejść do tego chodu. Od samego początku Leon miał problem z wyegzekwowaniem odpowiedniego, eneergicznego tempa jak na robocze oczywiście. Dlatego niestety weszli w narożnik dość sztywno i przy zejściu na długą ścianę mimo usilnych starań chłopaka, aby ogier wydłużył krok ten element im w ogóle nie wyszedł. Walczyli niemal przez całą długą ścianę o poprawę jakości galopu, o zaokrąglenie go i dogadanie się. Jednak skutek był niemal żadny, więc po dojechaniu do V gdzie zeszli na koło u nich wyszło bez skrócenia do roboczego tempa z wydłużenia galopu bo nie mieli co skracać. Postarał się jednak o odpowiednie wygięcie ogiera od wewnętrznej łydki zostawionej na popręgu, zewnętrzną przesunął za i pilnował jego zadu. Wewnętrzną wodzą nadawał zgięcie ogiera w potylicy, zewnętrzną prowadził konia po kole. Te koło też wyszło im bardziej jajowate niż okrągłe, ale mleko już się rozlało i trzeba było to znieść z godnością. Zamknęli koło i pojechali wzdłuż ściany i kolejno przez dwa narożniki do F, gdzie zeszli na przekątną czworoboku. Dalej ogólna jakość galopu nie była powalająca, ale może przy następnej próbie wyjdzie im to lepiej. Dojeżdżając do połowy przekątnej w X przytrzymał ogiera do kłusa po kilku półparadach, by w niej dokończyć linię prostą. Starał się utrzymać zarysowaną linię prostą nie tylko w teorii, trzymając Shadowa w zamkniętych łydkach i korytarzu z wodzy. Wyjechali kolejne dwa narożniki przez krótką ścianę, by w M po pojawieniu się na długiej zjechać na kolejną przekątną czworoboku. Tam mieli zaprezentować wydłużenie kroku, które wcześniej w galopie im w ogóle nie wyszło. Od razu zachęcił go do poszerzenia swoich ram, przytrzymując go na wodzach tak aby wydłużył swoje kroki oraz także sylwetkę z jednoczesnym dociśnięciem łydek do jego boków. Jednocześnie zaczął anglezować w siodle, unosząc się i opadając w nie w rytm kroków konia. Udało mu się tym razem to na tyle, że przynajmniej miał pewność że zaliczą mu ten punkt programu. Aczkolwiek można by się przyczepić do tego że ogier miał tendencje do słabnięcia i Leon musiał cały czas go upominać, by nie zgasł mu na tyle by zaprzestali w ogóle wykonywania tego ćwiczenia. Po powrocie na ścianę wziął go na siebie po półparadzie i skrócił do roboczego tempa. Wyjechali narożnik na krótką ścianę, gdzie przed A wysłał mu kilka półparad i jedną pełną w punkt. Wraz z nią pomoce do pełnego zatrzymania - zablokował ruch miednicą, odchylił się w siodle i ściągnął wodzę. Dopchnął tym razem łydką nogi pod kłodę, co zaowocowało zatrzymaniem się w punkt aczkolwiek nadal minimalnie nie równo. Odliczył Leon kolejno w myślach 5s, by po tym czasie poprosić Shadowa o ruszenie stępem naprzód. Siwek miał się poruszać energicznie, ale nie rozpędzając się przesadnie. Przy jednoczenym wyraźnym zaznaczeniu kroków, gdzie ślady tylnych kopyt nieco przekreślają ślady przednich. Wyjechali narożnik by w F zjechać na kolejną przekątną czworoboku przez X do H, gdzie mieli zaprezentować stęp swobodny. Oddał mu wodzę zachęcając tym samym do zejścia łbem w dół i przód, jednocześnie pilnując dosiadem jego ruchu naprzód i trzymając w łydkach by wszedł po linii prostej do wyznaczonego punktu. Sam stęp swobodny nie był taki zły, ponieważ Shadow wyraźnie miał swobodę łopatek, przekraczał odpowiednio swoje ślady. Jednak wraz z końcem przekątnej kiedy chciał go zebrać do wcześniejszego ustawienia, ogier się widocznie spiął i niechętnie chciał wejść z powrotem na kontakt. Leon musiał na chwilę odpuścić i ponownie zebrać go raz jeszcze, mocniej zachęcając go do powrotu do ustawienia i przyjęcia ręki jeźdźca dosiadem. Wyjechali narożnik kolejno i znaleźli się na krótkiej ścianie, gdzie po dojechaniu do C Leon wysłał ogierowi pomoce do zakłusowania. Przejscie na szczęście wyszło im dość płynne, by pojechać dalej nawprost aż do B, gdzie zeszli na 20m koło. Zaczął od razu anglezować w siodle, wyginając ogiera od wewnętrznych pomocy, a zewnętrznymi go prowadząc i ograniczając. Dodatkowo zaczął mu stopniowo oddawać wodze wraz z pracą nadgarstka, tak aby ogier zszedł za jego ręką w dół i przód i wykonał tak zwane żucie z ręki. Trochę gdzieś mu uciekła praca nad równowagą ogiera na kole, co spowodowało zarysowaniem kolejnego jajka w ich wykonaniu i w lekkim ogólnym spięciu przez brak odpowiedniej komunikacji między nimi. Wraz z końcem koła powrócił z nim do wcześniejszego ustawienia, wraz z zachowaniem nadal lekkiego spiecia. Siadł w siodło przy tym, by pojechać dalej wzdłuż ściany. Wyjechali kolejny narożnik, by na środku krótkiej ściany zjechać ponownie na linię środkową czworoboku. Po przejechaniu 6m w D zaczął z ogierem ustępowanie od łydki w lewo do S. Zewnętrzną wodzę zostawił prowadzącą i pilnującą zgięcia ogiera w potylicy, a wewnętrzną nadawał zgięcie łba siwka do wewnątrz. Wewnętrzną łydkę cofnął o szerokość dłoni, nakłaniając ogiera do ruchu naprzód i w bok. Natomiast zewnętrzna łydką pilnował ruchu naprzód oraz zapobiegał nią nadmiernemu zgięciu w bok. Pomoce wysłane teraz były lustrzanym odbiciem do tych z początku przejazdu i podobnie jak wtedy, zbrakło im odpowiedniego impulsu do wykonania tego poprawnie. Po dojechaniu do ściany wyprostował ogiera na niej i poprowadził dalej naprzód wżdłuż ściany, by wyjechać narożnik i przed środkiem krótkiej ściany wysłać mu kilka półparad. Tam dołożył łydki do jego boków, dociążył mocniej lewą stronę siodła i wypchnął ogiera z krzyża do galopu z lewej nogi. Przejście wyszło im dość płynnie, jednak galop był trochę mało energiczny. Leon ponownie walczył o to, aby ogier mu nie zgasł po drodze. Ten stan rzeczy zresztą utrzymywał się po wyjechaniu narożnika w M do P gdzie wydłużyli ponownie krok. Brakowało im odpowiednio mocnego impulsu, co powodowało ciągłą przepychankę między ogierem a Leonem. Wraz z zjechaniem na koło skrócił ogiera do roboczego tempa, by po jego zamknięciu pojechać dalej do K gdzie zeszli na przekątną czworoboku. Nie tylko w tym momencie zmieniali kierunek ruchu, ale także w połowie przekątnej przytrzymał ogiera do kłusa. W tym chodzie skończyli przekątną, by wyjechać krótką ścianę i zjechać na jeszcze jedną przekątną. Tam ponownie wykonali wydłużenie kroku, gdzie Leon angleżował w siodle w rytm kroków ogiera. Nie różniło się ono jednak prawie niczym od tych poprzednich, a po powrocie na ścianę wyjechali najpierw narożnik a potem na linię środkową w A. Tam przytrzymał go w korytarzu z wodzy i łydek do X, gdzie przed tym punktem wysłał mu kilka półparad i jedną pełną w punkt do pełnego zatrzymania konia. Zablokował jednocześnie ruch miednicą, dociążył zad, ściągnął wodzę i dopchnął zadnie nogi konia pod kłodę. Ostatecznie przynajmniej ostatnie zatrzymanie i ostatni punkt programu wyszedł im poprawnie. Ukłonił się sędzią, oddał mu wodzę i w stępie zjechali z czworoboku. Po drodze Leon nie szczędził mu pochwał, które mu się należały.

z.t
_________________
« L e o n • V a r d a s »

.......................What the fuck is love with no pain and no suffering? « love »
.......................Silk on her body, pull it down and watch it slip off. « pms »
.......................She’s out her head, I’m out my mind. « Nadya B. »
.......................They don’t want to see us make it, they just want to divide. « Tate V. »
.......................My ’65 speeding up the PCH, a hell of a ride. « Bijou Caramel, Dragon Age, Shadowfax »
.......................Intense, this shit it gets dense. « Anna H. »

 
     
Ruth
Zawodnik
Ujeżdżenie


Płeć: kobieta
Wiek: 28 lat
Wzrost: 162 cm
Zawód: Właścicielka biura projektowego oraz zawodnik w Orchardzie
Partner: Now darkness has come to the roses. The fire is reaching the end. I really feel that I'm losing my best friend...

Ostatni trening: kwiecień '20 - ujeżdżenie [Hollywood Hell'o]
Podopieczny: Femme Fatale & Sensual Seductress & Hollywood Hell'o & Belvedere & Chilli Child & His Highness & Atterupsgaards Armani
Pieniądze: £1970

Punkty doświadczenia: 139
Skoki: 38
Ujeżdżenie: 79
Cross: 8
Obycie z koniem: 14


Wysłany: 2019-03-10, 17:20   



Drugim i ostatnim przejazdem Ruth w zawodach był przejazd z Belvedere, który swoją drogą stawiała pod sporym znakiem zapytania do czasu, gdy rzeczywiście trafili na rozprężalnie. Czuła się niesamowicie dobrze, wręcz świetnie, pomijając może komentarze teściowej, męża, ginekologa i wszystkich osób z jej otoczenia. Wiedziała, że nie może zaniedbywać swoich końskich dzieciaków tylko przez to, że jest w ciąży, a skoro ta była zdrowa, to już totalnie nic nie stało na przeszkodzie. Brzuch zabezpieczała pasem, zaś startowała na koniach zaufanych, które w przeciwieństwie do np. Chilli nie płoszyły się drobnymi rzeczami. Ruda była cudownym koniem, ale nie miała do niej aż takiego zaufania jak do ogierków, które na zawodach bywały częściej. Dlatego właśnie Holly i Belvedere.
Tego drugiego przygotowywała od rana podobnie, z tą różnicą, że gdy startowała na Hollym, Belvedere był stępowany przez luzaka, zaś dopiero potem trafił na rozprężalnię. Na niej wpierw wykonała kilka kół w stępie, w celu zdobycia kontaktu i rozluźnienia, następnie podjęła się pracy w kłusie i galopie, głównie zmian tempa i ustępowań w lewo, których na przejeździe obawiała się najbardziej.
Kiedy już zostali wezwani rzuciła gniademu kilka półparad, kierując go wzdłuż ram czworoboku do literki A, gdzie wjechali na linię środkową. Łydki Ruth spoczęły przy popręgu, zaś lekkimi ruchami miednicy skłaniała Belka do stałego tempa. Teraz mógł ją czuć o wiele lepiej z tymi 20 kilogramami więcej. <lol2> Przed X otrzymał półparadę, zaś w literze pełną paradę, po czym Ruth ukłoniła się i zebrała wodze, prosząc go o kłus wypchnięciem z miednicy i przyciśnięciem łydek. W kłusie dojechali do C, gdzie poprzez skręt w prawo ruszyli wzdłuż ścian. Na narożniku docisnęła zewnętrzną łydkę, by wspomóc zgięcie zadu, zaś odpowiednim kontaktem pomogła mu w ustawieniu szyi. Podobnie miała się sprawa podczas skrętu koło B i E. Na ścianach zaś kontrolowała odpowiednie tempo i to, by nie uciekał od ściany.
Dojeżdżając do A skręciła na linię środkową, gdzie rzuciła mu kilka półparad przed D. Następnie wzmocniła nacisk lewej ręki, skłaniając ogiera do zgięcia szyi, zaś lewą łydkę cofnęła. Wykonywała cały czas lekkie ruchy dosiadem i docisk łydek, mobilizując Belka do ruchu w przód od D do R. Dojeżdżając do ściany wyprostowała go wyrównaniem pomocy i przetrzymała w kłusie roboczym wzdłuż ścian aż do C. Przed literką rzuciła półparadą, w odpowiednim momencie dociskając łydki, posyłając go z dosiadu w galop na lewą nogę. Jechali wzdłuż drugiej części krótkiej ściany, wyjechali narożnik z pomocą łydek i kontaktu, by przed H ogier otrzymał ostrzegawczą półparadę. W H skróciła lekko wodze i docisnęła łydki, dociążając zad, aby skłonić ogiera do wydłużenia ram galopu do V, w którym zjechali na koło o średnicy 15 metrów. Na kole docisnęła wewnętrzną łydkę mocniej, zaś zewnętrzną przesunęła bliżej zadu, kontrolując łuk. Wewnętrzną wodzą kontrolowała zgięcie szyi, zaś zewnętrzną, by nie przesadzał w tym zgięciu. W tym wszystkim ruchami z dosiadu skłaniała go do dalszego ruchu, co średnio wyszło, gdyż ogier tracił w tempie na łuku, ale za to po półparadach i skróceniu galopu na drugiej części, szedł już lepiej. Zjechali znów na ścianę, pokonali dwa narożniki i dojeżdżając do F skręcili na przekątną. Węgierka zamknęła ogiera w pomocach do równego tempa i linii, dojeżdżając do X sprowadzając go obciążeniem zadu i krótkim ściśnięciem łydkami do kłusa roboczego. W nim pokonali dalszą część ściany długiej i krótką, dojeżdżając do M, w którym znów zjechali na przekątną czworoboku. Ze strony Ruth wpierw poleciały półparady, następnie zaś już w M zaczęła anglezować, zarzucając tym dość aktywne tempo, zaś wodzami i łydkami skłaniając ogiera do wydłużenia wykroku. Całość wyszła całkiem przyzwoicie. Dojeżdżając do K znów skupiła go na sobie, skracając wykrok do kłusa roboczego, w którym dojechali do A. Tam zaś wykonali pełną półparadę, podczas której Ruth odliczyła 5 sekund, dociskając łydki i lekkim wypchnięciem prosząc Belka o stęp. Aż do F dostał sporo pomocy, aby szedł równym tempem, równą linią i ładnie zaokrąglał szyję. To zmieniło się po zjeździe na przekątną. Tutaj odpuściła pomoce, dając mu odpowiednią swobodę, którą wykorzystał tak, jak należało w przejeździe. Choć zboczyli lekko z pierwotnego śladu, to ogier szedł ładnie, aktywnie w miarę stałym tempie. Dojeżdżając do H otrzymał półparadę a następnie wzmocnienie pomocy. Znów jechali wzdłuż ścian, dojeżdżając do C, gdzie ruchem miednicy, dodaniem łydki i lekkim ruchem z kontaktu poprosiła o kłus, w którym kontynuowała kłus ćwiczebny.
Dojeżdżając do B zjechali na kolejne koło 20 metrów zaczęła anglezować oddając ogierowi wodze, trzymając go zaś w łydkach. Następnie zbliżając się do ściany zaczęła powoli zbierać wodze. Wracając na ścianę wewnętrznymi pomocami nakierowała ogiera na równą linię idealną, jadąć w stronę A. Tam skręcili na linię środkową, gdzi ogier ponownie dostał kilka półparad i pomoce do stępowanie w lewo, będące obiciem lustrzanym do tym z ustępowania w prawo. Następnie po powrocie na ścianę z całkiem zgrabnego ustępowania, przejechali fragment ściany dojeżdżając do C , w którym dociążyła zad ogiera i dociskając łydki pchnęła go ruchem miednicy w galop na prawo. Na narożniku docisnęła odpowiednio łydki, rzucając zaraz półparadę i w M ściągając wodze, siadając głębiej, wypychając ogiera do poszerzenia ram. Wspierała go w tym cały czas aktywizującymi łydkami. W P przesunęła wewnętrzną łydkę bliżej ciała, zewnętrzną nadając łuk, zaś wodzami kontrolując szyję, by była odpowiednio zgięta, zaś całe ciało rysowało równy ślad. W połowie koła skróciła wykrok, na czym niestety stracili tempo, które zyskali dopiero po powrocie na ścianę. Następnie kierując się po niej ogier prezentował piękny galop, okrągły do tego w stałym tempie, co kobiecie bardzo odpowiadało, ale zaledwie przez kilka fouli, gdyż dojeżdżajac do F dociążyła zad, przycisnęła łydki i sprowadziła go do kłusa. A to był błąd! Dojeżdżając do K wjechali na przekątną w kierunku M, na której udało się ogierowi utrzymać ładny kłus, choć ten także był błędem. No dobra, przynajmniej się odpowiednio zaprezentował. Następnie po pokonaniu krótkiej ściany znów skierowali się na przekątną, na której kobieta zaczęła anglezować, działając łydkami i kontaktem w celu wydłużenia kroków kłusa, aż do F, w którym wróciła do kłusa roboczego.
Następnie dojechali do A, gdzie skręcili na linię środkową, Ruth ukłoniła się i puściła ogierowi wodze, wyprowadzając go w stronę wyjścia z czworoboku, czując coraz bardziej rosnące gorąco i zawroty w głowie. zt
_________________
    ..........................................
    ....................................BUT THE STORY IS THIS
    .............................She’ll destroy with her sweet kiss.

    I kiss your eyes and thank God we're together
    And I just wanna stay with you forever, forever and ever, xxx
    h e a v e n...g o n n a...h a t e...m e

    .......I'll seek you out, flay you alive. One more word and you won't survive
    .............Ruth Oksana Allen × Architect and interior designer × 02.01.1994

    Sweet talk with a hint of sin begging you to take me
    Devil underneath your grin, sweet thing, bet you play to win.
    .............× maybe no one, maybe two ×

    .............TO LOVE AND TO FUCK
    ...........................a n d t o o n l y s e e o u r s e l v e s

    Dear Dália, Richi and April, never lose yourself, hold your head up high
    Remember that you're like nobody else.
    Wasted times I spent with someone else. She wasn't even half of you.
    ................. × Aurelie × Alexis × Mary Anna × Friedrich ×

    Now there's no p o i n t in placing the blame and you should know I suffer the same.
    You only see what your eyes want to see, ex. Seth Allen
    .......How can life be what you want it to be?

    ................. ....... •••

 
     
Dies'irae
Ujeżdżeniowiec


Płeć: klacz
Wiek: 6 lat
Rasa: holenderski koń gorącokrwisty
Wzrost: 174 cm

Ostatni trening: 08.2019 - ujeżdżenie z Audrey
Właściciel: Mia Alight
Cena: £2150

Doświadczenie w skokach: 10
Doświadczenie w ujeżdżeniu: 112
Doświadczenie z lonżowania: 66
Kondycja: 40
Szybkość: 12
Klasa startów: Ujeżdżenie: N

Wysłany: 2019-03-10, 18:35   



Kobyła miała jeden z tych lepszych dni, ale to nie znaczy, że fakt ten miał być ułatwieniem dla Sary. Raczej momentami wręcz przeciwnie, zmotywowana do pracy Dies chciała wszystko wykonywać jak najlepiej, czasem w takim stanie próbowała myśleć za jeźdźca, zgadywać następne elementy czy nadinterpretowywać sygnały mogące być tylko zachwianiami równowagi w siodle. Ale po kolei, na razie szła równym, zaangażowanym kłusem, jej sylwetka naturalnie wskazywała „pod górę”, zaokrąglenie szyi uwypuklało solidnie już zbudowane mięśnie. Opierając się dość wyraźnie na kontakcie poruszała się dynamicznie przed siebie, pewnie wkroczyła po linii prostej do wnętrza czworoboku i odnajdując oparcie między łydkami amazonki, dotarła równo do X, gdzie zatrzymała się dość gwałtownie, szybko odpowiadając na pomoce do pełnej parady. Jakby lekko zdenerwowana przeżuwała wędzidło, wyczekując tylko sygnału do ruszenia, a kiedy poczuła, że blondynka z powrotem nabiera wodze do obu rąk, nie udało jej się wytrzymać i sama zaprosiła się do kłusa, niemniej dając zapanować zawodniczce nad swoim tempem i prowadząc się znów po linii prostej między jej pomocami. Na końcu linii środkowej, kierowana mową ciała blondynki, wygięła się na zakręcie w prawo, opierając się przy tym zdecydowanie na zewnętrznych pomocach. Z równym zaangażowaniem ciała przeszła przez narożnik i kolejne dwa zakręty – w prawo przy B oraz w lewo przy E, a i później przez kolejny narożnik i skręt z powrotem na linię środkową w A. Włączyła wyższy poziom czujności przy półparadzie by zaraz rozpocząć ruch w przód-bok, reagując na prowadzenie prawej wodzy i spychające działanie lewej łydki. Miała tendencję do przesadzania z poruszaniem się do boku, ale niezgranie sygnałów amazonki wpłynęło na to, że szła za bardzo do przodu a z kolei za mało w bok, dopiero pod koniec linii odpowiadając wymaganiom dotyczącym tego elementu, na co w końcu sygnały Sary jej pozwoliły. Dalej poruszała się płynnie po pierwszym śladzie, w C trochę niepewnie zgadując, że dziewczyna prosi ją o zagalopowanie, w które weszła raczej mało spektakularnie, tutaj ciągnąc za sobą zad – miały na to wpływ nie do końca zdecydowane pomoce przy kiepskim przygotowaniu przejścia, ale o ile panna Richardson nie obijała się już w samym galopie, kasztanka też nie pozostawała jej dłużna i podstawiła wyraźniej zad, pchając się nim ochoczo do przodu w ekspresyjnym galopie roboczym a już niebawem – prawie wydłużonym, do którego zachęcały ją łydki zawodniczki. Niemniej trochę gryzła się ze wstrzymywaniem na wodzy, bo w tym Sara okazała się za mało elastyczna i finalnie jej działanie nie przyniosło efektu, na jaki miała nadzieję, bo kobyła się usztywniła, przez co galop się spłaszczył a ona na przekór ręce uwiesiła się na wewnętrznej wodzy, chcąc ją „przezwyciężyć”, więc właściwie o poprawnym wydłużeniu nie było tu mowy. Przy V odbiła na koło a siła odśrodkowa kazała jej się oprzeć na zewnętrznych pomocach, jednakże cały czas trochę walczyła z ręką blondynki przez co figura została zniekształcona. Dopiero kiedy dziewczyna przestała jej wysyłać sprzeczne sygnały i wróciła do zrozumiałych dla Dies’irae pomocy, ta zaczęła odpuszczać, dzięki czemu na ścianę powróciła już w równowadze, ale widać po niej było, że nie była tak wyluzowana jak wcześniej w sensie może nie fizycznym, ale psychicznym, bo teraz włączył jej się właśnie tryb zgadywania, po tym jak musiała się zmagać ze sprzecznymi sygnałami. W każdym razie nie kwestionowała konieczności wyjścia na przekątną i po kilku półparadach odgadła, że czeka ją przejście w dół, które o małą chwilę uprzedziła, tak, że wypadło jeszcze przed X. Do końca przekątnej szła taka jakby „napompowana”, teraz napinając szyję do góry i jednocześnie chowając się nieco za wędzidłem. Przestała się tak burmuszyć dopiero po powrocie na pierwszy ślad i ciasno wyjechanych narożnikach, na których łydka kobiety wysyłała ją naprzód, nakłaniając rudą, by ponownie oparła się na jej pomocach. Na kolejnej przekątnej wydłużyła się, owszem, jednakże nie było to nic spektakularnego, ponieważ przygotowanie kobyły do tego elementu ze strony Sary było raczej średnie, podobnie jak późniejsze sygnały, choć oczywiście sugerowały dłuższe kroki, to zabrakło im lekkości, jaką mogłyby mieć przy odpowiednim zmotywowaniu klaczy jeszcze przed przekątną, a przy tym uzyskałyby znacznie lepszy efekt. Niemniej element był rozpoznawalny i całość harmonijna, chyba głównie dzięki temu, że panna Richardson nie musiała tego wysiadywać. Wracając na ścianę powróciła do bardziej zwartej sylwetki a przy A się zatrzymała, niemniej przez pół kroku stępa, bo hamowanie ją zaskoczyło. W efekcie „wylądowała” z ciężarem na przednich nogach, nierówno i do tego zadarła głowę do góry, mimo że amazonka próbowała w ostatniej chwili podeprzeć wszystko łydką. Z niezadowoleniem przemieliła wędzidło i kilka razy napięła tak mięśnie, jakby już zaraz chciała ruszyć. Poczekała jednak na pozwolenie w postaci wypchnięcia do przodu a przez pierwsze kroki stępa tak naprawdę zbierała swoją równowagę, która po brzydkim zatrzymaniu poleciała na przednie nogi. Przy poprawnych pomocach ogarnięcie się do elastycznego, zrównoważonego i obszernego stępa pośredniego nie trwało długo i dzięki temu nie spięła się w górnej linii przy odpuszczeniu kontaktu na przekątnej, choć oddanie wodzy przez amazonkę raczej nie kwalifikowało się jako stuprocentowe puszczenie jej stępem swobodnym, ale to już nie Dies'irae było to oceniać, tylko sędziom, którzy z pewnością nie wystawili parze najwyższych not mimo dobrej jakości chodu kobyły i poruszaniu się po linii prostej w stronę H. Przy nabraniu wodzy na krótką chwilę się zblokowała, ale niezwłoczna aktywizacja ze strony łydki załatwiła sprawę, przy okazji wspomnę, że w tym momencie można było odnieść wrażenie, że kwpn'ka się jakby zresetowała psychicznie po "przerwie" na stęp i z nową świeżością oraz przywróconym opanowaniem przeszła do kłusa, znów idąc zaangażowana w rozluźnionym zaokrągleniu. Na środku długiej ściany odbiła na łuk koła a przy próbie zaproszenia jej do żucia z ręki owszem, obniżyła pysk, niemniej nie oparła się tak pewnie na wędzidle pozostając za nim nieznacznie schowaną aż do momentu powrotu do ustawienia wyjściowego przy domykaniu figury. Z pierwszego śladu zjechała ponownie dopiero przy A, raz jeszcze wchodząc na środkową linię i tym razem mając szansę na pokazanie, że ustępowanie od łydki tak naprawdę było dla niej pestką, jako że blondynka przy tym podejściu lepiej zapanowała nad własnym ciałem i dzięki temu udało się jej, w większości linii od D do S pomyślnie wyegzekwować od kasztanki pożądany element. Dalej poruszała się wzdłuż ściany by przy C zagalopować, jednakże tutaj błędy z poprzedniego podejścia nie zostały poprawione i efekt był bardzo podobny - koń ponownie spięty i wyraźnie niezadowolony z niespójnych pomocy, czego przyczyną była nieelastyczność przytrzymującej ręki Sary i która sprawiała, że kobyła zwyczajnie się wściekała, choć na szczęście dla amazonki nie dała upustu swoim emocjom w najbardziej efektowny sposób, jakim byłoby brykanie, jeszcze miała cierpliwość, by po prostu przeciwstawiać się kontaktowi, unosząc głowę i wysuwając nos do przodu. To "wydłużenie" było o tyle lepsze od poprzedniego, że na lepszą stronę Dies, ale poza tym raczej całość wręcz marna i chyba wszyscy oglądający ucieszyli się, kiedy piętnastometrowe koło przy P zakończyło się już w galopie roboczym. Kobieta mogła mieć inne odczucia z siodła niż sędziowie, bo ten chód klaczy sam w sobie był jej najlepszym i najprzyjemniejszym, a jej opieranie się przeciwko kontaktowi mimo wszystko nie należało tu do tych chamskich i bolesnych dla rąk, stąd mogła nawet nie być świadoma, że element mógł się kwalifikować na ocenę co najwyżej niedostateczną. Kolejne punkty programu sprawiały wrażenie skopiowanych i odbitych w lustrze, bo tutaj ruda także się naburmuszyła po wszystkim i szła taka nadęta i napompowana, sztywno trzymając szyję w wysokim ustawieniu i nerwowo przegryzając wędzidło, bo żuciem tego nazwać się nie dało. Na przekątnej powróciła do kłusa sztywno, acz tym razem nie przedwcześnie, za to w pierwszych krokach niższego chodu na pewno obiła amazonce cztery litery. Tak czy siak aktywne jej jechanie wbrew pozorom było najlepszym możliwym wyjściem i kazało kopytnej skupić się na angażowaniu w ruch, dlatego wydłużenie w kłusie rzeczywiście wyszło i to dość ekspresyjnie, ale mankamentem w tym punkcie okazał się powrót do roboczego tempa, bo po raz kolejny wywołał w kasztance spięcie (albo raczej wywołały je zdecydowane, ale niewystarczająco umiejętne jak na ich siłę sygnały), które znacznie opóźniło jej reakcję i w efekcie kiedy panna Richardson powróciła do siodła, miała tę nieprzyjemność raz jeszcze zostać wstrząśniętą w siodle przez ruch Dies'irae. Ciasny narożnik pomógł paniom się zjednoczyć, bo kobyła siłą rzeczy oparła się na wyginających ją łydkach i przy tym już definitywnie ustabilizowała swoje tempo, pozwalając Amerykance jakoś to wszystko łatwiej wysiedzieć. Z resztą zaraz zeszła płynnie na linię środkową, na sam koniec przejazdu prezentowała się już naprawdę dobrze mimo wielu niedogadań z amazonką w jego trakcie. Mimo wszystko wiedziała, po co jest na czworoboku konkursowym i teraz, skoro kobieta jej tego nie utrudniała, poruszała się bardzo sprężystym, choć może już nie luźnym kłusem, z lekko odgiętymi w dół plecami, ale koniec końców jakoś to wszystko wyglądało, kiedy jak na zawołanie zaparkowała na czterech nogach w punkcie środkowym. Ledwo odczekała tę chwilę przeznaczoną na ukłon zanim ruszyła żywym stępem w którym trochę nieuprzejmie wyciągnęła sobie ile tylko się dało tej wodzy. Opuściła czworobok by już zacząć powoli dochodzić do siebie podczas stępowania na rozprężalni. Nie była najlepszym koniem dla początkujących jeźdźców, ale możliwe, że jazda na niej dla tych ambitniejszych, choć jeszcze nie profesjonalistów, mogła być cenną lekcją i niewykluczone, że Sara miała szansę się od niej czegoś nauczyć - na przykład, czego się nie robi. :lol:

[ zt ]
_________________
◊ ◊ ◊

get ready, I'm coming



[ zapis ] | [ dokumenty ] | [ galeria ]

kuta na 4 - ostatnia wizyta u kowala 01.02.2020
wygrana w kalendarzu adwentowym - podwojona liczba punktów za następny trening


◊
 
     
Paul
Jeździec zaawansowany


Płeć: mężczyzna
Wiek: 23 lat
Podopieczny: Foxtrot
Pieniądze: £2565

Punkty doświadczenia: 22
Skoki: 9
Ujeżdżenie: 9
Obycie z koniem: 6


Wysłany: 2019-03-10, 21:53   


Paul wyczytując że mają się odbyć zawody ujeżdżeniowe w Ochardzie, nie wahał się przed zapisaniem się na nie. Oczywiście wyborem jeśli chodzi i konia był Foxtrot, ten czarcie dziecko idealnie do niego pasowało i już wiedział że życie bez niego byłoby nudne i zawody także. W dniu zawodów dość wcześnie pojawił się w stajni, by poświęcić ogierowi jak najwięcej czasu i postarać się go ogarnąć vel wyciszyć przed zawodami. Przywitał się z nim, by po jakieś chwili zabrać go na myjkę. Tam dokładnie go wyczyścił, włosie rozczesał i zaplótł w koreczki. Ostatecznie na karym cielsku i jego mości wylądował sprzęt ujeżdżeniowy do zawodów, niemal wyglądająca jak nówka sztuka. Odesłał go z jednym z luzaków na rozpreżąlnie, gdzie ogier już miał zacząć stęp na lonży podczas kiedy on sam się szykował wizualnie do zawodów. Wtedy odebrał go od faceta i zabrał się sam za niego i za jego porządną rozgrzewkę do zawodów. Poświęcając dużo czasu na odpowiednie rozgrzanie we wszystkich trzech chodach, ale także sprawdzając jego wyczulenie na pomoce i wykręcając z nim prze różne figury pojawiające się w przejeździe przede wszystkim, ale i takie które ogier znał a które mu się dziś nie przydadzą. Nie starał się go też przesadnie zmęczyć, bo miał zachować odpowiednią dawkę sił na przejazd na czworoboku konkursowym. W końcu przeszli do stępa, gdzie oczekiwali na wezwanie na czworobok.

Po usłyszeniu z głosników jak wywołują ich na czworobok, zebrał ogiera do wcześniej wypracowanego ustawienia. Fox choć z reguły niemal zawsze wszystko kwestionował, o dziwo przynajmniej teraz dał poprowadzić się właścicielowi odpowiednio i tak jak on tego chciał. Pozbierał wodze na elastyczny, miękki kontakt i dociążył jego w zad w celu, aby ogier zaczął nim odpowiednio pracować i wchodzić nim pod kłodę. Po kilku krokach dołożył łydki do jego boków, by wypchnąć go z krzyża do kłusa i w nim pojawić się w okolicy czworoboku. Obkrążył go z ogierem dookoła w celu dania sobie czas na zapoznanie się z miejscem i panującą tu atmosferą, ale także na doszlifowanie ostatnich szczegółów. Rozmawiał z jego pyskiem za pomocą półparad, starając się skupić Foxa na sobie. W końcu pomyślawszy sobie że wygląda to naprawdę dobrze, wykręcił z nim na linię środkową czworoboku i wjechał na niego przez otwarte szranki. Prowadził go na wprost do X w zamkniętych łydkach po jego bokach oraz równie trzymanych wodzach, wysyłając mu po drodze kilka półparad. Jedną pełną wysłał mu w punkt wraz z pomocami do zatrzymania - zblokowanie ruchu miednicą i ściągnięcie wodzy. Nie zapomniał o dopchnięciu łydką zadnich nóg ogiera pod kłodę, dzięki czemu zatrzymanie wyszło im poprawnie. Wykonał ukłon w kierunku sędziów, by poprosić ogiera zaraz o powrót do kłusa i trzymając go w tym samym korytarzu z pomocy poprowadził na wprost do środka krótkiej ściany. Tam wygiął go od wewnętrznej łydki i poprowadził zewnętrzną wodzą po łuku w prawo, a potem kolejno zaraz przez narożnik i pojechali dalej wzdłuż długiej ściany naprzód. Dojechali do jej połowy, by tam skręcić w prawo do środka czworoboku. Przecieli jego środek i pojechali do przeciwległego środka długiej ściany, gdzie skręcili w lewo i pojechali dalej pod długą ścianą kłusem. Wyjechali narożnik i na środku krótkiej ściany zjechali na linię środkową, by w D rozpocząć ustępowanie od łydki do R w prawo. Zewnętrzną wodzę zostawił prowadzącą, a wewnętrzną pilnował zgięcia do wewnątrz. Starając się odpowiednio ustawić go pod kątem. Wewnętrzną łydkę cofnął o szerokość dłoni, nakłaniając Foxa do ruchu naprzód i w bok. Natomiast zewnętrzna łydką pilnowała ruchu naprzód oraz zapobiegała nią nadmiernemu zgięciu w bok. Ogier w typowy dla siebie sposób nieco wymknął mu się pod kontroli, rozpędzając się w tym ruchu przez co element wyszedł im "na szybko" i z nie dociągnięciami w kwestii krzyżowania nóg. Po zjechaniu pod ścianę Paul go wyprostował, natomiast zaczął walkę o powrót do spokojnego roboczego tempa. Oczywiście ogier nie był do tego pomysłu przekonany i wcale nie zamierzał zwolnić. Dlatego po dojechaniu przez ścięcie narożnika do środka krótkiej ściany, Fox wraz z pomocami do zagalopowania przeszedł do niego chętnie oczywiście. Jednak wystrzelił niczym z procy w przód, jadąc pierwsze foule poza jakim kolwiek wyobrażeniem Paula. Dopiero mocniejsze szarpnięcie za pysk i odchylenie się przez Paula w siodle, spowodowało otrzeźwienie ogiera i przynajmniej nie leciał na łeb na szyję. Jednak niedokładnie wyjechany narożnik i zejście na długą ścianę, gdzie zaraz mieli pokazać wydłużenie kroku nie wyglądało zbyt ciekawie. Ogier szedł teraz mocno spięty przez te szarpnięcie za pysk, nadal galopując nieco za mocno przed siebie. Ogierowi udało się poszerzyć ramy przy otwarciu się Paula na ten ruch, jednak jakoś tego galopu pozostawiała wiele do rzeczenia i sama sylwetka ogiera była nieco rozlazła przy tym wszystkim. Po dojechaniu do V ściąnął ogiera na koło, gdzie w połowie koła skrócił go do roboczego tempa. Samo koło w sumie nie wyszło im najgorsze, przynajmniej wizualnie przypominało w większej części koło. Jednak sam galop nadal był nie najlepszej jakości, przez co całość nie wyglądała zachwycająco. Po zamknięciu koła pojechali dalej na wprost, by wyjechać dwa kolejne narożniki i w F zjechać na przekątną czworoboku. Trzymał go w łydkach zamkniętych po bokach i w korytarzu z pomocy by poruszał się po linii prostej przez X do K. W połowie tej przekątnej czyli w X przytrzymał karosza do kłusa, poprzedzając ten ruch półparadami. O dziwo ogiera nawet nie kwestionował tego, zmęczył się przynajmniej chyba chwilową walką o dominację z Pualem i kontynuowali po linii prostej do ściany w kłusie. Przejechali kolejno pod krótką ścianą, by w M ponownie zejść na przekątną czworoboku, gdzie wraz z tym zadaniem zaczął anglezować w siodle w rytm kroków konia. Jednocześnie prosząc konia o wydłużenie kroku, co tym razem wyszło im lepiej niż poprzednio. Otwarł się na ten ruch zachęcając ogiera do poszerzenia ram oraz kroków, aczkolwiek kiedy ten poczuł trochę więcej "swobody" znowu zaczął się delikatnie spieszyć co zaburzało nieco zarys tego ruchu. Po powrocie pod ścianę wziął go na siebie, aby wrócić do kłusa roboczego uprzedzając ten ruch półparadą. Wyjechali kolejno narożnik, gdzie Paul dostał chyba zaćmienia umysłowego albo coś mu się pomieszało bo na środku krótkiej ściany gdzie miał Foxa zatrzymać, przytrzymał go tylko do stępa. Dość szybko zauważył ten błąd, ale było już za późno na jego poprawienie ponieważ przejechali już punkt do zatrzymania. Jedynie mógł pilnować ogiera, by ten poruszał się energicznie w stępie, zaznaczając wyraźnie swoje ślady tutaj i otwierając się na łopatkach. Wyjechali narożnik do F, gdzie zjechali na kolejną przekątną czworoboku. Tam wraz z zejściem ogiera na nią oddał mu wodzę, zachęcając do zejścia łbem w dół i przód, a także przede wszystkim do rozluźnienia się. Pilnował go jedynie dosiadem, aby poruszał się aktywnie naprzód i trzymał go w łydkach by nie spływał z linii prostej do H. Dojeżdżając do tej literki po półparadzie zebrał ogiera z powrotem na kontakt, robiąc to zadziwiająco bez większego problemu. Wyjechali kolejny narożnik, by po dojechaniu do C i po półparadach Paul poprosił ogiera o przejście do kłusa. Ponownie Fox nieco się spieszył, ale Paul wiedział że już na to wpływu większego i tak nie będzie miał. Nie zamierzał ostatecznie cały przejazd w końcu się z nim szarpać. Wyjechali kolejny narożnik by skierować się do połowy długiej ściany, gdzie zjechali na 20m koło. Od razu zaczął angleżować w rytm kroków konia w siodle, stopniowo zaczynając mu oddawać wodzę z zachęcającym ruchem nadgarstka do żucia z ręki dla ogiera. Nie zapominał o jednoczesnym wygięciu ogiera od wewnętrznych pomocy, a ograniczał go i prowadził zewnętrznymi. Same żucie z ręki wyszło im nawet poprawnie, jednak ogier skupiony na tym zadaniu jakoś pogubił się z równowagą na kole i wyszło ono nieco bardziej jajowate niż okrągłe. Powrót do poprzedniego ustawienia wyszedł im nieźle, a później kontynuowali już jazdę siedząc w siodle jednocześnie wzdłuż ściany czworoboku. Kolejny narożnik i w połowie krótkiej ściany odbicię na linię środkową, by po przejechaniu 6m zacząć ustępowanie od łydki w lewo od D do S. Wykonał lustrzane odbicie pomocy jak poprzednio na początku przejazdu, gdzie ogier ponownie nieco zaczął się spieszyć przy elemencie i krzyżowanie nóg było "na szybko" i dość chaotycznie wykonane. Na ścianie naprostował ogiera i pojechał wzdłuż ściany dalej na wprost, by po wyjechaniu narożnika i po dojechaniu do środka krótkiej ścianie po kilku półparadach poprosić ogiera o przejście do galopu z lewej nogi. W tym celu wziął go bardziej na siebie, cofnął zewnętrzną łydkę, dociążył lewą stronę siodła i wypchnął z bioder w najwyższy z chodów. Udało mu się przytrzymać ogiera nieco pewniej i mocniej na pysku, co spowodowało że nie wymknął mu się z pod kontroli za co to nieco się usztywnił. Wyjechali narożnik by na długiej ścianie ponownie wydłużyć krok, co obyło się bez spieszenia się ale nadal w usztywnieniu. Tak dojechali do P, gdzie sprowadził ogiera na koło. Wyginał go na nim od wewnętrznej łydki zostawionej na popręgu, zewnętrzną przesunął za i pilnował jego zadu. Zewnętrzną wodzą prowadził ogiera, a wewnętrzną nawadał mu zgięcie w potylicy. Jednocześnie w połowie koła nieco wziął go na siebie, by skrócić go do roboczego tempa. Po jego zamknięciu przejechali przez krótką ścianę, by zejść na przekątną czworoboku od K przez X do M. Gdzie w połowie właśnie w X przytrzymał go do kłusa, pilnując jednocześnie na całej długości przekątnej jego ruchu po linii prostej trzymając go w korytarzu utworzonym z wodzy i łydek. Po zjechaniu pod ścianę wyjechali znowu przez krótką ścianę, by zejść na ostatnią przekątną w H przez X do F, gdzie zaczął od razu angelzować w siodle. Prosząc jednocześnie o ostatnie wydłużenie kroku, by wraz z dojechaniem do końca przekątnej skrócić go do roboczego. Poprowadził go przez kolejny narożnik i w A na linię środkową, gdzie pilnował jego ruchu po linii prostej do X. Poprzedził ten punkt półparadami i jedną pełną wykonał w punkt, dociążając jednocześnie jego zad, ściągając wodzę, blokując ruch miednicą i wykonując pełne zatrzymanie w punkt. Przez niedopchnięcie łydką zadnich nóg ogiera pod kłodę przez Paula, wyszło ono nieco nie równe ale było. Ukłonił się, zrzucił mu wodzę i stępem sprowadził z czworoboku chwaląc go należycie po drodze.

z.t
_________________

..........................................p e r s o n a l i t y » His palms are sweaty, knees weak, arms are heavy.
...................................................................» Paul Shawkey
..........................................e n e m i e s » He's choking, how? Everybody's joking now
...................................................................»xxx xxx

You only get one shot, do not miss your chance to blow
This opportunity comes once in a lifetime


..........................................g i r l f r i e n d » No more games, I'ma change what you call rage.
...................................................................»xxxxxxx
..........................................p m s »Eight women, eight women are hanging around wardrobe.
...................................................................»x

So here I go, it's my shot, feet: fail me not
This may be the only opportunity that I got.


..........................................f r i e n d s » Those sad eyes are drowning in Margaret Astor.
...................................................................»xxx xxx
..........................................h o r s e s » Can you even see what you're fighting for?.
...................................................................» Foxtrot, Machiavellian Z



@edit by Delfin only for Paul.
 
     
Hidden
Ujeżdżony
dragon, crouching tiger


Płeć: ogier
Wiek: 4 lata (30.03)
Rasa: achał-tekiński
Wzrost: 170 cm
Właściciel: Aileen
Cena: £1788

Doświadczenie w skokach: 22
Doświadczenie w ujeżdżeniu: 27
Doświadczenie z lonżowania: 23
Kondycja: 22
Szybkość: 21
Wysłany: 2019-03-11, 12:44   




Ostatnio właścicielka fundowała mi wiele atrakcji. Zaczęło się od tego, że w ogóle się pojawiła i mnie przygarnęła, a kolejną atrakcją był mój pierwszy start w zawodach. Byłem już świadkiem kilku zawodów w Orchardzie, a raczej byłem świadkiem często towarzyszącej im gorącej atmosfery w stajni, która jednak jakoś nie miała na mnie wpływu i nie podejrzewałem w żaden sposób, że ten dzień, pomijając atmosferę krzątaniny i oczekiwania w boksach, będzie się czymś różnił od poprzednich. I wtedy objawiła się u mnie nowa osóbka - Tate. Kiedy więc dziewczyna wyciągnęła mnie z boksu, aby następnie mnie wyczyścić na wysoki połysk i osiodłać ja skupiałem się na przyzwyczajeniu do jej obecności, przy tym nie utrudniając jej jakoś bardzo całego tego zadania z przygotowaniem mnie do startu. Nieco inaczej było, gdy w końcu trafiliśmy na rozgrzewkę, gdzie trochę mnie roznosiło, bo jednak ten dzień niósł ze sobą wiele nowości, a trochę miałem własny pomysł na tą rozgrzewkę. Koniec końców rozgrzaliśmy i zostało nam oczekiwać na wezwanie, które nastąpiło dość szybko, więc nie zdążyłem się zniecierpliwić. Objechaliśmy szranki co wykorzystałem na chłonięcie wszystkich bodźców z otoczenia, które tak mnie ciekawiło. W końcu wjechaliśmy między szranki w A, następnie na linię środkową. Pomimo, że nadal byłem nieco nabuzowany i bardziej zainteresowany otoczeniem, niż tym co tak naprawdę mieliśmy robić Tate udało mi się mnie zatrzymać w X, a nawet utrzymać w zatrzymaniu, podczas gdy ona się ukłoniła, po czym ruszyliśmy dalej kłusem roboczym, który na początku był w moim wykonaniu ciut za energiczny. Praktycznie zaraz skręciliśmy w prawo, udało mi się przyzwoicie wygiąć na zakręcie, po czym ruszyliśmy na długą ścianę, zjeżdżając na nią w B. W tym samym punkcie wyjechaliśmy na koło, które miało mieć średnicę 15 metrów, jednak jaką w końcu miało średnicę trudno stwierdzić i czy rzeczywiście udało mi się wykręcić koło, czy jakąś inną figurę? Na kole niestety moje nabuzowanie i zmasowany atak nowych bodźców sprawiły, że miotałem się na różne strony, wypadając zadem z ustawienia i tracąc równe tempo kłusa. Po zamknięciu koła w B ruszyliśmy dalej pod ścianą, wyjeżdżając nieco dalej narożnik na krótką ścianę i przejeżdżając następnie pod nią. Byłem nieco spokojniejszy, jednocześnie przyzwoicie wyginając się w narożnikach, czego Tate dopilnowała. Znowu pod długą ścianą w K odbiliśmy na przekątną, gdzie już nie było tak spokojnie i wesoło. Wyczuwając cień szansy rozkręciłem się w tempie na przekątnej zapewne znacznie bardziej niż Tate by tego chciała, chociaż czy się tym przejmowałem? No nie skąd. Przy okazji zgubiłem prostą linię, po której według programu miałem się poruszać, ale bądźmy szczerzy kto potrzebuje prostej linii? Na pewno nie ja! Stety, albo niestety przez Tate udało mi się odnaleźć prostą linię i spuścić nieco z tonu pod koniec przekątnej, następnie zjeżdżając pod długą ścianę w M. Tu wróciliśmy do kłusa roboczego i ruszyliśmy nim pod ścianami, wkrótce zjeżdżając na krótką, po czym kolejny narożnik na którym starałem się nawet prawidłowo wygiąć i długa ściana. W E odbiliśmy na koło o średnicy 15 metrów tym razem w lewo. /na tym kole poszło nam o wiele lepiej, ale trzeba przyznać, że byłą to w dużym stopniu zasługa Tate i jej wytężonych działań, abym trzymał na figurze równe tempo i nie przekrzywiał za bardzo szyi, ani też nie wypadał zadem, ani łopatką. Zamknęliśmy koło w E, ruszając dalej pod ścianą kłusem roboczym. Zdążyłem się nieco przyzwyczaić do nowego otoczenia i nowych zjawisk, co nie zmieniało faktu, że czasem meldowałem Tate ochotę, żeby trochę przyspieszyć i poszaleć. Ścięliśmy jako tako narożnik, kontynuując kłus pod krótką ścianą, przynajmniej do czasu. Najpierw otrzymałem półparady, które w teorii powinny mnie bardziej skupić na zadaniu, potem otrzymując pomoce od Tate udało mi się nawet dość płynnie, chociaż niekoniecznie z zadowoleniem ruszyć stępem pośrednim. Tym bardziej nie miałem pojęcia o tym, że coś jeszcze mieliśmy w tym punkcie wykonać, kontynuując po prostu stęp pośredni pod krótką ścianą, dopóki nie wygiąłem się, wyjeżdżając kolejny narożnik i czekała na nas już długa ściana. Na niej w F odbiliśmy na przekątną, na której tym razem nigdzie nie zgubiłem prostej linii. Dobiliśmy do równoległej długiej ściany, wyjechaliśmy kolejny narożnik i byliśmy już pod krótką ścianą, gdzie najpierw półparady, a potem ochoczo przeszedłem do kłusa roboczego, co było widać w tym, bardzo energicznym przejściu. Jakoś ściąłem kolejny narożnik i na długiej ścianie, przed M , otrzymując pomoce od Tate, ponownie z dużym entuzjazmem zagalopowałem z prawej nogi, a konkretnie Tate musiała mnie przytrzymywać, żebym nie wystrzelił z miejsca, jak z procy. A długa ściana aż do tego zachęcała. W nieco spokojniejszym tempie, niż bym chciał ruszyliśmy dalej po prostej (pomimo, że według programu mieliśmy w B zjechać na koło). Osobiście byłem jednak usatysfakcjonowany, bo nie wiedząc, że to jakiś błąd, cieszyłem się z możliwości galopowania pod ścianą, na której szło mi lepiej niż na kołach, albo przekątnych. Oderwaliśmy się od ściany dopiero po przejechaniu pod krótką i ponownym zjechaniu na długą, w K. Tu zjechaliśmy na przekątną, zmieniając kierunek jazdy. I tym razem udało mi się utrzymywać linię prostą, chociaż poza tym usiłowałem się wyrywać do o wiele bardziej energicznego tempa. Między X a M przeszliśmy do kłusa roboczego, co znowu przyjąłem z niezadowoleniem, jednak nie do tego stopnia by opierać się jakoś przed zwolnieniem. Wręcz przeciwnie, pomimo zdradzanego przez mnie nieusatysfakcjonowania przejście do niższego chodu wyszło płynnie. Z resztą jak się okazało, wkrótce mieliśmy wrócić do galopu roboczego, tym razem z lewej nogi. W nim zeszliśmy z przekątnej, kontynuując dynamiczny galop pod ścianą. ścięliśmy narożnik, przejechaliśmy pod krótką ścianą i wyjechaliśmy na długą, aby w E odbić na spore koło w lewo o średnicy 20 metrów. Większe koło sprawiło mi mniej trudności z prawidłowym wpisaniem się w jego rysunek, więc nie zaliczając jakichś bardzo spektakularnych wpadek zamknęliśmy je z powrotem w E, aby znowu przez dłuższą chwilę pogalopować do końca długiej ściany, pod krótką, a następnie na równoległą długą. Tam w F odbiliśmy na przekątną, pomiędzy X i H przechodząc do kłusa roboczego, już bez jakiegoś wielkiego focha z mojej strony. Wróciliśmy pod ścianę, kontynuując kłus roboczy na kawałku długiej ściany, zjeżdżając na krótką i wyjeżdżając znowu na długą. W M znowu odbiliśmy na przekątną, do czego zostałem przygotowany przez półparady. Jednak na tej przekątnej, poza tym, że mniej więcej trzymałem się linii prostej i równego tempa, zaprezentowaliśmy na niej po raz kolejny kłus pośredni, wracając jednak do roboczego wraz ze zjazdem z przekątnej na długą ścianę w K. Wygiąłem się, owijając wokół jej łydki na ostatnim narożnik, skręcając pod krótką ścianę, gdzie z kolei w A zjechaliśmy ponownie na linię środkową, na której nawet starałem się iść po linii prostej, a nie patatajać zygzakiem. Udało mi się zatrzymać dość dokładnie w X, wykorzystując całe pokłady cierpliwości na tę chwilę stania w miejscu, kiedy Tate się ukłoniła, po czym opuściliśmy czworobok stępem na długiej wodzy.

zt
 
     
Licorne
Ujeżdżeniowiec


Płeć: klacz
Wiek: 4,5 roku
Rasa: KWPN
Wzrost: 168 cm
Właściciel: Luke Sugarman
Cena: £3978

Doświadczenie w skokach: 33
Doświadczenie w ujeżdżeniu: 113
Doświadczenie z lonżowania: 60
Kondycja: 43
Szybkość: 16
Klasa startów: Ujeżdżenie: P

Wysłany: 2019-03-11, 14:22   



Do pewnego momentu życia Licorne była koniem, którego nie można było być pewnym. Uczyła się, ale przyswajała wiedzę w różnym tempie i nie zawsze była chętna do współpracy, ale gdy nadszedł wspomniany, przełomowy moment, cały proces jakby ruszył z kopyta. Pierwsze starty pozwoliły nadały jej obycia i chociaż wciąż była początkującym świeżakiem, jeśli chodzi o zmagania sportowe, to jednak za każdym razem wyglądało to coraz lepiej.
Okazała się być całkiem miłym koniem do jazdy, bo choć miała swoje drobne fanaberie, to była jednak o niebo stabilniejsza niż jej "kuzyni". Luke pewnie widział tę różnicę, jako że pracując z tymi końmi, mógł je porównać. Wnioski były chyba proste. Może Licorne nie była jeszcze jego ulubionym wierzchowcem, ale dobrze rokowała na przyszłość, nie wyglądając ani na strachliwą, ani na agresywną, jak Otello czy Lavard, którym co prawda jeszcze nie dorastała do pięt w kwestii umiejętności, ale kto wie... Może za kilka lat będzie nawet lepsza?
Zakłusowała, chętnie ruszając naprzód już od pierwszej łydki. Ruszała się lekko i swobodnie, nawet w zwykłym kłusie roboczym mogąc się ładnie zaprezentować dzięki dużej ruchomości łopatki i wyraźnej akcji kończyn. Jeszcze uczyła się swojej równowagi, ale w porównaniu z tym, co było na ostatnich zawodach, zrobiła olbrzymi postęp i od razu rzucało się to w oczy, bo nie bała się już korzystać ze swojego ciała, nie przejmując się też tak jeźdźcem, którego zaczęła rozumieć coraz lepiej. Skręciła na linię środkową czworoboku, idąc po której musiała być sumiennie pilnowana w łydkach, bowiem jak to młody koń, lubiła mieć jeszcze "oparcie" w ścianie i w momencie, w którym szła z dala od niej, miała skłonności do pływania między pomocami. Za "ścianę" posłużyły jej jednak dzisiaj łydki jeźdźca oraz wodze na kontakcie, więc zdołała nie spłynąć na żadną ze stron. Zatrzymała się we wskazanym miejscu, równo obciążając wszystkie kończyny i nie uciekając od ręki. Nie brakowało jej cierpliwości, więc grzecznie i spokojnie stała w miejscu, rzeczywiście stojąc, a nie czekając w blokach startowych na to, by wyrwać do przodu. Może dlatego na łydkę do kłusa odpowiedziała z lekkim ociąganiem, szybko jednak się reflektując i odbijając sobie to niedociągnięcie samym kłusem, którego jakość naprawdę była nie najgorsza. Co prawda jeszcze upłynie trochę wody w rzece, zanim Licorne dorobi się efektu wow, ale to tylko kwestia treningu. Najważniejsze, że miała dobrą bazę! Teraz najważniejsze było to, że wreszcie szła równo, nie zmieniając co chwilę tempa oraz to, że znacznie lepiej odnajdywała się w zakrętach i na łukach, które na początku przygody pod siodłem sprawiały jej zdecydowanie najwięcej problemów. W połowie długiej ściany skręciła do środka czworoboku, celem zmiany kierunku przez środek "ujeżdżalni", po czym pokonała jeszcze jeden narożnik, chwilę za którym Luke ponownie zabrał ją na linię środkową. Ustępowania były dla niej stosunkowo nową umiejętnością, nad którą wciąż pracowała ze swoim właścicielem, będącym dla niej jednocześnie jeźdźcem i trenerem, ale już teraz wykazywała się nie najgorszą reakcją. Przede wszystkim zdawała się dobrze rozumieć działanie spychającej łydki, zdecydowanie ciężej było jej utrzymać ten sam poziom energii kłusa, bo mimo wszystko trochę za mocno koncentrowała się na tym, jak Luke ustawiał jej ciało i na tym, jak ono pracowało podczas ustępowania, więc dokonywane przez jeźdźca korekty okazały się niezbędne, by ostatecznie mogli wrócić na ślad w okolicy litery R, kończąc ćwiczenie z nie najgorszym rezultatem. Kawałek później, w połowie krótkiej ściany, Licorne zagalopowała od impulsu płynącego z lewej łydki, połączonego z czytelnym wypchnięciem z bioder. W galop weszła chętnie, od początku idąc aktywnie od zadu, co było przede wszystkim zasługą Luczka, który nie zostawiał jej samej i pokazywał jej, jak i gdzie powinna iść, dużo jej ułatwiając. Dopóki była tak zielona i młoda, nie w głowie było jej kombinowanie i sprawdzanie jeźdźca. Póki co była grzeczna, stosunkowo karna i skupiona, co sprawiało, że choć były to pierwsze kroki na czworoboku, to jeździec nie musiał się męczyć i nadmiernie przejmować. Wychodząc na długą ścianę czworoboku, wyraźnie dodała w galopie, wydłużając foule i siłą rzeczy przyspieszając. Było to jednak jak najbardziej kontrolowane dodanie, choć łagodny powrót do galopu roboczego zdecydowanie był łatwiejszy na kole, na które wjechali w literze V. Na kole było jej zdecydowanie trudniej galopować we wcześniejszy sposób, więc w jego połowie chętnie skróciła galop do wyjściowego tempa, przeżuwając przy tym krótko wędzidło. Rzadko to robiła, czasem dalej mając skłonności do zawieszania się na wodzy lub bycia pustą w pysku, ale dzisiaj wyraźnie dobrze pracowało jej się z ręką jeźdźca, co objawiało się dosyć częstym przeżuwaniem i lekkością. Zamknąwszy koło, jeszcze przez chwilę galopowała wzdłuż szranek, by wkrótce zejść na długą przekątną czworoboku, w połowie której przeszła do kłusa. Dobrze przygotowana do owego przejścia, nie straciła równowagi i nie rozpadła się, pozostając ustawioną na pomocach. Dzięki temu harmonijnie doszła do końca przekątnej, a potem starannie skręciła w narożniku, za którym została przygotowana do kolejnego elementu. Była nim ponowna zmiana kierunku przez przekątną, na której zadaniem Licorne było wydłużenie wykroku w kłusie. W odpowiedzi na półparady zaczęła się lekko niecierpliwić, jako że takie działanie pomagało jej w zgromadzeniu w sobie energii oraz w skoncentrowaniu się. Wkrótce jednak zostało jej umożliwione uwolnienie zgromadzonej w ciele energii, którą wykorzystała na wyraźne wydłużenie ram, choć nie tak spektakularne, jak niektórzy mogliby oczekiwać. Ważne, że różnica była widoczna, a także to, że Licorne wciąż szła od zadu, nie zostawiając go kilometr za sobą. Zdołała też utrzymać lekko podniesione plecy, bowiem anglezowanie znacznie je odciążyło, ułatwiając też wspomniane wydłużenie kłusa. U końca przekątnej powróciła do kłusa roboczego, z którego w literze A przeszła płynnie do stój, nie gorzej niż na początku przejazdu. Była lekko pobudzona, ale cierpliwie stała nieruchomo w miejscu, czekając na sygnał. Dopiero po otrzymaniu go ruszyła naprzód, ale stępem, w którym musiała odnaleźć teraz równowagę i rytm. Lekko wyciągnęła nos w przód i niemal bezgłośnie parsknęła, aktywnie, luźno stępując i kołysząc jeźdźcem w siodle. To uczucie pogłębiło się wraz z wyjściem na przekątną, na której Licorne całkiem wyciągnęła nos do przodu i lekko opuściła oraz rozprostowała szyję, korzystając z danej jej swobody. Nie wykorzystała jej przeciw jeźdźcowi, a raczej nie zaczęła szukać sobie pretekstu do zajęcia się czym innym, tylko pozostała skupiona i niemal nie zwracała uwagi na otoczenie. Wróciwszy na ścianę, powróciła do poprzedniego ustawienia, po czym zakłusowała w C i kłusem szła aż do B, w którym została zabrana na duże, dwudziestometrowe koło. Idąc po nim, poczuła jak jeździec wypuszcza ją w dół i od razu zareagowała, podążając pyskiem za ręką i tym samym wyżuwając wodze. Zrobiła to jednak do momentu, w którym robili to na treningach, czyli nie zanurkowała do końca nosem, tylko wyraźnie obniżyła szyję, jednocześnie podnosząc grzbiet. Udało jej się zachować swobodę ruchu i środek ciężkości na swoim miejscu, wobec czego powrót do poprzedniego ustawienia nie był dla niej tak kłopotliwy. Dalej kłusowała wzdłuż szranek by w literze A skręcić do środka czworoboku i powtórzyć ustępowanie od łydki. Na tę stronę była wyraźnie lepsza, w tym sensie, że pewniej się czuła i była odrobinę lepiej wygimnastykowana, więc nie tylko ustępowanie, ale również następujące po nim zagalopowanie, wydłużenie kroku w galopie oraz piętnastometrowe koło (ze skróceniem do roboczego w połowie) wypadły zauważalnie lepiej. Niestety dobra passa została przerwana przejściem z galopu do kłusa na przekątnej, kiedy to Licorne lekko się spięła, usztywniła i generalnie chwilowo zagubiła w akcji, dopiero przed narożnikiem odzyskując dobrą jakość kłusa. Za chwilę miała okazję powtórzyć wydłużenie kroku w kłusie na przekątnej czworoboku, którym też zakończyła z Sugarmanem przejazd - pierw oczywiście wracając z powrotem do roboczego, a potem skręcając na linię środkową, w której zatrzymała się elegancko. Po chwili opuściła czworobok stępem, rozciągając szyję.
_________________
If you don't think I am a princess
- you are 100% right -
I am a queen



If you want something, ask politely.
And then kiss my hoof. I want my fruit sliced,
my sugar cubed and from a fresh box, my tack
should be polished every day, and no I will not
trot you around in the rain.
Where are my silver shoes, Gość?


 
     
Belvedere
Ujeżdżeniowiec


Płeć: ogier
Wiek: 8 lat [28.04.2012]
Rasa: KWPN
Wzrost: 168 cm

Ostatni trening: teren - Monroe
Właściciel: Ruth Kravchenko
Cena: £2550

Doświadczenie w skokach: 10
Doświadczenie w ujeżdżeniu: 137
Doświadczenie z lonżowania: 54
Kondycja: 33
Szybkość: 15
Klasa startów: Ujeżdżenie: N

Wysłany: 2019-03-11, 19:17   



Od czasu ostatnich zawodów niewiele się zmieniło w kwestii tego, jak Belvedere pracował pod siodłem, więc po dzisiejszym przejeździe raczej nikt nie spodziewał się za wiele. Wchodząc na czworobok szedł kłusem, który mógł być zdecydowanie lepszy; tymczasem ogier co prawda szedł dosyć żwawo, ale w jego ruchu brakowało swobody i lekkości, po utracie których jego wykrok był wyraźnie krótszy. Niemniej szedł równo, nie zmieniając ciągle tempa. W połowie linii środkowej zatrzymał się w odpowiedzi na pomoce, odczekał parę sekund, które zajęło Ruth wykonanie ukłonu, po czym ponownie ruszył kłusem, nie zwlekając z reakcją na łydkę. U końca linii środkowej skręcił w prawo i trzymając się stosunkowo blisko szranek, w połowie długiej ściany ponownie skręcił, prowadzony w ten sposób przez amazonkę. Zmienili kierunek przez sam środek czworoboku, po czym kontynuowali kłus wzdłuż ścian aż do litery A, w której Belvedere ponownie zszedł do środka czworoboku i rozpoczął tam ustępowanie od łydki, któremu sporo brakowało do ideału. Będąc sztywnym, nie miał takiej swobody ruchu, jaką powinien mieć, więc nogi krzyżował w ustępowaniu raczej skromnie, w dodatku uwieszając się na wodzy, którą Ruth mocniej złapała. Wędzidło przeżuł dopiero po półparadzie, która poprzedziła zagalopowanie w C - wszedł w oczekiwany chód stosunkowo szybko, nie ociągając się z odpowiedzią na pomoce, ale zdecydowanie brakowało mu tego szwungu. Kiedyś galop był jego najbardziej efektownym i zarazem najbardziej problematycznym chodem, teraz galopował raczej płasko, słabo idąc od zadu, co było widoczne szczególnie podczas wyjścia na długą ścianę, kiedy miał dodać w galopie, a zamiast tego raczej rozpadł się, galopując ciężko przede wszystkim przodem, na który zrzucał całą energię podczas każdej foule. Odbiło się to przede wszystkim na kole, na którym ciężko było mu galopować, więc zwalniał, aż wreszcie Ruth trochę go skróciła i podniosła, co trochę polepszyło sytuację. Niestety wciąż była to marna prezentacja, co miało się odbyć w uzyskanych wynikach. Ogier po prostu wymagał odrobienia, bo taka jazda niczemu nie służyła, choć być może w oczach laika wyglądało to znośnie; w końcu szedł tam, gdzie chciano i był wyjątkowo opanowany. Za chwilę zmienił kierunek przez przekątną, za literą X przechodząc do równie rozklekotanego kłusa, w którym ogarnął się dopiero przed samym powrotem na ścianę, czyli niedługo przed tym, jak Ruth ponownie zabrała go na przekątną. Gdy zaczęła anglezować, narzucając mu żywsze tempo, odrobinę przyspieszył, w znikomym stopniu wydłużając wykrok, ale za to prezentując się odrobinę lepiej niż dotychczas, dzięki większej swobodzie. Nie żeby te "20 kilogramów" robiło mu olbrzymią różnicę, przecież mężczyźni też jeździli konno, a ważyli przecież więcej, ale jednak kłus anglezowany był lepszy dla jego pospinanych i opuszczonych pleców. Można więc powiedzieć, że był to jedyny pozytywny akcent ich przejazdu, bo gdy Ruth wróciła do pełnego siadu, kłus ogiera znowu stał się cięższy. W połowie krótkiej ściany zatrzymał się, trochę krzywo, ale jednak uczciwie, czyli nie ruszył się zanim Ruth go o to nie poprosiła. Ruszył stępem, od razu zaokrąglając szyję w odpowiedzi na działania amazonki, ale poza tym nic się nie zmieniło w jego sylwetce - stawiał krótsze kroki niż normalnie, nie przekraczając śladów przednich kopyt tylnymi, co było widoczne także podczas stępa swobodnego na przekątnej. Niestety, to co było w nim najbardziej pożądane, dzisiaj nie miało miejsca, ale za to ogier zachował spokój i równym krokiem szedł po przekątnej, lekko opuszczając i prostując szyję. U końca przekątnej powrócił do poprzedniego ustawienia i za narożnikiem, w połowie ściany, ruszył kłusem, którym szedł wzdłuż szranek aż do B, gdzie Ruth zabrała go na pełnowymiarowe koło. Kłusując po nim, poczuł, jak kobieta oddaje mu wodze, lekko dojeżdżając do ręki łydką, ale mimo to nie podążył za ręką, tylko wyciągnął nos przed siebie i tak kłusował po kole, bez kontaktu, nie chcąc zejść łbem w dół. Po ponownym nabraniu wodzy na kontakt zagryzł się lekko na wędzidle i odpuścił dopiero, gdy Ruth wykonała serię półparad, którymi poprzedziła ustępowanie od łydki na linii środkowej w kierunku litery S. Wykonawszy je, dojechał do C i tam ponownie wszedł w galop, by po wyjściu na długą ścianę znowu wykonać nieudane poszerzenie ram w galopie. Skrócenie wodzy sprawiło, że przyciągnął pysk do klaty i wcale nie otworzył się przodem podczas dodania, tylko sztywno przegalopował przez ścianę, na kole znowu mając problem z utrzymaniem równego tempa. Poprawił się dopiero po powrocie na ścianę, ale tylko na krótką chwilę, bowiem Ruth zwolnił go do kłusa, którym przejechali przez całą przekątną, by po powrocie na ścianę odbić na drugą przekątną czworoboku, na której kobieta znów zaczęła anglezować, a on zaczął iść żywiej i swobodniej, trochę nadrabiając straty w punktach. U końca zwolnił z powrotem do roboczego tempa, a potem skręcił na linię środkową, w której połowie zatrzymał się kończąc tym przejazd.
Opuścił czworobok stępem.
_________________

☆・゜・。・゜。・。・゜★
i am a rising star and i am very hot at the moment
you have to rely on the experience that you have
which is bigger than mine and don't give up

- ̗̀ ☆ I CAN AND I WILL. WATCH ME ☆ ̖́-

∞ ∞ ∞
 
     
Maven
Ujeżdżony
Księżniczka


Płeć: klacz
Wiek: 5 lat
Rasa: Hanower
Właściciel: Jessica Wrens
Cena: £3888

Doświadczenie w skokach: 52
Doświadczenie w ujeżdżeniu: 72
Doświadczenie z lonżowania: 26
Kondycja: 26
Szybkość: 26
Wysłany: 2019-03-11, 20:25   


Po otrzymanych pomocach od Jessie zatrzymała się, nie do końca równo, gdyż wypadła lewą tylną nogą, zaś podczas odliczania obniżała łeb i podwyższała, prócz tego stała całkiem grzecznie. Poproszona o stęp ruszyła nim lekko ociężale, jakby jej ta chwila postoju odpowiadała, następnie zaś wjechały na przekątną, na której ze względu na pozwolenie Maven odpuściła sobie w łbie kierując się po równej linii tylko dzięki łydkom kobiety, zaś w tempie także próbując sobie odpuścić, ale kobieta jej na to nie pozwoliła. Rozciągnęła się w wykroku, idąc energicznie i chętnie. Wracając na ścianę wróciła także na pomoce kobiety, idąc na ścianę i następnie narożnik, by wyjechać go z ładnym łukiem ciała i zakłusować. Zamknięta w pomocach spróbowała utrzymać tempo, w czym korekcje Jessie jej pomogły, zaraz zaś zjechała na koło o średnicy dwudziestu metrów. Anglezowanie było przyjemniejsze dla pleców klaczy, przyjęła je z ulgą, potrafiąc się też lepiej dopasować do tempa dzięki stałości unoszenia i opadania. Problem zrodził się dopiero gdy miała wejść za wędzidłem niżej. Cóż, ciężko powiedzieć, by dobrze jej to wyszło. Ciężko było klaczy utrzymać zarówno stałe tempo jak i równy łuk, ale rzeczywiście chętnie zeszła niżej za wędzidłem, posłusznie kłusując, choć sama zdawała się być zdenerwowana całą figurą. Obawiała się bowiem utraty równowagi, potknięcia i tego, że nie miała widoku na wszystko.
Z ulgą przyjęła powrót do wyższego ułożenia, strzygąc uszami i rozglądając się lekko wokół, jakby coś się miało zmienić. W odpowiednim miejscu wywinęła się wokół łydke Jessie, podążając kilka kroków równą linią, by wykonać ustępowanie w lewo. Nie wywalała nóg w tą stronę nie wiadomo jak, podobnie jak nie potrafiła wykonać tej figury w szybkim tempie. Mimo to wyszło to całkiem dobrze, choć nie lepiej niż w stronę prawą, która była jej pewniejszą. Tutaj ponownie z ulgą zeszła na równą linię, spływając zgrabnie wzdłuż ściany kontynuując kłus, w którym wygięła się na narożniku, by w C za sugestią Jessie wybić się w galop. Unosząc wysoko przody uzyskiwała ładny galop, nie był on jednak tak prestiżowy jak stęp, no sorry, w innej kolejce stała. Wydłużenie nie stanowiło problemu, rozciągnęła sie w ruchu, wyrzucając przednie nogi w przód, gorzej zaś z kołem w nim, dlatego Bogu dziękować, albo i Jessie, że ta zwalniała do kłusa roboczego.
Dzięki temu kobyłka ładnie wyginała się wokół łydek, uzyskując jeden ślad ciała i z gracją przeszła do kłusa. W nim kierowała się dalej, po przekątnej, na krótkiej ścianie i znów przekątnej. Kolejne wydłużenie kroku nie stanowiło problemu, utrzymanie tempa z anglezowaniem było prostsze, ale sam ruch nie był już taki pełen werwy. Znów na ścianie skierowała się wzdłuż ścian, finalnie skręcając na linię środkową, gdzie odczekała na sygnał i ruszyła sobie z czworoboku, spuszczając leniwie głowę.
_________________


•••••••

M A V E N ♥ O F ♥ T H E ♥ H E A V E N

When all the roads you took came back to me
So I’m following the map that leads to you
o w n e r • Jessie ♥

I miss the taste of a sweeter life, I miss the conversation
I was there for you , in your darkest nights
l i k e • Jess ♥ Oliver

You drive slow, you make me feel so crazy
I don’t wanna know, your name, you look amazing
s t a l l i o n • him ♥ xxx

passport • gallery • results
21.01.2020 - werkowanie


 
     
Prescription Boy
Ujeżdżeniowiec


Płeć: ogier
Wiek: 10 lat
Rasa: Zangersheide
Wzrost: 185 cm
Właściciel: Nadya
Cena: £2150

Doświadczenie w skokach: 50
Doświadczenie w ujeżdżeniu: 59
Doświadczenie z lonżowania: 70
Kondycja: 71
Szybkość: 70
Klasa startów: Ujeżdżenie: P

Wysłany: 2019-03-11, 21:06   


Gdyby nie wzięła udziału w tych zawodach wielce prawdopodobne że odgryzł by jej zadek. Oczywiście teoretycznie bo nie miał o nich pojęcia, jednakże było to by nie sprawiedliwe gdyby jemu odbierała szansę na start i sobie w sumie także. Nie miała innego konia do tych zawodów, no znaczy swojego własnego prywatnego. Mogła w końcu wziąć jeszcze jakiegoś z Ochardu bez właściciela lub takiego o którym owy zapomniał. Wiedział że się coś święci w dniu zawodów, ponieważ w stajni od rana panował ogólny ruch i zamieszanie większe niż na co dzień. Zauważył dość szybko swoją właścicielkę, która pojawiła się pod jego boksem i przywitał się z nią spokojnie. Dał się zabrać na myjkę, gdzie dość szybko i sprawnie dał się wyczyścić i osiodłać do zawodów. Zostawiony pod opieką luzaków nie sprawiał żadnych problemów, by po powrocie kobiety udać się na rozprężalnie. Dużo czasu poświęcili na stęp na długiej wodzy, by potem pozbierać się do wyższego ustawienia i zabrać się za kręcenie figur, zmiany kierunku, wydłużanie i skracanie wykroku i przejścia. Podobnie rozgrzewka wyglądała w kłusie, a potem w galopie. Przećwiczyli także ustępowania, by zwolnić kolejno przez kłus do stępa w nim oczekiwali na wezwanie na czworobok i łapiąc oddech przed startem.
W końcu nadszedł ich czas, więc wraz z pomocami kobiety powrócił do wcześniej wypracowanego ustawienia i przeszedł do kłusa. Poruszał się energicznym tempem z wyraźną pracą zadu jako motorkiem ruchu jego. Wszedł z Nadyą na elastyczny kontakt, nie wieszając się na wędzidle i przyjmując kontakt oferowany z jej strony. Pojawili się przy tym zaraz w okolicy czworoboku, który okrążyli dookoła dając sobie czas na zapoznanie się z miejscem i atmosferą panującą dookoła. Poruszał się nie zmiennym tempem, by w końcu wraz z właścicielką wjechać na linię środkową przez szranki w A. Udało im się zachować ruch po linii prostej do X, gdzie uprzedzony przez pomoce kobiety pozostał skupiony i gotowy do działania dalszego. Po dojechaniu do ów punktu i wraz z otrzymaniem pełnej parady i serii pomocy, zatrzymał się w punkt. Jednak ogier mimo starań kobiety stanął nieco krzywo, ale może zatuszują to w dalszej części przejazdu. Utrzymał nieruchomość do momentu otrzymania sygnału do ponownego ruszenia, by przejść do kłusa i w nim dokończyć jazdę po linii prostej do środka krótkiej ściany. Wygiął się tutaj od jej wewnętrznej łydki wpisując się w łuk, a potem w podobny sposób w narożnik z wyjechaniem przy tym na długą ścianę czworoboku. Kontynuując kłus pojechali do B, gdzie skręcili w prawo i przejechali przez środek i do E, gdzie skręcili w lewo. Nieco jadąc po linii od ściany do ściany stracili impuls ruchu, ale udało im się powrócić do wcześniejszego tempa. Pojechali dalej pod ścianą, wyjeżdżając zaraz narożnik i na krótką ścianę i tam na jej środku na linię środkową. Przejechali tylko 6m, by od D zacząć wykonywać ustępowanie od łydki w prawo do R. Wygiął się odpowiednio od wewnętrznej łydki kobiety, nadając swojemu cielsku odpowiedni kąt do tego ruchu. Na początku ogier całkiem poprawnie poruszał się w przód i w bok w krzyżowaniem nóg oraz z zachowaniem odpowiedniej równowagi i impulsu. Jednak czuł wtedy mocniejsze jakby sygnały od Nadyi, które osłabły lekko kiedy ogier wykonywał poprawnie ćwiczenie. Przez to ogier stracił na moment tempo, przez drobne niedociągnięcia ze strony kobiety ale i pewnie jego. Po powrocie pod ścianę ruszyli dalej kłusem roboczym po wyprostowaniu się, gdzie udało im się nawet nieco poprawić jakoś galopu. Ogier mocniej przy pracował zadem tutaj którym wchodził bardziej pod kłodę, by kolejno wyjechać narożnik i na krótkiej ścianie przygotowując się do kolejnej zmiany. Po dojechaniu do C i po uprzedzeniu przez właścicielkę, przeszedł do galopu. Wysunąwszy nogę lewą przednią w przód, przeszedł skocznie w wyższy chód. Wraz z przejściem do ów chodu postarał się o zaokrąglenie swojej fouli dzięki pomocy kobiety, a także postarał się o zachowanie stałego, energicznego tempa. Wyjechali kolejny narożnik, by w H zacząć wykonywać nowy element - wydłużenie kroku. Wysunąwszy nieco nos w przód, poszerzył widocznie swoje ramy oraz wykrok z wyrzuceniem przód mocno przed siebie. Ogier stracił ciągle impuls do ruchu naprzód, gasnąc bardzo często pod kobietą. Po dojechaniu do V zeszli na pierwsze koło w przejeździe ich wspólnym, gdzie wygiął się odpowiednio od jej wewnętrznej łydki okręcając się wokół niej. Pilnowany zewnętrzną łydką nie wypadał zadem z ustawienia, zgiął się odpowiednio w potylicy pod wpływem wewnętrznej wodzy a prowadzony zewnętrzną szedł nawet jak burza powiedziałby na tym kole. W jego połowie został skrócony do roboczego tempa z wydłużenia kroku, które już na samym kole już nie było takie dobre jak wcześniej. Wyjechali narożnik i przejechali pod krótką ścianą, by po wyjechaniu kolejnego narożnika i znalezieniu się pod długą ścianę zeszli na przekątną w F. Postarał się wyjechać po linii prostej przez X do H. Przed X skupiona na pomocach właścicielki nie przegapił momentu zmiany chodu, by odpowiednio w punkt zwolnić do kłusa. Potem już w tym chodzie kontynuowali jazdę po przekątnej do złączenia się ze ścianą, gdzie wyjechali narożnik i pojechali pod krótką ścianą. Potem kolejny narożnik i wyjechali pod długą ścianę, by w M ponownie zjechać na przekątną czworoboku. Tam zaprezentowali ponownie wydłużenie kroku tym razem w kłusie, który wykonał w podobny sposób co poprzednim razem. Zjechali pod ścianę gdzie wrócili do roboczego tempa, by wyjechać kolejno narożnik pod krótką ścianę. Tam przygotowali się do zatrzymania, które nastąpiło w A. Wraz z pełną paradą i pomocami do zatrzymania zrobił to idealnie w punkt, a samo zatrzymanie było niezłe. Utrzymał nieruchomość przez 5s, by wraz z pomocami od kobiety ruszyć stępem przed siebie. Poruszał się energiczniejszym tempem, wyraźnie zaznaczając swoje ślady i poszerzając swoje ramy. Jednak meli problem z utrzymaniem ponownie stałego tempa przez co ten ruch wyszedł taki nie regularny. Wyjechali narożnik, by spod długiej ściany w F zjechać na przekątną czworoboku. Tam wraz z oddaniem wodzy przez kobietę zszedł łbem w dół i przód, krocząc aktywnie przed siebie. Jednak ogier nie dostatecznie rozluźnił się i szedł nieco spięty po linii prostej przez X do H. Po dojechaniu do H wrócił do wcześniejszego ustawienia, wyjechali kolejny narożnik i znaleźli się tym samym pod krótką ścianą. Dojeżdżając do środka krótkiej ściany przygotował się do kolejnego przejścia, by w C wraz z pomocami od kobiety przejść do kłusa. Udało im się wykonać płynne przejście, by wyjechać kolejny narożnik i pod długą ścianą pojechać do B. Tam zjechali na koło w prawo o średnicy 20m, gdzie wygiął się od wewnętrznych pomocy na nim i pilnowany oraz prowadzony przez zewnętrzne prawidłowo zarysował rysunek koła. Jednak ogier podobnie jak wcześnie w wielu elementach miał problem z utrzymaniem równego tempa, gdzie wraz z oddaniem przez Nadyę wodzy zszedł nosem w dół i przód z żuciem z ręki. Problemy z tempem w końcu odbiły się na dalszym rysunku koła, powrót jednak do wcześniejszego ustawienia przynajmniej odbył się bez większych problemów. Zamknęli koło i pojechali dalej pod ścianą kłusem roboczym, by wyjechać kolejny narożnik i tym samym znaleźć się pod krótką ścianą. Tam w A zjechali na linię środkową do D, gdzie do S wykonali ustępowanie od łydki w lewo. Wykonali je w lustrzanym odbiciu jak przy poprzednim ustępowaniu, gdzie element w sumie nie był najgorszy aczkolwiek znowu zabrakło im odpowiedniego impulsu do ruchu naprzód. Przez co pojawiły się pewne niedociągnięcia głównie w krzyżowaniu nóg i braku siły do wykonania tego ruchu. W S naprostowali się na ścianie i pojechali dalej na wprost, by wyjechać narożnik na krótką ścianę. Tam w C przygotowali się do kolejnej zmiany, by w C przejść do galopu z prawej nogi. Przejście wyszło im płynnie, a i tempo nie najgorsze. Wyjechali kolejny narożnik, by w M zacząć wydłużanie kroku w galopie. Nawet wyszło im nie najgorzej, bo poprawnie wydłużył krok i poszerzył swoje ramy z zachowaniem odpowiedniego jak na niego dzisiaj tempa. Dojechawszy do P zszedł na kolejno koło, gdzie nieźle zarysował rysunek koła z utrzymaniem wydłużenia kroku. Skrócenie w połowie do roboczego też było niezłe, ale posypał im się rysunek samego koła. Zamknęli koło i pojechali pod ścianą dalej na wprost, by wyjechać narożniki i w K zjechać na przekątną czworoboku przez X do M. Udało im się zachować ruch po linii prostej do X, gdzie zwolnił do kłusa i w nim kontynuował jazdę do końca przekątnej. Ponownie pojawiły się problemy z zachowaniem tempa, ale już niewiele mogli na to teraz poradzić. Wyjechali kolejno dwa narożniki i ponownie pojawili się pod długą ścianą, gdzie w H jeszcze raz zjechali na przekątną czworoboku przez X do F, gdzie po raz ostatni wydłużyli krok w kłusie. Ogier był już zmęczony i był mało chętny do współpracy, więc te wydłużenie kroku było bardzo ni jakie. Po dojechaniu do F skrócił się do roboczego, by pojechać dalej kłusem roboczym przez narożnik i na linię środkową w A na środku krótkiej ściany. Pojechał po linii prostej do X, gdzie postarał się skupić na pomocach od właścicielki jak najmocniej mógł. Po dojechaniu do X wraz z pełną paradą zatrzymał się w punkt, udało mu się zatrzymać też równo z podstawionym zadem i z zachowaniem elastycznego kontaktu. Po ukłonie kobiety i po oddaniu mu wodzy i otrzymaniu sygnałów do ruszenia, ruszył stępem swobodnym przed siebie i z czworoboku w kierunku rozprężalni.

z.t
_________________
rodzice: Baloubet De Rouet x Germanie
dokumenty: passport
moje: gallery

[img]xxx[/img]
 
     
Hollywood Hell'o
Ujeżdżeniowiec


Płeć: ogier
Wiek: 7 lat
Rasa: koń oldenburski
Wzrost: 177 cm

Ostatni trening: 04.2020 - ujeżdżeniowy z Ruth i Luczkiem
Właściciel: Ruth Allen
Cena: £2300

Doświadczenie w skokach: 45
Doświadczenie w ujeżdżeniu: 117
Doświadczenie z lonżowania: 93
Kondycja: 58
Szybkość: 40
Klasa startów: Ujeżdżenie: N

Wysłany: 2019-03-11, 21:54   



Gniadosz swoim ósmym zmysłem (pozostałe dwa nadprogramowe służyły mu do wykrywania niebezpieczeństw tam, gdzie nie było, oraz do odbierania fal elektromagnetycznych płynących od smakołyków nawet z dużych odległości) wyczuwał jakoś jakby, że mamka jest w błogosławionym stanie. Może dlatego ostatnimi czasy chodził pod siodłem w bardziej zrównoważony sposób, nie wydziwiając tak jak kiedyś i nie dostarczając pani Allen ekstremalnych wrażeń. W obyciu też był w pewnym sensie delikatniejszy, choć akurat w tej kwestii jego normą było takie "ładne" zachowanie. Tego dnia atmosfera zawodów zdawała się go w ogóle nie przytłaczać, ba, prawie zupełnie po nim spływała, dlatego zupełnie zrelaksowany oddał się pieszczotom właścicielki, samemu także przyjaźnie ją zaczepiając. Dalej oczywiście nie sprawiał problemów w czasie robienia go na bóstwo, koreczki miał już wcześniej uszyte ale przecież trzeba było jeszcze wyglancować sierść i kopytka, jeszcze kilka razy przetrzeć wszystko dla połysku... Cóż, finalnie rzeczywiście błyszczał, w końcu był i tak piękny a jak już został tak odstawiony, to o mamo, top model. Jak na dobrego chłopca przystało, nie odstawiał dziś żadnych teatrzyków, nie bawił się w duchy, po prostu skupił się na zadawanych mu podczas rozgrzewki ćwiczeniach, dając z siebie prawie zawsze tyle, ile mógł i na ile pozwalały mu pomoce zawodniczki, nie zawsze stałe, nie zawsze w pełni swobodne. No ale.
Zbliżając się do czworoboku był zwarty i gotowy, dobrze rozprężony, przy tym rozluźniony i pilny. Kłusując z gracją okrążył obiekt, czujnie łypiąc okiem na doniczki z kwiatkami ustawione na literkach czy zaglądając do budki sędziowskiej, niemniej nie spinał się przy tym, pozostając pod kontrolą dosiadu Węgierki. W końcu wygiął się pod jej pomocami na zakręcie doprowadzającym go do A, przy którym już został wyprostowany i udał się po prostej do wnętrza czworoboku i po linii środkowej do X, gdzie w odpowiedzi na zachowanie ciała Ruth, zatrzymał się, parkując równo na czterech nogach. Teraz kiedy była cięższa jakoś wyraźniej odczuwał to, co tam w tym siodle robiła. :lol2: Nieruchomo czekając żuł wędzidło ze spokojnym wyrazem pyska, utrzymując szyję w ładnym wygięciu. Choć skurczu nie było widać, on, ruszając kłusem, odczuł go, w końcu mamcia na nim siedziała i takich rzeczy no nie dało się ukryć przed koniem, który przecież miał reagować na napinanie się mięśni, balans ciała, takie tam. Wobec tego na krótką chwilę też zesztywniał w ruchu, szybko jednak odnajdując się w standardowym dla siebie, sprężystym kłusie, skoro tylko ciemnowłosej już było lepiej i jej ciało to mu właśnie pokazywało. Po prostej linii dotarł do C gdzie zgodnie z poleceniem z góry wywinął się wokół prawej łydki zawodniczki na zakręcie w prawo właśnie, nie wytracając przy tym impulsu. Podobnie rzecz się miała w narożniku a następnie przy B i kolejno E, cały czas poruszał się przy tym stałym tempem i nie uwieszał się na łukach na wewnętrznej wodzy, tylko szedł pewnie oparty na zewnętrznych pomocach, na które dojeżdżała go wewnętrzna łydka amazonki. Utrzymał poziom także na najbliższym narożniku i zjeździe na linię środkową, by chwilę po wyjechaniu na prostą rozpocząć ruch w przód-bok, co w połączeniu z prostą sylwetką oraz lekkim ustawieniem przeciwnym do kierunku ruchu formowało się jako element nazywany przez ludzi ustępowaniem od łydki, w tym konkretnym przypadku w prawo. Nie szedł w nim stuprocentowo równo, choć generalnie ćwiczenie to należało do dobrze przez niego opanowanych i przy odpowiednim pokierowaniu ze strony jeźdźca bezproblemowo wykonywał je w stałym tempie, bez żadnych zawahań - te jednak dziś wystąpiły, bo mamcia jakoś jeszcze czasami szwankowała tam na górze, ale no co zrobić. Przy R znów wylądował na śladzie i bez oporów przeszedł do poruszania się naprzód, pozostając na pomocach, pokornie słuchając sygnałów z góry. Te zmieniły się na chwilę przed C i już w następnym momencie ogier płynnie zaskoczył do galopu, zaczynając ruch ładnie od zadu, co później może nie było przez niego konsekwentnie utrzymane, ale umówmy się, gdyby Ruth miała mniejszy brzuszek, na pewno lepiej by jej szło aktywne wyjeżdżanie każdej foule i motywowanie do głębszego podstawiania zadu gniadosza. Z tego samego powodu wydłużenie galopu od H do V, choć było rozpoznawalne, raczej nie powalało na kolana, za to o wiele prościej było go ponownie skrócić na kole, na które miękko odbił. Jako, że właśnie galopował cały czas pozostając "przy" swojej amazonce, nie miał problemu z odnalezieniem się na nieco mniejszej niż zwykle średnicy okręgu, minimalnie jajowatego, ale to też nie była jego wina! Za to po powrocie na ścianę przeszedł zgrabnie przez następny narożnik, i jeszcze następny też! Tylko na przekątnej pańcia trochę znowu zawaliła, bo owszem, wyraźne działanie było wskazane, ale przy wzmocnieniu kontaktu zapomniała chyba o jeszcze bardziej kluczowej w takim przypadku elastyczności nadgarstków, której tu właśnie zabrakło, przez co oldenburg się wyraźnie spiął powracając niezbyt płynnie do kłusa. To zachwiało niespodziewanie Rucią, co wywołało jej spięcie a ono z kolei spotęgowało jego sztywność, błędne koło. Na szczęście amazonka nie była już taka zielona i przemówiła mu do rozsądku półparadami, przez które na chwilę zwolnił nieznacznie, ale też przestał rzucać twardo w siodle, dzięki czemu jego właścicielka mogła się szybko odnaleźć i już z równowagą popchnąć go do przodu, a Holly’ego od jakiegoś czasu nie trzeba było dużo prosić o zaangażowanie zadu, które przekładało się na rozluźnienie całego ciała. A zatem po ogarnięciu chodu swobodnie sobie w nim patatajał do końca przekątnej i po śladzie, znów opierając się na kontakcie i w ogóle wyglądając tak bezstresowo. Może i on byłby dobrym ojcem, jak taki się zrobił grzeczny odkąd był odpowiedzialny za wożenie przyszłej madki? Ok, wracamy na ziemię, kłusujemy sobie równo do M i przy tejże literce odbijamy na przekątną do K i stamtąd, zupełnie tak, jakby się nigdzie nie spieszył, pozostawiając sobie uniesione plecy wynikające z podstawionego zadu, w odpowiedzi na aktywizujące pomoce i stwarzające się miejsce na kontakcie, zaczął wydłużać sylwetkę, popełniając większe kroki i w ogóle trochę bujając tą swoją łopatką. Dopiero się uczył ją prawdziwie otwierać, ale już teraz wychodziło niczego sobie takie właśnie dodanie w kłusie, które zakończył schodząc z przekątnej na ścianę. Aż tak nie przeszkadzał mu brzuch pani Allen, choć siły rozkładały się nieco inaczej i musiała się ona niestety pilnować, aby szczególnie w kłusie anglezowanym ten przedni ciężar nie wychylał jej sylwetki za mocno do przodu. Nad tym się jednak Hell’o nawet nie zastanawiał, po prostu robił swoje tak, jak czuł, a teraz przed A z kolei poczuł, że coś się będzie działo i rzeczywiście, półparada go nie zawiodła. W reakcji na pełną paradę stanął ładnie jak na początku przejazdu i odczekawszy do następnego sygnału, ruszył spokojnie stępem. W tym chodzie mógłby się też jeszcze bardziej otworzyć, miał budowę umożliwiającą mu spore przekraczanie śladów nóg przednich tylnymi, ale tu brakowało jeszcze tej śmiałości żywego wychodzenia do przodu, która nie dość, że nastawiłaby go na takie dalekie odpychanie się tylnymi nogami, to jeszcze przy innych ćwiczeniach by wzmocniła motor, bo to też przydatne. No ale było jak było, a to w tym przypadku i tak nie najgorzej, bo szedł w równowadze, rozluźniony, nadal oparty na wędzidle. Na kolejnej przekątnej swobodnie się wyciągnął, jako że dostał totalny luz na wodzy, niestety trochę brakowało mu tutaj oparcia łydek no i od strony kontaktu, którego brak doprowadził do lekkiego zboczenia z zupełnie prostej linii. Finalnie jednak wylądowali na śladzie w H i tam po małym tylko zwarciu w główce ponownie wszedł na kontakt, powracając przy tym naturalnie do wyższego ustawienia na ładnie zaokrąglonej, wyżyłkowanej szyi. Na środku krótkiej ściany rześko zakłusował by zaraz się nieco stonować, dopasowując tempo do ruchów bioder ciemnowłosej. Skierowany na koło miękko na nie zjechał, wyginając się na nim poprawnie, nieprzesadnie, a kiedy Węgierka zaczęła anglezować, jeszcze bardziej podniósł plecy, mimo wszystko nadal lepiej sobie z tym radząc kiedy jeździec nie był w pełnym siadzie. Dojeżdżany sumiennie łydką opuścił głowę w przód-dół za kontaktem, który mu się wydłużał, lekko sobie przy tym poparskując. Niechętnie acz posłusznie ponownie się podniósł zamykając prawie poprawną figurę. Znów nienagannie się prezentował sunąc po czworoboku i równie nienagannie powtórzył wykonany już zestaw elementów, tym razem od drugiej strony wjeżdżając na linię środkową, od D poruszając się w ustępowaniu od łydki w stronę S, dalej prostując się na pierwszym śladzie i później zagalopowując w C. Jak to on w galopie, daleki był od ponoszenia, miał trochę swój świat i trzeba go było pilnować, ale jeśli się to czyniło, już na dzień dzisiejszy szedł aktywnie, także wyraźnie wydłużył się na długiej ścianie z której zjechał na koło i na nim skrócił się i kończąc je… przeszedł do kłusa? No dobra, nie on tu rządził, z resztą w sumie nie myślał o tym, by każde ćwiczenie wykonywać zawsze symetrycznie na dwie strony w takim samym układzie, dlatego pomyłka ze strony Ruth, jako, że przejście zostało przez nią należycie przygotowane, nie kłóciła się z jego światopoglądem czy sumieniem. Po prostu więc zszedł do niższego chodu, no regrets, lecim dalej kłusem skoro tak trzeba, równiusieńko, panie, nie ma niedociągnięć, wszyscy zadowoleni. No dobra, tak serio to nie, na przekątnej pomoce, które odbierał, nie były do końca równe, dlatego delikatnie pływał po linii, przy okazji troszkę sobie zwalniając i znów przyspieszając jak budziły się łydki przy jego bokach – i tak parę razy. No ale ciężarnej chyba można wybaczyć. Nadal zostając w ramach roboczego dojechał do końca przekątnej KXM by następnie pokonać krótką ścianę i raz jeszcze wyjść na przekątną, teraz HXF, na niej tak jak wcześniej odpowiadając na sygnały do wydłużenia się. Zjeżdżając na ślad przy F już prezentował się na powrót w sowim roboczym wydaniu, ale w takim lepszym niż jeszcze przekątną wcześniej, no i właśnie w taki przyzwoity sposób zaraz wjechał na linię środkową, nieuchronnie zbliżając się do końca przejazdu. W literce X para postawiła kropkę nad „i”, bardzo przykładnie się dogadując co do zatrzymania, które wyszło naprawdę równo i w punkt, z podstawionym zadem, z zaokrągloną szyją. Gniadosz parsknął przeciągle kiedy jego amazonka kłaniała sią sędziostwu, chwilę później już opuszczał luźnym stępem czworobok.

[ zt ]
_________________

      » H O L L Y W O O D. H E L L ' O «
      when nothing is sure, everything is possible

    wobec ludzi: nieśmiały, coby nie powiedzieć... wycofany
    nie boi się, aczkolwiek zawsze z ostrożnością obserwuje co się dzieje
    nie jest typowym łasuchem, co nie znaczy, że pogardzi jabłkiem





    pod siodłem: coraz bardziej się wyrabia i dojrzewa,
    ma już nie najgorszą świadomość własnego ciała i odpowiednią siłę
    aby bawić się własnym ruchem, co widocznie sprawia mu ogromną frajdę
    nadal nie robi nic za jeźdźca, acz skupiony chętnie wykonuje robotę
    » przyjemnie angażuje się w pracę przy właściwej motywacji
    i cierpliwie wyczekuje sygnału by błyskawicznie na niego odpowiedzieć «
    bardzo plastyczny - łatwo coś tak poprawić, jak i zepsuć

      if your dreams don't scare you
      THEY'RE NOT BIG ENOUGH
      » paszport & galeria«


 
     
Mr Heisenberg
Ujeżdżeniowiec


Płeć: ogier
Wiek: 7 lat
Rasa: Koń holsztyński.
Właściciel: Bastian Collins
Cena: £2500

Doświadczenie w skokach: 11
Doświadczenie w ujeżdżeniu: 86
Doświadczenie z lonżowania: 49
Kondycja: 48
Szybkość: 10
Klasa startów: Ujeżdżenie: P

Wysłany: 2019-03-11, 23:03   



Ostatnimi czasy wypadł nieco z "transu" zawodów, co nie mogło wpłynąć dobrze na dzisiejszy występ. Nie był dla niego problemem nowy jeździec czy właściwie nowa amazonka, a aura, która dziś nieco go przytłoczyła - wszystko było takie absorbujące! Dlatego w trakcie rozgrzewki okazał się bardzo rozkojarzony, przez co dużo czasu zajęło im dotarcie do siebie i względne rozluźnienie. Nadal trochę mu zajmowało rozluźnienie się, a ze względu na panujące w powietrzu emocje był spięty bardziej niż zazwyczaj, co przekładało się przede wszystkim na jakość jego chodów, które w przypadku czworoboku były naprawdę istotne. Ostatecznie jako tako się dogadali, by po zakłusowaniu skierować się na czworobok konkursowy.
W A wjechał sprężystym, acz ciągnącym kłusem - na zasadzie opóźnionego nieco wlokącego zadu. Aktywizacja ogiera ze strony dziewczyny dobrze wpłynęła na poprawę jakości chodu, gdyż z łaską nieco obniżył zad, aktywniej nim wkraczając pod kłodę. Miał nieco niespokojny pysk, niejako odbijając się od ręki dziewczyny, mimo to, że jej ręka była plastyczna i przyjemna. Do stój zatrzymał się równo odpowiednio do tego przygotowany, mieląc nerwowo wędzidło strzygł uszami czekając na kolejny sygnał z niecierpliwieniem. Na sygnał do kłusa odpowiedział z opóźnieniem, wracając do wcześniej uzyskanej jakości kłusa roboczego.
Dojeżdżając do C, gdzie siedzieli sędziowie zawiesił się, by następnie wisząc na zewnętrznej wodzy faktycznie z chęcią ściąć zakręt. Próbował tej samej sztuczki w kolejnym narożniku, jednak przypilnowany na pomocach tym razem wpisał się w zakręt całym ciałem. W trakcie zakrętów na linii E-B nieco pływał zadem widocznie go spóźniając, mimo prób ponaglenia tyłów ogiera przez dziewczynę. No niestety, gorszy dzień.
Na ścianie, jadąc od A nieco ożywił się rżąc do koni i przez to dostając nieco impulsu, który po wjeździe na linię środkową prysnął. Ogier skierowany do ustępowania "spuchł" w łydkach i mimo w miarę poprawnego krzyżowania przy zachowaniu ruchu naprzód stracił impuls przez co sam chód boczny był bez ekspresji i efektu wow. Po powrocie na ścianę i reprymendzie na łydce nieznacznie dodał, by od razu na sygnał w C zagalopować. Na dodanie w galopie odpowiedział od razu, ale przez jego próby uwalania się na przodzie sam galop wyszedł nieco płaski i mało okrągły. Heisen mielił nerwowo wędzidło wyczuwalnie będąc myślami daleko poza czworobokiem. Wprowadzony na koło spróbował sam z siebie nieco zwolnić mimo prób popędzania przez jego amazonkę. O dziwo posłusznie przeszedł do kłusa, wjeżdżając nim następnie na przekątną i nie będąc świadomym ich pomyłki po prostu niechętnie robił to co dziewczyna obecnie chciała.
Po powrocie na ścianę przestał mieć problemy z gięciem się od pomocy dziewczyny i poprawnie wpisywał się w zakręty, a wprowadzony na przekątną znów przesadnie uwalił się na przodzie, wisząc dziewczynie na ręce i chwilowo zagryzając wędzidło po prostu zaczął szybciej przebierać nogami, a nie poszerzać ramy. Dopiero kuksaniec na wędzidle pod koniec przekątnej ogarnął go na tyle, że ostatecznie wycofał się, zwalniając do roboczego. Po wyjechaniu narożnika odpowiednio przygotowany zatrzymał się z A, nie mając ze staniem akurat żadnego problemu, nie licząc tego, że nerwowo obijał ogonem o boki.
Nerwowo ruszył przed siebie, a skierowany na przekątną w stępie, gdzie otrzymał nieco swobody chętnie poszerzył ramy, by zarżeć znów rozkojarzony do koni z innej części ośrodka. Przez to rozkojarzenia i chwilowe odpuszczenia na wodzy faktycznie zjechali nieco ze śladu, ale z powrotem nie było problemów.
W C posłusznie zakłusował z nieco lepszym tempem niż wcześniej, a skierowany na koło o dziwo zszedł do ręki dziewczyny wykonując w miarę zadowalające żucie z ręki, przy poprawnej sylwetce ogiera. Po zakończeniu koła wrócił do roboczego nieco wycofując się na pomoce dziewczyny, by skierowany na linię środkową i zepchnięty do ustępowania tym razem pozostać na pomocach i faktycznie polepszając chód boczny. W trakcie ustępowania pozostał sprężysty pokazując dobre krzyżowanie. Po powrocie na ścianie, przed literką C poczuł półparadę, by następnie w literze zagalopować w miarę rozluźnionym. Miał teraz nieco okrąglejszy i wydajniejszy galop, zapewne przez wzgląd na zmęczenie i tego "że z niego zeszło". Parskając poszerzył foulę na długiej ścianie znacznie mniej wisząc na ręce dziewczyny. Skierowany na koło pod koniec ściany zachował równowagę tym razem skracając galop, a nie przechodząc do kłusa. Roboczym wrócił na ścianę i poprawnie wpisując się w narożniki został skierowany na przekątną, gdzie nie otrzymując sygnału do lotnej nie wychylał się czekając na kolejną pomoc z siodła.
Przytrzymany w X płynnie wrócił do kłusa w miarę dobrym tempie kończąc przekątną. Skierowany na drugą przekątną ponownie dodał w odpowiedzi na pomoce dziewczyny jednak znów zawisł jej na ręce nie poszerzając ram, a jedynie przyśpieszając do tego spiętym. Dał się skrócić przed narożnikiem, by ostatecznie nieco pływając (zadem) wjechać na linię środkową, a przygotowany przez literą X zatrzymać się w niej równo. Położył po sobie uszy niezadowolony z tego wszystkiego, by z chęcią przyjąć długą wodzę i swobodnym stępem chętnie opuścić teren białych płotków.

[zt]
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Zasady wymiany i nasze bannery znajdziesz tutaj.
Fort Florence
Eastbourne pogoda
Strona wygenerowana w 0,13 sekundy. Zapytań do SQL: 13